niedziela, 20 października 2013

IV. Rozdział 4

                Przez resztę dnia Maja miała wrażenie, że śni. Nie wiedziała, co na prawdę działo się w jej życiu, a co było tylko jednym z jej wspomnień z poprzednich wcieleń. Nie mogła się na niczym skupić, bowiem non stop przypominała sobie jakieś niezbyt miłe sceny z przeszłości i po raz kolejny zaczynała płakać. Przez większość tego czasu Adrian siedział obok jej boku. Nie mówił jednak nic, za co była mu naprawdę wdzięczna. Gdyby ktoś się zapytał, co się takiego stało, nie byłaby w stanie odpowiedzieć. Zresztą sama przestała już na to zwracać uwagę – potrafiła przez godzinę zachowywać się normalnie, a potem w ciągu sekundy rozpłakać się. Nie potrafiła już się cieszyć z przypomnienia sobie tych wszystkich informacji z życia Danei. Gdyby chociaż miała w głowie tylko swoje wspomnienia, a nie tysiące innych. Choć wcale nie było to takie złe. Pierwszy raz od dłuższego czasu porządnie się wyspała. Nie śniły się jej w nocy żadne zabójstwa, ani dziwne niezrozumiałe sceny. Cieszyło ją to, choć nadal czuła w sercu pustkę, którą mogłyby wypełnić tylko wspomnienia Danei. Potrzebne jej jednak było spanie bez żadnych snów.
​            Psychicznie rano czuła się o wiele lepiej. Nie wybuchała już płaczem, a wspomnienia przestały się mieszać. Nadal jednak czuła smutek po stracie cioci, którą Cam nazwał Czarną De. Ten pseudonim nie mówił jej nic, choć wiedziała, że powinien. Poprzedniego dnia, gdy miała jedną z tych lepszych godzin, zapytała się Adriana, czemu Przeklęty tak ją nazwał. Przez chwilę coś zabełkotał,  po czym uciekł do innego pokoju. Maja wiedziała, że niestety zbyt szybko niczego się nie dowie, na pewno nie od Adriana. Rozmyślała o tym także podczas pogrzebu cioci. Nie była to żadna wielka ceremonia. Tadzio rano doszedł do wniosku, że jego żona zawsze chciała być pochowana blisko swojego domu, dlatego też postanowili spełnić jej życzenie. Ciocia nie była człowiekiem wierzącym, dlatego nie wzywali żadnego księdza, ani nikogo podobnego. Tadzio nie chciał nawet zakupić żadnej trumny. Zbił tylko kilka desek w coś, co miało ją przypominać i tam włożył swoją żonę. Gdyby nie to, że Maja tam była i wszystko widziała, pomyślałaby, że on w ogóle nie przejął się jej śmiercią. Prawda była jednak całkiem inna. Gdy mężczyzna dowiedział się o tym, nie chciał słuchać żadnych tłumaczeń, ani opowieści. Zamknął się tylko w pokoju, w którym wcześniej przebywała ciocia. Nie wyszedł z niego, aż do samego rana, nie chciał tam też nikogo wpuścić, ale Maja i tak wiedziała, co on tam robił. Wystarczyło, że stanęło się na chwile przy tych drzwiach, dało się usłyszeć cichy szloch. Gdy dziewczyna wstała, zastała  jego i Adriana w kuchni, przy kubkach gorącej herbaty. Nadal dziwiła się widząc ten napój w swoim domu, choć już nie wzdrygała się tak na jego widok. Rozmawiali o czymś. Jednak ledwo dziewczyna weszła do środka, ucichli. Maja przez chwilę miała wrażenie, że to ją Tadzio obwinia o śmierć cioci, bo to ona była reinkarnacją Księżniczki. Szybko jednak dotarło do niej, że takie myślenie jest bez sensu – Tadzio przecież w ogóle nie wiedział, kim ona jest. Bynajmniej taką miała nadzieję. Tak jak się spodziewała uśmiechnął się do niej smutno, po czym poprosił ją, aby usiadła z nimi przy stole. Powiedział jej wtedy o pogrzebie, który chcą zrobić cioci. Gdy skończył, nawet nie czekając na śniadanie, wyszedł konstruować prowizoryczną trumnę dla swojej żony. Adrian postąpił podobnie, choć wziął ze sobą jabłko. On jednak ruszył w stronę dużej gruszy, która rosła kawałek za ich domem. Tam, gdy jeszcze była w stanie samodzielnie chodzić, przesiadywała ciocia. Najwidoczniej to właśnie w tym miejscu chcieli ją pochować. Maja, choć bardzo chciała pomóc, musiała zając się zwierzętami i domem. Poszło jej to jednak o wiele szybciej, niż normalnie. Nie zabierała się już jednak za śniadanie, od razu zaczęła robić obiad, aby nie myśleć o tym, co robią inni.
​            Pogrzeb jak wszystkie, które przeżyła, był nieprzyjemny. Różnica była jednak taka, że zawsze wcześniej było więcej ludzi, dziś przy ciele stały tylko trzy osoby. Wszystko jednak bolała tak samo, jak na pogrzebie ojca Nadie. Żegnała ważną dla siebie osobę, po raz kolejny. Miała nadzieję, że już nigdy więcej nie będzie musiała tego robić.
​            Po całej ceremonii, gdy Maja zdołała opanować swoje emocje, Adrian ogłosił jej, że w pilnej sprawie muszą iść do miasta. Nie doprecyzował jednak tego, więc dziewczyna nie wiedziała, czego ma się spodziewać po tej wyprawie. Nie przygotowywała się do niej zbytnio, nie widziała potrzeby po tym, co się stało. Wyruszyli od razu po zjedzeniu obiadu. Adrian nie odzywał się całą drogę zanurzony w swoich myślach. Maja cieszyła się ciszą, choć nadal chciała zadać mu kilka pytań. Zastanawiało ją  to, co powiedział poprzedniego dnia Cam. W Sopocie chłopak zatrzymał się dopiero pod niewielką piekarnią. Maja zdziwiła się, że właśnie tu chciał przyjść. Dziewczyna często bywała w tym miejscu, nie było tam niczego nadzwyczajnego. Adrian jednak nie planował jej niczego tłumaczyć. Wszedł do środka, a ona podążyła za nim.
​            W środku, przy ladzie stała sprzedawczyni, którą Maja wcześniej już tu widziała. Miała długie czarne włosy, które z jednej strony nachodziły jej na twarz zasłaniając oko, to drugie było brązowe. Dziewczyna uśmiechnęła się do przybyszy.  Maja, gdy tylko ją ujrzała, to miała ochotę rzucić się jej na szyję. Powstrzymał ją wzrok Adriana.
​            -Witajcie – powiedziała uśmiechając się do niej. – W czym mogę pomóc?
​            Maja nie wiedziała, co ma powiedzieć. Kupić coś, czy może zostawić całą sprawę Adrianowi. Chłopak uwolnił ją od tego.
​            -Księżniczka przebudziła się – powiedział przyjmując poważny wyraz twarzy, co w jego przypadku było naprawdę dziwne.
​            Dziewczyna popatrzyła na niego, a następnie przeniosła wzrok na Maję, uśmiechając się lekko.
​            -Co Maju, to ten debil postanowił to zrobić, czy może Cam wpadł na kolejny genialny pomysł? – zapytała opierają się o ladę.
​            -Mnie też miło ciebie widzieć, Elaine. I nie żadne z tych rzeczy, które powiedziałaś. Sama sobie przypomniałam. Wszytko oprócz życia Danei.
​            Elaine uśmiechnęła się do niej promiennie. Już chciała zacząć kolejne zdanie, gdy wtrącił się Adrian.
​            -Czarna De nie żyje – powiedział, na co Elaine zbladła. – Zabił ją wczoraj Cam. Przyszedł też do nas Max. Chyba powinniśmy poważnie porozmawiać.
​            Maja przez chwilę zastanawiała się, czy on ją o coś oskarża, czy po prostu jego poważny ton bierze się z tego, że sam jest tym wszystkim załamany. Doszła jednak do wniosku, że na pewno jej nie oskarża, bo mina Elaine nie mówiła niczego takiego. Dziewczyna spojrzała tylko w stronę zaplecza.
​            -Za godzinę tu przyjdźcie. Wtedy porozmawiamy.
​            Po tych słowach poszła w stronę miejsca, na które wcześniej patrzyła. Adrian natomiast złapał ją za rękę i poprowadził w stronę wyjścia. Trzymał ją w ten sposób przez chwile, szybko jednak puścił, nawet nie patrząc w jej stronę.
​            -Gdzie teraz pójdziemy? – zapytała nie bardzo wiedząc, jak rozpocząć rozmowę. Adrian tego dnia był nadzwyczajnie cichy i spokojny. To nie wróżyło niczego dobrego.
​            Chłopak popatrzył na nią, jakby dopiero teraz przypomniał sobie, że Maja jest obok.
​            -Chciałem ci pokazać jedno miejsce. Mam nadzieje, że mi się uda – powiedział po chwili zastanowienia.
​            Po tych słowach znów nastała cisza. Adrian patrzył zatroskanym wzrokiem przed siebie. Maja natomiast przez cały ten czas próbowała zrozumieć, czemu on się tak zachowuje. Nie przypominała sobie, aby kiedykolwiek wcześnie był przez tak długi czas cicho, nie mówiąc już o ciągłym uśmiechaniu. Ten człowiek był istną masą optymizmu. Dziś jednak coś się zmieniło. Maja pewnie jeszcze długi by nad tym rozmyślała, gdyby nie to, że jej uwagę przykuł inny fakt. Mijała wiele różnych osób. Większość z nich była ludźmi – Maja była tego pewna. Niektórzy jednak z daleka ich przypominali, jednak, gdy zbliżali się bliżej dziewczyny, ta zaczynała widzieć rzeczy, których normalny człowiek mieć nie powinien. Łuski, dziwne kolory oczu, ogony, uszy nie w tych miejscach, co powinny być, niekiedy nawet więcej niż jedną parę rąk czy nóg. Wszyscy oni byli Przeklętymi stworzonymi przez Tori. Dziwiło ją to, że mimo iluzji widzi to wszystko. Nigdy wczesnej, gdy chodziła po ulicach tego miasta nie widziała ich. Dzisiejszy dzień był jednak wyjątkowy również pod względem innych faktu. Każdy Przeklęty, którego minęła również zauważał ją. Niektórzy zatrzymywali się wpatrując w nią niczym w zagubiony klejnot. Inni otwierali oczy i buzie tak szeroko jakby, co najwyżej zobaczyli samego Hitlera bądź Sikorskiego na ulicy. Niektórzy nawet szybko się opamiętywali i składali Mai krótki ukłon. Oni na pewno byli zwolennikami Księżniczki. Ci, co uwielbiali Tori byli w taki szoku, że nawet nie myśleli o tym, aby cokolwiek zrobić. Adrian idący obok niej w ogóle tego nie zauważał. Szedł przed siebie niczym koń z klapkami na oczach. To, co go trapiło musiało być naprawdę duże.
​            W pewnym momencie do Mai podeszła sześcioletnia dziewczynka. Na pierwszy rzut oka tyle właśnie miała. Szybko jednak zrozumiała, że to kolejny Przeklęty, a nie prawdziwy człowiek. Cała prawa połowa jej ciała była szara i pomarszczona jakby ktoś wylał na nią naprawdę gorąca wodę. Nie było by to nic dziwnego gdyby nie jej dosłownie kocie oczy. Dziewczynka trzymała w ręce białego kwiatka, którego wręczyła Mai. Przejęła go, ale w prawdziwym szoku. Jeszcze nigdy wczesnej nie otrzymała niczego od nieznajomej osoby na ulicy. Mała uśmiechnęła się do niej, choć to tylko jedna połowa jej ust drgnęła. Dygnęła niezgrabnie, po czym w podskokach odbiegła w swoją stronę. Im była dalej, tym jej ciało przybierało bardziej ludzkich kształtów. Skóra przestawała być tak szara i pomarszczona.
​            Wtedy dopiero Adrian zatrzymał się gwałtownie i spojrzał najpierw na Maje, a po tym za odbiegającą dziewczynką.
​            -Kto to był? – zapytał, a w jego głosie było słychać panikę.
​            -Jakaś dziewczynka – zaczęła powoli. – Przeklęta.
​            Adrian otworzył szeroko usta jakby nie mógł uwierzyć w to, co się dzieje. Chciał się chyba o coś zapytać, ale coś mu przerwało. Nawet nie coś, ale bardziej ktoś. Jakaś sylwetka rzuciła się na niego przewracając na ziemię. Maja już miała zamiar zacząć krzyczeć, gdy jej przytrafiło się coś podobnego. Ciało, które się z nią zderzyło nie było jednak takie ciężkie, bo dziewczyna z trudem, ale ustała na nogach. Ów osobnik złapał ją za szyje i zamknął ją w silnym uścisku. Dziewczyna z trudem łapała powietrze. Przez ten cały czas z przerażeniem wpatrywała się w całkowicie białe oczy starszej kobiety.
​            -To wszystko przez ciebie – bełkotała. – Gdyby nie ty… ty jesteś wszystkiemu winna! Przez ciebie ta czarownica zabiła mojego kochanego syna. Przez ciebie… to ty jesteś zła. Nie… nie…. Nie, obydwie jesteście złe. Obydwie powinnyście zginąć.
​            Maja nie rozumiała ani jednego słowa z tego, co mówiła kobieta. Wszystko brzmiało jak bełkot osoby chorej psychicznie. Nienormalnie.
​            Maja usłyszała gdzieś z boku jakieś krzyki. Nie wiedziała jednak, kto je wydał, ani czy powinna się tego obawiać. Wtedy nagle okolicą wstrząsnął huk. Maja słyszała go już wcześniej, dokładnie poprzedniego dnia. Ręce kobiety na jej szyi zelżały aż w końcu całkowicie przestały stawiać opór. Jej drobne, wychudzone ciało stało się nagle ciężkie i przewróciło Maje na ziemię. Dziewczyna zanim zderzyła się z podłożem, zobaczyła kątem oka jak napastnik Adriana zostawia go w spokoju i zaczyna uciekać goniony przez pociski z broni. Wtedy jej głowa dotarła do podłoża. Maja miała nadzieje, że zemdleje, bądź straci na chwile świadomość. Nic niestety takiego się nie stało. Ból pojawił się nagle rozrywając jej głowę. Przed oczami zaczęła tańczyć kolorowe plamy. Ciało, które leżało na niej było nieruchome.
​            Maja dokładnie nie wiedziała po jak długim czasie obraz przed jej oczami wrócił do normalności. Wtedy też jak na zawołanie ktoś zdjął z niej ciało kobiety. Pierwsze, co przeżyła Maja to szok. Postrzelone i nieżywe ciało podniosło dwóch niemieckich żołnierzy, którzy byli ludźmi. Jeden z nich pomógł jej nawet wstać, co było dla niej dziwne. Maja miała o nich najgorsze z możliwych zdań, więc nigdy nie spodziewała się, że jeden z nich jej pomoże.
Tą dość dziwną scenę przerwał Adrian, który z chęcią mordu odtrącił rękę żołnierza, która nadal trzymała dłoń Mai. Chłopka fuknął coś w jego stronę po niemiecku, po czym złapał swoją towarzyszkę za rękę i pociągnął w stronę, z której przyszli. Tym razem jednak jej nie puścił. Szli tak puki nie znaleźli się koło ulicy gdzie mieściła się piekarnia Elaine. Chłopka nie wprowadził jej jednak do środka. Posadził ją na jednej z ławek, która się ustała, na placu, które mieścił się zaraz obok. Dopiero wtedy Maja zobaczyła jego wyraz twarzy. Był przerażony.
​            -Nic ci ta wariatka nie zrobiła? – zapytał wyjmując jakąś szmatkę z kieszeni. Podał ją dla Mai. – Przetrzyj twarz. Masz na niej krew tej kobiety.
​            Dopiero wtedy dziewczyna zauważał, że prawie całe jej ubranie było pokryte czerwonymi plamami. Zgodnie z poleceniem Adriana przetarła sobie najpierw twarz.
​            -Kim oni byli? – zapytała. – Tak kobieta i ten facet, którzy nas zaatakowali. To byli Przeklęci po stronie Tori, prawda?
​            O dziwo, Adrian zaprzeczył.
​            -Oni by się tak nie poniżyli. To byli jedni z tych, którzy uważają, że i Księżniczka, i Twórczyni są wcielonym złem. Nie masz się też, co obwiniać o jej śmierć. Za kilka godzin znów stanie na nogi w pełni zdrowa, niestety.
​            Gdy ucichł Maja zabrała się za doprowadzenie siebie i swojego stroju do przyzwoitości, co było prawie niemożliwe. Co chwilę jednak zerkała na Adrian, który miał minę, która oznaczała, że chciał się jej o coś zapytać nie wiedział tylko jak. Dziewczyna przewróciła oczami, po czym szturchnęła go w ramie. Gestem ręki pokazała, że czeka na pytanie.
​            -Widziałaś ich prawda? Wszystkich Przeklętych? Nawet wbrew temu, że wszyscy mieli na sobie iluzje?
​            Maja potwierdziła wszystko, co, o co się zapytał. Na krótką chwilę na jego twarzy pojawiła się radość, szybko jednak zniknęła zastępując rezygnacje.
​            -Ty ich nie widzisz? – zapytała po chwili ciszy.
​            -Chciałbym ich widzieć. Wiedziałbym wtedy, na kogo mam uważać. – Popatrzył na Maje ze smutkiem w oczach. – Danea też ich wszystkich widziała, nawet, jeżeli używali naprawdę silnej iluzji. Wiedziała też wiele o Przeklętych, choć nikt nigdy jej o nich nie opowiadał. To wszystko jednak było, gdy była człowiekiem. Po tym, gdy Cam i Rayna ją utopili, a Tori ożywiła stała się wrakiem człowieka, nic niewartym. A po tym znów ją zabili.
​            Maja poczuła smutek. Nie ze względu na to, co jej powiedział. Adrian bardzo dobrze ukrywa swoje emocje. Dziś jednak musiały go naprawdę przytłoczyć, bo każdy zakamarek jego twarzy mówił jej, co jest grane. To właśnie ją smuciło. Nie wiedziała jak powinna go pocieszyć. Zrobiła więc jedną rzecz, która zawsze była najbardziej skuteczna. Przytuliła go do siebie. Trwali tak w jednej pozycji póki Maja nie zauważyła jak drzwi sklepu Elaine otwierają się, a w nich staje sama ich właścicielka machając do nich. Wtedy dopiero wstali w ruszyli w jej stronę.
​            Dziewczyna wpuściła ich do środka w ogóle nie zadając pytań. Od razu wprowadziła Maje do jednego z pokoi i dała jej coś do przebrania, za co ta była wdzięczna. Gdy już uporała się z tym i wyszła na zewnątrz, sytuacja w pokoju obok ani trochę się nie zmieniała. Adrian nadal wpatrywał się w blat stołu, a Elaine krzątała się po pokoju. Gdy zobaczyła Maje uśmiechnęła się do niej i gestem ręki pokazała jej, że powinna usiąść. Po chwili na stole pojawił się talerzy z piernikami i trzy szklanki mleka. Adrian popatrzył na to wszystko tylko po czy jego wzrok powędrował w stronę Elaine.
​            -Możesz teraz się tłumaczyć Adrian? W jaki sposób nasza Księżniczka przypomniała sobie prawie wszystko? – zapytała.
​            -Gdybym wiedział, nie przychodziłbym do ciebie – powiedział cierpko.
​            Elaine w ogóle nie zwróciła uwagi na jego słowa. Wstała po raz kolejny od stołu i podeszła do niewielkiej komody stojącej obok. Z jednej z szuflad wyjęła kawałek papieru zwinięty w rulonik. Odwinęła go, po czym z zastanowieniem zaczęła go czytać.
​            -Moim zdaniem odpowiedz tkwi w przypowiedni Domino – zaczęła, gdy w końcu oderwała wzrok od kartki. – Na samym początku jest fragment o przywróceniu pamięci. „Miedziana pani pamięć swą odnajdzie Zamkniętą w głębinach jej świadomości Przywróconą dzięki głupocie nieznanej.” Ten fragment aż krzyczy do mnie CAM. – Zwróciła się do Mai. – Czy miałaś wcześniej jakieś dziwne sny bądź przewidzenia?
​            -Głównie sny. Widziałam w nich zazwyczaj śmierć którejś z poprzednich wcieleń Księżniczki.
​            -A, od kiedy dokładnie?
​            -Od momentu, w którym zostałam zgwałcona – wszeptała po chwili namysłu.
​            Elaine uśmiechnęła się szeroko odkładając kartkę, na której była przypowiednia na stół.
​            -Czyli miałam rajce. Przez to, co zrobił odblokował twoje wspomnienia. Ciekawe, co powie Tori, gdy się dowie, że jej własny brat pomógł przywrócić pamięć jej największemu wrogowi. – Ucichła na chwilę. – Ktoś ma jeszcze jakieś pytania?
​            Maja miała ich naprawdę dużo powiedziała jednak pierwsza, które przyszło jej do głowy.
​            -Co się dzieje z Maxem? Czemu Cam go gonił?
​            Elaine spojrzała zaskoczona na Adriana.
​            -To Max u was był? – zapytała z pretensją w głosie.
​            Wtedy o dziwo do rozmowy włączył się Adrian.
​            -Był wczoraj. Chciał coś nam powiedzieć, ale nie zdążył, bo musiał wtrącić się ten blondwłosy półgłówek – powiedział, po czym spojrzał na Maje. – Na samym początku, gdy pojawiliśmy się w tych czasach wyznaczyliśmy wraz z Elaine grupę, która miała przeszukać ten teren w poszukiwaniu miecza, o którym jest mowa w przepowiedni. Max sam zgłosił się do tego zadania. On i kilku innych wyruszali na poszukiwania. Przez dziesięć lat przeszukali wszystko w promieniu stu kilometrów. Miecza jednak nie odnaleźli. Wtedy na scenę znów wkracza Cam ze swoją genialnością. Zastanowił na nich pułapkę i wszystkich powyłapywał. Wczoraj widziałem Maxa po raz pierwszy od prawie piętnastu lat.
​            Mai zrobiło się go naprawdę żal. Tyle czasu spędzić w jakiś prywatnym więzieniu Cama. Na pewno nie będą to jego najlepsze wspomnienia, jeżeli nie najgorsze. Szybko jednak otrząsnęła się z tego, ponieważ do głowy wpadło jej kolejne pytanie.
​            -Czemu wczoraj Cam nazwał ciocię Czarną De?
​            Adrian od razu spojrzał ponaglająco na Elaine, która przewróciła oczami.
​            -Jesteś wredny, wiesz? Wiedziałeś, że się o to zapyta, dlatego opowiedziałeś jej historie Maxa, aby zrzucić na mnie odpowiedzialność opowiedzenia trudniejszej historii. – Adrian w ogóle nie przejął się tym, co powiedziała ich towarzyska. Elaine westchnęła. – No dobra, dobra. Więc dawno, dawno temu żyła sobie czarownica o potężniej mocy. Nienawidziła jednak swoich zdolności. Jak wiesz, im czarownica jest silniejsza, tym częściej potrafi przewidzieć coś, co będzie działo się w przyszłości. Ona właśnie w taki sposób dowiedziała się, że może pozbyć się swojej mocy. Potrzebowała jednak do tego swojej własnej córki, której odda  moc. Czarownica była tak pewna tego, co chce, że dość szybko namówiła swojego ukochanego do założenia rodziny. Dziewięć miesięcy później urodziło im się dziecko. Niestety ku rozpaczy czarownicy był to chłopiec. Kobieta znienawidziła swojego syna od pierwszego momentu jego życia. W ogóle o niego niedbała, karmiła dopiero wtedy, gdy nie potrafiła wytrzymać jego płaczu. Jej małżonek starał się wszczepić w nią miłość do ich pierworodnego. Jego starania poszły jednak na marne. Półtora roku później na świat przyszło kolejne dziecko, tym razem jednak upragniona dziewczynka. Temu dziecku czarownica poświeciła pełną uwagę, dawała wszystko, rozpieściła najlepiej jak potrafiła. Chciała wynagrodzić jej fakt, że ta w wieku dziesięciu lat odziedziczy wszystkie jej zdolności. O chłopcu w ogóle zapomniała. Gdy miała lepszy dzień pozwalała mu przebywać w jednym pomieszczeniu, jednak, gdy dopadała ją wściekłość potrafiła nawet rzucić się na niego z chęcią zamordowania go. Poza tym żadno z jej dzieci nie miało zdolności magicznych. Chłopiec posiadał tylko taką jedną dziwną zdolność, nie dorastał tak jak powinien. Zawsze był za niski, za chudy, bądź za mały w porównywaniu z jego rówieśnikami. Po prawie sześciu latach od narodzin upragnionej dziewczynki stała się naprawdę dziwna rzecz. Na świat przyszło kolejne dziecko czarownicy. Tym razem również był to chłopiec. W tym jednak przypadku czarownica nie znienawidziła go. Pokochała go na równi ze swoją córką. Dawała mu wszystko, co najlepsze, ku złości pierworodnego. Ta sielanka jednak szybko się zakończyła z dniem, w którym dziewczynka skończyła dziesięć lat. Choć kobieta kochała ją najmocniej nie potrafiła pozbyć się swojego największego marzenia, czyli całkowite utraty mocy. W nocy przygotowała wszystko, co było potrzebne do tej ceremonii, po czym wezwała swoją córkę. Dziewczynka niczego nieświadoma wykonywała każde polecenie, a gdy zorientowała się, co się święci było już za późno. Czarownica za pomocą najczarniejszej magii, tej samej, która przywraca ludzi do życia, oddała jej całą swoją moc. Tej samej nocy wraz ze swoim mężem uciekli zostawiając dzieci same na pastwę losu. Najmłodszy z nich miał cztery lata. Czarownica jedna nie uciekła zbyt daleko. Jedno z Dwunastki, była to chyba Atena zobaczyła, co tamta zrobiła i jakie będą tego skutki. Odwierni rzucili na małżeństwo klątwę. Mieli starzeć się jak normalni ludzie, po tym jednak mieli znów cofać proces starzenia aż do młodości. I tak w nieskończoność. Od tego momentu Czarownica, która nazywała się Destiny Rivers, dostała przydomek Czarna De i jest najbardziej znienawidzoną osobą przez Odwiernych i niektórych Przeklętych.
​            Historia, którą usłyszała od Elaine wstrząsnęła ją dogłębni. Ciocia była kiedyś czarownicą. Zniszczyła życie swoim dzieciom. Oddała cała swoją moc córce. Po tym rzucili na nią klątwę. Nadal nie mogła w to uwierzyć. Nie mogła przyporządkować tego obrazu do osoby, którą znała. Spokojnej starszej kobiety, która ją wychowała. Gdyby nie to, że dogłębnie ufała Elaine nie uwarzyłaby w tą historie.
​            -Co stało się z jej dziećmi? – zapytała, gdy była wstanie w jakikolwiek sposób pozbierać myśli.
​            -Córka Destiny musiała szybko dorosnąć i opanować swoje moce. Zaopiekowała się swoim rodzeństwem, nawet najstarszym bratem, którego matka nauczyła ją nienawidzić. – Zamilkła na chwilę. -  Teraz też mają się dobrze.
​            Maja zrobiła wielkie oczy.
​            -Oni nadal żyją? – zapytała zdziwiona.
​            -Niestety tak. Dla nasz wszystkich byłoby najlepiej gdyby nigdy się nie narodzili. Maju, ty ich również znasz. – Kolejna pałza, w której dziewczyna czekała na najgorsze. – Cam i Tori, dzieci słynnej czarownicy, która przełożyła swoje pragnienia ponad wszystko. Cam skrzywdzony chłopiec, którego matka nie kochała i za wszelką cenę chciała się pozbyć, teraz najbrutalniejszy Przeklęty Twórczyni. Tori dziewczyna, która miała nie być dla nikogo żadnym zagrożeniem, gdyby nie moc, którą dostała. Teraz najgorsza z możliwych czarownic, ta, przed którą nawet Dwunastka drży.
​            Maja w podświadomości czuła, że to właśnie o nich chodzi. Zastanawiała ją jednak jeszcze jedna rzecz.
​            -A kim jest najmłodszy syn Destiny? Mówiłaś, że była ich trójka.
​            Elaine spojrzała na Adriana ze smutkiem w oczach. Ten wzruszył tylko ramionami. To wystarczyło dla Mai. Sama zrozumiała, o kim była mowa, kto był najmłodszym synem cioci.
​            -Shane… - wyszeptała, jakby mogło to jakoś zmienić prawdę.

​            Kolejną godzinę, którą tam spędziła, starła się nie myśleć o tym, co się dowiedziała. Nie chciało do niej dotrzeć, że jej Shane może być bratem Tori i Cama. Było to dla niej wprost niemożliwe. Dlatego starała się o tym nie myśleć i aż za bardzo starała się skupić na rozmowie prowadzonej przez Adriana i Elainie. W sumie nie dotyczyła ona niczego ważnego, ot taka, pogawędka dwójki znajomych, dla Mai było to jednak zbawienie. W końcu jednak nawet oni zakończyli swoją rozmowę. To oznaczało nic innego jak powrót do domu. Przez pierwszą połowę drogi maja próbowała namówić swojego towarzysza do jakiejkolwiek rozmowy, aby tylko nie móc uświadomić sobie tej okrutnej prawy. Adrian jednak nie był zbyt rozmówny, albo po prostu uważał, że powinna w końcu pogodzić się z tym, co się dowiedziała.
​            Maja przez resztę drogi analizowała wszystko czego się dowiedziała, szczególnie tą część o cioci i jej dzieciach. Była to okrutna prawda, lecz prawda. Musiała się z nią pogodzić. W końcu mogła też dowiedzieć się, czemu Tori tak strasznie interesowała się Shanem, a Cam przez cały czas obwiniał go o coś. Wszystko powoli stawało się jasne, choć wielu rzeczy musiała się domyślać. Gdyby tylko pamiętała życie Danei wszystko byłoby o wiele prostsze. Czuła, że właśnie w jej czasach pozna odpowiedź na swoje zmartwienia i pytania.
​            Pierwszą rzeczą, którą zauważyła, gdy ich dom ukazał się na horyzoncie, to cisza. Było cicho, aż za cicho. To właśnie był problem. Łatek, choć był stary potrafił rozpoznać swoich właścicieli z daleko. Maja powinna już słyszeć jego szczekanie. W okolicy panowała jednak cisza. Przyspieszyła kroku, Adrian podążył zaraz za nią. Łatka znaleźli koło budy. Jednak Maja musiała zakryć twarz, aby nie krzyknąć najgłośniej jak potrafiła. Pies nie żył. Był cały pogryziony i podrapany aż do mięsa. Gardło zwierzaka zostało przebite drewnianym kijem. Adrian szybko zakrył Mai oczy, po czym odwrócił ją w drugą stronę, aby ta nie musiała patrzeć na ten widok. Zrobił to jednak zbyt późno. Dziewczyna wiedziała, że ten obraz utkwi w jej głowie na długo.
​            Dopiero po chwili przypomniała sobie jedną ważna informacje.
​            -Tadzio został w domu – wyszeptała.
​            Adrian gwałtownie zesztywniał. Najwidoczniej sam zapomniał o tym fakcie. Puścił dziewczynę, po czym sam zaczął biec w stronę domu. Maja podążyła zanim, choć nie była tak szybka jak on. Ani jedn, ani drugie nie dobiegło jednak do celu. Z za budynku zaczęli wyłaniać się intruzi, których żadno z nich się nie spodziewało. Wilki były całe czarne, a ich oczy jarzyły się żółciom. Były to dokładnie te same wilki, które zaatakowały Nadie i Raphaela. Teraz patrzyły w ten sam sposób, co wtedy. Z chęcią mordu. Nie były jednak wstanie zrobić niczego same, musiałby czekać na pozwolenie swojego przywódcy. Na pozwolenie alfy. Było ich dokładnie dwanaście, tyle samo, co wtedy. Teraz też ustawiły się w okręgu. Wtedy drzwi od ich domku otworzyły się, a w ich progu stanął przywódca tej grupy. Jedynym, który potrafił przybrać swoja pierwotną formę człowieka. Alfa. Ojciec Danei.
​            -Czego chcesz? – wysyczał Adrian.
​            Jego zachowanie trochę zdziwiło Maje. Tego dnia była naprawdę poddenerwowany. Dało się go wyprowadzić z równowagi nawet się nie odzywając. Dziewczyna zaczęła mieć obawy, co do tego wszystkiego.
​            Wilczy mężczyzna spojrzał na niego z niesmakiem.
​            -Gdybyśmy byli teraz w moim królestwie, podczas moich rządów, kazałbym cię ściąć, głupi sługo.
​            -Na całe szczęście ludzkości, już nie jesteśmy. Ty przestałeś być królem, a ja sługą na twoim dworze, więc mogę w końcu powiedzieć ci, co o tobie myślę!
​            Mężczyzna przewrócił tylko oczami, po czym swoje żółte oczy, identyczne do oczu wilków, skierował na Maje.
​            -Ta już jest bardziej podobna do mojej córeczki, ale chyba tak samo głupia jak ta poprzednia. Nadal zastanawiam się czemu los tak mnie karze i non stop podsyła te niedorobione podróbki pięknej Danei.
​            Maja wiedziała, że w ogóle nie powinna się odzywać. Nie powinna pokazywać, że wie i pamięta. To jednak było silniejsze od niej.
​            -Jesteś okropnym ojcem! – krzyknęła w jego stronę. – Pozwoliłeś tej czarownicy mnie zabić, wysłać w jakieś inne nieznane czasy, a teraz się jeszcze z nią układasz i wykonujesz jej rozkazy. Chyba lepiej byłoby dla wszystkich, gdyby nigdy cię nie poznała!
​            Dopiero po wypowiedzeniu tych wszytych słów Maja była pewna, że to nie ona o nich pomyślała. Musiałby to być myśli Danei. Te, do których w normalnym wypadku nie miała dostępu. Na chwile ta informacja naprawdę ją pocieszyła. Może niedługo wspomnienia Danei do niej wrócą i nie będzie już czuła tej pustki, ani nie będzie musiała zastanawiać się na dziwnymi odpowiedziami. Po chwili jednak zrozumiała, że to, co powiedziała może doprowadzić ją do zguby.
​            Mina alfy mówiła sama za siebie.
​            -Jak możesz mnie o coś takiego oskarżać? Gdyby nie ja mieszkałabyś w jakiejś zapchlonej dziurze z tą twoją godną pożałowania matką! Gdyby nie to, że uznałem cię na dworze, jako moje dziecko i pozwoliłem ci tam zamieszkać, nigdy byś nawet nie wiedziała, czym są miękkie łoża, czy ciepłe posiłki. Byłabyś nikim! Dzięki mnie stałaś się kimś ważnym! A reszcie sama jesteś sobie winna. To ty pozwoliłaś tej całej grupie Przeklętych zostać na zamku. To ty wynalazłaś im wszystkim posady! To ty, nie ja podpadłaś Tori! Ty, w porównaniu do mnie, nigdy nie wiedziałaś, po której stronie powinnaś stanąć, aby być wygraną. Ja zawsze to wiedziałem, dlatego postanowiłem pomóc Tori. Ona, chociaż wie, czego chce nie to, co ty. Ona pamięta.
​            Wiele rzeczy, o których mówił wilk było dla Mai tylko niezrozumiałą plamą. Nie pamiętała żadnego z tych faktów. Wszystko jednak, co powiedział uderzyło w jej dumę. Poczuła smutek pomieszany ze złościom. Nie wiedziała, czego oczekiwała po tej wypowiedzi, ale na pewno nie tego.
​            -Tak nam się tu mile gawędzi, ale czas mnie goni, musze już znikać. Zanim jednak odejdę pragnę was powiadomić, że w środku zostawiłem dla was niespodziankę. Mam nadzieje, że będziecie z niej zadowolenie.
​            Wtedy też jego sylwetka przybrała postać wilka. Przez chwilę jeszcze patrzył na nich, po czym czmychnął w las, a za nim jego wataha. Maja nie czekała zbyt długo. Wbiegła do środka, bowiem domyślała się, czym jest ta niespodzianka. Od razu też skierowała się do pokoju wcześniej zajmowanego przez ciocie. Tak jak też się spodziewała w środku znalazła Tadzia. Przez pierwszą chwilę chciała odetchnąć z ulgą. Żył. Dopiero po chwili zauważyła czerwona ciecz na podłodze i na jego ciele. Zakryła usta ręka i bardzo powoli podeszła do łóżka, na którym siedział. Mężczyzna oddychał, choć przychodziło mu to z trudem. Otworzy oczy dokładnie w momencie, w którym Maja ukucnęła koło łóżka. Zaraz za nią stał Adrian.
​            -Kwiatuszku cieszę się, że nic ci nie jest – wyszeptał. – Mnie już nie zostało zbyt dużo czasu. Nie będę cię już wstanie strzec. Teraz Adrian będzie musiał przejąć tę rolę.
​            Czerwina lampa do razu zabłysnęła w jej głowie. Tadzio powinien nazwać Adriana, Kamil, bo według ludzi właśnie tak miał na imię. Skoro znał jego prawdziwe imię, oznaczało to…
​            -Kim ty naprawdę jesteś? – zapytała.
​            Musiała to wiedzieć. Poznała historie cioci, musiał też poznać i jego.
​            -Jesteś mądra kwiatuszku na pewno się tego domyśliłaś, szczególnie po usłyszeniu historii Destiny, mojej ukochanej żony. – Maja zbladła. – Niestety tak, kochanie. Od zawsze jestem jej mężem. Jestem też ojcem jej dzieci. Wiem, że pewnie nie zapamiętasz żadnego z nas w zbyt dobrym świetle, mam jednak nadzieje, że przeważą wspomnienia zdobyte przez Danee, gdy poznaliśmy się po raz pierwszy. – Ucichł na chwilę, a Maja nie była wstanie niczego powiedzieć. – Chciałbym, aby wiedziała, że obydwoje tego wszystkiego żałujemy. Byliśmy młodzi i myśleliśmy tylko o sobie. Po tym poczuliśmy nienawiść do siebie, szukaliśmy czegoś, czym moglibyśmy odkupić swoje winy. Mijały lata, a wiele szans przechodziła nam koło nosa. Wtedy, pewniej nocy odnalazłem cię w szopie. Wystarczyło, że spojrzałem w twoje oczy wiedziałem, kim jesteś. To ja zmusiłem Odwiernych, aby pozwolili nam cię wychować, aby nie znaleźli ci innej rodziny. Mieliśmy cię chronić przed Przeklętymi usługującymi naszej córce. Wiedz, że wykonaliśmy to zadanie najlepiej jak potrafiliśmy.
​            Do oczu Mai napłynęły łzy. Nie chciała go stracić kimkolwiek był. Nie interesowała ją  jego przeszłość, widziała tylko teraźniejszość i to wszystko, co dla niej zrobił. Nie zdołała jednak niczego z siebie wydusić.
​            -Adrianie, mógłbyś dokończyć to, co zaczął ten wilk. Zabij mnie i pozwól mi się połączyć z moją żoną.
​            -To i tak nic nie da. Żadno z was nie może umrzeć.
​            Na wymęczonej twarzy Tadzia pojawił się lekki uśmiech.
​            -Odwierni nie powiadomili was o jednym, można nas zabić. Nie może jednak zrobić tego pierwsza lepsza osoba. Musi to być jedno z waszej siódemki. Wczoraj Destiny zabił Cam. Teraz proszę ciebie abyś ty zrobił to samo dla mnie.
​            Maja zastanawiała się, co zrobi Adriana. Sama nigdy nie chciałaby podejmować takiej decyzji. Ten ku jej zdziwieniu pokiwał głową.
​            -Dziękuję ci Adrianie – wyszeptał. Po ty zwrócił się do Mai. - Żegnaj moja kruszynko.
​            Dziewczyna z trudem przełknęła łzy.
​            -Żegnaj Tadziu. Dziękuję ci za wszystko.
​            Odsunęła się, dając miejsce chłopakowi. Ten, o dziwo, nie wyjął żadnego noża czy czegoś podobnego. Zamknął tylko oczy i skupił się. Maja widziała jak twarz Tadzia robi się blada jak papier, jak próbuje wziąć wdech, ale nie jest wstanie. Od razu zrozumiała. Adrian posłużył się czymś podobnym, co Rayna kiedyś na Nadie. Za pomocną iluzji sprawił, że tamten miał wrażenie, że nie może oddychać. W efekcie po prosu się udusi.
​            Maja zamknęła oczy. Nie mogła już tego wytrzymać. Jeszcze nigdy w żadnym świecie, nie zginęło z jej powodu tyle osób. Ten fakt był nie do zniesienia. Dziewczyna wiedziała, że musi to zakończyć. A jedynym sposobem, aby to zrobić to odnaleźć złoty miecz. Bała się jednak zrobić to sama. Wtedy też przypomniała sobie to, co powiedział jej Max. Nie mogła poprosić o pomoc żadnego z Przeklętych stworzonych przez Tori. Wtedy w jej głowie zakiełkowała pomysł. Była osoba, którą mogła poprosić o pomoc i nie złamać zakazu Maxa.
​            Maja szybko podjęła decyzje. Będzie musiała wybrać się do miasta i poprosić o pomoc Remiego, Przeklętego stworzonego przez Alice.
​            Zakapturzony mężczyzna szedł jedną z ciemnych i wąskich uliczek Spotu. Co chwilę odwracał się do tyłu, jakby obawiała się, że ktoś go śledzi. Na samym końcu tej trasy czekał na niego ślepy zaułek. Mężczyzna jednak się tym nie przejął. Jego ręka na chwilę zaświeciła błękitem. Przyłożył ją do muru. Wtedy też, ściana bardzo powoli zaczęła się przed nim rozstępować, ukazując schody kierujące w dół. Mężczyzna nie czekając zbyt długo przeszedł przez otwór i zaczął schodzić. Po kilku chwilach jego ręka zapłonęła ogniem stworzonym przez iluzje, który oświetlił mu drogę. Korytarz, którym zmierzał nie był wcale aż taki długi. Szybko dotarł do drewnianych drzwi. Nie zapukał, po prostu wszedł. Środek był oświetlony milionami świec i umeblowany. Na kanapie siedziała kobieta z książką w ręce. Jej czarne, kręcone włosy wyglądały jakby chwilę temu wyszła od fryzjera. Była bardzo podoba do ojca, on też miał ciemne i kręcone włosy, choć rzadko było to widać. Oczy natomiast miała po matce, żółte niczym u kota.
​            Mężczyzna dopiero, gdy zamknął za sobą drzwi zdjął kaptur z głowy. Przeczesał ręką swoje blond włosy, które miały prawie taki sam odcień, jak włosy jego matki za młodu. Na jego twarzy pojawił się niezbyt przyjemny uśmiech, a identyczne oczy, co u kobiety zabłysły figlarnie.
​            -Dziwny widok, zobaczyć ciebie Tori, z książką w ręce. Czyżby ta dwójka nie była zbyt rozmywana?
​            Czarownica jednak nie podniosła wzroku z nad książki. Podniosła tylko lekko jedną z rąk do góry dając do zrozumienia Camowi, że powinien się zamknąć. Ten w ogóle się tym nie przejął, już dawno zdołał się przyzwyczaić do dziwnych zachowań siostry. Rozejrzał się natomiast po pomieszczeniu. W jednym z rogów stało łóżko, do którego przywiązana dziwnymi łodygami była Alice, córka Tori. Dziewczyna w ogóle nie zwracała uwagi na przybysza, cały czas wpatrywała się w swoje dłonie. Druga osoba, która znajdowała się w pomieszczeniu nie miała już takich luksusów, co dziewczyna. Shane był przyczepiony kajdankami do ściany. Nie mógł się w ogóle poruszyć. On natomiast poprzez swoja minę nie omieszkał pokazać Camiowi, co myśli o jego przybyciu do tego miejsca. Chłopak przez krótką chwilę poczuł wzrastającą nienawiść do młodszego brata. Ten zawsze miał wszystko – miłość matki, uwagę ojca, troskę siostry, najpiękniejszą dziewczynę. Jemu zawsze zostawały odpadki. Ta wściekłość jednak szybko minęła. Teraz to Shane popadł w niełaskę, nie on. To Shane był znienawidzonym bratem przez Tori, nie on. On, Cam, był na wygranej pozycji.
​            -Mam nadzieje, że przynosisz mi dobre wieści. Mam już dosyć tego miejsca i towarzystwa tej dwójki. Jedno cały czas jest cicho, drugie natomiast gada aż za dużo – zapytała Tori odkładając książkę na niewielki stolik.
​            Cam nie zazdrościł jej. Wcześniej miała ogromny dom na obrzeżach miasta. Mogła tam robić wszystko. Dopóki nie wtrącili się Odwierni. A dokładnie ta młoda Domino. Ona dowiedziała się, gdzie przebywa Tori i to ona nasłała na nią Odwiernych. Czarownica zdążyła tylko zabrać ze sobą dwójkę więźniów i uciec z nimi. Zaszyła się w tym miejscu, z którego nie może wychodzić.
​            -Mam dwie, do tego bardzo dobre wiadomości. Głupiutka Księżniczka połknęła haczyk. Już niedługo sama zaprowadzi nas do miecza.
​            Na ustach Tori pojawił się uśmiech. Z gracją wstała ze swojego miejsca i ruszyła ku swojej córce. Ta z przerażeniem wpatrywał się w sylwetkę swojej matki. Kobieta nie odezwała się ani słowem. Brutalnie złapała ją za ramię i zaczęła szeptać słowa zaklęcia. Po chwili w jej ręku pojawiał się błękitna kulka, którą rzuciła w stronę Cama.
​            -O ile intuicja mnie nie myli, Księżniczka poprosi kogoś o pomoc. Wie już pewnie, że mogę śledzić wszystkich Przeklętych, których stworzyła. Dlatego nie poprosi żadnego z nich o pomoc. Poprosi o pomoc Remiego. Jeżeli mam racje, będziesz mógł ich przez to śledzić.
​            Cam nie wiedział, czy Tori chciała dodać coś jeszcze czy nie. Zagłuszył ją krzyk Alice. Dziewczyna zaczęła się wierzgać i wyrywać. Wystarczyło jednak, aby kobieta spojrzała jej tylko w oczy, aby ta padła nieprzytomna na łóżko.
​            -Danea nie jest taka głupia, aby wpaść w wasza pułapkę – wysyczał Shane, który odezwał się pierwszy raz odkąd Cam pojawił się w tym miejscu.
​            -Założysz się braciszku? – zapytał go sarkastycznie, po czym zwrócił się znów do Tori. – Zgadnij siostrzyczko, kto w tym wcieleniu pilnował Księżniczki? Destiny i Tom Rivers.
​            Mina Tori zmieniała się diametralnie.
​            -Własnymi nie chcieli się zając, no cudzych natomiast się rzucają – wysyczała.
​            -Nie martw się jednak, już więcej nie będą nas niepokoić. Nie żyją i nigdy już nie wrócą.

​            Na twarzy Tori pojawił się uśmiech. Po chwili zaczęła się śmiać zagłuszając, pełen smutku i bólu krzyk Shanea.


Kolejny rozdział. najdłuższy jaki się tu pojawił^^ 
Od razu też ostrzegam, najprawdopodobniej następny rozdział będzie ostatnim z tej Księgi.
pozdrawiam

3 komentarze:

  1. Hej Rena!!! Jejuuuuuuu! Ja nie mogę normalnie czytać twoich rozdziałów... Świetnie piszesz!!! Czy już pisałam, że uwielbiam twój styl pisania? Jeśli nie to już wiesz^^
    Co do treści to... ŁAAAAAAAAA!!!!!!!
    Superrrr!:D:D:D Kurdeeeeeee uwielbiam cię normalnie<3 Heh... Przepraszam, że tak późno, ale czasu nie mam=[ noooo ale i tak czytam:P Mimo wszystko w tym rozdziale najbardziej zdziwiło mnie to, że Shane to brat Tori i Cama. To było takie wielkie ŁAŁ! Ogólnie nie wiem skąd ty masz takie fajne pomysły. Chyba masz takie fajne drzewko, na którym rosną pomysły i wena;) Też takie chce^^ Prawda jest taka, że nie mam bloga, ale mam zamiar założyć... Poleciłabyś mi założenie bloga czy raczej nie?? W ogóle to dziewczyno OGROMNE brawa dla ciebie<3<3<3
    No to jak zwykle cieeeeplutkieeee pozdrowionka i weeeenyyyy duuuuuuużoooooo
    Watashi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. PS Szablon jest GENIALNY!!! I jeszcze muszę ci powiedzieć, że jak go zobaczyłam to szczęka opadła mi do ziemi, bo tak sobie wyobrażałam bohaterkę moich opowiadań!!! No troszkę się różni ale tak mało, że można powiedzieć, że nic!!!!!:D:D:D

      Usuń
  2. Aleś ty mi nasłodziła xd dziękuję za każde słowo które napisałaś. Miłe jest to, że ktoś tak myśli; ) chciałabym takie drzewo xd i jeszcze kogoś kto będzie to wszystko zapisywał xd
    Co do twojej chęci założenia bloga; jeżeli masz pomysł na opowiadanie to czemu nie. Decyzja należy tylko do ciebie. A jak byś chciała to mogę wysłać ci to zdjęcie z szablonu.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

wykonała Anaya