niedziela, 11 maja 2014

VI. Rozdział 3

            Danea najwolniej jak tylko potrafiła schodziła po krętych schodach do podziemnej części zamku. Nigdy wcześniej nie była w tym miejscu, bo nie było potrzeby, aby to zrobić. Dziś miał być jej pierwszy raz i okropnie się tego bała. I to wcale nie do końca chodziło o miejsce, w którym ma się znaleźć, tylko o to, co miała tam zrobić.
            Odkąd trzy dni temu w zamku pojawił się Cam i Rayna dziewczyna żyła w przeświadczeniu, że to, co się dzieje naokoło nie powinno w ogóle mieć miejsca. Domino w ogóle nie pojawiła się w pałacu od momentu, w którym przekazała im tamtą wiadomość. Nikt nie wiedział, co się z nią dzieje. Nikt nie wiedział, czy to tylko zakaz Zeusa, czy może coś stało się czarownicy. Nie mieli też żadnych możliwości, aby się o tym dowiedzieć. Drugą i o wiele gorszą dla Danea rzeczą było to, że przez obecność Cama nie była wstanie normalnie spać. W nocy non stop widziała sceny tego, co stało się Mai. Księżniczce wydawało się, że już dawno temu usunęła ze swojej głowy wspomnienia tamtego dnia. Teraz jednak okazało się, że to nie była prawa. One nadal gdzieś tam były i czekały na dobrą okazję, aby zacząć dręczyć swoją właścicielkę.
            Więźniowe zostali umieszczeni właśnie w miejscu, do którego zmierzała Danea. Było to coś bardzo podobnego do lochów. Nigdy wcześniej nie były nawet użyte, ponieważ ta dwójka była pierwszymi przedstawicielami Przeklętych Twórczyni, którzy w ogóle przekroczyli próg tego zamku. Max zapewniał ją, że cele, w których znajdują się nie pozwolą na użycie iluzji, dlatego wszyscy powinni być bezpieczni. Danea jednak nie tego się najbardziej obawiała.
            Gdy w końcu znalazła się na samym dole, została przywitana przez trzy osoby. Adrian stał pod ścianą i tylko kiwnął głowa na jej widok. Danea od razu wiedziała, że jest bardzo spięty. Zastanawiała się, który fakt wpłynął na to bardziej. To, że jego siostra jest dosłownie za ścianą, czy to, że nie ma żadnych wieści od Domino. Księżniczka nie raz próbowała porozmawiać z nim o tej całej sytuacji, ale Adrian uparcie milczał i nie chciał podzielić się z nikim swoimi uczuciami.
            Kolejną osobą, którą zobaczyła był Max. Ten w ogóle nie ukrywał swoich uczuć. Non stop zerkał w stronę drzwi, za którymi musiała znajdować się cela Cama. Jej brat był jedną z nielicznych osób, która wiedziała, że historia o tym, iż Maja została zgwałcona przez Cama jest prawdziwa. Większość Przeklętych nie chciała w to uwierzyć, co oczywiście było z korzyścią dla Danei. Dziewczyna widziała po jego minie, że z wielka chęcią wszedłby do tej celi i zrobił bratu Tori coś, czego tamten na pewno by w życiu nie zapomniał. Danea mimo tej całej nienawiści do chłopaka, nie była wstanie pozwolić nikomu na to, aby został skrzywdzony. Z opowieści wiedziała, że Cam wycierpiał w dzieciństwie naprawdę dużo. Wiedziała, że to nie jest powód, aby go teraz bronić, ale nie chciała mieć w nim jeszcze większego wroga.
            Ostatnią osobą, która znajdowała się w pomieszczeniu była Elaine. Ta, jako jedyna stała z niewielkim uśmiechem na ustach. To ona przekonała wszystkich, że rozmowa z więźniami będzie najlepszą rzeczą, jaką mogą teraz zrobić. To również ona namówiła Danee, aby porozmawiała z nimi. Elaine potrafiła znaleźć sposób, aby namówić innych do swoich racji, dlatego nikogo nie zdziwiło, że Danea zgodziła się na jej propozycję, mimo że całe jej wnętrzności drżały przed tym.
            Elaine widząc przerażoną minę Danei od razu podeszła do niej i objęła ją opiekuńczo ramieniem.
            - Cele są sprawdzone, oni nie będą wstanie rzucić nawet najmniejszej iluzji. Są również unieruchomieni tak, aby nie zrobili niczego głupiego. Nie masz się czym przejmować.
            Danea przez chwilę uwierzyła w jej słowa. Wszystko pękło niczym bańka mydlana w momencie, w którym została zaprowadzona przed drzwi, na które Max patrzył z taką nienawiścią. Przełknęła głośno ślinę i spojrzała w stronę brata.
            - Jeśli chcesz, mogę wejść tam z tobą – zaproponował chłopak, patrząc na nią opiekuńczo.
            Przez pierwsze kilka sekund Danea chciała się zgodzić. Wiedziała, że wtedy będzie bezpieczna. Cam nie otworzy ust, by powiedzieć w jej stronę niczego obraźliwego, bo nie będzie sama. Dopiero po tym dotarło do niej, że wtedy na pewno niczego się nie dowie. Zaprzepaści swoją jedyną szansę, aby poznać sekret tej sprawy. A do tego nie chciała dopuścić.
            - Nie Max, musze poradzić sobie z tym sama – odpowiedziała mu w końcu mając nadzieję, że nie będzie żałować tej decyzji.
            Chłopak kiwnął tylko głową. Dziewczyna próbowała jeszcze odczytać coś z jego twarzy, ale nie była wstanie. Poczuła na swoim ramieniu dłoń, która należała do Adriana.
            - Nie martw się, będziemy zaraz za drzwiami.
            Po tych słowach Elaine nacisnęła na klamkę i wpuściła Danea do pomieszczenia zamykając na nią drzwi. Cela, którą zajmował Cam była naprawdę niewielka. W jednym roku stało łóżko, które musiało być tak samo stare, jak to całe miejsce. I to właśnie tam siedział Cam. Danea od razu widziała, że chłopak nie będzie wstanie ruszyć się stamtąd, ponieważ naokoło łóżka błyszczała bariera, która musiała zostać stworzona przez Alice.
            Gdy drzwi zamknęły się za Daneą, chłopak podniósł na nią wzrok. Kąciki jego ust uniosły się do góry w dość obleśnym uśmiechu. Jego wzrok przesuwał się leniwie po ciele dziewczyny. Nic nie powiedział, ale Księżniczka i tak miała wrażenie, że za chwilę zemdleje. Potrzebowała chwili, aby uspokoić się.
            - Po co tu przyszliście? – zapytała prosto z mostu mając nadzieję, że dzięki temu Cam przestanie się jej przyglądać.
            Chłopak po chwili przeniósł wzrok w stronę jej twarzy. Patrzył przez moment z tą samą miną, która gościła na jego twarzy od samego początku. Po tym jednak coś diametralnie się zmieniło. Na jego twarzy pojawiła się wściekłość.
            - To wszystko wina tej k…..! – krzyknął tak głośno, że Danea aż drgnęła. Nie spodziewała się, że jedno pytanie może aż tyle zdziałać. – Ona to wszystko wymyśliła i nawet nie powiadomiła o tym Tori. Namówiła mnie do tego. Jak ja mogłem być taki głupi, aby zgodzić się pomagać jej w tej sprawie? Przecież było wiadomo, że ona robi to wszystko dla siebie. Nie interesuje ją to, co chciała Tori. Ona uważa, że wie lepiej!
            Danea była coraz bardziej zaskoczona tym wszystkim. Nie spodziewała się usłyszeć czegoś takiego. Cam mówił trochę chaotycznie, ale ona bez problemu zrozumiała, że osobą, o której mówi jest Rayna. Czemu jednak najlepsza przyjaciółka Tori chciała ją zdradzić?
            Danea nie czekała na dalszą część wypowiedzi Cama, choć była pewna, że ta nastąpi. Złapała za klamkę i wyszła z pomieszczenia. Ten gwałtowny gest przeraził wszystkich stojących na zewnątrz.
            - To Rayna – powiedziała po chwili. – Ona to wszytko wymyśliła.
            Elaine popatrzyła zaskoczona w stronę Adriana, a po tym jej wzrok znów wrócił do Danei.
            - Niby, czemu miałaby to zrobić? Nie wydaje mi się, aby miała powód, aby zdradzić swoją przyjaciółkę.
            Danea rozejrzała się po pomieszczeniu, jakby szukała odpowiedzi na swoje pytanie. Gdy jej wzrok zatrzymał się na Adrianie rozumiała.
            - Rayna miała powód i to całkiem duży – odpowiedziała pospiesznie, po czym ruszyła w stronę drugich drzwi. – Muszę z nią porozmawiać. Teraz.
            Dziewczyna widziała kontem oka jak Elaine posyła zaskoczone spojrzenie w stronę Maxa. Żadne z nich jednak nie zaprotestowało. Danea nie czekając na nic więcej nacisnęła na klamkę i weszła do drugiego pomieszczenia.
            Rayna mimo tego, że ostatnie dni spędziła w zamknięciu, do tego w niezbyt dogodnych warunkach, nadal prezentowała się wspaniale. Była to jedna z nielicznych rzeczy, której Danea jej zazdrościła. Gdy siostra Adriana podniosła na nią wzrok Księżniczka nie zobaczyła tam ani grama pogardy, tak jak w oczach Cama. Widziała tam tylko poddanie i chęć pomocy.
            - Witaj Księżniczko. Wiedziałam, że mnie w końcu odwiedzisz – powiedziała cichym głosem, który jeszcze bardziej ją zaskoczył.
            - Czemu dałaś się złapać? Co ci to da? – zapytała od razu Danea, mając nadzieję, że dowie się wszystkiego w jak najkrótszym czasie i opuści to miejsce.
            Na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech, którego Danea nie spodziewała się tam zobaczyć.
            - To chyba jest dość jasne, prawda? Robię to wszystko dla Adriana.
            Księżniczką miała ochotę przewrócić oczami. Tyle już zdążyła się domyśleć sama.
            - Pytanie tylko, czemu? Tyle czasu spędziłaś u boku Tori wiedząc, że twój brat i tak będzie robić inaczej. Czemu akurat teraz postanowiłaś odejść od swojej najlepszej przyjaciółki i pomóc nam?
            Wielu Przeklętych uważało, że to właśnie Ryana jest jedną z najwierniejszych pomocnic Tori. Że poświęciła dla niej tak dużo, i że tylko ona do samego końca zostanie u boku czarownicy. To, co działo się teraz było czymś naprawdę dziwnym.
            - Przez całe życie najważniejszymi dla mnie osobami byli przyjaciele i rodzina. Tori przez większość czasu była uważana przeze mnie, jako ktoś, kto stoi pomiędzy tymi dwiema postaciami. Teraz musiałam wybierać, albo będę do końca wierna jej, albo spróbuję pogodzić się z bratem. Mimo, że tego nie widać, rodzina zawsze była dla mnie na pierwszym miejscu. W tych ostatnich dniach życia Adriana chcę, chociaż z nim porozmawiać i wytłumaczyć swoje zachowanie. Nie wiem, czy mi wybaczy, ale chociaż będzie wiedział, czemu to wszystko zrobiłam.
            Danea przypatrywała się jej twarzy próbując zobaczyć na niej, choć ślad tego, że Rayna może kłamać. Problem był taki, że albo była doskonałą aktorką, albo to wszystko, co mówiła było prawdą. Księżniczka w głębi serca czuła, że to wszystko jest prawdą. Nie potrafiła jednak zaufać Raynie. Nie po tym wszystkim, co się wydarzyło.
            Dziewczyna skupiła się na analizie słów blondynki, przez co nie zwróciła uwagi na pewno zdanie, które było tam zawarte.
            - Czemu niby w ostatnich dniach? – zapytała próbując zrozumieć, co ta miała na myśli.
            Rayna popatrzyła na nią podnosząc brwi.
            - Obydwie doskonale wiemy, że gdy zabijesz Tori, wszyscy Przeklęci zginą.
            - Ale jeśli przegramy, to nic się nie wydarzy – powiedziała Danea, oczekując teraz na najgorsze.
            Mina Rayny od razu powiedziała jej, że jest jeszcze coś, o czym Księżniczka nie wiedziała.
             - Na pewno słyszałaś plotki o broni, która będzie wstanie zabić każdego Przeklętego. – Gdy Danea potwierdziła ten fakt kiwnięciem głowy Rayna kontynuowała. – To nie są tylko plotki, to szczera prawda. Tori już dawno wynalazła tę broń. Nie używała jej jednak prawie w ogóle w obawie, że ktoś może się dowiedzieć, że to wszystko nie jest tylko żart i zechce ją jej wykraść. Została użyta tylko na jednej osobie. A dokładnie na tobie.
            Danea popatrzyła na nią otwierając szeroko oczy.  Ne mogła uwierzyć w to, co usłyszała. Tori naprawdę wynalazła broń, która jest wstanie zabić wszystkich. Próbowała sobie również przypomnieć, kiedy to czarownica mogłaby użyć jej na niej samej.
            - Nie będziesz tego pamiętać – dodała po chwili Rayna. – Byłaś wtedy nieprzytomna. Pamiętasz dzień, w który Tori zabiła cię po raz pierwszy? Gdy przemieniła cię w Przeklętą? Miałaś wtedy ranę na brzuchu, prawda? Ranę, która się nie goiła. Działo się tak, ponieważ Tori użyła wtedy po raz pierwszy swojej broni, aby sprawdzić, czy ona naprawdę działa.
            Danea potrzebowała chwili, aby to przetrawić. Przez cały czas wydawało jej się, że pokonanie Tori będzie trudne. Teraz, gdy dowiedziała się jeszcze tego zrozumiała, że tak naprawdę nie ma z nią prawie żadnych szans.
            - Tori chce użyć tej broni w momencie, w którym wy ich zaatakujecie. Wie, że będzie to dla was prawdziwe zaskoczenie, gdy wszyscy zaczną padać jak muchy. Dlatego podjęłam taką decyzję. Mój brat tak, czy siak umrze. Nie chcę, aby odszedł z tego świata mając mnie za złoczyńcę. Chcę mu wszystko wyjaśnić.
            - Adrian nie uwierzy ci na słowo – odpowiedziała Danea, tracąc już resztki nadziei.
            - Wiem – odpowiedziała jej prędko Rayna. – Dlatego przyniosłam coś, aby mi uwierzył.
             Wtedy ku zaskoczeniu Księżniczki dziewczyna sięgnęła do swoich włosów wyjmując stamtąd dwie wsuwki. Rzuciła je na ziemię obok Danei. Chwilę później te dwa niepozorne przedmioty obwiał dym, ukazując ich prawdziwa postać. Złota rękojeść i ostrze przeźroczyste i bardzo podobanie do kryształu.
            - Większość jej własnych Przeklętych nie wie o tej broni. Dała ją tylko kilku zaufanym osobom, dla własnej obrony. Cam powinien też mieć kilka takich przy sobie. Nie wydaje mi się jednak, że pod taką samą postacią, jak te moje – powiedziała Rayna, gdy Danea ukucnęła, aby podnieść broń z ziemi i przyjrzeć się jej dokładnie.
            - Nie wydaje mi się jednak, abyśmy wygrali z Tori mając dwa sztylety – powiedziała cierpko, obracając broń w dłoni.
            - Dlatego właśnie chcę wam to umożliwić. A poza tym pomogę ci w jeszcze jednej sprawie, którą tak pragniesz zakończyć.
            Danea słysząc te słowa spojrzała na Rayne z nadzieją. Była tylko jedna sprawa, którą dziewczyna chciała zrobić, prócz zamordowania Tori.
             - Wiem gdzie jest wejście, którego tak szukasz. Wiem również, gdzie znajdziesz Shanea i w jaki sposób możesz go uwolnić. Tam też będziesz mogła zaopatrzyć się w broń. Nie będzie jej tak dużo, jakbyś chciała, ale zawsze więcej, niż to, co już masz.
            Danea po raz pierwszy, gdy się tu pojawiała poczuła nadzieję, ale i również nieufność do Rayny.
            - Skąd mam wiedzieć, że to nie jest jakaś sztuczka, którą wymyśliłaś wraz z Tori. Może to wszystko był od samego początku wasz plan – zapytała Danea mając nadzieję, że Rayna znajdzie jakiś sposób, aby przekonać ją, że to prawda.
            - Gdyby to wszystko miało być podstępem, a Tori wiedziałaby o istnieniu tego wejścia, to już dawno byś nie żyła. Zresztą, jak chcesz, możesz zapytać Elaine, czy znajdziesz tam kogoś innego, komu zaufasz. Powiedzą ci, że rodzina zawsze była dla mnie najważniejsza, pomimo, że robię to, co robię.
            Danea wiedziała, że teraz przyszła chwila na nią. To ona musiała zdecydować, czy zaufa Raynie i poprosi o te informacje, czy wyjdzie i uda, że to wszystko, czego się tu dowiedziała było nieprawdą. Nie musiała pytać Elaine o to. Doskonale wiedziała, jaki stosunek ma ta dziewczyna do swojego brata. Już nie raz to widziała, choć sam Adrian nie chciał mieć z nią żadnych kontaktów.
            - Gdzie jest to wejście? Jak ominąć wilki i dostać się do niego? – zapytała podejmując decyzję.
            Miała tylko nadzieję, że będzie ona dobra.
            - Nie ma potrzeby omijania wilków, ani także wychodzenia z tego pałacu. Wejście jest tuż pod twoim nosem – zaczęła Rayna, a na jej twarzy zagościł uśmiech. – Wejście jest tu w twoim pałacu i rozciąga się pod całą wyspą, aż do kryjówki Tori. Nikt prócz mnie nie wie o jego istnieniu. Niektórzy nawet nie wierzą, że ono jest.
            Serce Danei zaczęło bić jak oszalałe z podekscytowania. Była co raz bliżej odnalezienia Shanea.
            - Jak znaleźć to wejście? – zapytała, nie zastanawiając się, czy to w ogóle może być prawda.
            - Jak wyjdziesz z tego pomieszczenia, musisz iść do końca korytarza. Tam na wysokości dłoni powinnaś znaleźć jedną poluzowaną cegłę. Wciśniesz ją, a drzwi się otworzą. To samo musisz zrobić po drugiej stronie.
             Danea powtórzyła w myślach wszystko, czego się dowiedziała. Z szerokim uśmiechem na twarzy ruszyła w stronę drzwi.
            - Danea – zawołała ją Rayna. – Mogę mieć do ciebie jedną prośbę? Porozmawiaj z Adrianem. Powiedz mu o tym wszystkim, co ci tu dziś powiedziałam. Powiedz mu, że przez cały czas kochałam go i że chcę z nim porozmawiać.
            Księżniczka kiwnęła głową i cała w skowronkach wyszła z pomieszczenia.
            Tak jak się spodziewała, cała trójka stała w tym samym miejscu, co wcześniej. Nie rozmawiali, jakby za wszelką cenę próbowali podsłuchać rozmowę, która toczyła się w środku. Danea już chciała odtworzyć usta, aby powiadomić ich o tym, co się dowiedziała, gdy Elaine podeszła do niej z miną bardzo podobną do tej, co była na ustach innych.
            - Nie możesz jej wierzyć – powiedziała, łapiąc ją za ramię. – To wszystko bujda. Nie wydaje mi się, aby ona była wstanie zdradzić Tori i jeszcze przyjść powiadomić nas o jej planach. To niemożliwe. To pułapka, aby zagonić nas do kryjówki Tori, prosto w jej sidła.
            Te słowa potwierdziły tylko fakt, że jej przyjaciele nie omieszkali podsłuchać całej rozmowy i do tego wyrobić sobie własne zdanie na ten temat. Dziewczyna już chciała bronić własnych racji, ale nie zdążyła. Alice, której nikt wcześniej nie zobaczył, pojawiła się na samym dole schodów. Po jej minie było widać, że i ona słyszała całą rozmowę i że ma coś na ten temat do powiedzenia.
            - Powiem wam jedno. Możecie nie wierzyć w intencje Rayny. Możecie jej nie ufać. Ale wszyscy doskonale wiemy, że ona nie kłamie. Zawsze wolała powiedzieć prawdę komuś w twarz, niż okłamywać go. To, co powiedziała na pewno jest prawdą, nawet, jeśli wam się tak nie wydaje. Zgodzę się też z faktem, że rodzina zawsze była i będzie dla niej najważniejsza. Choćby świat się walił, a ona miałaby wybierać pomiędzy swoim losem, a losem Adriana, to i tak zawsze wybierze jego.
            Słowa Alice zamknęły wszystkim buzie, nawet Elaine, która zawsze znajdowała sposób, aby przegadać innych. W tym momencie popatrzyła na Alice, jakby to w niej szukała pomocy.
            - Ja jej tam nie puszczę – powiedziała hardo, mając nadzieję, że to pomoże.
            - Sama możesz pójść – odpowiedziała jej, z równie poważną miną, Alice. – Jeśli ktoś tego nie zrobi, to zaprzepaścicie naprawę dużą szanse na wygraną w tym pojedynku. Skoro Tori na prawdę wynalazła taką broń, to oznacza, że stoicie na przegranej pozycji. Nie wygracie. Potrzebna jest wam broń równie ślina, co broń Tori. A możecie ją tylko zdobyć idąc do jej własnej siedziby.
            Danea uśmiechnęła się, widząc zrezygnowaną minę Elaine. Po raz pierwszy komuś udało się podważyć jej zdanie. I to niezmiernie cieszyło Księżniczkę.
Przeprasza, przepraszam, przepraszam! Obiecuje, że się poprawię!

2 komentarze:

  1. Przybywam z komentarzem! Przepraszam, że dopiero teraz i że tyle mi to zajęło.
    Danea stoi przed naprawdę trudnym wyborem. Może zaufać Raynie, może uznać jej słowa za kłamstwa, lecz z drugiej strony... to jedyna szansa na ratunek. Przeklęci faktycznie znajdują się na przegranej pozycji. Skoro Tori wynalazła broń mogącą zabić ich wszystkich, sytuacja uległa znacznemu pogorszeniu. Jedyna nadzieja w Raynie. Wydaje mi się, że Alice ma rację. Kobieta nie kłamie, dla niej ważniejsza jest rodzina. Mam tylko nadzieję, że Adrian uwierzy w intencje swojej siostry i również jej przebaczy.
    Rozdział naprawdę ciekawy, dużo się w nim wyjaśniło. Od razu się wciągnęłam :) Nie wiem czemu, ale to opowiadanie czyta mi się jakoś lepiej :D A poza tym - cudooowny szablon!! :* Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem naprawdę zaskoczona widząc Twój komentarz ^^ mnie by się osobiście nie chciało nadrabiać aż tylu rozdziałów xd
      oczywiście cieszę się, że Ci się podoba.
      Pozdrawiam ;*

      Usuń

wykonała Anaya