poniedziałek, 4 listopada 2013

IV. Rozdział 5

            Dopiero pod koniec swojej podróży Maja zaczęła zastanawiać się, czy dobrze postępuje. Zdecydowała się, że poprosić Remiego o pomoc. Nie powiedziała jednak niczego Adrianowi. Wymknęła się z domu pod pretekstem zrobienia zakupów. Wiedziała, że chłopak coś podejrzewał, ale nie miał serca się o to zapytać. Wiedział, że to wszystko, co dzieje się dookoła niej, zaczęło ją przytłaczać. A w szczególności te wszystkie osoby, które przez nią zginęły. Maja wiedziała, że Adrianowi nie spodobał się pomysł, aby sama chodziła po mieście, dlatego musiała mu obiecać, że najpierw zajedzie do Elaine i poprosi ją, aby wybrała się z nią na zakupy. Maja jednak nie miała zamiaru tego robić. Nie chciała, aby ktokolwiek wiedział o jej wyprawie.
Była pewna tego, co chce zrobić, dopóki nie zatrzymała się przed budynkiem, o którym mówił jej Remi. Dopiero wtedy poczuła strach i zwątpienie. Nie wiedziała przecież, czy on zechce jej pomóc. W końcu nie musiał nic dla niej robić. Ona nie była jego Księżniczką. On w całości należał do Alice i stawał tylko po tej stronie, co ona. Podczas wcielenia Dan, młoda czarownica opowiedziała jej wiele o sobie. Wtedy to poznała prawdziwe powody zabicia przez Alice Nadie i pomocy Tori. Dziewczyna, tak jak większość dzieci, pragnęła być zauważana przez swoich rodziców. Była wychowywana tylko przez matkę, która nie specjalnie sią nią interesowała, chwaliła wszystkich, oprócz niej. Po przez zabicie Nadie chciała pokazać, że również może zasłużyć na zaufanie i pochwałę. Jednak tego się nie doczekała. Tori miała do niej pretensję o wszystko, nie zwróciła uwagi na to, że jej córka wykonała zadanie, które jej powierzono. Od tego momentu Alice przestała wierzyć, że w ogóle zostanie zauważona przez matkę. Zaczęła się coraz częściej buntować, a potem wraz z Remim poprosiła o zgodę na zamieszkanie na Olimpie razem z innymi Przeklętymi, aby być jak najdalej matki. Jeżeli Alice i tym razem była przeciwko Tori, to Maja mogła liczyć, że Remi jej pomoże. Jeżeli jednak nie, wówczas na pewno szybko odeśle ją z kwitkiem.
            Kolejną rzeczą, której Maja również się bała to to, co może ją spotkać, gdy wejdzie do tego budynku. Doskonale wiedziała, że jest to miejsce, w którym mieszkają żołnierze niemieccy. Mogła się więc domyśleć, że pomiędzy nimi znajdują się również Przeklęci Tori. Tego spotkania obawiała się najbardziej. Bała się, co mogą jej zrobić, gdy zobaczą ją na swoim terenie i jak może się to skończyć. Wiedziała również, że nie może się poddać. Było jeszcze tak wiele osób, które mogły przez nią zginąć. Tori mogła przecież dopaść każdego, nawet kogoś, kto nie miał nigdy z tą walką niczego wspólnego. Bała się, że czarownica może porwać kolejną ważną dla niej osobę. Adriana, Elaine, czy chociażby Remiego. Kolejnej straty już by nie wytrzymała.
            Wzięła głęboki wdech i bardzo powolnymi kroczkami ruszyła w stronę drzwi budynku, który znajdował się za siedzibą niemiecką. Zapukała ogromną kołatką do drzwi, bo wątpiła, aby ktokolwiek się ucieszył, gdyby weszła bez pukania. Stojąc pod drzwiami miała po prostu nadzieję, że nikt ich nie otworzy. Niestety ta cześć nie poszła po jej myśli. Już po chwili niewielkie okienko, które znajdowało się na wysokości jej oczu otworzyło się, a w nich zobaczyła tylko jedno oko. Przez chwilę miała ogromną nadzieję, że to po prosu jej się przewidziało. Gdy jednak uświadomiła sobie, że to kolejny Przeklęty Tori poczuła ogromną gulę w gardle. W myślach przez cały czas powtarzała błagania o to, aby jej nie rozpoznał.
            -Czego? – zapytał niezbyt miłym i zachrypniętym głosem.
            Maja przez chwilę zastanawiała się, czy nie lepiej będzie, gdyby po prostu zemdlała.
            -Chcę się widzieć z Czerwonym – powiedziała przypominają sobie wskazówki Remiego.
            Przeklęty, który stał po drugiej stronie drzwi zaśmiać się głośno, po czym zamknął z głośnym trzaskiem okienko. Serce Mai podskoczyło aż do gardła. Czyli nic z tego. Zdziwiła się jednak, gdy drzwi po chwili otworzyły się, a Przeklęty o wyglądzie cyklopa wpuścił ją do środka. Przez moment przyglądał się jej uważnie, po czym znów się zaśmiał.
            -On jest taki straszny, a zawsze udaje mu się wyrwać takie ładne dziewczyny.
            Maja nie wiedziała, jak powinna to rozumieć. Nie wiedziała, czy w ogóle powinna na to odpowiadać. To, co usłyszała było co najmniej dziwne. Przeklęty w ogóle jej nie rozpoznał, choć na ulicy, gdy koło któregokolwiek przechodziła, rozpoznawali ją. Ten wziął ją chyba za zwykłego człowieka, zwykłą dziewczynę, która…
            Nie zastanawiała się dłużej nad tym, tylko ruszyła za nim. Przeklęty nadal narzekał pod nosem, a Maja coraz bardziej zaczęła rozumieć, za kogo została wzięta. Za panienkę lekkich obyczajów. Za dziwkę. Ten fakt przeraził ją na tyle, że przez chwilę miała ochotę uciec. Nie zdążyła jednak, ponieważ została wprowadzona do sali pełnej żołnierzy. Oczy wszystkich zatrzymały się na jej postaci, a Maja miała ochotę po prostu zniknąć. Ze szczęściem stwierdziła, że większość z nich to zwykli ludzi.
            Przeklęty stojący za nią odchrząknął głośno.
            -Czerwony zabrałbyś w końcu tę swoją słodką blondyneczkę do swojego pokoju, zanim ktoś cię uprzedzi.
            Do uszu Mai dobiegły niezbyt przyjemne śmiechy. Ją jednak zastanawiał jeden fakt. Czemu została nazwana blondyneczką?
            Wówczas jeden z żołnierzy, wstał ze swojego miejsca i ruszył w ich stronę. Widząc go Maja naprawdę chciała stamtąd uciec i nigdy nie wracać. Ów osoba, która miała jej pomóc była Przeklętym. Nie widziała go jednak nigdy wcześniej, tego była pewna. Zapamiętałaby go. Najzwyczajniej w świecie był on karłem o zbyt małych nóżkach i za dużej głowie. Gdy podszedł do niej, przejechał po całym jej ciele wzrokiem.  Po tym przepchnął się obok Przeklętego o wyglądzie cyklopa i złapał Maję za rękę.
            -Zapraszam śliczną blondyneczkę za mną.
            Ledwo Maja to usłyszała, wiedziała, że musi uciec z tego miejsca jak najszybciej. Pozwoliła poprowadzić się kilka metrów korytarzem. Jednak, gdy zobaczyła na horyzoncie drzwi, wyrwała swoją rękę z jego i zaczęła biec. Nie zdążyła jednak tego dokonać, bowiem już po chwili leżała na ziemi, a on stał obok niej.
            -Nie bój się blondyneczko. Wiem, że nie jesteś osobą, za którą tamten półgłówek cię uważa. Nic ci nie zrobię.
            Podał jej swoją rękę i pomógł wstać. Maja nie wiedząc czemu, po prostu mu uwierzyła. W sumie nie miała innego wyboru.
            -Więc, z kim chciałabyś się spotkać?
            -Z Remim – wyszeptała.
            Karzeł zrobiła naprawdę zdziwioną minę.
            -Jesteś pierwszą dziewczyną, która do niego przychodzi.
            Nie mówiąc nic więcej poprowadził ją w stronę schodów. Maja, choć nie chciała tego robić, kątem oka przyglądała się osobie, która miała jej pomóc. Był karłem, ale Maja miała przedziwne wrażenie, że to nie przez to, że się taki urodził.
            -Byłeś taki od zawsze, czy to tylko znaki przemiany? –zapytała zanim pomyślała, co mówi.
             Czerwony spojrzał na nią zdziwiony.
            -Niestety znaki – wyszeptał nadal jej się przyglądając. – Nie wyglądasz na osobę, która powinna coś wiedzieć o naszym świcie.
            Te słowa zaskoczyły ją. Zrozumiała przekaz. Nie była Przeklętą i nie powinna nic na ten temat wiedzieć. To jednak była nieprawda.
            Resztę drogi przemierzyli w ciszy. Zatrzymali się przed zwykłymi, brązowymi drzwiami. Czerwony zapukał do nich, po czym odsunął się lekko, jakby obawiał się, że za chwilę nimi oberwie.
            -Kto i po co? – dobiegł ją glos z głębi pokoju.
            Poczuła radość, ponieważ była pewna, że to Remi.
            -Czerwony i mam dla ciebie przesyłkę.
            Maja usłyszała cichy hałas. Dopiero po chwili zgrzyt przekręcanego klucza. Wtedy drzwi otworzyły się. Remi z zaspaną miną zatrzymał najpierw wzrok na Czerwonym, dopiero po chwili na Mai, która stała obok. Jego oczy zrobiły się nagle wielkie, a na twarzy zauważyła zaskoczenie. Tak jakby nigdy nie spodziewał się jej tu spotkać. Nagle zrobił krok do przodu.
            -Josephine – wyszeptał.
            Maja zesztywniała. Czemu on nazwał ją imieniem swojej byłej narzeczonej? Nie minęła chwila, gdy znalazła się w jego objęciach nadal nie rozumiejąc, co się dzieje dookoła.
            -Boże, jak ja za tobą tęskniłem.
            Maja wyrwała się nagle z jego objęć i odeszła kilka kroków do tyłu. Naprawdę zaczęła żałować, że w ogóle się tu pojawiła.
            -Remi, przecież to ja, Maja – wyszeptała, cofając się o kolejne kilka kroków.
            To, co się stało później, było jeszcze bardziej pokręcone. Maja zobaczyła swoje odbicie w szybie. Zastanawiała się, czy naprawdę powinna zemdleć, czy zacząć krzyczeć. Wygalała dokładnie tak, jak Josephine, gdy Nadie widziała ją po raz ostatni raz.  Miała te same jasnobłękitne duże oczy i te same blond włosy. Była jej wierną kopią. Nie mogła tylko uwierzyć, jak to się stało.
            Wtedy niespodziewanie Czerwony podszedł do niej i złapał ją mocno za rękę. Po chwili poczuła dziwnym ból w swoim wnętrzu. Jakby ktoś wbijał jej od środka niewielkie igiełki. Maja nie wytrzymała, przewróciła się na ziemię zwijając się z bólu. On jednak nie puścił jej ręki. Nie wiedziała po jak długim czasie poczuła się znów dobrze. Gdy otworzyła oczy zobaczyła nad sobą dokładnie takie same oczy, jak jej samej. Remi podniósł ją z ziemi i wniósł do swojego pokoju. Maja kątem oka spojrzała jeszcze w okno. Wyglądała już normalnie, nie jak Josephine.
            Remi położył ją na łóżku, po czym zamknął za sobą drzwi. Usiadł koło niej wpatrując się w Maję.
            -Co się stało? – zapytała naprawdę niczego nie rozumiejąc.
            -Musiałaś użyć iluzji, dlatego wyglądałaś jak Josephine – wyszeptał, jakby ten fakt naprawdę go bolał. – Czerwony musiał się domyśleć, kim jesteś, i że nad tym nie panujesz, dlatego zdjął ją z ciebie. Niestety trochę to bolało.
            -Przepraszam – wyszeptała.
            Ten dzień naprawdę robił się coraz dziwniejszy. Żadna z poprzednich wcieleń Danei nie potrafiła posługiwać się iluzją, choć była Przeklętą. Dopiero jej się to udało, choć nieświadomie i dość nietrafnie. Dlatego nikt jej nie rozpoznał, dlatego Czerwony zdziwił się, że wie coś o ich świcie. Wszystkim wydawało się, że jest kimś innym.
            -No to, czemu zawdzięczam to twoje przybycie – zapytał Remi po chwili ciszy uśmiechając się do niej lekko. – Wątpię, że ci się po prostu nudziło.
            Maja usiadła na łóżku i ze smutkiem spojrzała na chłopaka.
            -Ja już po prostu chce to zakończyć – wyszeptała. – Nigdy wcześnie przeze mnie nie zginęło tyle osób. Mam już dosyć tego życia. A jedynym sposobem według tego, co powiedziała Domino, jest odnalezienie miecza. Sam mi powiedziałeś, że możesz pomóc, dlatego do ciebie przyszłam.
            Remi przez chwilę patrzył na nią uważnie.
            -Wiesz, na co się piszesz?
            Maja nie wiedziała. Chciała to jednak jak najszybciej zakończyć. Przytaknęła więc. Nie minęła chwila, gdy opowiedziała Remiemu wszystko, czego dowiedziała się od Maxa i to, czego się domyślała. Chłopak słuchał każdego słowa, które wypowiedziała, niekiedy dopowiadając coś, o czym ta zapomniała. Umówili się w końcu, że spotkają się następnego dnia przed wschodem słońca koło jej domu. Maja była mu naprawdę wdzięczna za to, że chce ją wesprzeć i pomóc.
            -Czerwony odprowadzi cię do obrzeży miasta, żeby znów nikt cię nie zaatakował – powiedział Remi.
            Od razu poczuła strach. Nie wiedziała, czemu ale obawiała się tego Przeklętego. Chłopak musiał wyczytać to z jej twarzy.
            -Nie martw się, nie musisz się obawiać Czerwonego. Nie stoi po żadnej ze stron. Choć lepiej, żebyś nie mówiła mu, czemu u mnie byłaś.
            Maja miała nadzieję, że Remi ma rację. Nie chciała mieć kolejnych niespodzianek.
           
            Powrót do domu minął jej bardzo spokojnie. Czerwony zachowywał się niczym dżentelmen, choć raz, czy dwa próbował z niej wycisnąć, co robiła u Remiego. Teraz już wiedział, kim na prawdę była Maja, dlatego nie obeszło się bez ogromnej ilości komplementów. Dziewczynę śmieszyło to zachowanie, bo wiedziała, że chce się jej podlizać. Gdy poprzedniego dnia była u Elaine usłyszała bardzo ciekawą rozmowę właśnie na temat takich, jak Czerwony. Nie stawali po żadnej ze stron, ale bardzo lubili się podlizywać jednym i drugim. A ten Przeklęty właśnie to robił. Miał nadzieję, że gdyby to ona, Księżniczka, wygrała całą wojnę, będzie mu łaskawa. To zachowanie rozbawiło Maję, bo ona jeszcze w żaden sposób nie myślała o tej walce, która będzie czekała ją w przyszłości.
            Czerwony wedle zaleceń odprowadził ją do obrzeży miasta, tak, że miała naprawdę niedaleko domu. Pożegnał się z nią niczym z prawdziwą Księżniczką, po czym odprowadził wzrokiem. Przez następną godzinę chodziła w skowronkach, że coś udało się jej załatwić. Widziała jak Adrian raz na jakiś czas patrzy na nią zdziwiony. Nie pytał się jednak o powód tych uczuć.
            Radość, która dodawała jej skrzydeł szybko jednak uciekła. Maja zaczęła odczuwać strach przed tym, co może nastąpić następnego dnia. A mogło wszystko. Mogła nie odnaleźć tego miecza. Mogła zginąć i narazić na to samo Remiego. Mogła spotkać Przeklętych Tori. Mogła spotkać Cama. A przede wszystkim obawiała się spotkania z Tori. O ile dobrze pamiętała przepowiednia Domnio mówiła o walce pomiędzy nią, a Twórczynią. To właśnie było dla Mai najgorsze. Jak miała walczyć z kimś, kto był od niej o wiele silniejszy i mądrzejszy? Z kimś, kto pamięta wszystko?
            Ta zmiana nastroju również nie umknęła uwadze Adriana. Przez to, co stało się poprzedniego dnia zaczął pilnować Mai prawie na każdym kroku. Próbował się od niej dowiedzieć, co takiego się stało. Ona jednak niczego nie powiedziała. Nie mogła.
            W nocy również nie mogła zasnąć. Jej obawy przez cały czas kręciły się po jej głowie i wzmacniały się. Maja przez nie przestała już wierzyć, że cokolwiek jej się uda. W tym też dziwnym momencie znów mogła liczyć na Adriana, który choć nie rozumiał, o co chodzi, potrafił ją pocieszyć. Przyszedł do niej i nic nie mówiąc usiadł na łóżku. Przez kilka minut siedzieli właśnie w ten sposób wpatrując się w księżyc za oknem.
            -Maju, co się dzieje? – zapytał po raz kolejny, choć doskonale wiedział, że nie usłyszy odpowiedzi. To go jednak nie zniechęciło. – Gdy Danea była mała, miała różne dziwne sny. Nigdy po nich nie mogła zasnąć. Wtedy zawsze przychodziła do mnie i prosiła, abym opowiadał jej różne bajki. Jak chcesz tobie też taką opowiedzieć?
            Maja uśmiechnęła się do niego.
            -Nie musisz Adrianie. Dziękuję ci, że jesteś – powiedziała, po czym przytuliła się do jego boku.
            W takiej pozycji i w takim towarzystwie zasnęła.

            Gdy obudziła się następnego dnia, słońce jeszcze nie wydostało się z nad horyzontu. Wszystko w pokoju wyglądało dokładnie tak, jak w momencie, w którym zasypiała, łączenie z Adrianem, który spał koło jej boku oparty o ścianę. Maja wpatrywała się w niego przez chwilę, mając wyrzuty sumienia, że nie może mu o niczym powiedzieć. Czuła, że to on, zaraz po Shaneu byłby osobą, której mogła zaufać bezgranicznie, nie mogąc się późniejszych skutków. Remiemu ufała, ale nie tak, jak tej dwójce.
            Bardzo powoli, tak, aby go nie obudzić, wygrzebała się z łóżka. Zabrała ubrania, w które planowała się ubrać i wyszła z pomieszczenia. Dom bez obecności cioci i Tadzia wydawał się taki ciemny i pusty. Nie było słychać żadnych innych głosów, prócz przytłumionych kroków Mai i jej oddechu. Wcześniej zawsze było inaczej. Tadzio miał tendencję do głośnego chrapania, a Łatek do szczekania nie o tej porze, co powinien. Teraz jednak ani jednego, ani drugiego nie było już. Dom był cichy.
            Maja ubrała się szybko, po czym zapakowała do jedynej torby, którą znalazła w domu bukłak z wodą i inne przydatne rzeczy na tę podróż. Nie wiedziała przecież jak dużo czasu ta wyprawa im zajmie i czego się ma po niej spodziewać. Po tym, ledwo zauważyła pierwsze promienie słońca, wyszła z domu i poszła w umówione miejsce. Podczas drogi kilka razy spojrzała za siebie. Wiedziała, że po raz ostatni widzi to miejsce, dom, w którym się wychowała.
            Gdy dotarła na umówione miejsce, czyli początek lasu za jej domem, Remi już tam na nią czekał. Również był zaopatrzony w torbę z żywnością, ale także w wiele innych rzeczy, takich jak broń. Podczas drogi nie rozmawiali zbyt dużo. Maja wiedziała, że obydwoje czują strach przed tym, co może się wydarzyć, dlatego żadne też się nie odzywało, aby nie palnąć jakieś gafy. Przedzierali się przez las idąc na oślep do miejsca, które wyznaczył jej Max. Była na tej polanie tylko raz, dawno temu z Adrianem. Dotarli tam przez przypadek, goniąc się po lesie. Maja obawiała się najbardziej tego, że nie zdołała tam po raz kolejny dotrzeć.
Przez prawie dwie godziny błądzili w około. Maja zaczęła tracić nadzieję, że odnajdą to miejsce. Remi starał się podtrzymywać ją na duchu, choć było widać, że sam zaczyna się niepokoić. Dopiero w momencie, gdy dziewczyna zwątpiła już całkowicie, dotarli na miejsce. Polana była niewielka, ale dokładnie tak jak mówił Max, cała usiana dmuchawcami. Wydawało się, że pokrywają cały ten teren i nie ma tam nic, prócz nich. Niestety, to nie była prawda. Na samym środku znajdowała się studnia. Ta, do której miała wejść, aby odnaleźć miecz. Maja poczuła, jak gula w jej gardle rośnie do niewyobrażalnych rozmiarów, nie pozwalającą ślinie przejść dalej. Niczym w transie ruszyła za Remim, w jej kierunku. Jednak im była bliżej, tym bardziej nogi odmawiały posłuszeństwa. W studni musiała być woda. Dużo wody. A to właśnie ten żywioł zabił po raz pierwszy Danee.
W pewnym momencie Remi odwrócił się w jej stronę, aby sprawdzić, czy dziewczyna idzie za nim. Gdy zobaczył, że Maja siedzi pomiędzy dmuchawcami z zamglonym wzrokiem, wrócił się i ukucnął obok niej. Nie wiedział jak powinien ją pocieszyć, co powinien w tym momencie zrobić. Był jednak pewien jednego - to ona musiała dostać w swoje posiadanie miecz, nie Tori. Nie zdążył jej jednak niczego powiedzieć, bowiem jego uwagę przykuło coś innego. Spojrzał do góry i na chwilę oniemiał.  W ich stronę leciał niewielki prawie, że przeźroczysty bąbel. Chłopak miał wrażenie, że już kiedyś coś takiego widział. W tym momencie jednak nie mógł sobie przypomnieć gdzie i kiedy. Maja również go zauważyła, bo wpatrywała się w niego, niczym zahipnotyzowana. Remi zrozumiał, co to jest dopiero, gdy znalazł się na wysokości ich oczu i zobaczył w środku ich własne obrazy.
-Cholera – wyszeptał, po czym gwałtownym gestem podniósł Maję z miejsca.
            Dokładnie w tym samym momencie na polanę wbiegły czarne wilki o żółtych oczach. Dziewczyna z przerażaniem rozejrzała się dookoła. Chwilę po tym na polanę wkroczył Cam w towarzystwie kilku Przeklętych i Henryka, alfy watahy. Remi nienawidził każdego z nich.
            -Biegnij do tej przeklętej studni i zdobądź ten miecz – wysyczał Remi w stronę Mai, po czym zakrył ją swoim własnym ciałem. – Wierzę w ciebie.
             Ona natomiast w ogóle nie rozumiała, co się na około nich dzieje.  Skąd Cam wiedział, gdzie jest ukryty miecz, skąd wiedział, że właśnie o tej porze przyjdzie tu wraz z Remim? Posłusznie jednak zaczęła biec w stronę studni, pędzona adrenaliną. Jej strach jednak znów odezwał się w momencie, gdy siedziała już na murku z nogami przerzuconymi na drugą stronę. Czarna woda, która rozciąga się pod nią wydawała się nie mieć końca. Wydawała się być czarną dziurą bez wyjścia.
            Nim się spostrzegła, poczuła czyjeś ręce w około talii. Krzyknęła przerażona. Zrobiła to po raz kolejny, gdy zorientowała się, kto to był. Cam.
            -Mała księżniczka boi się skoczyć – zapytał z ustami przy jej uchu. – Czy to nie jest potworne? Tyle osób na ciebie liczy, a ty się boisz? Czy ktoś taki, jak ty powinien być w ogóle nazywany Księżniczką? – Maja poczuła jak jego ciepły język dotyka jej ucha. Wzdrygnęła się. Ten gest doprowadził ją do mdłości. Wtedy też dopadły ją wspomina z przeszłości. A to było jeszcze gorsze od tego, co działo się na około niej.
            Właśnie na to czekał Cam. Doskonale wiedział, jak jego obecność działa na Maję i wykorzystał to. Wyjął z jednej kieszeni obwiniętą w skórę igłę. Po tym bez zastanowienia wbił ją w ramię dziewczyny. Maja wzdrygnęła się po raz kolejny, ale nie zrozumiała, co się stało.
            -Miłej drogi na dół Księżniczko – wyszeptał Cam po raz ostatni do jej ucha, po czym puścił i z całej siły popchnął w przepaść.
            Maja zdążyła tylko wydać z siebie głośny okrzyk przerażenia, nim znalazła się pod wodą. Tam już w ogóle nie wiedziała, co się z nią dzieje. Żywioł atakował ją niewielkimi igiełkami. Maja nie wiedziała, gdzie powinna płynąć. Gdzie jest dół, a gdzie góra. To ją najbardziej przerażało. W momencie, w którym chciała się poddać, poczuła jak ktoś łapie ją za rękę i ciągnie w nieznanym kierunku. Nie zdążyła jednak zauważyć, kto to, bo zemdlała.
            Ocknęła się kilka chwil później, jednak osoby, która jej pomogła, już nie było. Maja natomiast nie znajdowała się w wodzie, tylko na ziemi. Nie było tam jednak tak samo, jak na powierzchni. Ściany i podłoga były zbudowane z kamienia, co oznaczało, że musiała być to ta jaskinia, o której mówi przepowiednia. Maja jednak nie wiedziała żadnego miecza, ani miejsca, w której mógłby się on znaleźć. Zobaczyła jednak tunel. Właśnie tam postanowiła się udać. Podczas drogi zdziwiła się jednak, że wszczęcie dookoła było jasno, choć nie docierały tu żadne promienie słońca, ani nigdzie nie było pochodni. Maja nie chciała się nad tym zastanawiać. Miała wrażenie, że jeszcze nie jedno ją dziś zaskoczy.
            Jej podróż zakończyła się w ogromnej, okrągłej sali. Najbardziej zainteresowało ją to, co znajdowało się na środku. Kawałek skały, a w nim miecz. Ogromna broń, która bardziej przypomniała jakiś ozdobnik, niż coś, czym można było walczyć. Jego rękojeść była zrobiona ze złota i dawała lekki połysk. Reszta natomiast wyglądała niczym lustro – gładka i czysta powierzchnia, którą najwidoczniej jeszcze nikt nie walczył. Maja już czuła jego ciężar pod swoimi rękoma, chłód metalu. Nie zdążyła jednak tego doświadczyć. Coś, bowiem uderzyło w nią i odepchnęło na sam kraniec sali. Dopiero po chwili zauważyła, że nie była tu sama. Na drugim końcu sali stała piękna, młoda kobieta, o ciemnych kręconych włosach i sylwetce modelki. Coś jednak w niej nie pasowało. Może były to nienaturalne żółte oczy, może uśmiech, który gościł na jej twarzy. Nie wiedziała. Była jednak pewna, kim była ta kobieta. Tori.
            Czarownica już otwierała usta, aby coś powiedzieć, ale nie zdążyła. W pomieszczeniu rozległ się przeraźliwy pisk, przez który obydwie zatkały uszy. Gdy on ucichł okazało się, że nie są w pomieszczeniu jedyne. Obok miecza, trzymając rękę na rękojeści stała Domino.
            -Witajcie – powiedziała, nie patrząc w żadną ze stron. – Obie chyba mnie już znacie. Jestem Domino i jestem jedną z Dwunastki, na którą padła przyjemność poprowadzenia tej próby. Muszę was jednak zawieść, nie będzie ona próbą siły, ale próbą psychiki. Powalczyć jeszcze zdążycie. Dziś chciałabym sprawdzić, która z was na więcej zaparcia w dążeniu do celu i której z was cel jest bardziej prawdziwy. Żadna z was nie będzie wiedziała, co dzieje się z tą drugą, nie będziecie sobie przeszkadzać. Ta, która pierwsza dotrze do miecza, będzie go również posiadała przenosząc się do następnego wcielenia.
            Maja widziała jak Tori wpatruje się w Domino z wymalowaną na twarzy wściekłością.
            -Jestem Twórczynią i to ja sama będę mówiła, czy chcę się poddać jakiejś idiotycznej próbie, czy nie – wysyczała w jej stronę. – Jesteś nikim i właśnie dla tego nie masz prawa decydować o tym, co zorbię, a czego nie.
            -Mylisz się Tori. Nie jestem nikim. Jestem twoją bratanicą – powiedziała Domino, uśmiechając się do niej słodko. – A i nie wiem, czy wiesz, ale ja już dawno wybrałam stronę, której pomogę. Nie powinnam tego robić, ale zrobię wszystko, abyś to ty przegrała.
            Maja zauważyła jeszcze, jak Tori wyciąga rękę przed siebie, jak wykrzykują jakieś nieznane jej słowa. Po tym jednak w około niej pojawiła się mgła, która przysłoniła jej widok, na to, co dzieje się po drugiej stronie. Wygłuszyła też wszystkie dźwięki. Maja rozejrzała się dookoła siebie i oniemiała. Zobaczyła Megan, najlepszą przyjaciółkę Alexis. Tą samą, którą opętała Tori. Maja poczuła, jak do jej oczu napływają łzy. Megan uśmiechnęła się do niej lekko, po czym wyciągnęła ręce w jej stronę. Maja bez zastanowienia rzuciła się w jej stronę. Brakowało jej tej dziewczyny. Tego jej bezsensownego gadania o niczym i prostym podejściem do życia. Jednak, gdy znajdowała się jej objęciach stało się coś dziwnego. Jej ciało nagle zrobiło się zimne, a Maja poczuła coś ciepłego na swojej skórze. Gdy po raz kolejny spojrzała na dziewczynę jej skóra była blada, pozbawiona jakichkolwiek kolorów. Natomiast cała klatka piersiowa była pokryta czerwoną cieczą, która bardzo powoli wylewała się z jej ciała. Maja odsunęła się od niej z przerażeniem. Megan wyglądała dokładnie tak samo, jak w momencie, w którym umarła. Dziewczyna zakryła twarz, aby nie krzyknąć. Odwróciła się za siebie, aby nie patrzeć. Tam jednak czekało ją coś innego. Zobaczyła rodziców Alexis trzymających na rękach Charlotte. Poprzednie wcielenie Danei stało przed nimi z pochyloną głową. Maja nie musiała słyszeć, aby wiedzieć, co się dzieje. Państwo Grey krzyczeli na Alexis. Zawsze to robili.  Dla nich to Charlotta była idealna, nie Alexis. To ruda była wszystkim, co najgorsze. To ona była winna całemu złu na świecie. Charlotta natomiast była aniołem, który nigdy niczego złego nie zrobił. To jednak nie była prawda. Dopiero teraz Maja widziała w tym małym szatanie podobieństwo do Tori.
            Scena szybko się rozwiała ukazując kolejną. Tym razem było jednak gorzej. Zobaczyła Natashe. Jej skóra była szara, a twarz bez wyrazu. Ona jednak żyła. Bez żadnego poruszenia wpatrywała się w niewielką kołyskę stojącą obok. Maja zobaczyła tam śliczne, małe, śpiące dziecko o czarnych włosach. Dziewczynka spała, ale Maja wiedziała, że gdyby otworzyła oczy, to zobaczyłaby tam identyczny kolor, co oczy Shanea. Scena rozmyła się, ale szybko została zastąpiona koleją. Natasha szła ulicą tuląc do siebie śpiącą dziewczynkę. Zatrzymała się dopiero pod wysokim budynkiem. Z tabliczki Maja wywnioskowała, że chodziło tu o dom dziecka. Kobieta po raz ostatni ucałowała oba policzki córeczki, po czym położyła ją na wycieraczce i nacisnęła dzwonek. Nie czekała jednak, aż ktoś jej otworzy, od razu czmychnęła w wąską uliczkę, z której przyglądała się, jak starsza kobieta zabiera jej dziecko do środka. Chwilę później wyjęła z kieszeni żyletkę i podcięła sobie żyły. Maja z przerażeniem wpatrywała się, jak uchodzą z niej resztki życia, jak wypowiada ostatnie słowa, którym było imię córeczki. Danielle.
            Scena po raz kolejny się zmieniła. Zobaczyła lorda Blancharda w towarzystwie Alice. Musiała patrzeć, jak czarownica wbija w jego pierś szeroką rurę. Musiała patrzeć, jak ojciec Nadie umiera przybity do ściany, niczym zwierzę. Tak jak się spodziewała, chwilę po tym do pomieszczenia wbiegł Remi. Jego również dopadła Alice, choć z innego powodu niż jej ojciec.
            Maja musiała patrzeć na wiele podobnych scen. Widziała, co stało się z Josephine, gdy Nadie spłonęła. Patrzyła, jak jej rodzice zmuszają ją do zaręczyn, a po tym do ślubu z o wiele starszym od niej mężczyzną. Widziała, jak ją bił i poniżał. Widziała również, jak najlepsza przyjaciółka Nadie skończyła – na sznurze przyczepionym do sufitu. Musiała oglądać po raz kolejny śmierć Afrodyty, a po tym nawet to, co przez nią działo się z Shanem. To było dla niej za dużo. Odkąd odzyskała wspominania obwiniała się za wszystkie te śmierci, które przez nią nastąpiły. Nienawidziła się za każde cierpienie, które kiedykolwiek komuś zadała. Teraz natomiast musiała oglądać to wszytko niczym film w 3D. W pewnym momencie nie była już w stanie. Upadła na ziemię schowała głowę między kolana i zatkała z całej siły uszy. To i tak nie pomogło. Nadal słyszała w około siebie krzyki i głosy innych. Słyszała osoby, które przez nią cierpiały. W pewnym momencie nastała cisza. Maja miała nadzieję, że to koniec. Że Tori zdobyła miecz i oszczędziła jej tych wszystkich katuszy. Wtedy jednak Maja usłyszała słowa, które przywróciły jej zdolność myślenia. Cichy szept Remiego mówiący: „wierzę w ciebie”. On w nią wierzył. Czuł, że uda jej się zrobić to, po co tu przyszła. Że jest silna. Po tym w jej głowie zabłysła kolejna pozytywna myśl. Oni wszyscy w nią wierzyli. Wszyscy, którzy wybrali ją na swoją Księżniczkę. Wszyscy, co stanęli po jej stronie. Wierzyli, że może czegoś dokonać, że nie jest słaba.
            Maja poczuła, jak w jej ciało wstępują nowe siły. Poczuła, że może to zakończyć. Że może uchronić kolejne osoby przed cierpieniem. Wstała i bardzo powolnymi krokami ruszyła w stronę, z której widziała lekkie, złote światło. Wtedy niestety zakręciło się jej w głowie, a nogi nie były wstanie utrzymać jej ciężaru. Po chwili dziewczyna doszła do siebie. Wtedy już wiedziała, co jej jest. Cam musiał ja otruć. Wbijając w jej ramię niewielką igłę wprowadził do jej ciała dawkę trucizny, która teraz zaczęła ją zabijać. Maja jednak wiedziała, że nie może się poddać.  Powoli wstała ze swojego miejsca. Przeszła jednak kilka kroków i znów poczuła zawroty głowy. Po raz kolejny znalazła się na ziemi. Wzięła kilka głębokich wdechów i po raz kolejny próbowała wstać. Tym razem jednak od razu upadła. Dziewczyna dysząc ciężko spojrzała przed siebie. Miecz był już tak blisko. Niecałe dwa metry od niej. Nie mogła się teraz poddać. Zaczęła przesuwać się bardzo powoli w jego stronę czołgając się. Gdy znalazł się na wyciągnięcie ręki, miała wrażenie, że całe jej ciało stoi po raz kolejny w ogniu. Zdołała tylko dotknąć zimnego metalu opuszkami palców, a po tym jednak ciemność pochłonęła ją całkowicie.

            Remi czuł się, jakby wylądował w jakimś cyrku. Odkąd Maja została wepchnięta do studni, wszyscy Przeklęci Tori i jej wilki zachowywały się, jakby walka była już wygrana. Wilki przestały być takie groźne, zaczęły biegać po całej polanie, niczym małe szczeniaczki bawiące się w berka. Cam i Henry usadowili się na ziemi i szybko pogrążyli się w grze w karty. Cała reszta Przeklętych zajęła się innymi, mniej lub bardziej pożytecznymi rzeczami. Remi jednak nie miał tyle szczęścia. Nim Cam zaczął swoją partyjkę kart zdążył wydać rozkaz, aby przywiązać go do drzewa. Od tego też momentu chłopak siedział w tej samej pozycji zastanawiając się, kiedy te katusze się skończą.
            Pierwszą oznaką tego, że Bóg postanowił się nad nim zlitować, była niewielka stróżka światła, która wydobyła się z studni i wzniosła się, aż do nieba. Zauważył ją tylko on i niektóre wilki. Nie minęła jednak chwila, gdy niewielka stróżka zrobiła się tak duża, jak sam otwór studni. To już zauważyli wszyscy. Cam zdążył tylko wstać, gdy światło zaczęło przysłaniać niebo i rozciągać się, co raz dalej. Remi widział, że również on był tym zdzwiony. Wtedy wydarzyła się kolejna dziwna rzecz. Wilki zaczęły skomleć. Nie minęła chwila, gdy wszystkie rozpadły w pył bardzo podobny do tego, który zaczął opadać ze strumienia świata. Po tym, to samo stało się z Henrykiem, a zaraz po nim, innym Przeklętym. Remi zdążył tylko zauważyć przerażony wyraz twarzy Cama, gdy i on zmienił się w złoty proszek.
            Remi, chodź zdzwiony tym wszystkim, szybko uwolnił się z pęt, które go więziły. Jednak to jeszcze nie był koniec. Nie minęła chwila, gdy na polanie pojawiły się czarne kruki. Ich jednak się nie obawiał. Po kilku chwilach ptaki zlały się w jedno, przyjmując postać drobnej dziewczyny. Chłopak pojawił się koło niej dokładnie w momencie, w którym miała upaść. Złapał ją, po czym posadził na ziemi. Była o wiele bledsza niż normalnie i do tego jeszcze bardziej chuda. Remi w ciągu jednej chwili poczuł nienawiść do Tori.
            -Alice, nic ci nie jest? – zapytał odgarniając delikatnie włosy z jej twarzy. Dziewczyna otworzyła oczy ukazując szczęśliwe, szarozielone tęczówki.
            -Teraz już nic - wyszeptała uśmiechając się lekko.
            Dla Remiego ta cała sytuacja była wręcz niemożliwa. Przez prawie dziesięć lat nie widział jej, bo była uwięziona u Tori. Teraz jednak pojawia się tu bez żadnego ostrzeżenia. Nie omieszkał się jej o to zapytać.
            -Tori po raz pierwszy zostawiła mnie i Shanea bez żadnej opieki. Zdążyłam się uwolnić, jego już jednak nie, bo po prostu się rozpadł. Po tym od razu przybyłam do ciebie.
            Remi spojrzał w nią. Teraz nie było widać niczego prócz złotego światła, które przysłaniało wszystko, nawet słońce.
            -Jak myślisz, co się dzieje?
            -Przepowiednia się wypełnia – wyszeptała.
            Po chwili Alice wstała. Remi spojrzał na nią zdziwiony.
            -No co? Nie jesteś ciekawy, kto zdobył miecz? I kto zwycięży? – zapytała uśmiechając się do niego smutno.
            Remi spojrzał na nią zdzwiony.
            -Alice wiesz, że możesz się w końcu od niej uwolnić? Nie musisz się przenosić w miejsce, w którym są oni. To już nie jest nasza walka.
            Czarownica uśmiechnęła się smutno.
            -Wiem. Ciekawi mnie jednak, jak to wszystko się skończy. Chciałabym też osobiście przeprosić Księżniczkę Danee za to, co przeze mnie się wydarzyło i jakoś jej to wynagrodzić. – Ucichła na chwilę, po czym wyciągnęła rękę w stronę Remiego. – Idziesz ze mną?
            Chłopak posłał jej lekki uśmiech.
            -Zawsze i wszędzie – odpowiedział, ujmując jej rękę.
            -Zawsze – powtórzyła Alice z błogim uśmiechem na twarzy, po czym przeniosła ich ku nieznanej przyszłości.

            25 lipca 1515r; pałac Placentia, Londyn
            Przez pierwszą chwilę Maja odczuła prawdziwy szok. Chwilę wcześniej znajdowała się w podziemnej jaskini, teraz jednak na ogromnym tarasie jakiegoś pałacu. Do tego wszystkiego była żywa. Okazało się jednak, że nie była tu sama. Dostrzegła czyjąś sylwetkę opartą o balustradę. Niepewnie podeszła do ów dziewczyny. Ona jednak, jako pierwsza odwróciła się w jej stronę. Wtedy też przeżyła szok. Była to Danea. Ta uśmiechnęła się do niej lekko.
            -Pięknie tu, prawda? – Maja potwierdziła. – Właśnie tu się wychowywałam i tu mieszkałam. Ten pałac był moim domem, choć nigdy nie powinnam tu zamieszkać.
            Maja nie poganiała jej, choć wiele rzeczy ją ciekawiło.
            -W tym momencie mamy 25 lipca 1515 roku. W tym momencie, w odległej Grecji narodziłam się ja, Danea. – Dziewczyna przeniosła wzrok na Maje. – Moje życie jest kluczowe do poznania i zrozumienia tej walki. Ty jednak niestety jej sobie nie przypomniałaś. Dlatego, po porostu musisz ją przeżyć jeszcze raz.
            Maja spojrzała na nią przerażonym wzorkiem. Myślała, że to już koniec. Że skoro miecz został odnaleziony, nie będzie już więcej musiała żyć w innych czasach. Myliła się. Musiała po raz kolejny przeżyć życie Danei, swojego pierwowzoru.
            Dziewczyna ujrzała jej zmieszanie.
            -Nie martw się Maju. Wiem, o co się obwiniasz. To, co zobaczysz, już dawno się wydarzyło, dlatego nie jesteś wstanie niczego zmienić. – Ucichła. – Jestem z ciebie dumna. Zdobyłaś miecz, a w ten sposób przewagę dla nas. Musisz jednak, po raz ostatni przeżyć jedno życie, które i tak jest już zapisane w przeszłości, aby po tym móc pokonać Tori. Musisz stać się mną, Daneą Tudor, nieślubnym dzieckiem Henryka VII Tudora. Jesteś na to gotowa?
            Maja pokiwała głową. Musiała. Tylko to mogło pomóc jej w zniszczeniu czarownicy. A to stało się jej celem. Danea uśmiechnęła się. Po tym klasnęła w ręce, czas ruszył, a Maja przeniosła się do swojego nowego ciała.

Koniec Księgi IV

Hej;)
Tak jak obiecałam przybywam z ostatnim rozdziałem tej księgi. ostatnio tak doszła do wniosku, że uwielbiam mieszać w historii, choć jej samej w sobie nie lubię. dowód powyżej. Henryk VIII i jego czasu. mam nadzieje, że nikt nie będzie miał mi tego za złe, ale nie mogłam się powstrzymać xd
co by tu jeszcze.... hmmmm zostały dwie księgi do końca opowiadania? nie wiem czy się cieszycie, czy nie, ale chyba nikt mnie nie zabije, że o tym informuje xd
Dobra, kończę;)
Pozdrawiam

7 komentarzy:

  1. Reno jak możesz!!! Jeszcze dwie księgi? Gdybym nie wiedziała jak wielkim obowiązkiem jest prowadzenie bloga to normalnie już bym ci żyć nie dała!!! Lubisz mieszać? Ja też! To takie fajne, a zwłaszcza, że fajnie ci to wychodzi!!:D:D:D Uhuhuhuhu... Maja zdobyła miecz! Taki fajny wyszczerz się pojawił na mojej twarzy:) Rozdział oczywiście jak każdy inny jest superrrr! ;*** Księżniczka potrafi użyć iluzji? Hehe myślę, że będzie to fajne!<3 Przepraszam, że dopiero teraz, ale jak wiesz-szkoła... Ale i tak znajduje czas żeby czytać^^ weny życzę i tak samo mocno jak zawsze pozdrawiam;***
    Watashi
    PS Mogłabyś mi to zdjęcie wysłać?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolejny PS Wiem, wiem cały czas gdzieś pojawia się "fajny" ale... To tak samo xD

      Usuń
    2. haha dziękuje ci za komentarz;)
      Każde opowiadanie musi się kiedyś skończyć. ja nie jestem jedną z tych osób, które przedłużają, bo mają dużo czytelników a skracają, gdy jest ich mniej. jak ustalę sobie, że tak i tak się skończy to tak też zrobię. nie martw się jednak, gdy skończę Księżniczkę zacznę nowe opowiadanie więc już w tym momencie ostrzegam, że ode mnie tak łatwo się nie ucieknie xd
      Ja przez szkołę nie mam czasu na nic, już nie mówiąc o czytaniu blogów -,- maskara.
      Zdjęcie wyśle tylko podaj adres e-mail;)
      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

      Usuń
  2. Po raz kolejny muszę przeprosić za poślizg. Ah, to już moja stałą domena, aby komentować kilka dni po dodaniu rozdziału. No, ale tym razem nie jest, aż tak źle! Spóźnienie w granicy normy, hah.
    No, ale dobrze. Rozdział. Jak ja lubię takie długie rozdziały :) Jest się w co wczytać i nie kończy się on tak niespodziewanie, jak np. u mnie. Dużo się działo, a ja akcję lubię, szczególnie tą w twoim wykonaniu. Fajnie to wypadło :)
    Dlatego tak bardzo mnie przeraziłaś, wspominając o tym planowanym zakończeniu. Dwie księgi? Ty chyba sobie jaja robisz. Ja domagam się zdecydowanie więcej ;) A w ogóle planujesz coś więcej już po ukończeniu tego opowiadania? Chyba nie zamierzasz zniknąć całkiem z bloggera? To byłoby wręcz niewybaczalne!
    No dobrze, ale tak w skrócie to historia jest fantastyczna, a przez to twoje mieszanie jest również bardzo zaskakująca. Szkoda, że ta księga dobiegła końca. Polubiłam Maję i zdecydowanie będzie mi jej brakować. Jednak cieszę się, że udało się jej zdobyć miecz. Skoro to zapewni im przewagę, to naprawdę zasługuje to na podziw.
    No nic, czekam na ciąg dalszy.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha trochę długi poślizg, nie sądzisz ;p ale wybaczam, wybaczam!
      jakoś tam ostatnio mi wychodzi, że wszystkie rozdziały mają po 10 stron worda. sama nie wiem w jaki sposób.
      Każde opowiadanie musi się w końcu skończyć. na to też przyszło czas;) ale nie martw się to jeszcze prawie 13-14 notek, więc tak szybko to się mnie nie pozbędziesz xd
      A po tym? oczywiście, ze nie zniknę z blogosfery. planuje już kolejne opowiadanie.... nawet kilka xd wiedz jego, po zakończeniu tego na pewno pojawi się nowe, na które już w tym momencie cię zapraszam;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Witam
    Pewnego czasu składałaś zmówienie na szablon u pewnej szabloniark. Niestety on a nie podjęła sie zrealizowania Twojego pomysłu. Natomiast ja postanowiłam go wykonać, użyłam to tego celu takich samych zdjęć co zaproponowałaś.
    Możesz umieścić go na swoim blogu ale napisz o tym w "pobranych" i umieść mój button na swoim blogu
    Link do notki : http://szablonovo.blogspot.com/2013/11/damy.html
    (ten drugi)
    Jeżeli coś Ci się nie spodoba to pisz spróbuję to poprawić.

    OdpowiedzUsuń

wykonała Anaya