poniedziałek, 6 stycznia 2014

V. Rozdział 4

            Gdy Danea miała pięć lat, a najważniejszą dla niej osobą (zaraz po matce) była Destiny, to uwielbiała spędzać czas w jej towarzystwie. Kobieta nie była wtedy jeszcze taka stara, dlatego bez problemu mogła wykonywać wszystkie powierzone jej prace. Księżniczka chodziła za nią krok, w krok przyglądając się jej, niekiedy pytając o jakieś głupoty, bądź przez przypadek psując coś. Później zaczęła robić to samo w przypadku Adriana. Wtedy jednak jeszcze nie znała go tak dobrze, dlatego musiała zadowolić się nudną pracą Destiny, która niekiedy potrafiła dawać wiele uśmiechu i radości. Pewnego dnia, gdy zima była już u kresu swojego władania, kobieta wzięła Księżniczkę na spacer po ogrodach. Zrobiła to potajemnie, ponieważ król bał się, że jego mała córeczka zachoruje i umrze, tak jak kilkoro innych dzieci. Ona jednak miała bardzo dobrą odporność i nawet niższe temperatury nie pozbawiały jej zdrowia. Danea lubiła śnieg, dlatego Destiny, gdy tylko nadarzyła się ku temu okazja wyprowadzała ją na świeże powietrze, aby dziewczynka mogła się pobawić w białym puchu. Tego dnia temperatura na zewnątrz była równa jednemu stopniowi, dlatego śnieg powoli zaczął się topić. To jednak nie przeszkadzało małej w ulepieniu bałwana, czy rzucaniu śnieżkami w Destiny. Po godzinie spędzonej na świeżym powietrzu, gdy miały już wracać, Danea zobaczyła niewielkie poruszenie się trawy na skraju lasu.  Wcześniej, aby nie zapuszczała się w tamte tereny, ojciec opowiedział jej o wilku, który tam grasuje i pożera małe dziewczynki. Po jakimś czasie Księżniczka zrozumiała, że to tylko bajka wymyślona na jej potrzebę, wówczas jednak tego nie rozumiała. Pisnęła przerażona i schowała się za plecami Destiny. Ta, gdy po raz kolejny zobaczyła niewielkie ruchy w trawie, udała się w tamtą stronę. Ukucnęła koło miejsca, w którym zaobserwowały poruszenie, po czym wydala z siebie zduszony krzyk. Nadal jednak siedziała w tym samym miejscu, dlatego Danea przełamała strach i poszła w tamtą stronę, zaintrygowana. Była niemal tak samo zaskoczona jak Destiny, gdy w trawie zobaczyła skulone ciało jakiegoś chłopca. Była mała, ale prawie pewna, że nigdy wcześniej nie widziała go w pałacu, oraz że nie powinien tak leżeć w taki ziąb. Destiny szybko się opamiętała. Pospiesznie zdjęła z siebie pelerynę i szczelnie owinęła w nią chłopca, który musiał stracić przytomność, ponieważ już się nie ruszał, ale oddychał. Po tym z szybkością godną jej matki, gdy dowiedziała się, że jej pociecha znów coś przeskrobała, ruszyła w stronę swojego domku, który znajdował się niedaleko. Jednym pchnięciem otworzyła drzwi, po czym położyła go na twardym łóżku i od razu przykryła grubą, ciepłą pierzyną i kilkoma kocami. Kobieta od razu ruszyła w stronę paleniska, nad którym wisiał niewielki kociołek, zapewne z zupą. Szybko rozpaliła ogień i nerwowo zaczęła mieszać zawartość kociołka. Danea nie interesowała się tym, co robiła jej opiekunka. Nią bardziej fascynował chłopiec, którego znalazły. Po jego twarzy było widać, że jest od niej o kilka lat straszy. Ciemne włosy, trochę za długie, w których bez problemu można było znaleźć zeszłoroczną trawę i kamyczki, były rozsypane po poduszce. Ciało było szczelnie przykryte wieloma warstwami, ale już wcześniej dziewczyna zdołała zauważyć, że był strasznie chudy. Przez skórę widoczna była każda, nawet najmniejsza kostka, a żyły wyglądały niczym jakieś starożytne znaki. Dziewczynka siedziała tak przyglądając się chłopcu, dopóki się nie ocknął. Spojrzał wtedy na nią takim wzorkiem, jakby zobaczył anioła zstępującego na ziemię. To jednak nie zapadło jej w pamięć tak bardzo jak szok, który przeżyła, gdy otworzył oczy. Była mała, ale wiedziała jedno - jego oczy były takie same, jak jej.
            Teraz, mimo że Księżniczka nie chciała się przed nikim do tego przyznać, sytuacja wyglądała tak samo. Max, którego odnalazła wraz z Destiny piętnaście lat wcześniej, znów leżał w trawie, nieprzytomny. Jego ciało nie było jednak wychudzone, tylko całe pokryte jeszcze ciepłą warstwą jego własnej krwi.  A Danea tak samo jak wtedy siedziała nad nim z szeroko otwartymi oczami nie wiedząc, co ma zrobić. Wiedziała, że oddycha, wiedziała, że nie umrze, nadal jednak się bała. Nie wiedziała czy to, co zrobiła Tori wystarczyło. Nie wiedziała, jakie będą tego konsekwencje. W tym momencie czuła się, że tak naprawdę to nic nie wie.
            Zbawieniem dla niej okazało się pojawienie Shanea u jej boku. Spojrzał szybko na Maxa, po czym jednym szybkim ruchem podniósł go i zaczął iść w stronę domy Destiny i Toma. Danea cieszyła się, że choć jedna osoba ma na tyle rozumu, aby cokolwiek zadziałać. Mimo swojego stanu dziewczyna ruszyła biegiem za Shanem. Wyprzedziła go, aby jako pierwsza znaleźć się koło drzwi. Zapukała w nie głośno i gwałtownie. Po chwili zrobiła to ponownie. Dopiero wtedy usłyszała czyjeś głośne kroki. Gdy drzwi otworzyły się, Tom z zaskoczeniem spojrzał na Księżniczkę, która stała u progu. Nigdy wcześniej nie zdarzyło jej się przyjść do nich o tak wczesnej porze. Nigdy w tak pogniecionej i brudnej sukience i nigdy w tak potarganych włosach, jakby nie widziały szczotki od dawna. Po tym jednak wzrok mężczyzny spoczął na Shaneu. Dopiero wtedy na jego twarzy zobaczyła przerażenie.
            Przez tydzień Destiny opiekowała się chłopakiem, jakby był to jej własny syn. Zabierała ze sobą również księżniczkę, dlatego ta mogła zobaczyć, jak bardzo kobiecie zależy na zdrowiu nieznajomego dziecka. Chłopiec na początku nie chciał rozmawiać. Nie mówił nic, tylko wpatrywał się w ściany i sufit. Dopiero, gdy pewno dnia mała księżniczka zirytowana tym, że musi cały dzień przesiedzieć w jednym pokoju z chłopcem, który nie chce z nią rozmawiać, powiedziała, że nigdy więcej nie przyjdzie do tego domu, aby się z nim spotkać, zareagował. Mimo, że był słaby, zerwał się z łóżka i złapał dziewczynę za rękę. Poprosił ją wtedy, żeby jej nie zostawiała. To wystarczyło dziewczynce, ponieważ sama bała się zostawać w pustym pokoju przez mężczyznę, który prawie jej nie zabił. Usiadła koło niego i zaczęła opowiadać i chwalić Destiny, jaka to jest dobra i miła dla wszystkich. Były to tylko przechwałki małego dziecka, ale podziałały na Maxa. Następnego dnia odezwał się do kobiety dziękując jej za to, że mu pomogła. Od tamtego momentu, bardzo powoli, zaczął otwierać się na nowych ludzi i powoli zaczął im ufać.
            Po tygodniu, w którym Destiny nie wyobrażała sobie swojego życia bez tego dziecka, poszła do króla i opowiedziała mu o swoim znalezisku. Opowiedziała mu również o swoich obawach, że matka chłopca chciała go po prostu zamordować, dlatego zostawiła go podczas mrozu na dworze. Król zgodził się, aby kobieta zajęła się chłopcem i aby zamieszkał wraz z nimi. Zastrzegł jednak, że gdy matka dziecka zostanie odnaleziona, Max będzie musiał trafić znów do swojej rodzicielki.
            Max jednak mieszał z Destiny i Tomem od piętnastu lat i nie zapowiadało się, aby pragnął to zmienić. Znaleźli jego matkę, ale to i tak nie powstrzymało kobiety przed zatrzymaniem chłopca. A było to dość proste, gdy wszyscy dowiedzieli się, co ta zrobiła. Obydwoje zżyli się z Maxem, dlatego Danea nie była zaskoczona, gdy zareagowali w taki sposób. Szokiem i przerażeniem jeszcze większym niż w momencie, w którym został odnaleziony.
            Gdy Shane zauważył, że szok przejął kontrolę nad mężczyzną, przepchnął się koło niego, a Danea ruszyła za nim. Szybko odgarnęła pościel z łóżka, które stało najbliżej tak, aby mógł go tam położyć. O dziwo, było to dokładnie to samo łóżko, na którym leżał nieprzytomny piętnaście lat wcześniej. Jak się okazało Destiny szybko się pozbierała. Mimo, że kręgosłup bardzo lubił jej dokuczać, prędko ruszyła w stronę nadal nieprzytomnego Maxa. Rozerwała jego czerwoną od krwi koszulę i szybkimi ruchami zaczęła zdzierać jej resztki z torsu chłopaka. Danea wiedziała, że Destiny szuka rany. Czuła jednak, że jej nie odnajdzie. Zamiast rany zobaczyła tylko kilkucentymetrowy różowawe uwypuklenie, które równe dobrze mogło być blizną, dokładnie w miejscu, w którym został zraniony.
            Kobieta dopiero po chwili zorientowała się, że żadnej rany nie odnajdzie. Wtedy spojrzała na Danee i Shane.
            -Co się stało? – zapytała takim głosem, jakby to oni byli za to odpowiedzialni.
            Danea bardzo chciała jej odpowiedzieć. Chciała powiedzieć wszystko, co wie. Chciała też, aby Maxowi nic się nie stało. Nie była jednak wstanie niczego odrzec. Po jej twarzy znów pociekły łzy. Zaczęła szlochać głośniej niż wcześniej planowała. Po chwili osunęła się na ziemię i objęła rękoma kolana, jakby to miało pomóc. Nie przestała jednak płakać. Zauważyła nawet, że odkąd pojawił się Shane i te wszystkie problemy wraz z nim, płakała zbyt często. Było to dziwne, ponieważ wcześniej zdarzało jej się płakać tylko w ostateczności, w zamkniętym pokoju, bez świadków. Tego nauczył ją ojciec. Że nie można okazywać uczuć, bo ktoś może je przeciwko tobie wykorzystać. Odkąd pojawił się Shane przestała na to zwracać uwagę i płakała, gdy tylko zaszła taka potrzeba. Różnica również była taka, że wcześniej, gdy jej się to zdarzało, nikogo nie było przy jej boku. Teraz zawsze w jakiś dziwny sposób, gdy czuła się źle przy jej boku pojawiał się Shane. Mimo, że często nie wiedział, co jest powodem wybuchów Księżniczki, zawsze musiał ją pocieszyć i sprawić, że się uspakajała. Teraz było identycznie.
            Usiadł koło niej na podłodze i przygarnął ją do siebie. Nie zwracał uwagi na zdziwione twarze Toma i Destiny. Oni najmniej go interesowali. Dziewczyna położyła swoją głowę na jego ramieniu i powoli zaczęła się uspokajać. Nie wiedział, czemu, ale zawsze w takich momentach wplatał rękę w jej włosy. Nie wydawało mu się, że to jakoś pomaga, ale lubił to robić. Był to w sumie jednany moment, w którym mógł to zrobić bez żadnych głupich pytań, czy tłumaczeń. Niekiedy tylko musiał wysłuchiwać jej pretensji, że po raz kolejny zniszczył jej fryzurę. To jednak było lepsze od jej płaczu. O niebo lepsze. Teraz w ogóle nie przejmował się jej fryzurą. Mimo że starała się przygładzić włosy, gdy wychodziła z szopy one i tak stręczył w każdym możliwym kierunku. Nie mówił jej tylko tego, ponieważ dla niego wyglądała uroczo. Delikatnie przesuwał dłonią po jej rudych włosach, zastanawiając się czy to, co robią ją uspokaja, czy ten dotyk znaczy dla niej tyle, ile dla niego.
            Danea w końcu się uspokoiła, co również oznaczało, że odsunęła się do Shane. Nie poprawiła włosów, tak jak za każdym innym razem. Teraz było jej wszytko jedno. Mimo, że ani Tom, ani Destiny nie prosili ją o to ponownie, zaczęła opowiadać im całą tą historię. Nie pominęła żadnego fragmentu, wraz z tym, że obudziła się w szopie nic nie pamiętała, czy tego, kim jest Tori i co zrobiła. Oczekiwała, że zobaczy na twarzy mieszkańców domu zaskoczenie i przerażenie tym, że naokoło nich mogą mieszkać nadnaturalne istoty. Oni jednak spojrzeli na siebie. Danea nie potrafiła odczytać wiadomości, którą sobie przekazali. Dopiero wtedy Tom oderwał wzrok od swojej żony i skupił się na Księżniczce.
            -Pamiętasz cokolwiek z tego wieczoru? Może jakiś przebłysk tego, co mogło się stać? No i powód, dla którego znalazłaś się z nim w szopie? – Popatrzył oskarżycielsko w stronę Shanea, jakby był jej ojcem i osądzał go o spędzenie nocy z jego córką i tu raczej nie chodziło mu o leżenie obok siebie.
            Dziewczyna zaprzeczyła, spuszczając wzrok. Czuła się dziwnie, gdy widziała ten oskarżycielski wzrok Toma. Wtedy Shane przejął inicjatywę i zaczął z przejęciem opowiadać historyjkę, którą jeszcze jakiś czas wcześniej opowiadał jej. Robił to jednak o wiele bardziej przekonująco, niż gdy jej to mówił. Wywnioskowała to z tego, że obydwoje mu uwierzyli.
            W tym samym czasie Danea przyglądała się nieprzytomnemu Maxowi. Nie mogła zrozumieć, czemu jeszcze się nie obudził. To tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że nawet, jeżeli ma książkę, to i tak nie oznacza, że wie wszystko. Wtedy z zaskoczeniem zauważyła coś czarnego, co zaczęło pojawiać się na jego plecach. Niepewnie przysunęła się, aby przyjrzeć się temu lepiej. Wyglądało prawie jak większa wersja nietoperzych skrzydeł. Danea dotknęła ich. Były przyjemne w dotyku, niczym jedwab. Gładkie, choć niekiedy można było natknąć się na jakąś kostkę. Najbardziej zaskakujące było to, że te skrzydła były ciepłe. Gdy dotknęła niepewnie jego ręki zrozumiała, że ma taką samą temperaturę, jak jego ciało. Tak jakby były jego częścią.
            Wtedy dopiero zrozumiała, co to jest. Znak przemiany.
            -Dopóki się nie przebudzi, wszystko może się zmienić w jego wyglądzie – powiedział cicho Shane.
            Wtedy dopiero zauważyła, że zakończył już swoją opowieść i dziwnym zatroskanym wzorkiem wpatrywał się w dziewczynę.
            -Chyba – zaczęła Destiny, ale głos się jej lekko załamał. – Chyba powinnaś wracać na zamek. Ktoś może zorientować się, że cię nie ma.
            Danea przyznała jej rację. Nie chciała zostawić Maxa, ale wiedziała, że raczej nikomu nie spodoba się to, że nie znajdą jej w komnacie. Powoli wstała i ruszyła w stronę drzwi. Nie odwróciła się. Nie mogła. Wiedziała, że gdyby to zrobiła, nie byłaby wstanie już stąd wyjść. Jak się okazało, Shane ruszył za nią. Cieszyło ją to, że nie zostawił jej samej.
            Szli w ciszy, bo Danea nie miała siły o niczym rozmawiać. On i tak powinien wiedzieć, jak się czuła. Odezwała się dopiero, gdy znaleźli się niedaleko zamku.
            -Okryjesz mnie iluzją, tak, aby nikt nie zauważył, że to ja? – zapytała niepewnie.
            Chłopak kiwnął głową. Dziewczyna nie poczuła nic, ale to nie oznaczało, że nic się nie stało. Ufała mu. Wiedziała, że zrobił wszystko, tak jak powinien. Niepewnie złapała go za rękę. W tym momencie potrzebowała czyjejś bliskości. On nie protestował. Bez słowa przeprowadził ją obok strażników, a po tym zaprowadził w stronę jej komnat. Puścił jej rękę dopiero, gdy zobaczyli, że ktoś był w jej pokoju.
            Nie spodziewała się, aby ktoś dowiedział się, że jej nie ma. Zazwyczaj wstawała o późniejszej porze, dlatego miała nadzieję, że nikt tego nie zauważył. Myliła się jednak. Na środku jej pokoju, tyłem do drzwi stał Adrian. Gdy usłyszał, że ktoś wchodzi, odwrócił się gwałtownie. Danea jeszcze nigdy wcześniej nie widziała na jego twarzy tylu emocji. A przede wszystkim strachu. To właśnie ją zaskoczyło. Niby, czym miał się martwić?
            Sama siebie zaskoczyła tą reakcją. Rzuciła się w jego stronę i przytuliła się do niego, mając nadzieję, że jej nie odepchnie. On jednak był na tyle zaskoczony tym, co się stało, że sam mocno przygarnął ją do siebie. Jego uścisk był inny od tego, którym obdarowywał ją Shane. Przytulił ją, jakby była jego siostrą, czy kimś z rodziny. To, co robił Shane już dawno wykroczyło po za granice normy.
            Adrian po chwili puścił ją, ale nie odsunął do siebie. Położył swoje dłonie na jej policzku i przypatrywał się twarzy Księżniczki, jakby oczekiwał, że znajdzie tam odpowiedź na swoje pytania. Po tym z wściekłością na twarzy spojrzał w stronę Shanea.
            -Co to miało znaczyć? – zapytał groźnie, co utwierdziło dziewczynę, że pytanie nie było skierowane do niej.
            W odbiciu lustra, które stało za Adrianem zobaczyła, jak Shane ruchem głowy pokazuje mu, aby wyszli na korytarz. To nie spodobało się Księżniczce. Mogło oznaczać tylko jedno – nie powiedział jej o wszystkim, co działo się wczorajszego wieczoru.
            Adrian znów przeniósł wzrok na nią. Był o wiele łagodniejszy, ale i tak było widać czającą się tam wściekłość.
            -Zostań tu, dobrze? Za chwilę przyślę do ciebie jakąś dziewczynę, aby przygotowała ci kąpiel.
            Nie powiedział nic więcej, tylko ruszył do wyjścia. Po tym została sama w czterech ścianach, z niechcianymi wspomnieniami. Nie miała jednak siły po raz kolejny odtwarzać sobie tego, co stało się z Maxem. Postanawiała skupić się na czymś innym. Na uczuciach, które ostatnio zaczęły robić się sprzeczne. Kiedyś, gdyby ktoś kazał jej wybrać kogoś, kogo miałaby uratować, bez zastanowienia wybrałaby Adriana. Zapewne zaskoczyłaby tym wszystkich, ale to on był dla niej najważniejszy. Znał wszystkie jej sekrety, wiedział, co lubi, a czego nie. Mimo, że nie była mu wstanie okazać tych wszystkich uczuć, to on był dla niej najważniejszy. Kochała go, ale tylko taką miłością, jaką można darzyć przyjaciela, albo brata. Gdyby ktoś zapytał ją o to teraz, nie wiedziałaby, co ma odpowiedzieć. Musiałaby wybrać pomiędzy Adrianem, a Shanem. Z tym drugim sytuacja była o wiele dziwniejsza. Znała go dopiero od niedawna. Jednak w ciągu tego czasu, mimo, że go odtrącała, on doskonale ją poznał. Zawsze miała go u swojego boku, gdy tego potrzebowała. Niekiedy ją tym irytował, ale zawsze mówił jej, co myśli o danej sytuacji. Nie traktował jej jak jakiejś świętej, której nie można dotknąć. To właśnie jej się w nim podobało. To też ją niepokoiło. Wiedziała doskonale, czemu Adrian starał się jej nie okazywać żadnych uczuć i nie pozwalał, aby ona robiła to samo. Shane tym się nie przejmował, jakby żył w innym świecie, na innych zasadach. Najbardziej jednak bała się uczuć, które zaczęły ją wypełniać, gdy spędzała z nim czas. Gdy siedzieli obok siebie przytuleni po jej kolejnym wybuchu. Gdy po prostu siedział koło niej, nic nie mówiąc. Gdy patrzył na nią tymi swoimi przenikliwymi, zielonymi oczami. Wiedziała, co do niego czuje. Bała się jednak przyznać do tego przed samą sobą. Wiedziała, jakie miałoby to konsekwencje. Nie mogła, jeżeli chciała uchronić siebie, a przede wszystkim jego.
            Tak jak Adrian jej obiecał, po dziesięciu minutach w jej pokoju pojawiła się drobna dziewczyna, która bez żadnego słowa zaczęła szykować jej kąpiel. Danea poczuła się naprawdę wyśmienicie, gdy zanurzyła swoje ciało w ciepłej wodzie pełniej piany. Było to ukojeniem dla jej nerwów. Tego właśnie było jej potrzeba. Nie myślała. Dała się poddać chwili.
            Gdy usłyszała, że drzwi się otwierają, zerknęła za siebie. Gdy zorientowała się, że to Destiny, odwróciła się w swoją stronę. Zdziwiła się, gdy ją zobaczyła. Gdy była u niej w domu miała wrażenie, że nie ma zamiaru opuścić Maxa, nawet na metr. Tym, że się pojawiła zaskoczyła Księżniczkę.
            Usłyszała ciche szuranie po podłodze i zorientowała się, że Destiny próbuje przyciągnąć niewielki taborecik. Gdy przedmiot znalazł się na swoim miejscu, czyli na jednym z krańców wanny, tam gdzie znajdowała się głowa Danei, kobieta usiadła. Zaczęła polewać jej głowę ciepłą wodą. Dziewczyna na śmierć zapomniała związać ich, gdy wchodziła do wanny. Teraz, skoro były już mokre, można było je umyć.
            -Skąd wiesz o Przeklętych i Tori? – zapytała Danea. – Nie spodziewałam się tego po tobie.
            Destiny nie zaprzestała swojej czynności nawet, gdy usłyszała pytanie dziewczyny. Odpowiedziała na nie dopiero, gdy wzięła do ręki pachnące mydło, które powoli zaczęła wcierać we włosy dziewczyny.
            -Ja również nie myślałam, że zostałaś w to wplątana – powiedziała w końcu cichym głosem. – Żyję o wiele dłużej od ciebie. I wiesz mi, widziałam i znałam Shanea jeszcze, gdy nie był Przeklętym. On mnie jednak nie pamięta i mam nadzieję, że to się nie zmieni.
            -Ale skąd o tym wszystkim wiesz? – zapytała odwracając się do niej gwałtownie. W jej żółtych i nietypowych oczach zobaczyła smutek. – Skąd?
            -Świat jest zadziewającym miejscem, Księżniczko. Nie należy od razu poznawać jego wszystkich uroków.
            Danea nie lubiła, gdy Destiny mówiła do niej zagadkami. A szczególnie, gdy była to tak ważna sprawa. Czuła jednak, że niczego z niej nie wyciągnie. I to ją irytowało.

            Shane miał wielką nadzieję, że Adrian nie ma mocy zabijania samym wzorkiem. Gdyby ją posiadał, zapewne umarłby już z milion razy. Doskonale wiedział, jak mogło to wyglądać. Zapewne niejedna osoba, która zobaczyłaby ich razem w tamtej chwili, doszłaby do takich samych wniosków. Na początku chciał ją zostawić w tej szopie, aby po tym podejrzenia nie padły na niego. Ale nie potrafił tego zrobić. W pewnym momencie doszedł do wniosku, że najmniej interesuje go zdanie innych. Dlatego został. A teraz Adrian próbował zabić go wzrokiem. Jednak, gdy usłyszał całą, prawdziwą historię, przestał patrzyć na niego w ten sposób. Jego złość została skierowana na kogoś innego. Kogoś, komu zapewne po raz trzeci oberwie się za to, co zrobił.  Shaneowi w ogóle nie było żal Cama. Miał nadzieję, że przez to, co go będzie teraz czekać, nauczy się czegokolwiek. Choć to zapewne jest niemożliwe.
            Powiedział mu również o tym, co przydarzyło się Maxowi i o swoich podejrzeniach. Przez chwilę miał wrażenie, że Adrian będzie kazał mu to sprawdzić. Żaden z nich nie był wstanie w to uwierzyć. Tommy zawsze był zbyt miły, aby kogokolwiek zabić. Jeżeli jednak Delia miała rację, a Tori wywołała u niego chorobę, aby tylko nie uciekł wraz z siostrą, mogłaby wymusić na nim coś takiego. Miał nadzieję, że to nie jest prawda. Mimo, że Adrian o to go nie poprosił, sam sobie postanowił, że się tego dowie.
            Wieczorem, gdy wrócił do domu, zastał w salonie przedziwny widok. Tommy musiał poczuć się lepiej, ponieważ siedział przy stole i pałaszował ciasto z kremem. Delia towarzyszyła mu z szerokim uśmiechem na twarzy wraz z Elaine i Alice. Nie chciał psuć tego szczęścia. Jednak musiał.
            Zawołał Delie do siebie. Ta spojrzała na niego zabójczym wzorkiem, dając mu do zrozumienia, że nie ma zamiaru tego zrobić. Po chwili jednak wstała i ze złością podeszła do niego.
            -Czego chcesz? Nie widzisz, że Tommy wyzdrowiał, a ja chcę spędzić z nim jak najwięcej czasu?
            Shane przeczesał włosy z zakłopotaniem.
            -Gdyby to nie było nic ważnego, nie prosiłbym cię. To dotyczy Tommiego.
            Ledwo Delia usłyszała imię swojego brata, pobladła. Gestem głowy kazała mu wyjść z pomieszczenia. Ruszyli po schodach do części domu, gdzie znajdowały się sypialnie. Przystanęli koło tej, którą zajmował chłopiec. Wtedy Shane opowiedział jej to wszystko, co przekazał Adrianowi. Oczy Deli zrobiły się wielkie, niczym orbity.
            -To.. To nie mógł być Tommy. On tego by nie zrobił – powiedziała, ale dolna warga zaczęła jej drgać. Nie była tego pewna.
            -Też mam taką nadzieję. Musimy jednak przeszukać jego pokój. Nie wiem, czy Tori maczała w tym palce, ale ktokolwiek to zaplanował, wiedział, że nie będzie nam się chciało wierzyć, że to Tommy. Dlatego też sądzę, że nie postarają się usunąć broni. Jeżeli zrobił to młody, powinniśmy znaleźć ją w pokoju. Jeżeli nie, nic nie zajdziemy.
            Delia kiwnęła głową. Otworzyła drzwi, po czym wprowadziła chłopka do środka. Był tam typowy bałagan, który można było odnaleźć w pokojach dzieci. Ubrania i zabawki porozrzucane wszędzie. Resztki jedzenia na stolikach i innych meblach.
            -Szukaj sztyletu, albo noża – polecił jej, po czym zaczęli przeglądać jego rzeczy.
            Jak się okazało, to nie było takie proste. W pokoju było pełno miejsc, w których można było to ukryć. Po godzinie poszukiwań odnalazł coś innego. Czarną pelerynę poplamioną krwią. Dokładnie tą samą, którą miał na sobie zabójca Maxa. Nie pokazał jej Deli, ponieważ zainteresowało go to, co ona robiła. Wzięła któryś ze sztućców, które znajdowały się na stoliku i zaczęła podważać deskę w podłodze. Jak się okazało jedna z nich była poluzowana. W środku znajdował się na tyle duży otwór, w którym można było coś schować. Dziewczyna na początku wyciągnęła jakiegoś porwanego misia, a po tym kawałek materiału, którym było coś zawinięte. Nie musieli tego odwijać. Na jego powierzchni można było zobaczyć krwawe plamy. Oznaczało to tylko jedno - znaleźli sztylet, którym Tommy zabił Maxa.

            Przez kolejne dwa dni Danea nie była wstanie myśleć o niczym innym niż o tym, co stało się Maxowi. Potrafiła całe popołudnia przesiedzieć przy jego łóżku czekając, aż się obudzi. Czekała na ten moment, ale on nie nadchodził. Max nadal leżał nieprzytomny. Shane tłumaczył jej, że po przemianie ciało musi dostosować się do nowych warunków. Jednym zajmuje to jeden dzień, innym kilka, a niektórym, jak na przykład Deli, która była zdesperowana, aby odnaleźć Tommiego, niecałą godzinę. To zależało od osoby i organizmu. Danea jednak nie potrafiła czekać. Chciała wiedzieć, że wszystko z nim w porządku, że nic mu nie jest. Leżąc w taki sposób nie dawał jej żadnej gwarancji.
            Zaraz po tym, gdy Henryk VII zgodził się, aby Destiny przygarnęła chłopca pod swoje skrzydła, mała Księżniczka siedziała w niewielkiej chatce jeszcze więcej czasu niż normalnie. Na początku tylko przesiadywała koło Maxa, aby mu dokuczyć. Po tym nawet on przyzwyczaił się do obecności niesfornej księżniczki i zaczął z nią rozmawiać. Pewnego dnia zdołała również namówić go do zabawy. Przez rok, podczas którego chłopak próbował przywyknąć się do nowego domu i nowej sytuacji, byli z Daneą prawie nierozłączni. Mimo, że Księżnicka była mała i widziała w nim tylko towarzysza do zabaw, z którym mogła robić wszytko, on traktował ją inaczej. Był od niej o trzy lata starszy i wiedział, na czym świat stoi. Traktował Danee jak przyjaciółkę, choć ona jeszcze niewiele rozumiała. Pewnego dnia, gdy za zgodą króla Max mógł kilka dni spędzić w pałacu wraz ze swoją towarzyszką, stało się coś dziwnego. Podczas przechadzki po korytarzach napotkali młodą dziewczynę, która była jedną ze służących w pałacu. Jak się po czasie okazało, była również matką chłopaka. Rzuciła się na niego z chęcią uduszenia go. Był to wtedy jeden z nielicznych razy, podczas których do czegoś przydał się jej głośny krzyk. Straże od razu odciągnęli niezrównoważoną kobietę od chłopca. Dopiero wtedy Max opowiedział Destiny, w jaki sposób traktowała go matka. Wcześniej się tego wstydził. Teraz, skoro i tak wszyscy zobaczyli to na własne oczy, mógł o tym powiedzieć głośno. Po tym wydarzeniu ich więź wzmocniła się jeszcze bardziej, mimo że król nie pozwolił więcej wprowadzić chłopca do pałacu. Danea, gdy tylko znajdowała chwilę czasu, wymykała się z pałacowych murów, aby odwiedzić kolegę. Dorastali razem i wiedzieli wszystko na swój temat. Aż do momentu, w którym za namową Destiny, Max dostał posadę w pałacu. Wtedy dopiero dotarło do niego, kim jest dziewczyna, z którą się przyjaźnił. Zaczął się od niej odsuwać. Uważał, że żadna Księżniczka nie powinna przyjaźnić się z kimś takim jak on. Po roku, prawie całkowicie stracili kontakt. Tylko niekiedy, gdy mijali się w jednym z długich korytarzy pałacu zaczynali rozmowę, która i tak nie kleiła się. Danea bardzo przeżywała to rozstanie, ale doskonale rozumiała reguły rządzące światem, do którego trafił. Nie była to już niewielka chatka na skraju lasu, w której mogli powiedzieć sobie wszytko.
            Dla Danei ta przyjaźń nadal znaczyła wiele. Nie potrafiła wyobrazić sobie świata bez swojego najlepszego przyjaciela z dzieciństwa. Mimo, że prawie w ogóle nie miała z nim kontaktu, nie chciała, aby jej opuścił. Dlatego tak strasznie to przeżywała.
            Jedną z bardziej zaskakujących rzeczy, które przytrafiły się jej podczas tych dwóch dni to to, że jeszcze nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji, że chodziła wszędzie z kimś. Adrian i Shane nie odstępowali jej na krok. Traktowali ją, jakby ktoś w każdej chwili mógł ją napaść i zgwałcić. Dla Danei wydawało się to śmieszne, ale oni nie rozumieli, co ją tak bawi. Gdy spacerowała po pałacu, towarzyszył jej Adrian, a gdy wychodziła po za jego mury, koło jej boku pojawiał się Shane. To on spędzał z nią większość tego czasu, który przesiedziała u boku Maxa. Niekiedy w ogóle do siebie się nie odzywali, a niekiedy rozmawiali tak głośno, że Danea dziwiła się, że Max jeszcze się nie obudził przez ich głosy.
            Trzeciego dnia po przemianie Maxa namówiła w końcu Shanea, aby opowiedział jej o swojej przemianie. Tak jak Adrian, nie chciał na początku mówić, ale w końcu dla świętego spokoju opowiedział jej swoją historię.
            -Odkąd pamiętam, mieszkałem z Tori i Camem w niewielkiej wiosce jakieś dwieście kilometrów stąd. Wszyscy się tam znali, dlatego zapewne nie zdziwi cię, że wszyscy z pierwszej siódemki mieszkali właśnie tam. Jakieś pięćdziesiąt, sześćdziesiąt lat temu podczas panowania, któregoś z ostatnich władców z dynastii Yorków, zostałem zwerbowany do wojska. No wiesz, na kolejną bezsensowną wojnę z Hiszpanią. Szybko jednak się stamtąd wycofaliśmy, bo okazało się, że całym tym krajem zawładnęła jakaś epidemia. Natychmiast wróciliśmy do domu. To jednak nie dało gwaranci na to, że byliśmy zdrowi. Jak się okazało, większość osób zachorowała. W tym również i ja. Tori na wszystkie sposoby, które były jej tylko znane próbowała mnie uleczyć. Wytwarzała różne napary, używała na mnie swojej magii. To jednak nie pomagało. Podczas jednego z ostatnich dni, które pamiętam powiedziała mi, że znalazła zaklęcie, które przywróciłoby mnie do życia, gdybym umarł. Nie pozwoliłem jej go użyć, ponieważ należało do jednych z tych zakazanych. Dwunastka z Olimpu i tak nie chciała uznać ją za Odwierną, dlatego nie powinna dawać im więcej powodów, aby się jej pozbyli. Po tym straciłem kontakt z rzeczywistością. Dni zaczęły się ze sobą zlewać. Pod sam koniec nie odróżniałem ludzi od zjaw, które wytwarzał mój umysł podczas gorączki. Gdy umarłem, Tori nie dotrzymała obietnicy i użyła na mnie zaklęcia, które połączyło mnie z nią niewidzialną nicią i przywróciło do życia. Na początku nie mogłem jej wybaczyć, że to zrobiła. Po czasie jednak jej to zrobiłem, bo zrozumiałem, że otrzymałem drugą szansę od losu, na życie. Teraz cieszę się z tego jeszcze bardziej – powiedział na sam koniec, puszczając do niej oczko.
            Danea próbowała go namówić, aby opowiedział jej historię Adriana. Shane jednak powiedział, że skoro nie chce jej tego opowiedzieć, to musi mieć jakiś powód. Po tym po raz kolejny zapadła między nimi cisza. Podczas tego czasu do głowy Księżniczki wpadła trochę dziwna teoria. Skoro Shane był martwy, a Tori go ożywiła łącząc ich ze sobą nitką życia, jak to on określił, czy nie to samo przytrafiło się innym? Przeklęci byli nieśmiertelni, ale czy do końca? Skoro Tori utrzymuje ich przy życiu, czy nielogiczne byłoby to, że gdyby ona umarła, wraz z nią zginęliby również i oni? Chciała o to zapytać się Shane. Nie zdążyła.
            Kątem oka zauważyła, jak palce Maxa zaciskają się w pięść, a po tym rozluźniają. Od razu nachyliła się nad nim szukając innych oznak tego, że się obudził. Powieki zaczęły drgać, a po chwili otworzyły się niepewnie. Danea zobaczyła dobrze znane jej błękitne oczy. Na twarzy Maxa pojawił się lekki uśmiech.
            -Czy ja nie mam wrażenia, że już kiedyś coś podobnego przeżyłem?
            Danea po tych słowach po raz kolejny omal się nie rozpłakała.
            -Zamknij się – powiedziała w końcu, po czym przytuliła się do niego w taki sposób, że większość jej włosów weszło mu do oczu, a łokcie wbiły się w brzuch.
            Max zaczął się śmiać, a po chwili odepchnął ją lekko od siebie.
            -Siostrzyczko nie wmawiaj mi, że aż tak się za mną stęskniłaś? – zapytał, a jego twarz ozdobił uśmiech, który często można było tam znaleźć.
            Miała ochotę mu odpowiedzieć. Miała zamiar powiedzieć mu, ile nocy przepłakała, ile czasu spędziła przy tym łóżku i jak długo modliła się, aby tylko się obudził. Nie zdążyła tego powiedzieć, ponieważ napotkała zaskoczony wzrok Shanea.
            -Czekajcie, czekajcie – powiedział wpatrując się w jedno i drugie. – Czy to miał być jakiś żart, czy wy naprawdę jesteście rodzeństwem?
            Danee rozbawiło to pytanie. Po tym popatrzyła na jego twarz i rozumiała, że on mówił na serio.
            -Nie powiedziałaś mu? – zapytał zaskoczony Max, a Shane spojrzał na nią takim wzorkiem, który mógł oznaczać tylko jedno. Teraz kolej na jej opowieść.
            Zaraz po tym jak kobieta, która była matką Maxa została załapana przez straże, król dowiedział się o tym, co się wydarzyło. Od razu zarządził, aby kobieta została przyprowadzona do niego. Danei nie pozwolili tam iść, ale jej i tak udało się tam ukryć i wszystko podsłuchać. Od samego początku kobieta wpadła w histerię i prawie nie rzuciła się na króla z pięściami. Bredziła coś o tym, że to wszystko jego wina, że gdyby nie on, nic by się nie stało. Król patrzył na nią przerażony i od razu kazał wyprowadzić. Nikt nie wie, co się z nią stało. Po tym kazał wszystkim opuścić pomieszczenie. W środku został tylko wystraszony Max, wraz z Destiny. Nie zobaczyła jednak rozmowy między nimi, ponieważ została przyłapana przez Adriana, który od razu odprowadził ją do jej komnaty. Nikt nie chciał jej powiedzieć, co się wtedy wydarzyło. Dopiero po czterech latach ojciec wziął ją do siebie, posadził na kolanie i powiedział jej prawdę. Max był jej przyrodnim bratem.

            Kilka kolejnych dni wyglądało podobnie. Biegała pomiędzy obowiązkami w zamku, obiadem z ojcem, a czasem, który został poświęcony dla Maxa. Oczywiście, gdy zawsze wychodziła, któryś z chłopaków jej towarzyszył. Często jednak bywało tak, że u jej boku pojawiali się oby dwoje, co było ciekawą odmianą. Przestali na siebie naskakiwać o byle powód i zaczęli się zachowywać bardziej przyjacielsko wobec siebie. Danea czuła, że Adrian jeszcze nie wybaczył tego, co zrobił mu Shane dawno temu. W pewnym sensie nie była nawet pewna, czy aby na pewno to, co się stało było jego winą. Nie podważał jednak słów Adriana. W końcu nawet nie wiedziała, o co chodzi.
            Jak się okazało, Max, tak jak każdy nowy przeklęty zanim wróci do normalnego życia, musiał zrozumieć, kim jest i nauczyć się panować nad iluzją w takim stopniu, aby zakryć swoje nowe części ciała. Skrzydła nietoperza okazały się bezużyteczne. Nie mógł na nich wznieść się w powietrze, ani chociażby unieść kilka centymetrów nad ziemię. Danei było trochę szkoda z tego powodu, ponieważ wyobraziła sobie, że kiedyś uda jej się unieść w powietrze właśnie za pomocą Maxa.
            Shane, który najwidoczniej musiał być ekspertem w szkoleniu nowych Przeklętych zajął się wytłumaczeniem mu tego, kim się stał. Jej brat nie przyjmował tych wiadomości zbyt dobrze. Gdy po raz pierwszy usłyszał, że umarł, a po tym został wskrzeszony przez czarownicę, przez kolejną godzinę musiał zbierać swoją szczękę z podłogi. Wyglądało to zabawnie, ponieważ gdy planował zamknąć buzię, ona znów się otwierała, jakby nie mogła zrozumieć, że już wystarczy. W sumie to mu się nie dziwiła. Danea wiedziała wiele o ich świecie, ale jeszcze nigdy nie stanęła przed nowo powstałym Przeklętym, tak jak właśnie teraz. Nie wyobrażała sobie, aby pewnego dnia, gdy się obudzi, ktoś jej powiedział, że umarła i została wskrzeszona. Miała nadzieję, że nigdy tego nie usłyszy. Chociaż przez towarzystwo, w którym się obracała wszystko mogło się wydarzyć.
            Po usłyszeniu pierwszej i do tego najbardziej zaskakującej prawdy o sobie, Max usłyszał o tym, kim są Odwierni, dwunastaka na Olimpie, dowiedział się o Tori, o jej planie i Przeklętych z pierwszej siódemki. Danea większość z tych rzeczy wyczytała w swojej książce, a niektóre z nich były dla niej nowością. Lubiła siadać obok Maxa i wsłuchiwać się w historie Shanea. Była to niewielka odskocznia od tego, co działo się na zamku. Cieszyła się jednak, że podczas opowiadania nie pojawił się Adrian. Zapewne szybko zaczęliby się sprzeczać o poprawność niektórych faktów, czy o sam plan Tori, który w ogóle nie spodobał się jej przyjacielowi. Nie rozumiał, czemu akurat w pałacu mieli znaleźć kogoś, kto będzie przyciągać Przeklętych. Gdyby ktoś taki istniał, mieliby już na karku kilkudziesięciu nieumarłych. A nic takiego się nie zdarzyło. Adrian, zawsze w takich momentach, żartował sobie, że Tori powinna już przejść na emeryturę, ponieważ jej zdolności przewidywania przyszłości najwidoczniej się wyczerpały. Nie mówił tego jednak przy Shaneu. Ten, mimo że wiedział, co chce zrobić jego siostra, stał uparcie u jej boku.
            Gdy Max przyswoił sobie już podstawy, przyszedł czas na praktykę. Tym zajął się właśnie Adrian. Próbował nauczyć go panować nad iluzją. Danea w tym momencie żałowała, że nie widzi postępów Maxa. Iluzja dla niej nie istniała. Niekiedy tylko widziała niewielkie drgania powietrza świadczące o tym, że inni widzą w tym miejscu coś innego. Dla jej oczu było to niewidoczne.
            Pewnego, dosyć ciepłego popołudnia, gdy Tom wrócił z pracy, rzucił im propozycję nie do odrzucania.
            -Mamy ciepły dzień, więc będzie ciepła noc. Nie wydaje ci się Daneo, że moglibyśmy zorganizować ognisko?
            Dziewczyna od razu poczuła radość na te słowa. Uwielbiała takie spotkania. Nie musiała tam zwracać uwagi na etykietę, ani na problemy, które aktualnie ją otaczały. Wszystko znikało jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Księżniczka od razu zgodziła się. Trochę dłużej ociągali się chłopacy. Shane spojrzał najpierw w dziwny sposób na Adriana. Przez chwilę Danea miała wrażenie, że zobaczyła tam strach. Po tym obydwaj pokiwali głową, że się pojawią. Jednak żaden z nich nie cieszył się zbytnio.
            W przypadku Księżniczki było inaczej. Gdy wróciła do pałacu, szybko wyjęła z szafy jedną ze starszych sukienek, której nie będzie jej żal, gdy się zniszczy. Od dnia, kiedy zginał Max, nie mogła patrzyć na tą poprzednią, specjalnie załatwioną przez Destiny na te okazje. Było w niej zbyt wiele złych wspomnień. Gdy większość ludzi w zamku wróciła do domu, a strażnicy stali się mniej czujni, w jej komnacie pojawili się Adrian z Shanem. Dziewczyna od razu zarzuciła na siebie pelerynę i ruszyli do wyjścia. Strażniczy, tak jak zawsze, nawet nie zwrócili na nich uwagi. Ciekawiło Danee, czy jest to spowodowane ich znudzeniem, czy może iluzją. Gdy dotarli na miejsce, ogień już wesoło buchał, a Tom brzdąkał cicho na gitarze. Na pytanie, gdzie Destiny powiedział, że źle się poczuła, dlatego dziś się nie pojawi. Danea otuliła się jednym z koców, które znalazła na ławce i usiadła obok Adriana, kładąc mu swoją głowę na ramieniu. Przez chwilę siedzieli w ciszy ciesząc się tylko ciepłem ognia. Po tym nagle Tom zagrał jakiś głośniejszy akord.
            -Chcielibyście usłyszeć historię? – zapytał tak jak miał w zwyczaju. Podczas takich spotkań zawsze opowiadał im różne historie. Danea zawsze zastanawiała się, czy są prawdzie, czy wymyślone na potrzeby spotkania. Tym razem, gdy o to zapytała Tom uśmiechnął się do niej.
            -O tym sama powinnaś zadecydować po jej wysłuchaniu – powiedział, a błysk, który pojawił się w jego oku mógł oznaczać wszystko. Po tym zaczął swoją historię. – Jakiś czas temu urodziła się pewna czarownica. Na potrzeby opowiadania nadam jej jakiś imię. Może Destiny? Nie wydaje mi się, aby moja żona się o to obraziła. Ów czarownica, Destiny, była bardzo silna. Bez problemu mogła konkurować z niektórymi z dwunastki olimpijczyków. Ona jednak nienawidziła swojej mocy. Była dla niej utrapieniem. Wolała być normalna, niż używać czegoś takiego jak magia. Pewnego dnia, jak to mają w zwyczaju czarownice, zobaczyła rozwiązanie swojego problemu. Mogła oddać komuś swoje zdolności. Musiała to być jednak jej rodzona córka. Kobieta długo nie myślała nad tym. Postanawiała urodzić córkę, której będzie mogła oddać swoją moc w jej dziesiąte urodziny. Powiedziała swojemu mężowi, kochankowi, czy kimkolwiek on tam dla niej był, że chce mieć dzieci. Nie powiedziała jednak o swoim planie. Mężczyzna, którego możemy nazwać moim imieniem, stanął na wysokości zadania i już dziewięć miesięcy później na świat przyszło dziecko. Nie była to jednak dziewczynka. Był to chłopiec. Kobieta nie mogła przełknąć goryczy, która pojawiała się na samą myśl o dziecku. Znienawidziła je, mimo że niczym jej nie zawiniło. Chciała, aby dziecko umarło, dlatego nie karmiła go, ani się nim nie zajmowała. Zaczęła zachowywać się inaczej dopiero po kolejnym porodzie, który odbył się półtora roku później. Tym razem ku jej radości na świat przyszła dziewczynka. Idealna kopia matki i ojca, z której była dumna. Wtedy dopiero zostawiła chłopca w spokoju i nawet niekiedy udawało jej się traktować go normalnie. A po tym, po szczęściu latach od narodzin dziewczynki, na świat przyszło kolejne dziecko, którym był chłopiec. Tego jednak pokochała na równi ze swoją córeczką. Dawała mu wszystko, czego zapragnął. Mimo miłości do swoich dzieci nie potrafiła wyzbyć się swojego największego marzenia. W dziesiąte urodziny córki, wezwała ją do niewielkiej szopy za domem, pod pretekstem przygotowania jakiejś ceremonii. Po tym za pomocą czarnej magii oddała jej całą swoją moc. Następnie wraz z nadal niczego nieświadomym mężem uciekła. Nie zaszli jednak daleko. Atena przewidziała to, co miało zdarzyć się później, dlatego małżeństwo zostało złapane. Zostali obarczeni klątwą za to, co zrobili. Po czasie Destiny zrozumiała, że postąpiła źle. Jej dzieci przeprowadziły się do niewielkiej wioski daleko od domu. Wszytko szło dobrze, aż do momentu, w którym jeden z braci nowej czarownicy umarł. Nie chciała go stracić, dlatego użyła na nim zaklęcia, które go wskrzesiło i przywróciło do życia pod postacią Przeklętego. Przysięgła sobie, że więcej tego nie zrobi. Wtedy, jak na przekór, musiała uratować od śmierci drugiego. Po tym wszytko poszło już lawinowo. Brat przyjaciółki, umierający na nieznaną chorobę, przyjaciółka, która z rozpaczy prawie się nie zabiła, jakaś tam znajoma brata została zamordowana, po tym przyjaciółka zamordowanej wraz z bratem. Przywróciła siedmioro do życia. Czarna magia miała jednak swoją cenę. Zaczęła odbierać jej rozum, uczucia i jakiekolwiek zahamowania. Stała się złą czarownicą, której jedyne, co pozostało to miłość do jednego z braci i chęć zysku. Tworzyła Przeklętych. Na początku dla zabawy, a po tym z powodu planu, który pojawił się w jej głowie. Chciała zostać jedną z dwunastki na Olimpie. Zeus jednak odprawił ją bez słowa, mimo że była o wiele silniejsza od niektórych, tak jak jej matka. Postanowiła się zemścić. Potrzebowała armii, która byłaby wstanie pokonać Olimpijczyków i Odwierne. Przeklęci nadawaliby się do tego doskonale. Problem był jednak taki, że nie wszystkich miała przy sobie. Jej podopieczni znajdowali się wszędzie, a ona nie miała tyle czasu, aby ich wszystkich odnaleźć. Wówczas zobaczyła rozwiązanie swojego problemu. Na terenie zamku króla mieli odnaleźć kogoś, kto będzie magnesem dla Przeklętych. Kogoś, kto będzie ich wszystkich do siebie przyciągał. Wcieliła ten plan w życie, wysyłając Przeklętych z pierwszej siódemki, nie licząc jednego, który uciekł, na zamek, aby odnaleźć tę osobę.
            Danea czuła się dziwne. Od razu, gdy usłyszała o czarownicy poczuła, że ta historia nie będzie prawdziwa. Lecz, gdy zaczął mówić o jej córce, która wskrzeszała umarłych, zaczęła w to wątpić. Jedyną czarownicą, która przywraca ludzi do życia, była Tori. Tylko o niej słyszała. Kawałek o bracie, który zachorował, a ona go wskrzesiła, gdy umarł skojarzył jej się z Shanem. Kawałek o rodzeństwie z Delią. Cała końcowa była wręcz wyciągnięta z ust Deli, gdy ta opowiadała jej o planie Tori. Wszystko się zgadzało. Tylko ten początek…
            Danea zerknęła szybko w stronę Adriana i Shanea. Ten pierwszy nie wydawał się zbyt zdziwiony całą historią. Na jego twarzy można było nawet zobaczyć uśmiech, który rzadko tam ostatnio gościł. Shane natomiast patrzył z szeroko otwartymi oczami na Toma. Pół tej historii była mu doskonale znana, ponieważ w niej uczestniczył. Jednak ta druga… nie mógł w nią uwierzyć. To wszytko było wręcz dziwne. Tori zawsze mu mówiła, że ich rodzice zginęli w wypadku, gdy miał cztery lata. W ogóle to mało o nich mówiła. Kilka razy udało mu się podsłuchać rozmowę Tori i Cama na ich temat. Nie były one jednak zbyt zrozumiałe. Po tym przestał zastanawiać się, kim byli jego rodzice i skupił się na teraźniejszości i przyszłości.
            -Co ty sugerujesz? – zapytał po chwili, a jego głos zaczął lekko drżeć. – Że niby moja siostra nigdy nie powinna być czarownicą? Że nasi rodzice woleli dbać o siebie, niż o swoje dzieci?
            Danei było go w tym momencie naprawdę żal. W pełni wierzyła w historię Toma. Obydwoje byli dla niej niczym dziadkowie. Nigdy wcześniej jej nie oszukiwali, co nie oznaczało, że nie mówili o niektórych rzeczach. Ufała im jednak, dlatego wiedziała, że żadne z nich nie żartowałby z czegoś tak poważnego, jak przeszłość Shanea. Przeszłość wszystkich Przeklętych.
            -Ja tego nie sugeruję – powiedział spokojnie Tom. – Ja to wiem.
            Wtedy Shane nie wytrzymał.
            -Przestań mi tu kłamać! Nasi rodzice zginęli w wypadku. Spalili się. A Tori jest pełnoprawną czarownicą.
            Danea nie wiedziała, że chłopak chciał powiedzieć coś jeszcze, bo właśnie wtedy Tom zerwał się ze swojego miejsca patrząc na niego groźnie. Czyli jemu też puścił nerwy.
            -To czemu ja tu stoję? Czemu nie jestem spalonymi zwłokami kilka metrów pod ziemią? W jaki sposób rozmawiam z tobą? Wytłumacz mi to! – Shane popatrzył na niego z zaskoczeniem pomieszanym ze złością. – Tak chłopcze, dobrze zrozumiałeś. Jestem ojcem twoim, Tori i Cama. A Destiny jest waszą matką. Tą, która oddała swoje moce Tori, bo nie potrafiła z nimi żyć. Te imiona nie były dobrane przypadkowo.
            Teraz to i Dane patrzyła na niego z szeroko otwartymi oczami. Kolejna rzecz, której się nie spodziewała. Tom najwidoczniej otwierał już usta, aby coś jeszcze dodać. Shane jednak nie chciał jego słuchać. Zerwał się ze swojego miejsca i ruszył w stronę pałacu. Przez chwilę wszyscy wpatrywali się w jego znikającą sylwetkę.
            -Idź za nim kochanie – usłyszała głos Toma. Jego oczy były skierowane na ogień. – Przypilnuj, aby nie zrobił niczego głupiego.
            Danea szybko trzasnęła się z szoku. Zrzuciła z siebie koc, którym była szczelnie owinięta i prawie biegiem ruszyła za Shanem. Nie wydawało jej się, że zrobi coś głupiego, o to go nie podejrzewała. Tom najwidoczniej chciał, aby ktoś po prostu przy nim był. Żeby wspar jego najmłodszego syna.
            Gdy go dogoniła, znaleźli się prawie pod murami zamku. Shane zaciskał ręce w pięści. Popatrzył bezbarwnym wzrokiem w stronę Danei, która próbowała uspokoić oddech po biegu.
            -Wiedziałaś o tym? – zapytał w końcu nawet na nią nie patrząc.
            -Dowiedziałam się tego dziś, tak jak ty. – Przez chwilę w swojej głowie widziała wspomnienia innej rozmowy, którą przeprowadziła z Destiny. – Kiedyś Destiny opowiedziała mi o tym, że miała trójkę dzieci. Zrobiła jednak coś, za co ją znienawidzili. Bynajmniej dwójka z nich. Najmłodszy nawet nie wiedział, czemu rodzice zniknęli. Shane nie wydaje mi się, aby Tom kłamał. Oni nigdy mnie nie oszukiwali i na pewno nie zażartowaliby z czegoś takiego. Musisz im uwierzyć.
            Oczy Shanea nagle złagodniały, a Księżniczka zobaczyła w nich rozpacz.
            -Tyle, że ja nie jestem wstanie w to uwierzyć. To wszystko jest absurdalne.
            -Zapytaj o to Tori – zaproponowała. – Powinna ci powiedzieć prawdę, jeżeli o nią poprosisz. Albo zapytaj Adriana. On nie wydawał się zaskoczony tą historią. Pracuje tu od prawie dwudziestu jeden lat, więc może dowiedział się już czegoś od Destiny i Toma.
            Danea nie mogła znieść jego zrozpaczonego wzorku. Nieświadoma tego, co robi położyła mu rękę na policzku. Oczy Shanea zaczęły wpatrywać się w nią bez żadnego mrugnięcia. Była zaskoczona tą reakcją, ale nie zabrała dłoni.
            -Przestań – powiedział nadal wpatrując się w jej twarz.
            -Co mam przestać? – zapytała zaskoczona.
            Chłopak gwałtownie zdjął rękę ze swojego policzka, po czym objął jej dłoń własnymi.
            -Przestań mnie dotykać w taki sposób. Dla ciebie może to nic nie znaczy, ale dla mnie jest to wszystkim. Ty jesteś dla mnie tym wszystkim, o czym kiedykolwiek marzyłem. Ja dla ciebie, kim jestem? Jesteś wstanie mi to powiedzieć? – Ucichł na chwilę biorąc głęboki wdech. – Ja już tak dalej nie mogę. Musisz mi powiedzieć, czy dla ciebie każdy dotyk, każde spojrzenie coś znaczy. Jeżeli nie, zniknę z twojego życia. Nie będziesz musiała mnie już więcej oglądać, ani martwić się moimi problemami.
            Danea nie wiedziała, co ma o tym myśleć. Kolejna zaskakująca rzecz tego dnia. Shane coś do niej czuł. Czyżby był w niej zakochany? Jej serce przez chwilę zabiło mocniej. Wtedy w jej głowie pojawiły się twarze tych wszystkich osób, które tylko czekają na jej potknięcie. Na coś, czym będą mogli osłabić Henryka. Nie mogła się z nikim związać. To było niemożliwe.
            Wtedy Shane przyciągnął ją gwałtownie do siebie, a ich usta złączyły się w pocałunku. Danea jednak była w takim szoku, że nie zareagowała. Patrzyła tylko z szeroko otwartymi oczami na Shane, który gdy zauważył, że dziewczyna nie odwzajemnia pocałunków, odsunął się od niej. Zobaczyła w jego oczach rezygnację.
            -Przemyśl to – powiedział, po czym zostawił ją z pustką w głowie.


No i jestem^^ może nie tego dnia, o którym mówiła, ale i tak szybko. nawet nie liczyłam, że zdążę na wtorek z rozdziałem. mam nadzieje, że jakoś mi to wybaczycie ;>
szczerze to niespecjalnie chce mi się jutro iść do szkoły. nie wiem jak wy, ale miałam prawie trzy tygodnie wolnego. a teraz, jutro znów do szkoły -,- no i na pocieszenie dwie prace klasowe z przedmiotów rozszerzonych. niech tych nauczycieli szlak trafi!
a tak dodatkowo do moich wywodów to nie wiem jak napiszę następny rozdział... nigdy w mojej prawie czteroletniej karierze nie musiałam pisać CAŁEGO sielankowego rozdziału. nie wiem jak to zrobię. chyba się zasłodzę... no chyba, że dodam jakiś dramatyczny fragment. co powiecie na historię Adriana i Rayny *o* jak tak to nie będzie tak źle!

No dobra, wybaczcie za te bzdety powyżej! zmywam się męczyć z lekcjami!
Pozdrawiam,

PS chyba zwariuję z tym blogspotem -,-

10 komentarzy:

  1. Oj Reno! Dawno mnie tu nie było... Rozdział bardzo mi się podobał;) a jeśli chodzi o Adriana i Rayne to czemu nie? Ja tam chetnie^^
    Pozdrawiam cieplutko, życzę weny i powodzenia w szkole
    Watashi
    PS przepraszam że taki krótki. Następnym razem postaram się całość skomentować! Ale no! Do następnego rozdziału!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja miło widzieć komentarz od siebie^^ cieszę się, że pasuje ci wątek Adriana i Rayny ;>
      Czekam więc na twój dłuższy komentarz.
      No i dziękuję!
      Pozdrawiam^^

      Usuń
  2. Bardzo przepraszam, że dopiero teraz komentują. Miałam problemy z komputerem, później nie mogłam otworzyć twojego bloga, ale w końcu doszłam z tym wszystkim do ładu i teraz działa w miarę normalnie. Inna sprawa, że utraciłam z dysku niektóre materiały ;C
    Rozdział bardzo mi się podobał. Momentami wariowała ci czcionka, ale generalnie przyjemnie się czytało. Końcowy fragment był cudowny. To, że Shane kocha się w Denei nie było dla nikogo tajemnicą, ale tutaj po prostu... och <3 widziałam jakieś drobne błędy, wypisałabym ci je, ale byłam tak zdesperowana, że rozdział przeczytałam na telefonie i nie miałam okazji sobie tego pozaznaczać. ale nie było nic szczególnie rażącego po oczach.
    ja tam z chęcią przeczytam o Adrianie i Raynie.
    pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam za takie opóźnienie.
    xo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że ci wybaczam! jakby śmiała tego nie zrobić ;3
      z tą czcionką też zauważyła, ale nie jestem wstanie tego zmienić. w edytorze wszytko wyświetla się normalnie -,-
      Adrian i Rayna na pewno się pojawią ^^ nie mogłam się powstrzymać, aby tego nie dodać ;)
      również pozdrawiam^^

      Usuń
  3. Przepraszam że tak późno z tym komentarzem. Rozdział wspaniały i naprawdę wciągający. Aż chciało się go czytać. Pozdrawiam.

    Ps. Spróbuj skopiować tekst i wkleić go jeszcze raz. Może to naprawi czcionkę. I uwaga na literówki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) no i dziękuję za propozycje. na pewno spróbuję!
      acha następnym razem jak zobaczysz jakieś literówki to możesz mi je wypisać^^

      Usuń
  4. Super opowiadanie, blog i emmm wszystko xd Ale chciałam się zapytać tylko, czy na twoim avatarze np.Jak odpowiadasz na komentarze. To czy na tym avku jest Shane i Danea?

    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to nie oni ^^ rysunek ten zostało stworzony prze Virie i przedstawia on dwójkę bohaterów z powieści Ricka Riordana.

      Usuń
    2. Aha :) Łał ale szybko odpowiadasz :D

      Usuń
    3. Dostaje powiadomienia na telefon ^^ to dlatego xd

      Usuń

wykonała Anaya