niedziela, 9 marca 2014

VI. Rozdział 1

            Danea złapała się za gładką krawędź kamiennego stołu zastanawiając się, kto mógłby ją nauczyć mdleć na zawołanie. W tym momencie ta umiejętność naprawdę by jej się przydała. I ku zaskoczeniu wielu ludzi, nie nauczyła się jej będąc rozpieszczoną księżniczką na zamku królewskim. Nim zdołała się powstrzymać, usiadła ciężko na ziemi, robią przy okazji więcej hałasu, niż jest to potrzebne przy tej czynności. Po tym, na oślep sięgnęła za siebie w poszukiwaniu dzbana z zimną wodą. Nie miała nawet siły, aby się odwrócić, nie mówiąc już o innych czynnościach. Gdy w końcu jej ręka natrafiła na poszukiwany przedmiot, złapała go i przyciągnęła do siebie. Nie próbowała nawet szukać szklanki. Wiedziała doskonale, że jest na stole, ale nie miała ochoty wstawać, aby się do niej dostać. Napiła się wody tak gwałtownie, jakby, co najmniej przez tydzień nie piła. Danea wiedziała, że nie jest to prawda, choć czuła się jakby była. Jej ciało bolała ją w każdym możliwym miejscu, a gardło było wyschnięte na wiór. Po twarzy i szyi spływały niewielkie krople potu, które tylko potwierdzały obserwatorów w fakcie, jak bardzo dziewczyna zmęczyła się w ciągu ostatniego czasu. Jej oddech był również szybki i urwany, jakby przebiegła się w około całej wyspy bez żadnego zatrzymania. Problem był jednak taki, że nawet nie wyszła z tego pomieszczenia, w którym znajdowała się od ponad dwóch godzin i tylko marzyła, aby w końcu się z niego wydostać. Do tego wszystkiego było jej jeszcze strasznie gorąco, jakby znajdowała się na pustyni w samo południe, w środku lata. Z tego wszystkiego miała tylko rację, co do południa. Zegar, który był jedyną ozdobą tego pomieszczenia, oprócz stołu wybił jakiś czas temu dokładnie tą godzinę.
            Danea nie zwracając uwagi na ponaglające spojrzenia swojego towarzysza położyła się na zimnej posadzce. Ta czynność przysporzyła jej trochę bólu, ale efekt był lepszy od oczekiwanego. Kamienna podłoga była chłodna, przez co dawała swego rodzaju ukojenie dla zbolałych mięśni dziewczyny. Danea w myślach zaczęła liczyć zastanawiając się, w którym momencie jej towarzysz będzie kazał jej wstawać. Zdołała doliczyć do sześćdziesięciu, gdy poczuła na swoim ramieniu ostrą końcówkę miecza.
            - Wstawaj leniu. Czas twojej przerwy już dawno się skończył. Śmiem twierdzić, że nawet nie dałem ci na nią pozwolenia – usłyszała rozbawiony głos, który doskonale znała od tylu lat.
            - Jesteś sadystą Adrianie – wymruczała bardziej do posadzki, niż do niego. – Ćwiczymy już od dwóch godzin, a moja jedyna przerwa trwała dwie minuty. Tak nie można.
            Gdy usłyszała śmiech, westchnęła wiedząc, że jej przemowa raczej nic nie dała. Podnosząc się mozolnie z ziemi wyobrażała sobie najróżniejsze tortury na sowim przyjacielu. Trochę to ją zmotywowało. Podniosła z ziemi porzucony wcześniej miecz. Nigdy nawet w swoich najdziwniejszych pomysłach nie wyobrażała sobie, że kiedyś będzie uczyć się walczyć. Żadna z jej poprzednich wcieleń nie musiała opanować tej czynności. Teraz została do tego zmuszona
            - Jeśli mnie pokonasz, to skończymy zajęcia – powiedział Adrian uśmiechając się do niej rozbawiony.
            Danea była wręcz pewna, że Adrian jeszcze nigdy nie spotkał się z takim beztalenciem w walce, jak ona. I to najbardziej ją martwiło. Tak naprawdę wcale nie została zmuszona to pobierania tych nauk od przyjaciela. Sama się na nie zgodziła, gdy Adrian zaproponował jej współpracę. Dziewczyna niekiedy nawet zastanawiała się, czym tak naprawdę było to spowodowane – troską o jej zdrowie, czy może po prostu nadzieją, że w ten sposób pokona Tori.
            To wcielenie było dla wszystkich wielkim zaskoczeniem. Wcześniej, gdy pojawiali się w nowym miejscu Danea zawsze była niemowlęciem, a oni sami w ciągu dwóch dni spotykali jakąś Odwierną, która pomagała im odnaleźć się w nowym miejscu i czasie. Teraz wszytko uległo diametralnej zmianie. Gdy Danea pojawiała się, sama była niezmiernie zdziwiona. Szybko jednak jej zaskoczenie minęło, ponieważ przez własną nieuwagę wpadła do rwącej rzeki. Z powodu śmierci, którą zadali jej Rayna i Cam dziewczyna naprawdę bała się wody. Minęło zaledwie kilka chwil przerażenia i straciła przytomność. Wtedy uznała to za błogosławieństwo. Gdy zaczęła się budzić zrozumiała, że było to głupotą z jej strony. Mogła przecież utonąć, a to raczej nie byłoby pozytywne rozpoczęcie nowego życia. Jak się okazało Adrian i Elaine odnaleźli ją i uratowali, za co dziewczyna była im wdzięczna. Nie ruszali się jednak z tamtego miejsca, przez co Danea przez prawie tydzień musiała znosić obecność wody w swoim otoczeniu. Dwójka jej przyjaciół postawiła sobie za punkt honoru, że będą chronić ją przed wszelakim niebezpieczeństwem, dlatego nie pozwalali ruszać się jej z tamtego miejsca. Sami chodzili po lesie w poszukiwaniu pożywienia, czy innych Przeklętych. Jak się okazało, było ich całkiem sporo. Szybko ich grupa powiększyła się o kilkanaście osób, a wielu innych plątało się dookoła tego miejsca. Pewnego dnia któreś z nich przyniosło wieści o opuszczonym zamku niedaleko od miejsca, w którym się znaleźli. Na samą myśl o zamku, serce Danea zabiło szybciej. Namówiła innych, aby się tam udali. Oczywiście nie obyło się bez problemów w dotarciu do niego. Zaatakowało ich kilku Przeklętych Twórczyni, mając chyba nadzieję na szybkie zakończenie tej historii, albo odzyskanie miecza. Danea nie wiedziała. W tamtej chwili nie czuła się jak Księżniczka, która miała ich wybawić, tylko jak nic niewarta osoba, która nawet nie wiedziała, jak obronić samą siebie, nie mówiąc już o ocaleniu innych. Wówczas, tylko dzięki Maxowi, który znalazł jej doskonałą kryjówkę, udało jej się ujść z tego bałaganu bez żadnej rany, czy zadrapania. Po pokonaniu ludzi Tori odnaleźli zamek. Danea chciała skakać z radości. Wyglądał bardzo podobnie do miejsca, w którym spędziła dwadzieścia lat, jako Księżniczka. Jak się później okazało, nie było w nim żadnych śladów zamieszkiwania jakiejkolwiek osoby. Szybko się w nim zadomowili i uznali za swój. W tym właśnie momencie Adrian zaproponował jej, że nauczy ją walki. A ona bez zająknięcia zgodziła się.
            Teraz, po upływie prawie roku, miała wrażenie, że była to najgłupsza decyzja pod słońcem. Adrian był naprawdę dobrym nauczycielem, cierpliwym i nigdy nie podnoszącym głosu, gdy coś jej nie wychodziło. Niekiedy jednak miała ochotę powiedzieć mu, aby zaczął na nią krzyczeć, aby dał jej jakąś motywację do dalszego działania. Danea, chcąc nie chcąc, nauczyła się od niego bardzo dużo. Miała jednak nadal wrażenie, że to za mało, aby zniszczyć Tori, czy chociaż raz pokonać Adriana w walce. Chłopak po ucieczce od Tori miał naprawdę bardzo dużo czasu, aby nauczyć się walczyć mieczem. Po tym na dworze Henryka miał możliwość doskonalenia się u najlepszych wojowników. Danea obawiała się, że to, czego się nauczyła, może być nadal za mało, aby pokonać czarownicę.
            Danea wzięła głęboki wdech ustawiając się trzy metry przed Adrianem. Użyła iluzji, aby rozjaśnić swój umysł. Nie dała nawet czasu chłopakowi, aby machnął głową na rozpoczęcie walki, gdy zaatakowała go. Kiedyś wytłumaczył jej, że z powodu tego, iż jest drobna i niska może mieć problemy z pokonaniem przeciwnika większego od siebie. I dlatego też najlepiej go zaskoczyć rozpoczynając walkę, jako pierwsza. To też zrobiła. W oczach Adriana zobaczyła uznanie, gdy musiał gwałtownie cofnąć się pod wpływem jej ciosów. Szybko jednak odzyskał równowagę i zaczął narzucać jej swoje tempo. Tak jak podczas każdej walki zaczął mówić jej głośno ruchy, które powinna wykonać.  Prawo. Lewo. Góra. Dół. Danea doskonale znała już tą sekwencję. Adrian powtarzał ją przy każdej walce w dokładnie tej samej kolejności. Dla niektórych wydawało się dziwne, że zamiast pozwolić jej myśleć samodzielnie, mówi jej, co ma robić. On jednak miał w tym wszystkim swój cel. Danea często zamiast skupić się na obserwowaniu przeciwnika, skupiała się na słuchaniu Adriana. I właśnie w tym był problem. W pewnym momencie powiedział głośno prawo, a cios pojawił się z drugiej strony. Tym razem dziewczyna była na to przygotowana i odbiła go. Zrobiła to również kilka następnych razy, dzięki czemu chłopak przestał powtarzać swoją wyuczoną formułkę. Teraz przychodziła ta część walki, której Danea zawsze się obawiała. Właśnie wtedy Adrian zaczynał używać na niej iluzji. Umowa miedzy nimi była taka, że ona nie miała tego robić wobec niego, ale on w ramach ćwiczeń mógł spróbować na niej kilku swoich sztuczek. Przez kilka chwil walczyli tak samo, jak poprzednio. Po tym, Adrian nagle odskoczył, a przed nim pojawiła się ściana ognia. Danea zatrzymała się sparaliżowana. Choć nie wiadomo jak się starała, nie była wstanie powstrzymać swojego strachu do wody i ognia. Mogła tylko próbować przezwyciężyć ten strach i z nim włączyć. Dlatego tym razem spięła się w sobie i najszybciej jak umiała przebiegła przez płomienie. Po drugiej stronie czekał już na nią Adrian z mieczem w gotowości. Danea była tak uradowana ze swojego sukcesu, że zapomniała o obserwacji przeciwnika. Miecz chłopaka uderzył ją w ramię przecinając skórę.
            - Skup się – zawołał do niej.
            Danea nawet nie wiedziała, czemu, ale na dźwięk tych dwóch słów poczuła wściekłość. Wiedziała, że nie powinna łamać zasad, które razem ustalili, ale za punkt honoru postawiła sobie wygraną. Nim zdołała to przemyśleć, użyła iluzji, aby przyćmić trochę wzrok Adriana. Wiedziała, że nie będzie działało to zbyt długo, ale tyle musiało jej wystarczyć. Od razu rzuciła się w jego stronę, przykładając mu do szyi miecz. Gdy poczuła, że iluzja przestała działać, przycisnęła broń mocniej, aby pokazać mu, co jest grane.
            - Wygrałam – powiedziała z dumą w głosie.
            Nie spodziewała się jednak tego, co stało się chwilę później. Postać, która stała przed nią zrobiła się strasznie miękka, jakby w ogóle nie była człowiekiem. Nim Danea zdołała sobie uświadomić, co się dzieje, zamiast Adriana przed nią stanęła postać, która cała była zrobiona z wody. Dziewczyna bez problemu potrafiła oprzeć się magii ognia, jednak nie potrafiła pokonać wody. Ten żywioł nadal ją prześladował. Danea upuściła miecz, ale nie zdążyła zabrać rąk. Wodnista postać zaczęła wciągać ją w swoje ciało całkowicie ją unieruchamiając. Przez kilka chwil znów czuła na swoim karku dłonie Cama, które wpychając jej głowę w brudną wodę i próbuje ją w ten sposób pozbawiać życia. Jedynym dowodem na to, że była to iluzja był fakt, że udało jej się krzyknąć najgłośniej jak tylko umiała. Od razu, gdy ten dźwięk wydostał się z jej krtani, wodnista postać zniknęła, a zimne dłonie Cama zastąpiła klinga miecza.
            - Nie kochana, to ja wygrałem – powiedział do niej Adrian, zabierając z jej szyi broń.
            Danea potrzebowała chwili, aby doprowadzić swoje emocje do porządku i aby wygnać z głowy te nieprzyjemne. Po tym usiała pod ścianą, chowając głowę pomiędzy kolana. Siedziała w takiej pozycji tylko kilka chwil, ponieważ Adrian usiadł koło niej. Złapał ją opiekuńczo za ramię.
            - Idzie ci naprawdę coraz lepiej – powiedział, aby podtrzymać ją na duchu. – Musisz jeszcze tylko pokonać swój strach przed wodą, a wtedy to na pewno mnie pokonasz.
            Choć Danea wiedziała, że jej przyjaciel w ten sposób chciał podtrzymać ją na duchu. Dziewczyna skuliła się jeszcze bardziej.
            - Nigdy mi się nie uda – powiedziała, po chwili spuszczając wzrok.
            Po raz pierwszy przyznała się do porażki.
            - Oczywiście, że ci się uda. Wiele osób w ciebie wierzy. Niestety wszyscy wiedzą, że jest to jeden z twoich słabych punktów, dlatego przy okazji każdej walki będzie to przeciwko tobie wykorzystywane. Dlatego musisz pokazać innym, że jesteś wstanie pokonać własny strach. Musisz to pokazać Tori.
            Danea słysząc te słowa poczuła się lepiej. Jednak jeszcze nie na tyle dobrze, aby nie kontynuować swojego wywodu. Na całe szczęście nie było jej to dane, ponieważ drzwi sali otworzyły się, a do środka weszła Elaine. Danea uśmiechnęła się na jej widok. I to wcale nie, dlatego, że ta wybawiła ją z tej niezręcznej sytuacji. Rozbawiło ją to, w co była jej przyjaciółka ubrana. Miała na sobie strasznie obcisły kostium, który nie przypominał niczego, co wcześniej dziewczyna widziała. Bliżej nieokreślone brązowo zielone wzorki jeszcze bardziej sprawiały, że strój był dziwny. Po za tym, włosy miała spięte tak wysoko, że żaden kosmyk nie opadał jej na twarz. Dzięki temu bez problemu można było zobaczyć jej zdeformowaną, ale na swój sposób piękną twarz. Prawa połowa jej ciała pokryta była czarnymi pasami, które rozkładały się równomiernie. Miały swój początek w miejscu, gdzie powinno znajdować się prawe ucho, ale u niej była tam ciemna dziura. Po prawej stronie nie miała też włosów. Za to po lewej, wszystko wyglądało normalnie. Czarne włosy, które pojawiły się tylko po tej stronie i długa grzywka zasłaniająca prawe pół twarzy. Dla Danei było to głupotą, że zasłaniała tą swoją prawdziwą część twarzy, ale z drugiej strony wiedziała doskonale, dlaczego jej przyjaciółka to robi. Nie posiadała w ogóle lewego oka. Tak jak z uchem nie było żadnego problemu, tak brak oka wyglądał strasznie.
            - Możemy chyba już zacząć – powiedziała kładąc ręce na biodrach.
            Danea usłyszała za sobą westchnienie Adriana. Chyba się domyślił, co takiego chce powiedzieć teraz dziewczyna.
            - Zmieniłaś może jednak zdanie i zechcesz wziąć mnie ze sobą? – zapytała znając i tak odpowiedź.
            Adrian prychnął, po czym wyszedł z pomieszczenia zostawiając obie dziewczyny same. Danea wstała ze swojego miejsca, po czym prawie w podskokach podeszła do Elaine. Ta spojrzała na nią z mieszaniną irytacji i rozbawienia.
            - Wiem, że to pamiętasz, ale postanowiłam jeszcze raz ci to przypomnieć. Nie pójdziesz z nimi nigdzie, tak jak było w naszej umowie. No chyba, że miałoby to oznaczać ostateczny koniec z pewną czarownicą. No i oczywiście chęć włamania do jej posiadłości. W innym przypadku nawet nie licz, że cię puszczę. A teraz proszę nie pytaj o głupoty, tylko zaczynajmy.
            Elaine miała rację. Danea znała już to prawie na pamięć. Nadal jednak za każdym razem, gdy jakaś grupa wyruszała na zwiady to pytała się, czy może iść z nimi. Robiła to tylko po to, aby ją zirytować. A ona zawsze odpowiadała jej powtórzeniem prawie tych samych zdań, co przed chwilą, co niezmiernie irytowało Księżniczkę. Tym razem nie chciała jej tego pokazać, dlatego uśmiechnęła się do niej szeroko, po czym złapała za jej podniesione dłonie.
            Tak naprawdę lekcje Danei nie kończyły się tylko na nauce sztuki walki z Adrianem. Każdego dnia miała dokładnie trzy, na których musiała się męczyć. Drugą z nich były zajęcia z Elaine, na których szlifowała swoje umiejętności iluzji. Jej zdolności były trochę inne, niż u zwykłych Przeklętych. Nikt nie wiedział jednak, czy jest to spowodowane tym, że Tori na niej eksperymentowała, czy może z jakiegoś innego powodu. Iluzja, którą tworzyła była strasznie realistyczna. Nawet, jeśli ktoś wiedziałyby, że to, co widzi nie jest prawdziwe, to i tak nie potrafiłby się z niej wyrwać. To, co potrafiła robić Danea nie było zwykłą iluzją, ale nie było również magią. Było czymś pomiędzy tymi dwoma rzeczami. Był jednak w tym haczyk, ponieważ potrzebowała o wiele więcej skupienia i energii niż inni. Dlatego miała zajęcia z Elaine. Bywały jednak dni, w których dziewczyna szła na zwiady i nie były wstanie wykonać swoich lekcji. Właśnie wtedy Danea wykorzystywała coś, czego nauczyła ją Domino.
            Gdy dziewczyna po raz kolejny otworzyła oczy, świat nie wyglądał już tak samo. Obraz przed jej oczami podzielił się na dwie różne strefy. Po prawej stronie widziała tak jak wcześniej Elaine. Coś w niej się jednak zmieniło. Tam gdzie wcześniej zionęła dziura, teraz znajdowało się oko. Co prawda bez powieki, ale było tam. To samo stało się w miejscu ucha. Drugą, tą lewą połową widziała samą siebie, z perspektywy Elaine. Widziała swoją zaczerwienioną od wysiłku twarz, swoje rozczochrane rude włosy spięte w kitkę oraz jedno z dwójki oczu. Na miejscu drugiego, a dokładnie tego lewego, było widać tylko samo białko. Ucho skurczyło się i tylko z bliska można było zobaczyć, że jeszcze tam jest.
            To właśnie był jeden z dowodów na to, co Danea mogła zrobić ze swoją iluzją. Oczywiście nie zrobiłby tego, gdyby nie niewielka pomoc Domino, która nauczyła ją, jak to się robi. Za pomocą swojej iluzji oddawała brakujące części ciała dla Elaine, dzięki czemu była wstanie oglądać i słyszeć wszystko to, co się w około niej działo. Tylko dlatego jeszcze nie zwariowała w tym zamku, z którego prawie w ogóle nie była wypuszczana.
            - No to do zobaczenia później – powiedziała jej Elaine, po czym odwróciła się i wyszła z pomieszczenia.
            Danea od razu zamknęła lewe oko, które znajdowało się u Elaine, przy okazji przysłaniając sobie widok na to, co ona robi. Po tym w tempie błyskawicy ruszyła do innej części zamku. Nie potrafiła jeszcze skupić się na obydwóch obrazach. Dlatego musiała znaleźć się w miejscu, w którym nikt nie będzie jej przeszkadzać. Odetchnęła dopiero, gdy znalazła się za zamkniętymi drzwiami swojej komnaty. Na swoje nieszczęście to pomieszczenie strasznie przypominało jej własny pokój z czasów, gdy była Księżniczką na dworze królewskim. Tym jednak razem nie zwracała uwagi na te podobieństwa, tylko usiadła na wcześniej przegotowanym miejscu, po czym otworzyła lewe oko. Dwa obrazy znów się zlały, przez co Danea poczuła się trochę dziwnie. Szybko jednak zamknęła prawe oko próbując całkowicie skupić się na tym, co działo się u Elaine.
            Ta znajdowała się już przed zamkiem, na niewielkim dziedzińcu. Tam oprócz niej znajdowało się jeszcze pięć osób. Wszystkie były ubrane bardzo podobnie do niej. Dziewczyna waśnie kończyła wygłaszanie im instrukcji, którą każdy i tak znał na pamięć. Mieli udać się w stronę siedziby Tori i spróbować odnaleźć trzecie, nikomu nieznane wejście.
            Tori nie miała już tyle szczęścia i nie dostała w swoje posiadanie żadnego zamku. Musiała zadowolić się drugą częścią wysypy, która i tak sama w sobie nie była zbyt duża. Jak się okazało, szybko sobie z tym poradziła. Za pomocą magii stworzyła sobie podziemną siedzibę, której początek znajdował się na szczycie dosyć wysokiego pagórka. Danea nie wiedziała, jak ona wygląda z zewnątrz, a tym bardziej od środka. Dowiedziała się jednak od Domino, że jej siedziba ma, aż trzy wejścia. Jedno znajduje się na samym szczycie pagórka, drugie u jego podnóża. Obydwa są bardzo pilnie strzeżone. O tym trzecim nikt nie wie nic oprócz tego, że istnieje. Tori pewnie nim się nie przejmowała. Dla Danei to wejście było bardzo ważne. Potrzebowała go.
            Danea przegapiła moment, w którym wyruszyli. Teraz widziała oczami Elaine, jak szli pomiędzy gęsto ustawionymi drzewami. Szli w niewielkim oddaleniu od siebie. Dopiero teraz Danea zrozumiała, po co im był ten dziwny kostium. Dziewczyna prawie w ogóle nie widziała osób, które idą przed Elaine. Wiedziała, że do tego efektu jest użyta również iluzja, ale nie odniosłaby tak doskonałego efektu, gdyby nie odpowiedni strój. Nie mogli użyć zbyt dużej ilości iluzji, bo wilki Tori były na nią wyczulone. Jeśli było jej dużo, to wyczuwały ją z naprawdę dużej odległości. A tak naprawdę nikt nie wiedział, kto w danym czasie pełnił w okolicy wartę. Dlatego trzeba było się przygotować na każdą możliwość.
            Po jakimś pół godzinnym marszu Elaine przystanęła i machnęła na swoją grupę ręką. Rozdzielili się. Poszli parami przeszukać wybrany wcześniej teren. Dziewczyna została sam na sam ze swoim towarzyszem, którym po kilku chwilach okazał się być Max. Ten spojrzał na oko Danei i uśmiechnął się do niego.
            - Witaj siostrzyczko – zawołał, przez co Elaine kopnęła go w nogę.
            - Tak, tak idioto, krzycz dalej, a na pewno nikt cię nie usłyszy.
            Po tych słowach ruszyli zgodnie przed siebie. Danea, tak jak pewnie i oni, miała tylko nadzieję, że tym razem na warcie nie pojawią się wilki. Przeklętych dało się oszukać, ale wilków już nie. Po prawie dziesięciu minutach zrozumieli, że tego dnia muszą pogodzić się z pechem i porażką.
            Pierwsze, co usłyszała Elaine było to równomierne uderzanie czegoś miękkiego o podłoże. Było ono jednak tak ciche, że uznała to tylko za wytwór swojej wyobraźni. Po tym usłyszała wycie zwierząt. Było już za późno na jakąkolwiek reakcję. Z każdej strony otoczyły ich wilki. Warczały, ale nie podeszły. To oznaczało tylko jedno. Ich alfa był w pobliżu i właśnie zmierzał w tę stronę. Minęła tyko kilkanaście sekund, nim w kręgu pojawił się kolejny. Na pierwszy rzut oka było widać, że to alfa. Był o wiele większy i pokaźniejszy. Biła od niego władza. Sama Elaine czuła przed nim respekt, mimo że nie był już jej władcą. W krótkim czasie jego postać zmieniła się z wilczej w ludzką. Wyglądał o wiele młodziej, niż gdy dziewczyna widziała go po raz ostatni, jako króla Anglii. Henryk zaśmiał się, widząc ich miny, na co Max prychnął.
            - Jak miło i was tu widzieć – zaśmiał się patrząc w ich stronę. – No i do tego są tu moje dzieci.
            Elaine i Danea potrzebowały chwili, aby rozumieć, o co mu chodziło. Na całe szczęście w porę wyręczył ich Max.
            - Danei tu nie ma – wysyczał patrząc na niego wzorkiem rzucającym pioruny.
            Henryk po raz kolejny zaśmiał się.
            - Nie ma jej osobiście, ale za pośrednictwem i owszem.
            Dziewczyna zesztywniała. Nikt, prócz kilku Przeklętych, o tym nie wiedział. Skąd wiec jej znienawidzony ojciec mógł się o tym dowiedzieć?
            - Wiecie, że powinienem teraz wziąć was w niewolę i zaprowadzić przed oblicze Tori? – zapytał w końcu Henryk. – Oczywiście, że wiecie. A domyślacie się, czemu tego nie zrobię? Bo nie widzę w waszych osobach żadnego zagrożenia dla mojej pani. Nic nie uda wam się wskórać. Mojej córce na pewno nie uda się pokonać Tori, a już nie mówiąc o tym, że ją zabije. Jesteście nic niewartymi śmieciami, którymi nie ma, co się przejmować. Dlatego dam wam ultimatum. Policzę do dziesięciu. W tym czasie będziecie mieli czas na to, aby uciec jak najdalej. Po tym zaczną was gonić moje wilki. Zapewne nie chcecie mieć z nimi żadnego bliższego spotkania.
            Żadne z nich nie zdążyło tego przemyśleć. Gdy Henryk zaczął odliczać popatrzyli tylko po sobie, po czym ruszyli sprintem przed siebie. Wiedzieli, że wilki bez problemu będą wstanie ich przegonić. Dlatego, gdy usłyszeli ich zbliżające się kroki, weszli na najbliższe drzewa i tam przeczekali ten dziwny atak. To nie był pierwszy raz, gdy Henryk puszczał ich wolno. Zawsze wymyślał innym sposób tortur. Wiadome było jedno, zawsze wtedy wracało się pogryzionym przez jego zwierzęta.
            Danea, choć strasznie nie chciała, musiała przyznać się do porażki w tym zadaniu.

            Choć bardzo chciała to zrobić, nie zerwała połączenia, aż do momentu, w którym Elaine nie przekroczyła progu zamku. Wiedziała, że jej przyjaciółka jest zła na siebie za to, że po raz kolejny, nawet nie dostała się na teren, który zajmowała Tori. Bała się również, że Danea będzie miała jej za złe tę kolejną porażkę. Owszem, Księżniczka była zła o to, ale nie na Elaine tylko bardziej na samą siebie. Odkąd pojawili się w tym miejscu próbują odnaleźć to wejście. Jeszcze nikomu się to nie udało. Danea niekiedy miała wrażenie, że los sobie z niej kpi, a Domino okłamała ją pod tym względem. Szybko jednak przytomnieje i przestaje obwiniać wszystkich dookoła o to. Sama tak naprawdę była winna tej sytuacji. Wszyscy uważali, że potrzebuje tego wejścia tylko po to, aby zaplanować atak na Tori. Dla niej to była drugorzędna rzecz do zrobienia. Było coś ważniejszego. Musiała kogoś uwolnić. Kogoś bardzo dla niej ważnego.
            Danea tak naprawdę widziała po raz ostatni Shanea, jako Dan, gdy była z nim śmiertelnie pokłócona. Ale raczej to ona się wściekała, a on próbował ją namówić, aby mu wybaczyła. Teraz dziewczyna uważała swoje zachowanie za istną głupotę. Dan miała tak wybuchowy i uparty charakter, że nikt nie był wstanie przemówić jej do rozsądku. Ale gdyby tylko posłuchała wyjaśnień Shanea i mu wybaczyła, nic takiego by się nie wydarzyło. Nie zostałby schwytany przez Przeklętych Tori i nie byłby jej więźniem. To ona się za to wszytko obwiniała. Dlatego tak usilnie próbowała odnaleźć to wejście. Potrzebowała go. Nie widziała sensu ratowania wszystkich, jeżeli nie będzie mogła spędzić kilku ostatnich chwil w swoim życiu u boku najukochańszej osoby.
            Danea nie wyszła ze swojego pomieszczenia, aż do momentu, w którym Elaine nie przekroczyła progu zamku. Zerwała połączenie i od razu udała się na spotkanie. Robiła również dobrą minę do złej gry, aby jej nie urazić. Nie chciała, aby dziewczyna nie czuła się winna, jak ona. Choć już wszytko wiedziała na temat tej sytuacji, wysłuchała opowieści grupy poszukującej. Po tym, po podziękowaniu im za pomoc, odeszła.
            Potrzebowała czegoś, aby przestać myśleć. Albo, chociaż przestać myśleć o tej całej sytuacji. Na całe jej szczęcie, akurat przyszedł czas na jej trzecie zajęcia. Na nich próbowała przezwyciężyć swój strach przed wodą i ogniem. Wszyscy doskonale wiedzieli, że się tego bała, dlatego potrzebowała takich zajęć. Było ono również odskocznią od codzienności, ponieważ nie musiała martwić się o innych. Mogła w końcu pomartwić się o samą siebie.
            Były to jedyne zajęcia, które odbywały się na świeżym powietrzu. Zamek, który przejęli, znajdował się przy jednym z brzegów wyspy, na ogromnej skale. Otoczony był pięknym ogrodem oraz plażą. Właśnie w tamto miejsce wybierała się Danea. Lubiła patrzyć na błękitną wodę z daleka, ale nie lubiła pojawiać się na jej brzegu. Sam ten fakt napawał ją strachem. Błękit był jednak jej jednym z ulubionych kolorów. Gdy patrzyła na spokojną wodę, od razu czuła się lepiej. Irytowało ją trochę to, że nie było widać niczego innego, prócz samej wody. Nie było widać żadnej wyspy, ani lądu. Domino kiedyś opowiadała jej, że po drugiej stronie wyspy, tam gdzie urzęduje Tori, widać fragment Olimpu. Widać jego wysokie budowle i drzewa.
            Na plaży czekała już na nią Delia. Wielu osobom w ogóle nie podobało się to, że Danea bez żadnych wyjaśnień wybaczyła jej. Niektórzy nadal mieli jej za złe to, że pomagała Camowi i Raynie w zabiciu Dan. Danea, gdy już poznała całą swoją historię i to, co dotyczy historii innych, nie była na nią o to zła. Sama przecież posiadała osobę, za którą wskoczyłaby w ogień i zrobiłaby wszytko. Dla Deli kimś takim był Tommy, dlatego chciała dla niego jak najlepiej, nie zważając na konsekwencje. Danea w pełni jej ufała i wiedziała, że więcej już nie zrobi czegoś podobnego.
            Dziewczyna przywitała ją smutnym uśmiechem. Danea nie zdążyła nawet niczego jej opowiedzieć, gdy w około niej pojawił się ognisty krąg, który zaczął się do niej zbliżać. Każdy Przeklęty potrafił inaczej władać iluzją. Elaine tworzyła dokładne obrazy, które potrafiła przytrzymywać przez długi czas. Brakowało im jednak pewnej iskierki życia. Były piękne, ale wszyscy wiedzieli, że nieprawdzie. Iluzja Deli była mniej dokładana, ale posiadała wszystkie te cechy, których nie posiadała Elaine. Były bardzo prawdziwe. Pod władzą iluzji można było wyczuć zapachy, ciepło, bądź wszystkie inne bodźce. Dlatego właśnie Elaine uczyła ją koncentracji, a Delia odporności na dwa żywioły.
            Danea od razu zamknęła oczy i zaczęła odliczać. Wiedziała, że ogień zbliży się do niej na tyle bisko, że zacznie czuć jego ogromne ciepło. Potrafiła to przetrwać, dlatego że zaczynała liczyć. Wiedziała, że gdy doliczy do stu, wszytko zniknie. Tak jak się spodziewała, tak też się stało. Gdy ciepło zniknęło, otworzyła oczy i spojrzała na uśmiechniętą Delię.
            - Normalnie jestem z ciebie duma – wyszeptała, gdy Danea w końcu do niej podeszła. – Teraz zobaczymy, co z wodą?
Danea była pewna, że trochę zbladła. Kiwnęła jednak głową i wykonała polecenia Deli. Ruszyła w stronę morza, po czym zaczęła iść po jego powierzchni. Sama wytworzyła sobie tą iluzję. Nie wiedziała, czy naprawdę porusza się po powierzchni wody, czy tylko sobie to wyobraziła. Gdy w końcu znalazła się na tej głębszej powierzchni, odwróciła się w stronę Deli. Ta uniosła do góry rękę i zaczęła odliczać. Pięć. Cztery. Danea miała wrażenie, że jej wnętrzności zaczynają się skręcać. Trzy. Dwa. Miała wielką ochotę zrezygnować. Wiedziała, że zawiodłaby wiele ludzi, a nie potrafiła tego zrobić. Jeden. Nie wiedziała, w jaki sposób się to stało, ale Delia bez problemu złamała jej izoluję. Dziewczyna wpadał pod wodę. Od razu otoczył ją cienki bąbelek, który ku jej zaskoczeniu wcale nie posiadł w sobie tlenu. Był po brzegi wypełniony wodą. Danea zaczęła panikować. Próbowała wydostać się na powierzchnię, ale nie potrafiła. Próbowała przebić jego boki, ale to też nic nie dało. Po tym bardzo uporczywie próbowała sobie przypomnieć, w jaki sposób udało jej się przezwyciężyć strach do ognia. Zaczęła liczyć. Na początku nie mgła się na tym skupić, dlatego po piątce pojawiła się nagle dwudziestaka. Po tym jednak, gdy zaczęła sobie wyobrażać, że jest w zupełnie innym miejscu, poszło jej o wiele lepiej. Minęła chwila, gdy bąbel uniósł się nad wodę i pękł. Danea siedziała na powierzchni, jakby była to normlana powierzchnia. Była całkowicie sucha. Niepewnym krokiem wstała i ruszyła w stronę stałego gruntu.
            Było widać po Deli, że jest bardzo zadowolona z tego, co zrobiła Danea. Dzięki temu obiecała jej, że już więcej nie zrobią żadnych podobnych prób. Usiadły na plaży wpatrując się w niewielkie fale i błękitną wodę. Po jakimś czasie Danea usłyszała czyjeś kroki. Gdy odwróciła się w tamtą stronę, zobaczyła małą dziewczynkę biegnącą w jej kierunku.
            - Księżniczko – zaczęła sepleniąc. – Jakaś pani do ciebie przyszła. Czeka w twojej komnacie.
            Danea uśmiechnęła się. Tylko jedna osoba miała czelność wchodzić do pomieszczenia, które było przeznaczone tylko dla niej. Danielle Gray, zwana przez wszystkich również Domino.
Witajcie ^^ wedle obietnicy nikogo nie zabiła xd i wcale nie jest prawdą fakt, że zabijam wszystkich swoich bohaterów. on nie. zazwyczaj robię to tylko z połową xdd a tak szczerze to pod wpływem jednej osoby zmieniłam ostatnio zakończenie tego opowiadania, na trochę bardziej łagodne i trochę bardziej szczęśliwe. możecie podziękować pewniej pani, z którą pisałam ostatnio na emailu, a ona prosiła mnie o to abym wszystkich nie pozabijała. mam nadzieje,  że ów osóbka się zorientuje, że to o nią chodzi (w końcu tylko z  jedną osobą pisałam ostatnio na ten temat ^^)
Jak pewnie zauważyliście piosenka z Niegodnej. w książce jestem zakochana, a czy pójdę na film jeszcze się okaże. muszę wybrać pomiędzy nią, a jeszcze dwoma innymi. ech takie życie...
Widzie, że coś mi się zebrało dziś za zwierzenia. no dobra, pisałam ostatnio matury próbną i doszłam do wniosku, że nie zdam ustnej z polskiego. dla podkreślenia tej tragicznej sceny podkreślę, że jestem w drugiej klasie i idę tym nowym, magicznym tokiem nauczania. ech rocznik 96 wie o co chodzi!

No dobra kończę z narzekaniem, bo w końcu uciekniecie z przerażeniem z tego bloga xd
Jeszce raz podziękuję niezawodnej Anayi za szablon! kocham! <3 
Pozdrawiam!

10 komentarzy:

  1. Reeeenooooo,
    Sialalala fajny rozdział (oczywiście jak zwykle:)) Powiem ci, że komentarz mi się usunął... Jak ja tego nie lubię... No, to tak:
    Dobrze, że Danea uczy się władać mieczem i iluzją. Oraz przezwyciężać swój strach:) Miło, że wybaczyła Delii;) Cieszę się! Lubię Elaine. Taka sympatyczna osoba:) Oczywiście Maks i Adrian też!!! I weź ich tam nie gryź! Chociaż, że Henryk ich puszcza... A no i dziękuję pani, z którą pisałaś!!;) Oraz wiadomość, że ja tam w Ciebie i twoje zdanie ustnego wierzę;)
    Pozdrawiam gooorąco;) I żebyś szybko wrzuciła następny!!:D
    Watashi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przedmioty martwe uwielbiają być wredne. a szczególnie gdy pisze się komentarze.
      Cieszę się, że we mnie wierzysz^^ lżej mi się na serduszku zrobiło!
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. cholernie wkurzają mnie te suwaki. jest ich za dużo i aż trudno mi się połapać ;____; odstraszały mnie długo przed czytaniem. bo szablon jest przesliczny, tylko posiada jeden okropnie irytujący detal.
    nie dziwię się Denei że nie przepada za wodą. wszystko jest usprawiedliwione xDD cieszę się, że pisanie kolejnej księgi tak sprawnie i płynnie ci idzie, ale to znaczy, że zbliżamy się też do nieuchronnego końca i to mnie smuci ;c
    nie mam głowy do komentarzy, jestem potwornie zmęczona, ale chciałam ci po prostu dać znać, że ciągle z tobą jestem.
    pozdrawiam serdecznie i życzę dużo weny!
    xoxo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zawsze było trudno używać suwaków, ale jakoś z tym sobie radzę. w razie czego to spróbuj przez telefon. w wersji mobilnej nie ma go xd
      rozumiem Twój ból. też gdy jestem zmęczona komentarze w ogóle mi nie wychodzą. Cieszę się, że dałaś znać!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Nowy szablon to majstersztyk, ale na dłuższą metę męczy to przewijanie suwaczkiem, zwłaszcza, że mi się oba mieszają. Za dużo tego. Niemniej jednak przełączyłam się na komórkę i dałam radę przeczytać, z czego cieszę się niesamowicie, bo rozdział był genialny i nie przebolałabym, gdybym go opuściła!
    Podobał mi się ten trening, który Adrian zaserwował naszej księżniczce. Ładnie to opisałaś. Ten jej bunt i potem ćwiczenia, ta udawana walka. Ja nigdy nie umiem opisywać podobnych rzeczy, dlatego tutaj należy ci się ukłon w twoją stronę, bo tobie wyszło to bardzo fajnie. Pewnie te zdolności, które dziewczyna opanowała bardzo jej się przydadzą.
    Co do tego jej lęku przed wodą - to logiczne, że się jej obawia. Zwłaszcza, jeżeli uwzględnimy sposób, w jaki ostatni raz zginęła. Bosz, ale to dziwnie zabrzmiało!
    No, ale dobrze, że Danea starała się go przezwyciężyć.
    Chyba tyle chciałam powiedzieć. Nie mam dzisiaj weny na komentarze - musisz mi to wybaczyć! A co do matury, to się nie martw ;) Chyba piszemy w tym samym roku, no nie? Ja mam nadzieję, że nie zrobią mi psikusa i pozwolą jednak pisać po staremu tak jak to było, jak wprowadzali matmę na maturę. Bo jak nie to się pochlastam, zwłaszcza, że wyraziłam chęć zdawania rozszerzonego polaka. To chyba był błąd, ale już nie ma wyjścia, jeżeli mam zamiar startować na studia, tam gdzie chcę ;)
    No nic, życzę weny i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli poradziłaś sobie z suwaczkiem to dobrze. ja już zdążyłam zapamiętać, gdzie powiano się przesuwać aby zrobić to dobrze^^ mam nadzieje, że i Tobie się to uda.
      Cieszę się, że podobają Ci się te sceny. ja tam szczerze uważam, że nie wychodzą mi one tak jak bym chciała, ale jeszcze ba tyle dobrze aby była wstanie to znieść.
      Ja maturkę piszę za rok (rocznik 96!) no powiem Ci, że ja i polski to nie bardzo się lubimy. albo może ja i moja nauczycielka od polskiego. to w sumie na to samo wychodzi ^^
      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. Idzie to ogarnąć, ale suwaczków nie lubimy, oj nie!
      A o scenkach nie marudź, bo wyszły ci naprawdę bardzo fajnie i sama chciałabym, aby i moje te bitewne momenty wyszły równie dobrze, ale póki co nie mam nawet serca, aby się za to wziąć.
      Ja maturę też za rok piszę ;) Niby rocznik 95, ale chodzę do 4 letniej szkoły ;) Ja polski lubię, do polonistki też nic nie mam, ale tego rozszerzenia się już obawiam!

      Usuń
    3. jeśli pisałaś stary egzamin gimnazjalny (trzy testy) to chyba piszesz starą maturę. jeśli sześć tak jak ja, to piszesz tą nową. to wszytko jest jedną wielką masakrą!

      Usuń
    4. Niby pisałam stary egzamin gimnazjalny, niby szłam starą podstawą programową, ale w przypadku technikum dalej nic nie wiadomo. Niby powinniśmy napisać jeszcze starą wersję matury, ale wciąż mogą coś niefajnego stworzyć...

      Usuń
    5. Czyli powiedzmy sobie szczerze norma. nigdy nic nie wiadomo. Maturka za rok, a my ciemni!

      Usuń

wykonała Anaya