niedziela, 2 lutego 2014

V. Rozdział 6

            Danea nigdy nie przepuszczała, że jej życie może się aż tak zmienić. Że w ciągu trzech tygodni tyle rzeczy może ją zaskoczyć. I w pozytywnym, a także i negatywnym stopniu. Wszystko zaczęło się od spotkania z przedstawicielami rodziny Boleyn. Nie mogła zrozumieć, czemu jej ojciec zaprosił ich do siebie i czemu w ogóle chciał z nimi cokolwiek negocjować. Miał przecież zamiar unieważnić ślub z Anną. A Danea nie przepuszczała, aby jej rodzinie to się spodobało. Kolejną bezsensowną rzeczą było to, że i ona została zaproszona do tej całej masakry. Ta rodzina nigdy nie potrafiła zaakceptować faktu, iż król postanowił nadać tytuł swojemu bękartowi. Oni od samego początku go za to krytykowali, wcale się z tym nie kryjąc. Wcześniej, gdy znajdowali się w zamku zawsze starali się poniżyć Księżniczkę, aby pokazać jej, że ona nie należy do tego świata, w którym oni żyją. A w momencie, w którym Anna stała się królową przestali na nią w ogóle zwracać uwagę. W ten sposób chcieli jej pokazać, że nie jest nawet warta uwagi kogoś, kto jest spokrewniony z królową. Zdziwiła się więc, gdy zaczęli jej się kłaniać i komplementować ją.
            Tak jak się spodziewała do króla przybył ojciec Anny, jej brat George i któryś z jej wujków. Spotkała się z nimi na śniadaniu. Wtedy właśnie bardzo ją zaskoczyli. Zdziwił ją również fakt, że znalazła się tam Anna. Mimo że Danea jej nie lubiła, trochę zaniepokoiła się jej wyglądem. Kobieta strasznie schudła, odkąd ją widziała po raz ostatni. Miała ogromne worki pod oczami, a jej skóra miała nienaturalny, szary odcień. Król jednak w ogóle nie zwracał uwagi na wygląd żony. Owszem, siedziała u jego boku, ale miały być to tylko pozory przed jej rodziną. Danea została posadzona obok niej, co nie spodobało się im obu. Anna ku zaskoczeniu Księżniczki po prostu udała, że miejsce koło niej jest puste. Dziewczyna przyjęła to z ulgą. Nie chciała kłócić się z Anną przy świadkach. W końcu, była jeszcze królową.
            Ta cała szopka ze śniadaniem minęła jej w spokojnej atmosferze. Okazało się jednak, że to nie koniec jej katuszy. Została zaproszona na obrady króla, właśnie z tymi ludźmi. Danea wiedziała, że jako kobieta i do tego córka króla nie powinna w ogóle w tym uczestniczyć. Henryk chciał jednak zrobić na złość swoim gościom, dlatego zmusił swoją córkę, aby w odpowiednim momencie pojawiała się w komnacie przeznaczonej do tego. Tam wynudziła się za wszystkie czasy. Tematy, które poruszali związane były z polityką, co najmniej ją interesowało. Thomas Boleyn był jednym z królewskich Lordów, dlatego mieli do omówienia wiele, mało interesujących rzeczy. W końcu, po półtorej godziny tej masakry Danea pod pretekstem złego samopoczucia uciekła stamtąd. Zrobiła to dokładnie kilka minut przed najlepszą częścią tego spotkania. Dowiedziała się później od Adriana, że gdy wyszła król wraz ze swoimi gośćmi zaczęli się kłócić. Jej pomocnik nie dowiedział się jednak dokładnie, o co tam poszło, a Danea zaczęła żałować, że nie wytrzymała jeszcze tych kilku minut. Później dowiedziała się od swojego ojca, że z powodu pewnych komplikacji ich obrady zostały przesunięte na następny dzień.
            Danee zżerała ciekawość, dlatego jako pierwsza następnego dnia pojawiała się w sali obrad. Tym razem na kłótnie nie musiała długo czekać. Już po piętnastu minutach Thomas zaczął obwiniać króla o zły stan psychiczny swojej córki. Henryk oczywiście puścił tą informację mimo uszu i chciał kontynuować obrady. Wtedy mężczyzna zaczął wykrzykiwać w stronę króla różne obelgi, które na początku spływały po nim, jak po kaczce. Dopiero, gdy zaczepił o drażliwy dla Henryka temat dotyczący Danei, sam król dał ponieść się emocjom. Koniec końców Księżniczka usłyszała, że jej ojciec jest dziwkarzem, który nie szanuje żadnej kobiety. Gdy Henryk wykrzyczał mu, że to jego dwie córki powinny być tak nazywane, bo to one same wskoczyły mu do łóżka, Thomas wpadł w furię. Nie zważając na żadną etykietę, ani pozycję mężczyzny, który to powiedział rzucił się na Henryka z pięściami. Ten atak i tak nie dał mu za dużo, ponieważ strażnicy złapali mężczyznę, a po tym na rozkaz króla został wywleczony z pomieszczenia. Zanim jednak to się stało król powiedział Thomasowi Boleyn, że nie chce go więcej widzieć na terenie swojego zamku, a tytuł Lorda zostaje mu odebrany. Mimo tej całej sytuacji król kazał zostać na chwilę Georgiemu. Jak się okazało zaprosił go na kolejne spotkanie, które miało odbyć się za trzy tygodnie. Danea nie rozumiała, czemu jej ojciec to zrobił. Zabrał tytuł jego ojcu, a jego samego zaprosił na zamek, na kolejną rozmowę. Gdy zapytała się o to Henryka, ten uśmiechnął się tylko i powiedział, że czas pokaże. Nie naciskała, gdyż wiedziała, że to i tak nie ma sensu.
            Kolejną rzeczą, która była dla niej miłym zaskoczeniem była ta cała sytuacja z Shanem. Danea nie myślała, że jedna osoba tak może zmienić jej życie. Choć na początku wszystko wyglądało inaczej, niż sama to sobie wyobrażała. Spędzali ze sobą dokładnie tyle samo chwil, co wcześniej. Shane przez większość czasu zajmował się swoją pracą, a gdy w końcu znalazł go trochę, to odwiedzał dziewczynę. W tamtych momentach siadali obok siebie i za sobą rozmawiali. Niekiedy chłopak skradał jeden z jej pocałunków. I na tym się kończyło. Danea czuła wtedy niedosyt. Chciała czegoś więcej. W końcu, po jakimś czasie zdobyła się na odwagę i powiedziała mu, co o tym wszystkim myśli. Chłopak wyznał jej wtedy, że nie chce jej w żaden sposób skrzywdzić, a poza tym boi się, że ktoś oprócz zaufanych osób mógłby się cokolwiek dowiedzieć. Tamtego dnia Danea wytłumaczyła mu, że jeżeli nie będą niczego robili poza drzwiami jej komnaty, to nikt się niczego nie dowie. Ten argument raczej nie przekonał Shanea, ale zaczął ją traktować inaczej. Prawie co noc pojawiał się w jej komnacie i zasypiał u jej boku. Nadal często ze sobą rozmawiali, wytłumaczył jej, że chce dobrze ją poznać. Ich związek również stał się trochę bardziej romantyczny. Chłopak zaskakiwał ją różnymi drobnymi upominkami. Pocałunki stawały się dłuższe i głębsze niż to, co dziewczyna doznawała wcześniej. A co najważniejsze przestał traktować ją niczym porcelanową laleczkę, którą boi się stłuc, dlatego w ogóle jej nie rusza.
            Aż w końcu nadszedł wyczekiwany przełom. Zanim to nastąpiło Danea dużo rozmawiała o tym z Destiny. Jej, jako jedynej ufała. Kobieta powiedziała, że nie powinna podejmować pochopniej decyzji, że powinna być na sto procent zdecydowana. Ale dziewczyna była pewna tego, co chce. Kochała Shanea ponad życie i w żaden sposób nie wyobrażała sobie swojego życia bez niego. Nie chciała nikogo poza nim. Wtedy właśnie zbliżyli się do siebie w taki sposób, że bardziej już się nie dało. Danea jeszcze nigdy nie czuła się tak bezpieczna i kochana, jak w tamtym momencie, w jego ramionach. Po raz pierwszy powiedziała mu wtedy, że chce z nim zostać do końca życia. Że chce za niego wyjść za maż, a po tym mieć dzieci. Chciała się zestarzeć obok niego nawet, jeżeli wiedziała, że on będzie nadal wyglądał tak samo. Shane to zaakceptował i obiecał jej, iż dołoży wszystkich starań, aby spełnić jej marzenie.
            Od tamtego momentu, codzienne budziła się u jego boku, co było dla niej jedną z najszczęśliwszych rzeczy. Jednak w dniu, w którym minęły trzy tygodnie, a król spodziewał się ponownego spotkania z Georgem Boleyn, obudziła się sama. Miejsce obok niej było zimne, co musiało oznaczać, że Shane opuścił ją dawno. Gdy wyjrzała za okno i zobaczyła słońce wysoko na niebie zrozumiała, czemu. Zerwała się z łóżka niczym rakieta i zaczęła pochłaniać jedzenie, które znalazła na stole. Po tym jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawiła się Destiny. Gdy Danea widziała ją tak uśmiechniętą, sama miała ochotę skakać do nieba. Wiedziała, z jakiego powodu kobieta jest taka szczęśliwa. Jej relacje z Shanem naprawdę się poprawiły. Danea nie wiedziała, dlaczego, ale chłopak uwierzył w to, że kobieta jest jego matką. Za namową Księżniczki zbliżył się do niej. Nie można było tego nazwać relacjami jak między matką, a synem, ale sytuacja wyglądała o wiele lepiej, niż jeszcze kilka tygodni wcześniej. Destiny cieszyła się z takiego obrotu sprawy niczym dziecko. Cieszyła się również z tego, że to jej podopieczna okazała się być ukochaną Shanea.
            Gdy dziewczyna była już gotowa, szybkim krokiem ruszyła w stronę tego samego pomieszczenia, w którym została przyjęta rodzina Anny. Tym jednak razem miał się pojawić tylko jej brat. Danea miała nadzieję, że ich spotkanie jeszcze się nie skończyło. Chciała się dowiedzieć, po co ojciec zaprosił go, skoro jego rodzina tak go obraziła. Po drodze jednak zatrzymała się zaskoczona. Zobaczyła dwóch strażników ciągnących w stronę lochów jakiegoś biedaka zakutego w kajdany i z workiem na głowie. Danea widziała już to wiele razy. Niektórych ludzi w ogóle nie żałowała. Uważała, że ich miejsce jest w lochach, a potem w jednej z cel w Tower of London. W innych przypadkach uważała jednak, że ludzie, którzy tam trafiają nie zasługują na tak poważną karę. Bez problemu można było tam trafić, wystarczyło obrazić króla, a dostawało się tam bilet bez możliwości powrotu. Nie widziała twarzy tego biedaka, dlatego nie wiedziała, kim on jest, ale i tak było jej przykro, że tam trafi. Przez kilka chwil nawet bała się, że tą osobą może być Shane. Głos tego mężczyzny nie był jednak jego głosem, dlatego odetchnęła z ulgą i ruszyła dalej.
            Paraliżujący strach poczuła dopiero w momencie, w którym z pomieszczenia, do którego się udała wyszła Anna Boleyn zanosząca się histerycznym płaczem. Podtrzymywało ją kilka jej najbardziej zaufanych dwórek, a pomiędzy nimi znalazła się również Alice. Gdyby to była jakakolwiek inna sytuacja Danea ucieszyłaby się, że jej siostra aż tak awansowała. Teraz jednak przejęła się czymś innym niż tym, na kogo awansowała Alice. Powoli zaczęła rozumieć, o co w tym wszystkim chodzi.
            Bez pukania wbiegła do pomieszczenia, gdzie nadal znajdował się jej ojciec. Towarzyszyło mu dwóch strażników.
            - Co się tu dzieje? – zapytała podnosząc głos.
            Nie chciała tego okazywać, ale jej twarz doskonale pokazywała wszystkie jej uczucia. A między nimi było widać przerażenie.
            Król gestem dłoni oddelegował swoich strażników, którzy wyszli na zewnątrz zamykając za sobą drzwi. Popatrzył na swoją córkę, a na jego twarzy było widać radość.
            - Nie chciałem Ci wcześniej o tym mówić, ale w końcu nadeszła chwila, abyś usłyszała tą piękną informację. Wraz z jednym ze swoich pomocników zacząłem wprowadzać w życie plan pozbycia się Anny.– W jego całej postawie było widać dumę z tego, co robi. – Najpierw zacząłem od jej rodziny. Wtedy, podczas tamtego spotkania. Tak naprawdę wszystko poszło wedle mojego planu. Specjalnie jeszcze raz zaprosiłem tu brata Anny. Wiedziałam, że ojciec namówi go do jakiejś głupoty. Zostanie oskarżony o zdradę i kazirodczy związek ze swoją siostrą. Te dwie rzeczy powinny przekonać wszystkich o jego winie.
            Wszystkie te słowa docierały do Danei w zwolnionym tempie. Wiedziała, że ojciec tłumaczył jej jeszcze, w jaki sposób chce oskarżyć Annę o pomoc w tym spisku i związek z bratem. W jej głowie brzęczała tylko informacja o tym, że niewinny człowiek zostanie zabity tylko dlatego, że jej ojciec miał takie upodobanie. Bo znudził się swoją żoną. Po tym dotarła do niej jeszcze jedna rzecz.
            Nie zwracając uwagi na to, czy jej ojciec jeszcze coś do niej mówi, czy nie, wyszła z pomieszczenia. Odeszła na tyle daleko, aby strażnicy jej nie widzieli, po czym oparła się o ścianę. Henryk wprowadził swój plan w życie. A Anna przysięgła jej, że gdy tylko się to stanie, osobiście sprawi, że Księżniczka za to zapłaci. A tą zapłatą miałaby być jej śmierć. Teraz Anna mogła być nieobliczalna i na pewno nic nie powstrzymałoby jej przed wcieleniem swojego planu w życie. Danea bała się tego. Nie chciała umierać, a już na pewno nie z tak błahego powodu jak ten. Wątpiła jednak, aby tymi argumentami przekonała swoją macochę.
            Wtedy również prócz paniki i strachu poczuła straszliwy ból brzucha i mdłości. Świat w około niej zaczął wirować. Danea usłyszała jeszcze jak ktoś nawołuje ją po imieniu, gdy nieprzytomna padła na ziemię.

            Kiedy zaczęła odzyskiwać przytomność, nie była dokładnie pewna, ile czasu minęło, ani gdzie się znajduje. Czuła tylko jak otula ją coś ciepłego i miękkiego. Mogłaby się stamtąd nie ruszać. Wtedy jednak zaczęła słyszeć różne głosy dochodzące ze świata, który opuściła. To one ściągnęły ją z powrotem. Gdy otworzyła oczy na samym początku zobaczyła tylko ciemność. Zamknęła je i odczekała kilka chwil, po czym otworzyła je ponownie. Tym razem zamiast czerni pojawiła się także biel z szarymi plamami. Mrugała oczami przez chwilę mając nadzieje, że to pomoże. W końcu jej wzrok przestał stroić sobie z niej żarty i zaczął wracać do porządku. Niestety wraz z powrotem wzroku, wróciły do niej również mdłości. Tym razem nie była jednak wstanie przetrzymać wewnątrz siebie swojego śniadania. Gwałtownie podniosła się ze swojego miejsca i zwymiotowała. Na całe szczęście osoba, która było obok niej zdążyła podsunąć jej miskę pod twarz. Gdy cała zawartość jej żołądka się w niej znalazła, a Danea nie miała już czym wymiotować, nadal czuła się strasznie. Jej wnętrzności wykręcały się, jakby chciały jej zrobić na złość. Po chwili ktoś podetknął jej pod nos szklankę z jakimś mętnym płynem. Nie dopytywała się nawet, co to jest, tylko wypiła duszkiem. Poczuła cierpki smak w ustach, ale doszła do wniosku, że lepsze jest to, niż smak własnych wymiocin. Dopiero po tym popatrzyła na osobę, która przez cały czas jej pomagała.
            Kobieta nie miała więcej niż trzydzieści lat, chociaż z wyglądu nie można było jej przypisać nawet tego. Niezwykle drobna i delikatna. Jej twarz miała sercowaty kształt. Oczy o kształcie migdałów były miodowe. Włosy spięte niedbale w kok były czarne i lśniące. Sama kobieta była niziutka i choć wydawała się być cicha i spokojna, to gdy chciała, to potrafiła wywalczyć swoje. Danea doskonale ją znała. Spotykała się z nią prawie codziennie na zajęciach etykiety. Wcześniej była jedną z dwórek Anny, ale gdy okazało się, że ma romans z jej mężem, to została zwolniona. Została jednak w pałacu, co było zasługą Henryka. Danea miała prawie stu procentową pewność, że w najbliższym czasie stanie się ona trzecią żoną jej ojca. Jane Seymour.
            Ku zaskoczeniu Danei kobieta patrzyła na nią inaczej niż Anna. W jej oczach było widać troskę, której nigdy nie ujrzała w oczach tej drugiej. Była w nich również radość, jakby cieszyła się, że widzi dziewczynę.
            Danea szybko odwróciła od niej wzrok i zaczęła się rozglądać po pomieszczeniu, w którym się znalazła. Pokój był duży, dorównywał wielkością jej własnemu. Ściany miały jasny, miły dla oka kolor. Mimo, że pokój był duży, nie było w nim wiele rzeczy. Ogromna szafa, która chyba była dwa razy większa od jej, kilka luster wiszących na ścianie. I tyle. Nic więcej tam nie było.
            Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła, że nie są w pomieszczeniu same. Pod ścianą stał Adrian. Uśmiechnął się, gdy zobaczył jej wzrok, ale Danea miała wrażenie, że jest to trochę wymuszone. Nie rozumiała jednak, dlaczego. Wtedy jej wzrok przemknął na kolejną sobą w pomieszczeniu, a jej serce na chwilę zamarło. Na bujanym krześle, w koncie pokoju siedziała starsza kobieta, robiąc coś na drutach. Księżniczka nie miała nic do jej osoby, ale zawsze, gdy się pojawiała, nie oznaczało to niczego dobrego. Była zielarką, która zajmowała się mieszkańcami zamku. W pałacu można było również znaleźć medyka, ale i tak większość wolała zgłosić się do tej starej, trochę stukniętej kobiety.
            Danea spojrzała z przerażeniem na Adriana. Ona prawie w ogóle nie chorowała. Znała tą kobietę tylko dlatego, że gdy jeszcze jej matka żyła, chodziła tam z nią. Sama nigdy nie musiała udać się do niej po poradę. Teraz ona tu była, co nie mogło oznaczać niczego dobrego. Adrian widząc jej przerażenie podszedł do łóżka i złapał ją za rękę. Danea nie była wstanie odnaleźć żadnego wytłumaczenia w jego twarzy, ani oczach. Kolory zmieniały się tak szybko, że nie była wstanie nawet określić, czy są jasne, czy ciemne.
            - Co się dzieje? – zapytała, a głos jej drżał. – Czy jestem chora?
            Danea wpatrywała się w twarz Jane, jakby z niej próbowała się dowiedzieć, o co tu chodzi. Mina kobiety zmieniła się diametralnie. Teraz nie było już na niej troski i radości. Miała taką minę, jakby z ledwością powstrzymywała się od śmiechu.
            - Tego chyba nie można nazwać chorobą – powiedziała szeptem, po czym parsknęła śmiechem.
            Danea chciała się jej zapytać, co takiego ma na myśli. Wtedy zielarka podniosła się ze swojego miejsca i podeszła do Księżniczki. Jej twarz była spokojna, co raczej nie mogło oznaczać, że niesie złe wieści.
            - Jesteś w ciąży, kochanie.
            Przez kilka chwil ta informacje nie chciała dotrzeć do jej głowy. Gdy zrozumiała, co tak naprawdę usłyszała, z przerażeniem spojrzała na kobietę.
            - Co? – krzyknęła. – Ale jak to możliwe? – zapytała samą siebie. Głos załamał się na ostatnim słowie.
            Nie zdążyła nawet zebrać myśli do kupy, gdy usłyszała lekko przerażony głos Jane.
            - Nie mów mi tylko, że zostałaś do tego zmuszona?
            Gdy Księżniczka spojrzała na jej twarz, miała wrażenie, że to ona w tym momencie jest bardziej przestraszona od niej samej.
            - Oczywiście, że nie – powiedziała gwałtownie, na co Adrian prychnął. – Ja po prostu nie mogę w to uwierzyć.
            Dziewczyna spojrzała na Adriana, jakby on był jedyną sobą, która mogła jej teraz pomóc. Mimo, iż było widać po jego twarzy, że ta sytuacja ani trochę mu się nie podoba, uśmiechnął się do niej pocieszająco. Ścisną ją również mocniej za rękę.
            Danea opuściła wzrok i zaczęła przyglądać się pościeli. Informacja, którą się przed chwilą dowiedziała, w końcu znalazła drogę do jej głowy. Ku własnemu zaskoczeniu poczuła radość. Była w ciąży. Nosiła w sobie nowe życie. Dziecko, które jest jej i Shanea. Na jej ustach pojawił się uśmiech, który pogłębiał się z każdą nową myślą. W swojej wyobraźni widziała już tego niewielkiego szkraba na rękach Shana. Widziała jego niebieskie oczka i włosy koloru jasnego brązu. Nie wiedziała, czy to chłopiec, czy dziewczynka, ale to nie miało znaczenia. W tamtym momencie wystarczyło tylko jedno spojrzenie w kierunku Jane, a przypomniała sobie o tych wszystkich złych rzeczach. Gdy jej ojciec dowie się, że jest w ciążyć, nie przyjmie tego najlepiej. Wolała nawet nie myśleć, co zrobi Shanowi.
            Pełno pesymistycznych myśli przeleciało przez jej umysł. Nawet nie wiedziała, w którym momencie w jej oczach pojawiły się łzy. Jej ręka instynktownie powędrowała do brzucha, jakby chciała chronić to, co się tam znajduje.
            - Wyjdźcie stąd – usłyszała stanowczy głos Jane.
            Z lekkim przerażeniem spojrzała na Adriana, ten ścisnął jej rękę jeszcze raz, po czym zrobił to, o co prosiła kobieta. To samo zrobiła zielarka. Zostały same.
            - Widzę, że jesteś przerażona – powiedziała Jane przysiadając na brzegu łóżka. – Powiedz mi, czego się boisz.
            Danea nawet nie wyobrażała sobie dnia, w którym będzie mogła zwierzyć się komuś takiemu, jak Jane. Teraz jednak to najmniej ją interesowało. Musiała się komuś wygadać. Opowiedziała jej o wszystkich swoich obawach. Kobieta słuchała jej ze skupieniem na twarzy.
            - Wiesz kochanie, ostatnio przeszłam przez to samo, co ty. Pewnie wiesz, że ja i twój ojciec. – Spojrzała na nią porozumiewawczo. – Ja też jestem w ciąży – dodała po chwili. – Też bałam się powiedzieć o tym twojemu ojcu. Bałam się, jak to przyjmie. Bałam się również tego, co powie moja rodzina, gdy się o tym dowie. Cieszyłam się z powodu tego dziecka, a jednocześnie bałam się, jak się to może skończyć. Wtedy nasza zielarka dała mi kilka rad. Pierwszym i najważniejszym jest to, aby cieszyć się z tego powodu. Dziecko jest prawdziwym szczęściem. Powinnaś je pokochać jeszcze zanim się pojawi. I nie martwić się tym, co powiedzą inni. Po drugie powinnaś porozmawiać z ojcem dziecka. Może nie od razu, ale gdy będziesz gotowa powinnaś to zrobić. Jeżeli on nie pokocha dziecka tak jak ty, to będzie oznaczać, że ciebie również nie kocha. A jeżeli będzie się z tego powodu cieszyć, to znajdzie sposób na to, aby nikt ani tobie, ani małemu nie zrobił krzywdy. – Po raz kolejny ucichła wpatrując się w sufit. – Bałam się powiedzieć o całej sprawie Henrykowi. Ona jednak poradziła mi, abym to zrobiła. Teraz tego nie żałuję. Nie widziałam od dawna twojego ojca tak szczęśliwego, jak w tamtym momencie. Wszyscy wiemy, że ostatnio nie układało mu się z Anną. To może nawet lepiej, że tak się stało. W końcu uwolni się z jej więzów i będzie wstanie zrobić coś po swojemu.
            Danea nie podzielała tak jej radości strącenia Anny z tronu. Kobieta na pewno będzie obwiniać ją o to. Nie Jane, czy innych pomocników króla, tylko ją. Sama Danea nie rozumiała, czemu akurat jej przypadł ten zaszczyt.
            - Jest jeszcze jedna ważna rzecz, której powinnaś się trzymać. Nie możesz nikomu o tym powiedzieć, prócz ojca dziecka, dopóki sama nie będziesz pewna, co chcesz z tym zrobić. Nikt nie może wiedzieć.
            Danea kiwnęła głową na zgodę. Nie miała zamiaru nikomu o tym mówić.
            Nie wiedziała jednak, że po drugiej stronie drzwi stoi ktoś, kto nie powinien usłyszeć rozmowy, która toczyła się w środku. A usłyszała.

            Minęło trochę czasu, zanim Danea była wstanie wyjść z tamtego pokoju. Czuła się już o wiele lepiej. Mdłości i bóle brzucha minęły. Obawy też. Nigdy nie sądziła, że usłyszy takie mądre słowa od przeszłej żony swojego ojca. Kogoś, komu od początku przypięła łatkę drugiej Anny. Cieszyła się, że Jane jest inna, niż ją sobie wyobraziła. Po rozmowie zostawiła dziewczynę samą w pomieszczeniu, aby dać jej czas na przemyślenie całej sytuacji. Danea znów poczuła radość na samą myśl o dziecku, choć gdzieś z tyłu głowy nadal miała złe przeczucia. Nie wiedziała jednak, jak ma o tym powiedzieć Shanowi. Czy on się z tego ucieszy? Czy ją od razu zostawi? Wiedziała, że tylko jedna rzecz będzie wstanie dać jej odwagę, aby to zrobić.
            Doprowadziła swój wygląd do porządku, po czym wyszła z pomieszczenia. Szybkim krokiem ruszyła do biblioteki. Wcześniej zdarzało jej się spędzać tam czas codziennie. Teraz przez Shanea zaczęła tam zaglądać coraz rzadziej. Teraz potrzebowała natchnienia książek. A dokładnie jednej. Usiadła przy jednym ze stołów stojących w pomieszczeniu, trzymając w ręku książkę oprawioną w czerwoną okładkę. Nadal nie dawało jej spokoju pytanie, kto ją napisał. Ta osoba musiała żyć naprawdę dawno temu, jeszcze przed narodzinami Tori. Skąd więc znała ich historię? Nie dawało jej to spokoju, ale obiecała matce, że nie powie o niej nikomu. Dlatego nie mogła zapytać się o to nikogo.
            Otworzyła ją na pierwszej stronie. Na żółtej kartce zobaczyła odręczny podpis. „Dla kochanej D. od A. Może kiedyś Ci się to przyda.” Przejechała po nich palcem, jakby oczekiwała, że zobaczy pełne imiona obydwu osób. Po tym przewróciła stronę. Jej oczom ukazały się zdjęcia. Czarno-białe, trochę pożółkłe przez papier, ale i tak było doskonale widać osoby, które tam widniały. Była to dziewczyna identycznie wyglądająca, jak ona. I to ona znajdowała się na każdym. Od najmłodszych lat, aż do momentu, w którym wyglądała jak wierna kopia Danei. Zdjęcia były przerywane historiami opowiedzianymi przez autora. Księżniczce trudno się je czytało. Wszystko było napisane w języku angielskim, ale w o wiele inny sposób, niż pisało się teraz. Ogólny sens historii jednak docierał do dziewczyny.  Kolejnym zaskoczeniem było właśnie to, że te opowieści były dokładnym odzwierciedleniem historii Przeklętych, których poznała. Gdy teraz tak przeglądała strony dotarło do niej, że znalazła tam nawet opowieść o tym, co wydarzyło się Maxowi. Nie było jednak żadnej wzmianki o niej samej. Czytała tam też o wielu osobach, o których w ogóle nie słyszała, tak jak Remi, czy Domino. Prócz tych pobieżnych historii nie dowiedziała się o nich niczego więcej.
            Gdy dotarła do samego końca, zauważyła niewielkie wybrzuszenie na okładce. Okazało się, że ktoś przykleił tam kartkę. Danea oderwała ją, po czym wyjęła to, co się tam ukrywało. Kawałek papieru, na którym znalazła kolejne zdjęcie. Te jednak było kolorowe. Księżniczka z zaskoczeniem wpatrywała się w osoby, które tam zobaczyła. Znała je wszystkie. Widziała uśmiechniętego Adriana czochrającego włosy Elaine. Na zdjęciu dziewczyna wyglądała tak, jak widzieli ją wszyscy, prócz Danei. Jej ciało było szczelnie pokryte iluzją. Ciemne włosy znajdowały się po obydwu stronach głowy. Jej skóra nie była pokryta czarnymi paskami i oczywiście miała obydwoje oczu. Koło nich stał Max robiąc dziwne miny. Najbardziej jednak zwróciła uwagę na dwie ostatnie osoby. Przez chwilę wpatrywała się zaskoczona w zdjęcie. Była na nim ona sama. Koło jej boku stał Shane przytulając ją do siebie. Danea nie musiała być jakimś wielkim znawcą, aby widzieć, że nie był to przyjacielski uścisk. Jej kopia wpatrywała się w osobę, która zrobiła to zdjęcie. Shane natomiast patrzył na dziewczynę u swego boku z taką samą miłością, jaką często widziała Danea w jego oczach, gdy patrzył na nią.
            Dziewczyna jeszcze przez kilka chwil wpatrywała się w zdjęcie zastanawiając się, jak to możliwe, że w książce z przeszłości widzi osoby, które zna w tych czasach. Wtedy do niej dotarło, że to może nie jest książka z przeszłości, a z przyszłości. Że osoba, która ją napisała mieszkała w czasach, które dopiero miały nastać. I może w jakiś dziwny sposób trafiła do przeszłości.
            Danea, aby dłużej o tym nie myśleć, odwróciła zdjęcie na drugą stronę.  Tam zobaczyła krótką wiadomość.
            „Droga Dan.
            Wiem, że to bez sensu, ale dla własnego sumienia wolałem to napisać. Nadal mam nadzieję, że gdy my znikniemy z twoich czasów, ty tam zostaniesz. Że będzie to twoje pierwsze życie, które przeżyjesz w pełni od początku do końca. Nas z Tobą by nie było, ale byś sobie poradziła.
            Zapewne zastanawiasz się, co ja teraz plotę. Jest rzecz, o której Ci nie powiedzieliśmy. Wszyscy. Był powód, dla którego nas poznałaś. Był powód, dla którego trafiłaś na Olimp. Nie jesteś do końca normalna. Tak jak my. My jednak żyjemy wiecznie, a ty się odradzasz. Giniesz, a po tym znów wracasz. Pewnie trudno będzie Ci w to uwierzyć, ale jesteś Księżniczką. Naszą Księżniczką. Księżniczką Przeklętych. Pewnie nadal mi nie wierzysz. Pogadaj z olimpijczykami. Oni ci wszystko wyjaśnią.
            Wiem, że tego nie odczytasz, Dan. Ale jeżeli ta książka wpadła w czyjeś ręce, w ręce, które nie są twoje, powinien się obawiać. Prawda może kosztować człowieka wszystko. Nawet życie. Dlatego radziłbym Ci czytelniku nikomu tego nie wyjawiać. Chyba, że chcesz, aby Tori, Twórczyni cię dopadał, jak i dopadła naszą Księżniczkę. A wierz mi, śmierć z jej ręki nie jest niczym miłym
            Pisał dla was Adrian Rochester, z czasów, do których się teraz przeniosłem z misją.
            Wrzesień 2019 rok, San Francisko, USA”
            Danea z wielkim zaskoczeniem wpatrywała się w tą wiadomość. Miała rację, książka pochodziła z przyszłości i została napisana przez Adriana dla jakiejś dziewczyny. Ich Księżniczki.
            Choć wiele pytań na ten temat kłębiło się w jej umyśle, zrozumiała jedno. Nie mogła o tym nikomu powiedzieć. Ani teraz, ani nawet za sto lat. To była jej tajemnica.
            Zarozumiała też jeszcze jedną rzecz. Mogła umrzeć. Zginąć w każdej chwili. Choć nie wydawało jej się, aby siostra Shana to kiedykolwiek zrobiła, bo poznała ich historię. Była jednak człowiekiem. Każda nawet najdrobniejsza rzecz mogła zakończyć jej życie. Właśnie to dało jej siłę, aby powiedzieć Shanejowi o dziecku.
           
            Tego samego dnia, gdy księżyc był już w połowie swojej drogi na niebie, Danea nadal nie mogła odnaleźć słów, którymi mogłaby powiedzieć ukochanemu o tym, czego się dziś dowiedziała. Nie chciała zrobić tego prosto z mostu. A żadne inne pomysły do głowy jej nie przychodziły. Czuła też, że to wcale nie jest spowodowane tym, że nie wie, jak ma to zrobić. Po prostu się bała. Nie wiedziała jak zareaguje. Czy przez przypadek nie wyjdzie z pomieszczenia i więcej się z nią nie spotka. Nie chciała, aby żadna z tych rzeczy się potwierdziła, przez co nie wiedziała, w jaki sposób mu o tym powiedzieć.
            - A co byś odrzekła na to, abyśmy uciekli?
            Danea wyrwała się gwałtownie ze swoich rozmyślań. Spojrzała na Shanea, który leżał u jej boku. Podpierał głowę ręką wpatrując się w nią przy okazji. Dziewczyna potrzebowała chwili, aby to wszytko sobie przeanalizować. Gdy do jej głowy dotarł sens tego, co powiedział Shane, zachichotała.
            - Co? – zapytała patrząc na niego z iskierkami w oczach.
            Chłopak uśmiechnął się na widok jej rozbawionej twarzy.
            - Dokładnie to, co usłyszałaś. Jeżeli byś się zgodziła, moglibyśmy uciec. Zamieszkalibyśmy w jakiejś chatce w górach, z dala od ludzi. Nikomu nie powiedzielibyśmy o tym, gdzie jesteśmy. Żylibyśmy razem szczęśliwi i nie musielibyśmy się przed nikim ukrywać.
            Danea po raz kolejny zachichotała.
            - Jezioro – powiedziała, a gdy Shane spojrzał na nią pytająco, przewróciła oczami. – Chcę koło chatki jeziorko. Bez niego nigdzie się nie wybieram.
            - Tylko wiesz kochana, ja mówię na serio.
            Dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona. Myślała, że sobie z niej tylko żartuje. Często tak było. Teraz, gdy zobaczyła jego poważny wyraz twarzy zrozumiała, że tym razem mówił poważnie. Że chciałby spędzić z nią resztę życia. Danei na tą myśl serce zabiło mocniej.
            - Ja też mówię poważenie. Jak będzie jeziorko, to mogę wynieść się wszędzie. Z tobą.
            - I tak po prostu chcesz z tego wszystkiego zrezygnować? Zostawić te wszystkie wygody i po prostu ze mną uciec?
            Danea po raz kolejny przewróciła oczami.
            - Wiesz, zaczynam mieć wrażenie, że wcale nie mówisz serio. Tak mogłabym się tego wszystkie wyrzec. Mogłabym zostawić to całe wygodne życie. Ale tylko wtedy, gdy ty pójdziesz ze mną.
            Danea ostatnio widziała tak szeroki uśmiech na twarzy Shana w momencie, gdy powiedziała, że też go kocha. Teraz jego twarz wyglądała bardzo podobnie. Szeroki uśmiech był przyklejony do jego twarzy, a oczy świeciły się ze szczęścia.
            - Ale wiesz, jest mały problem – zaczęła Danea. Wiedziała, że jest to drażliwy temat, ale w końcu musiała go z nim omówić. – Ty żyjesz wiecznie. Ja z każdym dniem jestem starsza i w końcu umrę.
            W ciągu sekundy uśmiech z jego twarzy zniknął. Tylko w oczach pozostała ta niewielka iskierka radości. Odwróciła na chwilę wzrok, wpatrując się w jakiś odległy punkt. To zachowanie zaniepokoiło Danee. Przez chwilę nawet wydawało jej się, że usłyszy słowa, których w życiu nie chciałaby od niego usłyszeć. Wtedy po raz kolejny odwróciła głowę w jej stronę. W oczach zobaczyła determinację.
            - Wiem o tym. Już nie raz o tym rozmyślałem. Nie wiem, co zrobię, ale na pewno nie pozwolę ci umrzeć samej. Albo zrobimy to razem, albo w ogóle.
            Po tym, co powiedział przytulił ją mocno do siebie. Danea oparła głowę o jego ramię już o nic się nie martwiąc. Ufała mu i wiedziała, że odnajdzie jakiś sposób.
            - A byłabyś na mnie mocno zła, gdybyśmy wzięli ze sobą Alice? – zapytał po kilku minutach. Gdy zobaczył jej zaskoczony wzrok, od razu zaczął się tłumaczyć. – Tori jest zła na Destiny i Toma, że nas zostawili. Że się nami nie opiekowali. Nie wiem, czy jest tego świadoma, ale to samo robi z Alice. Traktuje ją jak powietrze. Ale matka to zawsze matka. Ona stara się robić wszystko tak, aby tylko Tori ją zauważyła. Boję się, że w końcu posunie się do czegoś, co może zniszczyć jej życie. Jej i nam wszystkim. Odkąd pojawiła się na świecie to głównie ja i Elaine się nią opiekowaliśmy. Czuję się za nią odpowiedzialny, dlatego wolałbym jej samej nie zostawiać. Tym bardziej, że Elaine raczej by się nie posłuchała.
            Danea patrzyła na niego zaskoczona. Od pierwszego dnia, w którym przydzielała prace wiedziała, że Shanejowi bardzo zależy na Alice. Dopiero teraz tak naprawdę dowiedziała się jak bardzo. Była dla niego na tyle ważna, że chciał ją nawet chronić przez jej własną matką.
            - Oczywiście, że nie byłabym zła. W końcu to moja siostra – powiedziała, podkreślając ostatnie zdanie.
            Danea nie miała nic do Alice, mimo że tak naprawdę prawie jej nie znała. Ale z wielką chęcią mogłabym to nadrobić. Nie do końca pasował jej fakt, że musieliby ją wziąć ze sobą, ale nie miała serca mu odmówić. Widziała przecież, jak bardzo mu na niej zależało. Nie mogłaby mu tego zrobić.
            - No to zamieszkamy sobie we trójkę w domu w górach, nad jeziorem, z dala od ludzi – powiedział, a na jego twarzy znów zagościł uśmiech.
            Księżniczka zrozumiała, że ten moment jest tym odpowiednim. Uśmiechnęła się do Shana delikatnie.
            - Nie w trójkę, a w czwórkę.
            Jego oczy na chwilę zrobiły się większe.
            - Jak to w czwórkę? – zapytał z lekkim przerażeniem i z miną świadczącą o tym, że nie do końca zrozumiał, o co chodzi Danei.
            Dziewczyna zrobiła głęboki wdech.
            - Bo nie będziemy sami. – Nie wiedziała jak ma to ubrać w słowa. Zdecydowała się, więc na czyn. Ujęła jego rękę, po czym położyła ją sobie na podbrzuszu.
            Jego oczy znów zrobiły się wielkie. Danea nie wiedziała tylko, czy z przerażenia, czy z zaskoczenia. W swojej głowie odliczała sekundy do jego reakcji. Jej serce zaczęło również być o wiele szybciej.
            Minęła dokładnie minuta, nim jego twarz zaczęła wyrażać coś innego, niż szok. Gdy w końcu zobaczyła jego reakcję, zrozumiała, że mogłaby mówić mu takie rzeczy częściej, jeżeli widziałaby na jego twarzy taką radość, jak w tym momencie.

            Elaine po raz ostatni zerknęła przez okno. Tak dla pewności. Gdy niewielkie światełko zniknęło z horyzontu, dziewczyna złapała za pelerynę, którą zostawiła na krześle. Narzuciła ją sobie na plecy, zawiązała przy szyi, po czym zarzuciła kaptur na głowę. Najciszej jak umiała otworzyła drzwi i wyszła na chłodne kwietniowe powietrze. Ruszyła przed siebie w stronę, gdzie zniknęło światełko, przy okazji narzucając na siebie szczelny płaszcz iluzji. Nie wiedziała jednak, czy choć jedno z nich podziała na Tori. W końcu była ich Twórczynią.
            Przeklęta nie planowała jej śledzić. Albo może nie to, że nie planowała, ale nie przewidziała, że będzie za nią szła nie wiadomo gdzie. Adrian kilka dni wcześniej poprosił ją, aby najczęściej jak mogła przysłuchiwała się rozmowom Tori i Rayny, aby sprawdzała gdzie czarownica chodzi i z kim się spotyka. Tej nocy nie planowała przejmować się tym, co robiła czarownica. Koło północy obudziła się jednak z zaschniętym gardłem. Zeszła do kuchni, aby odnaleźć tam trochę wody w dzbanie. Wtedy właśnie zobaczyła, jak Tori, która chwilę wcześniej wyszła z domu, kieruje się w nieznaną nikomu stronę. Niczym strzała pobiegła do swojego pokoju, zabrała stamtąd najciemniejszą pelerynę, jaką tylko miała, po czym czekała aż czarownica zniknie. Dopiero po tym odważyła się za nią ruszyć.
            Elanie szybko zmniejszyła między nimi odległość tak, że widziała ją kilkanaście metrów przed sobą. Przez większość czasu szły zwykłą drogą, którą Przeklęta uczęszcza codziennie, gdy szła do pracy. Po tym nagle kobieta skręciła i zaczęła przedzierać się przez pole. To zachowanie nieco wytrąciło Elaine z równowagi, ale ruszyła za nią. Jak się okazało był to zamierzone. Chwilę później dziewczyna ujrzała, jak Tori przeciska się przez dziurę w murze, który otacza zamek. Przyspieszyła, ale to i tak nic jej nie dało. Przejście było tak niewielkie, że zajęło jej sporo czasu przedostanie się przez nie. Gdy wydostała się w końcu na drugą stronę, zobaczyła tylko niewielkie znikające światełko gdzieś w lesie obok.
            Elanie miała wielką ochotę zakląć. A nie zdarzało jej się to zbyt często. Wtedy usłyszała czyjeś kroki zbliżajcie się w jej stronę. Nie zdążyła nawet okryć się iluzją, gdy ów człowiek wyszedł z cienia. Dziewczyna odetchnęła z ulgą, gdy okazało się, że to tylko Adrian.
            - Co tu robisz? – zapytał również zaskoczony jej widokiem, jak ona jego.
            Stanął koło niej patrząc na nią wyczekująco.
            - Kazałeś mi śledzić Tori. Dlatego tu jestem. Zniknęła w tamtym lasku, a ja nie zdążyłam jej dogonić.
            Adrian spojrzał zaskoczony w stronę, która wskazała mu dziewczyna. Jego zmieniające kolory oczy zabłysły na chwilę, po czym przygasły.
            - Król również wymknął się z zamku – powiedział bardziej do siebie, niż do towarzyszki. – Zgubiłem go jednak. Pewnie znów wybrał się do jednej z tych swoich panienek.
            Elaine miała wrażenie, że on próbuje przekonać do tego samego siebie, a nie ją. W jej głowie również zaświeciła myśl, że może Henryk poszedł spotkać się z Tori. Szybko próbowała wyrzucić to ze swojej głowy. No bo, po co król miałby spotykać się z czarownicą? Mimo, że bardzo się starała, niepokój pozostał.
            - Słyszałaś o najnowszych nowinach? – zagadał ją nagle Adrian.
            Elaine zaprzeczyła.
            - Tori nie długo będzie ciocią – powiedział przez lekko zaciśnięte zęby. Gdy dziewczyna spojrzała na niego zaskoczona, dodał: - Tak, tak, masz rację. Danea jest w ciąży.
            Elaine od razu poczuła radość. Na jej twarzy pojawił się uśmiech. Trzymała kciuki za tą dwójkę, dlatego ta wiadomość tylko potwierdziła ją w przekonaniu, że między nimi jest dobrze. Po minie Adriana było widać, że ta informacja nie specjalnie przypadła mu do gustu. Nie dziwiła mu się.
            - Ktoś o tym jeszcze wie? – zapytała od razu, gdy to pytanie pojawiło się w jej głowie. Czuła, że nie skończyłoby się to wszystko za dobrze, gdyby ktoś niepożądany się o tym wiedział.
            - Danea dowiedziała się o tym dwa dni temu. Była przy tym Jane Seymour i ta zielarka. Nie wydaje mi się, aby przekazały to komuś prócz Shanea. Mówiła coś jeszcze o Alice.
            Elanie odetchnęła z ulgą.
            - Jak wie oprócz nas i tamtych dwóch tylko Alice, to dobrze.
            Adrian zrobił skwaszoną minę.
            - Chciałaś powiedzieć, AŻ Alice. Wiesz, że ja jej nie ufam. Biedne dziecko, które chce się spodobać matce. Nie wiadomo, co może zrobić, aby wkraść się w jej łaski.
            Elaine z niechęcią musiała się z nim zgodzić. Po Alice można było spodziewać się wszystkiego i to było najgorsze.

            Kilka godzin później, gdy Tori wróciła ze swojej wyprawy siedziała wraz z Rayną w kuchni popijając winko, które chwilę temu otworzyła. Jej przyjaciółka siedziała naprzeciwko niej i wpatrywała się w nią zaniepokojona.
            - Musi być jakiś sposób – powiedziała po raz tysięczny wypijając kolejny kieliszek wina. – Musimy się jej jakoś pozbyć.
            Rayna popatrzyła na nią, zastanawiając się, czy powinna jej teraz powiedzieć o tym, co podsłuchała dwa dni wcześniej. O tym, że Księżniczka Danea jest w ciąży z jej bratem. Wiedziała jednak, że czarownicy się to nie spodoba. Jej w ogóle nie pasował ten związek. Próbowała mu nawet przemówić do rozumu, że nie ma najmniejszego sensu wiązać się z człowiekiem, skoro i tak będzie musiał ją zostawić. Shane wyszedł wtedy trzaskając drzwiami i nie pojawił się więcej w tym domu. A było to prawie dwa tygodnie temu. Dlatego Tori za wszelką cenę próbowała odnaleźć jakiś sposób, aby pozbyć się Księżniczki. Pierwszy pomysł, który wpadł jej do głowy był najbardziej skuteczny, ale Rayna doskonale wiedziała, że może skończyć się tragicznie. Poznała to na własnej skórze. Zabijając Serene i Eve nie chciała zranić Adriana, chciała tylko pozbawić go tych dwóch ciężarów. Uważała, że gdy to zrobi, to pozwoli mu na pozbycie się więzów z przeszłością. Że w końcu zdecyduje się ruszyć z nimi. To, co zrobiła odniosło jednak odwrotny skutek do zamierzonego. Adrian znienawidził Rayne i nie chciał mieć z nią niczego wspólnego. Dziewczyna dopiero, gdy zobaczyła jego wściekłą minę po zabójstwie Serene rozumiała, że to nie był najlepszy pomysł. Rayna miała tylko Adriana. Opiekowała się nim przez prawie dziesięć lat. Był on dla niej najważniejszą osobą. Jej jednak udało się to wszystko widowiskowo spiętrzyć!
            A Tori chciała zrobić to samo z Shanem. Dlatego Rayna za wszelką cenę próbowała odwieść ją od tej decyzji. Wiedziała, że to nie przyniesie niczego dobrego.
            - Musi być jakiś sposób – powtórzyła.
            Rayna tak skupiła się na własnych myślach, że nie zauważyła, jak twarz jej przyjaciółki się zmienia. Z zamyślenia wyrwał ją dopiero trzask kieliszka opadającego na podłogę. Oczy Tori wywróciły się ukazując same białka, a skóra zrobiła się nagle biała. Rayna już wiele razy widziała, jak u czarownicy pojawiają się wizje. Teraz jednak poczuła strach. Miała nadzieję, że nie dotyczy on tego, jak pozbyć się Danei Tudor. Mogła jej nie lubić, ale w tym momencie wiedziała, że to nie pomoże nikomu.
            Gdy oczy Tori wróciły do normy, na jej twarzy pojawił się uśmiech. Nie zemdlała jak zawsze wcześniej. Całkiem przytomna spojrzała na przyjaciółkę.
            - Wiem już, kim jest nasz magnes. Może nim być każdy. Wystarczy tylko rzucić na niego specjalne zaklęcie. Wiem również, jak pozbyć się tej rudej szmaty. O dziwo, tym razem mogę upiec dwie pieczenie na jednym ogniu.
            Rayna po minie Tori wiedziała, że żadna siła nie odsunie jej od tego pomysłu. A Rayna wiedziała, że to, co zobaczyła czarownica nie przyniesie nikomu niczego dobrego. A już na pewno nie jej.

5 komentarzy:

  1. Reeeeeeenooooo!
    Jak ja się cieszę z ciąży Danei!! Tylko nic jej nie zrób ok?^^ Jak zwykle juz sie niecierpliwię... T.T
    Rozdział... Nie będę się rozpisywać, CUDOWNY!!!!
    Gorąco pozdrawiam i życzę weny!!!;*
    Watashi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. cieszę się, że spodobał Ci się ten pomysł. nie obiecuje, ze nic się nie stanie, ale... ;>
      Pocieszę Cię jednak. następny rozdział jest już prawie cały napisany, więc można się go spodziewać w ten weekend ;)
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. ŁAAAAAA! Niech ten weekend się już zacznie-.-
      Odzdrawiam^.^
      Watashi

      Usuń
  2. Tak, dlaczego niby miałabym widzieć, że u ciebie nowy rozdział? Po co mi to? Kochani obserwatorzy ^^ No cudowni! Jakbym tak sobie nie skakała po blogach, to może za ruski rok bym się dowiedziała. Na szczęście jestem, przeczytałam i jestem zachwycona, jak zwykle, gdy czytam coś twojego!
    Fakt, w życiu Danei zawitały ogromne zmiany, ale widać dziewczyna pięknie sobie z nimi radzi. Zwłaszcza z tymi zmianami, które zapieczętował Shanea, w chwili, gdy wmieszał się w jej życie. W ogóle podoba mi się łącząca ich relacje. No cudnie przedstawiłaś to, jak się zmieniała. Z tej początkowej niepewności, aż po piękną miłość. Chociaż nie. Miłość to była przy nich już znacznie wcześniej.
    Ha! Ale zaskoczyłaś mnie tą wiadomością o ciąży, jak jeszcze niczym wcześniej. Serio. Czyli jedno z marzeń dziewczyny doczekało się spełnienia, a raczej doczeka, jeżeli nie pokomplikujesz czegoś po drodze. Ani mi się waż! W ogóle reakcja chłopaka na wiadomość o ciąży była urocza i przezabawna. Nieźle się z niej uśmiałam! ^^
    Co mogę dodać? Po prostu czekam niecierpliwie na nowy rozdział i przepraszam, że niezbyt długi ten komentarz, ale chyba wybiłam się z rytmu.
    W ogóle jeżeli znajdziesz wolną chwilę, to chciałabym cię zaprosić na swoje nowe opowiadanie. Tym razem jest to obyczajówka, ale może cię zainteresuje :)
    http://ostatni-upadek.blogspot.com/
    Całuję :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak też w sumie obstawiałam, że u niektórych się nie pojawi. wujek blogspot trochę zwariował xd
      Ciesz się, że również tomie spodobał się ten pomysł z ciążą. na początku nie miało go być, ale gdy wymyślałam sobie fabułę tej części czytałam akurat bardzo fajną romantyczną książkę i jakoś samo tak wyszło xd
      Dziękuję ;)
      Pozdrawiam!

      Usuń

wykonała Anaya