sobota, 22 lutego 2014

V. Rozdział 8

            Danea nie rozumiała, co kieruje innymi ludźmi. Kogokolwiek widziała, ten starał się ją pocieszyć i zapewniał, że jej brzydka rana niedługo się zagoi. Nie wiedziała, po co oni wszyscy to robili. Nie znali przecież prawdziwego powodu jej przygnębienia i smutku. Wydawało im się, że wszystkiemu winna jest ta cała sytuacja z Anną. Może gdzieś tam w głębi dziewczyna poczuła do niej żal, że tak źle skończyła, ale w tym momencie nie miała najmniejszej ochoty przejmować się jej krzywdą. W tym momencie była bardziej załamana własną sytuacją. Gdy już przyzwyczaiła się do myśli, że nigdy nie umrze, ktoś przez przypadek zaczynał mówić jej o rzeczach, do których już nie będzie miała dostępu. Wtedy wszystko wracało do punktu wyjścia. Shane za każdym razem starał się ją pocieszać, ale im dłużej to się działo, tym bardziej było widać, jak go to męczyło. Sama Danea wiedziała, że jeżeli będzie płakać, to nie przywróci jej to życia. Nie potrafiła jednak postąpić inaczej.
            Z jej ojcem była inna bajka. Po spotkaniu go, od razu po przebudzeniu, już więcej nie zawitał w jej komnacie. Bywało, że Danea prosiła kogoś, aby go zawołał, ale on nigdy nie przychodził. Adrian zawsze wtedy jej powtarzał, że robi to wszystko, aby odciąć się od problemu. Aby pokazać innym, że tak naprawdę nic jej nie jest. A to w ogóle nie była prawda. Rana, której w ogóle nie powinno być, w ogóle się nie goiła. Nie wdało się w nią żadne zakażenie, co zaskoczyło wszystkich medyków, którzy do tej pory do niej przyszli. Nie przestawała jednak krwawić. To przez to Księżniczka z dnia nadzień czuła się coraz gorzej. A nikt nie wiedział jak jej pomóc.
            W końcu nadszedł dzień, w którym dziewczyna musiała pokazać wszystkim, jak dobrze się czuje, mimo że było zupełnie odwrotnie. Niecały tydzień po wydarzeniach, które przyczyniły się do końca królowej, Danea wraz z większością dworu miała udać się do Tower of London na jej egzekucję. Księżniczka w ogóle za nią nie przepadała, ale uważała, że Henryk wybrał dla niej o wiele za ciężką karę. Nie była jednak wstanie mu przemówić do rozsądku. W ramach buntu i protestu chciała w ogóle tam się nie pojawić, ale król ją do tego zmusił, więc nie miała żadnego wyboru. Destiny ubrała księżniczkę w szarą suknię. Miała być ona na tyle ciemna, aby w razie potrzeby zatuszować krew, która mogła się tam pojawić. Patrząc jednak na jej jasny odcień Księżniczka wiedziała, że za dużo to ona nie zdziała.
            Z pomocą Adriana pokonała królewskie korytarze, a po tym dostała się do karety, która miała ją zawieźć na miejsce egzekucji. Rana bolała niemiłosiernie, choć w ogóle nie powinna. Skoro była Przeklętą, to powinna od razu zniknąć. Ba, ona w ogóle nie powinna się pojawić. Nikt nie wiedział, co to oznacza, a jedyną osobą, która mogłabym im coś o tym powiedzieć była Tori. Jednak ani Shane, ani Adrian nie mieli zamiaru chować swojej dumy i prosić ją o radę.
            Gdy dotarli na miejsce strażnicy chcieli od razu odtransportować ją do komnaty, z której miałaby wszystko oglądać. Nie chciała jednak siedzieć tam ani jednej chwili. Wcześniej chodziły pogłoski, że miała tam stanąć z ojcem i tak oglądać egzekucję Anny, ale Henryk dzień wcześniej wycofał się z tego. Posłał tam tylko swoją córkę, a sam został w pałacu. Strażnicy zdziwieni posłuchali jej i przeprowadzili ją w stronę niewielkiego tłumu ludzi, który zebrał się na około podestu, gdzie stał już kat królowej. Ludzie kłaniali się jej szepcząc zaskoczeni. Ojciec zapewne będzie miał pretensję, że stała pomiędzy ludźmi patrząc na śmierć swojej niedoszłej zabójczyni, ale nie chciała udawać zimnej osoby przyglądającej się temu wszytemu z balkonu, ponad ludźmi. Ona taka nie była i nie potrafiła tak postąpić.
            Wzrok wszystkich ludzi szybko skupił się na kimś innym. Anna wyszła z kamiennego budynku. Powolnym i trochę chwiejnym krokiem szła w stronę podestu. Ludzie dotykali jej, robiąc przy okazji znak krzyża. Na ich twarzach Danea widziała smutek, a u niektórych nawet łzy. To było dla niej kolejne zaskoczenie. Ludzie zawsze uważali, że Anna nie była dobrą królową, że była tylko marną kopią Katarzyny. Teraz, gdy miała umrzeć w taki sposób, wszyscy zapominali i tym, co wcześniej myśleli. Stawało się to nieważne.
            Była królowa stanęła na podeście przodem do ludzi i zaczęła swoją przemowę. Danea widziała jak drżą jej usta, ale bez problemu wymawiała wcześniej przygotowane sobie zdania. Brzmiały głośno i donośnie. Dotykały serca ludzi. W tym momencie Księżniczka musiała jej przyznać, że wyglądała i zachowywała się niczym prawdziwa królowa. Gdy w końcu zakończyła mówić, służki, które przybyły za nią zdjęły z niej pelerynę i biżuterię. Anna w końcu uklękła i zaczęła się modlić. Po jej twarzy zaczęły płynąć łzy. Danea była jedną z pierwszych osób, które uklękły i zaczęły się modlić wraz z Anną. To właśnie w tamtym momencie jej macocha spojrzała na nią. Musiała być również zaskoczona, jak większość zgromadzonych tu ludzi. Jej oczy przez chwilę były utkwione w Księżniczce. Zdawały się zadawać jej pytanie. „Wybaczysz mi to wszystko, co ci zarobiłam?”
            - Wybaczam – wyszeptała na tyle cicho, że tylko Adrian ją usłyszał. Po tym delikatnie skinęła głową.
            Na twarzy Anny pojawiła się ulga. Przez kilka chwil wyglądała tak spokojnie, jakby nie czekała na egzekucję. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, którego Danea nigdy nie spodziewała się tam zobaczyć. Uśmiech zarezerwowany tylko dla niej. Wtedy jednak kat poprosił o miecz. Na twarzy Anny pojawiło się przerażenie. Patrzyła na niego śledząc każdy jego ruch. Danea ścisnęła rękę Adriana. Ten doskonale zrozumiał przekaz. Za pomocą iluzji stworzył kilka dużych czarnych wron siedzących na murach. Ptaki wzbiły się w powietrze robiąc przy tym wiele hałasu. One przykuły uwagę Anny. Królowa wodziła po nich wzrokiem. Ten właśnie moment wybrał sobie kat. Jednym zwinnym ruchem odciął jej głowę, która upadła w przygotowany wcześniej koszyczek. Danea słyszała przerażone okrzyki ludzi. Było już jednak po wszystkim.
            Nie wiedziała, co tak na nią podziałało. Krew spływająca po ciele Anny, czy może coś zupełnie innego. Nagle poczuła straszny ból w swojej ranie, na brzuchu. Gwałtownie wyślizgnęła się z podtrzymujących ją rąk Adriana i upadła na bruk. Obraz zaczął się jej zamazywać. Widziała jak ktoś się nad nią pochyla, jak ktoś krzyczy, nie mogła jednak rozpoznać, kto to. Po tym ktoś ją uniósł. Wtedy dopiero odpłynęła w ciemność.

            Z dnia na dzień z Daneą było coraz gorzej. Gdy straciła przytomność na placu, ocknęła się dopiero po kilku dniach. Żaden medyk nie wiedział, czym to jest spowodowane. Do rany nie dostało się żadne zakażenie, ale ona nadal krwawiła. Nie chciała się goić, choć była smarowana różnymi preparatami i maściami. Jedynie zielarka wydawała się wiedzieć, o co tu chodzi, ale nie chciała nikomu o tym powiedzieć. Po kilku dniach, gdy w końcu odzyskała przytomność okazało się, że jest jeszcze gorzej, niż wszystkim się wydawało. Otworzyła oczy, a pierwszą osobą, którą zobaczyła była Destiny. Spojrzała wtedy na nią szeroko otwartymi oczami i zapytała „Kim jesteś?” Jak się później okazało, nie była to jedyna osoba, której nie pamiętała. Nie wiedziała w ogóle, kim jest Jane, Anna, Elaine i kilka innych osób. Poszczególne osoby przychodziły do niej, opowiadały jej o tym, co kiedyś razem zrobiły, ale pamięć Księżniczki nie powróciła. A każdego dnia było co raz gorzej. Codziennie rano budziła się z jeszcze większą dziurą w pamięci. Nie pamiętała w ogóle o swojej matce, o Przeklętych i o tym, co ją spotkało. W końcu nadszedł dzień, w którym spojrzała błędnym wzrokiem na Shana, w ogóle nie wiedząc, kim on jest. Chłopak nie dawał za wygraną. Siedział z nią dzień i noc próbując przypomnieć jej cokolwiek. Gdy wydawało się, że jest już lepiej, wydarzyła się kolejna rzecz. Zaczęła zapominać rzeczy, które działy się kilka dni wcześniej, aż w końcu obudziła się nie wiedząc, kim sama jest, ani co tu robi.
            Henryk przez cały czas udawał, że nic się nie dzieje. Omijał komnaty Danei szerokim łukiem, w ogóle do niej nie zaglądając. Całkowicie poświecił się przygotowaniom do swojego trzeciego ślubu. I choć Jane próbowała go namówić, aby choć raz spotkał się z córką, nie był wstanie tego zrobić. Wiedział, że on jest za to odpowiedzialny. To była cena za jego nieśmiertelność.

            Danea rozejrzała się dookoła siebie, aby sprawdzić, czy ktoś jej przez przypadek nie śledzi. Po tym szybkim krokiem pokonała krótki odcinek korytarza i wyszła drzwiami prowadzącymi w stronę ogrodów. Tak jej się bynajmniej wydawało. W tym momencie nie była niczego pewna. Wszyscy twierdzili, że ma na imię Danea Tudor i jest córką króla Henryka VIII. Dla niej jednak były to tylko słowa, które nie miały żadnego pokrycia. Nie wiedziała, czy to prawda, czy tylko ktoś przez cały czas sobie z niej żartował. Nie wiedziała nic i to najbardziej ją bolało.
            Księżniczka została zmuszona, aby wziąć udział w jakimś ślubie. Na początku nikt nie chciał jej powiedzieć, o co chodzi. W sumie ich rozumiała. Codziennie musieli jej powtarzać tą samą formułkę, bo każdy poranek wyglądał tak samo. Dziewczyna budziła się i nie wiedziała, gdzie jest, ani co tu robi. W końcu któryś z tych jej pomocników powiedział jej, że jest to ślub jej ojca i jego nowej, już trzeciej żony. Nie drążyła tematu, ponieważ to i tak za wiele jej nie robiło. Medycy i wszyscy inni, którzy byli wtajemniczeni w sprawę Księżniczki mówili zgodnie, że dziewczyna nie powinna ruszać się ze swojego pokoju, ponieważ mogło się to źle skończyć. Król się jednak uparł i uważał, że ona musi się pojawić, aby uciszyć ludzi. Danea nawet nie rozumiała tych słów. Nie potrafiła się sprzeciwić. Została ubrana w śliczną sukienkę, a po tym zaprowadzona do ogromnej sali. Nie brała udziału w nabożeństwie, ale na balu musiała się pojawić. Wtedy naprawdę zaczęła się źle czuć. Wszyscy ludzie tam zgromadzeni podchodzili do niej, witali się i pytali, czy dobrze się czuje. Po tym zadawali róże dziwne pytania. Co takiego się stało? Kto jej to zrobił? Czy winny został skazany? Danea nie znała odpowiedzi na żadne z tych pytań. Na początku zdała się na instynkt i opowiadała każdemu zmyśloną historyjkę. Problem jednak pojawił się taki, że bardzo szybko zapominała, co takiego powiedziała wcześniejszej osobie. Dlatego też większość osób usłyszało różne historie. Wtedy jeden z tych jej pomocników, o ile się nie myliła był to Adrian, zaczął chodzi krok w krok za nią, aby nie popełniła kolejnej gafy. Danea lubiła jego towarzystwo. Czuła się jednak nieswojo. Nie wiedziała, co ją łączyło z nim wcześniej. Czemu przyjęła go na to stanowisko? On milczał i nie chciał jej powiedzieć. Poza tym obawiała się tych jego kolorowych oczu, które przez cały czas patrzyły na nią ze smutkiem. Chociaż i tak jego oczy były lepsze, od oczu tego drugiego chłopaka. Nie wiedziała nawet jak miał na imię, bo nigdy nie chciał się jej przedstawić. Z tego, co mówiła jej pokojówka, przychodził do niej codziennie rano, jakby oczekiwał, że gdy się obudzi będzie coś pamiętała. Codziennie się jednak zawodził. W jego oczach nigdy nie widziała smutku. Widziała tam rozpacz i wściekłość jednocześnie. I również nie wiedziała, czemu. A nikt nie chciał jej o tym powiedzieć.
            Dlatego uciekła z przyjęcia. Miała dosyć tych wszystkich współczujących i smutnych spojrzeń. Tych pytań, na które nie znała odpowiedzi. Przyspieszyła kroku idąc przed siebie. Nie wiedziała nawet, w którą stronę zmierza. Krajobraz nie był dla niej ani trochę znajomy. Idąc, dziewczyna wpatrywała się w zachodzące słońca. Po tym nagle gwałtownie się zatrzymała, widząc jakąś postać przed sobą. Przez chwilę przypatrywała się jej, próbując rozpoznać w niej, któregoś z gości weselnych. Po chwili była już prawie całkowicie pewna, że nigdy wcześniej jej nie spotkała. A nigdy wcześniej w jej przypadku oznaczało dzisiejszy dzień. Danea przypatrywała się jej zastanawiając się, kim jest. Miała na sobie błękitną pelerynę z kapturem, która zasłaniała włosy. Mimo tego i tak wiedziała, że są brązowe i kręcone. Choć twarz była w cieniu, dziewczyna doskonale widziała jej oczy. Żółte, niczym u kota. Drapieżne. I to one ją najbardziej przerażały.
            Danea cofnęła się kilka kroków, aby znaleźć się jak najdalej od tego przeszywającego ją wzroku. W pewnym momencie napotkała jednak przeszkodę. Uderzyła w nią mocno plecami tak, że na chwilę straciła oddech. Jednak, gdy odwróciła się nie zobaczyła niczego. Jej ciało jednak nadal czuło jakąś barierę. Dziewczyna odwróciła się gwałtownie w stronę kobiety. Chciała jej wykrzyczeć to, co pojawiło się jej w pamięci. Chciała prosić, aby ją puściła. Albo, chociaż dowiedzieć się, kim ona w ogóle jest i co tu robi. Jednak, gdy na nią spojrzała nie była wstanie niczego powiedzieć. Kobieta odrzuciła kaptur z głowy, po czym rozłożyła ręce, jakby chciała ją przytulić. Nie zrobiła jednak tego. Zaśmiała się tak głośno, że Danea odczuła chęć ucieczki z tego miejsca. Dziewczyna bała się jej i tego, co mogłaby jej zrobić.
Wtedy nagle ziemia zaczęła delikatnie drżeć. Pod stopami Księżniczki pojawiła się niewielka szczelina. Po chwili zobaczyła w niej niebieskie światełko, które zaczęło wspinać się po jej nogach, opatulając je. Dziewczyna poczuła przyjemne ciepło, które dla niej mogłoby się nie kończyć. Nie była wstanie oderwać od niego wzorku. Zrobiła to dopiero wtedy, gdy usłyszała krzyk. Oderwała w końcu wzrok od światełka i spojrzała w stronę dźwięku. Zobaczyła tego chłopaka. Jej pomocnika, który nie chciał jej się przedstawić. Popatrzył na nią smutno, choć można było tam dostrzec również nadzieję. Nie powiedział jednak niczego, tylko rzucił się na kobietę w pelerynie. Na jej twarzy pojawił się nieprzyjemny uśmiech. Po tym nagle wyciągnęła przed siebie rękę. Jakaś niewidzialna siła odepchnęła od niej chłopaka. Ten nie zrezygnował i znów ruszył w jej stronę z mieczem w dłoni. Kobieta była jednak szybsza. Odwróciła na chwilę pelerynę, wyjęła swoją własną broń, którą był złoty miecz, po czym bez ostrzeżenia rzuciła go w stronę chłopaka. Ten nie zdążyły zareagować. Broń przebiła go na wylot. Danea patrzyła, jak jego oczy gwałtownie gasną, jak upada na ziemię, jak krew zaczyna tryskać z jego klatki piersiowej. Dziewczyna krzyknęła, a w jej oczach pojawiły się łzy. Nie wiedziała jednak, co powinna zrobić. Czy w ogóle coś powinna zrobić. Wtedy znów poczuła ciepło w okolicy nóg. Gdy spojrzała w tamtą stronę przeraziła się. Niebieskie światełko, które na początku było takie przyjemne, zaczęło przekształcać się w kryształ. Nie było już takie powolne, bardzo szybko wzbijało się w górę zajmując kolejne części jej ciała. Danea chciała się ruszyć, uciec stamtąd. Nie była jednak w stanie.
- Chciałabyś wiedzieć, kim jestem? – zapytała podchodząc do niej. – Zapamiętaj sobie to imię, bo będzie ci w przyszłości potrzebne. Jestem Tori, czarownica z krwi i kości. A ty jesteś moim kolejnym eksperymentem, Księżniczko Przeklętych.
To było ostatnie, co zobaczyła i co usłyszała. Kryształ pokrył jej twarz, po czym dotarł do czubka głowy. Danea poczuła straszny ból, jakby ktoś wbijał w jej ciało miliony igiełek. Po tym wszystko zniknęło, a na jego miejsce pojawiała się ciemność.

            Tori miała wielką ochotę wybuchnąć głośnym śmiechem radości. Udało jej się. Udało. Nie zrobiła jednak tego, ponieważ to nie był jeszcze koniec. Podeszła do kryształowej rzeźby, w której znajdowała się Danea Tudor. Kryształ się rozrósł. Nie był już wielkości dziewczyny. Był o wiele wyższy, oraz szerszy. Niczym prawdziwa rzeźba, która mogłaby stanąć w ogrodach króla. Podeszła do niej, po czym położyła rękę na zimnej fakturze. Kryształ był niebieski, dokładnie taki, jak światełko, które go stworzyło. W środku można jednak było zobaczyć czerwoną plamę wielkości człowieka. Pewnie dla osób, które mogłyby się temu przyglądać z zewnątrz, wyglądało to jak krew. Tori wiedziała, że to nie jest to. Danee otaczał teraz kokon bardzo podobny do tego z czasu przemiany w Przeklętą. Ten jednak był czerwony.
            Czarownica zamknęła oczy i zaczęła szeptać słowa zaklęcia, które pojawiło się w jej głowie podczas wizji. Wiedziała, że zadziała. Musiało.
            Gdy skończyła, a czerwień w środku przybrała na sile, pozwoliła sobie na odrobinę radości. Krzyknęła z zadowoleniem, po czym jej twarz ozdobił szeroki uśmiech. Jej plany, które tak długo sobie układała, w końcu spełniały się. Wystarczyło, że eksperyment na Danei powiedzie się, a będzie mogła ściągnąć do siebie wszystkich Przeklętych, których kiedykolwiek stworzyła. A wówczas to już będzie kwestia czasu, gdy zaatakują Olimp, a ona zemści się na Odwiernych za te wszystkie lata odrzucenia i poniżania.
            Powolnym krokiem ruszyła w stronę Shanea. Jej brat ją trochę zaskoczył. Nie spodziewała się, że rzuci się na nią wiedząc, że i tak nie ma żadnej szansy. Szybkim ruchem wyjęła z niego swój złoty miecz. Zaczęła bardzo powoli wycierać jego klingę o brzeg swojej peleryny. Była to jedyna pamiątka po Destiny Rivers, ich matce. Miecz w sumie też nie należał do niej. Był przekazywany w ich rodzinie z pokrojenia na pokolenie najstarszej czarownicy w rodzinie. Z tego, co kiedyś podsłuchała, dzieci czarownicy powinny mieć takie same moce, jak ich matka. Oni jednak ich w ogóle nie mieli. Tori po jakimś czasie zrozumiała, że to wszytko spowodowane jest tym, że ich ojciec, Tom, był tylko zwykłym człowiekiem. Nigdy wcześnie nie było takiej sytuacji, że czarownica wyszła za mąż za człowieka. Tori jednak nie miała okazji spytać się o to matki, ani jakiejś innej czarownicy.  Później doszła do wniosku, że najmniej ją to interesuje. Gdy rodzice ich zostawili, kilka lat spędzili jeszcze w swoim starym domu. Tori miała jednak już dosyć natrętnych sąsiadów. W ciągu dnia przyszykowała wszytko, co było im potrzebne. Wzięła również wszystkie kosztowności, które mogłyby im pomóc. Jak się okazało było ich dużo, a w śród nich znalazł się również złoty miecz. Gdy była młodsza, matka opowiadała jej historię na temat tej broni. Że jest on magiczny i jest wstanie uratować świat. Tori jednak w to nie wierzyła. Wykorzystała go już do wszystkiego, a on nadal potrafił tyle, co inne pospolite miecze wkute w kuźni. Przyzwyczaiła się jednak do niego, dlatego nie chciała go nikomu oddać.
            Przerwała swoją czynność dopiero, gdy usłyszała jęk. Spojrzała na Shanea, który powoli zaczął się ruszać, ale jego oczy nadal były zamknięte. Gdy je otworzył, pierwszą rzeczą, którą zobaczyła Tori, była nienawiść skierowana do niej. Nie przejęła się jednak tym. Zdążyła się już przyzwyczaić, że jej brat nigdy nie okazywał podziwu, tylko zawsze nienawiść. Niekiedy zaczynało ją to męczyć, wtedy powtarzała sobie, że to kiedyś minie. Jak się okazało nie minęło ani trochę.
            - Coś. Ty. Do. Cholery. ZROBIŁA??? – zapytał, robiąc po każdym słowie spację, jakby nie potrafił złożyć tego wszystkiego w jedno zdanie. Ostatnią jego część wręcz wykrzyczał.
            Tori spojrzała na niego z uśmiechem.
            - Braciszku, nie dramatyzuj – powiedziała wzdychając. – Przecież ratuję ci tylko dziewczynę.
            Shane wstał ze swojego miejsca, po czym obejrzał resztki rany, która mu pozostała. Po tym spojrzał zabójczym wzrokiem na siostrę.
            - Ponownie ją zabijając? – zapytał przez zaciśnięte zęby, a niektóre części tego zdania brzmiały jak syk. – No to wpadłaś na naprawdę doskonały pomysł. Nie chcę ci przypominać, ale to ty doprowadziłaś ją do takiego stanu.
            Shane rozejrzał się po trawie szukając swojego miecza. Nie wiedział, czy mu się on jeszcze nie przyda. Tori widząc jego starania przewróciła oczami.
            - Nie martw się, ten pomysł jest naprawdę doskonały. – Uśmiechnęła się na te słowa. – A zresztą nie uważasz, że taka Danea, nic niepamiętająca, nie jest lepsza od tej poprzedniej. Tamta cały czas pyskowała i robiła wszystko na przekór innym. Ta, chociaż była potulna jak baranek i mi nie uciekła.
            Shane obrzucił ją tylko nienawistnym spojrzeniem, sięgając po miecz na ziemi. Nic nie powiedział w związku z tym, co przed chwilą usłyszał.
            - Co się teraz z nią stanie? – zapytał w końcu wiedząc, że tylko Tori może mu odpowiedzieć na to pytanie.
            - Nasza kochana Księżniczka jest w trakcie przemiany w nasz magnes. Będzie przyciągać do siebie Przeklętych, aż w końcu będzie ich tak dużo, że będę wstanie zaatakować Olimp.
            Shane skrzywił się.
            - Ty naprawdę jesteś jakąś wariatką – powiedział sam do siebie Shane, ale na tyle głośno, aby jego siostra usłyszała to, co o niej teraz myśli.
            - Ale do tego jaką pomysłową – powiedziała uśmiechając się, chcąc w ten sposób ukryć przykrość, która pojawiła się po słowach brata.
            Shane na pewno chciał powiedzieć coś jeszcze, ale coś innego przykuło jego uwagę. Tori również spojrzała w tamtą stronę, a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Czerwona poświata na około Danei zniknęła, ukazując jej ciało w krysztale, a on sam zaczął pękać i się kruszyć. Gdy w końcu uwolniła z siebie Księżniczkę, to Shane, jako pierwszy podbiegł do niej. Złapał za jej ramiona i zaczął potrząsać. Tori z daleka widziała, że coś tam nie gra. Danea była zbyt blada. Można by nawet powiedzieć, że odcień jej skóry podchodził pod szarość. Po raz pierwszy od momentu, w którym zobaczyła swoją wizję na temat magnesu zaczęła się obawiać, że coś mogło pójść nie tak, jak chciała.
 - No to świetnie uratowałaś mi dziewczynę – wysyczał w jej stronę Shane.
            Tori prędko ukucnęła koło ciała Danei i wyrwała ją z rąk brata. Przyłożyła do niej rękę i próbowała wyczuć w niej resztki życia. Nie znalazła tam jednak niczego. Dopiero teraz uświadomiła sobie, że jej plan nie miał możliwości powodzenia. Rzuciła ciałem na ziemię, po czym wstała i zaczęła wrzeszczeć. Kręciła się w kółko zastanawiając się, co takiego źle zrobiła.
            - Tori uspokój się – zaczął Shane podchodząc do siostry. – Nie chcesz przecież, aby ktokolwiek w pałacu dowiedział się, że tu jesteś.   
            Czarownica spojrzała na niego wściekle, po czym odepchnęła go od siebie.
            - Myślisz, że przychodziłabym tu, nie mając wsparcia z wewnątrz? Nie jestem taka głupia, na jaką wyglądam. Henryk doskonale wiedział, co mam zamiar zrobić z jego córką i na wszystko się zgodził.
            Tori wiedziała, że trochę nagięła prawdę. Shane nie zwrócił na to uwagi. Wpatrywał się w coś z szeroko otwartymi oczami. Gdy czarownica spojrzała w tamtą stronę, również oniemiała. Nad ciałem Księżniczki zaczęła unosić się niebieska mgła. Ta powoli zaczęła zbliżać się w ich stronę. Po chwili przekształciła się w coś na kształt człowieka. Duch, bo tylko tak można było to nazwać, miał wygląd Danei. Miał jednak niebieski odcień i był cały przeźroczysty.
            - Chyba coś ci się nie udało Tori – zaśmiała się Danea. Jej głos był jednak strasznie cichy, jakby było go słychać z za ściany.
            Czarownica spojrzała na nią wściekła.
            - Nie do końca, skoro tu jesteś.
            Tori nie była wstanie odczytać, jakie emocje pojawiły się na jej twarzy. Wiedziała jednak, że nie było to nic dobrego.
            - Masz rację, coś z twojego planu ci wyszło, a może nie tak jak chciałaś. – Zaśmiała się. – Jestem magnesem, ale nie takim jakbyś chciała. A zresztą mam coś do przekazania, co może nie końca ci się spodoba.
Tori nie miała najmniejszej ochoty słuchać tego, co wyjdzie z ust dziewczyny. Nie zdążyła jednak uciec z tego miejsca, ponieważ usłyszała dziwny pisk w swojej głowie. Spojrzała zabójczym wzorkiem na Księżniczkę wiedząc, że to jej sprawka. Po tym nagle usłyszała jej głos w swojej głowie. Była również pewna, że nie tylko ona. A to, co mówiła w ogóle nie przypadło Tori do gustu.
            - Przeklęci. Wszyscy wiemy, jak traktuje swoich podwładnych ta czarownica, która nas stworzyła. Wszyscy to wiemy. Niektórzy postanowili podporządkować się jej woli, przez co drżą po kątach, bojąc się tego, co ona zrobi. Inni uciekają od niej jak najdalej, tylko po to, aby was nie odnalazła. Chcecie nadal żyć w tym strachu? Chcecie, aby rządził wami ktoś taki, jak Tori? Od teraz będziecie mieli wybór. Jestem Danea, nieślubne dziecko Henryka VIII Tudora. Mi również ta czarownica odebrała życie tylko po to, abym jej służyła. Nie pozwolę, aby ktoś taki jak ona wydawał mi rozkazy. Wy też nie powinniście. Czarownica chciała zrobić ze mnie swoją broń. Nie udało jej się. Pewnie wielu z was pragnie się jej pozbyć. Teraz będziecie w stanie. Stałam się waszą wybranką. Mogę być waszą księżniczką. Księżniczką Przeklętych. Wystarczy, że staniecie po mojej stronie. Wystarczy, że mnie uznacie. W końcu nadejdzie dzień, w którym pokonamy czarownicę i pozbędziemy się jej z tego świata. Niestety nie stanie się to teraz. Dopiero w innych czasach, w miejscu, gdzie nikt nie będzie wiedział, kim byłam i kim jestem. Może i nie będę pamiętała o tym, co teraz mówię, ale jestem pewna, że jeżeli ktoś mi zaufa, będzie pewny, co do moich racji. Aż w końcu nadejdzie dzień, w którym staniemy do walki z czarownicą i zniszczymy ją wraz ze złem, które kiedykolwiek stworzyła. Świat w końcu będzie wolny!
            Tori nie potrafiła już dłużej tego słuchać. Wyjęła sztylet z za pasa i rzuciła nim w stronę Danei. Broń jednak nic jej nie zrobiła. Przeniknął przez nią i upadał na ziemię. Księżniczka zaśmiała się.
            - Żegnaj Tori. Do zobaczenia niedługo.
            Po tych słowach straciła swoją postać i wystrzeliła w stronę nieba niebieskim światłem. Jasno niebieska barwa przykryła je szczelnie, mimo że niebo powinno być teraz całkowicie ciemne.
            Z rozmyślań wyrwał ją śmiech Shanea.
            - Jak myślisz Tori, ile osób stanie teraz po twojej stronie?
            Czarownica dopiero teraz uświadomiła sobie jedną rzecz. Gdy ona usłyszała to, co mówiła Danea, słyszeli to również inny Przeklęci. Dziewczyna dostała się do ich umysłów i przekazała im wszystko tą drogą.
            Na twarzy Tori nagle pojawiła się wściekłość. I to wcale nie chodziło o to, co zrobiła Danea. No może trochę o to, ale głównie o Shanea. Teraz była już pewna, że ją opuścił. A nie chciała i nie mogła do tego dopuścić. Nim zdołał się zorientować, uderzyła go z całej siły. Chłopak przewrócił się na ziemię pozbawiony przytomności.
            Tori nie zdążyła jednak zrobić niczego więcej. Jej brat zmienił się w podobne światło, jak przed chwilą Danea i on również wzbił się w stronę nieba. Tori zobaczyła pełno takich świateł. Nie mogła tylko zrozumieć, o co tu chodziło.
            Wiedziała jedno. Nigdy nie wybaczy Daneai Tudor tej zniewagi.

            Nim Adrian zorientował się, że Danei  nie ma na sali balowej minęło naprawdę dużo czasu. Myślał, że skoro dziewczyna poszła usiąść przy jednym ze stolików wraz z kawałkiem ciasta, nie będzie z nią problemów. Jak się okazało, przeliczył się. Nie wiedział, w którym momencie uciekła i co najgorsze gdzie poszła. Wypytał kilku strażników, ale żaden z nich nie widział zaginionej Księżniczki. Dopiero wtedy poszedł do Elaine i Deli powiedzieć im o tym, co się wydarzyło. Zdążył tylko wspomnieć, że dziewczyny nie ma w sali, gdy usłyszeli jej głos w swojej głowie. Adrian nie był wstanie myśleć o niczym innym, tylko o tym, co mówiła Danea. O wyzwaniu, które rzuciła Tori. W połowie tej wypowiedzi zrozumiał, że tej znów się coś stało. Tym jednak razem był pewien, że jej nie uratują. Gdy jej głos ucichł, Elaine zaśmiała się.
            - Tori chciała zapanować nad światem. W nagrodę dostała swojego własnego, osobistego wroga – powiedziała w końcu chichocząc.
            Adrian nie do końca rozumiał, z czego ona się tak śmieje, ale nie specjalnie chciał wiedzieć. Elaine miewała swoje humorki, które należało ignorować. Tak jak w tym momencie.
            - Jak myślisz, ona ma jakiekolwiek szanse z Tori? – zapytała w końcu Delia, patrząc każdemu z nich w oczy.
            - Wydaje mi się, że tak – odpowiedziała jej w końcu Elaine. – Ma doskonałą motywację. A do tego wszystkiego nie wiemy, co takiego zrobiła jej Tori, prawda? Może zmieniła ją w jakąś super bohaterkę, czy coś tam.
            Elaine znów zachichotała, a Delia przewróciła oczami. To chyba wiadomość od Danei mała na nią taki dobry wpływ.
            - Nie wiem jak wy, ale ja stanąłbym po jej stronie nawet, jeżeli nadal byłaby rozpuszczonym bękartem Henryka o niewyparzonym języku. Wszyscy są lepsi od Tori i Rayny – powiedział w końcu Adrian podejmując decyzję.
            Elaine pokiwała głową.
            - Zgodzę się z tobą. Ta mała Księżniczka jest już sto razy lepsza od Tori. – Uśmiechnęła się szeroko, po czym spojrzała na Delie. – A ty, co myślisz?
            Dziewczyna uśmiechnęła się do niej niepewnie.
            - Przecież doskonale wiesz, że chciałam od niej uciec, więc każdy będzie dobry. Byleby dalej od tej pieprzonej czarownicy. Tommy przecież…
            Adrian jednak nie zdążył się dowiedzieć, co chciała powiedzieć Delia. Krzyknęła nagle, po czym niczym poparzona pobiegła w stronę najbliższych drzwi z pałacu. Adrian spojrzał zaskoczony na Elaine. Ta wzruszyła tylko ramionami i pobiegła za koleżanką. Chłopak stał jeszcze jakiś czas w tym samym miejscu, do czasu, w którym uświadomił sobie, o co chodziło Deli. Zaczęła mówić o Tommym, a po tym uświadomiła sobie, że on nadal jest w miejscu, gdzie pewnie znajduje się Tori. Jeżeli ona słyszała to samo, co oni bez problemu mogłaby namówić małego do trzymania jej strony. A tego właśnie obawiała się Delia. Dopiero po tym ruszył za dziewczynami. Jak się okazało, nie musiał biec daleko. Znalazł je na zewnątrz. Delia płakała. Adrian naprawdę dawno nie widział jej płaczu. Ostatnim razem, gdy prawie straciła Tommiego. Elaine siedziała koło niej na mokrej ziemi i gładziła ją po głowie. Podszedł do nich i ukucnął obok, łapiąc dziewczynę za rękę.
            - Teraz już jest za późno kochanie - szeptała Elaine. – Ale odnajdziemy go i sprowadzimy na dobrą drogę.
            Adrian nie rozumiał, czemu dziewczyna mówi o tym, że jest za późno. Dopiero wtedy spojrzał w stronę nieba. Od razu poczuł, że jest coś nie tak. Po tym zauważył niebieskie światła lecące w stronę nieba. Nie wiedział, co to, ale poczuł podobną rzecz, co Elaine. Za późno. Coś się zaraz skończy.
            Pierwsza zniknęła Delia. Nagle zesztywniała, zrobiła się strasznie zimna i niebieska. A po tym mogli tylko podziwiać ją, jak mknie ku niebu.
            - Jak myślisz, co to jest? – zapytała Elaine, ze strachem łapiąc Adriana za rękę.
            Na twarzy Adriana pojawił się półuśmiech. Jego oczy zaświeciły się uradowane.
            - Ja myślę, że to sprawka naszej rozpieszczonej Danei.
            Chwilę później obydwoje unieśli się w stronę nieba, jak dwa, bliźniaczo do siebie podobne światła.

            Maja, ku swojemu wielkiemu zaskoczeniu, znów otworzyła oczy. Rozejrzała się po miejscu, w którym się znalazła. Wydawało jej się, że czas w ogóle nie ruszył z miejsca. Nadal stała na balkonie, a obok niej stała Danea Tudor obracając w dłoni jakiś kawałek papieru. Dziewczyna dyskretnie rozejrzała się po okolicy. Miejsce, ani trochę się nie zmieniło od momentu, w którym Maja widziała go we wspomnieniach Danei.
            To, co zobaczyła było dla niej dziwne. I tu wcale nie chodziło o wydarzenia, tylko o to, w jaki sposób wszystko zobaczyła. Przez prawie dwadzieścia jeden lat była częścią duszy Danei i oglądała wszystko jej oczami. Wtedy nie wydawało się jej to dziwne, dopiero teraz, gdy przypomniała sobie, co tak naprawdę wydarzyło się w jej czasach.
            - Co się stało z resztą? Co się stało z innymi Przeklętymi? – zapytała w końcu Maja przechylając głowę w stronę Księżniczki.
            - Przenieśli się do czasów, w których urodziła się Alexis Grey. Zresztą, tak jak zawsze po naszej śmierci – powiedziała nadal wpatrując się w kawałek papieru. Maję ciekawiło, co to dokładnie jest, ale nie chciała zaglądać dziewczynie w jej prywatne rzeczy.
            - Czemu więc nie było ich w czasach Alexis? Nie spotkałyśmy przecież tam nikogo, prócz Shanea i Adriana? – zapytała szybko Maja, mając nadzieję, że Danea będzie jej wstanie odpowiedzieć na wszystkie korcące ją pytania.
            Czuła się trochę dziwne mówiąc o sobie w liczbie mnogiej, ale nie wiedziała jak inaczej powinna nazywać tą dziwna sytuację. Była Mają, ale i równocześnie była też Alexis, Nadią, Dan i Daneą.
            - Oni tam byli, tylko my ich nie spotkałyśmy. Było to pierwsze moje wcielenie. Nikt do końca nie wierzył w to, co im powiedziałam.  Myśleli, że to jakiś głupi żart. A już szczególnie, gdy okazało się, że nic nie pamiętam. Większość się wycofała, oprócz tych dwóch moich ukochanych cymbałów, którzy nadal we mnie wierzyli. No i oczywiście oprócz Tori i Rayny. One nigdy nie odpuszczą. – Ucichła na chwilę. – W sumie, w pewien sposób ich zrozumiałam. Mieli nadzieję na natychmiastowe pokajanie się czarownicy. Gdy przenieśli się w jakiś inny, nieznany im świat, okazało się, że ich Księżniczka jest małym dzieckiem, a do tego nie mogą się w ogóle do niej się zbliżyć. No wiesz, ta cała bariera stworzona przez dwunastkę. Nadal nie rozumiem, czemu to zarobili, ale jeszcze mamy trochę czasu, aby się tego dowiedzieć.
            Do Mai dotarło, że to, co mówi Danea ma naprawdę dużo sensu. Nie pomagali jej, bo nie wierzyli, że to coś da. Im więcej czasu mijało, tym więcej osób zaczynało się do tego przekonywać i im pomagać. A wszyscy niedowiarkowie zostali oświecenia w momencie wypowiedzenia Przepowiedni przez Domino. A poza tym, ją również ciekawił fakt tej bariery, którą nałożyli na nią Odwierni. Czemu? Co im to dało? I skąd już wtedy wiedzieli, że coś takiego się wydarzy?
            - Co się stało z twoim… naszym ojcem? – zapytała, po chwili poprawiając się szybko.
            - Bał się śmierci. Bał się starości. Bał się tego, że w końcu ludzie o nim zapomną. Dlatego postanowił zawrzeć umowę z Tori. Ona miała mu dać nieśmiertelność, a on jej pozwolił zabić mnie raz, a po tym ożywić. Czarownica była jednak od niego inteligentniejsza i szybko przekupiła go za kolejną możliwość eksperymentowania na mnie. Wtedy zmieniła go w kogoś pomiędzy człowiekiem, a wilkiem. Podczas pełni mógł się w niego przemienić. To jednak nie sprawiło, że stał się nieśmiertelny. Dopiero pod koniec jego życia Tori wróciła po niego. Dała mu pełną swobodę przemieniania się i wracania do ludzkiej postaci. Przywróciła go również do jego, o wiele młodszego, wyglądu. Po tym pozwoliła mu wybrać dziesięć osób, które przemieniła w wilki. Były to zazwyczaj znienawidzone przez króla osoby. Gdy przemieniły się w te stwory, stały się bezgranicznie wierne swojemu alfie, co mu się spodobało. Tori dała mu jednak jeden warunek. Miał przenieść się z nią do czasów, w których przebywała jego pomocy, aby zniszczyć Danee i wszystkich, którzy stali po jej stronie. On się na to zgodził. Dlatego trafił do naszej rozgrywki, choć nie powinien. – Księżniczka na chwilę ucichła. – Tori tylko raz udało się przenieś w czasie. Było to w czasach, gdy byłyśmy Alexis Gray. Odwierni, gdy się o tym dowiedzieli, to zablokowali jej wszystkie drogi przenoszenia się w czasie. Nie zdążyli jednak powstrzymać jej przed przeniesieniem swoich nowych pomocników. Dlatego pod koniec naszego życia pojawiły się tam wilki.
            Maja naprawdę była zaskoczona wiedzą Daneai. Maja przypomniała sobie o wielu rzeczach, ale to Księżniczka wiedziała najwięcej. Zazdrościła jej tego.
            - Jak to teraz będzie wszystko wyglądać? – zadała w końcu pytanie, którego najbardziej się obawiała. – Czy to prawda, że gdy zabiję Tori, my wszyscy pójdziemy w jej ślady?
            Pierwszy raz od początku tej rozmowy Danea spojrzała w stronę Mai. W jej oczach czaił się smutek.
            - Niestety tak i Tori doskonale o tym wie. Przeklęci byli już martwi, gdy czarownica ich ożywiała. Oddała im cząstkę swojej duszy, aby żyli. Dlatego, gdy ona zginie, wraz z nią zginie również to, co podtrzymuje nas przy życiu. – Księżniczka popatrzyła w stronę błękitnego nieba. – Wiesz Maju, ja od samego początku wiedziałam, że ta historia nie skończy się dobrze. W końcu jestem bękartem króla, a bękarci zawsze mają najgorzej.
            Maja zobaczyła w jej oczach łzy. Walczyła przez taki długi czas, a gdy była już u samego końca okazuje się, że choćby zabiła swojego największego wroga i tak nie ma prawa do szczęścia.
            - Więc, co mam robić? Zabić ją, czy sobie odpuścić? – zapytała w końcu Maja, nie rozumiejąc już niczego.
            - Nie możesz odpuścić. Albo ona zabije nas, albo my ją.  Nie ma innej opcji. Jeżeli my tego nie zakończymy, to nikt już tego nie zrobi. Tori zaatakuje Olimp tak, jak chciała i przejmie władzę. A po tym biada dla wszystkich innych ludzi na całym świecie. Trzeba to w końcu zakończyć.
            - Tylko, że – zaczęła Maja, a ręka zaczęła jej drżeć – nie wiem, czy ja będę wstanie to zrobić.
            Danea schowała do rękawa kawałek papieru, który tak oglądała i złapała Maję za obydwie ręce.
            - Jestem jedyną osoba, która da radę. A zresztą nie będziesz już sama. Będziesz miała w sobie dobroć Alexis, wredotę i romantyczność Nadie, upór i waleczność Dan, oraz swoją wrażliwość i odwagę. Staniesz się mną. Ale będzie również Alexis, Nadią, Dan i sobą. Wszyscy w ciebie wierzymy, Księżniczko Przeklętych. Nigdy nie będziesz sama. – Puściła jedną z jej rak, po czym wyjęła z rękawa kawałek papieru. Maja wzięła go do ręki, okazało się, że to wcale nie kartka, tylko zdjęcie. A dokładnie to samo, które znalazła Danea w czerwonej książce, z której dowiedziała się wszystkiego. Dziewczyna wpatrywała się przez chwilę w Shanea, Elaine, Adriana, Maxa i samą siebie, jako Dan. Wtedy dotarł do niej paradoks tej całej sytuacji. Rayna i Cam chcieli zrobić na złość Shaenowi i Adrianowi, dlatego wrzucili książkę w czasoprzestrzeń. Ona wylądowała w Grecji, gdzie trafiła do rodziny Danei, aż w końcu do niej samej. To dzięki niej dziewczyna poznała historię Przeklętych i była przygotowana na to, co dało jej życie. Książka została w pałacu i pewnie trafiła później do jakiejś biblioteki. Tamci chcieli się jej pozbyć, a tak naprawdę ułatwili życie Daneai.
            Maja odwróciła zdjęcie, po czym jeszcze raz przeczytała wiadomość od Adriana. Na chwilę zatrzymała się przy dacie. Wtedy ją olśniło.
            - To, dlatego pierwsze twoje wcielanie urodziło się w Ameryce i to na przełomie dwudziestego i dwudziestego pierwszego wieku.
            Danea kiwnęła głową.
            - Nie byłam do końca świadoma, co robię, gdy stałam się tym duchem. Gdy miałam wybrać miejsce, do którego się przeniosę, przypomniałam sobie właśnie o tym liście. Były to prawie te same czasy i to samo miejsce, w którym przebywał Adrian. Twoje czasy wybrałam podobnie. Francja i dziewiętnasty wiek były bardzo zbliżone do moich czasów, a starożytna Grecja do czasów, w których żyli moi przodkowie. Żadne miejsce nie zostało wybrane przypadkowo.
            Maja zdjęła ze swoich pleców niewielki plecak, który nadal tam tkwił. Wrzuciła do niego zdjęcie. Po tym złapała złoty miecz, który stał oparty o balustradę. Teraz posiadła już nawet pochwę, do której był schowany. Maja wzięła go do ręki. Dokładnie w tym samym momencie niebo zrobiło się żółte i świetliste.
            - Żegnaj Maju – powiedziała Danea, uśmiechając się do niej. – Co ja mówię? Do zobaczenia niedługo. W końcu będziemy jednością.
            To było ostatnie, co usłyszała. Po tym nagle rozpadła się w złoty pył.
           
Czas nieznany; wyspa obok Olimpu
            Elaine naprawdę byłą tym wszystkim zaskoczona. Chwilę temu siedziała w swojej niewielkiej piekarni, popijając wodę z cytryną. Po tym poczuła nagły wstrząs. Wyszła wtedy na zewnątrz. Zobaczyła żółte światło przysłaniające niebo. Szybko uświadomiła sobie, że już coś takiego widziała. W momencie, w którym Danea stała się ich Księżniczką. Wtedy jednak światło było niebieskie, a wszyscy Przeklęci stawali się słupami światła, podobnymi do tego na niebie. Teraz wszystko było żółte, a ludzie zaczynali się rozpadać na jej oczach. Elaine nie była wstanie przed tym uciec. Zresztą, tak jak inni.
            Nie wiedziała, ile czasu spędziła w takiej sypkiej postaci. Gdy poczuła, że znów ma swoje własne ciało, nie było jej z tym ani trochę lepiej. Leżała na mokrej ściółce, w środku lasu. Szyszki wbiły się w jej brzuch, a ubrania całkowicie przemokły. Iluzja, którą jeszcze chwilę temu miała na sobie zniknęła, ukazując jej prawdziwą twarz. Elaine usiadła rozglądając się dookoła. Wszędzie, gdziekolwiek spojrzała, widziała wysokie drzewa i krzaki. Nic poza tym.
            Po kilku minutach bezczynnego siedzenia w końcu wstała. Skoro ona tutaj była, musieli również tu być i inni Przeklęci. Ruszyła dosyć szybkim krokiem przed siebie. Miała nadzieję, że szybko spotka kogoś, kto stoi po stronie Księżniczki.  Nie miała teraz najmniejszej siły na walkę.
            Po pół godziny chodzenia dziewczyna miała dosyć. Deszcz zaczął padać, moczące jej ubranie. Włosy poplątały jej się i przykleiły do twarzy. A Elaine nie była ani kroku bliżej do znalezienia kogokolwiek. Wtedy nagle zesztywniała. Poczuła na swojej szyi sztylet. Zatrzymała się gwałtownie. W głowie obmyśliła już plan ucieczki. Wtedy usłyszała znajomy uśmiech koło swojego ucha.
            - Niespodzianka – zaśmiał się Adrian, uwalniając Elaine. – Przepraszam cię za to, ale wyglądałaś naprawdę zabawnie, idąc tak sama.
            Posłała mu wkurzone spojrzenie. On po raz kolejny zaśmiał się.
            - Co tym razem się wydarzyło? Gdzie byłeś, gdy Tori mordowała Maję? – zapytała w końcu Elaine.
            Dokładnie w tym momencie cała radość wyparowała z jego ciała.
            - Nie mam pojęcia, co się wydarzyło. Gdy obudziłem się rano, już jej nie było. Nie zostawiła żadnej wiadomości, ani śladu po sobie. Wyparowała. Próbowałem ją znaleźć, ale na marne. Aż w końcu pojawiło się to żółte światło.
            - Wiesz Adrianie – zaczęła Elaine, nawijając sobie włosy na palce. – Ostatnio, gdy pojawiło się takie światło Danea została zabita. Jak myślisz, co tym razem się wydarzyło?
            Adrian pokręcił głową.
            - Mam nadzieję, że nic wielkiego – powiedział w końcu.
            Dokładnie w tym samym momencie obydwoje usłyszeli przerażający krzyk. Oboje doskonale znali ten głos. Danea. Nie myśląc za wiele, rzucili się w stronę głosu.  W końcu zakończyło się na tym, że się podzielili. To Elaine znalazła ją, jako pierwsza. Nieprzytomna Danea wisiała do połowy zanurzona w wodzie. Przytrzymywała ją całkiem spora gałąź. Dziewczyna szybko zawołała Adriana, który wciągu kilku sekund znalazł się na miejscu. Przez chwilę przyglądał się wiszącej dziewczynie, po czym wyjął z za pasa sznur. Przywiązał go do drzewa, a po tym sobie w pasie. Kazał Elaine trzymać jego fragment i po tym wciągnąć go na brzeg. Gdy Adrian wszedł do wody, aby wyciągną Danee dziewczyna miała ochotę zamknąć oczy. Doskonale widziała, jak szybki i mocny jest nurt. Bała się, że mu się nie uda. Jak się okazało niepotrzebnie martwiła się. Szybko wyrzucił na brzeg nieprzytomną Danee. Sam już chciał wyjść, gdy Elaine pokazał mu coś pod wodą. Coś się tam świeciło, a dziewczyna była prawie na sto procent pewna, że to coś ważnego. Jak się okazało miała rację. Gdy Adrian wyszedł z wody, wbił w ziemię złoty miecz.
            - Teraz już wiemy, co takiego się wydarzyło – powiedział, kładąc się na ziemi.
            Elaine poczuła radość. Mieli miecz, czyli mieli przewagę. Danea żyła i w końcu mogła stać się ich Księżniczką. Wszystko wydawało się być na dobrej drodze do końca.
            - Niech żyje ten nowy świat – zaśmiała się Elaine. – I to nowe życie – dodała po chwili.
Koniec Księgi V
Mocno mnie będziecie za to bić? mam nadzieje, że nie. mogę wam obiecać, że w ciągu najbliższych trzech, albo nawet czterech rozdziałach nikogo nie zabiję. a po tym.... okaże się xd
nie mogę się już doczekać rozpoczęcia kolejnej księgi, zresztą już ostatniej. nawet nie chodzi o to co się tam pojawi tylko o przepiękny szablon, który sobie wtedy ustawię. ale o tym za tydzień ^^
Pozdrawiam

EDIT: nie mogłam się powstrzymać i ustawiłam nowy szablon. jest prześliczny *.* a co wy sądzicie? ach i są stworzone nowe karty bohaterów. jak chcecie możecie je sobie zobaczyć ;>

15 komentarzy:

  1. Reeeeenooooo!
    Zarąbiste. Po prostu: zarąbiste. Tak jakoś mi się spodobało xD Jeju to już koniec tej księgi... Ale ale. Jest jeszcze jedna:D Już się doczekać nie mogę! A i Reno jak napisałaś, że zemdlała na placu to coś ci literki przeskoczyły, bo napisałaś palcu:) Strasznie podobał mi się fragment z Anną. Kurcze, jak Ty to robisz, że rozdziały czyta się tak fajnie? I że są jeszcze takie długie?
    Jeju, pozdrawiam gooorącoooo i weny życzę! No i żebyś szybko wrzuciła następny!!:D:D
    Watashi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o.O zabiłam tyle osób, a Ci się podobało? wow jakiś cud! dzięki za zauważenie literówki. zaraz ją poprawię!
      fragment z Anną był pisany na podstawie serialu, może dlatego tak dobrze mi wyszedł xd choć niektóre momenty sama dodałam ^^
      O następny się nie martw powinien pojawić się w przyszłym tygodniu!
      Pozdrawiam ^^

      Usuń
  2. Ale długaśny rozdział! No przechodzisz sama siebie! Nie żeby mi się to nie podobało. Oj, nie, nie. Ja lubię twoje pisanie, a im go więcej tym lepiej dla mnie ^^
    No ten rozdział nie odstawał od reszty i bardzo mi się podobał. Trochę szkoda, że ta księga już się kończy, ale jeszcze o tym nie myślę, bo przecież jeszcze jedna przed nami, a znając ciebie, będzie równie wspaniała, jak poprzednie.
    Szkoda mi Danei. Szkoda mi też Shane'a. Tak bardzo cieszyli się wiadomością o ciąży dziewczyny, a teraz wszystko przepadło. Niesprawiedliwe. A ta jej rana? Też mnie niepokoi. Zwłaszcza, że pociąga ona za sobą ogóle osłabienie dziewczyny. Przecież tak nie powinno być.
    I oczywiście sama scena uśmiercenia Anny. Cholercia. Nie zasłużyła na taki los. Może nie była super królową, ale kara nie była adekwatna do jej przewinień. Szkoda mi jej.
    Uh, i znowu Tori. Nie cierpię jej. Zawsze jak się pojawia, zwiastuje to kłopoty. W tym wypadku nie było inaczej. Zgadzam się z chłopakiem, ona jest naprawdę wariatką.
    Cóż, mogę dodać? Rozdział był wspaniały i z wielką niecierpliwością oczekuję za więcej.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wcale nie długi xd tylko jedenaście stron. w tej księdze bywały już dłuższe od tego!
      rana może nie do końca była taka ważna jak to czym Tori ją zrobiła. taa oni wszyscy są biedni, bo są moimi bohaterami, a ja lubię ich dręczyć xd
      Anna królową to za dobrą nie była, ale przed śmiercią naprawdę pokazała klasę i urzekła tym wszystkich.
      Tori to Tori. chyba wszyscy się już przyzwyczaili.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Nie działa przycisk "starszy post" i nie mogę poczytać wcześniejszych rozdziałów ;///
    Może byś dodała archiwum? Było by lepiej i sprawniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spis wszystkich rozdziałów jest z prawej strony na górze (wysuwa się)

      Usuń
  4. Dodaj nowy szablon, który został dla ciebie wykonany. Przecież jest cudowny, nie to co obecny ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiesz szablon jest kwestią gusty. nowy zostanie ustawiony przed rozpoczęciem szóstej księgi. choć kto wie może zrobię to dziś popołudniu

      Usuń
  5. Szablon poprawiony. Działają przyciski, można przewijać, nic się nie blokuje :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Faktycznie. Szablon robi wielkie wrażenie. Prawdziwy majstersztyk. Nie widziałam jeszcze tak dopracowanego i pięknego. Brawa dla autorki szablonu.

    A tak pomijając grafikę, rozdział naprawdę świetny. Wciągający bardziej niż poprzednie, bo tak wiele się działo. Danea i jej duch. Przeniesienie Przeklętych. Po prostu czekam na ostatnią księgę.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak wiem. jestem w nim zakochana tak jak i w pracach Anayi *.* wszystkie jej szablony są śliczne i takie inne od reszty!
      No i dziękuję za te słowa ;)
      pozdrawiam

      Usuń
  7. No cześć! :)
    Wróciłam do blogowego świata i nadrabiam zaległości. Wróciłam też i na Twojego bloga, z czego niezmiernie się cieszę!
    Ale zacznę od początku... Najpierw moją uwagę przykuł szablon - jest olśniewający!
    Potem zagłębiłam się w treść - była jeszcze lepsza! :)
    Jak zawsze bardzo mi się podobało. Uwielbiam czytać "Księżniczkę Przeklętych", więc kurczowo trzymam się myśli, że została jeszcze jedna księga.
    Powiem więcej: rozdział ten obfitował w wydarzenia i akcję. A to problemy Danei i jej partnera, a to uśmiercali sobie, jak gdyby nigdy nic, Annę (nawiasem mówiąc, ta scena wyszła niezwykle realistycznie, została cudownie ukazana).
    Co tu więcej mówić... Jesteś fenomenalna. Piszesz z taką swobodą, że nie sposób męczyć się przy czytaniu. :-)

    Pozdrawiam serdecznie, Angelica Hudson (dawniej Literacka N.).
    [ukryte-slady]
    [light-never-comes]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszy mnie to, że wróciłaś. i cieszę, że nawet po tak długim czasie ci się to wszystko podoba ^^
      Pozdrawiam

      Usuń
  8. Buuu! Jezu, jaki fajny szablon. Tak tu teraz... świeżo.

    Nigdy nie lubiłam książek i opowiadań w takiej tematyce, więc dlaczego Twoje czytam? Potrafisz mi to wyjaśnić? Bo ja jakoś nie... Ale ale! ejże! Łagodniej z tymi swoimi bohaterami, bo ich pozabijasz i o kim będziemy czytać :c ?

    Pozdrawiam i zapraszam na rozdział 6. (Sinusoida-Emocji)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się zaskoczona O.o nie lubisz fantastyki, a to Ci się podoba. Cieszę się z tego powodu!
      A o bohaterów się nie martw. zawsze się znajdzie ktoś kogo podręczę xdd

      Usuń

wykonała Anaya