niedziela, 28 lipca 2013

III. Rozdział 6

„Dopóki nie zrozumiesz świata, nie zrozumiesz życia”
Carlas Ruiz Zafon

            Ostatni tydzień na Olimpie, był dla Dan istnym utrapieniem. Pewnie gdyby ktoś powiedział jej na samym początku, że pod sam koniec będzie się nudziła, wyśmiałaby go. Teraz niestety właśnie tak było. Jedyną osobą, która była za to odpowiedzialna była ona sama. To ona z własnej woli odcięła się od większości swoich znajomych. A zaczęła od Sebastiana, z którym w ogóle nie wiedziała jak powinna rozmawiać. Imię Sebastian nie było jego, a Shane nie przechodziło jej przez gardło. Zazwyczaj po postu zostawał człowiekiem bez imienia. Po tym, co dowiedziała się od Domino, nie potrafiła tak po prostu mu wybaczyć, choć właśnie on ją o to prosił. Z tego też powodu zaczęła go unikać. Nie chodziła tam, gdzie mogłaby go spotkać, nie ruszała się ze swojego pokoju popołudniami, bo wiedziała, że on zawsze ten czas miał wolny. Omijała wszystko, co mogłoby go dotyczyć. Czuła się zraniona i zazdrosna. Nie potrafiła, po raz kolejny, uwierzyć mu, że ją kocha.
            Z Elaine, Adrianem i Maxem też nie potrafiła już normalnie rozmawiać. Jeszcze tego samego dnia, w którym rozegrała się ta cała akcja z Afrodytą, Dan spotkała się z tą całą trójką i zapytała się ich o to, czy wiedzieli o tym wszystkim. Potwierdzili. Wiedzieli i jej nie powiedzieli. Były to kolejne osoby, które wbiły jej sztylet w serce. Ufała im wszystkim, uważała ich za swoich przyjaciół, a oni tak po prostu pozwolili Sebastianowi ją oszukiwać. Najbardziej jednak bolała ją zdrada Elaine. Naprawdę uważała ją za kogoś, komu może zaufać, zwierzała się jej ze wszystkiego, a ona tylko wykorzystała jej słabości. Nie odcięła się jednak od nich, tak jak od Sebastiana. W pewien sposób nie potrafiła. Spotykała się z nimi nadal, choć ich rozmowy nie wyglądały już tak jak wcześniej. Dan nie ujawniała przy nich swoich uczuć, ani myśli, nawet wtedy, gdy się jej o to pytali. Nie chciała im dawać kolejnej satysfakcji. Jednak z dnia na dzień, co raz bardziej odcinała się od nich. Nie potrafiła patrzeć, jak oni za wszelką cenę próbują wymyśleć, co rusz to nowe powody, dla których ją oszukiwali.
            Najmniej, choć nadal to ją bolało, odczuła kłamstwa bogów. Choć tak naprawdę nimi nie byli. Była jedyną osobą, która zdołała się na to nabrać. Wykorzystali jej łatwowierność i wmówili jej, że są bóstwami, w których wierzy, a w rzeczywistości byli to po prostu Odwierni o niespotykanej mocy. Bolało ją to, że Afrodyta, chciała ją zabić, choć nie tak mocno, jak oszustwa Zeusa. Z nim rozmawiała od razu po tym, co się stało. Przyznał się do tego, kim naprawdę są i do tego, że ją okłamywał. Cieszyła się, że powiedział jej to wszystko, nadal jednak obawiała się przebywać w ich towarzystwie. Po tym, co stało się z Afrodytą, naprawdę czuła strach na widok, któregokolwiek z bogów. Do tej pory pamiętała jak Hermes, bez żadnego ostrzeżenia odciął głowę Afrodycie i pamiętała też śmiech Zeusa, jakby to była najzabawniejsza rzecz na świecie. Przez to zaczęli ją przerażać.
            To przez nich wszystkich dotarło do niej, że świat składa się głównie z kłamstw i oszust. Każdy to robił tylko po to, aby podporządkować sobie innych. To właśnie ją bolało. Osoby, które były jej najdroższe oszukały ją.
            Jak na złość jedyną osobą, której towarzystwa nie pogardziłaby, była Domino. Nie miała jednak możliwości w jakikolwiek sposób się z nią porozumieć, gdyż  następnego dnia, Adrian wbrew zakazowi Zeusa, zabrał ją z powrotem do jej czasów. Bał się o nią, więc powiedział, że nie pozwoli jej tu przebywać, gdy Sebastian,  Rayna, i Cam mają ochotę coś jej zrobić.
            Po za nią miała potrzebę rozmawiania z Alice i Remim, na szczęście w tym przypadku nic nie stanęło jej na przeszkodzie, aby to zrobić. Nie wiedziała czemu, ale nie czuła do nich złości. Alice od razu, pierwszego dnia, gdy spotkali się po tej katastrofie, powiedziała jej, że doskonale wiedziała o tym, że Shane jest zakochany w Księżniczce, przez cały czas jednak myślała, że ona o tym wie, więc dlatego nie wspominała nic na ten temat. Cieszyło Dan to, że dziewczyna od razu przyznała się do błędu. Nie była na nią zła tylko dlatego, że znała ją dopiero od kilku tygodni, więc nie oczekiwała od niej takich wyznań. Spędzała z nimi dużo czasu, ale to nadal nie był on cały, który mogłaby zadysponować.
            Dan wręcz z radością przyjęła list od swojego ziemskiego ojca z wiadomością o tym, że wrócił już do domu i z pytaniem, czy nadal chce ciągnąć tę szopkę, czy może chce już wracać. W odpowiedzi napisała mu krótko i treściwe, że chce. Nie rozpisywała się zbytnio, gdyż wiedziała, że Sebastian z ciekawości i tak przeczyta tę wiadomość, a nie chciała wydawać przed nim swoich planów. Następnego dnia została wezwana do Zeusa, co odczuła jak prawdziwe zbawienie. Tamten pokazał jej list od ojca, w którym była prośba o jej powrót. Dan kiwała głową słysząc, że musi zabrać ze sobą wszystkie potrzebne rzeczy, że nie może wynosić niczego, co mogłoby być podejrzane w jej czasach. Znała już ta śpiewkę na pamięć. Gdy bóg już się zamknął, Dan zaczęła wygłaszać swoją przemowę, którą przygotowywała od kilku dni. Powiedziała mu, że na razie ma zamiar odpocząć od Olimpu przez jakiś miesiąc, więc to się równa temu, że nie będzie pojawiała się tu w weekendy. Powiedziała też, że gdy będzie chciała wrócić, to napisze list, w którym ich o tym powiadomi. Zeus przyjął jej słowa bez mrugnięcia okiem, a po tym zgodził się na to, o co ona prosiła. Zresztą w sumie nie miał wyboru.
            Dan tak naprawdę w ogóle nie miała zamiaru wrócić na Olimp. Wiedziała, że będzie brakować jej wielu osób, ale taka decyzja była najlepsza ze wszytych. Musiała odciąć się od tego magicznego świata i zacząć udawać, że on po prostu nie istnieje. Wyjdzie w końcu za mąż, będzie miała gromadkę dzieci, a po tym zestarzeje się i umrze z dala od tych wszytych kłamstw, które ją tu czekają.
            Swojego ostatniego dnia, ledwo wyszła od Zeusa pognała do Alice i Remiego, aby powiedzieć im o swojej decyzji. Tak jak się spodziewała nie przyjęli tego zbyt dobrze, ale też nie rozkazywali jej zostać, co bardzo ją cieszyło. Wiedziała, że gdyby coś takiego nastąpiło nie potrafiłaby tak po prostu wyjechać.
            Po tym przez resztę dnia siedziała w swoim pokoju pakując najważniejsze rzeczy. Postępowała zgodnie z poleceniem Zeusa, choć i tak niektóre pamiątki chciała zachować dla siebie. Nie mogła ich tak po prostu tu zostawić. Nie w miejscu, do którego niedługo wszyscy będą mieli dostęp.
            Miała nadzieję, że o tym, co planowała Sebastian dowie się, gdy już jej tu nie będzie. Nie chciałaby, aby tu przychodził i błagał ją o pozostanie. Nie była na to gotowa. Wzdrygnęła się więc, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Wzięła głęboki wdech i obiecała sobie, że jeżeli będzie to ktoś, kogo nie będzie chciała oglądać, trześnie mu drzewami przed nosem. Jednak, gdy je otworzyła zdziwiła się niezmiernie. W progu stała Delia.
            -Hej – powitała ją uśmiechając się lekko.
            Dan naprawdę zatkało to, że właśnie tu ją zobaczyła. Choć Przeklęta uratowała jej życie, wcale nie oznaczało to, że zaczęły się bardzie lubić. Nadal Dan starała się ją omijać, tyle, że jeżeli już sią na nią natknęła, to nie wymieniały kąśliwych uwag, tylko jakieś nic nie warte teksty. Teraz ona tak po prostu stała pod jej drzwiami i uśmiechała się do niej.
            -Hej – odpowiedziała jej lekko zmieszana.
            -Nudzisz się? – zapytała Delia.
            Dan przez pierwszą chwilę miała ochotę powiedzieć jej, że nie, bo musi się spakować. Ciekawość jednak wzięła górą.
            -Tak.
            Na twarzy Deli pojawił się uśmiech, który sprawił, że jej twarz nie była już taka surowa.
            -To dobrze się składa. Choć, chcę pokazać ci jedno miejsce.
            Dan pokiwała głową, po czym zamknęła drzwi i ruszyła za Delią. O dziwo okazało się, że z nią naprawdę da się normalnie porozmawiać. Na początku gadały o błahostkach. Po tym jednak  Delia zaczęła opowiadać jej o swoim młodszym braciszku. Dan kiedyś o nim słyszała od Elaine, więc naprawdę zdziwiła się, gdy sama Delia postanawiała powiedzieć o nim. Chłopiec miał na imię Tommy i był w wieku Domino. Zaczęła swoją opowieść od czasów, w których byli jeszcze ludźmi. Mieszkała z nim i rodzicami w tej samej wiosce, w której żyła również Tori. Nie znała jej, więc nie mogła niczego na jej temat powiedzieć. Znała za to doskonale Cama i Elaine. Tego pierwszego nienawidziła, co zostało jej do teraz. Elaine natomiast była jej jedyną przyjaciółką, której nie przeszkadzał jej cięty język, ani to, że należała do biednej rodziny. Bo właśnie taka była. Jej ojciec cokolwiek zarobił, wydawał na alkohol. Bił ją, jej matkę, niekiedy też Tommiego. Dlatego Delia nie pozwalała młodemu zbliżać się do niego i nigdy nie zostawiała go samego w domu. Bała się tego, co jej ojciec może mu zrobić. Pewnego dnia, gdy ich matka poszła na rynek kupić coś do jedzenia za to, co udało jej się ukraść od ojca, oni zostali z nim sami w domu. Ich ojciec był tak nawalony, że nie był wstanie ustać na nogach. Delia zamknęła Tommiego w pokoju, a sama poszła przygotować coś do jedzenia. Wtedy ich ojciec zaczął się do niej dobierać. Nawet pijany był od niej o wiele silniejszy, niestety nie była w stanie nic zrobić, choć nie wiadomo jak się starała. Zgwałcił ją, bijąc przy okazji. Zrobił to tak brutalnie, że czternastoletnia wtedy Delia umarłaby, gdyby nie to, że Tori ją ożywiła. Obudziła się już u niej w domu ze znakami przemiany, jako Przeklęta. Okazało się wtedy, że głupi Tommy, który usłyszał hałasy wyszedł z pokoju. Ojciec pobił go tak, że i jego też trzeba było ratować. Obydwoje skońyczyli jako Przeklęci. Delia jednak nie miała zamiaru podporządkować się Tori. Ta jednak znała sposoby, aby ją do tego przymusić. Zabrała Tommiego i przetrzymywała go. Był jej zakładnikiem. Jako Twórczyni znała też sposób, aby go zabić. Tym właśnie przez cały czas ją szantażowała. W dniu, w którym doszło do powstania Księżniczki, Delia miała kilaka sekund na podjęcie decyzji, po której stronie chce stanąć. Wybrała Księżniczkę. Nie zdążyła jednak odnaleźć Tommiego i zabrać go ze sobą. Chłopiec został w łapskach tej wiedzmy i nadal tam był.
            Dan poczuła współczucie do jej osoby. Zaczęła rozumieć, dlaczego Delia była taka wredna. Miała trudne dzieciństwo, co odbiło się na jej osobowości. Zdziwił ją też fakt, że przy przemianie miała zaledwie czternaście lat, patrząc na nią nie miała takiego wrażania.
            Sama Delia nie lubiła, jak ktoś jej współczuł, więc szybko zmieniła temat.
            -Widziałaś może kiedyś Podziemia?
            Dan zaprzeczyła. Zawsze chciała się tam dostać, ale nikt nie chciał jej tam zabrać. Delia uśmiechnęła się do niej, po czym zaprowadziła ją do jednego z wejść. Drzwi były dobrze ukryte, ale dla osób, które wiedziały, gdzie są, nie było problemu odnalezienie ich. Ledwo przeszły przez nie, Dan ogarnęła ciemność. Nie było tam żadnych lamp, ani chociażby świec. Szybko jednak przekonała się, że Przeklęci mogą nawet temu zaradzić. Ręka Deli zapłonęła ogniem. Ta od razu uspokoiła ją, że to tylko iluzja, choć daje światło tak jak normalny ogień. Tak zaopatrzone ruszyły dalej. Najpierw schodziły po krętych schodach, a potem przez tunel. Podłoga była tam goła, a ściany wykonane z betonu. Gdzieniegdzie wisiały wypalone pochodnie. Na niektórych ścianach również obrazy, ale poza tym nie było tam żadnych innych ozdób. Delia od razu pocieszyła ją, że tylko korytarze tak wyglądały, a większość pomieszczeń, które tam się znajdowały były urządzone i umeblowane. Zarzekła się również, że pokaże jej jedne z nich. Tak jak obiecała stanęła przed pierwszym, który odnalazły. Delia otworzyła drzwi i wpuściła ją pierwszą. W pokoju panowała ciemność. Gdy Dan usłyszała trzask zamykanych drzwi, światła nagle zabłysły jakby żyły swoim własnym blaskiem. Cofnęła się o krok, ale wpadała na Delie, która doskonale strzegła drzwi tak, aby nikt nie wyszedł. Owładnął nią strach, ale nie miała innego wyboru, jak wyjść na spotkanie Camowi i Raynie.

            Delia do samego końca nie była pewna swojej decyzji. Z jednej strony miała wydać swoją Księżniczkę, a z drugiej miała pozwolić zginąć bratu. Z tej dwójki brat był dla niej ważniejszą osobą i nie mogła go stracić. Tak naprawdę to ona nie wierzyła w to, że Tori znalazła jakiś sposób na zabicie Przeklętego, ale nie chciała ryzykować. Gdyby okazało się, że nie kłamała, to mogłaby pożegnać się  z Tommim już na zawsze. A do tego dopuścić nie mogła. Nadal jednak posiadała honor, który po prostu nie mógł do siebie dopuścić zdrady. Cały jednak czas wmawiała sobie, że ona przecież wróci, a jej Tommy nie. Aby uciszyć swoje wyrzuty sumienia opowiedziała Dan historię swojego brata. Miała nadzieję, że dzięki temu tamta zrozumie, czemu Delia postępuje właśnie tak.
            Teraz, gdy stały w niewielkim pomieszczeniu, oświetlonym tylko jedną wiszącą pod sufitem lampą, Delia już nie była pewna swojej decyzji. Choć Dan stała do niej tyłem, widziała jak ramiona jej drgają, jak policzki nagle bledną, a ręką zaciska się na chwilę w pięści. Natomiast Rayna i Cam mieli miny, jakby zobaczyli przed sobą, co najmniej drzewo pełne pieniędzy. Siedzieli na zwykłych drewnianych krzesłach pod ścianą i w paskudny sposób uśmiechali się do Dan.
            Ta odwróciła się gwałtownie w jej stronę. Na jej twarzy było wymalowane takie przerażenie, że Delia przez chwilę naprawdę chciała ją wypuścić. Dopiero, gdy zaczęła powtarzać sobie w myślach to, że to wszystko dla Tommiego, uspokoiła się.
            -Delia wypuść mnie stąd – powiedziała łamiącym się głosem.
            Dziewczyna pokiwała głową spuszczając ją przy okazji.
            -Przepraszam Księżniczko, nie mogę.
            Nie musiała nawet na nią patrzeć, aby spostrzec, że na twarzy Dan pojawił się zdzwiony wyraz twarzy. Do tego nie potrzebne były jej oczy. Podniosła głowę do góry  dopiero wtedy, gdy usłyszała dźwięczny śmiech Rayny.
            -Biedna ptaszynka, nawet nie wie, po co została tu zaciągnięta. – Ucichła na chwilę. – Nigdy nie zastanawiałaś się, czemu jesteś jedynym dzieckiem Zeusa, który został tu zaciągnięty? Jedynym człowiekiem, który może tu przebywać? Jedyną osobą, której dobrowolnie powiedzieli, kim są? Nie zdziwiło cię to?
            Delia zobaczyła jak Cam przewraca oczami. Twarzy Dan nie widziała.
            -Powiedz jej to, bez tych bezsensownych pytań. I tak nie będzie w stanie na nie odpowiedzieć.
            Rayna zrobiła taką minę, jakby przerwano jej w czymś naprawdę ważnym.
            -Ptaszynko, to ty jesteś Księżniczką Przeklętych.
            Choć Dan stała do niej bokiem, to widziała, jak jej oczy zrobiły się nagle wielkie, a buzia otworzyła się lekko. Po tym nagle jej policzki zrobiły się czerwone jak burak. Delia domyśliła się, że musiało do niej dotrzeć, dlaczego Shane kręcił się w około niej.
            -To nie możliwe – zaczęła zaprzeczać prawdzie. – Ja…ja jestem tylko człowiekiem. Mam na imię Dan. Ja… ja jestem tylko córką Zeusa. Ja nie jestem…
            Cam prychnął.
            -Gówno prawda – syknął w jej stronę. – Jesteś Danea i jesteś Przeklętą. Córką Zeusa też nie jesteś. To wszystko było zmyślone. Twoi rodzice zgodzili się na odegranie tej całej szopki tylko po to, aby inni Przeklęci i Odwierni mieli do ciebie dostęp.
            Delia nie zazdrościła Dan tych nowości. Sama chybaby padła trupem, gdyby dowiedziała się tylu ważnych dla jej życia rzeczy, chociaż, Danei one już się nie przydadzą. Za chwilę przecież ma umrzeć.
            Jak na zawołanie Cam zerwał się ze swojego miejsca i wykręcił Dan ręce. Odwrócił ją w taki sposób, że teraz stała przodem do Deli. Tamta naprawdę musiała użyć dużo siły, aby nie odwrócić wzroku od przestraszonych niebieskich oczu Dan.
            -Mogę już stąd iść? – zapytała. – Zrobiłam już to, o co mnie prosiliście.
            Cam zaśmiał się, co zdezorientowało Delie. Rayna podeszła do niej bliżej.
            -Oczywiście, że nie możesz stąd wyjść. Nie chcemy przecież, aby wpadł ci do głowy jakiś głupi pomysł, aby powiadomić Shanea, gdzie jest jego Księżniczka. Zostaniesz tutaj i popatrzysz jak nasza Danea ginie.
            Delia przełknęła głośno ślinę, co nie omieszkała zobaczyć Rayna. Uśmiechnęła się do niej paskudnie, ale na szczęście już nic nie powiedziała. Zmusili ją, aby patrzyła jak ginie jej Księżniczka. Od razu zaczęła żałować swojego uczynku. Chciała nawet wydostać się stamtąd, ale jak się okazało, że któreś z nich użyło iluzji na pokój, przez co Delia nie była pewna, gdzie znajdują się drzwi. Została więc zmuszana, do pozostania w tym pokoju i wysłuchania agonicznych jęków Dan.
            Pierwszą rzeczą, którą zrobili, to położyli Dan na dziwnym wysokim łóżku, a całe jej ciało opletli grubymi pasami unieruchamiając ją. Do ust włożyli knebel, aby nie przegryzła sobie języka. Po tym nagle Rayna przysunęła do tego łóżka stolik, którego wcześniej Delia nie zauważyła. A na nim leżały różne rodzaje noży. Od tych najmniejszych, aż po takie, które bez problemu odrąbałyby nogę. Na niższej półeczce ów stolika leżał ogromny miecz w pochwie. Delia zobaczyła też tubkę przedziwnego preparatu. Kojarzyła go, kiedyś ktoś jej o nim opowiadał. Był to środek z odleglej przyszłości, które bez problemu tamował krew wypływającą z ran.
            Tą całą maskaradę zaczęła Rayna. Wzięła ze stolika średniej długości nożyk. Popatrzyła przez chwilę na niego.
            -Życzę miłych cierpień, Księżniczko.
            Po tym bez żadnego ostrzeżenia przyłożyła go do jednego z placów Dan i odcięła go. Delia nie była wstanie na to patrzeć, od razu odwróciła wzrok. Zdążyła jednak jeszcze zauważyć, jak strumień krwi dopada podłogi, a jej palec upada zaraz obok. Słyszała przeraźliwy krzyk Dan. Rayna najwidoczniej musiała każą taką ranę psikać tym preparatem, gdyż katusze, które zadawali wraz z Camem, Dan trwały bardzo długo. W normalnych warunkach wykrwawiłaby się. Najpierw odcięli jej palce z obydwu rąk, a po tym też nóg. To dla Rayny najwidoczniej było mało, bo po tym zabrała się za odcinanie ręki. Nie zrobiła jednak tego za jednym zamachem, tylko po kawałeczku tak, aby zadać jak najwięcej cierpień. Na samym początku Dan krzyczała tak przeraźliwie, że Delia aż dziwiła się, że nikt z góry tego nie słyszy. Po tym jednak jej jęki zaczęły robić się coraz cichsze. Dziewczyna raz po raz zerkała na jej sylwetkę. Oprócz tego, że Dan wyglądała strasznie, to jeszcze żyła. W końcu, gdy Raynie znudziła się ta cała zabawa, wzięła ogromny miecz i bez skrupułów odcięła nim głowę Dan tak, jak Hermes jakiś czas temu Afrodycie. Delia odetchnęła z ulgą. Koniec krzyków, koniec cierpienia tej dziewczyny.
            -Czy to nie było piękne? – zapytała Rayna, wycierając ręce w ręcznik.
            Delia spojrzała na nią próbując za wszelką cenę ominąć wzrokiem trupa bez głowy.
            Jej umysł jednogłośnie stwierdził, że Rayna jest naprawdę popaprana.
            -A no właśnie, zapomniałam ci coś powiedzieć, kochana Delio. Postanowiłyśmy z Tori, że nie zrobimy nic Tommiemu. Mam jednak zamiar opowiedzieć mu o tym wydarzeniu. Że aby go ratować oddałaś Księżniczkę w nasze ręce. Coś czuję, że cię znienawidzi, bo on naprawdę całym sercem jest po jej stronie.
            Delia wpatrywała się przez chwilę w Rayne, ale nie zauważyła na jej twarzy żadnych oznak tego, że mogła kłamać. Nie wytrzymała. Usiadła gwałtownie pod ścianą, a z oczu pociekły jej łzy. Wszystko jak zawsze się waliło.

            W tym samym czasie kilkadziesiąt metrów nad pomieszczeniem, w który odegrała się ta masakra, znajdował się pokój Shanea. Chłopak leżał na swoim łóżku wpatrując się w sufit. Nigdy wcześniej nie myślał, że gdy będzie miał dzień wolny od pracy będzie się tak nudził. Po pierwsze najgorszą dla niego rzeczą było to, iż choć Hermes stracił swój urlop to i tak Zeus zażądał, aby nadal pełnił funkcje jego pomocnika. Jemu to się nie podobało, bo Herms próbował wykorzystywać ten fakt na wszystkie możliwe sposoby. To kończyło się zazwyczaj tym, że to on roznosił wszystkie paczki, choć nie powinien już tego robić. Przez to też miał strasznie mało czasu dla siebie, co również oznaczało, że mniej czasu na pogodzenie się z Dan. W ogóle to on nie wiedział jak powinien to zrobić nie wyjawiając prawy o jej pochodzeniu. Dziewczyna w ogóle nie chciała się z nim spotkać, a już tym bardziej wysłuchiwać przeprosin i tłumaczeń. Z wielką chęcią poprosiłby Adriana, Maxa albo Elaine, aby załatwili to za niego, ale w tym właśnie momencie pojawiał się kolejny problem. Ta trójka była na niego cholernie wściekła. Elaine i Max o to, że przez niego Dan również nie chciała z nimi rozmawiać. Adrian głównie o to, że Shane obwiniał o ta całą zaistniałą sytuację Domino. Akurat w tym jednym uważał, że nie popełnił błędu. Wszystkiemu winna była Domino. Gdyby nie to, że w ogóle się tu pojawiła, nie doszłoby do tego wszytego. No, ale oczywiście postanowiła się pojawić i zniszczyć wszystko, co do tej pory budowali. Cholerna mała gówniara. Właśnie przez to nie miał co ze sobą zrobić, osoby z którymi mógłby spędzić czas były na niego śmiertelnie wściekłe.
            Przez większość dnia przechadzał się po okolicy próbując w jakikolwiek sposób zabić czas. Po tym, gdy jednak stwierdził, że i tam jest nudno, ruszył do swojego pokoju i lęgnął na łóżku. Niestety to leżenie wcale nie było lepsze od chodzenia. Wtedy, chociaż nie musiał myśleć, teraz jednak wszystkie problemy wróciły niego ze zdwojoną siłą. Rzeczą, która najbardziej go bolała był fakt, że następnego dnia Dan postanowiła opuścić Olimp. Wiedział, że w końcu musi to nastąpić, ale nie wiedział, że aż tak szybko. Po tym niestety też podsłuchał rozmowę Zeusa z Hermesem o tym, że dziewczyna nie ma najmilejszego zamiaru już tu wrócić. Ta informacja była niczym sztylet wbity w jego serce. Nigdy nie spodziewał się usłyszeć takiej informacji. Ba, nie chciał jej usłyszeć, choć uważał, że jest to najlepszy sposób, aby była bezpieczna. Na ziemi nie było żadnych Przeklętych, którzy mogliby zabić dla Tori. Owszem mogła wykorzystać człowieka, tak jak zabiła Alexis Gray, ale Shane czuł, że tym razem tego nie zrobi. Była zbyt dumna na taki krok. Na ziemi w jakichkolwiek czasach byłaby bardziej bezpieczna niż tu, wśród Przeklętych, no chyba, że kolejny Odwierny zechce pomóc Tori. W to jednak wątpił. Był pewny, że wszyscy zapamiętają lekcję, którą pokazał im Zeus, gdy dowiedział się o zdradzie Afrodyty. Nie ma wśród nich miejsca dla zdrajców. Jedynym dostatecznie dobrym dla nich miejscem są zaświaty.
            Oprócz tego Shane od samego rana odczuwał dziwne obawy. Nie wiedział tylko, przed czym. Był pewny, że z Dan nic się nie dzieje, bo przecież zaglądał do niej kilka razy tego dnia, aby sprawdzić, czy nic jej się nie stało. Dziwne uczucie jednak go nie opuszczało.
            Tę chwilę pełną zadumy przerwało pukanie do drzwi.  Zdziwił się słysząc je, ale i tak podniósł się ze swojego miejsca i ruszył w stronę drzwi. Gdy je otworzył nikogo tam nie było. Za ziemi pod jego drzwiami stało ogromne pudełko zawiązane niebieską wstążką. Patrzył na nie przez chwilę marszcząc brwi. Czyżby Hermes pomylił pokoje? Wzruszył jednak ramionami i podniósł je i wniósł do środka. Pudełko wcale nie był takie ciężkie, jak się spodziewał. Jednak, gdy złapał jego spód poczuł coś lepkiego i mokrego. Uniósł rękę do oczu, aby sprawdzić, co to takiego. Zbladł na chwilę widząc na niej czerwoną maź. Niewiele myśląc, na przykład o zamknięciu drzwi, jednym szarpnięciem zerwał wstążkę i otworzył pudełko. Dopiero wtedy dotarło do niego, dlaczego miał cały dzień te dziwne wachania nastrojów. Opuścił gwałtownie pudełko na ziemię, które uderzyło w nią z cichym hukiem. W tym samym momencie głowa Danei, która znajdowała się w środku wypadła ze środka i potoczyła się po podłodze zostawiając krwawe smugi.
            -I co, nie podoba ci się nasz prezent?
            Shane gwałtownie odwrócił głowę w stronę głosu. Zobaczył opartego o framugę Cama. Potrzebował wiele energii, aby powstrzymać się przed rzuceniem na niego. Oczywiście to on musiał za to odpowiadać. Był chyba jedynym parszywcem, który byłby wstanie w taki sposób potraktować innego człowieka. On i Rayna.
            -Ty piepszony, głupi… - zaczął, ale tamten przerwał mu tą wymianę wyzwisk głośnym śmiechem.
            -I co? Fajnie jest poczuć, jak czyjeś życie ucieka ci przez ręce, co? Fajnie jest patrzeć, jak umiera ci ktoś bliski? – Ucichł. – Ty zawsze miałeś wszystko. Tori zawsze skakała w około ciebie, jak kura w około swojego jajka, choć ty widząc jakąkolwiek dziewczynę chciałeś z nią uciec jak najdalej. Zawsze odbierałeś mi wszystko, to ja zawsze byłem ten gorszy. Teraz ty, choć przez chwilę możesz poczuć gorycz przegranej.
            Shane nie wytrzymał. Zamachnął się w jego kierunku celując w szczękę. To był jego pierwszy błąd. Może i Cam wyglądał jak patyczak – wysoki i chudy jak kij, ale to nie oznaczało, że nie potrafił pokonać Shana. Już kiedyś, dawno temu wypracował sobie sposób, aby go pokonać. On najwidoczniej o tym zapomniał. Jego pięść dosięgnęła szczeki Cama, ale właśnie o to chodziło. Ten w tym samym momencie uderzył pięścią w potylicę, a jedna nogą podciął go. Shane wylądował na ziemi twarzą odwróconą ku głowie Danei. Przez chwilę patrzył w jej szeroko otwarte, martwe oczy, zastanawiając się, ile musiała wycierpieć za nim odcięli jej głowę. Dopiero po tym poczuł ból z tyłu głowy i zobaczył czerń, która zaczęła zachodzić mu przed oczy. Odepchnął ją od siebie i próbował wstać. To właśnie jego starania można było nazwać tylko próbowaniem, bo za każdym razem, gdy odkleił się od ziemi, choć na centymetr Cam podarowywał mu takiego kopniaka, że po chwili zrezygnował już z tych starań. Przez chwilę poczuł się jak dawniej, gdy jeszcze nie poznał jego Księżniczki. Gdy każda kłótnia z Camem kończyła się w taki sposób dla którejś ze stron. Najczęściej dla blondyna, bo był drobniejszy, ale nie raz nie dwa udało mu się powalić i jego na ziemię i obłożyć kopniakami. Przez chwilę nawet miał wrażenie, że za chwilę do pokoju wpadnie Tori, krzycząc, że są dziećmi, które nie potrafią się zachować. Wiedział jednak, że to się nie stanie.
            Cam ukucnął obok niego plując mu w twarz.
            -Ciekawe, jak wyglądałby nasze życie, gdybyś wtedy nie postanowił zdradzić Tori i uciec wraz z Daneą.
            Nie oczekiwał jednak odpowiedzi, bo z całej siły, jaką jeszcze posiadał uderzył go w skroń. Dopiero wtedy czerń pochłonęła go całkowicie.

            25 lipca 1923r; Sopot, Wolne Miasto Gdańsk
            -Proszę pani – zaczęła piętnastoletnia dziewczyna przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą – my chyba powinniśmy już stąd iść.
            Czuła jednak w kościach, że kobiety nie da się przekonać. W sumie nie kobiety, a dziewczyny niewiele starszej od niej, ale piętnastolatka nie chciała być niemiła. Patrzyła z przestrachem jak upieczona mamusia ściska w swoich drobnych rękach dziecko, które przed chwilą urodziła. Sama kiwała się w przód i w tył, jakby w ten sposób chciała sprawić, aby dziecko nigdy się nie obudziła. Piętnastolatka jednak wiedziała, że to nie powód. Tamta miała naprawdę złą przeszłość, o której chciała zapomnieć. Jej jednak nie interesowało to, jaka była jej przeszłość, interesowała ją tylko teraźniejszość. Do tej pory pamiętała, a nie było to zbyt dawno, zaledwie dzień temu, jak Zeus się wściekł o to, że Danea została zabita pod jego nosem. Był tak wściekły, że zapomniał najwidoczniej o tym, że powinien zająć się przyszłym wcieleniem Księżniczki, aby przenieść ją w jakieś bezpieczne czasy. Widać jednak, że się zapomniał, bo Danea urodziła się w okresie między wojennym.
            -My naprawdę musimy już stąd iść – powtórzyła ponownie, ale wątpiła, aby do tamtej cokolwiek dotarło.
            Z przestrachem zerkała cały czas w stronę drogi, jakby dało się zobaczyć, czy coś stamtąd nadjeżdża. Czuła też, że ktoś przez cały czas ich obserwuje. W tej chwili znajdowały się w jakiejś szopie na jakimś zadupiu, gdzie nie było żadnych domów oprócz jednej starej chatki. Do tej pory piętnastolatka zastanawiała się, jak kobieta, która ma skurcze zdołała przebiec tak długi kawałek, aby dostać się tu. Było to dla niej niepojęte.
            Zeus ledwo się dowiedział, gdzie wyląduje Księżniczka dostał kolejnego ataku wścieklizny. Wyzywał wszystkich i wszytych obwinął za to, co się stało. Niech Przeklęci cieszą się, że ich już tam nie było, bo im oberwałoby się najbardziej. Pewnie wszystkim, a nie tylko tym, co zabili Księżniczkę. Gdy już z lekka ochłoną, zażądał, że skoro sami Przeklęci nie potrafią pilnować swojej Księżniczki to najwidoczniej muszą to zrobić Odwierni. Dziewczyna miała trochę inne zdanie na ten temat, ale nie wypadało się sprzeczać z Zeusem. To ona została przydzielona do Danei jako pierwsza, miała zadbać o jej bezpieczeństwo w najmłodszych latach. Dlatego też ganiała za jej przyszłą mamusią przez pół miasteczka, aby w końcu odnaleźć ją na tym miejscu.
            Dziewczyna po raz tysięczny poprosiła kobietę, aby się stamtąd ruszyły, ale do niej nic nie docierało. Po raz kolejny zerknęła też w stronę drogi. Zadrżała przerażona, gdy usłyszała dźwięk jadącego samochodu. Wiedziała, kto to był.  Niczym strzała podbiegła do matki i wyrwała jej z ręki dziecko. Kobieta zaczęła krzyczeć w jej stronę, ale była na tyle słaba, że nie potrafiła wstać o własnych silach i odebrać jej dziecko. Piętnastolatka schowała je za pokaźną kupkę drewna mając nadzieje, że Księżniczce nie zechce się teraz obudzić i zacząć ryczeć. Ledwo odsunęła się na kilka kroków do stosu, do środka wtargnęło dwóch uzbrojonych milicjantów. Rozejrzeli się szybko po pomieszczeniu, a gdy ich wzrok natknął na młodą matkę uśmiechnęli się parszywie. To jej szukali. Choć Wolne Miasto Gdańsk miało być pozbawione jakichkolwiek zewnętrznych wpływów, to i tak większość władzy stanowili tu Niemcy. Ubzdurali sobie, że rodzina ów dziewczyny jest w kontaktach z władzami Polski.  Większość jej członków wybili jakiś miesiąc temu, zostawiając ją i jej młodsze siostry przy życiu. Teraz jednak najwidoczniej zechcieli je również zabić.
            Nie patyczkowali się zbytnio. Jeden z nich wyjął pistolet i bez żadnego ostrzeżenia strzelił w jej stronę. Kula wylądowała dokładnie na środku jej czoła. Piętnastolatka od razu odwróciła głowę, nie chcąc oglądać rozbryzganej krwi z kawałkami mózgu. Teraz musiała zadbać o własną skórę, bo mężczyźni właśnie zorientowali się, że i ona jest w tym pomieszczeniu. Od razu wiedziała, że nie zdoła przed nimi uciec z dzieckiem. Nie mogła też zostać w tym miejscu, bo i tak była pewna, że ja zabiją. Postanawiała to przyspieszyć, modląc się przy okazji, aby ten hałas nie obudził dziecka. Rzuciła się w stronę najbliższego funkcjonariusza i  pięścią uderzyła go w twarz. To wystarczyło, aby mężczyzna z furią wymalowana na twarzy wykręcił jej rękę i przyłożył pistolet do czoła.
            -Parszywe, niemieckie psy – wysyczała w ich stronę w ich ojczystym języku, co tylko przyspieszyło ich reakcję.
            Dziewczyna po raz ostatni spojrzała w stronę drogi i miała nadzieję, że się nie myliła i że naprawdę tam ktoś siedzi i ich obserwuje. Miała też nadzieję, że nie okaże się jakimś łajdakiem i zajmie się dzieckiem.
            Odwierna miała rację, w krzakach całej tej scenie przyglądał się jeden z Przeklętych. Nie odwrócił wzroku, gdy czarownica spojrzała w jego stronę, doskonale zrozumiał przekaz. Nie mógł jednak podejść bliżej, bowiem Zeus znów uaktywnił barierę na Księżniczce. Pozostawało mu tyko czekać i użyć swojej iluzji do tego, aby zakryć nią dziecko. Mężczyźni rozejrzeli się jeszcze po szopie, po czym wyszli zostawiając tam dwa trupy. Gdy chłopak był pewny, że są już na tyle daleko, aby niczego stąd nie usłyszeć, uwolnił dziecko od iluzji. Jak się okazało niemowlę nie spało. Wręcz przeciwnie płakało i krzyczało naraz, jakby ktoś obdzierał je ze skóry.
            Chłopak przez chwilę zbierał energię. Wbrew temu, co się mówili, iluzja była bardzo wyczerpująca szczególnie, gdy używało się jej na kimś innym. A już szczególnie, gdy uciszało się też wszystkie dźwięki.
            Dopiero wtedy, gdy zebrał wystarczającą ilość energii w swoim organizmie użył jej na starszego mężczyznę mieszkającego w chatce nieopodal. Wywabił go z domu i poprowadził w stronę tej szopy. Siwy mężczyzna nie potrzebował zachęty, gdy usłyszał płacz dziecka. Zatrzymał się na chwilę przerażony widząc ciała na ziemi, ale od raz też ruszył w stronę, gdzie leżała Księżniczka. Wziął ją na ręce, po czym ruszył z powrotem do swojej chatki.
            Chłopak odetchnął z ulgą, gdy usłyszał trzask zamykanych drzwi. Na razie miał jeden problem z głowy. Gorzej będzie, gdy okaże się, że ów starsze małżeństwo nie będzie chciało zając się dzieckiem. Ale to też nie był problem, zawsze można było znaleźć kogoś innego.

            Uśmiechnął się pod nosem, a jego czarne oczy zabłysły rozbawione. Sam zajmie się tym dzieckiem, ale jeszcze nie teraz. Poczeka aż bariera opadnie. Wychował już jedną dziewczynkę, druga mu przecież nie zaszkodzi.
Koniec Księgi III
***
Nie bijcie, ja nie jestem niczemu winna!!!!!!! oczywiście mowie o treści tego na górze xd Już wszystko tłumaczę. Za zabójstwo Danei wincie naszą kochaną MIVE bo to ona wymyśliła taką śmierć dla naszej bohaterki. Za pobicie Shana możemy podziękować Anay, bo mnie ładnie o coś takiego poprosiła xd oczywiście to taki żarcik, ona nie jest niczemu winna.

Mam do was pytanko, zna może ktoś z was kogoś kto byłby wstanie wykonać dla mnie nowy szablon i  to w miarę szybko? już chciałabym dodać kolejny rozdział dla was! Jeżeli kogoś takiego znacie to piszcie śmiało;) oczywiście z wielką chęciom poprosiłabym tą samą osobę, co zawsze, ale głupio mi po raz kolejny wpychać się po za kolejkę...

No dobra to chyba na tyle. Zresztą nie jestem pewna zbyt późna godzina na myślenie xd
pozdrawiam

3 komentarze:

  1. Ty chamie niemyty!!!! Od razu całe cierpienie Dan jest moją winą. Prawda, że podrzuciłam ci taki pomysł, ale tylko na żarty, a nie żebyś do razu wsadzała go do rozdziału.
    A co do jej nowego życia już nie mogę się doczekać min twoich czytelniczek kiedy się o tym dowiedzą:-P
    Wiem, wiem dzisiaj będzie krótko, zwięźle i na temat, bo przecież shur sam się nie zrobi, a ty jesteś zbyt leniwa, żeby ruszyć tą swoją dupę:-P
    Z poważaniem your little sister :-P

    OdpowiedzUsuń
  2. Chciałam zaprosić do mnie na bloga, gdzie obecny motyw to księżniczka. A to właśnie hasło wpisane w Google sprowadziło mnie na tego bloga. Mój blog wierszem ukazuje między z wielu bajek, baśni, ale także i filmów. Zapraszam, więc wszystkie duże i małe księżniczki do czytania pojedynczych wątków, versemovie.blog.pl

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapraszam po odbiór zamówienia ;)
    [Imperium Grafiki]

    OdpowiedzUsuń

wykonała Anaya