środa, 4 grudnia 2013

V. Rozdział 2

            Danea, gdy była mała, uwielbiała uciekać z pałacu, aby przyglądać się życiu innych ludzi. Niekiedy był to teren pałacu, innym razem miasteczko. Jedno z takich wyjść zapadło jej w pamięci, non stop odtwarzane w jej koszmarach. Był to jedyny raz, w którym odważyła się wyjść nocą. Miała wtedy pięć lat i była strasznie ruchliwym i męczącym dzieckiem. Wystarczyło na chwilę spuścić ją z oczu, a już można było ją szukać w innej części pałacu. Tak też stało się i tym razem. Kilka dni wcześniej na świat przyszło kolejne dziecko króla, które i tak za kilkanaście dni miało umrzeć. Danea jednak wtedy tego nie rozumiała. Nie wiedziała, czemu nagle większość służby z pałacu zniknęła, czemu ojciec nie chciał się z nią spotkać i czemu jej matka nie chciała się z nią bawić. O wszystkim dowiedziała się dopiero po kilku latach, od Adriana. Wtedy jednak było to dla niej niezrozumiałe. Dlatego też postanowiła wymknąć się z pałacu, bo wewnątrz niego było po prostu nudno. Na zewnątrz szybko zrobiło się ciemno, ale jej to nie psuło zabawy. Okazało się, że większość pałacowej służby miało wolne, a swój czas spędzali w ogrodach, bawiąc się. Dla Danei było to naprawdę fascynujące. Przyglądała się rozpalanym ogniskom, patrzyła jak ludzie tańczą i śpiewają. Chciała do nich dołączyć, ale wiedziała, że gdyby ktoś ją rozpoznał, to od razu odesłałby do ojca.
W pewnym momencie ktoś gwałtownie złapał ją za ramię. Mała krzyknęła przerażona, po czym próbowała uwolnić się z niechcianego uścisku. Nie była w stanie. Mężczyzna stojący przed nią był ogromny i do tego pijany.
-Tu jesteś gówniaro! Myślałaś, że mi uciekniesz? – Mężczyzna wbił swoje grube palce w jej ramię, przez co Danea pisnęła z bólu. – Ciekawe, co powie twoja matka, gdy się dowie, że znów uciekłaś. Oby nie ominęła cię chłosta.
Dziewczyna może i była młoda, ale doskonale wiedziała, że musi mu po prostu uciec. Szybko jednak zrozumiała, że szarpiąc się i krzycząc nic nie wskóra. Postanawiała, więc sięgnąć po ostrzejsze środki. Najsilniej jak potrafiła ugryzła go w rękę. Matka zawsze powtarzała jej, że nie powinna nikomu tego robić. Miała nadzieję, że zrozumie ją, gdy się dowie, co takiego przytrafiło się jej córce.
O dziwo reakcja była natychmiastowa. Mężczyzna krzyknął puszczając Danee. Ta jednak nie zdążyła uciec. Po krótkiej chwili poczuła się prawie identycznie, jak miesiąc wcześniej, gdy przez przypadek uderzyła w drzwi szafy. Mężczyzna uderzył ją w twarz, w taki sposób, że mała Księżniczka upadła na ziemię. Dotknęła swoją niewielką rączką policzka, po czym rozpłakała się. Nie robiła tego zbyt często, tego właśnie nauczył ją ojciec. Teraz jednak nie była w stanie się powstrzymać.
Mężczyzna po raz kolejny złapał ją za ramię, po czym gwałtownym ruchem podciągnął do góry, aby stanęła na nogach. Zrobił tylko dwa kroki, gdy drogę zagrodził mu pewien młody chłopak. W tamtym momencie Danea widziała go po raz pierwszy, teraz jednak doskonale wiedziała, kim on był. Gdy mężczyzna chciał go wyminąć, ten zatrzymał go gwałtownym ruchem.
-Czego chcesz, szczylu? – zapytał.
Na chwilę zapomniał o dziewczynie, ponieważ puścił ją. Danea upadła na ziemię. Szybko pozbierała się i na czworakach zaczęła uciekać. W tym akurat momencie mężczyzna przypomniał sobie o niej i odwrócił się w jej stronę. Już chciał ją gonić, lecz zatrzymał go chłopak.
-Zostaw ją w spokoju – powiedział spokojnym tonem, choć w jego oczach było widać wściekłość.
Mężczyzna spojrzał na niego niczym ma gówno, które leży mu pod stopami – z niesmakiem i pogardą.
-A co ty szczylu możesz wiedzieć o wychowywaniu dzieci, he? Zrób sobie najpierw ich z pięć, wychowuj je, a po tym pouczaj innych.
Gdy Danea była już pewna, że jest na tyle daleko, aby mężczyzna nic jej nie zrobił, odwróciła się w tamtą stronę.
-Powiem może jaśniej. Zostaw Księżniczkę Danee w spokoju, inaczej poznasz gniew króla na własnej skórze – powiedział mu chłopak zerkając w stronę dziewczyny.
Mężczyzna wybuchnął takim śmiechem, że przez chwilę można było zastanawiać się, czy się nie dusi.
-Ta gówniara ma być Księżniczką? – zapytał pokazując na Danee. - Dziwne, bo jakoś nie przypominam sobie, abym był królem.
Chłopak spojrzał na niego rozbawiony.
-Nie nadawałbyś się nawet na jego podnóżek.
Tylko na to czekał. Mężczyzna wściekł się. Zamachnął się w jego stronę i chciał uderzyć najmocniej jak potrafi. W jego stanie nie było to jednak możliwe. Chłopak bez problemu uchylił się od uderzenia, po czym zaserwował mu to samo. On jednak trafił w zamierzony punkt. Mężczyzna upadł na ziemię. Chłopak nie zwracał na niego więcej uwagi. Podszedł do ukrytej w krzakach Danei. Nie odwrócił się nawet wtedy, gdy usłyszał groźby ze strony mężczyzny.
Ukucnął koło niej.
-Nic ci nie jest?
Dziewczyna nie odpowiedziała. Otworzyła szerzej oczy i wpatrywała się w niego z zaskoczeniem. Nim się spostrzegł położyła mu niewielkie raczki na policzkach.
-Masz takie ładne, kolorowe oczy – wyszeptała wpatrując się w nie, jak zahipnotyzowana.
Chłopak spojrzał na nią zaskoczony.
-Jakie oczy mała, o czym ty mówisz?
Księżniczka nie powiedziała już niczego innego. Pozwoliła wziąć się na ręce i zanieść do pałacu. W połowie drogi, gdy była gdzieś pomiędzy światem sennym, a żywych po raz kolejny położyła swoją dłoń na jego policzku.
-Nie możesz być człowiekiem. Jesteś moim aniołem stróżem.
W normalnym przypadku sen ciągnął się jeszcze długo. Widziała jak chłopak, którym był Adrian, opowiadał królowi o tym, co spotkało Księżniczkę. Widziała też to, co później się stało. Tamte wspomnienia były straszniejsze. Tym jednak razem nie zobaczyła ich. Została gwałtownie wyrwana ze snu.
            Każdego normalnego dnia, gdy się budziła pierwszą rzeczą, którą widziała był biały sufit. Nie tym razem. Tego ranka pierwszą rzeczą, którą ujrzała, była para zielonych oczu kilkanaście centymetrów od niej. Danea nie wiedziała, czemu to zrobiła. Wszystko zapewne było spowodowane wspomnieniami albo snem, który nawiedzał ją od czasu do czasu. Danea krzyknęła najgłośniej jak potrafiła, jakby właśnie od tego zależało jej życie. Ów przybysz rzucił się gwałtownie do tyłu, omal nie spadając z łózka, po czym w ciągu kilku sekund znalazł się na środku pomieszczenia patrząc na nią zdziwionym wzrokiem. Dopiero wtedy dotarło do niej, co takiego zrobiła.
            -Co Wasza Wysokość tak krzyczy? To tylko ja – powiedział Shane, gdy zauważył, że Danea w końcu się uspokoiła.
            Ona jednak wcale nie była spokojna. Jej serce pędziło niczym koń podczas biegu, twarz zrobiła się blada niczym papier, a nieprzyjemne wspomnienia szalały po głowie. Otrząsnęła się dopiero w momencie, w którym poczuła ciepłą dłoń Shanea na swojej. Przez chwilę wpatrywała się w jego oczy zastanawiając się, co jej bardziej przypominają - wiosenną trawę, czy jabłka, które tak uwielbiała. To jednak trwało tylko chwilę, choć dziewczyna zaczynała być pewna, że mogłaby utonąć w tych oczach, choć nie były błękitne tak jak jej. Opuściła wzrok na ich splecione ręce. Nie wiedziała nawet, w którym momencie pozwoliła mu wpleść jego dłonie z jej. Wiedziała jednak, że nie powinno do tego dojść. Wyrwała gwałtownie rękę z uścisku, po czym spojrzała na niego z kamienną miną, choć była pewna, że jej oczy nadal są przepełnione strachem.
            -Co ty tu robisz? – zapytała, mając nadzieję, że głos jej nie zadrżał. – Jeszcze nie zapamiętałeś, że jestem twoją Księżniczką, a nie jedną z twoich „sióstr”, z którymi możesz robić, co chcesz?
            Na twarzy Shana przez chwilę widniało zaskoczenie. Po tym jednak pojawiła się irytacja, która nie przypadła Danei do gustu.
            -Nie wiem, czy pamiętasz Wasza Wysokość, ale wczoraj przyjęłaś mnie do pracy. Nie widzę, więc problemu w tym, że tu jestem, skoro i tak mam się zajmować sprzątaniem twoich śmieci.
            Danea słysząc jego słowa sama się wkurzyła. Adrianowi nigdy nie musiała tego tłumaczyć, on wasze wiedział, co mu wolno, a czego nie. Nawet teraz, gdy byli przyjaciółmi, nie pozwalał sobie na niektóre zachowania przy Księżniczce. Z Shanem było inaczej. Zachowywał się jakby był święcie przekonany, że bez niego cały świat się rozpadnie, przez co jemu wolno wszystko.
            -Oświecę cię panie Rivers. Owszem twoim obowiązkiem będzie zajmowanie się wszystkimi moimi śmieciami, no chyba, że nawet to cię przerasta. Śmiem twierdzić, że jest to zapewne więcej niż miałeś kiedykolwiek w swoim życiu, nawet, jeśli żyjesz już od ponad siedemdziesięciu lat. Nie wydaje mi się jednak, aby posada mojego służącego uprawniała cię do wchodzenia do moich komnat, bez mojego pozwolenia. Wczoraj wydałam wyraźny rozkaz, abyś po skończeniu wyznaczonych prac zaczekał, aż się obudzę, a nie pozwolenie, abyś tu wchodził i mnie budził.
            Złość na twarzy Shanea pogłębiła się. Danea coś czuła, że współpraca pomiędzy nimi nie będzie taka łatwa, jak na początku myślała.
            -Nie wiem, czy wiesz, ale jestem tu od samiuśkiego wschodu słońca. Dostałem jedno zadanie, którym było zaniesienie twoich wszystkich brudnych szmat do pralni. Od tego momentu, przez dwie godziny stałem pod drzwiami twojej komnaty i czkałem, aż twoja królewska dupa zechce ruszyć się ze swojego miejsca. Tylko ty przecież wczoraj tak się przemęczyłaś, że nie jesteś w stanie wstać przed obiadem. Ciekawe, co takiego zrobiłaś? Posprzątałaś cały pałac? Umyłaś wszystkie naczynia? Uprałaś tę stertę sukien? Nie. Nie widziałem więc większej potrzeby, abyś spała dłużej. – Ucichł na chwilę, a jego policzki zrobiły się lekko czerwone. Danea zastanawiała się, czy to przez to, że w końcu dotarło do niego, co takiego wygaduje, czy oznaczało to kolejną falę gadania. – Uważam po prostu, że to bez sensu marnować cały ranek na podpieranie ścian, jak mogę się na coś przydać. Następnym razem po prostu poproś tą swoją Destiny, aby kazała mi zrobić coś jeszcze.
            Duma Danei została urażona. Nie było to spowodowane tylko słowami, ale też tym, że Shane był pierwszą osobą, która śmiała powiedzieć jej, co o niej myśli. Oczywiście nie licząc Anny, z jej zdaniem przestała się już przejmować. On jednak dał jej dosłownie do zrozumienia, że jest leniwą, zapatrzoną w siebie lalunią, która nie potrafi wstać przed południem. To uderzyło w jej dumę. A takich rzeczy Danea Tudor nie puszcza płazem.
            -Wydaje ci się, że tylko osoba, która pracuje fizycznie ma prawo do dłuższego snu? Że ja, skoro wyleguję się tylko wyłącznie na poduszkach nie mam już do tego prawa? Powiem ci jedno Rivers i mam nadzieję, że zapamiętasz sobie na zawsze to, co i teraz powiem. To, co wczoraj się stało, to, czego byłeś świadkiem, nie uszło mi płazem. Anna nienawidzi mnie jeszcze bardziej niż normalnie. Sama nie musi mnie poniżać, ma przecież te wszystkie swoje dwórki, które mogą zrobić to za nią. Wczoraj przez resztę dnia czułam się jak wyrzutek we własnym domu. Przez nie i to wszytko, co mi powiedziały nie mogłam spać. Nie byłam wstanie zmrużyć oka, bo non stop odtwarzałam sobie w głowie fakt, że zostałam nazwana dziwką, bo przyjęłam kolejnego chłopaka do służby. Chciałam dobrze, a wyszło tak, jak zawsze. Nie wmawiaj mi więc, że twoje życie jest straszne, bo musisz stać pod ścianą. Moje wcale nie jest lepsze, choć mam jedwabne poduszki i nie muszę nic robić.
            Danea nie lubiła robić z siebie ofiary. Jednak dopiero po czasie zorientowała się, że właśnie kogoś takiego z siebie zrobiła. To podziałało. Cała wściekłość z twarzy Shanea zniknęła, a na jej miejscu pojawiło się zdziwienie. Oj tak, tego zapewne nigdy by się nie spodziewał.
            Widziała jak instynktownie chce położyć jej rękę na ramieniu. Zdziwiła się, gdy szybko ją cofnął. Uczył się na błędach. Otworzył również usta, aby coś powiedzieć, gdy drzwi jej pokoju otworzyły się gwałtownie. Shane mimo tego, że nic nie zrobił odskoczył od jej łóżka. Po chwili, do Danei dotarło, czemu. Do pokoju, niczym strzała, wpadł Adrian. Na jego twarzy był wymalowany strach, ale również i wściekłość. Było widać, że chwilę temu wyrwał się ze snu. Koszule miał źle zapiętą, a spodnie odwrócone na lewą stronę. Tym razem jego oczy wyrażały dokładnie to, co twarz – kolory były ciemne, co oznaczało wściekłość. Gdy zobaczył Shanea, pojawił się za nim w mgnieniu oka. Wykręcił mu ręce do tyłu, przytrzymał jedną, a drugą przyłożył do szyi. Chłopak nie zareagował na to. Zachowywał się, jakby właśnie tego się spodziewał.
            Dokładnie w tym momencie do pomieszczenia weszła Destiny. Była czerwona na twarzy, jedną ręką trzymała się za kręgosłup. Jej twarz wyrażała jednak to samo, co twarz Adriana - strach. Jednak w momencie, w którym zobaczyła Shanea, zmieniła się. Danea nie była w stanie określić, w którą stronę.
-Coś ci się stało Danea? – zapytał Adrian wyrywając ją z rozmyśleń nad Destiny. – Usłyszeliśmy twój krzyk.
Na twarzy Księżniczki mimo woli pojawił się lekki uśmiech. Cieszyła się, że otaczali ją ludzie, którym na niej zależy. To dzięki nim jeszcze nie zwariowała.
-Mnie nic. Wypadałoby jednak wytłumaczyć panu Riversowi, co mu wolno, a czego nie. Zajmiesz się tym Adrianie? – zapytała.
Na jego twarzy pojawił się niebezpieczny uśmiech.
-Z wielką przyjemnością – odpowiedział, po czym szarpnął Shanea i poprowadził go w stronę wyjścia.
Danea przez chwilę siedziała i wpatrywała się w przestrzeń. Do jej głowy powróciły wspomnienia snu. A dokładnie tej części, którą przerwał Shane.
-Księżniczko – zaczęła Destiny.
Dziewczyna doskonale wiedziała, o co jej chodzi.
-Nie Destiny, zostaw mnie samą.
Kobieta kiwnęła głową i choć było widać, że się martwi, posłusznie opuściła pomieszczenie. Za to ta była jej wdzięczna. Ledwo drzwi się zamknęły, dziewczyna schowała głowę pomiędzy kolana, a niechciane wspomnienia wróciły z podwójną mocą. To nie było jej jedyne spotkanie z mężczyzną ze snu. Gdy Henryk Tudor dowiedział się, co przydarzyło się jego ukochanej córce, postanowił ukarać osobę, która była za to odpowiedzialna. Mężczyzna stracił pracę. Nie widział jednak winy w tym, co zrobił. Z tego też powodu zaczął nienawidzić małą Księżniczkę, która się do tego przyczyniła. Postanowił się zemścić. Znał pałac, nie było, więc dla niego żadnego problemu, aby się do niego dostać. W środku nocy zakradł się do pomieszczenia małej Danei z nożem. Dziewczynka wtedy nie spała. Gdy drzwi się uchyliły, a po tym ponownie zamknęły, myślała, że to jej matka przyszła powiedzieć jej dobranoc. Wtedy jednak jedna ze świec zapaliła się, a dziewczyna zobaczyła mężczyznę z ogromnym nożem. Krzyknęła wtedy dokładnie tak, jak chwilę temu, gdy zobaczyła Shanea. Ten krzyk zapewne uratował jej życie. Mężczyzna, gdy usłyszał jej głos rzucił się w jej stronę. Dziewczyna zdążyła jednak sturlać się z łóżka i ukryć pod nim. Przez kilka długich sekund myślała, że będą to jej ostatnie wspomnienia w życiu. Wtedy jednak drzwi otworzyły się ponownie, a do środka, tak jak i chwilę temu, wpadł Adrian. Złapał mężczyznę na kark i odciągnął od łóżka księżniczki. Dziewczyna nie wiedziała, co działo się dalej. Wpadła w histerię, z której wyciągnęła ją dopiero jej przerażona matka.
Gdy Danea uniosła głowę poczuła, że jej policzki są mokre. Dokładnie tak jak wtedy.
           
            Danea potrzebowała chwili, aby się ogarnąć i dalej grać nieczułą Księżniczkę. Zrobiła to jednak w porę, bo gdy Destiny pojawiła się po raz kolejny w jej pokoju nie było widać, że w ogóle cokolwiek miało miejsce. Dziewczyna próbowała wyciągną od niej, co takiego Adrian zrobił Shanejowi. Nie dowiedziała się jednak niczego, co ją zirytowało. Nie naciskała jednak.
            Przez cały poranek, tak jak każdego dnia, miała różne niepotrzebne spotkania, czy lekcje. Przechodziła przez każde z przyklejonym uśmiechem do twarzy. Wydarzenia z rana nadal dawały o sobie znać. Momentem zmian z tego dnia okazał się obiad, który zjadła w towarzystwie swojego ojca, w jego apartamentach. Uwielbiała spędzać z nim czas zdała od Anny i reszty dworu. Wtedy dopiero mógł być jej ojcem, a nie królem. Mogła sobie pożartować, powykłócać się i powiedzieć wszystko, o czym myśli. Nie wspomniała jednak o tym, co zrobiły jej wczoraj dwórki Anny, ani o tym, co spotkało ją rano. Wiedziała, że są rzeczy, o których nie mogła mu mówić.
            Spotkanie z ojcem dało jej zastrzyk energii, dzięki któremu wiedziała, co powinna teraz zrobić. Odnalazła Adriana i kazał mu przyjść wraz z Shanem do biblioteki. Jego również zdziwiła to propozycja. Nie powiedział jednak nic na ten temat. Po prostu wykonał to, o co był proszony.
            Gdy obydwoje przyszli, Danea zajmowała się pewną pisemną pracą, o którą poprosił ją ojciec. Potrzebował spisu powodów i mocnych argumentów, dzięki którym mógłby zerwać ślub z Anną. Właśnie dzisiejszego dnia po raz pierwszy powiedział na głos córce o swoich planach. Poprosił ją również o wykonanie takiego spisu, ponieważ nie ufał nikomu innemu w pałacu, aby prosić go o taką przysługę. Danee cieszyło, że jej ufał, obawiała się jednak tego, co zrobi Anna, gdy dowie się, że to ona maczała w tym palce.
            Shane od razu usiadł na jednym ze stołów ustawionych w bibliotece z jabłkiem w ręce. Adrian natomiast popatrzył najpierw na Danee i to, co ta robiła, następnie na Shanea, po czym zniknął pomiędzy regałami. Niekiedy księżniczkę wkurzało jego zachowanie. Jak nikt inny rozumiała, że nie może publicznie pokazać, jak jest do niego przywiązana, niekiedy jednak wydawało się jej, że przesadzał. Tak jak właśnie w tym momencie. Shane mógłby być Shaneem, ale wątpiła, aby rozpuścił jakaś dwuznaczną plotkę na ich temat. Nie zrobi tego, jeżeli wie, że Danea ma nie niego haka. Nawet pięć.
            Przez pierwsze pięć minut w ogóle nie zwracała uwagi na żadnego z nich. Zajmowała się spisywaniem pomysłów dla ojca. Jednak po upływie chwili miała ochotę zapaść się pod ziemię. A stało się to przez przypadek, gdy zauważyła, że Shane siedzi naprzeciwko niej i non stop patrzy się w jej stronę. Na początku nie mogła zrozumieć, czy patrzy na to, co dziewczyna robi, czy na nią samą. Szybko zorientowała się, że chodzi tu o tą drugą opcję. Nie rozbił jednak tego w taki sposób, jak większość mężczyzn w tym pałacu – jakby miał nadzieję, że zaciągnie ją do łóżka. W jego wzroku było coś innego, coś, czego nie mogła zrozumieć. Sam ten fakt nie doprowadził ją do takich uczuć. Postanowiła mu rzucić wyzwanie. Wpatrywała się w niego z nieprzeniknioną miną. Ciekawiło ją, co zrobi. Tego jednak się nie spodziewała. Po prostu uśmiechnął się w najsłodszy sposób, w jaki mógł to zrobić, co nieźle namieszało w głowie Danei. Zarumieniła się nawet, do czego nigdy wcześnie nie pozwoliła dopuścić. Akurat w tym momencie Adrian postanowił wyjść zza swojego wielkiego parawanu z książek. Patrzył przez chwilę zdziwiony na jedno i drugie, po czym prychnął, znów chowając się pomiędzy szafami. Właśnie to sprawiło, że Danea chciała się zapaść pod ziemię.
            Przez to wydarzenie straciła również wszystkie pomysły, które chciała zapisać dla ojca. Nie mogła się na niczym skupić. Wtedy też, jak na przekór wszystkiemu, Shane postanowił się odezwać.
            -Przepraszam Wasza Wysokość, ale może zróbmy to, co mamy, co? Jakoś nie specjalnie mi się chce tu siedzieć.
            Danea nie spojrzała na niego. Nie chciała ryzykować, że znów się zarumieni.
            -A ty Shanie Rivers nie nauczyłeś się w ciągu tych niecałych dwóch dni, że mnie się nie popędza? Gdy będę chciała powiedzieć to, co chcę, to zrobię to. Ty nie musisz mnie poganiać – powiedziała spokojnym wzrokiem, podpisując się na pergaminie. – Powinieneś się nauczyć cierpliwości, bo inaczej nie zabawiasz długo w tym pałacu. Ani ty, ani to twoje rodzeństwo.
            Chłopak nie powiedział już nic więcej. Spokojnie odczekał kolejne pięć minut, podczas których Danea przybiła pieczęć na widomości dla ojca, po czym wyjęła kolejną dużą kartkę pergaminu i napisała na nim wstęp, aby ojciec wiedział, o co chodzi.
            -Możemy zaczynać – powiedziała na głos. Adrian w oka mgnieniu wyszedł z pomiędzy półek z książkami i usiadł na krześle obok stołu, na którym usadowił się Shane. Ten nie zrozumiał zbytnio, o co chodziło Księżniczce, bo spojrzał na nią zdziwiony.
            -Ale, co możemy zaczynać? – zapytał, a gdy zobaczył rozbawioną minę Adriana, spojrzał na niego groźnie. – Nic mi przecież nie powiedziałeś!
            Adrian zaśmiał się.
            -Bo ona też mi niczego nie powiedziała. Po prostu znam ją na tyle długo, że domyślam się, o co jej chodzi.
            Danei zrobiło się ciepło na sercu, nawet, jeżeli wiedziała, że Adrian mówi to, aby zrobić chłopakowi na złość.
            -Czyżbyś zapominał już o tym, co powiedziałam wczoraj? Twoje rodzeństwo ma tu pracować, a nawet nie posiadają żadnego przydziału. Trzeba to przecież zmienić. – Spojrzała na niego. – Wybierz, od kogo zaczynamy. To ty ich znasz, nie ja.
            Shane wpatrywał się w nią jeszcze przez chwilę zdziwionym wzrokiem.
            -No dobra. Więc może zaczniemy od Elaine.
            Adrian od razu, gdy usłyszał to imię, uśmiechnął się. Danea domyślała się, że jej przyjaciel znał cała tą grupę i wiedział o nich wszystko. Nie chciała jednak od niego niczego wyciągać. Już kiedyś, gdy dowiedziała się, kim on był, chciała dowiedzieć się, w jaki sposób stał się Przeklętym i czemu opuścił Twórczynię. Nie chciał jej jednak niczego zdradzić. Więcej już się go o to nie pytała. Utwierdził ją w tym fakt, w jaki sposób zareagował na Shana. Dzięki temu zorientowała się, że jej przypuszczenia są prawdziwe.
            -A może któryś z was powiedziałby mi, która to? Dziewczyn wraz z Rayną było cztery, a ja, choć nad tym ubolewam, nie jestem wszystkowiedząca. Prosiłabym więc o jakiś opis wyglądu i cech, abym wiedziała, o kim mowa – powiedziała po chwili.
            Shane przewrócił z irytacją oczami. Danea natomiast mimo woli uśmiechnęła się lekko. Cieszyła się, że nie tylko ją on irytował, że było to dwustronne.
            -To ta dziewczyna z połową włosów na głowie i pręgami na drugiej połowie – wycedził chłopak. Danea szybko zorientowała się, że dosłownie powtarzał to, co sama powiedziała mu poprzedniego dnia.
            Możliwe, że chciał powiedzieć coś jeszcze, ale Adrian go ubiegł.
            -Elaine jest w porządku – stwierdził krótko, czym udowodnił jej, że dziewczyna jest godna zaufania.
            Danea kiwnęła głową, po czym spojrzała na dużą kartkę leżącą obok. Poprzedniego dnia od razu poprosiła Adriana, aby obszedł wszystkie możliwe miejsca w pałacu i na jego terenie i dowiedział się, gdzie byłby potrzebny ktoś do pracy. Po tym spisał jej to wszystko na kartce.
            -Co lubi robić? – zapytała Księżniczka, ale gdy zobaczyła zdziwione twarze obu, dodała: - W czym jest dobra? Czym zajmuje się w wolnym czasie? Co sprawiłoby jej przyjemność?
            Shane zrobił wielkie oczy. Najwidoczniej nie wiedział.
            -Kiedyś, gdy jeszcze była człowiekiem, miała za domem niewielki ogród – zaczął Adrian, wybawiając Shanea z opresji. – Miała tam kilka drzew, kwiatów ułożonych w taki sposób, że mogłoby uchodzić za arcydzieło. Lubiła spędzać w tamtym miejscu czas.
            Danea od razu zerknęła na kartkę. Tak jak się spodziewała, znalazł tam wzmiankę o pomocy w ogrodzie. Uśmiechnęła się lekko. Przy imieniu Elaine wpisała wymaganą posadę i imię osoby, która by się nią zajmowała.
            -Jeżeli Adrian ma rację, to ta praca powinna się jej podobać. Na razie nie miałaby zbyt wiele do robienia, choć może się mylę.
            Ucichła, po czym spojrzała ponaglająco na Shanea.
            -Następna może być Delia. To ta, która zawsze ma minę, jakby chciała wszystkich zabić.
            Danea od razu zobaczyła jej obraz w głowie. Brązowe włosy, ostre rysy twarzy, skrzela na szyi i niewielka błonka pomiędzy palcami. No i jeszcze ten ukrywany strach.
            Księżniczka nigdy nie wiedziała, czemu widzi ich bez iluzji. Było tak odkąd pamięta. U Adriana zawsze widziała jego zmieniające kolor oczy, a nie te, które widzą inni – czarne niczym noc. I choć nie wiadomo, ile siły w to włożył, zawsze było tak samo. Żaden Przeklęty jeszcze nie przeszedł koło niej niezauważony, mimo, że miał na sobie iluzję. Było to dziwne, nawet według Adriana.
            -A czego to tak ta wasza Delia się boi? – zapytała. Od razu zobaczyła zdziwione i lekko przerażone spojrzenie Shanea. – Nie wmawiaj mi tylko, że nic nie jest. Było to widać jak na dłoni. Gromiła wszystkich wzrokiem, ale jej ręce cały czas się trzęsły i musiała je czymś zająć. Chyba nie chodzi o Tommiego, prawda?
            Shane po raz kolejny zrobił wielkie oczy. Nagle spojrzał na Adriana.
            -Przyznaj się w końcu, że to ty jej o wszystkim powiedziałeś? Że złamałeś nawet i tę część umowy?! – powiedział w jego stronę. Było słychać w jego głosie pogardę. Danea zobaczyła w oczach Adriana wściekłość. Rzadko zdarzało się, że ktoś go do niej doprowadził. Wolała nie wiedzieć, jak to się skończy.
            -Adrian nie ma z tym nic wspólnego. Ja po prostu o tym wszystkim wiem!
            Shane spojrzał na nią podejrzliwie.
            -Wątpię w to. Niby skąd miałabyś się dowiedzieć?
            -To moja słodka tajemnica. Wiedz tylko, że nie jest nią Adrian. – Ucichła na chwilę. – To może skończmy to, po co tu przyszliśmy. Delia. Czego ona się boi?
            Tak jak się spodziewała, to nie Shane jej odpowiedział.
            -Masz rację. Delia może i wydaje się zimna z wierzchu. Chociaż nie, ona jest zimna. Inaczej zachowuje się tylko w stosunku do jednej osoby. Tommy jest jej oczkiem w głowie. Tylko o niego się martwi, tylko on jest dla niej ważny. I tylko o niego może się martwić i bać. Już raz go prawie straciła i nie chce, aby stało się to po raz kolejny. Nie wiem, czy wiesz, ale zanim stała się Przeklętą, została zgwałcona przez własnego ojca. Ten sam człowiek pobił też jej Tommiego. Delia po przemianie przebudziła się prawie od razu. I pewnie, gdyby nie ona, nikt nie znalazłby ciała Tommiego. Ojciec bardzo szybko i dobrze go ukrył. Wtedy prawie go nie straciła, nie chce doprowadzić do tego, po raz kolejny. Zapewne, dlatego boi się zostawić go z kimkolwiek, a szczególnie, jeżeli tą osobą miałaby być Tori.
            Tak jak się spodziewała, Shane od razu, gdy usłyszał imię swojej siostry, napuszył się.
            -Zostaw ją w spokoju ok? Nie powinieneś jej o nic oskarżać, bo gdyby nie ona, to byś tu nie siedział.
            Adrian zerwał się z krzesła z taką miną, jakby miała za chwilę mu przywalić.
            -Mnie uratowała, ale wydała wyrok na Serene i Eve. Powiedz mi, gdzie widzisz tu powody do wdzięczności??? Zresztą doskonale wiesz, że nigdy nie prosiłem o to, aby ktokolwiek mnie ratował!
            Danea szybko doszła do wniosku, że jeżeli szybko tego nie zakończy, to w końcu dojdzie tu do jakiejś szarpaniny. Coś czuła, że wtedy nie byłaby wstanie ich rozdzielić. Szybko zerknęła na swoją pomocniczą kartkę.
            -Jak myślicie, Delia umie zająć się jakimiś innymi dziećmi, niż jej braciszek? – zapytała podniesionym głosem, aby zwrócić ich uwagę na siebie.
            Adrian od razu spojrzał w jej stronę, po czym usiadł na miejscu. Co chwilę jednak zerkał w stronę Shanea, jakby zaraz po tym wszystkim miał zamiar się z nim rozprawić.
            -Wydaje mi się, że nie powinna mieć z tym problemu – odpowiedział jej Shane.
            Na twarzy Danei pojawił się uśmiech.
            -To świetnie. Jedna z tych przeklętych dwórek Anny straciła ostatnio jedną z dwóch swoich pokojówek. Jedna nie jest wstanie zając się jej dwójką rozwydrzonych dzieci. Dlatego też mam nadzieję, że Deli się to uda. Proszę więc o kolejną osobę.
            Danea zapisała kilka słów na swojej kartce. Miała wręcz ogromną nadzieję, że Delia uprzykrzy życie tej kobiecie.
            -Rayna – powiedział po chwili Shane, na co Adrian głośno prychnął.
            -Jak najdalej od pałacu Danea, jak najdalej!
            Księżniczkę rozśmieszyły te słowa.
            -A to niby, czemu Adrianie? Aż tak bardzo nie lubisz swojej siostry?
            Policzki chłopaka zrobiły się lekko czerwone. Szybko jednak wróciły do swojej poprzedniej barwy.
            -Nawet mnie o to nie pytaj. Uwierz mi na słowo, sama nie chcesz, aby ta wariatka wchodziła ci w drogę. Ona może wygląda jak anioł, ale na pewno nim nie jest. Doskonale potrafi niszczyć ludziom życie. Dlatego najlepiej byłoby, gdyby dostała posadę w takim miejscu, abyś nie musiała jej widywać. Abym ja nie musiał jej widywać. Zrobisz to dla mnie?
            Danea po tych słowach doszła do wniosku, że w końcu nadszedł czas, aby wyciągnąć od niego prawdę o tamtych wydarzeniach. Zbyt zaciekawiła ją ta kłótnia pomiędzy nim, a Shanem.
            -Jak myślisz ucieszyłaby się z posady w chlewie? – zapytała, po czym wybuchnęła śmiechem, gdy zobaczyła przerażoną minę Shanea. – Oczywiście żartowałam. Jak najdalej od nas? To może na zmywak? Co o tym myślisz Adrianie?
            Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Kiwnął głową na zgodę. Danea nie chciała nawet patrzeć w stronę Shanea, bo wiedziała, że na pewno ten pomysł mu się nie spodobał. Nim się rozmyśliła zapisała to na papierze. Po tym kiwnęła na Shanea. Ten z niechęcią, ale podał jej kolejne imię.
            -Alice.
            Wystarczyło, że Shane skończył wymawiać to imię, Adrian już patrzył na niego ze zmarszczonym czołem, jakby niedowierzał własnym uszom.
            -Jaka Alice? Nikogo takiego nie pamiętam. Kim ona jest?
            Danea zaczęła się zastanawiać, od kiedy to Adrian stał się taki cięty na wszystko. Jeżeli tak dalej pójdzie, to oni naprawdę się pozabijają.
            -Nie mogłeś jej poznać, bo ona ma dopiero siedemnaście lat. I uprzedzę twoje następne pytanie, Alice nie jest Przeklętą, a czarownicą.
            -A od kiedy to Tori wpuściła do swojej załogi czarownice? Żadna nigdy nie chciała współpracować.
            -Alice jest jej córką.
            Przez pierwsze kilka chwil oczy Adriana zwiększyły się maksymalnie. Dopiero po chwili wniknęło w nie przerażenie. Shane popatrzył na niego, a kącik jego ust podniósł się do góry.
            -Nie mów mi tylko, że ona jest…
            Nie skończył, było widać, że nie był wstanie. Shane natomiast zrobił to bez problemu.
            -Dobrze myślisz. Alice została spłodzona dokładnie tej samej nocy, podczas której ty spotkałaś Tori po raz ostatni. I owszem jest ona przyrodnią siostrą naszej Księżniczki.
            W tym momencie Danee zatkało. Nigdy nie spodziewała się usłyszeć tych słów. Na pewno nie od tej osoby i nie w takich okolicznościach. Miała siostrę. Kolejną siostrę do kompletu. Ta jednak była czarownicą. Nie była pewna, co powinna o tym myśleć. Wiedziała jednak, że nie pozwoli nikomu poznać prawdy o niej. Nie pytając się o zdanie żadnego z chłopaków zapisała kilka prostych zdań przy jej imieniu. Wiedziała, że nikt nigdy nie spodziewałby się spotkać jednego z bękartów Henryka, jako służącą Anny. Ona nienawidziła ich wszystkich. Dlatego nawet, jeżeli ktoś zauważyłby niewielkie podobieństwo pomiędzy Alice, a królem na pewno nie wpadłby na ten pomysł. Nie zrobiłby tego, szczególnie, jeżeli Alice dostałaby właśnie taką posadę.
            Gdy podniosła wzrok na Shane zobaczyła, że w jego oczach krył się strach. Zapewne myślał, że Danea nienawidzi wszystkich bękartów swojego ojca i dlatego dała drobnej Alice jakieś ciężkie zadanie. Ona jednak nigdy nie wpadałby na taki pomysł. Sama przecież nim była, tylko po prostu się jej poszczęściło.
            -Została nam ostatnia osoba, którą jest…
            Tak jak się spodziewała Adrian wtrącił swoje cztery grosze.
            -Największa szumowina świata, zboczeniec, jakich mało i brat naszego ukochanego Shanea, Cam
            O dziwo chłopak w ogóle nie zwrócił uwagi na przemówienie blondyna. Najwidoczniej tak przejął się losem Alice, że nie chciał myśleć o niczym innym. Danee ucieszyło, że jej przyrodnia siostra ma w kimś wsparcie.
            -Czyli zapewne znów z daleka od nas? W tym jednak przypadku wydaje mi się, że stajnia i obora będą doskonałym miejscem.
            Księżniczka czuła prawdziwą satysfakcję zapisując te słowa przy jego imieniu. Cam nie przypadł jej wczoraj do gustu. I wcale nie chodziło tu o te jego dwuznaczne spojrzenia, gdy tylko odwracała wzrok. W nim samym było coś, co odpychało od niego innych ludzi.
            Danea szybko podpisała się na samym dole listy, złożyła go, po czym przybiła swoją pieczęć. Wzięła do ręki obydwie koperty, po czym spojrzała na swoich towarzyszy. W pierwszym odruchu chciała poprosić Shanea o wykonanie tego zadania, aby wypytać Adriana o ciekawiące ją rzeczy. Wiedziała jednak, że nic nie powstrzyma go od rozerwania pieczęci, aby sprawdzić, co jest wpisane obok imienia Alice. Dlatego wolała nie ryzykować.
            Mimo goryczy spojrzała w stronę Adriana.
            -Zajmiesz się tym, prawda? – zapytała podając mu oba listy.
            Chłopak kiwnął tylko głową, po czym wyszedł z biblioteki.
            Danea została sam na sam z Shanem.
            -O Alice się nie martw. Nie jestem osobą, która mści się na innych z powodu zachowania ojca. Ja również jestem bękartem, mimo, że mam przydomek Księżniczki.
            Chłopak spojrzał na nią tylko nieufnym spojrzeniem, po czym niczym strzała wyszedł z pomieszczenia.
            Na tą chwilę tylko czekała Danea. Sprawdziła jeszcze, czy nikt nie kieruje się w tą stronę, po czym weszła pomiędzy regały. Skierowała się w stronę jednego, najbardziej oddalonego od wszystkich. Stamtąd wyjęła grubą, czerwoną księgę. Pogładziła ją czule. Książka w ogóle nie przypominała czegoś, co mogło powstać w tych czasach, a z tego, co wiedziała Danea przechodziła ona z pokolenia na pokrojenie w jej greckiej rodzinie. Papier zrobił się już lekko żółtawy, ale nadal nie przypomniał niczego, co widziała wcześniej. Tego, co znajdowało się w środku, również. Dziewczyna otworzyła ją na pierwszej stronie. Znajdowało się tam zdjęcie. Nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie to, że ta osoba nie przypominała Danei. To właśnie przez to miała tą księgę.  W środku znajdowało się jeszcze więcej zdjęć, które utwierdził jej matkę w przekonaniu, że książka należy do jej córki. W jej rodzinie zawsze chodziła przepowiednia, że słowa zwarte wewnątrz niej może odczytać tylko osoba, która przypomina dziewczynę ze zdjęcia. Dlatego też jej matka podarowała jej tą książkę, gdy miała osiem lat. I to dzięki niej wiedziała to wszystko. Znała Przeklętych, choć nigdy nie widziała żadnego prócz Adriana. Znała ich historię, choć nawet ich nie słyszała.
            Nigdy nie powiedziała Adrianowi o tym, że coś takiego posiada. Matka przestrzegła ją, że wiedza zawarta w tej książce należy tylko do niej. On natomiast zawsze się dziwił, skąd ktoś taki jak ona może wiedzieć takie rzeczy, nigdy jednak się o to nie zapytał.
            Danea otworzyła księgę gdzieś na środku i zaczęła szukać czegoś związanego z Alice. Wiedziała już, że kiedyś natknęła się na to imię, nie wiedziała jednak, czego to dotyczyło.
            -Księżniczko!
            Księga omal nie wypadła z jej rąk, gdy usłyszała nawoływanie Shanea. Odłożyła ją szybko na jej miejsca, po czym wyszła z za regałów. Chłopak stał koło stołu, przy którym wcześniej siedziała Księżniczka. Przeglądał kartki, które zostawiła.
            -Czego chcesz? – zapytała wyrywając mu jedną z nich z ręki i odkładając na bok.
            Nie wiedziała czemu, ale po jego mienie zorientowała się, że to nie będzie nic przyjemnego.
            -Jej ogromna wysokość królowa Anna prosi cię, abyś udała się do jej komnat. Natychmiast – powiedział lekko zmieszany. – Żeby nie było, kazała mi wszystko przekazać, słowo po słowie.
            Danea zbladła. Wiedziała, że w końcu to nastąpi. Miała jednak nadzieję, że później niż wcześniej. Shane zauważył jej minę, bo położył jej rękę na ramieniu.
            -Jak chcesz, to mogę iść z tobą, w roli twojej obstawy.
            Przez pierwsze kilka sekund chciała się zgodzić. Po tym jednak zrozumiała, że w ten sposób po prostu pokazałaby Annie, że się boi. Wiedziała, że musi iść sama.
            Delikatnie zdjęła jego rękę ze swojego ramienia.
            -Są rzeczy, w które nie powinieneś się wtrącać, jeżeli chcesz spędzić tu więcej czasu, niż tydzień.
            Nie czekając na jego reakcję ruszyła w stronę drzwi. Gdy była koło nich usłyszała odpowiedź, której się nie spodziewała.
            -Jeżeli ta kobieta coś ci zrobi, to nie widzę powodu, abym tu został.
            Danei zarobiło się cieplej na sercu. Nie odwróciła się jednak. Udała, że w ogóle tego nie usłyszała. Ruszyła w stronę komnat Anny. Wcześniej dzieliła ją z Henrykiem. Teraz jej ojciec nie mógł już na nią patrzeć. Przed wejściem wzięła głęboki wdech, po czym zapukała i weszła.
            Królowa stała na środku pomieszczenia, jakby czekała, aż ta wejdzie. Mimo, że Danea jej nienawidziła, musiała przyznać jedno, wyglądała zjawiskowo. Wszystko psuł niezbyt przyjemny uśmiech skierowany do córki swojego męża.
            -Nie będę cię zatrzymywać, bękarcie. Nie o to tu chodzi, prawda. Wiem jednak, co chce twój ojciec. Wiem również, że poprosił cię o pomoc. Wierz mi, że jeżeli dojdzie do zerwania zaślubin, to ty będziesz pierwszą osobą, która za to mi zapłaci.
            Anna nie powiedziała jej niczego więcej. Gestem ręki kazała jej wyjść. Danea zrobiła lekki ukłon, choć nogi trzęsły się jej niczym galareta. Wyszła na zewnątrz. Po tym ruszyła przed siebie. Nie wiedziała nawet, w jaki sposób doszła do swojego pokoju. Była pewna, że szła zupełnie w inną stronę. Skorzystała jednak z tego zrządzenia losu i weszła do środka. Zdziwiła się, gdy zobaczyła tam Shanea.
            -Chyba nie było tak źle, skoro tak szybko poszło – powiedział zanim zobaczył minę Księżniczki.
            Nim jednak zdołał cokolwiek powiedzieć Danea pokazała mu drzwi.
            -Wyjdź – powiedziała drżącym głosem.
            Shane, choć nie chciał, posłuchał jej. Wyszedł.
            Ledwo drzwi zamknęły się za nim, dziewczyna nie wytrzymała. Opadła na ziemię zaraz koło nich. Oparła policzek o drewno i rozpłakała się. Wiedziała, że Anna nie rzuca słów na wiatr. Była też pewna, że z jej pomocą, czy bez niej Henryk VIII Tudor i tak unieważni ślub z Anną Boleyn. A to oznaczało tylko jedno – śmierć Danei.  
           
            Shane od samego początku nie wiedział, co powinien myśleć o Danei Tudor. Wcześniej nasłuchał się ciekawych historii na jej temat, w mieście. Większość ludzi uważało ją za prawdziwe błogosławieństwo dla królestwa. Było jednak kilku takich, którzy uważali, że ma takie same wady, co jej ojciec. Od jednej osoby usłyszał tylko, że dziewczyna wcale nie jest taka idealna, potrafi być naprawdę wredna. Dowiedział się wtedy jednak, że to tylko przykrywka i tylko nielicznym pokazuje swoje prawdziwe oblicze. Po pierwszym dniu pracy zrozumiał, że właśnie ten człowiek miał stuprocentową rację. Danea była wręcz wcieleniem wredoty, co mógł poznać na własnej skórze nie raz, nie dwa. Czuł jednak, że była to przykrywka, szczególnie, gdy zobaczył jak płacze. I to dwa razy. Wtedy rano, walce nie miał zamiaru jej budzić. Wszedł do środka, bo naprawdę mu się nudziło. Nie chciał jej wybudzić. Chciał tylko na nią popatrzeć. Poprzedniego dnia, gdy po raz pierwszy poczuł jej wredotę, myślał, że w ogóle im się nie ułoży. Po tym jednak po rozmowie z Elaine zrozumiał, że może to wszystko jest maska. W tamtym momencie pragnął ją zobaczyć i przekonać się, czy może być to prawda. Gdy ją ujrzał, śpiącą z rozrzuconymi włosami dookoła głowy, poczuł, że jest najpiękniejszą kobietą, jaką kiedykolwiek spotkał. Zapragnął wtedy się z nią zaprzyjaźnić i poznać. W pewnym jednak momencie Księżniczka zaczęła się rzucać na łóżku. Pot pojawił się na jej twarzy, a ona sama mruczała jakieś niezrozumiałe słowa. Wiedział, że śni się jej coś złego. Alice, gdy była młodsza też często miewała koszmary, dlatego postanowił ją wybudzić. Nie spodziewał się jednak, że zostanie tak przywitany. Wtedy przez chwilę zwątpił. I pewnie, gdyby nie Adrian, nadal by tak myślał. Wtedy, gdy go zabrał, bardzo spokojnie, jak na niego, wytłumaczył mu, że świat, w którym żyje Danea nie opiera się tylko na wygodnych poduszkach i sługach. Jest on o wiele trudniejszy do zrozumienia dla osoby, która nigdy nie widziała tego na własne oczy. Powiedział mu wtedy, że musi zrozumieć Księżniczkę, bo ona nie może tak po prostu pokazywać, że na kimś jej zależy. W pałacu było wiele osób, którzy z chęcią by to wykorzystali. Dlatego udaje zimną i wredna, aby zniechęcić do siebie innych.
            Gdy w końcu go wypuścił, Shane chciał pójść i ją przeprosić za swoje zachowanie. Nie wszedł jednak do środka, gdyż usłyszał jej płacz. Zapewne żaden inny człowiek by tego nie potrafił, ale on nie był człowiekiem, był Przeklętym. Wtedy naprawdę poczuł, że chce się stać dla niej kimś bliższym, kimś, komu będzie mogła zaufać. Chciał jej to pokazać w momencie, gdy wezwała ich do biblioteki. Ona jednak na to nie pozwoliła. Adrian chyba wyczuł intencję Shanea, bo przez cały czas próbował mu to uniemożliwić, udając, że chce się z nim kłócić. W końcu nawet i on się zapomniał i miał ochotę zrobić to sam. Po tym jeszcze weszła sprawa Alice i w ogóle zapomniał o swoich planach. Przypomniał sobie o wszystkim, gdy Anna rozkazała mu przyprowadzić Danee. Zrozumiał, że nie będzie to zbyt przyjemna rozmowa. Chciał iść z nią i ją przed wszystkim ochronić. Ona jednak nie chciała. Mimo tego i tak stał koło drzwi i wsłuchiwał się w tą krótką rozmowę, w której tylko Anna miała prawo głosu. Od razu znienawidził tą kobietę. To on po tym wszystkim, za pomocą iluzji zaprowadził Danee do jej pokoju. Chciał z nią porozmawiać. Ona szybko się go pozbyła. Shane i tak nie odszedł daleko. Okrył się płaszczem iluzji i usiadł po drugiej stronie drzwi. Słyszał jej płacz i to go najbardziej bolało. Wiedział, że najlepsze, co ją teraz spotka, to sen bez żadnych koszmarów. Ponownie użył iluzji i sprawił, że zasnęła. Dopiero po tym wszedł do środka i ułożył ją w łóżku.
            Przez te wszystkie rozmyślenia Shane omal nie przeoczył drużki, która prowadziła go do domostwa, w którym teraz mieszkali. Gdy znalazł się w środku, od razu zaszedł do salonu, w którym zazwyczaj wszyscy się zbierali. Na jego nieszczęście w środku znalazł tylko Rayne. Ta uśmiechnęła się do niego. Chłopak udał, ze w ogóle tego nie widzi i położył tylko spory kawałek papieru na stole. Przed wyjściem wręczył mu to Adrian. Było to dokładnie to samo, co zapisywała wcześniej Danea, teraz jednak był przez kogoś przepisany i podpisany przez króla. Chciał szybko stamtąd wyjść i udać się do Elaine. Nie zdążył.
            -Co to takiego? – zapytała Rayna zrywając się z fotela.
            Shane przełknął komentarz, który podsunęły mu myśli i odwrócił się w jej stronę.
            -Czy podoba ci się praca ze zwierzątkami? Krówki, świnki, koniki? Jeżeli tak, to dobrze wybraliśmy.
            Mina Rayny była wręcz bezcenna. Dorwała kartkę w oka mgnieniu, rozerwała pieczęć i zaczęła czytać to, co było w środku. Gdy zobaczyła, że to nie jej zostało przypisane to stanowisko, odetchnęła z ulgą.
            -Nie mogłeś załatwić mi czegoś lepszego, tak jak reszcie? – zapytała.
            -Oczywiście, że nie – powiedział z uśmiechem na twarzy. – Dla ciebie wszystko, co najgorsze.
            Wyszedł z pomieszczenia mając nadzieje, że Rayna zarozumiała przesłanie.

            Rayna Rochester coraz bardziej zaczęła wątpić w powodzenie planu Tori. Po chwili namysłu zrozumiała, że wcale, a wcale nie chodzi jej o plan przyjaciółki, tylko jej własny. Chciała mieć Shanea na własność, miał być jej. Teraz do tej rywalizacji wkroczyła Danea, tylko, że ona o tym nie wiedziała. Rayna naprawdę lubiła Shanea, mimo, że on traktował ją jak szmatę. Pociągał ją tak jak może pociągać facet kobietę. Nic po za tym.  Był jej potrzebny do powodzenia planu. Bez niego nie wiedziała, czy to się uda. Gdyby on stał po jej stronie mogłaby kontrolować większość Przeklętych. Mogłaby namówić do swojego planu Elaine i Alice. W tym właśnie momencie zrozumiała, że jeśli jej podejrzenia w kierunku Danei się spełnią, nie będzie mogła na to liczyć.
            Mimo, że wszystkim wydawało się, że Rayna próbuje zniszczyć Tori, prawda była inna. Była jej przyjaciółką od najmłodszych lat. To ona, jako jedyna z Przeklętych wiedziała, w jaki sposób Tori stała się czarownicą. To ona wiedziała, czego tamta się boi i co ją wzmacnia. W tym momencie też kierowała się dobrem najlepszej przyjaciółki, mimo, że tamta nawet o tym nie wiedziała. Tori jednak często nie chciała słuchać Rayny. Dlatego potrzebowała Shanea, on potrafiłby przemówić jej do rozsądku. O ile nie wpłynie na niego Danea Tudor.
            Rayna ścisnęła szklankę w ręce, która po chwili pękła. Nienawidziła tej Księżniczki, choć widziała ją tylko raz. Mogła zniszczyć jej wszystkie plany. A do tego nie mogła dopuścić.
            Drzwi od pokoju nagle zaskrzypiały, a do środka weszła Tori. Wyglądała jednak jak w transie. W oczach widniały same białka, a skóra była prawie biała. Rayna już przyzwyczaiła się do tego widoku. Tori zawsze, gdy miała wizje przychodziła do niej.
            -Rayno pamiętaj o swoim zadaniu. Musisz odnaleźć kogoś, kto będzie w stanie nam pomóc – powiedziała, po czym osunęła się na podłogę.
            Kobieta przez chwilę wpatrywała się w jej nieruchome ciało. Dopiero po tym się uśmiechnęła. Nie wiedziała, czemu akurat pałac jest tym miejscem, ale bezgranicznie ufała przyjaciółce. Mimo, że nie było to dwustronne.
            -Już niedługo – wyszeptała, po czym ukucnęła koło jej ciała.

13 komentarzy:

  1. Możesz bić mi pokłony! Właśnie skończyłam czytać całą Księżniczkę Przeklętych. To znaczy, wszystko, co do tej pory opublikowałaś. Jestem pod wrażeniem. Pod wrażeniem tego, ze napisałaś to tak fajnie, że szybko i lekko mi się czytało. Nawet nie zauważyłam, kiedy dotarłam do końca. Poukładałaś to wszystko tak niesamowicie, poprzeplatałaś ze sobą pięć różnych historii tworząc z nich jedną... serio, jestem pod wrażeniem. Ale i tak moim ulubionym wcieleniem Denei pozostanie Alexis. Mam do niej ogromny sentyment, mimo całej mej sympatii do Dan. Chociaż w sumie... one wszystkie są jedną Deneą. Poza tym, uwielbiam postać Adriana i Shane'a.
    Kiedy czytałam, wpadłam na wiele literówek, ale nie chciało mi się ich wszystkich zapisywać, by móc ci je tutaj wypisać, wybacz.
    Nie wiem, co jeszcze napisać. Pisząc komentarz do jednego rozdziału, jestem jakoś bardziej ogarnięta. A tak... wybacz. Postaram się teraz być na bieżąco ;)
    zapraszam do siebie na pierwszą częsć mojego Percico, jeśli masz ochotę D
    xo!
    cat-eater.blogspot,com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak chcesz! więc kłaniam się w pas, że byłaś wstanie to wszytko przeczytać^^ cieszy mnie to niezmiernie. dziękuję za te wszystkie miłe słowa;) też mam problem w opisywaniu w jednym komentarzu całego rozdziału. może następnym razem będzie łatwiej.
      Percino <3 na pewno wpadnę i przeczytam!
      Pozdrawiam^^

      Usuń
  2. Świetnie wychodzi Ci utrzymanie równowagi pomiędzy dialogami a opisami. Zgrabnie lawirujesz pomiędzy nimi, nie tworzysz sztucznych wstępów itp. Chyba to jest powód, dla którego Twoja pisanina charakteryzuje się lekkością. To wg mnie duża zaleta, nie znoszę ciężkiej literatury na blogach. Mała uwaga; "-Czego chcesz szczylu? – zapytał." - przecinek przed "szczylu". Musiałam, instynkt oceniającego. :)

    Pozdrawiam i zapraszam na rozdział trzeci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje ci bardzo;) naprawdę ciszy mnie, że ci się podoba. A co do wytykania mi błędów, rób to śmiało. ja wiem, że mogą się takowe pojawić. cieszy mnie nawet, gdy ktoś o nich wspomina, bo to oznacza, że wczytał się w tekst
      Pozdrawiam^^

      Usuń
  3. Rozdział naprawdę wspaniały i wciągający. Aż chce się jeszcze i jeszcze. Pozdrawiam i czekam na nową notkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wybacz, wiem, że miałam być częściej, ale serio mam póki co trochę ciężki czas. :C To się powinno wkrótce skończyć i już nikt nie będzie miał prawa grozić mi zabiciem! :)
    To życiowe, bardzo. Wielu jest takich ludzi.
    Nie zwariujesz. :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Jestem z siebie dumna, bo przeczytałam wszystkie rozdziały i tak mnie wciągnęło, że nawet nie wiem, kiedy mi tak ten czas zleciał, że skończyłam.
    W pisaniu komentarzy długości epopei narodowej nie jestem, ale zachwycona jestem tym rozdziałem. I zakochałam się w postaci Shane'a.
    I generalnie to miałam ciary w czasie czytania. Wpłynęła na to też ta fenomenalna muzyka.
    Pozdrawiam cieplutko i weny życzę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się, że ci się udało;)

      Usuń
  6. Zapraszam na nowy rozdział.
    Lena z lenaskolowska.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Hej. A jednak skomentuję wszystkie rozdziały od razu.
    Pomysł na Twoje opowiadanie bardzo mi się podoba. Chyba nie zdziwi Cię to, że poniekąd skojarzył mi się z teorią reinkarnacji.
    Podoba mi się też to, że piszesz to opowiadanie od końca do początku dziejów Danea'y.
    Przepraszam, że ten komentarz jest taki, ale chyba ostatnio nie jestem w formie.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

wykonała Anaya