sobota, 29 czerwca 2013

III. Rozdział 4

„W strachu kryje się zazdrość”
Lauren Kate

            Dla Dan wystarczył tylko jeden nieprzespany wieczór, aby polubić Domino. Oczywiście mała czarownica nawet nie wiedziała o tym, co dzieje się w głowie dziewczyny. Dan po tym, jak wysłuchała jej opowieści, nie mogła zasnąć, non stop odtwarzała sobie jej słowa w głowie, nie mogąc zrozumieć, czemu Sebastian ją okłamał. Przez chwilę nawet zaczęła obwiniać o to Domino, po chwili jednak skarciła się za te myśli. Ona przecież nie była winna temu, co zrobił Sebastian. Dlatego też postanowiła następnego dnia zbliżyć się do niej. Sama Domino była naprawdę zdziwiona zachowaniem Dan, ale nie komentowała go w żaden sposób i pozwalała Dan na to, aby zabierała ją na spacery i non stop obsypywała pytaniami. Niektóre z nich były błahe, na przykład dotyczyły ulubionego koloru. Inne natomiast były związane z jej mocą i rzeczami, które była wstanie wykonać. Nanie mała odpowiadała półsłowami, nie mówiąc do końca tego, co powinna. Dan jednak wybaczyła jej to. Domyśliła się, że mała, tak samo, jak ona, dziwnie poczuła się w tym nowym miejscu.
            Po tym, co stało się poprzedniego dnia, Zeus wściekł się nie na żarty. Najpierw zrobił awanturę Elaine, a po tym jeszcze samej Dan, która była najmniej temu wszystkiemu winna. Jednak nie w postrzeganiu Zeusa. Znów dostała zakaz na wychodzenie z budynku bogów. Po prawie piętnastu minutach błagania, bóg złagodził swoją karę i pozwolił jej opuszczać go z kimś u boku. Nie mógł być to jednak żaden Przeklęty, bo oni już zawiedli jego zaufanie. Miał to być albo jeden z bogów, albo Odwierna.  Dan to postanowienie w pełni pasowało. Domino może nie była Odwierną, ale była czarownicą, a to wystarczyło, aby ją kwalifikować do tego zadania. Oczywiście nie powiedziała o tym Zeusowi, bo wiedziała, że on miałby jeszcze dziesięć tysięcy „ale” co do tego planu, a ona nie chciała spędzić kolejnej godziny na przesłuchaniach u niego. Uśmiechnęła się więc ładnie do Aresa i wysłała go, aby przekazał Zeusowi jej decyzje.
            Większość czasu, który spędzała na zewnątrz minęło jej w spokoju. Nie natknęła się ani na Cama, ani na Raynę, a co najważniejsze, nigdzie nie zobaczyła Sebastiana. Spotkania z nim obawiała się jeszcze bardziej niż z tamtą dwójką Przeklętych. Po nich wiedziała, czego ma się spodziewać, a po nim już nie. Spokój tego dnia został naruszony wieczorem, gdy słońce prawie zniknęło z horyzontu . Domino została wezwana do Zeusa. Dan przez chwilę zastanawiała się, czy to wszystko przez jej plan. Afrodyta, która przekazała jej tę wiadomość, uspokoiła ją jednak. Chodziło tu o ceremonię, jaką powinna przejść każda czarownica, która ma stać się Odwierną.
            Gdy weszła do wielkiej sali obrad, tylko dzięki rączce Domino, kurczowo zaciśniętej na jej, nie wycofała się do wyjścia. W pomieszczeniu bowiem były osoby, z którymi nie chciała się spotkać. Jej wzrok najpierw padł na najbardziej oddalony kąt pomieszczania, gdzie były ustawione krzesła. Na kilku z nich siedzieli już ludzie. Pomiędzy nimi Dan zobaczyła Cama i Raynę uśmiechających się do niej z wyższością, gdy weszła na sale. Gdzieś obok nich zobaczyła Alice, która nie wiedziała, co ma ze sobą zrobić. Czy usiąść obok nich i otwarcie przyznać się, że niestety jest zmuszona stać po ich stronie, czy może lepiej przez najbliższą godzinę stać pod ściana i poczekać, aż tylko ścierpną jej nogi. Po jej minie Dan domyśliła się, że wybrała tę drugą opcję.
            Po drugiej stronie sali, bliżej miejsca, gdzie stała, zobaczyła Elaine, Adriana i jeszcze kilku Przeklętych znajdujących się po stronie Księżniczki. Po między nimi zobaczyła też Sebastiana, przez co omal nie udławiła się własną śliną. Wiedziała, że zaraz po zakończeniu tego dziwnego spotkania, będzie chciał z nią porozmawiać.
            Afrodyta, która szła przez całą trasę za nimi nachyliła się lekko nad Domino i szepnęła jej gdzie powinna iść. Dziewczyna spojrzała niepewnie na krzesło ustawione na środku sali, ale posłusznie puściła rękę Dan i ruszyła w tamtą stronę. Ją natomiast Afrodyta popchnęła w stronę krzeseł ustawionych najbliżej, gdzie siedzieli Przeklęci Księżniczki. Dan przysiadła na najbliższym, które było akurat koło Adriana. Nie odezwała się jednak do niego, jeszcze nie wiedziała, jak powinna zachować się w jego obecności. Bądź, co bądź, on też ją okłamał. Na pewno wiedział o tym wszystkim, ale nie powiedział jej nic na ten temat. Adrian najwidoczniej doszedł do podobnego wniosku, bo też nie odezwał się do niej ani razu, za co była mu wdzięczna.
            Gdy Zeus wstał ze swojego miejsca, wszyscy ucichli. Patrzyli na niego, czekając na to, co powie. On jednak nie zwrócił się do Przeklętych, jego wzrok skierował się w stronę Domino. Dan widziała nawet z tej odległości, że ręce jej drżą, a prawa noga podskakuje lekko na posadce. Zeus gestem ręki poprosił ją, aby wstała. Dziewczyna zrobiła to bardzo powoli, jakby bała się, że nogi jej nie utrzymają. Po tym jeszcze wolniejszym krokiem podeszła do niego.
            Dan już kiedyś była na podobnej uroczystości. Tamte dzieci jednak były o dwa lata starsze od Domino i przed ceremonią doskonale wiedziały, co je czeka. A ona nie wiedziała nic. Zeus miał teraz sprawdzić, jak silna jest, aby po tym móc przydzielić ją do jakiegoś zadania.
            Gdy dziewczyna podeszła do niego, Zeus wyciągnął rękę przed siebie, a ona niepewnie przyłożyła swoją do jego. Wyglądało to dosyć śmiesznie, jej była prawie trzy razy mniejsza. Bóg na chwilę zamknął oczy, gdy jednak je otworzył, stało się coś dziwnego. Ich połączone ręce zaczęły świecić jasnym blaskiem. Gdy Dan widziała to trzy lata temu, światło zazwyczaj było ledwo widoczne. Teraz jednak świeciło tak silnym blaskiem, że bez problemu mogło robić za lampę podwieszoną nad sufitem. To zjawisko zdziwiło wszystkich w takim samym stopniu. Większość bogów patrzyła na to szeroko otwartymi oczami, jakby nigdy nie spodziewali się czegoś takiego. Zeus jednak tylko lekko się uśmiechnął. Wtedy nagle ich ręce przestały się świecić. Światło jednak nie zniknęło. Teraz bardzo powoli pełzło po ciele Domino, tworząc jasno świecący kokon. Przez chwile nic się nie działo, za co Dan była naprawdę wdzięczna. Szybko jednak okazało się, że nie miała racji.
            Domino nagle zaczęła coś szeptać. Dan nie słyszała z tej odległości, co, ale wystarczyła jej mina Zeusa, aby przekonać się, że nie tego się spodziewał. Patrzył na nią szeroko otwartymi oczami tak, jak jeszcze chwilę temu inni bogowie. Nadal jednak trzymał jej rękę, przez co to dziwne zjawisko jeszcze się nie skończyło. Głos Domino stawał się coraz głośniejszy. Dan zaczynała rozumieć pojedyncze słowa, ale nadal brak im było sensu.
            W pewnym momencie dziewczyna po prostu ucichała. Cisza, która odbijała się od ścian, aż raziła w uszy. Wtedy Domino znów zaczęła mówić. Tym razem jednak robiła to bardzo powoli i głośno, tak, aby każdy na sali zdołał usłyszeć jej słowa.
Niech przeznaczenia zadość się stanie, gdy
Miedziana pani pamięć swą odnajdzie,
Zamkniętą w głębinach jej świadomości,
Przywróconą dzięki głupocie nieznanej.
Miecz złoty ukryty w dziwnym miejscu
Ni to pod nosem, ni to daleko,
Zamknięty w jaskini, przykuty do skały,
Niewidomy dla oczu ludzi nieznanych.
Czeka tylko aż jedno z władców –
Pani piękna o szkaradnym obliczu
Lub pani miedziana nieświadoma kary –
Stoczą bój o niego na równinach białych.
Jedna polegnie, lecz druga w swej chwale
Przeniesie wszystkich do krainy nieznanej
Gdzie przeznaczenie kołem się zatoczy, a
Przebaczenie wybranych swą mocą otoczy.
Uciec się nie da, lecz zakończyć – owszem,
A każdy nagrodę otrzyma od losu zasłużoną.
            Dan nie zrozumiała sensu tych słów. Cała sala chyba jednak tak. Adrian siedzący obok niej głośno wypuścił powietrze z ust. Rayna wyglądała, jakby zobaczyła jakąś najdziwniejszą rzecz na świecie. Usta miała szeroko otwarte, a jej oczy chyba nie mogły już być większe. Reszta zareagowała podobnie. Nawet Zeus w końcu puścił rękę Domino, wpatrując się w nią dziwnym spojrzeniem. Dziewczyna przez chwilę chwiała się na nogach, a po tym upadała zemdlona na ziemię. Dan chciała się zerwać i pobiec w jej stronę, ale pierwszy zrobił to Adrian. W mig pojawił się koło niej i zaczął sprawdzać, czy nic jej się nie stało. Zeus nawet nie zwrócił na to uwagi. Nadal patrzył na nią z niedowierzeniem na twarzy. Po tym nagle wybuchnął głośnym śmiechem. Wszyscy popatrzyli na niego, nie bardzo wiedząc jak mają go interpretować.
            -Coś czuję, że niedługo będę musiał dostawić tu jeszcze jeden tron.
            Dan miała nadzieje, że źle zrozumiała jego wypowiedź. Nie zdążyła jednak niczego zrobić, gdyż ten machnął ręką i kazał im wszystkim opuścić sale. Pierwszy zrobił to oczywiście Adrian, który, trzymając Domino na rękach, pobiegł w kierunku pokoju uzdrowicielki. Reszta ruszyła za nim, jakby nie mogła się doczekać, aż opowiedzą o tym, co się tu wydarzyło innym. Dan robiła to wszystko, bo nie chciała rozmawiać z Sebastianem, który uparcie szedł za nią.
            Gdy większość osób, które szły zaraz za nimi, zniknęło w krętych korytarzach, Sebastian złapał ją za rękę.
            -Możemy porozmawiać? – zapytał, ale po tonie jego głosu było wiadomo, że to nie było pytanie, a raczej stwierdzenie faktu. Nawet mimo to Dan kiwnęła głowa. Musiała w końcu ustalić, na czym stoi.
            Sebastian stał przez chwilę w ciszy, jakby zastanawiał się, od czego powinien zacząć tę rozmowę.
            -Dan, słuchaj, chciałbym cię przeprosić. Ja wiem, że możesz być na mnie zła, bo nie powiedziałam ci do końca prawdy, ale…
            Dan jednak nie dała mu skończyć tego zdania.
            -A o którym z twoich kłamstw mówimy? – zapytała z grobową miną. Twarz Sebastiana lekko zbladła. – O tym, że powiedziałeś, że Domino nigdy się nie narodziła, czy może o tym, że tak naprawdę nie masz tak na imię? Czy może jednak chodzi ci o to, że jestem dla ciebie tylko zabaweczką, bo aktualnie nie masz dostępu do swojej dziewczyny?
            Sebastian otworzył szeroko oczy. Dan przez chwilę zastanawiała się, na które z tych nowin tak zareagował. Po chwili już wiedziała. Musiało chodzić o to ostatnie, to o tej zabawce.
            -Skąd ty… - znów zaczął, ale nie skończył. Tym jednak razem to nie Dan mu przerwała, tylko sam nie był wstanie dokończyć tego pytania.
            Dan poczuła strach, ale wiedziała, że musi w końcu dowiedzieć się prawdy.
            -Mam do ciebie jedną prośbę. Chociaż raz odpowiedz mi na wszystkie moje pytania, nie kłamiąc przy okazji.
            Nie skomentował tego w żaden sposób, nawet się nie odezwał. Dan jednak wiedziała po jego minie, że jej słowa dotarły do niego ze zdwojoną siłą. Była też pewna, że na pewno jej nie okłamie nawet, jeżeli prawda miałaby pogrążyć ich oboje.
            -Czy to prawda, że doskonale wiedziałeś, że Natasha nie usunęła ciąży, że urodziła ci córkę? Że widziałaś się z Domino kilka razy po tym, jak powiedziałeś mi, że nigdy jej nie spotkałeś i nie spotkasz?
            Przez chwilę zrobiło się jej go żal. Było widać, że te wszystkie kłamstwa, którymi karmił ją przez lata, zaczynają go przytłaczać. Powstrzymała się jednak od zrobienia czegokolwiek. Czekała tylko na wyjaśnienia.
            Sebastian spuścił głowę, ale nawet mimo tego odpowiedział na jej pytania zgodnie z prawdą.
            -Wiedziałem, że Natasha w życiu nie usunęłaby ciąży. Ona zawsze kochała dzieci i nawet podczas depresji nie byłaby wstanie tego zrobić. – Ucichł. Dan na końcu języka już miała pytanie, które pojawiło się w jej głowie, ale nie zdążyła go wypowiedzieć, bo on ją uprzedził. – I poprzedzając twoje pytania, tak, widziałem się z Natashą jeszcze zanim się zabiła. Niestety miała już tak zniszczoną psychikę, że na mój widok zaczęła krzyczeć, jakby zobaczyła samego diabła. – Dan chciała powiedzieć, że za wiele się nie myliła, ale powstrzymała się.  – Tak naprawdę w ogóle nie chciałem ci mówić o tym, że znałem kogoś takiego jak Natasha Gray, ale przez Elaine i jej długi język, musiałem nagiąć trochę prawdę. Wcisnąłem ci wtedy bajeczkę o tym, że usunęła sobie dziecka, a nawet jeżeli nie, to i tak w życiu go nie spotkam. Poza tym widywałem się z Domino dość często w ostatnim czasie, bo, jak wiesz, Adrian walczył o jej adopcje. Było wiadomo, że zaraz po tym, jak uzyska papiery, zabierze ją tu, na Olimp, dlatego chciał za wszelką cenę, abyśmy się poznali i polubili jak córka z ojcem. Tyle, że ja nigdy nie myślałem o sobie jak o ojcu, a już tym bardziej nie chciałem mieć nigdy dziecka. Domino zresztą nigdy nie traktowała mnie jak rodzica. Ona od zawsze wolała Adriana i zawsze przy jakiejś większej kłótni krzyczała, że wolałaby, aby to on był jej ojcem, a nie ja. W sumie to miała trochę racji.
            Dan nie spodziewała się takiego długiego wywodu, ale była wdzięczna, że chociaż raz był chętny, aby wyznać jej prawdę. Odczekała chwilę i gdy była pewna, że zakończył już ten temat, przeszła do kolejnego oskarżenia.
            -Czy to prawda, że okłamałeś mnie również w kwestii swojego imienia? Masz naprawdę na imię Shane nie Sebastian?
            Na to pytanie odpowiedział jeszcze szybciej niż na poparzenie.
            -Tak. Tamto imię przypominało mi o wielu rzeczach, których kiedyś dokonałem. Podałem ci inne, bo nie chciałem abyś i ty postrzegała mnie źle.
            Dan zrozumiała jedno, nigdy nie usłyszała ani w opowieściach Adriana, ani w książce, którą od niego dostała, żadnej wzmianki o Sebastianie. Wcześniej nie zwracała na to zbyt dużej uwagi. Teraz jednak ten fakt zaczął mocno razić ją w oczy. Doszła do wniosku, że była głupia, od samego początku wszystkie fakty wskazywały na to, że on nie ma tak na imię, tylko, że ona nie była w stanie ich dostrzec. Poza tym zawsze, gdy pytała się o to, kim jest Shane, którego oczywiście było pełno w opowieściach Adriana, nigdy nie dostawała na to pytanie odpowiedzi. Teraz przynajmniej wiedziała, dlaczego.
            -Czy to prawda, że - zaczęła, a głos lekko jej zadrżał – kochasz Księżniczkę? Że jesteś ze mną tylko dlatego, że nie ma jej w pobliżu?
            Na tę odpowiedź musiała poczekać trochę dłużej. Najpierw patrzył na nią, jakby nie mógł uwierzyć, że w ogóle o to zapytała. Po tym jednak zaczął wpatrywać się w przestrzeń, szukając jakiś wskazówek.
            -Tak, to prawda, ale…
            Dan oczywiście nie chciała słyszeć jego wyjaśnień. Tyle jej wystarczyło. Odwróciła się tyłem do niego i ruszyła przed siebie.
            -Dziękuję, że byłeś ze mną szczery. Żegnaj.
            Nie czekając na jego jakikolwiek odzew, ruszyła przed siebie prawie biegnąc. Nie dotarła jednak zbyt daleko. Łzy, które napłynęły jej do oczu uniemożliwiły jej to. Oparła się o ścianę, a po tym powoli zaczęła się zsuwać po niej. Gdy dotknęła pupą zimnej posadzki, przyciągnęła nogi do siebie i dała upust swojemu smutkowi. Wiedziała jedno, Sebastian nawet jeżeli słyszy jej płacz, nie przyjdzie tu. Był zbyt uparty, żeby to zrobić. Dan wiedziała to, bo tak naprawdę oboje mieli identyczne charaktery.

            Elaine siedziała na swoim łóżku ze skrzyżowanym nogami i rozmyślała nad tym, co teraz stanie się z Domino. Nie znała jej tak dobrze, jak Adrian, ale i tak zdążyła polubić, choć widziała ją tylko kilka razy. Zawsze dziwił ją jeden fakt, ona była tak podobna do Shana, że ten fakt aż raził w oczy. Oczywiście przy nim nie mogła o tym wspomnieć, bo od razu dostałby białej gorączki, ale nie powstrzymała się od powiedzenia tego wszystkim innym. Wiedziała jedno, Shane nigdy nie wyprze się swojej córki. No chyba, że przywiąże ją jakimś ciężkim łańcuchem do krzesła. Choć Elanie wątpiła w to, że to powstrzymałaby ją przed dokuczaniem swojemu ojcu.
            W tym właśnie momencie do pokoju wpadł Shane. Wzdrygnęła się, ale nie przestraszyła. On niestety dosyć często tak robił, więc zdążyła się już przyzwyczaić. Zazwyczaj w takich momentach rzucała jakąś kąśliwą uwagę, aby dać mu do zrozumienia, że nie podoba jej się to, w jaki sposób traktuje jej pokój. Tym razem jednak tego nie zrobiła. Widziała po jego minie, że nie warto. Wyglądał tak, jakby ktoś chwilę temu włożył go do maszynki do mielenia i przemielił. Albo nie, wróć, wyglądał tak, jakby ktoś wsadził jego Danę do maszynki do mielenia i przemielił. Najpierw chodził po pokoju niczym dziecko, które zastanawia się, w jaki sposób wyjść z domu tak, aby mama tego nie zauważyła. Po tym nagle złapał za niewielkie lusterko ustawione na komodzie i rzucił nim o ścianę.
            Elaine wiedziała, że na pewno zabije go za to, ale nie dziś.
            -Będziesz miał siedem lat nieszczęścia – powiedziała rzeczowo. Chciała w końcu dać mu do zrozumienia, że powinien usiąść i powiedzieć jej w czym rzecz.
            Shane zgodnie z myślą Elanie usiadł.
            -Gorzej już chyba nie będzie – wysyczał, a po tym schował twarz w rękach.
            Elanie westchnęła. Chyba właśnie zaczęła rozumieć, w czym rzecz. Wstała ze swojego miejsca i podeszła do niego. Przez chwilę poczuła się jak matka mająca nastoletniego syna. Po tym jednak wróciła do rzeczywistości i zorientowała się, że to będzie gorsze. Ukucnęła koło jego nóg. Odciągnęła jego ręce od jego twarzy i spojrzała mu w oczy.
            -Co się stało? – zapytała, choć po jego minie było widać, że tak naprawdę nie chce o ty rozmawiać.
            -To wszystko przez tą małą, polepszoną gówniarę! – wysyczał, nie odpowiadając na jej pytanie, jakby w ogóle go nie usłyszał. – Gdyby nie to, że się tu pojawiła, Dan o niczym by się nie dowiedziała i…
            -Co się stało? – powtórzyła pytanie Elaine tyle, że o wiele ostrzejszym tonem.
            Shane westchnął, ale posłusznie odpowiedział.
            -Dan dzięki naszej ukochanej Domino dowiedziała się, że kocham naszą Księżniczkę. Oczywiście nie wspomniała, że to ona sama jest tą Księżniczka, a mi nie pozwoliła dość do słowa, gdy chciałem jej to powiedzieć.
            Elanie na chwilę zbladła.
            -I tak byś nie mógł – powiedziała. – Sam przecież walczył o to, aby Dan nie dowiedziała się, kim jest. Zeus nie pozwoliłby teraz cofnąć tego zakazu, bo Dan źle zinterpretowała słowa Domino.
            Shane zaklął. W ogóle zapomniał o tym zakazie. Owszem na początku walczył, aby Zeus się na niego zgodził. Po tym jednak szybko zaczął tego żałować. To był też jeden z tych powodów, dla których nie powiedział o swoim prawdziwym imieniu. Adrian często się zapominał i opowiadał jej rzeczy, o których nie powinna usłyszeć. Wiele razy wspominał swoje prawdziwe imię, a historie z nim związane nie były raczej tymi dobrymi. Nie chciał, aby Dan postrzegała go w złym świetle.
            Wiedział też doskonale, że Zeus był naprawdę uparty. Gdy to powiedział chyba żadna siła nie była w stanie sprawić, aby zmienił zdanie. No, chyba, że nagle świat zacząłby się walić i palić z tego powodu.
            -I co ja mam teraz zrobić? – zapytał, znów chowając twarz w dłoniach. – Ona mnie teraz nienawidzi. Dała mi do zrozumienia, że z nami koniec i że więcej nie chce mnie widzieć.
            Elaine odczekała chwilę, po czym znów zabrała jego ręce tak, aby mógł na nią spojrzeć.
            -Będziesz musiał sprawić, aby ci wybaczyła. – Ucichła. – Danea wybaczyła ci, gdy usłyszała prawdę o tobie. Alexis Gray zaufała, choć skrzywdziłeś jej siostrę. Nadie Blanchard zdołała się do ciebie przekonać, choć na początku traktowała cię jak intruza w swoim życiu. Wydaje mi się, że Dan też zdołasz oczarować. Zresztą już raz to zrobiłeś.
            Shane prychnął odwracając wzrok.
            -Różnica pomiędzy Dan, a Daneą i resztą jest taka, że żadna z nich nie była tak uparta, jak ona. No może Nadie, ale ona nie znała prawdy o mnie. A Dan zna.
            Elanie wstała. Wiedziała, że Shane jest w tym momencie tak zdesperowany, że każdy pomysł będzie dla niego głupi. Usiadła z powrotem na swoim łóżku. Wyjęła z jednej z szufladek lakier do paznokci i zaczęła je malować. Stwierdziła, że zdąży zrobić to jeszcze dwa razy, a Shane nie zdecyduje się, co ma zrobić ze swoim życiem. Myliła się. Po niecałych dwóch minutach wstał gwałtownie ze swojego miejsca, a ona przez nieuwagę wylała lakier na pościel. Nie zwróciła jednak na to uwagi, od razu podążyła wzrokiem za mężczyzną, który już otwierał drzwi.
            -A ty dokąd? – krzyknęła za nim.
            O dziwo zatrzymał się i spojrzał w jej stronę.
            -Idę zniszczyć tą całą przeklętą książkę, którą napisał jej Adrian. Jeszcze brakuje mi tego, aby znienawidziła mnie z jakiegoś nowego powodu.
Elaine nie zdołała go zatrzymać i wybić mu tego pomysłu z głowy. Shane, niczym goniony przez samą Tori, wybiegł z budynku i skierował się w stronę siedziby bogów. Tam, tak, aby nikt go nie zauważył, wszedł do środka, a po tym skierował się w stronę pokoju Dan. Wiedział, że jej tam nie spotka. Był pewien, że siedziała teraz wraz z Adrianem u uzdrowicielki. Jednak dla pewności zapukał. Gdy nie usłyszał żadnego odzewu, nacisnął na klamkę i wszedł do środka. Dan nigdy nie zamykała drzwi, gdy wychodziła z pokoju. Nie miała tam żadnych cennych rzeczy, które chciałaby chronić, a poza tym nikt nie śmiałby okraść córki Zeusa. Shane rozejrzał się po pokoju. Uśmiechnął się nikle, gdy zobaczył książkę w czerwonej okładce ustawioną na półce. Wyciągnął po nią rękę. Aby się upewnić, otworzył ją na pierwszej stronie. Wtedy zbladł. To nie była ta książka. Miała podobną okładkę, ale to nie była ona. W środku bowiem był stos zwykłych białych kartek nawet ze sobą niezszytych. Na samym wierzchu widniał liścik napisany znajomym mu pismem.
„No cóż, spóźniłeś się. Byliśmy tu pierwsi. Ciekawe, czy Zeus ucieszy się, gdy wyślemy tę książkę gdzieś na ziemie do nieznanych wam czasów.”
Shane przez chwilę wpatrywał się w wiadomość, jakby oczekiwał, że ta się zmieni. Cholerny Cam – pomyślał, po czym złapał za pierwszą kartkę. Jego ręka zapłonęła ogniem, zabierając ze sobą ten kawałek papieru. Jednak gdy ogień znikł, okazało się, że tak naprawdę to nic się nie stało. Płomienie były tylko iluzją i na pewno nie były groźne dla kartki papieru. Wściekły, złożył ją i wsadził do kieszeni. Po tym z całej siły rzucił całą jej resztą o ścianę. Był pewny, że rzuci w ścianę. Szybko jednak okazało się, że to nie w nią trafił. Kartki od razu rozsypały się dookoła, a twarda okładka uderzyła w wielkie wiszące lustro. Najpierw usłyszał huk, a po tym szkło rozprysło na podłodze. Shane przez chwilę wpatrywał się w bałagan, który zrobił w pomieszczeniu. Po tym niczym strzała wycofał się stamtąd. Nie chciał poczuć złości Dan na swojej skórze, gdyby dowiedziała się, że to on rozbił jej ulubione lusterko. Gdy biegł w stronę budynku zbudowanego z czarownej cegły, zastanawiał się, czy duże lustro liczy się tak jak małe, czyli daje siedem lat nieszczęścia, czy może więcej. Doszedł do wniosku, że na pewno najbliższe czternaście lat będzie strasznych. A po tym to się okaże.

Kolejne kilka godzin dla Dan w pewien sposób były koszmarem. Gdy w końcu się pozbierała na tyle, aby pokazać się w śród ludzi, ruszyła od razu do pokoju uzdrowicielki, aby dowiedzieć się, co stało się z Domino. Nadal nie rozumiała tego poruszenia słowami dziewczyny. Nie rozumiała ich znaczenia. Nie pytała jednak się nikogo, o co chodziło, wolała dowiedzieć się wszystkiego prosto z jej ust. Niestety stamtąd została w bardzo niemiły sposób odprowadzona. Nie pozwolili jej odwiedzić Domino, tłumacząc się, że dziewczyna jeszcze jest zbyt słaba, aby przyjmować gości. Oczywiście prawda była inna, bo doskonale słyszała ze środka głosy ludzi, którzy u niej byli. Zła na wszystko i na wszystkich, ruszyła w stronę swojego pokoju. Tam przeżyła kolejny szok. Pokój jednym słowem był po prostu zdemolowany. Jej piękne ukochane lustro, które kiedyś dostała od Sebastiana, leżało potłuczone na ziemie, a ramka wisiała na ścianie, chwiejąc się. Na ziemi oprócz tego znalazła pełno porozrzucanych białych kartek i grubą, ciężką okładkę od jakiejś książki. Szybko jednak otrząsnęła się z skoku na widok tego bałaganu i podbiegła do półki, gdzie zawsze zostawiała książkę, którą dostała od Adriana. Tak, jak się spodziewała, nie znalazła jej tam. Dla pewności przeszukała cały pokój, sprawdziła w każdym najmniejszym zakamarku, a książki ani widu ani słychu. Ze zrezygnowaniem usiadła na łóżku i tylko fakt, że godzinę temu dała Sebastianowi do zrozumienia, że nie chce z nim być, powstrzymywał ją przed pobiegnięciem do jego pokoju i zrobieniem mu awantury na ten temat. Doskonale wiedziała, że to on. Obawiał się zapewne tego, że poznała jego prawdziwe imię i teraz bez problemu może poznać jego przeszłość. Aby nie myśleć o tym wszystkim, zabrała się za sprzątanie szkła. Ale nawet to nie sprawiło, że zapomniała o rzeczach, które się wydarzyły. Teraz zaczął docierać do niej jeszcze jeden fakt – Elaine, Adrian i Max też wiedzieli o tym wszystkim, a żadne z nich nigdy nie kwapiło się, aby jej powiedzieć prawdę. Było jej przykro, że nawet oni ją zawiedli.
Gdy uporała się ze szkłem, ruszyła z powrotem do pokoju uzdrowicielki, aby zobaczyć, co z Domino. Tym razem nikt jej nie zatrzymał, pozwolili jej wejść do środka. Po chwili wiedziała już, czemu – u Domino aktualnie nikogo nie było. Sama dziewczyna leżała na łóżku, wpatrując się w białą ścianę. Gdy Dan weszła, dziewczyna od razu odwróciła się w jej stronę, uśmiechając się lekko. Od razu było widać, że jest cała blada, a ręce trzęsą się jej niemiłosiernie.
-Czy to prawda, że przeze mnie pokłóciłaś się z Shanem? – zapytała, gdy ledwo Dan postawiła stopę w pokoju.
Dan zrobiła zdzwioną minę. Skąd ta mała o tym wiedziała? I czemu przyszły jej do głowy takie bzdety?
-Oczywiście, że nie przez ciebie – powiedziała, przysiadając na brzegu jej łóżka. – Dzięki tobie dowiedziałam się tylko, że cały czas mnie okłamywał. Sam jest sobie temu wszystkiemu winien.
Domino spuściła głowę, jakby naprawdę obwiniała się o to, co zaszło.
-Bo wiesz, jakiś czas temu, gdy był tu jeszcze Adrian, przyszedł Shane i zaczął z nim o tym rozmawiać. Ja udawałam, że śpię, bo chciałam się dowiedzieć, o co chodzi. To on powiedział, że wszystko było moją winą, bo gdyby nie to, że się pojawiłam, ty nigdy nie dowiedziałabyś się o tych sprawach.
Dan złapała ją za rączkę.
-Nie jesteś niczemu winna – powtórzyła. – On po prostu musiał sobie znaleźć kozła ofiarnego, na którego zrzuci całą winę. Sam sobie jest winien wszystkiego, co się wydarzyło. Ktoś kazał mu mnie okłamać? Oczywiście, że nie. Zrobił to sam, bo akurat miał taki kaprys.
Domino podniosła głowę, którą do tej pory trzymała schyloną.
-To nie jest do końca tak, że on cię okłamuje, bo tak mu akurat się chce – powiedziała cicho, a Dan zdziwiła się, że dziewczynka próbuje bronić swojego głupiego ojca. – On i reszta często robią to po to, aby cię chronić.
Dan patrzyła na nią przez chwilę, zastanawiając się, czy ona przez przypadek nie żartuje. Po tym wybuchła śmiechem.
-Niby przed czym chcą mnie chronić? – zapytała, gdy już w końcu się uspokoiła.
-Przed prawdą – powiedziała spokojnie Domino. – Prawda bywa jeszcze bardziej zabójcza niż jakiekolwiek inne ostrze.
Dan przestała rozumieć dziewczynkę. Były momenty, w których gadała jaki to Sebastian jest głupi, a w innych po prostu go broniła. Nie chciała już ciągnąć tego tematu.
-Co się stało tam na sali? – zapytała po chwili, szukając jakiegoś dogodnego tematu. – Czemu wszyscy byli tak poruszeni tym, co powiedziałaś?
Domino zarumieniała się. Dan od razu zorientowała się, że ten temat może był lepszy dla Dan, ale na pewno nie dla dziesięciolatki.
-Bo ja – zaczęła, a głos robił się jej coraz cichszy – przewidziałam to, co stanie się w przyszłości.
Dan popatrzyła na nią szeroko otwartymi oczami.
-Ale jak to?
Domino skuliła się w sobie, jakby wstydziła się tego wszystkiego.
-Kiedyś chodziła legenda, że niektóre czarownice, te, które były na tyle silne, aby posiąść tą umiejętność, potrafiły przewidzieć przyszłość. Niestety ja też posiadam tę zdolność.
-A to, co powiedziałaś, o co w tym chodziło? – zapytała podekscytowana.
-To było – zaczęła, ale nagle ucichła, wpatrując się w ścianę naprzeciwko. – No, bo ja w pewien sposób przepowiedziałam przyszłość dla Przeklętych. To, w jaki sposób mają to wszystko zakończyć, co powinni zrobić. Nie pytaj mnie nawet, czemu w takiej formie to powiedziałam. Sama tego nie rozumiem, wątpię, aby zrozumieli to Przeklęci. Jedno jest pewne: wszystko ma niedługo się zakończyć za sprawą jakiegoś miecza.
Dan przeszył dreszcz. Czyli Adrian i reszta mieli ją niedługo opuścić. Może i była na nich zła, ale na pewno nie czekała na coś takiego. Domino odczytała to z jej twarzy, bo uśmiechnęła się.
-Nie martw się, nie stanie się to teraz. Pewnie Przeklęci będą musieli poczekać jeszcze z dwie, bądź trzy reinkarnacje Księżniczki, a po tym może. Najpierw muszą zrozumieć to, co im powiedziałam, a po tym dopiero będą mogli cokolwiek działać w swojej sprawie.
Dan nie wiedziała czemu, ale ten temat też zaczął ja przytłaczać. Postanawiała szybko go zmienić.
-Czemu Zeus robi to całe sprawdzenie mocy Odwiernych? Czemu on, a nie władza czarownic?
Na twarzy Domino pojawił się uśmiech, co oznaczało, że temat w końcu zaczął jej odpowiadać.
-Bo to on jest naszą władzą. On i reszta bogów olimpijskich.
Dan otworzyła szeroko oczy.
-Co? – krzyknęła.
-Mogę ci to wytłumaczyć, jeżeli chcesz – powiedziała z rozbawieniem w głosie. – A więc dawno, dawno temu, ponad tysiąc lat od czasów, w których ty żyjesz, urodziła się grupa ludzi. Z wyglądu nie wyróżniali się niczym, mieli jednak dziwne zdolności, które wyróżniały ich wśród ludzi. Potrafili przenosić góry, zmieniać pogodę. Ludzi nazwali ich bogami, a oni nie protestowali. Stworzyli dla siebie świat, do którego się przenieśli. Po tym okazało się, że było wielu podobnych do nich. A z racji tego, że byli najsilniejsi, zaczęli nadzorować innych. – Ucichła na chwilę. – Twoi bogowie olimpijscy są naprawdę bardzo silnymi Odwiernymi, tak, jak zresztą wszyscy pomniejsi bogowie. Są naszą władzą. Nadzorują nas wszystkich i pilnują, aby nikt się nie wychylał. Pilnują też Przeklętych, bo są stworzeniami czarownicy.
Dan myślała, że już nic jej nie zdziwi. Myliła się. To, co usłyszała przed chwilą, było ponad wszystko. Zeus, Hermes, Afrodyta, oni wszyscy byli Odwiernymi, czarownikami. Oni wszyscy oszukali ją, aby podobać się jej i zdobyć zaufanie.
Dan zacisnęła rękę w pięści, to wszystko zaczęło ją przytłaczać.
-Powiedzieć ci coś na pocieszenie? – zapytała Domino, widząc minę Dan.
Ta pokiwała głową, choć doszła do wniosku, że pewnie nawet ta informacja ją przytłoczy.
-Opowiedziała ci kiedyś Elaine o tym, jak pomogła przyjść na świat trójce bobasów?
Dan zaprzeczyła. Kiedyś coś o tym wspomniała, ale nigdy nie opowiedziała w całości tej historii.
-No więc pierwsza z tej trójki, która przyszła na świat, to Alice. Elaine odebrała jej poród, bo jeszcze wtedy stała po stronie Tori, czyli, że ich Księżniczki jeszcze nie było. Po tym byłam ja, a na samym końcu ty.
Dan zmarszczyła brwi.
-Przecież to niemożliwe. Jestem prawie dwa razy starsza od ciebie.
Domino uśmiechnęła się.
-No i właśnie w tym cała tajemnica. Elaine zawsze tłumaczyła mi to tak, że to przez jakieś załamania czasowe, czy coś tam. Prawda jest jednak taka, że choć urodziłam się pierwsza, w równoległych czasach do tych, w których żyła Nadie Blanchard, to i tak jestem młodsza. Ironia losu czy co?
Dan uśmiechnęła się. Nie wiedziała czemu, ale ta informacja na serio poprawiła jej humor.
-Masz na imię Dan prawda? – zapytała w pewnym momencie Domino, na co tamta spojrzała na nią zdzwiona, ale przytaknęła. – Powiem ci coś. Naprawdę mam na imię Danielle, ale tak naprawdę nikt o tym nie pamięta. Przez prawie dziewięć lat byłam nazwana Dan, bo był to skrót od mojego imienia. Po tym, gdy niektóre pasma moich włosów zaczęły robić się białe, bo zaczęła ujawniać się moja moc, dostałam przezwisko Domino. Dlatego tak myślę, że ty też nie masz na imię Dan. Musi to być skrót od jakiegoś innego imienia.
Dan po raz kolejny zaniemówiła. Po tym jednak do jej głowy napłynęło wiele pytań,. Nie zdążyła jednak ich zadać. Bowiem w całym budynku rozbrzmiał dziwny, piskliwy dźwięk. Przez chwilę Dan nie mogła sobie przypomnieć, co on oznacza. Później sobie zorientowała się, że kiedyś, gdy była jeszcze mała, włączyli ten alarm na próbę, aby sprawdzić, czy wszyscy wiedzą, co mają robić. Teraz była jednak pewna, że to nie jest żadna próba. A to mogło oznaczać tylko jedno – Olimp został zaatakowany.

***

Hej;)
Wakacje! Czujecie to? Może w końcu się wyśpię xd
Ale ja tu przyszłam rozmawiać o czym innym, niestety. A więc ci co czytają mnie od dawna  wiedzą, że co roku na wakacje jeżdżę do dziadków zagranicę. Odrazy tłumaczę o co mi chodzi. Moi dziadkowie są starszymi ludźmi i internet nie jest im do szczęścia potrzebny. w poprzednich latach, albo musieliśmy się obejść bez niego, albo był załatwiany, ale zawsze z jakimiś problemami. w tym roku na szczęście tatuś załatwił nam go wcześniej (a to tylko dlatego, że ja i moje rodzeństwo jedziemy tam sami xd będzie zabawa!), a więc na 99% będę go miała. czyli radość - rozdziały będą pojawiać się normalnie. oczywiście mam wielka nadzieje, że właśnie tak będzie.
Acha od razu też wspomnę o drugim problemie, który może nastąpić. bardzo często w wakacje dostaje tak zwanego 'lenia'. mam nadzieje, że w tym roku mnie nie nawiedzi i pozwoli pisać rozdziały dalej, choć i tak mam już napisaną całkiem niezła ich sumkę xd
No więc  to chyba na tyle. mam nadzieje, że wszystko pójdzie po mojej myśli, bo jak nie to chyba... no właśnie, co bym wtedy zrobiła???

Ach tak, powinna jeszcze podziękować o niezawodnej Windy, która zgodziła się sprawdzić ten oto rozdział (sama miałam z nim niemałe problemy xd) Dzięki ci zbawicielko!!!!

No dobra, a teraz niewielki komentarz dotyczący rozdziału. tak, tak proszę się nie przerazić tą przepowiednią. wiem, że mi nie wyszła, ale już po prostu nic lepszego do głowy mi nie przychodziło. (ja i rymy się nie lubimy xd) wiem też, że jest niezrozumiała, ale właśnie o to mi chodziło. im mniej z niej zrozumiecie, tym będzie więcej niespodzianek^^ A tak w ogóle jak ją interpretujecie?

pozdrawiam i życzę udanych wakacji^.^

4 komentarze:

  1. Hej! Już nie moge sie doczekać następnej noteczki:) bardzo lubię twój blog choć komentarz zostawiam dopiero teraz... Życzę udanych wakacji:)
    Watashi

    OdpowiedzUsuń
  2. Odnośnie przepowiedni - chciałabym ją jakoś sensownie interpretować, ale nic takiego nie przychodzi mi do głowy, więc może to i lepiej, bo będę mieć znacznie większą niespodziankę, gdy wszystko się wyjaśni ;) Jestem bardzo ciekawa zwłaszcza tego miecza, gdzie został on konkretnie ukryty i do czego on posłuży? Skojarzył mi się trochę z Excaliburem, ale pewnie chodziło Ci o kompletnie inny miecz.
    Ech, nie wpuściłabym Shane'a do mieszkania, bo jeszcze i u mnie powybijałby lustra, skoro ostatnio stało się to jego hobby. Szkoda, że ani on, ani ktoś inny nie może wyjawić Dan prawdy o jej tożsamości przez zakaz Zeusa. Ale myślę, że słowa Domino o tym skrócie od innego imienia dadzą Dan do myślenia i w końcu sama domyśli się całej prawdy.
    No proszę, bogowie z Olimpu też są Odwiernymi, kto by się spodziewał?
    A ta końcówka... cóż atak zapowiada moc wrażeń dla mnie, jako czytelnika :) Ciekawe, co przygotowałaś dla bohaterów tym razem.
    Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego wyjazdu!

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział *-* Przepowiednie czytałam z zapartym tchem, niewiele rozumiałam, ale wczułam się w klimat :o ! Rymów nie było, ale i tak czułam tą tajemną atmosferę :d :D Pamiętasz jak w poprzednim rozdziale mogłabym jeszcze zabić Sebastiana lub raczej Shane ? >.< Nagle mi się go żal zrobiło :(( Ale i tak wolę Adriana Pff >.< Shane mi dziś podpadł zwalając wszystko na swoją biedną córkę :d ! Grrr... :'< Lubię Domino :D Zeus mówił, żeby szykować kolejny tron, czyżby dla niej ! O.o *-* Gruboo :> Ogólnie zaskakujące zwroty akcji tu były :o Okazuje się, że Bogowie od początku robili nas w konia, bo tak naprawdę są po prostu potężnymi Odwiernymi xD I jeszcze te narodziny Dan. Dan czy nie Dan :d Jak mam na nią mówić >,< Nie wiadomo w końcu jak ma na imię. Ale sądzę, że jeżeli Domino ma taką moc, to ona ma jeszcze większą :d Nie wiem, takie przeczucie >.< Ogólnie ta cała akcja równa się z patologią >.< Podsumujmy. Elaine odebrała trzech bobasów z porodu.Jedna z nich to Alice, druga to Domino, której ojcem jest Shane xd A trzecia to Dan. xd Mam nadzieję, że wszystkie z innej Matki. :dBo inaczej to by znaczyło, że Domino i Dan to siostry xd Lub przyrodnie siostry. To kim dla Dan jest Sebastian :o ?! Niee.. Lepiej nie będę się w to wgłębiać :3 Tamten świat rządzi się własnymi prawami, tak samo jak z ich wiekiem :D Ale rozdział Dobry ! ;3 Teraz Atak na Olimp Huhuh :3 Będzie się działo *_* Pozdrawiam, wesołych Wakacji ! :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Natrafiłam przypadkowo na tego bloga i muszę przyznać, że od razu zrobił na mnie ogromne wrażenie. Szablon jest przepiękny, wręcz się w nim zakochałam. Jednak to, co najbardziej przyciągnęło moją uwagę, to muzyka. Jest po prostu niesamowita. Po raz pierwszy zdarzyło mi się, aby to właśnie muzyka zachęciła mnie do przeczytania rozdziałów :)
    Pozdrawiam serdecznie i życzę sukcesów w dalszym pisaniu :)

    OdpowiedzUsuń

wykonała Anaya