poniedziałek, 26 sierpnia 2013

IV. Rozdział 1

            Maja Tomaszewska po raz kolejny miała jeden z tych swoich realistycznych snów. Ostatnio zdarzały się one coraz częściej. Widziała tam ludzi, których nigdy wcześniej nie poznała. Różne dziwne miejsca, w których nigdy wcześniej nie była. A co najgorsze żaden z tych snów nie był zbyt przyjemny. Ten, który śniła w tym momencie wcale, a to wcale nie był lepszy od innych. Widziała dziewczynę mniej więcej w swoim wieku, o bardzo podobnym wyglądzie do niej samej. Była tylko inaczej ubrana. Miała długą do ziemi, błękitną sukienkę ozdobioną wszystkim, co tylko możliwe. Na pierwszy rzut oka było widać, że dziewczyna pochodzi z bogatej rodziny. Maja żałowała, że nigdy nie usłyszy jej myśli. Zawsze, gdy widziała ten sen miała wrażenie, że dziewczyna, choć ma wszystko, co tylko jest jej potrzebne, a nawet o wiele więcej, nie jest szczęśliwa. Zastanawiało ją zawsze, dlaczego.
            Dziewczyna przechadzała się po ogromnych ogrodach, nie zwracając uwagi na ludzi. Oni na każdym kroku coś do niej mówili, ale ona traktowała ich jak powietrze, jakby nie byli warci jej uwagi. W końcu, gdy doszła do najdalszej części ogrodu spotykała w końcu osoby, na które zwróciła uwagę. Było ich dwoje. Dziewczynę o długich, platynowych włosach i chłopak o niewiele ciemniejszych od niej. Popatrzyła na nich z pogardą. Maja z ruchu jej warg zrozumiała, że tamta pyta się, co oni tu robią. Było widać, że ich znała i nie bardzo za nimi przepadała. Tak jak innych ludzi po prostu olewała, tak ich traktowała z pogardą. Maja ogólnie nie lubiła takich ludzi, ale jej mogła to zachowanie wybaczyć. To, co oni zrobili jej było o wiele gorsze.
            Chłopak coś do niej powiedział, co na pewno nie było odpowiedzią na jej pytanie. Dziewczyna jednak go olała i ruszyła dalej. On jednak jej na to nie pozwolił. Najpierw zagrodził jej drogę, a po tym, gdy chciała go wyminąć złapał ją kurczowo w tali i pocałował. Na pierwszy rzut oka było widomo, że dziewczynie to zachowanie się nie spodobało. Oderwała się od niego i ze złością pomieszaną z obrzydzeniem uderzyła go otwartą ręką w twarz. Chłopak dotknął dłonią miejsce, gdzie padło uderzenie, a gdy ją zabrał widać było tam czerwony ślad, a jego mina nie wróżyła niczego dobrego. Złapał ją po raz kolejny tyle, że o wiele brutalniej, wykręcając jej ręce za plecy. Po tym, jakimś kawałkiem druta obwiązał jej ręce. Dziewczyna szarpała się, ale na wiele jej się to nie zdało. Teraz to dziewczyna, która również tam stała zaczęła coś mówić, ale Maja nie była wstanie zrozumieć, o co jej chodziło. Wiedziała jednak, że było to na pewno coś, co nie przypadło do gustu pannie z dobrego domu, bo splunęła na nią. Blondyna wybuchła śmiechem, po czym kazała chłopakowi przyprowadzić ją do czegoś, co z daleka wyglądało jak wielki betonowy kloc postawiony na środku ogrodu. Po tym okazało się, że jest to, po brzegi wypełniony wodą, baniak. Dziewczyna zaczęła zapierać się rękoma i nogami, ale jej przeciwnik był o wiele silniejszy i bez problemu pociągnął ją w stronę ów przedmiotu. Blondynka zapytała się jeszcze, jakie jest jej ostatnie życzenie, a gdy dziewczyna nie odpowiedziała na jej pytanie, chłopak zanurzył jej głowę w wodzie. Był to tak gwałtowny czyn, że dziewczyna nie była nawet wstanie się na niego przygotować. Z przerażeniem otworzyła buzię, a woda wraz różnymi brudami, które się w niej znalazły, zaczęła wlewać się do jej ust. Gdy dziewczyna myślała już, że się udusi, chłopak wyjął jej głowę z pod powierzchni wody. Zaczęła kaszleć i pluć na wszystkie strony, próbując wziąć głęboki oddech. Chłopak dał jej tylko chwilę wytchnienia, po czym jej głowa po raz kolejny wylądowała pod taflą wody. I tym razem, choć wiedziała, czego ma się spodziewać, nie zdołała nabrać powietrza przed czasem. Woda po raz kolejny napełniła jej przełyk i zaczęła spływać do płuc. Gdy po raz kolejny wyciągnął ją z pod wody, miała minę, jakby chciała go błagać, aby przestał. Nie zdążyła jednak tego zrobić, gdyż po raz kolejny jej głowa wylądowała pod wodą. Tym jednak razem nie została wyciągnięta. Chłopak uparcie trzymał  ją tam, uśmiechając się przy tym niezbyt miło.
Choć to był tylko sen, Maja czuła jak woda zalewa jej przełyk, jak zaczyna się nią krztusić, jak nie jest wstanie nabrać powietrza. I gdy już myślała, że już po niej, budziła się. Wstała gwałtownie cała zalana potem oddychając głośno. Po raz kolejny widziała ten sam sen, z takim samym skutkiem. Dziewczyna zawsze szła w tę samą stronę, mimo próśb Mai, aby tego nie robiła. Uparcie próbowała się z nimi kłócić, a na samym końcu ginęła. Dziewczyna miała nadzieję, że to tylko wytwór jej wyobraźni spowodowany złymi wspomnieniami.
Szybko jednak otrząsnęła się z niepotrzebnych i bolesnych myśli i wyjrzała przez okno. Słońce ledwo co wzeszło, zostawiając za sobą masę różu i pomarańczy. Maja przez chwilę przyglądała się temu, po czym zwlokła się z łóżka. Szybko ubrała się w jedną ze swoich starych spódnic i bluzkę o przy krótkich rękawach, po czym pobiegła za potrzebą. Po tym od razu ruszyła w stronę zagrody, gdzie otworzyła kurnik wypuszczając kury i kurczaki na zewnątrz. Wzięła całą garść ziarna, którą zaczęła wysypywać naokoło siebie. Ptaki jakby nigdy wcześniej niekarmione, rzuciły się w stronę jedzenia. Maja przez chwilę przypatrywała się im ciekawie, po czym weszła do kurnika innymi drzwiami i pozbierała jajka. Zaniosła je do kuchni odkładając na blat, potem ruszyła w stronę zagrody, gdzie żyła sobie jedna, jedyna krowa. Zwierzę na widok Mai zamuczało głośno, na co dziewczyna wybuchła śmiechem. Uwielbiła zajmować się zwierzętami, choć wcale nie miała ich tak dużo. Jedna krowa, kurczaki, pies i koń, którego używało się, jako siły pociągowej. Nie interesowało jej to, że inni ludzie uważali, że są brudne i trzeba było się nimi zaopiekować. Ona właśnie uważała, że w tym waśnie krył się ich największy urok. Musiała codziennie się nimi zająć, aby żyły, a one w zamian dawały jej coś, co były w stanie. Maja szybko dała zwierzęciu jedzenie, wydoiła je, a następnie ruszyła z wiadrem do kuchni. Tam przelała jego zawartość do ogromnego gara i postawiła na gazie, aby się zagotowało. Po tym ruszyła w stronę budy Łatka.  Był to dość stary pies, o ogromnych rozmiarach. Nie brakowała mu jednak siły, ani chęci, aby odganiać lisy i wilki od ich niewielkiego domu. Maja nie lubiła żadnego z tych zwierząt. Lisy przypominały jej tylko o jej kolorze włosów, a głupie wilki już nie raz, nie dwa zmusiły ją do sprintu w stronę domu. Łatek był natomiast doskonałym stróżem i odkąd kilka miesięcy temu znalazła go wygłodniałego w lesie, nie została zabita ani jedna kura, a wilki unikały ich domu szerokim łukiem. Pies widząc swoją panią wybiegł z budy szczekając radośnie, po tym zaczął skakać dookoła jej nóg ocierając się o nie. Gdy w końcu się uspokoił i usiadł przed nią, pogłaskała go i podrapała za uchem, po czym nalała mu wody do miski. Łatek swoim ogromnym językiem szybko ją wypił i pobiegł za Mają. Ta natomiast skierowała się w stronę ostatniego ze swoich podopiecznych, czyli czarnej, ogromnej klaczy, która dostała imię Kawa, ze względu na jej kolor. Dziewczyna nie zdziwiła się jednak, gdy zobaczyła, że klaczy nie ma w stajni. Przez chwilę wpatrywała się w miejsce, w którym powinna stać, po czym wyszła zastanawiając się, czemu nie sprawdziła wcześniej, czy wszyscy są w domu.
            Gdy dotarła do domu, zdjęła z gazu garnek z mlekiem, po czym nalała go do kubka. Od razu zabrała się też za smażenie sadzonych jajek. Większość jedzenia postawiła na stole, jedną porcję jednak położyła na tacce i zaniosła do niewielkiego, ciemnego pokoju. Zamieszkiwała go starsza kobieta, którą Maja nazywała ciocią. Nie potrafiła nigdy powiedzieć do niej mamo, choć to ona ją wychowała. Kobieta miała około osiemdziesięciu lat, choć jak się na nią patrzyło, to wydawało się, że ma o wiele więcej. Mówiła bardzo cicho, jakby jej struny głosowe już dawno straciły swoją datę ważności, chodzić także prawie nie mogła. To Maja we wszystkim jej pomagała, nawet jak trzeba było, to nakarmiła ją i podstawiała jej miskę, aby starsza pani się załatwiła. Co było śmieszne, to dziewczyna tak naprawdę nigdy nie poznała jej prawdziwego imienia. Gdy trafiła do tego domu, ciocia była już na tyle stara, że nie potrafiła sobie jego przypomnieć i tak też pozostało.
            O dziwo tego dnia czuła się na tyle dobrze, aby usiąść i samej zjeść śniadanie, rozmawiając przy tym z Mają. Szybko jednak zmęczyła się tym i z powrotem położyła się na swoje łóżko. Dziewczyna od razu wyszła rozumując, co znaczy ten gest. Kobieta chciała zostać sama. Tak też Maja postąpiła. Gdy pojawiła się w kuchni przy stole siedział już starszy pan, którego nazywała Tadziem. Mężczyzna przywitał ją szerokim uśmiechem, choć kilku zębów już nie posiadał. Był mniej więcej w tym samym wieku, co ciocia, ale trzymał się o wiele lepiej od swojej żony. To on znalazł ją, gdy była niemowlęciem, zabrał do tego domu, a po tym namówił ciocię, aby przygarnęli dziewczynkę i wychowali jak własną. Maja uwielbiała wsłuchiwać się w historie, które prawie zawsze opowiadał jej przy śniadaniu. Najbardziej jednak lubiła, gdy wspomniał czasy, w których ją znalazł. Choć do innych rzeczy miał sklerozę, to wydarzenie pamiętał doskonale. Wiedział, że było to bardzo gorące lato. Opowiadał jej zawsze, że był to wieczór, gdy usłyszał szczekanie swojego ówczesnego psa, który również nazywał się Łatek. Wyszedł za zewnątrz i wtedy usłyszał jej płacz. Najszybciej jak tylko potrafił ruszył w stronę stodoły. Tam zobaczył ciała dwóch młodych dziewczyn, jedna z nich musiała być jej matką. Ona sama leżała za górką drewna płacząc w niebogłosy. Tadek zabrał ją do domu i od tego momentu dziewczyna zamieszkała w ich domu i dostała ich nazwisko.
            Zawsze, gdy pytała się go, kto mógł zabić jej matkę, słyszała odpowiedź, że na pewno zrobili to Niemcy. Tadek był jedną z tych osób, która żywiła nienawiść do wszystkich ludzi pochodzenia niemieckiego. Wszystko, co się działo, to była ich wina. Nie dziwił ją jednak ten fakt zbytnio. Jego prawdziwe dzieci zginęły podczas I Wojny Światowej, zabite zostały właśnie przez Niemców. Nie uchowało się żadne z nich. Dlatego też na początku ciocia nie była zbyt przychylna wychowywaniu Mai. Bała się, że będzie to kolejne dziecko, które zginie zabite przez Niemców. Dziewczyna jednak dożyła swoich osiemnastych urodzin. Niestety przyszło jej żyć w niezbyt przyjemnych czasach, urodziła się w dwudziestoleciu między wojennym w Sopocie, które należało wtedy jeszcze do Wolnego Miasta Gdańsk, które teoretycznie było niezależnym państwem z własnym prawem i konstytucją. A na serio to na całym tym terenie władze sprawowali Niemcy, którzy byli większością. I choć w ogóle nie należeli do państwa Polskiego, to oni pierwsi zostali zbombardowani i zaatakowani. Maja do tej pory pamiętała gwałtowną pobudkę, którą zaserwowały jej bomby zrzucone na Westerplatte. I choć ona sama mieszkała na obrzeżu Sopotu, to odgłosy bomb było słychać bardzo dokładnie. To wydarzenie obwieściło rozpoczęcie II Wojny Światowej, która według przewidywań miała być o wiele gorsza od poprzedniej. To wtedy też na samym początku tej wojny, gdy żołnierze Hitlera otoczyli Gdańsk spotkało ją bardzo przykre, bolesne i zostawiające w pamięci wydarzenie, które na zawsze odmieniło jej osobowość.
            Jedząc śniadanie Maja dowiedziała się, gdzie podziała się Kawa, a wraz z nią jej brat z wyboru, Kamil Matejczak, który również jak i ona nie był dzieckiem cioci i Tadzia. On również dostał od nich pomoc, gdy najbardziej tego potrzebował. Było to dokładnie dziesięć lat wcześniej, gdy ona miała osiem lat. Nie pamiętała tego okresu zbyt dobrze, więc musiała zdać się na to, co mówili jej inni. Tadzio znalazł Kamila w jakimś rowie pobitego, bez grosza przy duszy. Chłopak miał wówczas trzynaście lat. Tadzio zabrał go do domu, a ciocia opatrzyła jego rany i ugotowała mu rosół, aby go wzmocnić. Kilka dni później, gdy chłopak był już wstanie samodzielnie wstać i cokolwiek zjeść, dowiedzieli się, że załatwili go w ten sposób Niemcy, bo jego rodzina im podpadła. Zabili ich, a jego pobili, okradli, a po tym wrzucili. Ciocia mu nie ufała, zresztą ona nie ufała nigdy nikomu, Tadzio jednak od razu zaoferował biednej sierocie dach nad głową. Jak się okazało była to jedna z jego najlepszych decyzji, bo chłopak potrafił naprawdę dużo. Był też silny i mógł pomagać Mai, na którą spadło większość obowiązków w domu, gdy ciocia najpierw połamała sobie nogę, a po tym jeszcze biodro. Ona sama na początku nie bardzo za nim przepadała. Uważała go za podrzutka, który pojawił się w tej rodzinie tylko po to, aby jej go odebrać. Im jednak była większa, tym coraz bardziej traktowała go jak brata, jak kogoś, komu może zaufać. Tak też było do dziś. Tadzio zawsze się śmiał, że gdy wojna się zakończy zmusi ich do małżeństwa, bo jeszcze przed swoja śmiercią chce poczuć się, jako czyjś dziadek. W takich momentach zawsze jedno i drugie wybuchało nerwowym śmiechem. Nie chcieli mówić mu tego głos, żeby go nie urazić, ale żadne z nich nie planowało być razem. Gdy rozmawiała o tym z Kamilem ten przyznał jej, że zawsze traktował ją tylko, jak siostrę, nie jak dziewczynę, z którą mógłby mieć dzieci. Ona zresztą uważała tak samo. Zawsze mieli nadzieję, że prędzej czy później o tym zapomni i nie będzie żądał od nich takich poświęceń. Na razie jednak nie zanosiło się na to.
            Gdy śniadanie się skończyło, a Tadzio poszedł zająć się swoimi sprawami, Maja posprzątała naczynia po śniadaniu zostawiając jego niewielką ilość dla Kamila, który na pewno wróci głodny niczym wilk. Dziewczyna czekając na niego posprzątała całą kuchnię, a po tym miała nawet czas na zabawę z Łatkiem. Gdy w końcu zobaczyła Kawę ciągnącą jakąś ogromną białą płachtę, a na nim stertę gałęzi, Maja zrozumiała, gdzie jej braciszek poszedł i co najlepszego robił. Zaraz za Kawą szedł Kamil z uśmiechem, który nie schodził mu z twarzy. Maja pomachała mu, po czym wróciła do kuchni, aby podgrzać mleko, które dla niego zostawiła. Gdy Kamil wszedł do domu, a za nim Łatek radośnie machający ogonem, Maja roześmiała się widząc ich. Gdyby tylko ciocia ich zobaczyła kazałaby jednemu i drugiemu zlizywać te wszystkie śmieci, które ze sobą nanieśli. Ciocia jednak ostatnimi czasy w ogóle nie wychodziła ze swojego pokoju, więc ta dwójka nie musiała się niczym martwić. Kamil usiadł na jednym z drewnianych krzeseł i próbował zdjąć ubłoconego buta, tyle, że Łapa za wszelką cenę chciał mu to uniemożliwić. I gdy tak Maja siedziała i wpatrywała się w tą komiczną scenę przypomniała sobie nagle słowa swojej chyba jedynej koleżanki, z którą w miarę regularnie się potykała, zważywszy na odległość, która je dzieliła. Ów dziewczyna powiedziała jej kiedyś, że uważa, że Maja jest głupia, skoro nie potrafi zakochać się w kimś takim jak Kamil. Dowiedziała się wtedy też, że większość dziewczyn z miasteczka uważają, że jej brat jest przystojny. Sama nigdy tak nie uważała, a to może dlatego, że nigdy nie przyglądała mu się zbytnio, teraz jednak te słowa zaczęły ją zastanawiać. Kamil był chłopakiem jak każdy inny. Miał jasnobrązowe włosy, które w niektórych miejscach przechodziła nawet w blond, czarne niczym noc oczy, skórę jasną bez jakichkolwiek ubytków. Po za tym był bardzo silny, co można było zaobserwować przez jego szczupłą, lecz usianą mięśniami sylwetkę.
            -A ty, co mi się tak przyglądasz? – zapytał w pewnym momencie, gdy pozbył się w końcu ubłoconych butów, rzucając je gdzieś w kąt kuchni.
            Maja w tym też momencie zauważyła, że uśmiech nie schodził z jego twarzy nawet podczas najgorszych chwil. Był takim niepoprawnym optymistą.
            -A zastanawiam się tak, gdzieś ty był, że wróciłeś niczym świnia wytarzana w błocie.
            Jedną z zalet Mai, którą ona sama widziała w swoim charakterze, to to, że potrafiła kłamać w taki sposób, że wszyscy brali ją za prawdę. Oczywiście robiła to bardzo rzadko, ale skutecznie. Gdyby nie to, to Tadek i ciocia już od dawna wiedzieliby o jej przygodzie z niemieckimi żołnierzami. A przecież nie chciała do tego dopuścić. Kamila jednak było jej trudno okłamać, dlatego też on był jedyną osoba, która znała prawdę na temat tego wydarzenia.
            Chłopak przyjrzał się jej uważniej, jakby wyczuł kłamstwo, ale w żaden sposób tego nie skomentował. O dziwo odpowiedział na jej pytanie.
            -Byłem z chłopakami porobić graffiti na niemieckiej siedzibie rządu – powiedział to z taką dumą, jakby sam Sikorski go za to pochwalił.
            -I co? Może w końcu was złapali? – zapytał, choć miała nadzieję, że nigdy to nie nastąpi.
            Kamil popatrzył na nią z  politowaniem.
            -No to wtedy, kto nazbierał to drewno? Kawa?
            Oby dwoje wybuchli śmiechem, próbując sobie to wyobrazić.
            -Pamiętaj siostrzyczko, ja nigdy nie dam się złapać – obiecał jej po chwili.
            Kamil i jego kumple byli chyba jedyną grupą chłopków na tym terenie, którzy jeszcze nie zostali zwerbowani do niemieckiego wojska. Maja jednak wiedziała, że jeżeli nawet ten fakt by nastąpił, prędzej by Kamil ożeniłby się z nią, niż wstąpił do wojska. Jego nienawiść do wojsk Hitlera wzrastała każdego dnia, gdy słyszeli w radiu na jednym z tym kanałów stworzonych przez armię krajową o kolejnych zabitych ludziach i kolejnych zniszczonych miastach. Zawsze zastanawiała się, czy jest to spowodowane tym, co stało się z jego rodziną, czy może przez coś innego.
            Posiedziała jeszcze z nim jakiś czas rozmawiając o błahych sprawach. Po tym w końcu wstała i rzuciła w jego kierunku szmatę. O dziwno złapał ją, jakby właśnie tego oczekiwał.
            -Masz i wytrzyj po sobie podłogę! – krzyknęła w jego stronę, znikając za drzwiami schowka.
            Tam wyjęła potrzebne rzeczy do zrobienia obiadu. Gdy wróciła do kuchni, podłoga lśniła, a naczynia ze stołu leżały umyte na ich miejscach. Maja wiedziała, że jeżeli Kamilowi się chce, to i nawet cały dom by wysprzątał, ale musiałoby mu się naprawdę chcieć. Maja robiąc obiad non stop zerkała w stronę okna patrząc na to, co robi jej brat. Najpierw bawił się z Łatą, a po tym zajął się Kawą, którą trzeba było wyczyścić i wyczesać. Dziewczyna nie raz zastanawiała się, czy takie życie go nie męczy. Gdyby tylko chciał, mógłby przyłączyć się do Armii Krajowej i nie musiałby już więcej sprzątać gówna ze stajni. On jednak dzielił swoje zajęcia pomiędzy to, co musiał zarobić, a to, co lubił. Gdy zupa bulgotała już w garnku, Maja postanowiła pójść zobaczyć, co robi Tadzio. Obeszła jednak całą posiadłość i nie znalazła po nim ani śladu. Postanowiła sprawdzić jeszcze w ostatnim miejscu, w którym spodziewałaby się go znaleźć. Tak jak się okazało później właśnie tam był. Siedział przy łóżku cioci i o czymś z nią cicho rozmawiał. Maja naprawdę nie spodziewała się, aby go kiedykolwiek zobaczyć przy łóżku swojej żony. Przeżyli ze sobą ponad sześćdziesiąt lat, byli w miarę zgodnym małżeństwem, ale nie można było mówić tu o wielkiej miłości między nimi. Dlatego było to dla niej wielkie zdziwienie, gdy właśnie go tam znalazła. Nie zdążyła jednak podsłuchać, o czym tak rozmawiali, bo Tadzio odwrócił się i uśmiechnął do niej.
            -Co chciałaś, gołąbeczku?
            Maja na początku poczuła się dziwnie, że tak do niej powiedział, ale nie dała tego po sobie poznać.
            -Muszę z tobą o czymś porozmawiać – powiedziała zerkając co chwilę w stronę cioci. Chciała zobaczyć jej reakcję.
            Ona jednak w ogóle nie zwróciła na to uwagi, zamknęła oczy i już po chwili zaczęła cicho pochrapywać. Tadzio natomiast wyszedł wraz z Mają z pokoju. Razem ruszyli do kuchni, gdzie dziewczyna najpierw sprawdziła zupę, a dopiero po tym usiadła naprzeciwko mężczyzny.
            -Chyba musiałabym się wybrać dziś na targ, bo brakuje nam już ziemniaków i innych warzyw – powiedziała ze spuszczonym wzrokiem.
            Nigdy tak naprawdę nie wiedziała, w jaki sposób zarabia Tadzio na ich życie, dlatego zawsze miała obawy, gdy zaczynała go prosić o jakiekolwiek pieniądze, bo przecież nie wiedziała, czy w ogóle je ma.
            Mężczyzna uśmiechnął się do niej.
            -Oczywiście skarbie.
            Tadziowi dość często zdarzało się mówić do niej takimi zdrobnieniami, ale Maja do tej pory nie przyzwyczaiła się do nich, zawsze czuła się dziwnie, a szczególnie, gdy mówił tak do niej przy swojej żonie. Ona nigdy nie słyszała, aby zwrócił się do niej w ten sposób, dlatego czuła się nieswojo, gdy ją tak nazywał. Ciocia jednak chyba nie miała nic przeciwko, bo nigdy tak naprawdę Maja nie widziała, aby posłała jej za to jakieś wściekłe lub smutne spojrzenie.           
Tadzio tak jak obiecał, tak zrobił. Po obiedzie wręczył jej sakiewkę pełną pieniędzy, za które miała kupić potrzebne rzeczy. Maja z uśmiechem na ustach przebrała się w jakieś normalnie ubrania, które nie miały więcej niż jednej łaty i które były w miarę czyste i ruszyła do miasta na targ. Oczywiście na jej nieszczęście targ znajdował się prawie pół godziny drogi od ich domu, tak więc wiedziała, że nie może kupić zbyt dużo, aby po tym to donieść. Normalnie, gdy szedł z nią Kamil nie ograniczała się, bo wiedziała, że on będzie wszystko to dźwigał. Sama jednak nie była tego wstanie zrobić. Gdy znalazła się już na targu wybrała wszystkie najważniejsze rzeczy i nic poza tym.
Do tej pory dziewczyna dziwiła się widząc, że targi są normalnie pootwierane nawet, jeżeli trwa woja. Ano chodzi tu o to, że żołnierze hitlerowców nie spędzają tu zbyt dużo czasu, wiec wszyscy inni mogą spać spokojnie. Oczywiście nie oznaczało to, że w ogóle ich nie było. Wszędzie trzeba było być ostrożnym.
Gdy miała już wracać do domu zatrzymała ją niewysoka dziewczyna. Od razu było widać, że jest z dobrego domu, bo jej ubrania wyglądały niczym nowe, paznokcie miała zadbane, a ręce bez żadnych odcisków. Jak się na nią patrzyło, to miało się wrażanie, że ma nie więcej niż jakieś trzynaście lat, choć Maja mogła się mylić.
-Przepraszam – powiedziała łapiąc ją za rękę. – Czy ty jesteś Maja Tomaszewska?
Dziewczyna zbladła. I tu ani trochę nie chodziło o to, że dziewczyna wiedziała kim jest. Chodziło tu o to, w jakim języku to wszystko powiedziała. Bądź, co bądź hitlerowców tu nie było, ale nie oznaczało to, że nie było szpiegów, którzy tylko czekali, aby przyłapać kogoś na rozmowach w języku polskim w miejscach publicznych. A ta młoda dziewczyna właśnie tego języka użyła.
Maja rozejrzała się z przestrachem dookoła i gdy zorientowała się, że nikt im się nie przygląda, złapała ją za ramię i pociągnęła w stronę jednej z opuszczonych uliczek.
-Boże dziewczyno – krzyknęła w jej stronę potrząsając jej ramiona. – Chcesz zginąć? Na ulicach mówi się tylko po niemiecku!
Dziewczyna popatrzyła na nią zielonymi oczami przekrzywiając głowę. W końcu na jej policzkach pojawił się szkarłaty rumieniec, a młoda opuściła głowę.
-Przepraszam, ale ja nie umiem mówić po niemiecku – odpowiedziała jej cicho tak, że nawet Maja ledwo usłyszała jej odpowiedź.
Maja dopiero teraz usłyszała dziwny akcent. Czyli jednak nie była tutejsza.
-No dobra, mówże, co chcesz – powiedziała puszczając ją.
-Ty jesteś Maja Tomaszewska? – zapytała ponownie, ale o wiele cichszym głosem.
Dziewczyna za nim jej odpowiedziała przewróciła oczami. Młoda najwidoczniej lubiła popadać od w skrajności w skrajność.
-Tak, to ja.
Jej twarz  nagle rozpromieniała się. Wyciągnęła do niej rękę.

-Cieszę się – powiedziała, a jej uśmiech tylko się pogłębił. – Jestem Danielle Gray i chciałabym zobaczyć się z Kamilem Matejczakiem.
***
Eee tak chyba nawaliłam na całej lini co? I ze względu na dodawanie rozdziałów (prawie miesiąc przerwy) i ze względu na to, co jest na górze. echa ale takie już są wakacje - rozleniwiają. W końcu jednak wróciłam, mam nadzieje, że z nowymi siłami. 
Ta księga jest dość ważna, bo to w niej wyjaśni się większość zagadek przepowiedni Domino. Jak też widać pojawiła się też nasza czarownica choć trochę starsza niż w poprzedniej Księdze. powiem wam od razu też, że w tej Księdze spotkamy również Remiego, który będzie dość ważną postacią ^.^
No dobra, nie będę was już męczyć.
Dozobaczenia

12 komentarzy:

  1. Masz naprawdę ciekawy szablon!:)
    Ile on ma kolumn bocznych? 3?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety powiem ci, że nie wiem. powinnaś zapytać się Rinne, która go dla mnie wykonała (link do szabloniarni znajdziesz powyżej)

      Usuń
  2. W końcu!!!!! A już myślałam, że ten leń dopadł cię już na dobre :-p
    Więc tym razem nasza księżniczka jest osiemnastoletnią sierotą wychowywaną przez starsze małżeństwo i posiadającą "braciszka z wyboru" . Strasznie szybko wpakowałaś Shana do fabuły. Zastanawia mnie pewna rzecz: dlaczego on, zabójczo w nie zakochany tak nagle nie chce wyjść za nią za mąż i jeszcze te jego CZARNE oczy... czymś mi tu śmierdzi :-p
    Na sam koniec chce cię prosić o jedno: Nie zabijaj mnie za treść tego komentarza plissss!!!
    Z poważaniem your little sister :-p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja droga, kochana Mivo. Kamil co najwyżej może się z nią ożenić, bo wiesz raczej nie przypominam sobie, abym zmieniła mu płeć xd A po za tym to zamknij się, shut up, itp itd. mogę to jeszcze ci powiedzieć w dwóch różnych językach, ale chyba sobie daruje, ok? mam nadzieje, że się przystosujesz do mojej prośby!
      Pozdrawiam

      Usuń
  3. Dobra, przeczytałam rozdział zaraz jak go dodałaś, ale ostatnio nie potrafię sklecić porządnego komentarza, więc tak czekałam czy czasem mi to nie przejdzie. I wiesz co? Nie przeszło! A zaległości rosną, więc postanowiłam skomentować byle jak, ale żebyś wiedziała, że przeczytałam!
    Otóż rozdział bardzo mi się podobał. Zresztą czy kiedykolwiek u ciebie było inaczej? Lubię twój styl i pomysły. Masz wielką wyobraźnię i za to cię kochana bardzo cenię.
    Wcale, a wcale nie nawaliłaś i nawet nie waż mi się tak mówić, bo cię znajdę i zasadzę porządnego, wirtualnego kopniaka. Może trochę długo kazałaś czekać na jakąś nowość, ale opłacało się, bo to coś na górze było niesamowite :) I bez twoich słów w notce odautorskiej czuję, że ta Księga będzie wyjątkowa i przyniesie wiele wyjaśnień.
    Co mogę dodać? Wiem, że beznadziejnie krótko i ogólnikowo, ale nie mogę zebrać dzisiaj myśli, a całodzienna gonitwa po urzędach wcale nie pomogła mi w tym zadaniu.
    Może pochwalę jeszcze szablon, bo jest naprawdę cudny. Uwielbiam niebieski, a u ciebie wszytko tak ładnie ze sobą współgra. I ten nagłówek! Niesamowite :) Jak jeszcze dodamy do tego muzykę w tle to już w ogóle!
    Pozdrawiam i czekam na nowość, byle szybciej! :D
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci bardzo za ten komentarz. powiem ci, że dziś nie miałam zbyt dobrego dnia, a to co napisałaś trochę mi go polepszyło i sprawiło, że się uśmiechnęłam. nawet to, że pisałaś tak ogółkowo;) ale w końcu to minie, nie? xd
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Droga Reno Jesteś geniuszem!!! Uwielbiam czytać twoje opowiadanie:) nie moge doczekać się kolejnej notki! Cieszę sie tez, ze moj przyjaciel len cię nie dopadł:)
    Pozdrowienia Watashi

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj! Jak zwykle z opóźnieniem, ale liczy się fakt, iż dotarłam. Przeczytałam rozdział z zadziwiającą szybkością i już ci mówię, że mi się podoba, oczywiście zauważyłam dwa czy trzy błędy, ale nic poważniejszego. Hitlerowcy? Może dzięki twojemu opowiadaniu wreszcie przyswoję tę część historii Polski :D Zazdroszczę tego, że potrafisz to wszystko rozpisać, mi się albo nie chce, albo nie umiem tego tak rozebrać na części pierwsze... aj, te moje problemy. Dobra, kończę, bo jak nie to będę musiała otworzyć czekoladę (duuuuużą *_*) i kij trafi moje postanowienia.
    Tymczasem na razie i weny (duuuuuużooooo!! )

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej, akcja tej księgi dzieje się w moich regionach :> Chociaż w sumie szkoda, że nie w samym Gdańsku, no ale okolice też kojarzę, chociaż pewnie od czasów wojny sporo się zmieniło. W każdym razie chyba pierwszy raz spotykam się na blogu z osadzeniem akcji w czasach II Wojny Światowej, więc tym bardziej jestem ciekawa, jak to wszystko przedstawisz i czy w ogóle woja odegra tutaj jakiś znaczącą rolę.
    W rozdziale zastanowił mnie fragment o imieniu tej ciotki. Okej, ona mogła go nie pamiętać, ale skoro miała męża, Tadzia, to przynajmniej on powinien je znać, zwłaszcza skoro był w lepszej formie od żony. No chyba, że coś źle zrozumiałam.
    Zachowanie Kamila również mnie zastanawia, bo wydaje się mieć w tej księdze inny stosunek do Księżniczki. Niby czemu nie chce się z nią ożenić, skoro dotychczas darzył ją takim uczuciem?
    Ciekawa jestem, co przygotowałaś dla bohaterów tym razem :)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie to ci powiem, że okolica wybrana przypadkowo, choć mam do niej sentyment, bo w Gdańsku się urodziłam.
      Co do Tadzia i cioci to dobrze zrozumiałaś. ona nie pamięta swojego imienia, a Tadzio po prostu nie chce go zdradzić. to oczywiście wyjaśni się za kilka rozdziałów.
      Kamil to Kamil. cieszę się, że zauważyłaś to jego dziwne zachowanie. to też za jakiś czas wyjaśnię. niech tylko Maja dowie się kim jest ;)
      Dziękuję za komentarz i również pozdrawiam;d

      Usuń

wykonała Anaya