niedziela, 19 stycznia 2014

V. Rozdział 5

            Przez następne dwa dni Danea próbowała zachowywać się normalnie. To jednak było o wiele trudniejsze, niż się spodziewała. Jej umysł przez cały czas odtwarzał wydarzenia tamtego wieczora. Historię, którą opowiedział im Tom. Dla Księżniczki ten fakt nadal był absurdalny. Osoby, które ona sama przez całe życie uznawała za rodzinne okazały się być prawdziwymi rodzicami chłopaka, który tego samego wieczoru dał jej do zrozumienia, ile dla niego znaczy. To właśnie było kolejnym z jej problemów. Shane po prostu zniknął. Właśnie tak wydawało się Danei. Wcześniej nawet, jeżeli miał dużo pracy zaglądał do niej, co jakiś czas, aby dowiedzieć się, jak się czuje i co robi. Teraz jakby zniknął. Nie przychodził do niej rano, nie zaglądał do pokoju, nie widywała go na korytarzach. Jakby się ukrywał. Tak właśnie jej to wszystko wytłumaczył Adrian. Shane doszedł do wniosku, że najlepiej będzie, gdy Księżniczka podejmie decyzję bez jego ingerencji. Dlatego w mniemaniu Danei zniknął. Tak naprawdę przez cały czas był w pałacu, tylko omijał miejsca, w których ona przebywa. Ona natomiast w ogóle nie wiedziała, co powinna z tym wszystkim zrobić. Wcześniej, zanim Shane w dość nietypowy sposób powiedział jej, że ją kocha, Danea potrafiła sobie wmówić, że bez problemu może ułożyć sobie życie z dala od niego. Potrafiła powstrzymywać swoje myśli, które często dotyczyły jego. Potrafiła sobie wmówić, że nic do niego nie czuje. Że to wszystko jej wymysł. Teraz, gdy dowiedziała się, że on czuje do niej to samo, nie potrafiła już tego zrobić. Teraz fakt, że wcześniej mogła tak myśleć wydawał się jej dziwny. Dziewczyna, w najgłębszej części swojego serca, chciała powiedzieć mu, że czuje do niego to samo, co on do niej. Że nie wyobraża sobie bez niego życia. Było jednak jedno ‘ale’.
            Doskonale wiedziała, co działo się po każdym skandalu, którymi otaczał się Henryk. Dużo kochanek, wiele bękartów i do tego chęć posiadania kojonej żony, ani trochę nie poprawiło to zdania innych ludzi o nim. Po każdym odkrytym dziecku, czy kobiecie, z którą się przespał jego lud się burzał. Często były to niewielkie bunty, które dało się zatrzymać za pomocą kilku żołnierzy. Wiedziała jednak, że kiedyś doszło do czegoś, co spokojnie można było nazwać rebelią. Było to zaraz po tym, jak Henryk zerwał swoje małżeństwo z Katarzyną i odesłał ją do Irlandii. Oliwy do ognia dolał fakt, że król od razu ożenił się z Anną Boleyn. Ludziom się to nie spodobało. Danea nie była wtedy wypuszczana z pałacu nawet na krok. Nikt również nie chciał jej opowiedzieć, co tak naprawdę dzieje się poza murami zamku. Wiedziała tylko tyle, co zdołała zauważyć wyglądając przez okno. W wielu miejscach było widać ogień, który niszczył budynki. Nie wiedziała, czy to żołnierze króla, czy to sami ludzie wzniecili go. Widziała ciała, które były niedbale rzucone na ziemię. To, co wtedy zobaczyła było straszne. Szybko jednak przestała się interesować całą tą sprawą, ponieważ jej matka została zamordowana. Dopiero wtedy tak naprawdę dotarło do niej, o co chodziło ojcu, gdy mówił, że nie powinna okazywać uczuć przy tych wszystkich ludziach, bo oni potrafią wszytko obrócić przeciw tobie. Wtedy obiecała sobie, że nie będzie okazywała ich innym, jeżeli miałoby to kogoś skrzywdzić. Dlatego też Adrian często wydawał się wobec niej taki nieczuły, dlatego Max, mimo, iż był jej bratem udawał, że jej nie zna, dlatego nie mogła powiedzieć Shaneowi, co do niego czuje. To jednak było o wiele trudniejsze, niż się wydawało.
            W tym przypadku serce udawało, że niczego nie słyszy, że wie najlepiej. Danea bała się tego, jak to może się skończyć. Shanea może i nie można było zabić, ale to nie oznaczało, że nie można go zranić. A szczególnie jego uczuć. Sam ten związek w ogóle nie mógł mieć szans na szczęśliwe zakończenie. Ona może i była bękartem, ale na tyle ważnym, że ojciec na pewno snuł dla niej plany na przyszłość. Anna często, gdy chciała ją dobić, mówiła, że Danea skończy, jako żona jakiegoś starego szlachcica, który ma dużo wpływów. Problem był taki, że miała w tym wiele racji. Może jej ojciec nie mówił tego głośno, ale na pewno miał jakieś plany dla swojej córki. Miała przecież już prawie dwadzieścia jeden lat. Dziewczyny o wiele młodsze od niej były już wydawane za mąż. Danea czuła, że w planach jej ojca nie ma nawet miejsca na coś takiego jak fakt, że jej córka zakocha się w kimś innym.
            Mimo że Danea doskonale wiedziała, że powinna mu powiedzieć, że nic do niego nie czuje, nie potrafiła. I w tym był największy problem. Starała się zachowywać normlanie, ale nawet to było trudne. Brakowało jej Shanea nawet, jeżeli miałby tylko przejść koło niej nic nie mówiąc. Czuła się, jakby nikomu na niej nie zależało. Destiny, tak jak Adrian bardzo rzadko pojawiali się w jej komandach. Ta pierwsza zapewne przez to, co opowiedział Tom. Czuła wstyd za swoje czyny, dlatego nie chciała się pokazywać. Adrian robił, to co zawsze, więc jakoś strasznie jej to nie dziwiło. Czuła się jednak strasznie samotna. Starała się zachowywać normalnie. Chodziła na zajęcia, poznała swoja nową nauczycielkę etykiety, którą była jedna z dwórek Anny. Musiała to być owa wybranka jej ojca. Wtedy jednak nie zastanawiała się nad tym. Często chodziła i rozmawiała z Tomem o tej całej sytuacji. Nie wspominała jednak w ogóle o tym, co powiedział jej wtedy Shane. Rozmawiała również dużo z Maxem, który starał się przyzwyczaić do tego, kim jest. Wrócił już do pracy, ale nadal wydawał się nieswój. Danea robiła wszytko, aby nikt nie zauważył uczuć, które nią targają. Okazało się jednak, że nie robiła tego dostatecznie dobrze, ponieważ na każdym kroku ktoś się pytał, czy dobrze się czuje. Wiele osób pytało się o jej samopoczucie, ale tylko jedna postanowiła coś z tym wszystkim zrobić.
            Gdy pewnego popołudnia miała ochotę po postu zapaść się pod ziemię i nigdy z stamtąd wychodzić, w jej pokoju pojawił się Adrian. Trochę ją to zaskoczyło, ponieważ w ogóle nie zapukał. Wszedł do środka i popatrzył na nią, jakby zastanawiał się, czy powinien ją tak zostawić, czy iść na pewną śmierć. W końcu przysiadł na brzegu łóżka i złapał ją za ramię. Danea podniosła z twarzy poduszkę i z zabójczym wzorkiem połączonym ze skutkiem spojrzała na niego.
            - Czego chcesz? – zapytała. – Jeżeli jesteś kolejną osobą, która przyszła mi powiedzieć, abym przestała się nad sobą użalać, to nie licz na to, że wyjdziesz z tego pomieszczania o własnych nogach.
            Adrian słysząc te słowa uśmiechnął się.
            - Ty potrafisz żartować? Nie podejrzewałbym cię o to!
            Danea rzuciła w niego poduszką, po czym podniosła się i usiadła.
            - Mogę się zapytać ciebie o to samo. Raczej nie często jest mi dane słyszeć od ciebie takie rzeczy. Żartujesz sobie ze wszystkimi, tylko nie ze mną.
            Adrian udawał, że nie usłyszał tego, co powiedziała Danea. Ona jednak wiedziała, że to go uraziło. Wystarczyło przyjrzeć się jego oczom, aby wiedzieć, co jest grane.
            - A tobie, co się stało? Siedzisz tu w tym pokoju, jakby było to twoje więzienie. Powinnaś w końcu stąd wyjść i przestać zachowywać się tak, jakby cały świat był winny twojemu nieszczęściu.
            Danea w ogóle nie zwróciła uwagi na dalszą część jego wypowiedzi. Jej umysł zatrzymał się przy tym pytaniu.
            - Nie udawaj, że nie wiesz, co się dzieje. Zapewne Shane już ze szczegółami opisał ci to, co się stało. To jest wręcz zaskakujące, że tak się niby nienawidzicie, a gdy coś się stanie, to od razu mówicie sobie to nawzajem. Chyba, że już zakończyliście wojnę, a ja po prostu o tym nie wiem.
            Danea czuła, że trochę przesadza. Nie chciała jednak, aby ktokolwiek widział ją w tych chwilach słabości, a szczególnie osoby, na których najbardziej jej zależy.
            - Być może nie można tego nazwać przyjaźnią, ale tak, zakończyliśmy wojnę. Nadal nie mogę uwierzyć, że nie miał z tamtym wydarzeniem niczego wspólnego, ale nie mam na to dowodów. Poza tym, lepiej nie być skłóconym ze wszystkimi w pałacu. Trzeba mieć jakiegoś sojusznika. A wracając do tego, o co się spytałaś, wiedziałem o tym wszystkim zanim on pod wpływem chwili ci to powiedział.
            Danea poczuła się trochę dziwne z tą informacją. Adrian od samego początku wiedział, co się święci. Po jego minie było nawet widać, że jakoś specjalnie mu to nie przeszkadzało. Dziewczyna podkuliła pod siebie nogi.
            - I co? Przyszedłeś mi powiedzieć, że bezsensowne jest się angażować w jakiekolwiek związki nawet, jeżeli byłby to związek z twoim byłym przyjacielem? – zapytała szeptem nie patrząc w jego stronę.
            - Nie Daneo. To twoje życie i twoje wybory. Przyszedłem ci tylko coś powiedzieć, coś, co może ci pomóc w wyborze. Przez wiele lat mogłabyś mieć kogoś u swojego boku i nie zwracać na niego większej uwagi. Jednak dopiero, gdy stracisz tę osobę docenisz to, że w ogóle była. Dopiero wtedy uświadamiasz sobie, jak bardzo dla ciebie ta osoba była ważna. Ale wtedy często nie da się już cofnąć czasu. Wtedy musisz żyć z tą stratą. – Ucichł na chwilę wpatrując się w ścianę. – Miałem kiedyś takie dwie ważne dla mnie osoby. Doceniłem to, że były dopiero, gdy odeszły. Dopiero wtedy zaczęło mi ich brakować. Wcześniej uważałem je za pewnego rodzaju ciężar, którym muszę się zająć. Pamiętaj Danea, uczucia nigdy nie mogą być dla ciebie ciężarem. Jeżeli boisz się coś zacząć, to najlepiej od samego początku nic nie rób. Wtedy tylko musisz się pogodzić z tą pustką, która dopiero z biegiem lat może zostać zastąpiona czymś, bądź kimś innym. Możesz również przestać się bać konsekwencji i być szczęśliwą przez jakiś czas. Nie obiecuję, że będzie to całe życie, ale mam nadzieję, że jak najdłuższej. Niekiedy może być źle i ciężko, ale jeżeli nadal będziesz wierzyć w to, że to nie był błąd, wszystko będzie dobrze. Ja to wiem, bo sam to przeżyłem. I jedno, i drugie. Nie będę ci mówić, co masz zrobić. Sama zdecyduj.
            Po tych słowach zostawił Danee samą w pokoju, aby zebrała myśli i zdecydowała, co chce zrobić ze swoim życiem.

            Tego samego wieczoru Danea siedziała przy swojej toaletce czesząc włosy. Lubiła wykonywać tą czynność, ponieważ była ona jedną z nielicznych, które ją odprężały. Wpatrywała się w swoje odbicie w lustrze i zastanawiała się, co tak naprawdę widzą w niej inni ludzie. Co pierwsze rzuca im się w oczy, gdy ją widzą – uroda, czy jej pozycja? Czy oceniają ją tylko pod względem tego, kim jest, czy zwracają uwagę tylko na jej wygląd? W ostatnim czasie do jej rozmyślań dołączyła jeszcze jedna, – co takiego widział w niej Shane, czego nie widział w innych kobietach? Czemu to akurat ją pokochał? Zastanawiała się, czy powodem był jej kolor włosów, który wszystkim wydawał się dziwny i nienaturalny, czy może coś innego. Danea nigdy wcześniej nie widziała kogoś o podobnym kolorze włosów do niej. Jedynie jej matka, ale jej i tak były o wiele ciemniejsze. Nikt poza nimi dwoma. A może powodem były jej oczy, błękitne, które kontrastowały się z włosami. Dziewczyna nie wiedziała, czemu, ale chciała się tego dowiedzieć. Czemu akurat ona? Miała nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie miała okazję się o to zapytać. Wiedziała jednak, że życie może się potoczyć różnie.
            Nigdy nie spodziewała się, że to właśnie Adrian popchnie ją do takiej, a nie innej decyzji. Zawsze miała go za człowieka, który nie łamie zasad dla szczęścia, ani nie proponuje nikomu kierowanie się uczuciami. Jej właśnie to zaproponował. Danea przez kilka chwil musiała poukładać sobie ten fakt w głowie. Dopiero po tym zaczęła rozmyślać na temat, który poruszył. Czy było warto poczuć trochę szczęścia, wiedząc, że to i tak nie może skończyć się dobrze? Księżniczka do tej pory zastanawiała się, czy dobrze wybrała. Czy to, co zdecydowała nie będzie zbyt bolesne?
            Danea westchnęła głośno. Im dłużej się zastanawiała, tym miała więcej niepewności w głowie. Wiedziała jednak, że nie może się już cofnąć. Mogła jedynie zmienić na szybko decyzję. Ale, czy to miało jakikolwiek sens?
            Wtedy, jak na zawołanie, usłyszała ciche pukanie do drzwi. Po chwili do pomieszczenia wszedł Shane niosąc duży świecznik. Nie odezwał się jednak ani słowem. Opuścił wzrok i ruszył do stolika, na którym miał go postawić. Danea widziała go po raz pierwszy od tamtej pamiętnej nocy. I pewnie, gdyby nie pomoc Adriana, nie zobaczyłaby go. To do niego po podjęciu decyzji poszła Księżniczka. Nie powiedziała mu, co wybrała, ale poprosiła, aby sprawił, że spotka się z Shanem, aby mu powiedzieć, co wybrała. Chciała, aby miało to miejsce dopiero następnego dnia, ale Adrian upierał się, aby zrobić to jak najszybciej. Nie chciał jej wytłumaczyć, czemu. Po jakimś czasie przyszedł do niej do pokoju i powiedział jej, że może się go spodziewać późnym wieczorem. Nie wypytywała się, w jaki sposób go do tego namówił. Dopiero teraz patrząc na świecznik zrozumiała, o co chodzi. Przez to, że Destiny od dwóch dni prawie w ogóle nie pojawiła się w pracy, obydwoje przejęli jej obowiązki. Z racji tego, że Shane nie chciał się z nią spotkać dostał wszystkie zadania, które wymagały przebywania jak najdalej od jej pokoju. Adrian dostał resztę. Nie zdziwiło Danee fakt, że to w tym momencie Adrian musiał robić więcej od Shanea. Pod pretekstem innej roboty, zmusił go do przyniesienia tego świecznika. Po jego minie było jednak widać, że w ogóle nie chciał tego zrobić. Albo może nie, że nie chciał, ale się tego obawiał. Bał się, że Księżniczka go zatrzyma i powie to, czego nie chciałby usłyszeć.
            Gdy Shane odłożył świecznik na stolik i odwrócił się w stronę wyjścia, Danea zrozumiała, że albo teraz, albo może poczekać sobie kilka kolejnych dni. Wstała gwałtownie z krzesła i zawołała go po imieniu. Shane zatrzymał się, ale nie chciał odwrócić w stronę dziewczyny. Danea, mimo że bała się każdego następnego kroku, stanęła naprzeciwko niego. Zaskoczyła ją trochę jego mina. Miał mocno zaciśniętą szczękę, a w oczach rozpacz. Jakby od samego początku widział siebie na przegranej pozycji.
            -Kazałeś mi podjąć decyzję – zaczęła Danea starając się mówić pewnym głosem. – Dlatego czekałam dziś na ciebie, aby powiedzieć ci, co zdecydowałam.
            Dopiero po tych słowach po raz pierwszy spojrzał w jej stronę. Przez chwilę przypatrywał się jej, jakby starał się zapamiętać jej rysy twarzy i wygląd.
            - A skąd niby wiesz, że miałem się tu dziś pojawić? – zapytał prawie szeptem tak, że dziewczyna ledwo go usłyszała.
            - Adrian mi powiedział. To ja go poprosiłam, aby cię tu przysłał – powiedziała wiedząc, że i tak nie ukryłaby przed nim prawdy. Nie po tym, co miała mu zamiar za chwilę powiedzieć. – To on mi pomógł podjąć decyzję. Porozmawiał ze mną i zasugerował, co powinnam zrobić.
            Danea chciała powiedzieć coś jeszcze. Nie zdążyła, ponieważ Shane wybuchnął.
            - To może przestań to przeciągać, co? Skoro Adrian ci pomógł, to doskonale wiem, co ci poradził. Po prostu powiedz, że mnie nie chcesz, a będzie to ostatnia chwila, w której mnie zobaczysz. Już więcej nie pojawię się w tym pałacu, abyś nie musiała się czuć niekomfortowo. Po prostu to powiedz!
            Danea przez chwilę patrzyła na niego zaskoczona. Czyli naprawdę od razu postawił się na przegranej pozycji. Trochę ją to zabolało, ponieważ oceniał ją tylko na podstawie tego, co działo się wcześniej. A nigdy wcześnie nie była w takiej sytuacji.
            - A ty może najpierw mnie wysłuchasz, co? Chyba nie muszę ci powtarzać, że to ja poprosiłam cię na tę rozmowę i to ja powinnam powiedzieć ci, o swojej decyzji, a nie wysłuchiwać to, co siedzi ci w głowie. Skoro, aż tak bardzo chcesz, abym postąpiła tak, jak należy, to może od razu wyjdź i mnie nie słuchaj! Bo chyba trochę cię zawiodę, bo wybrałam zupełnie coś innego!
            Danea miała ochotę po tym wszystkim wybuchnąć śmiechem. Nie wiedziała, czemu, ale bardzo często reagowała na oskarżenia dokładnie w taki sposób, jak przed chwilą. Na początku w ogóle nie chciała, aby tak to wyglądało. Chciała mu powiedzieć o wszystkim spokojnie. Ale sam sobie był winny. Gdyby nie zaczął jej mówić, że i tak już wie, co wybrała, wszystko poszłoby tak, jak chciała Księżniczka. Teraz trochę przestraszona wpatrywała się w Shanea, mając nadzieję, że zrozumiał to, co miała mu do powiedzenia.
            Przez chwilę na jego twarzy widziała tylko rozpacz i wściekłość. Po tym nagle ten wyraz zmienił się w zaskoczenie.
            - Żartujesz sobie ze mnie, prawda? – zapytał, a w jego oczach pojawiła się nadzieja.
            - Już ci powiedziałam, że jeżeli chcesz stąd wyjść i zniknąć, to możesz to zrobić. Moja decyzja jednak tego nie przewiduje i mam nadzieję, że zostaniesz przy mnie jak najdłużej.
            Tego, co stało się po tym dziewczyna naprawdę się nie spodziewała. Z gardła Shanea wydobyło się coś, co można było nazwać okrzykiem radości, po czym porwał dziewczynę w ramiona i zaczął obracać w około własnej osi. Ona sama nie mogła powstrzymać radosnego pisku. Przypomniało to trochę jej dzieciństwo. Henryk bardzo często brał ją i Marie do siebie i bawił się z nimi tak, że cały zamek wiedział, co się dzieje. Często również obracał ją w podobny sposób w powietrzu. Po chwili Shane postawił ją na ziemi. Położył jej rękę na policzku i powoli zaczął go gładzić, patrząc jej w oczy.
            - Ale tak na serio? – zapytał, choć w jego oczach nie widziała już niedowierzenia. Danea czuła, że chciał się z nią w ten sposób podroczyć.
            - Naprawdę każesz mi to powtórzyć po raz trzeci? Jeżeli chcesz…
            Nie dokończyła jednak tego, co miała na końcu języka, ponieważ Shane skutecznie jej na to nie pozwolił. Gdy po raz pierwszy ją pocałował Danea była zbyt zaskoczona całą sytuacją i mimo, że bardzo chciała, nie była wstanie odwzajemnić pocałunku. Teraz, gdy domyślała się, że on w końcu to zrobi, nie było dla niej w tej sytuacji żadnego zaskoczenia. Pocałunek był bardzo delikatny i spokojny, ale i pełen słodyczy. Danea nigdy nie spodziewała się, że coś takiego może przynieść tyle radości. Po chwili Shane przytulił ją do siebie wplatając ręce w rozczesane włosy.
            - Naprawdę nie spodziewałam się, że podejmiesz taką decyzję. A już szczególe, gdy usłyszałem o Adrianie. Nigdy bym się nie spodziewał, że będzie ci proponować łamanie zasad – powiedział kładąc głowę na czubku jej głowy. – I proszę cię nie powtarzaj mi już więcej, że jak chcę, to mogę wyjść. Teraz to nie mam najmniejszej ochoty stąd zniknąć.
            - Najwidoczniej w ogóle mnie nie znałeś – powiedziała szeptem mając nadzieję, że te słowa go nie urażą.
            Danea nie wiedziała, kiedy ostatnio była tak szczęśliwa. Powiedziała tylko to, co od samego początku podpowiadało jej serce. Może Adrian miał rację i mimo, że nie powinna tego robić, przyniesie jej to trochę szczęścia.
            Tak jak obiecał chwilę wcześniej Shane nie miał najmniejszego zamiaru opuszczać tego pokoju. Położył się koło Danei na jej łóżku i patrzył, jak próbowała zasnąć. Nie udało jej się to jednak, ponieważ jej towarzysz non stop zadawał jej, niekiedy dość banalne pytania. Doskonale wiedział, że prawie w ogóle jej nie znał. Miał jednak zamiar to wszytko nadrobić. Danea cała w skowronkach w końcu zasnęła przytulona do nowej, najważniejszej osoby w swoim życiu.
            Rano, gdy otworzyła oczy przez chwilę miała przedziwne wrażenie, że to wszystko było snem. Snem, który w ogóle nie miał prawa się spełnić. Zrozumiała, jak bardzo się myliła, gdy zobaczyła zielone tęczówki Shane wpatrujące się w nią. Gdy zrozumiała, że to nie był wymysł jej wyobraźni, uśmiechnęła się, po czym schowała twarz w poduszce.
            - Nie boisz się, że ktoś wejdzie i nas zobaczy? – zapytał po chwili Shane całując ją w czoło.
            Dziewczyna wymruczała coś, co miało znaczyć odpowiedź, ale nawet ona sama jej nie zrozumiała.
            - Jedynymi osobami, które wchodzą tu rano jesteś ty, Adrian i Destiny. Kogo boisz się bardziej, starszej pani, czy osoby, która pomogła mi wybrać? – powiedziała w końcu odwracając się w jego stronę.
            - Szczerze, to boję się twojego ojca – powiedział w końcu bawiąc się jej włosami. – Przychodzi tu czasem?
            Danea przez chwilę próbowała sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widziała go w progu swojej komnaty.
            - Ostatni raz widziałam go, gdy znaleźli ciało mojej matki. Nie chciałam stąd wychodzić, dlatego on osobiście przyszedł do mnie i wcisnął we mnie coś do jedzenia.
            Po tym leżeli przez chwilę obok siebie. Dziewczyna wsłuchiwała się w jego miarowe bicie serca. Wtedy usłyszała ciche pukanie do drzwi. Shane złapał ją gwałtownie za rękę, jakby miał zamiar uciec i już więcej nie wracać. Danea zaśmiała się widząc jego przestraszoną minę. Po tym zaprosiła gościa do pokoju. Destiny znała już na tyle długo, że była wstanie rozpoznać jej pukanie z pośród morza innych. Lekko przygarbiona kobieta weszła do środka. Nim zobaczyła, kto towarzyszył jej podopiecznej, zdążyła zamknąć drzwi. Dopiero po tym zobaczyła swojego syna w jednym łóżku z Księżniczką. Przez chwilę wpatrywała się w nich z szeroko otwartymi oczami. Po tym, ku zaskoczeniu Danei,  na twarzy kobiety pojawił się uśmiech. Trochę ją to zaskoczyło, ponieważ to właśnie Destiny przeprowadziła z nią tę dziwną, jak na te czasy rozmowę, dotyczącą małżeństw i spraw, które się wtedy dzieją. Większość dziewczyn dowiaduje się tego dopiero w momencie zaślubin. Ona miała tyle szczęścia, że miała przy sobie kogoś takiego jak Destiny. Jej matce to się nie spodobało, ale i tak było już po wszystkim.
            - Przepraszam Księżniczko, że przerywam tę chwilę, ale nie wiem, czy pamiętasz, ale powinnaś za niecałą godzinę stawić się na posiłku. – Danea spojrzała na nią z zaskoczeniem. – No cóż, wychodzi na to, że Księżniczka miała ciekawsze rzeczy na głowie, niż słuchanie króla. Wczoraj po południu w zamku pojawili się przedstawiciele rodu Boleyn. Król zorganizował powitalne śniadanie, ponieważ później będą zajęci swoimi sprawami. Miałaś się tam pojawić.
            Dopiero po wypowiedzi Destiny Danea przypomniała sobie o tym wydarzeniu. Wczoraj, podczas obiadu, król wspomniał jej o tym, ale ona była tak zajęta własnymi myślami, że szybko jej to umknęło z pamięci.
            - No to chyba czas na mnie – powiedział po chwili Shane, wyrywając ją z rozmyślań. – Ale później przyjdę popatrzeć, jak ślicznie wyglądasz – mówiąc to pocałował ją szybko, po czym mijając Destiny wyszedł z pokoju.
            Danea jeszcze przez chwilę siedziała na łóżku. Dopiero, gdy zobaczyła ponaglający wzrok Destiny wstała. Kobieta poleciła jej, aby zdjęła swoją koszulę nocną, po czym powoli zaczęła obmywać jej ciało letnią wodą. Jak się okazało bez problemu wybrała suknię, w którą dość szybko wcisnęła Księżniczkę. Trochę trudno się w niej oddychało, ale Danea uważała, że sama sukienka była tego warta. Po tym kobieta zabrała się za upięcie jej włosów w wysoki kok. Kilka pasm włosów zostawiła nieupięte. Te z wdzięczności zakręciły się lekko. Następnie zabrała się za wykonanie misternego makijażu, który miał być niezbyt mocny, ale miał przyciągać uwagę. Danea nie wiedziała, po co ona to wszystko robi. Raczej wątpiłaby, że królowi zależało na dobrych stosunkach z rodem Boleyn. Dlaczego więc to robiła?
            Po zakończeniu tego wszystkiego, gdy Księżniczka przyjrzała się swojemu odbiciu, doszła do wniosku, że od dawna nie czuła się tak ładna. Nie wiedziała tylko, czy było to spowodowane tym, co zrobiła z nią Destiny, czy tym, że Shane poprzedniego dnia powiedział jej to chyba ze sto razy.
Sam Shane wykazał się doskonałym wyczuciem czasu. Ledwo dziewczyna przestała się przyglądać swojemu własnemu odbiciu, drzwi od jej pokoju się otworzyły, a on stało w progu. Przez chwilę przyglądał się jej, po czym zagwizdał.
- No dobra, cofam swoje wczorajsze słowa. Nie wyglądasz wcale tak ładnie z potarganymi włosami, teraz wyglądasz o wiele lepiej.
Danea posłała mu groźny uśmiech. Bynajmniej tak miało to wyglądać. Niestety z marnym skutkiem. Wtedy, nie zwracając uwagi na Destiny, podszedł do niej i pocałował ją lekko.
- Nie baw się tylko jej włosami. Trudno je będzie ułożyć po raz kolejny – powiedziała Destiny dając mu do zrozumienia, że nadal jest w pokoju.
            Shane najwidoczniej w ogóle jej się nie spodziewał, ponieważ gwałtownie oderwał się od dziewczyny, czym spowodował wybuch śmiechu jej samej. On jednak nie zwrócił uwagi na jej zachowanie. Spojrzał na kobietę, która okazała się być jego matką. O ile wierzyć Tomowi.
            - Też czesałaś tak Tori? – zapytał po chwili niepewnym głosem, jakby do końca nie wiedział, czy to dobry pomysł w ogóle zaczynać ten temat.
            Destiny natomiast była zaskoczona. Najwidoczniej myślała, że Shane będzie udawał, że niczego nie wie, biorąc pod uwagę fakt, jak zareagował na prawdę.
            - Rzadko, ale czesałam. Ona bardzo tego nie lubiła. Uważała, że włosy i tak się poplączą, więc nie ma potrzeby ich wiązać. Gdy już w jakiś sposób udało mi się ją do tego namówić, siadałeś obok i bawiłeś się nimi, co jeszcze bardziej doprowadzało Tori do wścieklizny. – Nagle ucichła. Po tym odwróciła się gwałtownie i ruszyła w stronę drzwi. – Radziłabym ci Księżniczko iść już do ojca. Wiesz, że on nie lubi spóźniania się.
            Gdy wyszła, obydwoje spojrzeli na siebie. Danea w ogóle nie rozumiała zachowania Destiny. Najpierw z radością opowiada o swojej przeszłości, a po tym nagle odwraca się i wychodzi. Dopiero po chwili zrozumiała, dlaczego. Ona po prostu nienawidziła się za to, co zrobiła, dlatego nie lubiła wspominać tamtego okresu. Mimo, że w niektórych momentach wspomnienia były zabawne i miłe.
            - Rozmawiałeś o tym z Tori? – zapytała po chwili Danea.
            Shane wzruszył tylko ramionami, nadal wpatrując się w drzwi.
            - To i tak nic nie dało. Zapytałem się, kim byli nasi rodzice, a ona odpowiedziała, że nie powinno mnie to już interesować, ponieważ oni i tak już do nas nie wrócą. Nie naciskałem, ponieważ widziałam, że i tak zdenerwowała się słysząc to pytanie.
            - A rozmawiałeś z Adrianem? – zapytała po raz kolejny.
            Danea nie wiedziała, czemu, ale naprawdę zależało jej na tym, aby Shane poznał prawdę. Jemu najwidoczniej trochę mniej.
            Gdy zaprzeczył pocałowała go szybko w policzek.
            - A może powinieneś? – odrzekła, po czym ruszyła ku wyjściu, aby spędzić nudny poranek z gościmy ojca.

            Adrian, mimo zaskoczenia wielu ludzi, naprawdę nie lubił, gdy nie miał nic do roboty. Zdążył się już przyzwyczaić, że zawsze coś było. Jak nie u Danei, to u pomocników króla. Teraz do tego dołączyło sprawdzanie podopiecznych Księżniczki. Musiał zaglądać do nich, co najmniej raz na dzień, aby dowiedzieć się, czy wszystko w porządku. Ta zasada jednak nie dotyczyła ich wszystkich. Cama i Rayne starał się odwiedzać raz na tydzień, o ile w ogóle to robił. Nie miał najmniejszej ochoty spotykać się ze swoją znienawidzoną siostrą, ani z kimś, komu brakowało, co najmniej dwóch klepek w mózgu. Ta zasada również nie tyczyła się Elaine, u której pojawiał się w każdej wolniejszej chwili. Choć ich kontakt urwał się na naprawdę długi czas, nadal uwielbiał przebywać w jej towarzystwie. Tematy do rozmów nigdy im się nie kończyły, a pewien wspólny cel tylko im pomagał. Mimo tych wszystkich rzeczy, tego popołudnia naprawdę nie miał, co ze sobą zrobić. Król poprosił go, jak i innych swoich doradców i pomocników, aby nie zajmowali się żadnymi ważnymi sprawami. Swoim strażnikom kazał również pilnować miejsc, w których mogłoby znajdować się coś ważnego, coś, czego rozpowszechnienie mogłoby zagrozić królestwu. Henryk nie ufał, bowiem przedstawicielom rodu Boleyn. Pewnie nawet i do nich dotarła wieść o tym, że król chce się pozbyć swojej żony. W takim razie, mogli spodziewać się po nich wszystkiego. Jak się również okazało, tego dnia do pracy wróciła Destiny. Wyszło na to, że pracy „tej nieważnej” zostało naprawdę mało. Szybko się z tym uwinął, dlatego przez resztę czasu miał wolne. Chyba, że Danea wymyśliłaby sobie jakieś niecierpiące zwłoki zadanie, w co Adrian naprawdę wątpił. Król zaprosił ją na obrady z tymi ludźmi. Nie mogła się od tego wywinąć, mimo, że bardzo chciała.
            Adrian po raz kolejny wyjrzał za okno, jakby miał nadzieję, że coś ciekawego tam zauważy. O dziwo krajobraz w ogóle się nie zmienił. Deszcz nadal spadał z nieba, a drzewa uginały się od wiatru. Westchnął i ponownie usiadł na łóżku. Musiał się czymś zająć. Nie wiedział tylko, czym. Tego dnia odwiedził Elaine już sześć razy. Ona również miała swoją pracę, więc nie mógł tam przesiadywać. Delia nienawidziła go za to, że nie chciał pomóc jej i Tommiemu, a Alice nie ufał na tyle, aby z nią przebywać. Czekał na jakiś cud, który ku jego zdziwieniu nastąpił.
            Bez żadnego ostrzeżenia drzwi otworzyły się szeroko, po czym zamknęły z trzaskiem. Nie musiał patrzyć w ich stronę, aby wiedzieć, kto właśnie postanowił go odwiedzić. Odkąd pamiętał, Shane wchodził trzaskając drzwiami. To stało się jego znakiem rozpoznawczym. Poza tym spodziewał się jego wizyty. Wiedział, że Danea zdecydowała, co ma z nim zrobić. Nie powiedziała mu, co wybrała. Mógł się tylko domyślać. Zapewne nie omieszkała się wspomnieć Shaneowi, że to on powiedział jej, co ma zrobić. Prędzej, czy później wiedział, że zostanie odwiedzony przez tego osobnika, który albo go opieprzy, albo podziękuje.
            Wystarczyło, że Adrian spojrzał tylko na jego twarz doskonale wiedział, co takiego powiedziała mu Danea.
            - No proszę, patrzcie państwo, komu powrócił dobry humor. Czyżby jakaś dziewczyna powiedziała, że cię kocha? – zapytał trochę sarkastycznie, trochę z ciekawości, co ten mu odpowie.
            Shane jednak udawał, że tego nie usłyszał. Tak jak zresztą przy większości pytań, które mu się po prostu nie podobały, albo nie były w jego stylu. Uśmiech na jego twarzy świadczył o tym, że Adrian trafił w sedno.
            - Mogę się ciebie o coś zapytać? – powiedział przysuwając sobie drewniany stołek, który postawił przed Adrianem.
            On ledwo usłyszał to krótkie pytanie, domyślił się, o czym Shane będzie chciał z nim rozmawiać. Domyślał się, że w końcu przyjdzie do niego, aby się o to zapytać. Na twarzy Adriana pojawił się uśmiech.
            - Mam tylko nadzieję, że nie masz zamiaru zapytać się mnie o datę moich narodzin. Nie mogę sobie przypomnieć, czy był to rok 1456, czy też 1457 – powiedział zastanawiając się, czy nadal można go tak szybko wyprowadzić z równowagi.
            Shane spojrzał na niego przymrużając oczy. Domyślił się, o co chodzi. Dawno, gdy jeszcze byli ludźmi, umawiał się z Elaine i przez cały ten dzień próbowali doprowadzić Shane do furii. Najwidoczniej przestał się już tak szybko wkurzać, bo tylko popatrzył na niego z politowaniem.
            - Ja się urodziłem w 1456, więc ta druga data jest twoja – odrzekł mu. – Możesz mi odpowiedzieć na jedno pytanie, czy nie?
            Adrian doszedł do wniosku, że nie ma powodu, aby się z nim droczyć. I tak czuł, że przed nim naprawdę trudna rozmowa.
            - Dawaj – powiedział w końcu mając nadzieję, że dobrze domyślił się tematu.
            Shane przez chwilę wpatrywał się w białą ścianę, jakby to na niej szukał natchnienia.
            - Byłeś wtedy z nami, gdy wiesz…. Tom opowiedział tę historię. No, że są naszymi rodzicami. Pomyślałem, że… no, że może coś na ten temat wiesz i możesz mi powiedzieć. Danea powiedziała, że wiesz – zapytał non stop się zacinając, jakby do końca nie wiedział, jak powinien ułożyć to zadnie.
            Adrian przez chwilę miał ochotę się uśmiechnąć. Dokładnie trafił w temat tej rozmowy. Domyślił się, że ta sprawa będzie mu ciążyć. Wątpił również, aby otrzymał odpowiedz od Tori albo od Rayny. One doskonale potrafiły strzec swoich tajemnic. No może nie tak doskonale jak się spodziewały, skoro Adrian wiedział o tej sprawie.
            - A gadałeś z Tori? Najlepiej by było, gdybyś to jej się o to zapytał.
            W normalnym przypadku w ogóle nie wspomniałby o Tori. Samo jej imię go drażniło. Teraz jednak chciał wiedzieć, czy Shane się przyznał, że usłyszał tą historię, czy w ogóle poruszył ten temat.
            - Znasz przecież Tori. Tak jak zawsze ucięła rozmowę, zanim zdołałem do końca sformułować pytanie.
            - Nie, ja znałem ją, gdy jeszcze była normalna. Uciekłem dokładnie w dniu, w którym przywróciła do życia dwie ostatnie osoby. Mogę się tylko domyślić, jaka się stała po tym wszystkim. I zapewne, nie jest to nic miłego, ani przyjemnego – przerwał mu.
            Wtedy jak na przekór przed oczami stanął mu właśnie ten feralny dzień. Dzień, w którym stracił najważniejsze dla siebie osoby. Szybko wyrzucił je z oczu. Musiał się skupić na rozmowie z Shanem.
            - Wiesz coś, czy nie? – zapytał po raz kolejny, jakby trochę się wstydził tego, co wcześniej powiedział.
            - Oczywiście, że wiem. W końcu jestem bratem tej godnej pożałowania Rayny, która była przyjaciółką Tori. Najlepszą i jedyną. Nie wiem, czy wiesz, ale też byś o tym wiedział, gdybyś, choć raz zamiast bawić się tym samolotem usiadłbyś koło mnie i podsłuchał ich rozmów.
            Wtedy Adrian opowiedział mu jedno ze swoich wspomnień z dzieciństwa. Ich rodzice zginęli, gdy Rayna miała piętnaście lat, czyli dokładnie tyle samo, co Tori. Również w tym samym roku czarownica ze swoim rodzeństwem przeprowadziła się do tego niewielkiego miasteczka. Z Rayną połączyła ją od razu jakaś więź, która po tym przerodziła się w przyjaźń. Miały podobną sytuację. Rayna, tak jak Tori, postanowiła zająć się Adrianem, a nie odsyłać go do jakiejś dalekiej rodziny. O pieniądze nie musiała się martwić. Rodzice zostawili ich dużo, nawet, gdy czegoś potrzebowała Tori przychodziła jej z pomocą. Mówiły sobie wszystko. Dlatego często spotykały się w domu którejś z dziewczyn, aby porozmawiać. Zawsze zabierały ze sobą swoje młodsze rodzeństwo. Chłopcy już wtedy potrafili doskonale dogadywać się, mimo, iż uwielbiali sobie również dokuczać. Pewnego razu, gdy po raz kolejny Tori wraz z Shanem przyszła do nich, do domu Adrian postanowił posłuchać, o czym tak rozmawiają. Brat czarownicy nie widział świata poza samolotem, który został dla niego zrobiony. Biegał po całym pomieszczeniu bawiąc się nim. Adrian natomiast siedział najbliżej stołu, jak tylko się dało udając, że zajmuje się swoimi klockami, wsłuchiwał się w rozmowę. Tori drżącym głosem opowiadała Raynie o tym, jak Shane zapytał się jej, gdzie są ich rodzice. Chłopak miał wtedy dziewięć lat i była to jedna z rzeczy, którą chciał się dowiedzieć. Mimo, że uwierzył w historię, w której ich rodzice spłonęli żywcem, Tori i tak strasznie to przeżywała. Wspomniała wtedy o tym, że ma nadzieję, że nigdy nie dowie się, jaka była prawda.
            Adrian, gdy tylko mógł wsłuchiwał się w ich rozmowy. Nie mówił jednak niczego przyjacielowi. Nie chciał tego robić, puki nie poznałby całej historii. O dziwo stało się to, nie dzięki podsłuchiwaniu, tylko przez to, że sama Rayna opowiedziała mu prawdę. Siedem lat później Tori wpadła do nich do domu cała drżąca i zapłakana. Rayna od razu wzięła ją do swojego pokoju i zaczęła wypytywać, co się stało. Adrianowi udało się tylko usłyszeć to, że Tori poznała w miasteczku Destiny. Wtedy właśnie postanowił, że zapyta się o wszystko Rayny. Gdy Tori się uspokoiła i zasnęła zapytał się jej wprost. Tamta, ku zaskoczeniu brata, opowiedziała mu cała historię. A teraz Adrian przekazał ją w całości Shanejowi.
            Ten przez chwilę w zamyśleniu wpatrywał się w sufit. Adrian miał wręcz nadzieję, że o nic więcej nie będzie się go wypytywać.
            - Dziękuję – powiedział w końcu.
            Adrian podniósł brew.
            - Za co?
            - Za to, że jako jedyny z nielicznych osób, byłeś wobec mnie szczery. I za to, że pomogłeś podjąć decyzję Danei. Nigdy się nie spodziewałem, że to ty będziesz osobą, która będzie namawiać ją do takich decyzji.
            Adrian był zaskoczony faktem, że Shane podziękował mu. Nie często zdarzało się słyszeć to z jego ust.
            - W tym momencie najbardziej na świecie zależy mi na jej szczęściu. Doszedłem do wniosku z Elaine, że lepsze jest to, żeby była z tobą, niż żeby zachowywała się jak jakieś zombie.
            Adrian nie chciał mu mówić, że również powodem było to, że nie chciał, aby Danea została wydana tylko dla korzyści króla. Wolał, aby sama sobie kogoś wybrała. Obiecał sobie kiedyś jej w tym pomóc. Nawet, jeżeli miałby to być Shane.
            - Nie wiem, czy wiesz, ale zacząłem pracować w tym pałacu dokładnie w dniu, w którym Danea urodziła się w Grecji. Nie wydaje mi się, aby był to zbieg okoliczności. Poza tym, od samego początku miałem wrażenie, że patrzę na małą Eve. Danea zachowywała się dokładnie tak samo jak ona. Wszczęcie jej było pełno. Dlatego ją obserwowałem. Czułem, że chociaż ją muszę ochronić przed złem. Mimo tego, jaki ma charakter, Danea jest po prostu wyjątkowa.
            Shane pokiwał głową, zgadzając się z tym. Po tym nagle jego twarz rozbłysła, co oznaczało, że do jego głowy wpadł kolejny pomysł.
            - A pomógłbyś mi jeszcze w jednej rzeczy? Chodzi o tą sprawę z Maxem i Tommym. Wiemy, że to on zrobił, bo znaleźliśmy dowody. Delia jednak poprosiła mnie, abym tego dalej nie drążył. Obiecałem jej, że togo nie zrobię. Ta sprawa nie daje mi jednak spokoju. Może ty się domyślasz, czemu chłopak mógł coś takiego wykonać.
            W tym momencie Adrian po prostu wybuchnął śmiechem.
            - On tego sam nie zrobił. Zmusiła go do tego Tori – powiedział mając nadzieję, że wzmianka o siostrze Shanea nie wywołała u niego ataku furii. Gdy nic takiego się nie stało, a on spojrzał na niego ponaglająco, Adrian znów się zaśmiał. – Nie sądziłem, iż nadejdzie dzień, w którym będę musiał ci tłumaczyć zachowanie twojej własnej siostry. Maxem od najmłodszych lat opiekowali się Tom i Destiny. Teraz Tori mając wszędzie dookoła szpiegów dowiedziała się, że i oni tu są. Musiała się również dowiedzieć o Maxie. Jest zazdrosna o to, że rodzice zostawili was, nie opiekowali się wami, a do tego matka obarczyła ją swoją własną mocą, a Maxa przygarnęli pod swój dach i wychowali jak swojego. Tori kierowała zazdrość. Tommy psychicznie jest nadal dzieckiem, dlatego łatwo jest nim kierować. Wykorzystała go i za pomocą tych swoich czarów rozkazała mu zabić Maxa. Po tym, pod jakimś pretekstem pojawiła się obok i przez przypadek zobaczyła umierającego człowieka. Ożywiła go, robiąc na złość Tomowi i Destiny. Wiedziała, że oni, a zwłaszcza Destiny nienawidzi się za to, co zrobiła, dlatego Tori postanowiła ich ukarać zamieniając Maxa w jednego ze swoich potworków.
            Po tym, jak Shane wysłuchał całej historii Adriana, zaskoczył fakt, że ten się ze wszystkim zgadzał. Nie wykłócał się o nic, nie wkurzał, gdy ten specjalnie mówił coś źle o jego siostrze. To było zaskakujące.
            Shane podziękował Adrianowi za pomoc, co również było dziwne. Ten szybko uświadomił sobie, że powodem tej zmiany mogła być właśnie Danea. Gdy Shane miał już zamiar wyjść, odwrócił się nagle.
            - Nie uważasz, że powinieneś byś szczery z Daneą. Ona ci ufa i mówi ci o wszystkim. Dlaczego więc ty nie chcesz opowiedzieć jej swojej historii?
            W normlanym przypadku Adrian miałby milion wymijających odpowiedzi. Tym jednak razem doszedł do wniosku, że nie ma sensu kłamać, skoro Shane znał prawdę.
            - A po co Danea ma słuchać o tym, jak moja kochana siostrzyczka mnie oszukała, a po tym powiesiła się, aby wymusić na Tori przemianę? Po co mam wspominać jej, co zrobiła, aby mnie zatrzymać przy sobie, co jak widać jej się nie udało?
            Shane wzruszył ramionami.
            - Po porostu zasługuje na szczerość – odpowiedział, po czym wyszedł.
            Adrian jeszcze przez chwilę wpatrywał się w zamknięte drzwi. Wiedział, że Shane ma rację. Danea zasługiwała na to, aby wiedzieć. Nie chciał jej jednak o tym mówić. Jego przemiana była ściśle związana z historią Rayny, której po prostu się wstydził. Nie można było opowiedzieć jednej, bez wspomnienia o drugiej.
            Adrian starał się nie myśleć o tamtych czasach, ale i tak przed jego oczami stanął właśnie tamten okres. W momencie, w którym Shane został ożywiony przez Tori, u Adriana jeszcze nie pojawiły się oznaki choroby. Przyjaciel opowiedział mu o wszystkim, co mu się przytrafiło. W momencie, w którym sam zachorował od razu kazał przysiąść Raynie, że nie namówi Tori, aby i jemu pomogła. Jak się okazało Rayna zrobiła to, co uważała za słuszne. Wpłynęła na Tori, która w momencie, gdy ten umierał ożywiła go. Gdy Adrian był jeszcze w trakcie śpiączki po przemianie, słyszał wszystko, co działo się dookoła niego. Jedną z rzeczy, którą usłyszał była kłótnią między Tori, a Rayną. Jego siostra próbowała namówić swoją przyjaciółkę, aby i ją przemieniła. Tori nie chciała się na to zgodzić. To, co stało się później wiedział tylko z opowieści. Następnego dnia, gdy Tori wybrała się na targ do miasteczka, Rayna zostawiła jej wiadomość. Tori ledwo ją przeczytała, to pobiegła do swojej przyjaciółki. Zastała przerażający widok. Rayne przywiązaną do drzewa ze sznurem na szyi. Mimo, że poprzedniego dnia zastrzegała się, że tego nie zrobi, ożywiła przyjaciółkę. Gdy Adrian się obudził, zobaczył Rayne leżącą obok siebie, jeszcze w śpiączce. Już wtedy domyślił się, co takiego zrobiła. Nie myślał jednak, że była taka głupia.
            Adrian szybko odgonił wspomnienia. Nie chciał przypomnieć sobie tych jeszcze gorszych, tych, przez które opuścił Przeklętych.
            Położył się na łóżko wiedząc, że i tak nie ma nic więcej do roboty. Nim się spostrzegł już spał, a te niechciane wspomnienia przekształciły się w sen.

            - Nie wydaje mi się, aby był to dobry pomysł – powtórzył po raz któryś z kolei Adrian.
            Shane popatrzył na niego zastanawiając się, po co go w ogóle ze sobą wziął. To, co powiedział jego przyjaciel usłyszał już chyba po raz setny tego dnia.
            - Czego ty się boisz? – zapytał. – Tego, że Delia będzie nam do końca życia wypominała, że przyszliśmy do niej do domu bez uprzedzenia, czy Tommiego, który się na ciebie rzuci, bo będzie chciał się pobawić, czy może tych jej parszywych rodziców, którzy zapewne nawet nie zauważą, że się tu pojawiliśmy?
            Adrian westchnął głośno. Nie miał ochoty po raz kolejny powiedzieć, że od samego rana ma złe przeczucia. Nie chciał również powtarzać, że ku jego nieszczęściu zazwyczaj one się sprawdzały. Czuł, że tym razem, choćby poruszył niebo i ziemię nie przekona Shanea do tego, aby nie włamywał się do domu Deli. Westchnął po raz kolejny, gdy ręka Shanea znalazła się na klamce i nacisnął na nią lekko.
            - Wiesz, czego boję się najbardziej? – zaczął, mając nadzieję, że chociaż w taki sposób go zatrzyma. – Tego, że kiedyś wejdziemy do tego domu i zobaczymy coś, na co nie będziemy mogli poradzić.
            Shane spojrzał na niego odwracając głowę.
            -Ty już chyba popadasz w paranoję. Wyluzuj trochę, jeszcze zobaczysz, że będziemy się z tego śmiać.
            Ledwo skończył swoje zdanie, popchnął drzwi, które otworzyły się z cichym skrzypieniem. Shane od razu ruszył do środka. Adrian chcąc, nie chcąc ruszył za nim. Minęli ciemny korytarz, po czym weszli do niewielkiej kuchni. Na samym progu Adrian zderzył się z Shaneem, który zatrzymał się gwałtownie. Nie zdążył zapytać, o co chodzi, gdy przyjaciel przesunął się tak, że i on zobaczył to, co go tak przeraziło. Na ziemi, z szeroko otwartymi oczami leżała Delia. Jej szara sukienka była rozerwana, aż do samego pępka. Nie miała na sobie bielizny, co jeszcze bardziej przeraziło Adriana. Na całym jej ciele było widać pełno siniaków, a jedna z rąk była wykręcona w dziwny, nienaturalny sposób. Oczy miała szeroko otwarte, ale ona sama się nie ruszała. To mogło oznaczać tylko jedno. Ten bydlak ją zgwałcił, przez co umarła.
            - Cholera – powiedział po chwili ciszy Shane.
            Po tym nagle gwałtownie rzucił się w jej stronę. Przyłożył rękę do jej czoła.
            - Jeszcze jest ciepła, czyli musiała umrzeć niedawno. Adrian znajdź szybko jakiś koc, albo prześcieradło.
            Chłopak potrzebował chwili, aby zrozumieć, o co jest proszony. Dopiero, gdy Shane po raz drugi powtórzył jego imię, rzucił się w stronę drzwi, które znajdowały się zaraz obok. Na jego szczęście już tam znalazł jasny, pomarańczowy koc walający się po ziemi. Złapał za niego i zaniósł Shaneowi. Pomógł mu szczelnie owinąć ciało Deli. Po tym wziął ją na ręce i ruszył w stronę drzwi.
            - Cholera, zapomnieliśmy o Tommym – krzyknął po chwili Shane, gdy znajdowali się już na zewnątrz.
            Adrianowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Wrócił biegiem do domu i przeszukał jego każdy kąt. Tommiego jednak nie znalazł. Najszybciej jak umiał zaczął biec w stronę domu Tori, do którego była niesiona Delia. Dogonił go dopiero pod sam koniec.
            - Nie ma go – wydyszał z siebie, gdy znaleźli się już pod budynkiem. – Shane, załatwisz to sam, prawda? Wiesz, że ja nie chcę tego oglądać.
            Chłopak kiwnął głową, po czym wszedł do środka zostawiając przyjaciela na zewnątrz. Adrian stał tam jeszcze przez chwilę, zanim jego oddech się ustabilizował i postanowił wrócić do domu. Nie musiał się martwić, że spotka tam Rayne i jej niewygodne pytania. Ona już z nim nie mieszkała. Wyprowadziła się do Tori, co było jej na rękę skoro przez cały czas zarywała Shane, który udawał, że jej nie zna. Zrobiła to, ponieważ nie podobała jej się osoba, która pojawiła się w życiu Adriana, a dokładnie w tym domu. A nawet dwie takie osóbki. Pierwszą z nich była Serene. Adrian bez problemu mógł powiedzieć, że była to jego partnerka. Problem był taki, że nie potrafił tego powiedzieć. Mieszkali razem, niedługo mieli wziąć ślub, ale oprócz przyjaźni i zaufania nie było między nimi niczego więcej. Shane przez cały czas powtarzał mu, że ten związek jest bezsensowny i nie przetrwa długo. Adrian uważał podobnie i zapewne porzuciłby Serene, gdyby nie pewien problem, nawet całkiem mały. Kiedyś, z powodu własnej głupoty i alkoholu znalazł się z nią w łóżku. Kilka miesięcy później okazało się, że dziewczyna jest w ciąży, a rodzice z tego powodu chcą wyrzucić ją z domu. Dlatego też Adrian przygarnął ją pod swój dach. A to wszystko z powodu poczucia winy. Na początku kłócili się bardzo często, dlatego wszyscy myśleli, że to się szybko zakończy. Po tym jednak na świat przyszła mała Eve, którą Adrian pokochał z całego serca. I to właśnie dla niej nie zostawił Serene i to, aby stworzyć jej pełną rodzinę. Rayna i Shane nie popierali tego, dlatego jego siostra w ramach buntu wyprowadziła się z domu.
            Teraz, gdy tak szedł na skróty do siebie, zastanawiał się, co takiego mogło się przytrafić Deli i gdzie zniknął Tommy. Delia wkurzała wszystkich, chyba oprócz Elaine. Dlatego, mimo że dziewczyna była od niego młodsza o dziewięć lat, wraz z Shane uwielbiali robić jej niewielkie psikusy. Zazwyczaj kończyło się tym, że znajdowali coś podobnego u siebie w domu. Nie mieli z nią żadnej wojny, tylko takie niewielkie sprzeczki. Wszyscy również wiedzieli, co dzieje się u niej w rodzinie. Nikt jednak nie był wstanie zareagować i coś z tym zrobić. Adrian mógł się domyśleć, że temu wszystkiemu był winien ich ojciec, nie miał jednak żadnych dowodów.
            Im był bliżej domu, tym miał coraz większe złe przeczucie. Nie dawało mu ono spokoju od samego rana, i to go właśnie martwiło. Gdy znalazł się pomiędzy drzewami, które otaczały jego dom, usłyszał głośny i histeryczny krzyk Serene. Kiedy był już wstanie zobaczyć, co się tam dzieje, ujrzał kogoś, kogo nie powinno tam być. Odkąd Serene wprowadziła się do tego domu, a jego siostra z niego uciekła, nie bywała tutaj zbyt często. No chyba, że była pewna, że zastanie tam swojego brata. Teraz stała tam, odwrócona tyłem do Adriana i wpatrywała się w rozhisteryzowaną Serene. Adrian dopiero po chwili zobaczył coś niewielkiego leżącego niedaleko nich na ziemi. Coś, co przypomniało dziecko. Dziecko, które się nie ruszało. Gdy Adrian zrozumiał, co tam tak naprawdę się dzieje, chciał wyskoczyć z pomiędzy tych drzew. Nie zdążył tego jednak zrobić. Dokładnie w tym samym momencie, w którym on o tym pomyślał, Rayna rzuciła się na Serene, po czym wbiła jej coś w okolicę klatki piersiowej. Dziewczyna instynktownie złapała się za to miejsce, po czym osunęła się na ziemię. Dopiero wtedy Adrian zareagował. Wyskoczył z pomiędzy drzew z imieniem dziewczyny na ustach. Uklęknął obok niej, w ogóle nie zwracając uwagi na Rayne. Oczy Serene były szeroko otwarte, dokładnie tak, jak oczy Deli. W klatce piersiowej znajdował się niewielki sztylet. Dziewczyna nie ruszała się. Adrian odwrócił jeszcze na chwilę głowę, aby spojrzeć na to, co wcześniej uznał za ciało dziecka. Tak jak się spodziewał, w trawie zobaczył niewielkie ciało trzyletniej Eve. Nie podszedł jednak do niej. Odwrócił się w stronę Rayny, która zamiast uciec wpatrywała się w niego z szeroko otwartymi, przestraszonymi oczami.
            - To nie tak, jak myślisz – wyjąkała i zaczęła się cofać do tyłu.
            Adrian z furią w oczach wstał ze swojego miejsca. W tamtej chwili w ogóle nie myślał. Ułamał gałąź z drzewa, po czym rzucił się w kierunku przerażonej siostry. Nie pamiętał, co dokładnie takiego zrobił, ale efekt był taki, że ów gałąź przeszyła na wylot jej gardło. Dopiero widok krwi Rayny otrząsnął go z tych emocji. Usiadł na ziemi i zaczął płakać. Nie płakał przez to, co zrobił, tylko przez to, co stracił. Przez małą Eve, która miała całe życie przed sobą. Płakał przez Serene, która, mimo, że nie kochał jej, darzyła go ciepłem. Płakał za tym, co właśnie utracił. Dopiero po chwili uświadomił sobie, że to, co zrobiła Rayna nie mogło być jej pomysłem. Musiała w tym palce maczać Tori. A skoro wiedziała o tym Tori, to również i Shane.
            Decyzja, którą podjął była spontaniczna, ale po tym nie żałował jej. Poszedł do domu, zabrał wszystkie potrzebne mu rzeczy i uciekł. Był pewien, że Rayna nie żyje, aż do momentu, w którym spotkał ją dziesięć lat później. Od tej chwili nienawidził jej jeszcze bardziej i nie chciał mieć z nią niczego wspólnego. Nie chciał nawet wysłuchać jej tłumaczeń. Zabiła i musiała ponieść za to karę.
Ktoś oglądał tą bajkę? ja się w niej zakochałam *.* a już w ogóle w tej piosence! do tego wszystkiego jakoś pasowała mi do tego rozdziału ;> a bynajmniej do tego początku.

Rozdział wygląda inaczej niż chciałam go przedstawić. nawet nie wiem, w którym momencie wyszło mi trzynaście stron worda. miało w nim pojawić się jeszcze kilka innych wątków, ale jak widać nie udało mi się ich dodać. przez to też księga powiększy się o kolejny rozdział ;> zamiast siedmiu będzie osiem. mam nadzieje, że nie będziecie mieli mi tego za złe.
początek miał być bardziej romantyczny, ale jakoś mi nie wyszedł... mówi się trudno. może w następnym będzie wyglądać to lepiej ;>

W ogóle to jestem wkurzona na blogspot. nie wiem czy poprzedni rozdział pojawił się u obserwowanych. z tego co wiem u kilku osób nie. Link do poprzedniego będziecie mieli tam z boku ;> mam nadzieje, że chociaż ten się opublikuje!

Do zobaczenia za dwa tygodnie! wtedy właśnie zaczynam ferie ;>

4 komentarze:

  1. Wiesz, co podoba mi się w tym opowiadaniu? Spójność między dialogami a opisami. Być może już o tym mówiłam, ale za każdym razem zauważam te dobrze wyważone proporcje.
    A, i jeszcze imiona. Mam wrażenie, że są wyjątkowo dobrze przemyślane. Pasują do postaci. Katarzyna np. kojarzy się z doniosłością. Dobrze, że używasz takiej formy - Kasia nie miałoby już tej magii. Rozumiesz? :D Czasem mam problem z wyjaśnieniem, o co mi właściwie chodzi.

    Pozdrawiam i zapraszam na rozdział piąty. (Sinusoida-Emocji)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak myślisz. a co do imion to doskonale zrozumiałam o co Ci chodzi. powiem Ci szczerze, że nigdy nie myślałam czy imię będzie pasowało do bohatera. dawałam zawsze takie, które mi się podobało. może jest takie wrażenie ponieważ staram nie dawać się żadnych pospolitych imion tylko wyszukać takie mało znane.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Katarzyna nie jest imieniem znanym? :)) Jest imieniem stale bardzo popularnym. Z interpretacją życia Henryka VIII moooocno popłynęłaś. OK, OK, braki z historii się kłaniają.
      Pomysł na opowiadanie jest ciekawy, choć znajduję w nim wiele błędów, czy to odnośnie wydarzeń historycznych czy też relacji międzyludzkich a najbardziej widoczne w określaniu czasu, zamysł jest do uratowania, po prostu przeczytaj sama całość, a dostrzeżesz błędy. Kiedy wrzucasz swój tekst do sieci, licz się z tym, że mogą trafić na niego osoby, z którymi nie masz układu pitolenie za pitolenie. Pomysły masz, tylko je dopracuj. Trzymam kciuki za efekty Twojej pracy.

      Usuń
  2. Her Reno!
    Dawno nie komentowałam, ale się poprawię:) mam coraz mniej czasu(niestety)... Bardzo podobają mi się twoje rozdziały. Są cudne! Wszystkie! Niecierpliwie czekam na następny:D
    Gooorąco pozdrawiam!!!!
    Watashi

    OdpowiedzUsuń

wykonała Anaya