środa, 25 grudnia 2013

V. Rozdział 3

            Całe następne dwa tygodnie Danei Tudor minęły niczym strzała. Starała się w ogóle nie myśleć o tym, co powiedziała jej tamtego dnia Anna, niekiedy jednak, w tych gorszych chwilach, nie była w stanie tego powstrzymać. Bywało, że znów zaczynała płakać. Nie wiedziała czemu, ale zawsze w takich momentach obok niej pojawiał się Shane. Niekiedy, tak jak i za tym pierwszym razem, po prostu siedział pod drzwiami, innym razem bez żadnego ostrzeżenia wchodził do pokoju, mimo że wiedział, iż na samym końcu dostanie długą gadkę na temat tego, co mu wolno, a czego nie. On jednak przestał się już tym przejmować. Siedział obok niej i przytulał ją, mimo, że przez pierwsze kilka chwil tego nie chciała. Po tym było jej już wszystko jedno.
            Znała zbyt dobrze swojego ojca, aby wiedzieć, że on, jeżeli się na coś uprze, to żadna siła go przed tym nie powstrzyma. Tak właśnie to wyglądało w tym przypadku. Jej ojciec chciał syna, dziedzica. A Anna Boleyn nie była w stanie mu go dać. Poza tym podpadła mu poprzez kilka innych decyzji. Henryk miał jej już dosyć, dlatego było tylko kwestią czasu, nim znajdzie jakieś rozwiązanie, aby się z nią rozwieść. Zrobił to przy Katarzynie, mimo, że wielu ludzi chciało mu w tym przeszkodzić i zrobi to również i teraz.
            Cudem było jednak to, że w ciągu tych dwóch tygodni ani razu nie wspomniał o swoim zamierzonym czynie. Prawie codziennie zapraszał córkę na obiad w swoim towarzystwie. Omijał wtedy temat Anny szerokim łukiem, jakby ona nie istniała. Danee to niezmiernie cieszyło.
            W ciągu tego czasu udało się jej również zrobić rzecz, która na samym początku wydała jej się niemożliwa. Shane przestał ją tak wkurzać i irytować swoim zachowaniem. Często zaczęła przymykać oczy na jego czyny, mimo iż wiedziała, że gdyby ojciec się o tym dowiedział, nie byłby zbyt zadowolony. Jedną  z tych rzeczy było to, że wchodził do jej komnaty mimo wyraźnego zakazu. Niby robił to tylko z określonej przyczyny. Króla jednak by to nie interesowało. Dlatego Danea była strasznie pod tym względem przewrażliwiona. W głębi serca cieszyła się, gdy ktoś pojawiał się obok niej, gdy czuła się naprawdę źle. Na Adriana nie mogła liczyć. On zawsze przestrzegał zasad nawet, jeżeli niekiedy były one zbyt ostre, co w niektórych przypadkach naprawdę bolało Danee. Chciałaby, aby chociaż raz pokazał jej, że zależy mu na niej tak, jak jej na nim. Zawsze uważała go za swojego brata, mimo że miała kilku, również bękartów. Jemu jednak nieczęsto zdarzało się okazywać jakiekolwiek emocje wobec Księżniczki. A Shane nie przejmował się tym, co mówili inni. Przychodził, pocieszał ją, a po wszystkim nie udawał, że nic się nie wydarzyło. Mimo, że Danei było trudno się do tego przyznać, ale naprawdę zaczęła lubić jego towarzystwo. Nawet bardzo.
            Przez te wszystkie zawirowania emocjonalne Danea zapomniała o jednej najważniejszej rzeczy, którą powinna przez ten czas zajmować się. W ogóle zapomniała, że ma pod swoimi skrzydłami podopiecznych, których powinna doglądać. Zostawiła to na karku Adriana, dlatego tak rzadko go teraz widywała. On miał pilnować, aby robili wszystko, co jest im przypisane, aby zachowywali się należycie. Każdego wieczoru dostawała relacje z tego wszystkiego. Zawsze również pomijał fakt Rayny i Cama. Jakby oni w ogóle nie istnieli. Gdy pytała się o nich mówił tylko, że żyją. Nic więcej, jakby nawet ich nie odwiedzał. Wtedy ją to nie interesowało. Teraz jednak musiało zacząć. Poprzedniego wieczoru dostała pierwszą serię skarg na Rayne. Zadziwiło ją to trochę, ponieważ myślała, że pierwszą osobą, o której usłyszy będzie Delia. Następnego dnia postanowiła więc odwiedzić ich wszystkich i dowiedzieć się co nieco na temat ich pracy.
            Z rana, gdy była już na tyle przytomna, aby cokolwiek, wybrała się do ojca i powiadomiła go o tym, co zamierza. Henryk jednak był tak zajęty, że tylko pokiwał głową, po czym zajął się swoją robotą. Nie zobaczył lekkiego uśmiechu na twarzy córki. Nie bez powodu wybrała akurat poranek tego dnia. Odkąd Anna wygłosiła jej swoją pasjonującą mowę na temat tego, co zamierza zrobić Księżniczce nie spotkała się z nią więcej. Oznaczało to również, że zaniechała zajęć etykiety z Daneą, co było jej na rękę. Poprzedniego dnia wysłała jednego ze swoich służących, aby powiadomili Księżniczkę o tym, że chce się z nią widzieć następnego dnia na zajęciach. Nie wiedziała, że ta miała już inne plany.
            Gdy w końcu po długim czasie wyczekiwania do jej pokoju zapukał Adrian, ruszyła na swoje pierwsze spotkanie ze wszystkimi Przeklętymi, którzy znajdują się w tym zamku. Mimo niezbyt przychylnego oka Adriana, pierwszą osobę, którą odwiedzili była Delia. Danea usłyszała dzisiejszego ranka od Shanea bardzo ciekawą historię na jej temat i chciała upewnić się, że dziewczyna czuje się dobrze.
Gdy stanęła przed komnatą jednej z dwórek Anny, przez moment miała ochotę zapukać. Dopiero po chwili dotarło do niej, że nie musi tego robić, ponieważ była u siebie w domu. Złapała więc delikatnie za klamkę i weszła do środka. Na ogromnej czerwonej kanapie siedziała Delia miarowo kołysząc bobasa w swoich rękach. Gdy zobaczyła Księżniczkę w drzwiach komnaty lekko się speszyła. Od razu podeszła do niewielkiej kołyski, do której położyła śpiące już dziecko, po czym ukłoniła się tak głęboko, że Danea przez chwilę zastanawiała się, czy przez przypadek nic nie strzyknęło w jej plecach. Jednak, gdy podniosła głowę do góry było widać, że coś ją trapi. Tak jak mówił jej Shane.
-Jak ci się tu pracuje? – zapytała nie bardzo wiedząc, jak zacząć rozmowę.
Na twarzy Deli przez chwilę pojawił się dobrze znany wyraz twarzy. Szybko jednak zniknął, a dziewczyna tylko pokiwała głową nic nie mówiąc. To właśnie, co raz bardziej dawało jej do myślenia. Shane opowiadała jej, że Delia od zawsze była trochę zbyt gwałtowna i mówiła swoje pierwsze myśli. Dziś jednak nie odezwała się ani słowem, co nie było do niej podobne.
            -Delio coś się stało? – zapytała od razu wiedząc, że inaczej tego nie załatwi.
            Dziewczyna uniosła gwałtownie głowę i spojrzała na nią przerażonymi oczami.
            -Nic się nie stało – wyszeptała w końcu nie patrząc w stronę Danei.
            Jej wystarczyło tylko tyle. Odwróciła się w stronę Adriana i kiwnięciem głowy kazała mu wyjść z pomieszczenia. Chłopak od razu zrozumiał polecenie, po chwili drzwi zamykały się cicho za jego sylwetką. Dokładnie w tym samym momencie Delia opadała ciężko na kanapie chowając twarz w rękach. Danea szybkim krokiem podeszła do niej i usiadła obok. Przygarnęła ją do siebie i niczym matka własne dziecko zaczęła głaskać po głowie szeptając, że wszystko będzie dobrze. Delia dość szybko przestała upierać się przy tym, że nic jej nie jest. Rozpłakała się na dobre, przytulając się do boku Księżniczki.
            Minęło trochę czasu, zanim opanowała swoje emocje. Danea szczerze nigdy nie wyobrażała sobie, że będzie w takiej sytuacji. Widziała Delie tylko raz i wyrobiła sobie o niej zdanie. Wg niej była ona ciętą, wredną i niemiłą dziewczyną. Okazało się jednak, że ona jest taka tylko z wierzchu, wewnątrz jest strasznie kruchą istotą, która potrzebuje zrozumienia i czułości. Dziewczyna przetarła oczy i uśmiechnęła się lekko do Danei, mimo że w jej oczach czaił się smutek.
            -Co się stało? – zapytała po raz kolejny.
            Teraz jednak nie usłyszała kłamstwa. Teraz usłyszała pełen powód tego, co trapi dziewczynę.
            -Ja mam już tego wszystkiego dosyć – wyszeptała w końcu. – Tori, Cama i całej reszty tej bandy idiotów. Chciałam odejść. Uciec od nich jak najdalej. Oczywiście z Tommym. Jego nie mogłabym zostawić z tą czarownicą. Ona jednak domyśliła się, co chcę zrobić. Nie chce mnie puścić. Słyszałaś o jej głupim palnie? Wymyśliła sobie, że chce należeć do Dwunastki z Olimpu. Odwierni nie zgodzili się. Nie chcieli mieć w swoich szeregach kogoś takiego jak ona. To właśnie ją rozwścieczyło. Postanowiła, że zniszczy Odwiernych i sama zapanuje nad całym światem czarownic. Żeby jednak to wykonać potrzebuje silnej armii. Uświadomiła sobie, że najlepszymi pionkami w tej rozgrywce będą Przeklęci, bo nie można nas zabić. Był tylko jeden problem. Wcześniej, gdy ożywiała ludzi pozwalała im zostawać tam, gdzie mieszkali. Zabierała ze sobą tylko pierwszą siódemkę, bez Adriana i kilku innych, którzy przysięgli jej pomagać. A żeby zniszczyć Olimpijczyków musi mieć ich wszystkich. Przewidziała wtedy, że tu, na terenie tego pałacu znajdzie kogoś, kto pomoże jej ich wszystkich zwołać w jedno miejsce. Dlatego właśnie tu przybyliśmy i dlatego też nie może pozwolić, abym uciekła z Tommym. Na początku prosiłam Adriana o pomoc, bo przetrwał tyle czasu z dala od czarownicy i Rayny. On jednak powiedział, że to nie jego sprawa, co się z nami stanie. Postanowiłam więc zrobić to sama. Tori i tak to przewidziała. W jakiś sposób zaczarowała Tommiego. Od kilku dni jest strasznie chory. Nie jest wstanie ruszyć się z łóżka, ani nic zrobić. Polepsza mu się tylko wtedy, gdy w jego pobliżu jest Tori. Na początku myślałam, że to tylko zwykły zbieg okoliczności. Dziś rano czarownica przyszła do mnie i powiedziała mi, że to jej sprawka, bo chce nas zatrzymać.
            Danea, mimo że znała już całą historię od Shanea poczuła się, jakby słuchała jej po raz pierwszy. W głosie Deli było słychać wszystkie emocje, jakby przeżywała to po raz kolejny. Księżniczka mimo woli przytuliła się do niej po raz kolejny.
            -Nie pozwolę, aby ta czarownica trzymała cię w uwięzi. Nie wiem jeszcze jak to zrobię, ale odzyskasz brata i będziesz mogła udać się z nim, gdzie tylko zechcesz. Masz na to moje słowo!
            Mimo, że tak naprawdę żadna z nich nie uwierzyła w słowa Danei, na twarzy Deli pojawił się uśmiech.
            -Chciałabym, abyś następnym razem mówiła mi o takich sprawach.
            Dziewczyna pokiwała głową na zgodę. Danea natomiast, po raz ostatni uśmiechnęła się do niej, po czym ruszyła w stronę wyjścia.
            Tak jak się spodziewała, przy drzwiach czekał na nią Adrian. Nie powiedział nic, choć było pewne, że słyszał całą rozmowę. Przez chwilę Księżniczka była na niego wkurzona, bo nie chciał pomóc Deli. Po tym jednak odeszła do wniosku, że nie powinna go oceniać. To była jego decyzja i zapewne miał ku niej powód. Nie zdążyła go o to zapytać, bo chłopak zatrzymał ją.
            -Gdzie teraz? – zapytał Adrian. – Do Alice?
            Danei przez krótką chwilę zachciało się śmiać. Za wszelką cenę chciał odwlec moment, w którym będzie musiał spotkać się z siostrą. Była pewna, iż mimo tego, że miał nadzorować wszystkich Przeklętych, to ani razu nie pojawił się w pobliżu swojej siostry. Miała wrażenie, że z żadnym z nich, tak naprawdę, się nie spotkał.
            -Nie Adrianie. Nie mogę tak po prostu pojawić się w komnacie Anny, aby porozmawiać z Alice. Doskonale o tym wiesz. Z nią porozmawiam kiedy indziej, z dala od wszystkich świadków. Teraz idziemy do Rayny.
            Jego mina w ciągu sekundy zmieniła się chyba milion razy. Najpierw była złość, która w ostateczności zmieniła się po prostu w strach.
            -Nie rób mi tego – powiedział w końcu. – Nie chcę się z nią spotkać. Nie wiesz, co ona mi zrobiła. Nie jestem wstanie patrzeć jej w oczy, bez chęci zabicia jej. A tego byś przecież nie chciała.
            -Nie wiem, co ona ci zrobiła, wiec nie będę jej oceniała. Jest moją podopieczną i tak jak innych, ją też muszę odwiedzić. Jak nie chcesz to nie idź, ja to na pewno zrobię.
            Nie czekając na jego reakcję, ruszyła w stronę ogromnej kuchni. Tak jak się spodziewała, po chwili usłyszała jego kroki za sobą. Znała go zbyt dobrze. Nie puściłby jej samej w takie miejsce, a szczególnie do kogoś, kogo sam tak bardzo nienawidził.
            Gdy znaleźli się w kuchni pierwsze, co poczuła Księżniczka to niewyobrażalne ciepło, które wydobywało się z pomieszczenia. Najwidoczniej teraz wszyscy kucharze mieli wolne, ponieważ siedzieli w niewielkich kupkach przy stołach jedząc, bądź po prostu rozmawiając. Rayna siedziała na samym końcu wpatrując się w niewielkie okno.
Gdy Księżniczka weszła do pomieszczenia wszyscy ludzie niczym nakręcane maszyny wstali i pokłonili się. Dziewczyna gestem ręki kazała im zakończyć to, po czym sama ruszyła w stronę Rayny. Na jej twarzy pojawił się niewielki, chytry uśmiech. Ona, jako jedyna nie wstała. Gdy Danea stanęła naprzeciwko niej chciała coś powiedzieć. Wtedy jednak zauważyła, że wraz z Księżniczką przyszedł Adrian. Na jej twarzy pojawił się szok, po tym radość. W ciągu sekundy wstała z krzesła i rzuciła się w stronę chłopaka. Zatrzymała się jednak w połowie drogi, dokładnie metr od Księżniczki. Tak jak spodziewała się Danea przed nimi rozciągała się niewielka bariera z iluzji, którą wytworzył Adrian.
-Adrianie… braciszku – zaczęła.
Wtedy Danea postanowiła jej od razu pokazać, gdzie jest jej miejsce. Chociaż tyle mogła zrobić dla Adriana.
-Nie wiem, czy jesteś świadoma, ale jesteś tylko zwykła pomywaczką, która nie ma najmilejszego prawa, tak po prostu, spoufalać się w pracy z kimś takim jak Adrian – powiedziała, a gdy zobaczyła szok na twarzy Rayny, kontynuowała: - Powinnaś nauczyć się hierarchii w tym pałacu. Są osoby, do których powinnaś mieć szacunek i nie zachowywać w ich stosunku niczym baba na targu. Adrian jest na wyższej pozycji, niż ty. Twoja przełożona również. Dlatego nie masz prawa nazywać jej dziwką, ponieważ kazała ci zostać po godzinach, aby pozmywać naczynia z uczty. Chciałaś pracy, więc ją masz. Nikt ci jednak nie gwarantował, że będziesz siedziała, niczym królowa na toronie i nic nie robiła. Dlatego zacznij się przykładać do tego, co robisz, albo pożegnasz się z tym miejscem. Ty i twoje rodzeństwo. A nie wiem, czy to spodobałoby się Tori.
Danea czuła, że wymawiając przy niej imię czarownicy będzie igrać z ogniem. Nie wiedziała jednak, jak przekonać blondynkę o tym, że wie o ich palnie i bardzo szybko może go zniszczyć.
Twarz Rayny przez kilka chwili zrobiła się cała czerwona. Wtedy dziewczyna złapała gwałtownie Księżniczkę za ramie i przyciągnęła do siebie.
-Nie jesteś nikim lepszym ode mnie. Jesteś tylko bękartem, który nie ma nawet prawa do tronu – wyszeptała jej do ucha.
-Jestem lepsza od ciebie. Mam inny tytuł. I to nas od siebie różni – odpowiedziała jej, po czym wyrwała się z uścisku.
Danea czuła, że gdyby to potrwało chwilę dłużej, Adrian rzuciłby się na swoją siostrę, a to mogłoby się nie skończyć dobrze. Od razu odwróciła się od Rayny i ruszyła w stronę wyjścia. Nie zwracała uwagi na ludzi, którzy przyglądali się całemu temu zajściu. W tym momencie oni w ogóle jej nie interesowali. Gdy wyszła na zewnątrz, oparła się o ścianę i odetchnęła kilka razy głośno. Nie dość, że było tam gorąco, to jeszcze Rayna podniosła jej ciśnienie.
-Gdzie teraz? – zapytał Adrian, gdy pojawił się za nią.
            -Na dwór. Chcę mieć tych najgorszych już za sobą.
            Chłopak kiwną głową, po czym ruszył w tylko znaną mu stronę. Księżniczka po chwili poszła w stronę drzwi, które prowadziły do ogrodów. Tam czekał już na nią Adrian z ciepłą, czarną peleryną, którą opatulił dziewczynę. Za zewnątrz było chłodno, dlatego przydało się każde dodatkowe okrycie. Na zewnątrz od razu ruszyli w stronę stajni, gdzie zapewne teraz powinien przebywać Cam.
            -Wasza wysokość – usłyszała uradowany okrzyk, po czym zobaczyła, jak w ich stronę żwawym krokiem zmierzał pewien człowiek. Jak okazało się po chwili, był to mężczyzna, który od dawana zajmował się wszystkimi zwierzętami na terenie zamku. Gdy stanął przed Daneą złapał jej niewielką rękę, po czym pocałował. – Dziękuję ci za ten dar Księżniczko. Naprawdę nie myślałam, że ten chłopak będzie tak pomocny i odpowiedzialny. Naprawdę ci dziękuję.
            Danea uśmiechnęła się do niego. W głębi serca czuła jednak, że coś tu nie gra. Szybko ruszyła w stronę wyznaczonego wcześniej miejsca, aby zobaczyć się z Camem. Adrian został z mężczyzną, który coś zaczął mu opowiadać. Im bliżej stajni się znajdowała, tym bardziej była pewna, że jej serce miało racje. Gdy znalazła się w środku myślała, że zwymiotuje przez widok, który ją otaczał. Wszystko wyglądało, jakby nie było sprzątane od dwóch tygodni. Czyli dokładnie tyle, ile pracował tu Cam.
            -Kogo moje oczy widzą – dobiegł ją czyjś głos. Po chwili z za ściany wynurzył się Cam. – Nasza piękna Księżniczka postanowiła w końcu nas odwiedzić.
            Chłopak wyciągnął rękę w jej stronę. Oznaczało to, że chce wziąć jej i ucałować ją. Dziewczyna jednak nie pozowała na to. Spojrzała na niego tylko ostro.
            -Ja, chociaż wywiązałam się z mojej części umowy nie to, co ty.
            Na twarzy Cama przez chwilę było widać przerażenie. Po tym jednak zastąpił ją uśmiech.
            -O czym ty mówisz Księżniczko? Również wywiązałem się z naszej umowy. Pracuję najbardziej sumiennie, jak mnie stać.  Zobaczy tylko, jaka czysta jest ta stajnia.
            Dziewczyna po raz kolejny spojrzała w głąb pomieszczenia. Przez chwilę zobaczyła jak powietrze drga. Dopiero wtedy zrozumiała. Cam oszukiwał wszystkich po przez iluzje. Pokazywał wszystkim czystą stajnie. Dlatego mężczyzna tak go pochwalił.
            Danea mimo woli zaśmiała się głośno.
            -Czyli Shane wam nie powiedział? Cóż za szkoda. Chociaż, powiem ci, że jednak nie. Dzięki temu mogę przekonać się, jaki naprawdę jesteś. Na mnie nie działa ta wasza iluzja. Choćbyś nie wiadomo jak się starał, ja i tak zobaczę wszystko takie, jakie jest naprawdę. Więc nie musisz marnować energii. Twoje być albo nie być w tym pałacu zależy ode mnie. Dlatego proponuję ci, abyś posprzątał to wszystko jeszcze przed zakończeniem dzisiejszego dnia. Inaczej wyciągnę z tego konsekwencje. Ty już doskonale wiesz, jakie.
            Nie czekała na żadną jego reakcję. Odwróciła się szybko, po czym wyszła na świeże powietrze. Czuła się strasznie głupio po raz drugi grozić tą samą rzeczą. Wiedziała jednak, że było to chyba jedyne, co mogło ich przekonać do współpracy. Szybko złapała Adriana i opowiedziała mu, co się wydarzyło w środku. Tak jak się spodziewała, bardzo go to nie zdziwiło. Znał przecież Cama od dawana. Już wcześniej mógł przekonać się o jego zachowaniu.
            Gdy zmierzali do ostatniej osoby, obydwoje rozprężyli się. Według Danei Elaine była najbardziej bezproblemowa. Nie musiała do niej iść, nie było większego powodu. Chciała poznać osobę, którą nawet Adrian darzył zaufaniem, mimo że nadal stała po stronie Tori. Znaleźli ją w ogrodach, które wiosną i latem były naprawdę piękne. Elaine stała koło jednego krzaku i obcinała mu gałązki. Gdy zobaczyła zbliżających się gości na jej twarz wkroczył uśmiech. Jako jedyna z przeklętych, których dziś spotkała ukłoniła się normalnie nie łamiąc sobie pleców.
            -Miło cię widzieć Księżniczko. Naprawdę dziękuję ci za tę posadę. Kiedyś bardzo lubiłam zajmować się ogrodami, dlatego jest to dla mnie czystą przyjemnością.
            Danea mimo woli uśmiechnęła się.
            -Adrian ci ufa. A ja ufam osobom, którym ufa on – powiedziała. – Potrzeba ci czegoś?
            Elaine od razu zaprzeczyła. Po chwili jednak zrobiła krok do przodu.
            -Chciałabym spędzić z Adrianem trochę czasu. Właśnie kończę to, co mi zlecono. Po tym będę miała trochę wolnego czasy. Mogłabym go spędzić z twoim pomocnikiem.
            -Jeżeli on się zgodzi, to ja też.
            Adrian od razu spojrzał na nią z lekkim przestrachem.
            -Może najpierw odprowadzę cię do zamku?
            Danea uśmiechnęła się do niego.
            -Nie ma takiej konieczności. Shane to zrobi.
            Elaine i Adrian dopiero wtedy zauważyli postać idącą w ich stronę. Tak jak powiedziała Księżniczka, był to Shane. Dziewczyna pożegnała się z nimi i ruszyła w jego stronę.
            -Król cię do siebie wzywa – powiedział, biorąc ją pod rękę.
            Nie protestowała. Wiedziała, że teraz czeka ją coś gorszego od spotkania z Rayną i Camem lub trzymanie służącego pod rękę.

            Mimo, że Danea na samym początku myślała, że to spotkanie nie przyniesie niczego dobrego, pomyliła się. Ojciec w ogóle nie zwrócił uwagi na to, że postanowiła olać zajęcia u Anny. Coś tam tylko wspomniał, że żona przyszła i poskarżyła na dziecinne zachowanie jego córki. Jego najwidoczniej to w ogóle nie obeszło. Przy posiłku wypytywał się córkę o spotkanie ze swoimi podopiecznymi. Dziewczyna bez żadnych sprzeciwów opowiedziała mu prawie wszystko. O tym jak Delia wypłakała się jej w ramię. O spotkaniu z Rayną, pomijając rzecz jasna piękne słowa, które użyła w stronę Księżniczki. Wspomniała również o Camie. W tym przypadku jednak nie powiedziała prawdy. Opowiedziała ojcu tylko to, co powiedział jej mężczyzna. Nie widziała powodu, aby skarżyć na Cama skoro wiedziała, że do dzisiejszego wieczora wszystko będzie wyglądało pięknie bez tej iluzji. Za bardzo chciał, aby plan Tori się powiódł. Albo porostu bał się tego, co ona mogłaby mu zrobić, gdyby przez niego coś się popsuło. Fakt Elaine prawie całkowicie pominęła. Wspomniała tylko, że bardzo podoba jej się praca, do której trafiła. Nie widziała potrzeby odpowiedzenia ojcu o jej bliskich stosunkach z Adrianem. Ojciec natomiast opowiedział jej o swoich dzisiejszych audiencjach. O Annie wspomniał później tylko raz. I o dziwo, nie dotyczyło to unieważnienia małżeństwa, choć jeżeli ktoś rozumiał sytuację, mógł odnaleźć tam taki podtekst. Król zastanawiał się, czy nie lepiej byłoby zmienić dla swojej córki nauczycielkę etykiety. Dziewczyna omal nie zachłysnęła się winem. Jej pierwszą nauczycielką była Katarzyna. To jej zawdzięczała najwięcej. Kilka tygodni przed rozwodem została zastąpiona Anną, która zaraz po tym stała się nowa żoną jej ojca. Teraz król chciał zastąpić ją kimś nowym. Najprawdopodobniej swoją przyszłą, trzecią żoną. Nie zauważył jednak zmiany na twarzy swojej córki. Zapytał się jej, czy nie chciałaby spotkać się z Marią. Dziewczyna z wrażenia omal nie zwaliła kieliszka na ziemię. Mimo zaskoczenia wszystkich ludzi Danea traktowała Marię niczym swoją siostrę. Dziewczyna owszem była jej siostrą, ale nie miały tych samym matek. Przed ślubem Henryka z Anną, Maria została uznana za bękarta i wysłana wraz z matką do Walii. Niedawno Katarzyna zginęła, co jeszcze bardziej pogorszyło stosunki pomiędzy królem, a córką. Dziewczyna bowiem, tak jak wiele innych osób, uważała, że to Anna stoi za jej śmiercią. Danea naprawdę cieszyła się na spotkanie z nią. Była to jedna z nielicznych osób, którym mogła powiedzieć wszystkie swoje sekrety.
            Ledwo opuściła komnaty króla zrozumiała, co musi zrobić. Pewną rzecz, którą odkładała od dawna. Danea odnalazła Shana i poprosiła go, aby zaraz po zakończeniu pracy Alice przemycił ją do biblioteki tak, aby Anna niczego nie zauważyła. Nadszedł w kończy czas, aby porozmawiać z siostrą.
            Od razu po tym dziewczyna zamknęła się w swoim pokoju i bardzo skrupulatnie przemyślała to, co powinna powiedzieć dziewczynie.  Destiny kilka razy ją odwiedziła pytając się, czy dobrze się czuje. Dziwnym zjawiskiem bowiem było to, że Księżniczka siedziała zamknięta w pokoju. Gdy nadszedł czas do wyjścia, Danea zastanawiała się, czy dobrze zrobiła. Może lepiej dla Alice byłoby nigdy nie spotkać siostry i żyć w tej błogiej nieświadomości. Teraz jednak, nie mogła się już wycofać. Bardzo powolnym krokiem ruszyła w stronę biblioteki. Gdy znalazła się już w jej wnętrzu, zastał ją bardzo śmieszny widok. Alice siedziała na jednym z krzeseł, cała blada na twarzy, jakby miała za chwilę zemdleć. Shane kucał koło niej, szeptał jej coś przy okazji, wachlując ją jedną z cieńszych książek. Gdy czarnowłosa dziewczyna w końcu zauważyła Księżniczkę, wstała gwałtownie ze swojego miejsca, omal nie przewracając Shanea. Po tym ukłoniła się tak głęboko, że Danea przez kilka chwil zastanawiała się, czy dziewczyna nie ma ochoty połamać sobie kręgosłupa, tak jak rano Delia. Po tym nagle zaczęła się niebezpiecznie przechylać w prawo i gdyby nie Shane, który zdążył już się pozbierać i ją złapać, zanim wylądowała na ziemi.
            -Shane, mógłbyś wyjść? – zapytała, choć to w ogóle nie miało być pytanie.
            Alice gwałtownie złapała go za rękę, dając jej do zrozumienia, że nie pozwoli chłopakowi nigdzie iść. Danea mimo woli zaśmiała się.
            -Alice nie masz, co się martwić. Nie lubię zjadać na kolację swoich sióstr. Wolę to robić przy śniadaniu, dlatego nie masz się czego bać.
            Shane parsknął śmiechem, ale gdy zauważył przerażoną minę Alice, przestał. Nachylił się nad jej uchem i coś jej powiedział. Danea z tej odległości nie słyszała, o co chodziło, była jednak pewna, że podziałało. Czarownica kiwnęła głową, po czym puściła chłopaka. Shane ruszył w stronę drzwi, po drodze uśmiechając się do Daneli. Gdy minął ją w drzwiach, dziewczyna odwróciła się w jego stronę i zawołała go. Głowa Shanea po raz kolejny ukazała się w drzwiach.
            -Najlepiej piętnaście metrów do drzwi – powiedziała.
            Chłopak od razu zrozumiał, o co jej chodził. Zasalutował tylko i ruszył jak najdalej od biblioteki. Księżniczka doskonale wiedziała, że jej służący uwielbia podsłuchiwać rozmowy, które w ogóle nie powinny dotrzeć do jego uszu. Stąd wiedział o groźbach rzuconych przez Annę w stronę Danei. Wiedział zapewne wiele różnych innych rzeczy, o których żaden inny służący nie wiedział. Dziewczyna była pewna, że Alice później opowie mu wszytko. Teraz jednak wolała, aby nie stał koło drzwi i ich nie podsłuchiwał.
            Odwróciła się znów stronę Alice i niewielkimi kroczkami zaczęła zbliżać się w jej stronę.
            -Dobrze ci tutaj? – zapytała przypominając sobie wszystko, co zaplanowała powiedzieć. Gdy Alice niepewnie kiwnęła głową, kontynuowała: - Przepraszam, że dostałaś posadę akurat u Anny, ale to było najlepsze miejsce na to, aby cię chronić.
            Danea była pewna, że Alice jest dobrze traktowana przez Annę. Można było również powiedzieć, że bardzo dobrze. Kobieta w ogóle nie zorientowała się, że ma przed sobą bękarta swojego męża. To dobry znak.
            -Czemu mnie chronić? – zapytała niepewnie Alice ściszonym głosem.
            Dziewczyna nie widziała potrzeby w mówieniu jej prawdy. Po co miała martwić się tym, że Anna, u której pracuje nienawidzi wszystkich bękartów? Po co miała wiedzieć, że jeden z nich stracił już głowę, zaraz potem jak ta dowiedziała się, kim jest ów chłopak? Po co miała wspomnieć, że jej matka zginęła z zazdrości tej kobiety? Ona i tak była już bardzo wystraszona. Danea nie wiedziała, kto jest temu winien – Tori, czy może jeszcze ktoś inny. Nie chciała przysporzyć jej jeszcze więcej problemów.
            -Przed polityką, przed tymi wszystkimi intrygami. Poza tym, nikt nigdy nie pomyślałaby, że jeden z bękartów Henryka pracuje u Anny.
            Alice na chwilę poczerwieniała. Najwidoczniej uraziło ją to określenie. Najwidoczniej nikt jej tak wcześniej nie nazywał.
            -Nie masz się, co wstydzić tego, kim jesteś – zaczęła Danea. – Ja jestem identyczna jak ty, mimo że mieszkam w tym pałacu. Nadal wszędzie na około są ludzie, którzy uważają, że nie powinno mnie tu być. Staram się pomagać każdemu dziecku ojca, chociaż w ogóle nie podoba mi się jego zachowanie. Nie widzę jednak powodu, aby nienawidzić swojego rodzeństwa, skoro jestem tak naprawdę taka jak oni. Nie mogę nienawidzić ich, za błędy swojego ojca.
            Alice wpatrywała się w podłogę. Gdy uniosła wzrok było widać, że jej oczy są lekko szkliste.
            -Kiedy będę mogła poznać tatę? – zapytała szeptem po chwili ciszy.
            -Dopiero, gdy Anna nie będzie nam przeszkadzać. A uwierz mi, stanie się to niedługo – odpowiedziała jej zgodnie z prawdą.

            Po tym dziwnym i zaskakującym spotkaniu z Alice, Danei strasznie zachciało się spać. Oprzytomniała jednak od razu, gdy znalazła niewielką karteczkę przy swoim lusterku. Od dawna na nią czekała. Upewniła się jeszcze, że jest to to, o czym myśli. Gdy przeczytała drobnymi pochyłymi literkami zaproszenie na ognisko, pisnęła uradowana. Raz na jakiś czas Destiny i jej mąż Tom, organizowali właśnie ognisko, na które zapraszali kilkoro dobrze sobie znanych osób, w tym właśnie Danee. Niekiedy również pojawiał się Adrian, ale robił to zawsze dopiero pod sam koniec. Dawno jednak nie organizowali czegoś takiego, dlatego tak bardzo ucieszyła ją wizja spędzenia czasu z Tomem. Widywała go rzadko, ale uwielbiała przebywać w jego towarzystwie. Umiał pięknie opowiadać. Wszyscy zawsze zastanawiali się, czy to, o czym opowiada jest prawdą, czy tylko czymś wymyślonym w danej chwili.
            Danea ubrała się w jedną z sukni uszytych specjalnie na tę okazję. Musiała się jakoś stamtąd wydostać. Potrzebowała więc czegoś, co nie rzuca się w oczy. Destiny właśnie dlatego kiedyś załatwiła jej jednolitą, szarą sukienkę, w którą w normalnym przypadku Księżniczka by się nie ubrała. Wszystkie chwile spędzone przy ognisku były warte tego niewielkiego cierpienia. Szybko zarzuciła na siebie czarną, ciepłą pelerynę i ruszyła ku drzwiom. Wszyscy zawsze śmiali się, że z pałacu Henryka łatwiej wyjść, niż wejść, co było prawdą. Strażnicy wypuszczali każdego, nawet nie patrząc mu na twarz. Jednak, gdy mieli kogoś wpuścić, robili więcej zamieszania, niż jest to potrzebne. Dlatego z takich spotkań wracało się dopiero nad ranem, w momencie, w którym większość ludzi przychodziło do pracy. Łatwiej się wtedy było prześlizgnąć.
            Tak jak się spodziewała strażniczy w ogóle nie zwrócili na nią uwagi. Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się nawet, czy jeden z nich nie zasnął na warcie. Teraz jednak jakoś specjalnie ją to nie interesowało. Prawie w podskokach ruszyła w stronę domu Destiny i Toma. Mimo zdziwienia wszystkich ludzi, ich dom znajdował się na królewskiej ziemi. Król, gdy był jeszcze młody, pozwolił tej dwójce wybudować w tym miejscu domek pod warunkiem, że będą dla niego pracować. Robią to do teraz.
            Danea zaczęła powątpiewać w to wszystko w momencie, gdy na horyzoncie ukazał się ich domek. Zawsze, gdy przychodziła na spotkanie, wszyscy inni już byli. Ogień palił się wesoło, a z oddali było słychać śmiechy ludzi. Teraz jednak tego wszystkiego nie było. Żadnego ognia. Żadnych śmiechów. Żadnych ludzi. W domu nawet nie było zapalonych świateł. Księżniczka zmarszczyła brwi, zastanawiając się, czy to jakiś żart, czy może źle zrozumiała informację z kartki. Nie zdążyła jednak dość do żadnego wniosku, gdy poczuła na swoich ustach czyjąś rękę, a druga złapała ją w pasie i brutalnie pociągnęła w stronę niewielkiej, starej stodoły, w której było przechowywane siano. Dziewczyna zaczęła się wierzgać i kopać swojego napastnika. Nie dała mu jednak rady. Została brutalnie rzucona na stóg siana. Zniesmaczona wypluła to, co dostało się jej do ust, dopiero wtedy odwróciła się w stronę swojego napastnika. Trochę zatkało ja, gdy zobaczyła przed sobą Cama. Po tym poczuła strach. On był nieobliczalny.
            -I jak podoba się naszej Księżniczce sceneria? Przykro mi, że to nie jest ognisko, którego oczekiwałaś, ale to musi ci wystarczyć.
            Przez krótką chwilę przed strach przedarła się wściekłość. To on podłożył jej karteczkę i zaprowadził tu.
            -Wypuść mnie stad, a niczego nie powiem królowi – powiedziała łapiąc się ostatniej deski ratunku. – Nie chcesz chyba stracić pracy?
            Głos jej drżał, jak nigdy dotąd. Podobnie bała się, gdy została zaatakowana nożem. Wtedy była w pałacu, a nie tak jak teraz, na jakimś odludzi.  Tu nikt by jej nie usłyszał, nawet gdyby zaczęła krzyczeć.
            Cam zaśmiał się w taki sposób, że po plecach dziewczyny przeszły ciarki.
            -Już nie bądź taka oficjalna. Nie chciałabyś się zabawić?
            Nim Danea zdołała zrozumieć, o co mu chodzi, chłopak w ciągu sekundy pojawił się na przeciwko niej i brutalnie wbił się w usta dziewczyny. Przez chwilę siedziała zszokowana i nie była w stanie niczego zrobić. Dopiero po chwili, gdy zrozumiała, co się dzieje, spróbowała odepchnąć go od siebie. To jednak na dużo się nie zdało, Cam wziął to za zaproszenie. Przyciągnął ją do siebie jeszcze bardziej. Dziewczyna nie wiedząc już, co powinna zrobić, ugryzła go w wargę mając nadzieję, że to jakoś pomoże. O dziwo pomogło, ale tylko na chwilę.
            Cam oderwał się od niej gwałtownie, po czym przyłożył rękę do krwawiącej wargi. Przez chwilę popatrzył na nią nienawistnie. Danei zachciało się krzyczeć, mimo iż wiedziała, że nikt jej nie usłyszy. Zdołała wydobyć z siebie tylko kila krótkich pisków, gdy poczuła się jakby coś zablokowało jej gardło i nie pozwalało mówić.
            Cam zaśmiał się nachylając się nad uchem dziewczyny.
            -Widzisz przez iluzję, ale najwidoczniej nie jesteś na nią odporna.
            Dziewczyna nie mogła mówić, co nie oznaczało, że nie mogła się poruszyć. Z całej siły, na jaką było ją stać, uderzyła go w twarz. Już chciała się zerwać z miejsca, aby uciec, gdy poczuła jak jej całe ciało drętwieje i robi się ciężkie, niczym kamień. Nie mogła poruszyć żadną jego partią, jakby nie należało do niej. Znów iluzja, której nie była w stanie przezwyciężyć.
            -Chciałem, żeby było miło. Ale skoro ty tego nie chcesz, to twój problem – powiedział tylko masując policzek.
            Nagle gwałtownie wstał i jakby coś go goniło zaczął zdejmować spodnie. Danea odwróciła wzrok, a z jej oczu pociekły łzy. Nigdy nie sądziła, że znajdzie się taki idiota, jak on, który zechce ją zgwałcić na stogu siana. W tym momencie zazdrościła innym, które były w takiej sytuacji. One, chociaż mogły walczyć i krzyczeć. Jej nawet to zostało odebrane. Zacisnęła mocno oczy, gdy poczuła jak Cam ściąga jej sukienkę, a po tym, bieliznę. Danea chciała, aby to wszystko już się skończyło. Wolałaby umrzeć, niż być tu, w tym miejscu i jeszcze z tym osobnikiem.
            Nim jednak doszło do czegokolwiek, usłyszała jakby drzwi stodoły zostały wyrwane z zawiasów, a ktoś wpadł do środka niczym huragan. Nie widziała dokładnie, kto to. Była jednak pewna, że rzucił się na Cama, odciągając go od niej. Dwie czarne plamy szarpały się przez chwilę, wydając z siebie tysiące różnych dziwnych dźwięków. Po tym nagle jeden z nich zaczął dominować nad drugim i bardzo brutalnie wyciągnął go za zewnątrz. Danea nie była wstanie powiedzieć, kto to był i kto wygrywał. 
            Gdy obydwie czarne postacie zniknęły za drzwiami, dziewczyna przestała odczuwać na sobie działania iluzji. Gwałtownie podciągnęła pod siebie nogi. Po tym ze łzami w oczach i drżącymi rękoma próbowała naciągnąć na siebie zdjętą przez Cama bieliznę i poprawić jakoś suknię. Zakończyła to dokładnie w momencie, gdy do szopy ponownie weszła jakaś czarna postać. Dziewczyna pisnęła odsuwając się od swojego napastnika jak najdalej. Przestała dopiero wtedy, gdy poczuła za sobą twardą, drewnianą ścianę. Wtedy ręka osobnika, który się tu pojawić zapłonęła ogniem. Przystawił ją pod twarz, aby oświetlić ją i pokazać Danei, kim jest. To nie był Cam, to był Shane, który musiał uratować ją przed tym straszymy końcem. Mimo, że ją uratował, nie chciała przebywać w jego towarzystwie. Nie chciała przebywać w niczyim towarzystwie.
            -Idź stąd… - powiedziała cichym, drżącym głosem. – Zostaw mnie w spokoju.
            Dopiero po wypowiedzeniu tych słuch wybuchła płaczem. Najwidoczniej w jej żyłach płynęło wpadanie w histerię, z której nikt nie był wstanie jej wyciągnąć. Łzy były wielkości grochu i płynęły niewielkimi plotkami po policzkach. Z gardła dziewczyny
wydobywały się dziwne dźwięki, które zawsze pojawiały się w takich momentach.
            Shane nie zwrócił najmniejszej uwagi na to, co powiedziała Księżniczka, powoli i spokojnie podszedł do niej, usiadł obok i przygarnął ją do siebie. Dziewczyna przez kilka chwil szarpała się, jakby naprawdę chciała zostać sama ze swoimi smutkami. W momencie, w którym Shane chciał opuścić to miejsce, złapała go za koszulę i przytuliła się do boku szlochając cicho. Gdy już w miarę możliwości otrząsnęła się ze wszystkiego, to poczuła się strasznie senna.
            -Nie każ mi zasypiać – powiedziała cicho starając się nie zamknąć oczu.
            Shane uśmiechnął się tylko do niej.
            -Gdy będziesz spać, nie będą dręczyć cię wspomnienia. A kto wie może, gdy się obudzisz, nie będziesz już niczego pamiętała.
            Dziewczyna poczuła jeszcze tylko jego ciepłą rękę na swoim policzku nim ciemność zabrała ją całkowicie. Zapadła w sen bez wspomnień.

            Rano, gdy pierwsze promienie słońca dotarły do jej twarz Danea otworzyła oczy, była zdezorientowana. Nie mogła sobie przypomnieć, co robi w jednej ze starych szop wraz z Shanem. Nie mogła sobie przypomnieć niczego. Gdy odwróciła głowę w bok, zobaczyła jeszcze śpiącą twarz Shana. Jedną rękę miał wplecioną w jej włosy, a drugą obejmował jej własną dłoń. Jego twarz była spokojna, jakby we śnie był w miejscu, w którym chciał się znaleźć. To jednak nadal nie tłumaczyło tego, czemu leżała koło niego na stogu siana. Kątem oka spojrzała na ich ubrania. Wszystko było na miejscu, co oznaczało, że nic między nimi się nie wydarzyło. Niewielkie pocieszenie przeciw całej tej pustce.
            Po kilku chwilach chłopak poruszył się. Przez chwilę dziewczyna miała nadzieję, że się obudzi i wyjaśni jej, co takiego się tu wydarzyło. On jednak tylko odwrócił się na drugi bok. Jego twarz znalazła się dokładnie w zagłębieniu pomiędzy ramieniem Danei, a jej szyją. Dziewczyna drgnęła, gdy poczuła jego usta na swojej szyi. Po tym mruknął coś niezrozumiale. Była pewna, że nadal znajdował się w objęciach snu. Księżniczka natomiast poczuła się dziwnie. Przez jej ciało przeszedł przyjemny dreszcz, gdy Shane poruszał się nieznacznie dotykając przy okazji jej skóry. Po tym jednak poczuła przedrażnienie. Czemu czuła coś takiego? Czy to w ogóle było możliwe? Nim się zorientowała szturchnęła go w ramię, po czym wstała gwałtownie. Chłopak wylądowała z twarzą na sianie, co zapewne go obudziło. Podniósł się gwałtownie i nieprzytomnym wzorkiem rozejrzał się dookoła. Gdy zobaczył Danee uśmiechnął się lekko.
            -Żyjesz jeszcze? – zapytał rozciągając się.
            Danea nie zwróciła uwagi na to pytanie.
            -Co my tu robiliśmy? Co się stało? I czemu ja do cholery nic nie pamiętam?
            Na twarzy chłopaka pojawił się półuśmiech, który po chwili został zastąpiony troską.
            -Nic nie pamiętasz? Dziwne. Wczoraj wieczorem wyszłaś z pałacu. W sumie nawet nie wiem, czemu. Po drodze jednak ktoś się zaatakował. Zapewne, gdyby nie to, że szedłem za tobą, stałoby się coś strasznego. Na całe szczęście uratowałem cię. Nie mogliśmy jednak wrócić na zamek. No wiesz, łatwej jest wyjść, niż wejść. Zostaliśmy więc tu na noc.
            Danei coś w tej historii nie grało. Nie miała dowodów na to, że Shane kłamał, więc nie poruszyła już tego pytania. On natomiast podniósł się z ziemi, otrzepał z siana, po czym podał jej swoją rękę. Skorzystała z pomocy. Przez kilka chwil sama doprowadzała się do porządku. Po tym, wraz ze sowim służącym, wyszła na zewnątrz. Ze zdziwieniem zobaczyła dom Destiny i Toma. Jak ona dostała się tu, w nocy? I po co?
            Jej rozmyślanie zostały jednak przerwane przez sylwetkę, która wyszła z ów domu. Dziewczyna miała ochotę się zaśmiać. To tylko Max, zapewne tak nieprzytomny, że nawet ich nie zauważył. Nie spodziewała się tego, co stało się po tym.
            Jakaś niewielka postać wyskoczyła z krzaków i naskoczyła na chłopaka. Przez chwilę Danea widziała tylko dwie walczące sylwetki. Wtedy niewielka postać zmów wskoczyła w krzaki zostawiając Max na ziemi. Księżniczka krzyknęła i nim Shane zdążył się zorientować, co się stało ruszyła biegiem w stronę chłopaka. Leżał na ziemi ze sztyletem w klatce piersiowej. W oczach Danei pojawiły się łzy, ukucnęła koło niego. Niepewnie złapała za sztylet, po czym go wyjęła. Zrozumiała, jaką głupotę popełniła w momencie, w której to zrobiła. Krew wcześnie tamowana przez ostrze zaczęła teraz wypływać z podwójnym tempem, plamiąc ubranie Maxa w raz z ziemią. Dziewczyna nie bardzo wiedząc, co powinna zrobić przyłożyła ręce do rany. Nigdy wcześniej nie była w takiej sytuacji. Nikt też nie spodziewał się, że w takiej się znajdzie, dlatego nie wiedziała, co powinna zrobić.
            -Shane, pomóż mi – pisnęła, gdy jej ręce zrobiły się całe czerwone od krwi.
            On jednak nawet nie patrzył w jej stronę. Danea sama po chwili spojrzała w to samo miejsce. W ich kierunku zmierzała jakaś kobieta okryta peleryną i kapturem. Gdy znalazła się obok nich, zdjęła kaptur ukazując ładną, szczupła twarz okoloną burzą brązowych loków. Duże nienaturalne żółte oczy wpatrywały się w Danee.
            -Tori – wyszeptał Shane, po czym zerwał się z ziemi robiąc dla niej miejsce.
            Kobieta ukucnęła po drugiej stronie Maxa. Położyła rękę na jego klatce piersiowej i zamknęła oczy. Po kilku chwilach pomiędzy palcami zobaczyła niebieskie światełko, które zaczęło rozchodzić się po całym jego ciele. Otaczając je niczym kokon. Tori zabrała rękę i wstała odchodząc kawałek dalej. Danee to jednak nie interesowało. Czekała, aż kokon pęknie po tym przez kilka długich minut czekała na jakikolwiek znak tego, że Max ożyje. Gdy zobaczyła pierwszy niewielki ruch jego klatki piersiowej, miała ochotę krzyczeć ze szczecią. Chciała podziękować Tori za pomoc. Nie zdążyła jednak, bo kobieta odeszła.

            Shane jeszcze nigdy nie był tak wdzięczny losowi, gdy zobaczył Tori. Nie znał tego młodego człowieka, który umierał koło nich. Czuł jednak, że był to ktoś ważny dla Danei. Nie chciał, żeby dziewczyna była smutna. Gdy czarownica wykonała już cały swój proces ożywienia i odeszła kawałek, ruszył za nią.
            -Wiesz, co ten debil znów zrobił? – zapytał i po raz kolejny poczuł wściekłość na myśl o Camie.
            Gdy poprzedniego dnia zobaczył wymykającą się sylwetkę Danei, nie chciał za nią iść. Nawet jej potrzebna była swoboda. Po tym jednak coś go tknęło i pobiegł za nią. To, co zastał, przeraziło go. Wiedział, że jego brat był brutalny, ale nigdy nie posądziłby go o chęć gwałtu na kimkolwiek. A już na pewno nie na Księżniczce Danei. Ona była za nich odpowiedziała. Wystarczyło tylko jedno jej słowa, a wszyscy straciliby pracę. A to by się Tori nie spodobało. Najwidoczniej w tym przypadku nawet nie pomyślał o konsekwencjach. Gdy Shane wyciągnął go siłą z tej szopy, Cam uciekł, niczym bezpański pies. Był pewien, że już nie wróci.
            -Mogę się tylko domyślać, co Cam znów zrobił. Widzę, że najwidoczniej tobie się to nie spodobało skoro tak go pobiłeś.
            Shane opowiedział jej wszystko z każdym szczegółem. Był pewien, że po powrocie do domu Camowi oberwie się również od Tori. Kobieta była wściekła. Taki głupi czyn mógł zniszczyć wszystkie jej plany.
            -Jesteś pewien, że dziewczyna nic nie pamięta? – zapytała po chwili.
            Shane pokiwał głowa.
            -Może Danea widzi przez iluzję, ale na pewno nie jest na nią do końca odporna. Nie powinna sobie o tym nigdy przypomnieć.
            W momencie, w którym postanowił to zrobić, nie kierował się w ogóle dobrem planu Tori, tylko tym, jak to wydążenie mogło wypłynąć na psychikę dziewczyny. Już i tak miała ciężko pomiędzy tymi wszystkimi zapatrzonymi w siebie ludzi. Nie widział powodu, by dokładać jej jeszcze to.
            -A ty, co tu w ogóle robisz? – zapytał po chwili podejrzliwie.
            Tori wzruszyła ramionami.
            -Domyśliłam się, że to, co zrobił Cam nie mogło dotyczyć nikogo innego, jak tylko naszej Księżniczki. Wolałam się upewnić, że to nic, co zagrażałoby mojemu planowi. Ale skoro ty już usunąłeś jej pamięć, to ja tu nie jestem potrzebna.
            Tori odwróciła się, aby odejść. Zatrzymało ją jeszcze ostatnie pytanie Shanea.
            -Wiesz może, kto zaatakował chłopaka, którego przed chwilą uratowałaś?
            Kobieta zatrzymała się, po czym odwróciła w stronę młodszego brata.
            -Nie wiem – powiedziała, a następnie odeszła.
            Shane nie chciał jej tego mówić, ale był pewien, że kłamała. Miał doskonały wzrok i przez kilka chwil zobaczył twarz osoby, która zabiła pazia. Nie wiedział, czy w tym maczała palce Tori, ale był pewien jednego. Chłopaka zabił Tommy.

Mimo, że sama świąt nie obchodzę pragnę wam złożyć życzenia. a co ^^ 
Życzę wam dużo weny, ciekawych rozdziałów, dużo czytelników i pomysłów.
Życzę wam dobrego jedzenia, słodyczy i aby to wszystko nie szło w dupę czy w biodra xd
Życzę niezapomnianego nowego roku i szczęścia w tym nadchodzącym.

Kocham tą przeróbkę normalnie <3 bo ogólnie to ich nie lubię. ale akurat ich to wszytko uwielbiam xd
No i oczywiście powinnam się tłumaczyć, bo nie dodałam rozdziału na czas. eee. w sumie to chyba nie ma usprawiedliwienia dla mnie. tak wszyło i już. następny powinien się pojawić o wiele szybciej.  o ile najdzie mnie ochota, aby go pisać.
tak mi szkoda Maxa, że aż nie jestem tego wstanie opisać ;( dla zapominalskich ten chłopak, który został przemieniony pod koniec rozdziału to ten sam, który był przyjacielem Dan w księdze III i ten, który przyjął na siebie atak Afrodyty. również to ten sam, który powiedział jej o mieczu. to tak w ramach przypomnienia xd

Mam nadzieje, że uda mi się coś dodać przed nowym rokiem. chociaż nic nie obiecuję!
pozdrawiam,

13 komentarzy:

  1. Muszę Ci przyznać, że chociaż nie lubię muzyki na blogach, to Twoja mi się podoba. Czytam, czytam, a ona mi takie przyjemne tło daje. :D Może dlatego, że nie ma tego całego przepychu słów.

    PS Zapraszam na rozdział 4.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię piosenek na blogach. słowa przeszkadzają mi w czytaniu. dlatego w tym przypadku wybrałam kilka muzyczek, które powinny komponować się z treścią;) cieszę się, że ci się to podoba!

      Usuń
    2. Komponują się, są bardzo nastrojowe. :)

      Usuń
  2. Ponieważ strasznie się śpieszę, bo zaraz wyjeżdżam, a koniecznie chce dać znać, że przeczytałam, więc krótko. Więcej napisze po powrocie.
    Podoba mi się strasznie i coraz bardziej wciąga. Tori jest fascynująca i intrygująca...
    Szczęśliwego nowego roku Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo;) to czekam na coś dłuższego^^
      Również życzę szczęśliwego nowego roku;*

      Usuń
  3. Co za fantastyczny szablon! Piękny jest, a ta kolorystyka zdecydowanie pasuje.
    Rozdział również mi się podobał. Był długi i obfitował w wydarzenia, a ja to bardzo lubię, bo mogę się wczytać bez obawy, że zaraz tekst mi się urwie i będę musiała wyczekiwać kolejnego rozdziału. Cóż, przyznam bez bicia, że trochę pogubiłam się w akcji, bo mam u ciebie niezłe zaległości. Muszę wrócić do poprzednich rozdziałów, aby coś więcej powiedzieć, ale musisz wiedzieć, że jestem twoją wielką fanką i uwielbiam twoich bohaterów ^^
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję;)
      Sama wolę, gdy są dłuższe rozdziały, bo mogę więcej w nich napisać. a ta księga jest taka obfita w wydarzenia ponieważ muszę wszytko wyjaśnić przed ostatnią i decydującą^^
      Mam nadzieje, że niedługo się odnajdziesz;)
      Również pozdrawiam!

      Usuń
  4. Chcę stacjonarny! Ale wydaje mi się, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy będę sobie mogła tylko chcieć... Na tym włączenie Worda trwa parę minut, a co dopiero sprawne pisanie i publikowanie na blogu. Muszę mieć jakieś wirusy, ale nie chcę dawać go do naprawy, bo szkoda inwestować pieniądze w coś, co już raczej nie będzie w pełni sprawne.
    W sumie racja, przepraszać nie powinnam, co najwyżej ostrzegać. :D Świat jest pełen takich idiotów jak Pawełek, niestety. Co do Marty... Albo, nie. Nie będę spoilerować. :]
    Dziękuję i wzajemnie. :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha normalnie jakby słyszała historie mojego starego laptopa^^ włączał się piętnaście minut, a gdy już to łaskawie zrobił to był cud. później w końcu przestał się włączać. i tyle go widziałam. taka tam wredota przedmiotów martwych xd

      Usuń
  5. "Poza tym podpadła mu po przez kilka innych decyzji." poprzez, pisane łącznie.
    "Jedną właśnie z tych rzeczy było to, że wchodził do jej komnaty mimo wyraźnego zakazu." to zdanie trochę składniowo leży i błaga o poprawienie. Wydaje mi się, że lepiej byłoby "Jedną z tych rzeczy było właśnie to, że wchodził do jej komnaty mimo wyraźnego zakazu." albo w ogóle pozbyć się tego "właśnie".
    jeszcze kilka innych błędów składniowych, ale nie chciało mi się ich wypisywać.
    bardzo mi się podoba, że rozdział obfitował w akcję i ciekawe zdarzenia, jednak fakt, że przeczytałam go kilka dni temu trochę utrudnia mi pisanie komentarza. wybacz, że dopiero teraz, miałam dość ograniczony dostęp do komputera.
    ale wracajac do treści, chciałam ci powiedzieć, że jestem pod wrażeniem tego, jak zgrabnie prowadzisz tą opowieść, mieszając w niej postacie i fakty historyczne, dodając własnych bohaterów. ciągniesz wiele wątków, ale się w nich nie gubisz, co sprawia, że wszystko jest na swoim miejscu.
    Uwielbiam Shane'a. ciepło na sercu mi się zrobiło, jak czytałam o tym, że zawsze jest przy Denei gotów ją pocieszyć. to takie milutkie.
    życzę szczęśliwego nowego roku ;)
    xo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci za miłe słowa;) błędy za chwilę postaram się poprawić^^

      Usuń
  6. Zapraszam cię na nowy rozdział "Amazonki" na blogu lenaskolowska.blogspot.com.
    Jeśli chcesz wiedzieć wcześniej niż inni o nowych rozdziałach, pojawiających się na moim blogu zapraszam na fanpage na facebooku: https://www.facebook.com/LenaSkolowskaOfficial
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Po prostu ten stary onetowski sposób powiadamiania wszedł mi w krew. No i to okazja do zaproszenia na fanpage. Staram się jakoś promować bloga.

    OdpowiedzUsuń

wykonała Anaya