sobota, 14 września 2013

IV. Rozdział 2

            Maja przypatrywała się szeroko otwartymi oczami dziewczynce stojącej naprzeciwko niej. Nie miała ona polskiego imienia, ani nazwiska, pochodziła z bogatej rodziny i do tego chciała spotkać się z Kamilem. Z jej Kamilem. Ten fakt nie dawał jej spokoju. Skąd ta obca dziewczyna znała jej brata? I skąd on ją znał? Maja zaczęła się nawet obawiać, że jest ona kimś z jego przeszłości, z przed zamieszkania u Tadzia i cioci. Bała się, że dziewczyna może zechcieć go zabrać.
            -Po co chcesz się z nim spotkać? – zapytała patrząc na nią podejrzliwie.
            Danielle Gray zarumieniła się nagle i opuściła wzrok. Maja nie mogła zrozumieć, czego ta mała się tak bała. W jednej chwili rozmawiała z tobą normalnie, a w następnej patrzyła się na swoje buty, jakby znalazła na nich coś ciekawego.
            -No, bo – zaczęła, ale głos się jej załamał – ja… poznałam go już wcześniej i… - znowu się zacięła, a Maja przez chwilę miała wrażenie, że młoda wybuchnie płaczem – mam do niego sprawę – dokończyła na jednym wydechu.
            Maja po raz kolejny przejechała po niej wzrokiem próbując wynaleźć, choć jeden szczegół w jej wyglądzie, który pozwoliłby jej powiedzieć nie. W tym właśnie problem, że nie mogła niczego takiego znaleźć. Czarne, długie włosy, o jakich zawsze Maja marzyła były spięte w wysokiego koka. Gdzieniegdzie pomiędzy czernią dało się wyłapać białe pasma. Maja zastanawiała się, czy są one zrobione specjalnie, czy mała już w tak młodym wieku zaczęła siwieć. Duże zielone oczy w kształcie migdałków, w których było ukryte wiele smutku i bólu, choć starała się tego nie pokazywać. Nie była ani niska, ani wysoka. Miała ciało dziecka, choć też nie do końca. Maja patrząc na nią nie potrafiła jej odmówić, nawet, jeżeli bała się, że ta mała zmora może odebrać jej Kamila.
            Westchnęła głośno.
            -No dobra, zaprowadzę cię do niego. Tylko pamiętaj, ani słowa po polsku, dopóki ci nie pozwolę.
            Twarz dziewczynki rozpromieniła się. Gwałtownie pokiwała głową zgadzając się przy okazji z wyznaczonymi przez Maje regułami. Posłusznie też ruszyła za nią.
            Tomaszewska rozglądała się na każdym kroku, czy ktoś ich nie śledzi, czy nic im nie grozi. Nie chodziło tu o to, że bała się o siebie. Wystarczyło spojrzeć na Danielle. Dziewczyna co chwilę patrzyła na boki, jakby bała się, że ktoś ją zobaczy. Jakby przyszła tutaj bez czyjejś zgody. Ten fakt nie spodobał się Mai. Szybko zaprowadziła więc dziewczynę w kolejny ślepy zaułek, w którym nie było ludzi.
            Maja nie odezwała się, wpatrywała się tylko w Danielle oczekując, aby ta sama zorientowała się, o co jej chodzi. Jak się okazało mała była bardzo spostrzegawcza.
            -No bo, nikt nie wie, że tu jestem i nie chcę, aby się dowiedzieli – wyszeptała po raz kolejny spuszczając wzrok.
            Maja zaczynała mieć dosyć tej sytuacji. Obawiała się, że młoda ściągnie na nią jakieś nieszczęście tym swoim ukrywaniem wszystkiego przed wszystkimi. Nie potrafiła jednak jej zostawić. Patrząc na nią miała wrażenie, że skądś ją zna, że kogoś jej ona przypomina. Nie potrafiła jednak określić, kogo, choć coś z tyłu głowy podpowiadało jej, że powinna jej zaufać.
            Maja już chciała wyjść, gdy zobaczyła coś, co sprawiło, że jej serce znalazło się pod samym gardłem. Wcześniej nie zauważyła, że znaleźli się w samym centrum targowiska, co się równało z tym, że znalazły się zaraz obok siedziby niemieckiego rządu. W tym właśnie momencie pod ów budynek podjechał duży, pancerny wóz przeznaczony dla niemieckich żołnierzy. Dziewczyna wraz z Danielle przylepiły się do ściany mając nadzieje, że nikt ich nie zauważy. Raczej wątpiła, że będzie mogła zaserwować im wymówkę typu „zgubiłam się”. Do nich takie rzeczy nie docierały. Do tego wszystkiego żołnierze niezbyt przychylnym okiem patrzyli na osoby, które ukrywają się tak jak one teraz.
            Kiedyś Maja na własne oczy widziała jak jednego takiego delikwenta wyciągnęli z wąskiej i ciemnej uliczki i przy wszystkich ludziach zlinczowali, bo uważali, że ich szpieguje. Dziewczyna miała nadzieję, że ich ani nie zobaczą.
            Choć logika podpowiadała jej inaczej, wychyliła lekko głowę, aby dojrzeć, co się tam dzieje. Tak jak się spodziewała był tam dość spory tłumek, który zrobił się koło pojazdu. Maja ujrzała żołnierzy wychodzących z pojazdu. Jej ciało zaczęło mimo woli drżeć, a nogi nie chciały utrzymać jej ciężaru. Dopiero po tym zobaczyła osobę, którą widywała tylko w swoich najgorszych koszmarach, jeszcze gorszych od tych z rudowłosą dziewczyną. Zobaczyła żołnierza, który na samym początku wojny zrobił jej krzywdę, o której dziewczyna nie była w stanie zapomnieć. Nawet nie wiedząc kiedy, upadła na ziemię. Podkuliła nogi pod siebie i zaczęła kołysać się w przód i w tył, ale to i tak za dużo jej nie pomogło. Nadal go widziała. W wyobraźni tego z przeszłości i teraz, tego stojącego na placu. Wyglądał tak pewnie, jakby cały świat miał należeć do niego. Był strasznie wysoki i chudy, co oczywiście nie wykluczało tego, że był mniej brutalny od innych żołnierzy. Miał lekko przydługawe, platynowe włosy, które z daleka przypominały aureolkę, choć wcale nią nie były.
            Maja nie wiedziała, w którym to momencie przed jej oczami zamiast obrazów z placu pojawiła się twarz Danielle. Młoda położyła jej rękę na głowie i zaczęła coś szeptać. Dziewczyna nie wiedziała co, gdyż sens wypowiadanych przez nią słów do niej nie docierał. Po chwili, Maja nawet nie wiedziała jak długiej, przestała się tak panicznie bać, a słowa Danielle zaczęły do niej dochodzić. Szeptała jej jakieś słowa na uspokojenie, które w ogóle nie miały sensu. Maja jednak dzięki temu poczuła się o wiele lepiej. Wstała z ziemi, nie bardzo pamiętając, po co tam w ogóle usiadła i po raz kolejny rozejrzała się po ulicy. Tłum zelżał, a żołnierze weszli do środka, nie przejmując się innymi ludźmi. Maja pokazała gestem dłoni, aby młoda ruszyła dalej. Niczym strzały wypadły z uliczki i wmieszały się w tłum. Przez pierwszą chwilę chciała sobie przypomnieć, po co tam w ogóle wchodziła i co takiego się tam wydarzyło, w głowie miała jednak pustkę. Po chwili jednak zapomniała nawet o swoich obawach, co było oczywiście zasługą Danielle.
            Gdy dziewczyny wyszły z głównej części miasta, a krajobraz przedstawiał głownie pola i lasy, zaczęła wypytywać się Danielle o jej życie. Dziewczynka bardzo skrupulatnie opowiedziała o samobójczej śmierci swojej matki po tym, jak jej ojciec zostawił ją dla jej młodszej siostry, oraz o tym, że została przygarnięta przez najlepszego przyjaciela ojca. Po tym opowiedziała jej jeszcze jak i on zginął, przez co po raz kolejny została sama. Tym, jednak razem nie trafiła do żadnego przytułku, tylko do kolejnego dużego domu, w którym była traktowana bardziej przedmiotowo, ale miała wszystko, czego tylko zapragnęła. Właśnie stamtąd uciekła, aby spotkać się z Kamilem. Nadal jednak nie chciała jej powiedzieć, po co w ogóle chce się z nim zobaczyć i skąd go zna.
            Gdy dotarły do domu, Maja od samego progu zapytała się jej, czy chce coś do picia. Nie miała zbyt dużo rzeczy do zaproponowania, więc skończyło się na wodzie. Dziewczyna zaprowadziła ją do kuchni, po czym posadziła przy drewnianym stole. Sama natomiast rzuciła na niego worki, które ze sobą targała. Po tym zajrzała do garnka, w którym normalnie powinno być pełno pitnej wody. Oczywiście, jak się okazało, nie było tam niczego, czym mogłaby napoić gościa, przez co miała ochotę udusić Kamila. Po przełknięciu kilku niezbyt ładnych słów, Maja otworzyła szeroko drzwi i zawołała go. Zrobiła to jednak w taki sposób, jakby chciała obudzić zmarłego. Danielle słysząc jej donośny głos, aż się skrzywiła, ale po chwili wybuchła śmiechem, widząc jej minę.
            Nie minęło nawet pięć minut, gdy Kamil zaszczycił swoją obecnością kuchnię państwa Tomaszewskich. Na samym początku jego mina wyrażała bezgraniczne samozadowolenie, jakby uderzył z liścia samego Hitlera. Po tym jednak, gdy zobaczył Danielle Gray siedzącą przy ich stole, mina nagle mu zrzedła. Wyglądało to dość komicznie, gdyż najpierw na jego twarzy zagościł uśmiech, a po tym z sekundy na sekundę zmieniał się w zdziwienie, a następnie rzadko spotykaną na jego twarzy złość.
            -Co ty tutaj robisz Domino? – zapytał marszcząc brwi.
            Maja tylko raz w życiu słyszała z jego ust tak groźny ton. Użył go wtedy, gdy nie chciała mu powiedzieć, co zrobił jej blondwłosy, niemiecki żołnierz. Teraz usłyszała go po raz kolejny, skierowany w stronę trzynastoletniej dziewczynki, która przyszła z nim porozmawiać.
            Danielle o dziwo nie schowała się w sobie, czego właśnie spodziewała się po niej Maja. Spojrzała twardo na Kamila, jakby była już przyzwyczajona do takiego spojrzenia, albo po prostu grała przed Mają taką cichą i nieśmiałą.
            -Uciekłam z Olimpu, aby ci coś powiedzieć. Coś bardzo ważnego – powiedziała wcale nie lepszym głosem od samego Kamila.
            Po plecach Mai przeszły ciarki. Obawiała się tej rozmowy, jej początku, oraz zakończenia. Złapała więc za wiadro postawione pod ścianą i wybiegła na dwór, po wodę. Niestety mieszkanie tak daleko od centrum miasta miało też swoje złe strony. Nie mieli bieżącej wody, przez co Maja, co któryś dzień biegała do studni, aby napełnić ogromny garnek. W tym momencie ograniczyła się tylko do napełnienia jednego, aby dać Danielle coś do picia. Gdy znalazła się pod domem nagle zapragnęła podsłuchać chodź kawałka ich rozmowy. Ruszyła więc bardzo cicho w stronę drzwi kuchennych. Uchyliła je lekko. To wystarczyło, aby usłyszeć fragment rozmowy, z której i tak nic nie zrozumiała.
            -Znaleźliśmy ją, rozumiesz? – krzyknęła Danielle. – Jego jednak z nią nie było! A co, jak mu coś zarobili? Może ona naprawdę znalazła sposób, aby was zabić! Nie chcę go stracić, rozumiesz???
            Rozmowa nagle ucichła. Maja usłyszała pociąganie nosem, co oznaczało, że Danielle zaczęła płakać. Nie wytrzymała. Popchnęła drzwi i weszła do środka. Kamil nawet nie spojrzał w jej stronę, za to dziewczyna próbowała za wszelką cenę zetrzeć łzy z policzków. Uśmiechnęła się blado do Mai. Tamta, niczym strzała odłożyła na blacie wiadro i poszła poszukać kubka. Napełniła go wodą i podała dziewczynce, która wypiła całą jego zawartość jednym duszkiem, a następnie uśmiechnęła się do niej.
            -Dziękuję ci. – Wstała z krzesła, odwracając się w kierunku dziewczyny. – Dziękuję ci za wszystko, co dla mnie zrobiłaś, chociaż i tak mam nadzieję, że już więcej się nie spotkamy. Żegnaj.
            Maja stała sparaliżowana patrząc, jak Danielle otwiera drzwi i wychodzi na zewnątrz. Dopiero po chwili dotarło do niej, o co chciała się jej jeszcze zapytać. Natychmiast wybiega na zewnątrz. Tam jednak nie zastała już Danielle Gray. Szuka jej, ale nie była w stanie znaleźć. Dziewczyna po prostu zniknęła.

            Przez kilka następnych dni w domu Tomaszewskich panował względny spokój. Żadne nieznane osoby nie odwiedzały go, ani z niego nie znikały. Maja w jakiś dziwny sposób przypomniała sobie to, co kazała jej zapomnieć Danielle Gray i już następnego dnia chodziła niczym na rozżarzonych gwoździach, bojąc się, że ów blondwłosy żołnierz nadal pamięta, gdzie ona mieszka i po raz kolejny do niej przyjdzie. Oczywiście Kamil byłby głupcem, gdyby nie zauważył tej zmiany w zachowaniu swojej siostry. Wymusił na niej opowieść o tym, w jaki sposób i gdzie go zobaczyła. Po tym chłopak zniknął i nie pojawił się w domu przez dwa dni. Dla Mai był to kolejny cios poniżej pasa, przez co nie potrafiła utrzymać swoich emocji na wodzy i często, gęsto zdarzało się jej płakać przy Tadziu, bądź cioci. Starszy pan zawsze starał się ją pocieszyć, że nie ma się, czym martwić, choć tak na prawdę nie wiedział, co tak ją trapi. Ciocia natomiast nie robiła nic. Leżała nadal na tym swoim łóżku i szeroko otwartymi oczami wpatrywała się w swoją przybraną córkę. Gdy Kamil w końcu wrócił Maja miała ochotę go zabić. I to nie tylko dlatego, że zniknął i nikomu nic nie powiedział. Gdy pojawił się na powrót w domu, zachowywał się tak, jak gdyby nigdy nic się nie stało. Tak, jakby to jego zniknięcie było normalne. Maja oczywiście wykorzystała okazję i objechała go od góry do dołu, wypominając mu przy okazji całą przeszłość. Kamil patrzył się tyko na nią, jakby jej słowa były jakąś opowieścią, a po tym przytulił tak, jakby chciał nigdy nie puścić. Więcej już nie poruszyli tematu jego zniknięcia, ani blondwłosego żołnierza, choć Maja nie raz, nie dwa przyłapała Kamila na dziwnych, trochę nazbyt opiekuńczych spojrzeniach.
            Oczywiście wszystko było w porządku do czasu. Pewnego, z pozoru zwyczajnego dnia, Maja, choć bardzo tego nie chciała, wybrała się do studni z dwoma dużymi wiadrami, aby napełnić je wodą. Od samego rana czuła dziwną obawę przed światem, dlatego też to wyjście było dla niej prawdziwa udręką. Cały czas rozglądała się dookoła, jakby obawiała się, że zaraz ktoś wyjdzie z pomiędzy drzew i coś jej zrobi. W końcu niestety kogoś takiego się dopatrzyła.
            Wyjmowała akurat pierwsze wiadro wody ze studni, gdy usłyszała za sobą szelest łamanych gałęzi. Odwróciła gwałtownie głowę w tamtą stronę, ale nie zobaczyła nikogo. W momencie, gdy chciała odłożyć wiadro na ziemi, usłyszała głośne chrząknięcie. Z przerażeniem odrzuciła je na ziemię i odwróciła się w stronę dźwięku. W pierwszej chwili chciała głośno odetchnąć z ulgą, bo przed nią nie stała osoba, której najbardziej się obawiała. Dopiero po chwili dotarło do niej, że ten przybysz może być tak samo groźny jak tamten. Szczególnie, że również był odziany w niemiecki mundur. Dziewczyna zobaczyła przed oczami jeszcze raz scenę, która wydarzyła się na targu kilka dni wcześniej. Dotarło do niej, że ten żołnierz przyjechał tu wraz z tym blondynem.  Z przerażeniem przyglądała się mu.
            Chłopak nie mógł być o wiele starszy od Kamila. Miał krótko obcięte brązowe włosy i błękitne oczy o odcieniu bardzo podobnym do tego, które miała Maja. Był wysoki, a pod mundurem było widać mięśnie. Nie wydawał się jednak na szczęśliwego. Jego twarz nie miała wyrazu, ale dziewczyna w głębi jego oczu ujrzała smutek. Chłopak nic nie mówiąc zrobił krok w jej stronę. Maja, choć nie wiadomo ile smutku widziałaby w jego oczach i tak zareagowała instynktownie. Cofnęła się zapominając, że za nią znajduje się studnia. Uderzyła udami w twardy kamień, który obrastał go dookoła.
            -Nie uciekaj, chce z tobą porozmawiać – usłyszała.
            Dziewczyna poczuła się dosyć dziwnie, gdy usłyszała z ust niemieckiego żołnierza słowa w języku polskim. Oczywiście nie mówił doskonale w tym języku, ale dało się go zrozumieć. Dziewczyna usłyszała też w jego głosie dziwny, nieznany jej dotąd akcent. Miała wrażenie, że jest to akcent francuski, ale nie była pewna tego na sto procent. To i tak za dużo jej nie dało. Gdy żołnierz zrobił kolejny krok w jej stronę, złapała za pierwsze puste wiadro, które znalazło się koło niej i z całej siły rzuciła je w stronę chłopaka. Ten najwidoczniej nie spodziewał się takiego zachowania, bo ów przedmiot uderzył go prosto w głowę. Maja od razu wykorzystała ten fakt i zaczęła uciekać. Nie odbiegła jednak zbyt daleko. Najpierw poczuła gwałtowne uderzenie, a po tym wylądowała na ziemi z czymś ciężkim na plecach. Dopiero po chwili poczuła oddech żołnierza na swojej szyi. Za wszelką cenę próbowała się wyrwać z jego uścisku, ale trzymał ją na tyle mocno, że nie była w stanie nic zrobić. Po chwili też poczuła coś zimnego przy swojej skroni, co w ogóle odebrało jej rozum. Pistolet. Tamten blondwłosy żołnierz też przyłożył jej broń do głowy.
            Maja poczuła się niczym szmaciana lalka. Nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Walczyć i zostać postrzeloną, czy może zdać się na łaskę żołnierza i skończyć tak jak ostatnio? Nogi przestały z nią współpracować, gdy chłopak podniósł ją z ziemi. Musiał przytrzymać ją jedną ręką, aby nie upadła.
            -A teraz bardzo grzecznie zaprowadzisz mnie do Kamila Matejczaka, no chyba, że chcesz, aby to nasze spotkanie skończyło się o wiele gorzej.
            Maję na chwilę zatkało. Co ten człowiek chce od Kamila? Kolejny cudzoziemiec, który chce się z nim spotkać w ciągu tych kilku dni. Nie zadała jednak na głos nurtujących ją pytań. To nie była trzynastoletnia Danielle Gray, tylko niemiecki żołnierz. Mimo to Maja przez cały czas szukała dobrego sposobu na ucieczkę. Nie wiedziała przecież, co ten człowiek chce zrobić Kamilowi. Nie mogła ryzykować jego życia. To jednak nic nie dało, bo chłopak był bardzo ostrożny i nie dawał nawet możliwości na ucieczkę.
            Gdy znaleźli się już pod domem Maję opuściły jakiekolwiek nadzieje, że to się dobrze skończy. Cieszyła się jedynie, że Tadzia nie ma w domu.
            Kamil siedział w kuchni i rzeźbił coś nożem w kawałku drewna, które trzymał w ręku. Gdy weszli do środka podniósł gwałtownie głowę do góry i z przerażeniem popatrzył na nią. Wtedy też stała się rzecz, której dziewczyna najmniej się spodziewała. Już po chwili strach z jego twarzy bezpowrotnie zniknął, a zamiast niego pojawił się szeroki uśmiech. Sam Kamil wybuchnął gwałtownym śmiechem.
            -Musisz straszyć tak tą biedną dziewczynę? – zapytał się żołnierza nie ukrywając tego, że go zna.
            Maja poczuła jak pistolet przy jej skroni ustępuje, a ręka, która do tej pory ją trzymała zniknęła. Dziewczyna od razu wykorzystała okazję i uciekła potykając się przy okazji o własne nogi.
            -Od samego początku był nienabity – usłyszała, gdy akurat dopadła kuchennego blatu, na którym aż roiło się od noży. Wzięła pierwszy lepszy do ręki i skierowała go w stronę żołnierza. Ręce trzęsły się jej niemiłosiernie, dlatego też nie zdziwiła się, że Kamil bez problemu wyrwał jej go z ręki. Po tym złapał ją za ramię.
            -Maja, uspokój się. On nic ci nie zrobi – powiedział bardzo spokojnym głosem, co i tak nie dało pociechy dla dziewczyny.
            -Ale to… - zaczęła czując wielką gulę w gardle. – Ale to jest niemiecki żołnierz.
            Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech.
            -Jestem Francuzem, ale nie będę się już z tobą o to sprzeczać. I nie musisz przypominać cały czas o moim zawodzie, wystarczy, że będziesz mi mówiła po imieniu. Remi. – Wyciągnął rękę w jej stronę na przywitanie. Maja popatrzyła tylko przez chwilę na nią nieufnie, po czym odwróciła wzrok.
            Wówczas stało się coś dziwnego. Przed jej oczami, niczym we śnie, zaczęły pojawiać się różne sceny z owym chłopakiem, w roli głównej. Jakby już wcześniej skądś go znała. Pewnie, gdyby nie to, że Kamil w tym momencie ją trzymał, upadła by na ziemię. Aby nie dać po sobie poznać, co się z nią działo, prychnęła.
            -Kamilu, nie podoba mi się fakt, że masz jakiś zagranicznych znajomych. Najpierw ta cała Danielle, teraz ten Remi. – Imię chłopaka zabrzmiało w jej ustach niczym jakaś klątwa. – Wydaje mi się, że o czymś mi nie powiedziałeś.
            Kamil nie zdążył jej jednak odpowiedzieć, bo Remi wybuchnął śmiechem.
            -Ta Danielle? Domino? – Kamil potwierdził skinięciem głowy. – Opuściła swoje ciepłe łóżeczko na Olimpie i przybyła tu, aby się z tobą spotkać? – Kolejne potwierdzenie. – No proszę, proszę, nieźle się musiała ukrywać, skoro Cam jej nie wyczuł.
            Po wypowiedzeniu tego kolejnego obcego dla Mai imienia, w pokoju nastała dziwna, grobowa atmosfera. Kamil nagle puścił dziewczynę i podszedł do Remiego.
            -Chodź, musimy pogadać – powiedział otwierając mu drzwi. Po tym zwrócił się do Mai. – Podgrzej trochę mleka i przynieś nam je.
            Po tych słowach wyszedł, zamykając na sobą drzwi. Maja natomiast stała, nie bardzo rozumiejąc, o co tu chodzi. Przecież jej brat nie lubił niemieckich żołnierzy, czemu więc rozmawiał z tym i traktował go jak przyjaciela? To zaprzeczało wszystkiemu, co już o nim wiedziała. Nie chciała jednak w tym momencie się z nim kłócić, chciała przecież dowiedzieć się, o co w tym wszystkim chodziło. Nalała więc do niewielkiego garnuszka mleka i postawiła go na gazie. Odczekała kilka chwili, po czym go zdjęła i napełniła dwa kubki. Doskonale wiedziała, gdzie Kamil poszedł ze swoim gościem, choć było do dla niej wprost absurdalne. Chłopak nigdy nikogo nie chciał wpuszczać do swojego pokoju, no chyba, że był już tam taki chlew, że trzeba było posprzątać. Tam właśnie zabrał swojego gościa.
            Maja przystanęła przy drzewach, które jak się okazało nie były zamknięte do końca. Po spotkaniu z Danielle zorientowała się, że najlepsze i najbardziej niezrozumiałe rzeczy są wypowiadane w chwili, gdy chcesz wejść do środka. Przez moment nasłuchiwała, dopiero po pewnym czasie dotarły do niej głosy ze środka.
            -Przestań mieć do mnie o to precesję – powiedział Remi, lekko podniesionym głosem. – Nie rozumiesz, że nie miałem wyjścia? Ona od samego początku do tego dążyła. Wiedziała, że jeżeli będzie ze mną Alice, to na pewno za żadne skarby świata jej nie pomogę. Więc co zrobiła? Porwała Alice i zmusiła mnie, abym jej pomógł, chyba, że chcę, aby ona zginęła. Czy nie dociera do ciebie, że jesteśmy połączeni? Że jeżeli ona umrze, to ja też?
            Maja, tak jak się zresztą spodziewała, nie zrozumiała niczego z tego, co powiedział Remi. Była jednak pewna, że o czymś podobnym wspomniała Danielle. Nie mogła sobie tylko przypomnieć, o co tam chodziło.
            -Przestań w końcu jęczeć, jak ci to źle – powiedział niezbyt przyjemnym głosem Kamil. – Myślisz, że ty masz źle, bo musisz z nimi przebywać? Pomyśl sobie, jak się czuje Maja. Wiesz, co w ogóle Cam jej zrobił? Zgwałcił ją, rozumiesz?! Myślisz, że kiedyś zdąży się pozbierać?
            Maja zdębiała słysząc, że Kamil wyjawił jakiemuś nieznanemu chłopakowi jej największą tajemnicę, którą strzegła niczym oczka w głowie. Zdarzyło się to na początku wojny. Szła wtedy na targ, gdy ją zatrzymał niemiecki żołnierz. Przyłożył jej pistolet do głowy i powiedział, że albo ją zabije, albo ta dobrowolnie pojedzie z nim. Oczywiście to było pytanie retoryczne, bo już po chwili znajdowała się w samochodzie ze związanymi rękoma. Zabrał ją do jakiegoś obskurnego budynku, a po tym zgwałcił. Był to najgorszy dzień w jej życiu, ten, który najlepiej ze wszystkich zapamiętała. Nie powiedziała o nim nikomu, prócz Kamila, który ją do tego zmusił. Teraz opowiadał on o tym jakiemuś chłopakowi, którego Maja w ogóle nie zna.
            Z bolesnych wspomnień wyrwał ją cichy, ale stanowczy głos Remiego.
            -Wiesz mi, że doskonale o tym fakcie wiem. Co, jak co, ale Cam nie przemilczałby takiego faktu.
            Maja poczuła, jak palą ją policzki, nie wiedziała tylko, z jakiego powodu. Przecież ona nie była niczemu winna. Wiedziała jedno, nie będzie w stanie wejść od tego pomieszczenia, po tym, co usłyszała. Odłożyła, więc kubki na ziemi, zapukała, a następnie uciekła na dwór. Koło jej nogi od razu pojawił się Łatek, chciał się bawić. Maja wykorzystała ten fakt, aby choć przez chwilę przestać myśleć. Wspomnienia niestety znów wróciły w momencie, w którym Kamil wraz ze swoim gościem wyszli na zewnątrz. Jak na złość zatrzymali się koło niej.
            -Pamiętaj Maju, nie każda osoba, która jest ubrana w strój twojego wroga, jest nim – powiedział Remi, po czym ruszył w stronę, z której tu przyszedł, zostawiając Maję samą ze swoimi myślami.
***
NO i o to rozdział drugi. trochę trzeba było na niego poczekać, ale pojawił się Remi *.* powiem wam w tajemnicy, że jeszcze go tu spotkamy. A wy jak oceniacie rozdział?

W ogóle jak tam na początku nowego roku szkolnego? ja, o dziwo, leżę chora w łóżku. zazwyczaj w ogóle nie choruje, dlatego ten stan jest dla mnie dziwny. co oczywiście nie oznacza, że się lenię. o nie, biologia na to by nie pozwoliła. -,- uroki drugiej klasy liceum. 

Następny rozdział.... nie wiem kiedy. muszę się w końcu zebrać i go napisać  ten był pisany na początku wakacji i trochę poprawiony teraz. po tym jakoś nie chciało mi się nic pisać xd
Pozdrawiam ;D

6 komentarzy:

  1. Rozdział boski. Remi *.* I wgle. Kochaaam!!! Sorka, ale rozpiszę się pod następnym rozdziałem. Ok? Powiem tylko, że czekam <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział Reno! Z resztą jak każdy^^ Remi się pojawił... Super!!:)))
    Nie moge się doczekać kolejnego rozdziału!!!!!!!!! Buziolki pa:***
    Watashi

    OdpowiedzUsuń
  3. Donośne pukanie do drzwi. "Pora na egzekucję!"
    Jesteś gotowa na prawdę? Upewnij się ! Egzekutornia właśnie ruszyła !
    http://blogowa-egzekucja.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobra, padam na kolana i kajam się usłużnie. Miałam wpaść dużo, dużo wcześniej, ale czas chyba bardzo mnie nie znielubił, bo ostatnio po nim ani widu, ani słychu. Jedynie w weekendy mam go na tyle dużo, aby przysiąść do komputera i chociaż spróbować ogarnąć zaległości. Ostatnim razem nie do końca mi się to udało, ale dzisiaj jestem i już zabieram się za komentarz tego rozdziału. Otóż był on naprawdę świetny. Wiem, wiem piszę to praktycznie po każdym rozdziałem, ale taka jest prawda. Bardzo lubię twój styl i pomysły na poprowadzenie tej historii. Zaskakujesz na każdym kroku.
    Remi z miejsca skradł moje serducho w momencie, gdy się pojawił. Nie dziwię się, że Maja czuła się zaskoczona zachowaniem brata, gdy ten przyjął w gościnę żołnierza, których nie cierpi ^^
    Czekam na rozwój wypadków, bo robi się coraz ciekawiej.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń

wykonała Anaya