poniedziałek, 10 lutego 2014

V. Rozdział 7

            Shane najbardziej na świecie nienawidził dwóch rzeczy. Pierwszą poznał, gdy w wieku dziesięciu lat przeprowadzili się do niewielkiej wioski, gdzie poznał Adriana. Jego przyjaciel nigdy nie był typem buntownika, lecz to on nauczył go nienawiści do rozkazywania. Nie mógł znieść, kiedy zaczynała rozkazywać mu osoba, która w ogóle nie miała do tego prawa. Dlatego na początku nie mógł znieść władczego tonu Danei i tego, że wszyscy chcięli rozstawiać go po kątach. Nienawidził, gdy ktoś mu rozkazywał, mówił, co ma robić, a już szczególnie, gdy robiła to Tori lub Rayna. Jeżeli o coś prosiły bądź, proponowały, to nie było problemu z wykonaniem zadania. Jednak, gdy zaczynały podnosić głos, Shane zawsze robił im na złość.
            Kolejną rzeczą, którą zaczął nienawidzić pojawiała się u niego dopiero niedawno. A było to obrażanie Danei. Gdy słyszał jakieś nieprzyzwoite słowa o swojej ukochanej, miał ochotę zabić taką osobę na miejscu. W pałacu nie mógł za dużo zdziałać, prócz rzucenia kilku iluzji na delikwenta, który mu podpadł. Jednak w domu było to już inną bajką. Odkąd Cam nieudolnie próbował zgwałcić dziewczynę, na każdym kroku obrażał Księżniczkę i mówi o niej różnie inne niepochlebne rzeczy. Przy Camie Shane już nie miał żadnych skrupułów. Teraz, na całe szczęście, nie musiał już wysłuchiwać żadnych jego głupot, ponieważ od dwóch tygodni nie pojawił się w domu. A temu wszystkiemu była winna sama Tori.
            Zawsze był pewien tego, że jego siostra doskonale wiedziała, co go denerwuje, dlatego nigdy nie spodziewał się, że zrobi coś takiego. To przez nią przestał się tam pojawiać. W ciągu jednego zdania potrafiła powiedzieć te dwie, najbardziej znienawidzone rzeczy. Każdemu innemu szybko wybaczał, ale nie jej. Teoretycznie znała go najlepiej. Dlatego nigdy nie spodziewał się po niej takiego zachowania. Zawiódł się na niej, dlatego nie był wstanie na razie wybaczyć.
            Dopiero, gdy opuścił dom i więcej czasu zaczął spędzać z Daneą i Adrianem zobaczył te wszystkie zmiany, które zaszyły w jego siostrze. Wcześniej nie chciał na nie zwracać uwagi. Dopiero oni otworzyli mu na to oczy. Dopiero teraz Shane zauważył, jak bardzo stała się nieczułą, niedbającą o innych, a tylko o własne interesy osobą. Jaka jest obojętna na cierpienie innych ludzi, jak bardzo przestali ją interesować inni. Dopiero, prawe po pięćdziesięciu latach zobaczył to.
            Teraz, chcąc nie chcąc, kierował się w stronę swojego domu. Jego duma nadal była urażona i aż krzyczała do niego, aby tego nie robił, ale nie widział innego wyjścia. Była osoba, z którą musiał dziś pilnie porozmawiać. W jakiś niefortunny sposób król dał wolne większości swojej służby, co było naprawdę niespotykanym zjawiskiem. Dlatego Przeklęci siedzieli ten czas w domu.
            Gdy zamknął za sobą drzwi, tak jak miał to robić w zwyczaju, pierwszy, który przybył mu na spotkanie był Tommy. Niczym niewielka rakieta wyskoczył z pomieszczenia, w którym aktualnie spędzał czas i rzucił się na Shana. Ten, mimo że nadal miał w głowie obraz nieżywego Maxa, poniósł go do góry i potarmosił po włosach.
            - Co tam młody? – zapytał, po czym zaczął go łaskotać.
            Tommy na początku chciał grać twardziela, ale nie szło mu to najlepiej, ponieważ już po chwili wybuchnął głośnym śmiechem, próbując odepchnąć od siebie chłopaka, co było dość głupim pomysłem.
            - Zostajesz z nami, prawda? – zapytał Tommy, gdy w końcu przestał być poddawany torturom. – Bez ciebie jest tak nudno – dodał, jakby to był najważniejszy z argumentów, przy okazji przeciągając sylaby w wyrazie „tak”.
            Shane postawił chłopaka na ziemię, po czym płożył mu rękę na głowie.
            - Nie młody. Jestem tu tylko, aby załatwiać jedną sprawę. – Gdy mina chłopca zrzedła, podał mu niewielki pakunek, który znajdował się w jego kieszeni. – Ale oczywiście nie zapomniałem o małym prezencie dla ciebie.
            Shane od samego początku wiedział, że będzie potrzebował jakiegoś drobiazgu, którym przekupi Tommiego. Inaczej dziecko chodziłby jęcząc za nim cały dzień. Skończyło się na tym, że zabrał kilka ładnie wyglądających ciastek z królewskiej kuchni i zapakował je.
            Chłopiec nie zwracając już uwagi na to, co powiedział Shane pobiegł do Deli, aby pokazać jej to, co dostał. Ona natomiast posłała mu tylko jeden z tych swoich niezrozumiałych uśmieszków, po czym w pełni skupiła uwagę na swoim ukochanym braciszku. Shane ruszył przed siebie. Chciał jak najszybciej dostać się do pokoju Alice, aby z nią porozmawiać. Domyślił się jednak, że napotka pewne komplikacje. Drogę do schodów zagrodziła mu Tori. Mimo tego wszytego, co się teraz w około niej działo, wyglądała na naprawdę szczęśliwą.
            - Widzę, że mój mały braciszek w końcu przejrzał na oczy – powiedziała, po czym chciała go przytulić.
            Shane, tylko dzięki przypadkowi, uniknął dotyku Tori. Instynktownie postawił w około siebie barierę. Nawet Tori, jako ich Twórczyni, nie potrafiła złamać iluzji. Jej moc była o wiele silniejsza od tego, co potrafili zrobić Przeklęci, ale w tym przypadku nie miało to większego znaczenia. Widziała to, co podpowiadała jej iluzja. Często potrafiła rozpoznać prawdę od omamów, ale nie zawsze jej to wychodziło. Nie była jednak wstanie jej przezwyciężyć. W tym przypadku jej ręce zatrzymały się tak samo, jak na jakiejś szklanej powierzchni. Jej oczy na chwilę powiększyły się, ale nie trwało to zbyt długo. Opuściła je, a na jej twarzy pojawiła się pogarda.
            - Niedoczekanie twoje – wysyczał Shane zdejmując z siebie iluzję.
            Tori zacmokała.
            - Wiesz jak przykro mi jest teraz na ciebie patrzeć. Chyba ta twoja głupiutka Księżniczka zabrała ci resztkę twojego mózgu. A wszyscy zazwyczaj mówili, że to Camowi brakowało kilku klepek. Chyba się pomylili.
            Shane nie miał najmniejszej ochoty wchodzić z nią w żadne pogaduszki nawet, jeżeli mieliby w nich siebie nawzajem obrażać. Próbował ją wyminąć i prawie mu się to udało, ale w ostatniej chwili Tori złapała go za rękę.
            - Cokolwiek chcesz zrobić wiedz, że w końcu tego pożałujesz – wysyczała mu w twarz, patrząc na niego groźnie tymi swoimi żółtymi oczami.
            Wiele osób, gdy na nie patrzyła odczuwało chęć ucieczki lub poddania się władczej Tori. On jednak zdążył się już do tego przyzwyczaić.
            - To ty zaraz pożałujesz, jeżeli mnie nie zostawisz – wysyczał w jej stronę, wyrywając swoją rękę z jej uścisku.
            Szybkim krokiem ruszył na górę w stronę pokoju Alice. Zatrzymał się jeszcze przed drzwiami, aby ochłonąć z emocji, które go ogarnęły. Dopiero po tym zapukał lekko i wszedł do środka.
            Alice siedziała na szerokim parapecie wpatrując się w coś za oknem. Uśmiechnęła się do niego smutno, ale nie wstała ze swojego miejsca.
            - Możesz? – zapytał ją.
            Mimo, że nie sprecyzował, o co mu chodziło, to ona i tak doskonale to zrozumiała. Dotknęła ręką ściany za sobą, a ta nagle zaczęła falować niczym woda, do której wrzucało się kamień. Po chwili wszystko ustało, ale to nie oznaczało, że wszystko było takie jak w wcześniej. To, co zrobiła Alice było zaklęciem, które miało sprawić, że osoby, które chciałyby wiedzieć, co się dzieje w pokoju, nie usłyszałyby niczego. Wszystkie, nawet najgłośniejsze dźwięki zostawały w środku, a nikt z zewnątrz nie był wstanie niczego podsłuchać.
            Dopiero po tym Alice wstała ze swojego miejsca i niepewnym krokiem podeszła do Shanea.
            - Co się dzieje? – zapytała.
            Ona była jedną z nielicznych osób, które wiedziały, o co pokłócił się z Tori i dlaczego opuścił ten dom. Wiedziała też, że za żadne skarby nie chciał tu wrócić. Dlatego musiała się nieźle zdziwić, gdy go zobaczyła.
            - Mam dla ciebie dwie wiadomości. Dwie piękne wiadomości – powiedział uśmiechając się do niej. Alice opadła na łóżko, po czym gestem ręki kazała mu również usiąść. – Danea jest w ciąży.
            Jej mina w tamtym momencie była po prostu bezcenna. Jej oczy zrobiły się nagle wielkie z zaskoczenia. Po tym na twarzy pojawił się uśmiech szczęścia, który był pomieszany ze smutkiem.
            - Ale ty wiesz, jaka jest teraz sytuacja w pałacu. Wątpię, aby Henryk ucieszył się ze stanu swojej córki, dlatego postanowiliśmy uciec. W sumie to wpadłem na ten pomysł, zanim dowiedziałem się, że zostanę ojcem.
            Teraz to już Alice w ogóle nie ukrywała smutku, odwróciła głowę wpatrując się w okno.
            - Życzę wam szczęścia – powiedziała tak cicho, że ledwo był wstanie ją usłyszeć.
            - No i właśnie teraz mam zamiar powiedzieć ci o tej drugiej sprawie. Zgodnie podjęliśmy decyzję, że powinnaś jechać z nami.
            Alice gwałtownie odwróciła głowę w jego stronę. W jej oczach było widać zaskoczenie.
            - Żartujesz? – zapytała niepewnie, jakby bała się, że to wszytko jest snem.
            - Oczywiście, że nie. Zabieram cię ze sobą, czy ci się to podoba, czy nie.
            Dziewczyna pisnęła radośnie, po czym przytuliła się do niego. Jednak dopiero w momencie, w którym opuścił jej pokój na jej twarzy widać było prawdziwe uczucia. W oczach ukazały się łzy, a twarz przesiąkła smutkiem. Znów spojrzała w stronę okna.
            - W końcu się dowie – wyszeptała sama do siebie, po czym wróciła na swojej ulubione miejsce, na parapecie.

            Danea naprawdę nie spodziewała się, że nadejdzie dzień, w którym sama Alice poprosi ją o spotkanie. Dziewczyny spotykały się tylko wtedy, gdy Danea wyraziła ku temu chęć. Jej siostra nigdy nawet o to nie prosiła. Dlatego tak bardzo zaskoczyła ją wiadomość od niej. Nie wypytywała się jednak nikogo o powód. Wolała sama się tego dowiedzieć. Chwilę przed wyznaczoną porą ruszyła w kierunku ogrodów. Z wielką radością wpatrywała się w ożywającą przyrodę. Wiosna zaczęła dawać o sobie znać, budząc swoje rośliny do życia. Trawa pozieleniała, a drzewa zaczęły kwitnąć. Właśnie ta pora roku była jej ulubioną. Lubiła patrzeć, jak wszystko wraca do życia.
            Wszyscy ludzie, których mijała kłaniali się jej i pozdrawiali ją. Ona jednak nie zwracała na nich najmniejszej uwagi. W tym momencie jej głowa zajmowała się tylko dwoma rzeczami. Pięknem natury oraz tym, aby rozgryźć Alice.
            Gdy zaczęła zbliżać się do wyznaczonego przez czarownicę miejsca, zauważyła, że już ktoś tam stoi. Przyspieszyła kroku, aby jak najszybciej dowiedzieć się, co ona od niej chciała. Jednak im bliżej się znajdowała, tym bardziej zaczynała rozumieć, że to chyba nie była Alice. Gdy w końcu zorientowała się, kim są dwie osoby, które tam stały, poczuła strach. Chciała zawrócić, ale jej własna duma jej na to nie pozwoliła. Powolnym krokiem ruszyła w ich stronę. Zaszczyciła Rayne i Cama pogardliwym uśmiechem.
            - Czy nie powinniście siedzieć teraz w swojej pracy? – zapytała z wyższością, również tak na nich patrząc.
            Na twarzy Cama pojawił się naprawdę nieprzyjemny uśmiech, od którego na ciele dziewczyny przeszło obrzydzenie.
            - To samo można by było zapytać ciebie?
            Księżniczka nie chciała wchodzić z nimi w żadne dyskusje. Po raz kolejny popatrzyła na nich z pogardą, po czym ruszyła przed siebie. Jak się okazało, nie było aż tak prosto uciec przed nimi. Cam w oka mgnieniu pojawił się przed nią, zagradzając jej drogę.
            - Już nas opuszczasz Księżniczko? Czemu tak szybko?
            Dziewczyna poczuła strach, ale nie chciała go mu okazywać. Próbowała go wyminąć, ale jej oprawca był szybszy. Złapał ją w pasie, po czym pocałował. Danea poczuła jak jej śniadanie podchodzi pod samo gardło. Z całej siły, jaka jej pozostała, odepchnęła go od siebie, po czym wymierzyła mu solidny policzek. Dopiero po tym zauważyła, że musiała przy okazji przejechać po jego skórze paznokciami, ponieważ pojawiły się tam krwawe ślady. Cam dotknął tego miejsca opuszkami palców, a gdy zobaczył na nich krew, wściekł się. Po raz kolejny złapał ją gwałtownie i odwrócił. Wykręcił jej ręce do tyłu i obwiązał je jakimś kawałkiem druta. Danea zaczęła krzyczeć najgłośniej jak potrafiła, ponieważ czuła, że to się źle skończy.
            - Nie musisz tak wrzeszczeć. Nikt cię nie usłyszy. My już o to zadbaliśmy – powiedziała do niej Rayna, odzywając się po raz pierwszy odkąd ich spotkała.
            Danea wiedziała, że może nie powinna tego robić, ale strach robił z nią wszystko co tylko chciał. Plunęła w jej stronę nie zważając na konsekwencje. Rayna zaśmiała się tylko, a Cam popchnął ją do przodu.
            - Nasza mała sarenka nadal chce walczyć – powiedział przejeżdżając palcami po jej policzku. – Szkoda, że sarenka za kilka chwil stanie się martwą sarenką.
            Dopiero te jego słowa ją otrzeźwiły. Po raz kolejny zaczęła krzyczeć zdzierając sobie gardło. Rayna jednak miała rację, nikt jej nie usłyszał. Wszyscy ludzie, których mijali w ogóle nie zwracali na nich uwagi. Musiało to oznaczać jedno. Użyli iluzji. A z nią raczej nie dało się wygrać.
            Po raz kolejny poczuła przerażenie, gdy zobaczyła duży betonowy kloc, w którego stronę właśnie zmierzali. Na początku nie mogła zrozumieć, do czego on jest. Ale gdy podeszli bliżej dziewczyna zrozumiała, że jest to poidło dla zwierząt. Cam zmusił ją, aby przy nim uklękła. Dziewczyna poczuła mdłości, gdy zobaczyła kolor wody. Była prawie cała czarna, a na dodatek pływały w niej różne martwe owady, trawa i nawet niewielkie kawałki gówna.
            - Jakieś ostatnie życzenie? – zapytał Cam.
            Danea milczała. Nie wiedziała, co powinna teraz powiedzieć. Czy „obyś zgnił w piekle” pasowało w ogóle do tej sytuacji?
            Nie zdążyła nawet rozwiązać tej sprawy. Cam złapał ją za kark, po czym gwałtownym ruchem włożył do wody. Ciecz zaczęła wlewać się jej do ust, a po tym przełykiem dalej. Dziewczyna zaczęła się dusić. Gdy myślała, że już po wszystkim jej oprawca wyjął głowę na powierzchnię. Danea zaczęła kaszleć próbując wypluć wszystko, co wraz z wodą wpłynęło do jej ust. Przerwa od tortur była jednak bardzo krótka. Po raz kolejny jej głowa znalazła się w brudnej wodzie. I tym razem nie była na to przygotowana. Cama chyba to wszytko bawiło, ponieważ po raz kolejny wyjął jej głowę na powierzchnię. Dziewczyna zdążyła wziąć dwa wdechy, gdy po raz kolejny poczuła wodę w ustach. Tym jednak razem nie miał zamiaru jej wyciągnąć.
            Po kilku dosyć długich minutach los się nad nią zlitował, odpłynęła w ciemność.

            Rayne zawsze bawiło zabijanie ludzi. Wtedy dopiero czuła, że żyje, że jest ponad nimi. Miała w swoich rękach ich życie i kiedy tylko chciała, mogła go pozbawić. W tym jednak momencie po raz pierwszy czuła, że to wcale nie jest dobre. Patrzyła jak Cam wyjmuję głowę Danei z wody, po czym rzuca jej bezwładne ciało w błoto. Rayna miała wielką ochotę po prostu odwrócić wzrok, aby na to nie patrzyć. Nie była jednak wstanie. Włosy dziewczyny były mokre i posklejane. W niektórych miejscach widać było nawet obecność brudów, które znajdowały się w tej wodzie. Jej błękitne oczy były szeroko otwarte. Nie miały jednak żadnego wyrazu. Były po prostu martwe. Jej buzia była szeroko otwarta, jakby nadal miała nadzieję, że uda jej się nabrać powietrza. Albo po prostu miała zamiar krzyczeć, ale jej się nie udawało.
            Cam z twarzą pełną pogardy kopnął martwą dziewczynę.
            - Wygodnie ci wasza wysokość? – zapytał sarkastycznie, po czym kopnął ją po raz kolejny. – To takie przykre, że jesteś teraz martwa i nie jesteś wstanie zrobić niczego.
            Chłopak plunął jeszcze na jej ciało, po czym odszedł kawałek i usiadł na trawie. Odwrócił się tyłem do miejsca, w którym stała Rayna. Kobieta mogła w końcu ukazać wszystkie swoje uczucia. Nienawidziła jej. Nienawidziła z całego serca. Teraz, gdy widziała Danee taką wiotką i martwą, miała po prostu ochotę się rozpłakać. Niepewnym krokiem podeszła do niej. Wyjęła jej z włosów siano, które się tam znalazło, po czym powolnym ruchem zamknęła jej oczy. Po tym zrobiła to samo z jej ustami. Gdyby nie strasznie blady odcień jej skóry można by było stwierdzić, że Księżniczka po prostu spała.
            Rayna wiedziała, że Tori karząc Camowi zabić Danee Tudor, wydaje wyrok również na siebie. Shane szybko się zorientuje, kto za tym stoi. Nie będzie oskarżał jej, ani Cama. Zwróci się od razu do Tori. Blondynka miała tylko nadzieję, że nie będzie musiała wysłuchiwać tych wszystkich wrzasków.
            - Nadal masz wrażenie, że to głupi pomysł?
            Rayna wzdrygnęła się, gdy usłyszała głos Tori. Podniosła się gwałtownie z klęczek, po czym stanęła kawałek dalej. Nie odpowiedziała jednak na pytanie przyjaciółki. Nie musiała. Ta doskonale znała jej podejście do tej sprawy. Chwilę później Cam pojawił się u jej boku. Razem przypatrywali się temu, co robiła Tori.
            Usidła na ziemi koło ciała Danei. Położyła rękę na jej klatce piersiowej, po czym zamknęła oczy. Jej twarz wyglądała na jeszcze bardziej skupioną niż normalnie. W końcu z pomiędzy jej palców pojawiło się złote światło, które bardzo powoli zaczęło otaczać jej całe ciało zamykając w szczelnym kokonie.
            Magię tej chwili zniszczył Cam.
            - Czemu jej ciało świeci się na złoto?
            Rayna w tamtym momencie zastanawiała się, czemu los pokarał ją takim towarzyszem, jak on. Można by było powiedzieć przy nim milion razy, że Danea ma stać się ich magnesem, a on i tak zadałby te swoje głupie pytanie.
            - Ona przecież nie będzie zwykłą Przeklętą, nie pamiętasz? – zapytała się go przez zaciśnięte zęby.
            Chyba zrozumiał głupotę swojego pytania, ponieważ ucichł. Jej wzrok znów skierował się na Tori. Ciało Danei było już szczelnie otoczone złotym kokonem. Kobieta miała również otwarte oczy. Z wyczekiwaniem wpatrywała się w ciało dziewczyny. Siedziała w takiej pozycji przez równie dziesięć minut. Po tym złoto zaczęło ustępować i ukazało ciało Księżniczki. Przez kilka chwili wszystko wyglądało tak, jak poprzednio. Po tym jednak jej skóra odzyskała kolory, a klatka piersiowa zaczęło się powoli poruszać.
            - Ona nie będzie miała znaków przemiany, prawda? – zapytała Rayna kucając koło Tori.
            Czarownica od razu zaprzeczyła.
            - Będzie wyglądać normalnie. Nie będzie się jednak normalnie zachowywać. Zacznie tracić pamięć. Gdy w jej głowie nie zostanie nawet najmniejsze wspomnienie, znów wkroczymy do akcji.
            Wtedy Tori wyjęła z pod swojej błękitnej peleryny sztylet. Nie był on jednak zwykły. Rękojeść była zrobiona ze złota, a ostrze było przeźroczyste jak kryształ.  Rayna po raz pierwszy widziała go na oczy, choć już wcześniej przyjaciółka opowiadała jej o nim. Straszyła wiele osób tym sztyletem, ale nikt zazwyczaj nie brał tego na poważnie. Tori jednak naprawdę posiadał broń, którą potrafiła zranić i zabić Przeklętego.
            - To za mojego brata, szmato – wysyczała, po czym wbiła jej go w brzuch.
            Rayna zastanawiała się tylko, czy w tym momencie wspomniała Cama, czy  Shaena.

            Danea polubiła ciemność. To przecież ona uratowała ją przed cierpieniem, które zadawał jej Cam. To ono przyjęło ją w swoje ramiona i uratowało. Dziewczyna dyrygowała w ciemności przez jakiś czas, rozkoszując się jej ciszą i spokojem. Po tym zobaczyła niewielki złoty błysk. Nie chciała płynąć w jego stronę. Wolała zostać w ciemności. On jednak sam ją do siebie przyciągał, a Danea nie miała nic do powiedzenia. Po tym złoto znów zniknęło, a zastąpiła ją ciemność. Ta jednak była inna. Była zimna i nie przyjemna. Księżniczka próbowała się z niej wydostać. Nie wiedziała tylko jak. Gdy w końcu zaczęła czuć, że odzyskała swoje ciało, próbowała poruszać ręką albo nogą. Ono jednak nie do końca chciało z nią współpracować, ponieważ żadna z tych kończyn nie drgnęła nawet o milimetr. Danea zdecydowała się wiec na otwarcie oczu. One też były po za jej zasięgiem. Co jakiś czas nadal próbowała, jednak z marnym skutkiem. W końcu po bardzo długim czasie jej powieki drgnęły i podniosły się.
            Ku własnemu zaskoczeniu nie zobaczyła żadnych kolorowych plam, ani kolejnej czerni. Zobaczyła biały, zdobiony sufit w swojej komnacie. Przez chwilę przypatrywała się mu zaciekawiona, jakby było to coś nowego. Po tym niepewnie odwróciła głowę, aby upewnić się, że to na pewno jej pokój. Te same meble, ten sam widok za oknem. Dopiero po tym zobaczyła postać siedzącą przy jej łóżku. Mężczyzna miał opartą głowę o fragment jej łóżka, co tylko potwierdziło ją w przekonaniu, że śpi. Niepewnie dotknęła jego ręki, która znajdowała się bardzo blisko niej. Mężczyzna gwałtownie podniósł głowę do góry, po czym z zaskoczeniem spojrzał na dziewczynę. Gdy zobaczył jej otwarte oczy na jego twarzy wymalowała się ulga.
            - Moja kochana córeczka – powiedział Henryk, po czym złapał ją za rękę. -  Jak się czujesz?
            Danea była naprawdę zaskoczona, że zobaczyła ojca w swojej komnacie. Rzadko chorowała, ale gdy już się to zdarzało to nikt nie robił w około tego sensacji. A już na pewno nie król. A teraz siedział koło niej z taką miną, że Księżniczce aż chciało się płakać.
            - Jakby ktoś wrzucił mnie do morza podczas sztormu. – Zaśmiała się widząc jego minę. – Co w ogóle się stało? – zapytała w końcu poważnie.
            Danea doskonale pamiętała, co tak naprawdę się wydarzyło. Pamiętała wiadomość od Alice, spotkanie z Camem i Rayną i wodę. Wodę, która zalewała każdy zakamarek jej ciała. Była pewna, że po tym wszystkim umrze. Okazało się jednak być inaczej, skoro tu leżała.
            - Kochanie, nie musisz się już o nic martwić – powiedział posyłając się smutny uśmiech. – Ona za to wszytko zapłaci. Już teraz siedzi w jednej z cel w Tower. To tylko kwestia czasu, aż zostanie ścięta. Małżeństwo zostało już zerwane, więc nie widzę żadnych skrupułów, aby ukarać ją jak najbrutalniej. Zasłużyła na to.
            Danea wpatrywała się w niego zaszokowana.
            - O co ci chodzi, tato? – zapytała niepewnie. – Anna za tym wszystkim stała?
            Henryk posłała jej kolejny smutny uśmiech.
            - Na całe szczęście kochanie, że straciłaś pamięć o tamtych wydarzeniach. – Ucichł. – Dostałaś od niej karteczkę z groźbą i rozkaz, abyś pojawiała się w danym miejscu. Chodziło, o ile dobrze pamiętam, o tego Maxa. Nikomu o tym nie powiedziałaś i poszłaś na spotkanie z tą żmiją. My zaczęliśmy cię szukać dopiero pod wieczór, gdy okazało się, że nikt tak naprawdę nie widział cię do śniadania. Na całe szczęście jeden z twoich pomocników od razu znalazł tą kartkę. Odnaleźliśmy cię ledwie żywą z okropną raną w brzuchu. Zabraliśmy cię tu i opatrzyliśmy ją. Nasz medyk mówi, że nie jest głęboka, ale za to rozległa. Wszyscy mamy nadzieję, że żadne zakażenie się do niej nie wdało. Po tym, gdy twój stan był już stabilny przeszukaliśmy komnatę Anny. Pod poduszką znaleźliśmy sztylet, którym cię ugodziła. Nikt nie potrzebował żadnych argumentów, aby zerwać małżeństwo i wrzucić ją do Tower.
            Na całe szczęście Danei Henryk wstał ze swojego miejsca.
            - Wyślę do ciebie naszego medyka, aby zobaczył, czy wszystko już w porządku – powiedział, po czym otworzył drzwi.
             Księżniczka zdążyła go jeszcze zawołać.
            - Nie chcę medyka, chcę abyś przysłał tu zielarkę.
            Henryk był zaskoczony tą decyzją, ale posłusznie kiwnął głową i zamknął drzwi.
            Gdy Danea została już sama, mogła w końcu dopuścić do siebie informacje, które przed chwilą usłyszała. To musiał być jakiś okropny żart. Ani Cam, ani Rayna nie zostaną oskarżeni o to, co zrobili, tylko Anna. Kobieta, która nawet nie wpadłaby na taki skomplikowany plan. Poza tym ona została uduszona przez wodę ze zbiornika, a nie zraniona nożem. Dla pewności przejechała po swoim brzuchu. Gdy pod cienkim materiałem, w który była ubrana, zobaczyła ciepły i trochę mokry bandaż, przeraziła się. Chciała odrzucić kołdrę, aby sprawdzić czy tylko jej się to wydawało, gdy drzwi otworzyły się. Do pomieszczenia wolnym krokiem wszedł Adrian.
            - Jak to się stało, że Anna została oskarżona o coś, czego nie zrobiła? – zapytała od razu, nawet nie pozwalając mu usiąść.
            Adrian nie odpowiedział jednak na jej pytanie od razu. Niepewnie usiał na krześle, po czym spojrzał na nią swoimi tęczówkami. Kolory zmieniały się bardzo powoli i był jasne. Nie wiedziała, co to oznaczało, ale w tym momencie jakoś ją to nie interesowało.
            - Od samego początku mówiłem, że nie należy ufać Alice – powiedział wzdychając. – Dla niej wcale nie jest najważniejsze dobro innych, tylko miłość w oczach matki. Myślała, że gdy jej pomoże, to Tori zmieni o niej zdanie. Podrzuciła ci najpierw tą kartkę o spotkaniu, a gdy wyszłaś położyła na łóżku tą drugą, napisaną pismem podobnym do Anny. Po tym podrzuciła pod jej poduszkę zakrwawiony sztylet. Henryk nie potrzebował żadnego dochodzenia, aby ją oskarżyć. Dla niego to tylko kolejny argument do pozbycia się jej. W końcu mu się udało.
            Gdy dziewczyna usłyszała tą prawdziwą wersję, poczuła się jeszcze gorzej. Zdradziła ich osoba, której Shane ufał nad życie. Zdradziła ją jej własna siostra.
            - Gdzie w ogóle jest Shane? – zapytała po chwili. – Szczerze to spodziewałam się zobaczyć jego, jako pierwszego, bez obrazy.
            Na twarzy Adriana pojawił się lekki uśmiech.
            - Nie wiem gdzie on jest. O to trzeba by było spytać Elaine. Bo wiesz, on generalnie jest niezrównoważony, gdy o ciebie chodzi. Kiedy dowiedział się, że znaleźli cię podziurawioną przyszedł do ciebie tylko raz. Doskonale wiedział, że za tym wszystkim stała Rayna, Cam i Tori. Tylko siłą powstrzymaliśmy go, aby nie poszedł do nich i nie zaczął jakiejś walki i palenia czarownic na stosie. Zostawiłem go pod opieka Elaine. Ostatnim razem był oślepiony przez iluzje oraz zamknięty w jakimś pomieszczeniu.
            Danea nie specjalnie chciała go sobie wyobrażać. Uśmiechnęła się jednak do opowieści Adriana.
            - Możesz już go wypuścić – powiedziała.
            - Nie wiem czy wiesz, ale on nie przyjdzie najpierw do ciebie. Pójdzie do swojej siostry, aby powiedzieć jej, jak bardzo zniszczyła mu życie.
            Dziewczynę zaskoczyły te słowa.
            - Niech odpuści. Przecież żyję i nic mi nie jest. No dobra prócz tej rany, ale na pewno i ona się szybko zagoi.
            Wtedy na twarzy Adriana pojawił się taki wyraz twarzy, że Danea miała po prostu ochotę schować się pod kołdrę i już z niej nie wychodzić.
            - Właśnie problem jest taki, że nie do końca – wyszeptał w końcu. – My wyczuwamy takie rzeczy, więc niestety nie ma mowy o pomyłce, ale…
            - Co się stało? – zapytała bojąc się usłyszeć odpowiedz.
            - Ty umarłaś Danea. A Tori po tym przemieniła cię w Przeklętą. Jesteś taka jak my.
            Wiele razy wyobrażała sobie, że nadejdzie dzień, w którym usłyszy właśnie te słowa. Że będzie żyć wiecznie u boku Shana. Teraz jednak, gdy to usłyszała wszytko jej się załamało. Złapała się ostatniej deski ratunku.
            - To, czemu jestem ranna? Gdybym była Przeklętą, nie miałabym tej rany.
            Ze strachem wyczekiwała odpowiedzi Adriana.
            - Wiem. Ale nie ma mowy o pomyłce. Nawet Destiny wyczuwa zmianę w tobie, mimo że nie jest już czarownicą. Nie ma tu mowy o pomyłce, niestety.
            Danea chciała się jeszcze zapytać go o wiele rzeczy. Głos jednak utkwił w jej gardle, a zamiast tego usłyszała swój żałosny jęk. Schowała twarz pod kołdrę, aby nie patrzeć na Adriana. Mimo że wcześniej tego chciała, to teraz, gdy już do tego doszło, to miała nadzieję, że to tylko sen. Nie chciała być Przeklętą, chciała być znów człowiekiem, który może się zestarzeć.
            Po chwili usłyszała jak drzwi się otwierają. Myślała, że to Adrian wychodzi. Wtedy usłyszała nowy głos.
            - Idź uwolnij tego swojego kolegę, bo już nie jestem wstanie wysłuchiwać jego krzyków.
            Danea odkryła lekko oczy. Zobaczyła jak Adrian wstaje i wychodzi. Koło jej łóżka stała zielarka patrząc na nią rozbawionym spojrzeniem.
            - Co ja z wami wszystkimi mam. Tam mi zamykają jakiegoś biedaka, którego najpierw oślepili, a po tym wysyłają mnie do prawie umarłej Księżniczki.
            - Nie umarłam przecież – powiedziała próbując przekonać nawet siebie.
            Na twarzy zielarki pojawił się półuśmiech.
            - Przede mną nie musisz się już kryć kochana. Wiem, kim się stałaś. Olimpijczycy w końcu powinni zająć się tą Tori, bo w końcu wszyscy ludzie skończoną, jako jej pachołki. – Danea spojrzała na nią zaskoczona. A już jej się wydawano, że nic więcej jej nie zszokuje. – Widzę kochanie, że nie wiesz, kim jestem. Jestem jedną z Odwiernych, które pilnują tego terenu.
            Danea nawet nie chciała się jej o nic pytać. Nie miała siły. Może, kiedyś indziej. Kobieta kazała jej odrzucić z siebie kołdrę. Danea leżąc widziała czerwoną plamę na swoim brzuchu. Zielarka jednak nie patrzyła w tamtą stronę. Nagle spojrzała w stronę Księżniczki ze smutkiem w oczach.
            - Przykro mi kochanie.
            Danea nie wiedziała, o co jej chodzi. Z trudem się podniosła. Nie tylko jej brzuch był pokryty krwią. Cała pościel i jej koszula nocna była czarowna. Dziewczyn zrobiła wielkie oczy, a informacje powoli zaczęły do niej docierać.
            - Umarłaś, a po tym zostałaś ożywiona. Twój organizm sam pozbył się płodu. Nie wiem, czemu. Tak mi przykro.
            Danea dopiero po chwili zareagowała. Rzuciła się do tyłu na poduszki. Wzięła jedną z nich do ręki, po czym położyła sobie na twarz i zaczęła płakać. Płakała przede wszystkim za swoim utraconym życiem i za życiem swojego, już martwego dziecka.

            Shane miał ochotę kogoś zabić. Niestety osoby, którym chciałby to zrobić były nieśmiertelne, dlatego miał pewien problem. Jakoś nie specjalnie się zdziwił, że Adrian i Elaine oślepili go i zamknęli w jakimś cuchnącym pomieszczeniu. Pod tym względem doskonale ich rozumiał i nie miał do nich pretensji. Problem jednak był taki, że jego żądza zemsty ani trochę nie zmalała. Można by nawet powiedzieć, że się powiększyła, przez to, co dowiedział się po tym.
            Gdy Elaine uwolniła go od swojej iluzji znajdowali się w jednym z podziemnych pomieszczeń, gdzie urzędowała zielarka. Od samego początku wyczuł w zamku Odwierną, ale nie spodziewał się, że będzie nią akurat ta kobieta. Gdy odzyskał kontrolę nad swoimi zmysłami i ją zobaczył wiedział, że ona nie ma mu do przekazania dobrych wiadomości. Ukucnęła wtedy obok niego i wyszeptała, że jest jej przykro, że  Danea poroniła. Poprzebywał kilku chwil, aby to do niego dotarło. Popatrzył wtedy na twarze osób, które go otaczały. Twarz Elaine była smutna, a na twarzy Adriana malowała się wściekłość. Nawet jemu nie było to obojętne. Widział również po ich minach, że nie będą go powstrzymywać nawet, jeżeli rzuci się na Tori, mając tylko do dyspozycji własne pięści. Za to im dziękował.
            Od razu wstał ze swojego miejsca i ruszyła do wyjścia. Gdy znalazł się na powietrzu, zaczął biec w stronę swojego, dawnego domu. Teraz już rozumiał, dlaczego Adrian tak bardzo ich nienawidził. Czemu uciekł i nie chciał mieć z nimi do czynienia. Rayna, Tori i Cam byli wypranymi z uczuć osobami, dla których bliscy byli tylko zwykłymi zabawkami, którymi można było pomiatać. Tak właśnie się czuł. Przyspieszył, gdy przypomniał sobie, co jego siostra spowodowała. Zabiła mu jeszcze nienarodzone dziecko. Nie interesowało go to, że był to dopiero jeden z pierwszych miesięcy. Zabiła je.
            Wpadając do środka narobił jeszcze więcej hałasu niż normalnie. Nie szukał Tori po całym domu, tylko od razu pobiegł do niewielkiego saloniku, gdzie lubiła przesiadywać. Gdy otworzył drzwi ucieszył się, że nie było tam ani Rayny, ani Cama. W ogóle nie zwrócił uwagi  na Tommiego, który się tam znajdował i ruszył stronę Tori. Ta podniosła na niego wzrok trochę za późno.
            - Coś ty do cholery zrobiła? – krzyknął popychając ją.
            Kobieta nie zdążyła zareagować. Fotel, na którym siedziała wraz z nią, przewrócił się. W normalnym wypadku wybuchłby śmiechem widząc coś takiego, ale w tym momencie nie było mu do śmiechu. Kątem oka zobaczył jak Tommy z przerażeniem wybiega z pomieszczenia. Miał, więc coraz mniej czasu. Młody na pewno pójdzie komuś powiedzieć o tym, co się tu stało. Wtedy już nie będzie mógł bezkarnie bić swojej siostry.
            Tori szybko się pozbierała i stanęła na przeciwko niego.
            - Powinieneś się cieszyć. Ta twoja mała szmata będzie nieśmiertelna, tak jak ty – wysyczała mu prosto w twarz doskonale wiedząc, o co mu chodzi. Najwidoczniej nie do końca.
            - Teraz to najmniej mnie interesuje, że ona żyje i jest nieśmiertelną! – krzyknął. -  Ona przeżyła, ale jego zabiłaś, tak? Aż tak cię cieszy zabijanie niewinnych?
            Teraz to Tori spojrzała na niego zaskoczona.
            - Kogo ja do cholery niby zabiłam? Owszem wydałam rozkaz, aby wykończyć tę twoją Księżniczkę, ale tylko ją, nikogo innego. Jeżeli ten twój brat od siedmiu boleści zabił jeszcze kogoś, to kieruj oskarżenia ku niemu, a nie do mnie.
            Shane zrozumiał. Ona nawet o tym nie wiedziała. Zaśmiał się.
            - To twoja ukochana córeczka nie zdążyła ci o tym powiedzieć? Jak mi szkoda. Chyba musisz sobie zmienić informatorów.
            Na twarzy Tori pojawiła się wściekłość.
            - O co ci chodzi? Wiem wszystko, co miałam wiedzieć!
            Shane po raz kolejny się zaśmiał.
            - Ona była w ciąży – krzyknął w jej stronę. – Zabiłaś ją i przy okazji nasze dziecko!
            Szczerze to nie spodziewał się, że zobaczy przerażenie na jej twarzy.  Czarownica otwierała nawet usta, aby coś powiedzieć, ale nie zdążyła. Do pokoju wbiegł Cam łapiąc Shanea za szyję i ciągnąc w stronę wyjścia.
            - Zostaw – wychrypiał nawet się nie wyrywając. – Sam stąd wyjdę.
            O dziwo to wystarczyło. Cam puścił go, ale i tak obserwował każdy jego ruch.
            Wtedy jeszcze, jak na domiar złego, na korytarzu pojawiła się Alice. Ta, którą wychował i ufał. Najwidoczniej za bardzo ją cenił. Na twarzy dziewczyny od razu pojawiała się skrucha. Stała ze spuszczoną głową, jakby czekała na wiązankę oskarżeń, która pojawiała się w jego głowie. Wiedział jednak, że jest coś, co bardziej ją zaboli. Minął ją nawet nie patrząc. Wiedział, że to bardziej na nią podziała, niż wrzaski. Za to, co zrobiła zasługiwała na najgorsze.

            Elaine cieszyła się, że nie było jej w domu wtedy, gdy Shane tam poszedł. Nie chciała przecież wybierać, po której stronie ma się stanąć. Wiedziała jednak, że może zrobić coś innego. Może nie dla Shanea, a dla Adriana. Tej nocy nawet nie kładła się spać. Usiadła w kuchni, skąd był najlepszy widok na to, co działo się przed domem. Okryła się iluzją i czekała.
            Tak jak się spodziewała koło północy usłyszała kroki, a po chwili zobaczyła sylwetkę Tori wychodzącą z domu. Szybko zarzuciła na siebie pelerynę i ruszyła za nią szybkim krokiem. Nie trzymała się już tak daleko jak ostatnio, zaledwie pięć metrów za nią.  Wiedziała, że z takiej odległości czarownica jej nie wyczuje. Sprawdzała to poprzedniego dnia. Gdy znów znalazły się koło dziurawego płotu, Elaine była przygotowana na jego przejście. Nadal zajęło jej to o wiele więcej czasu, niż Tori, ale na tyle krótko, że zdążyła ją jeszcze dogonić. Weszła z nią pomiędzy drzewa trzymając się w bezpieczniej odległości. Na około czarownicy zaczęły pojawiać się niewielkie ogniki, które zaczęły oświetlać jej drogę. Szły tak jeszcze chwilę, nim Elaine zaczęła słyszeć kroki innej osoby. Rozpoznała go dopiero, gdy znalazł się koło Tori. Zaskoczona otworzyła usta. Miała jednak rację. Henryk poprzednim razem również spotkała się z czarownicą. Dziewczyna poczuła wściekłość. Jak ten człowiek mógł spotykać się z kimś takim, ja ta czarownica?
             - Czego znów ode mnie chcesz? – zapytał z lekkim przestrachem.
            Kobieta przez moment w ogóle nie zwracała na niego uwagi, dopiero po chwili odwróciła głowę.
            - Jak się miewa twoja głupia córeczka? – zapytała z sarkazmem.
            Elaine nie widziała z tej odległości miny Henryka, ale raczej nie musiała być zbyt przyjemna.
            - Nie masz prawa tak o niej mówić – wysyczał w jej stronę. – Nie pozwolę ci już jej więcej ruszyć, rozumiesz? Zabiłaś ją i przywróciłaś do życia. Ale to wystarczy. Zostaw moje dziecko w spokoju.
            Elaine poczuła nienawiść do króla. On doskonale wiedział o tym, co chce zrobić Tori i nawet mu pozwolił. Po tym zrozumiała, że to, co stało się Danei, to dopiero początek. Czarownica coś jeszcze dla niej szykuje.
            Ręka Tori uniosła się lekko do góry. W tym samym momencie Henryk zaczął krzyczeć i wić się w agonii. Elaine zdołała tylko zobaczyć, jak jego ciało zaczęło powoli przekształcać się w ciało wilka. Po tym uciekła. Nie wiedziała, co to było i nie miała najmniejszej ochoty się tego dowiedzieć.

13 komentarzy:

  1. Jak dla mnie rozdział wspaniały. Pełen akcji i niezwykle brutalnych sytuacji. Zaczęło się tak słodko ciążą, dzieckiem, a tu nagle bam! i ze wszystkim koniec. Danea jest przeklętą i uśmiercono jej dziecko. Naprawdę okropne.

    Jedyna moja uwaga jeśli chodzi o sam tekst to pytanie czy użycie słowa 'gówno' było tutaj naprawdę na miejscu? Pasowało by bardziej łajno czy też kał. Ale jeśli taki był twój zamysł to się nie wtrącam.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Ci się podobało. szczerze to Ci powiem, że wole, gdy leje się krew niż gdy jest słodko i przytulnie. nie lubię pisać takich scen, ale lubię je czytać xd
      powiem Ci, że nie pamiętam gdzie dokładnie wpisałam to słowo. muszę sobie jeszcze raz wszytko przeczytać i zobaczyć, czy nie da się tego zmienić.
      Również pozdrawiam ^^

      Usuń
  2. Mimo, że rozdział wspaniały nie pochwalę... Foch

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha czułam, że mi coś takiego napiszesz xd albo długi komentarz opiepszający mnie albo krótki o takiej treści xd
      Mi też jest przykro ale nie mogę zmienić planów do całego opowiadania.

      Usuń
    2. Noooo dobra... WybaczamXD Ale pisz szybciutko!!;*
      Watashi

      Usuń
    3. Rozdział już napisany :) tylko nie wiem czy znów się nie fochniesz xd oby nie. w sumie nikogo nie zabije... taki żarcik xd

      Usuń
    4. Heheszki^.^ Jeśli nikt nie zginął to się nie bój, wstawiaj!!;***

      Usuń
    5. No właśnie problem w tym, że ktoś umarł. i to nie jedna osoba xd
      a zresztą poczekasz jeszcze kilka dni prawda? ^^

      Usuń
    6. Jeśli chodzi o czekanie to... Wrzuuuuuuuuć!!!!;)
      o co innego się nie wypowiem-.-
      Pozdrowionka;*
      Watashi

      Usuń
  3. Uwielbiam cię za tak długaśne rozdziały ^^ Tylko, że to już kiedyś pisałam, więc nie będę się powtarzać. Ważniejsza jest treść, a przez nią mam ochotę cię znielubić, wiesz kochana? Bo jak mogłaś tak rozwinąć akcję! No kurde, było słodko, była ciąża, miało być dzieciątko i wszyscy mieli być szczęśliwi, a ty zniszczyłaś to szczęście w najgorszy możliwy sposób. Nie lubię! Zdecydowanie nie lubię!
    No, ale po kolei. Shane jest cudny. Nadal go wielbię i muszę przyznać, że świetnie go wykreowałaś. Jego miłość do ukochanej dziewczyny jest niesamowita, co przyznam jeszcze nie raz i nie dwa. To jak się o nią troszczy i to jak chce stawać w jej obronie. I oczywiście to jak później chciał pomścić jej krzywdy, ale jeszcze nie o tym.
    Cholerna Alice! Chłopak tak jej ufał, chciał dla niej dobrze, a ona co? Tak go wykiwała! To okropne, grr. Nie cierpię takich dwulicowych ludzi. Chyba, że to nie ona i ktoś ją wkręcił? Ale jakoś nie chce mi się w to wierzyć. Gdyby nie ona wszystko mogłoby się potoczyć inaczej.
    Danea nie poszłaby na wyznaczone spotkanie i nie zostałaby zabita, przemieniona i nie została pozbawiona dziecka. Kurczę, tego ci jeszcze długo nie wybaczę, o! Jednak ładnie opisałaś emocje dziewczyny. Tutaj należy ci się ukłonik w twoją stronę, ale nie za duży bo nadal jestem na ciebie zła!
    Teraz jestem ciekawa, jak to się dalej wszystko potoczy i aż się tego zaczynam obawiać.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Cię długość zadowala. w sumie to już przyzwyczaiłam się do pisania takich długich rozdziałów ^^
      domyślałam się, że mnie znielubisz xd ja też się znielubiłam za coś takiego, ale musiałam. w sumie nie musiałam, a bardziej chciałam. tak, tak jestem zła!
      Tak Shane jest słodki *.* ale i tak jakoś wolę Adriana *.* kocham ich oby dwóch!
      niestety Alice nikt nie wkręcał. zrobiła to z własnej woli, aby tylko podrasować się mamusi. ale Tori jak wiadomo zawsze będzie miała ją w dupie, więc...
      Dziękuję Ci za te słowa. nawet jeśli mnie nienawidzisz xd
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Kiedy wstawisz nowy szablon? ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jakoś w połowie przyszłego tygodnia

      Usuń

wykonała Anaya