sobota, 22 czerwca 2013

III. Rozdział 3

„Inna, niekoniecznie znaczy zła”
Lisa Jane Smith

            Kilka kolejnych dni Dan minęło w spokoju. Nikt już nie zamykał jej w jednym budynku, mogła chodzić wszędzie, gdzie się jej tylko spodobało. Oczywiście z obstawą, ale to zawsze lepsze, niż siedzenie tylko w czterech ścianach. Nie spełniło się też żadne z przypuszczeń Zeusa – Przeklęci Twórczyni w ogóle się nią nie interesowali. Uważali ją za zwykłego człowieka, który w ogóle nie może im pomóc, ani w żaden sposób zagrozić. Dzięki temu też bóg przestał chodzić za nią krok w krok, niczym niańka. Elaine też odpuściła jej z tym pilnowaniem. Często pozwalała przechadzać się samej po ogrodzie Afrodyty wiedząc, że nic jej nie zagraża. Dzięki temu miała więcej czasu dla siebie, mogła go spędzać tak jak jej się podobało. Oczywiście wiadomo, że jego większość przebywała z Maxem i Elaine, którzy nadal musieli udawać, że się nią zajmują. Drugą połowę swojego wolnego czasu przeznaczała na spotkania z Sebastianem, choć i jego często nie było. Wtedy najczęściej chodziła do ogrodu, a tam zawsze spotykała kogoś, z kim można było porozmawiać. Oczywiście Delie unikała jak ognia. Gdy widziała ją na horyzoncie, to od razu zmieniała kierunek, w którym zmierzała. Nie chciała wchodzić z nią w żaden konflikt, nawet, jeżeli nie bardzo za nią przepadała. Często za to, choć bardzo nie podobało się to Elaine, spotykała się z Alice i Remim. Choć wiedziała, że czarownica jest córką Tori, nie bała się jej. Lubiła spędzać czas w jej towarzystwie. Niekiedy nawet zdarzało się, że Alice zaczynała opowiadać jej, co nieco o swoim życiu. Dan bardzo ceniła sobie jej szczerość, gdyż Alice opowiadała jej niekiedy o rzeczach, o których w ogóle nie powinna usłyszeć. Mówiła o planach swojej matki, które chce zrealizować, gdy zniszczy już Księżniczkę. Opowiadała jej o swoim dzieciństwie pomiędzy Przeklętymi. Powiedziała jej nawet o tym, że aby zyskać w oczach swojej mamusi zgłosiła się do zabicia Nadie Blanchard, czyli poprzedniego wcielenia Księżniczki. Dan naprawdę cieszyła się, że dziewczyna zaufała jej na tyle, aby mówić jej o takich rzeczach. Było jej też Alice niezmiernie żal, mieć taką matkę, która traktuje cię jak zwykłego śmiecia, tylko dlatego, że nie masz najmniejszej ochoty kłaniać się jej w pas. Nie mówiła jednak nikomu o tym, co się od niej dowiedziała, nawet, jeżeli mogło być to coś ważnego dla Przeklętych. Wiedziała, że Elaine i tak by jej nie uwierzyła. A Sebastian nawet zakazał jej mówienia takich rzeczy. Powiedział, że rzadko zdarza się, aby Alice zaufała komuś na tyle, aby opowiadać o tym, więc musi uszanować jej przyjaźń, gdyż lepiej mieć ją za przyjaciółkę, niż wroga. Tak też postąpiła.
            Dużo czasu spędzała też z Remim. Zawsze, gdy przebywała w jego obecności miała wrażenie, że odzywa się w niej zupełnie inny człowiek. Rozmawiało jej się z nim o wiele lepiej niż z Alice, zawsze miała przedziwne wrażenie, że skądś go już zna. On też jej dużo opowiadał. Powiedział jej ze szczegółami, jak to przez i dzięki Alice stał się Przeklętym. Dan dziwiła się mu. Mógł znienawidzić Alice, bo to przecież ona najpierw go zabiła, a po tym ożywiła tak, że stał się jej Przeklętym, chłopak jednak nie miał do niej żalu, choć niekiedy zastanawiał się, jak by wyglądało jego życie, gdyby nie to, kim się stał. Remi często opowiadał jej o swojej siostrze, czyli poprzednim wcieleniu Księżniczki. Niekiedy, gdy Dan siedziała koło niego, zapominała się i miała przedziwne wrażenie, że on był jej bratem. Niestety czar szybko pryskał, a ona znów uświadamiała sobie, że nie ma rodzeństwa, któremu mogłaby się zwierzyć.
            Tego też dnia, prawie dwa tygodnie od jej przybycia na Olimp, zdarzył się cud. Sebastian miał cały dzień dla siebie. Nie musiał roznosić żadnych ważnych paczek, ani przynosić ich na Olimp. Postanowili więc uczcić ten dziwny dzień. Rozłożyli się na kocach w najdalszej części ogrodów Afrodyty. Elanie w jakiś sposób dostała się do kuchni w budynku bogów i zwinęła stamtąd kilka smacznych produktów. Siedzieli, zajadali się i rozmawiali. Dan brakowało w tym towarzystwie Adriana. Zawsze potrafił wymyślić coś, co wszyscy zapamiętaliby na długi czas. W pewnym momencie okazało się, że Elaine zupełnie zapomniała o piciu. Dan od razu zgłosiła się na ochotnika, aby coś przynieść. W tym też momencie Elaine spojrzała na Sebastiana, jakby oczekiwała od niego pozwolenia. Dan omal nie wyskoczyła ze swojej skóry z radości, gdy okazało się, że może to zrobić. Wiedziała, że gdyby zapytała o to tydzień temu popatrzyliby na nią jak na wariatkę i na pewno by się nie zgodzili. A dziś, to co innego. Dziewczyna tanecznym krokiem ruszyła w stronę budynku bogów, skąd miała zamiar wyżebrać kilka butelek picia. Po drodze mijała wielu Przeklętych, ale żadne z nich nie zwracało na nią uwagi. Niektórzy tylko podnosili wzrok, aby na nią spojrzeć, szybko jednak znajdowali sobie ciekawsze zajęcie.
            Gdy była już na tyle blisko miejsca, w które zmierzała, że widziała budynek przed sobą, zagapiła się. Ucieszona faktem, że przemierzyła tak długą odległość sama i nic jej się nie stało, zapominała, że nadal może na kogoś się natknąć. Właśnie przez to wpadła na kogoś, omal nie przewracając go na ziemię.
            -Przepraszam – wydukała, gdy w końcu udało się jej odsunąć od tego biednego człowieka, którego staranowała. Zastanawiała się też, czy z tej odległości Sebastian był w stanie zobaczyć, co ona najlepszego zrobiła. Miała nadzieję, że nie. Nie chciała, aby Max miał kolejny powód, by jej dokuczać przez najbliższy tydzień.
            Gdy w końcu udało się jej podnieś wzrok i spojrzeć na osobę, z którą się zderzyła, od razu poczuła strach. Pamiętała jak na samym początku jej pobytu tutaj Elaine mówiła, że pod żadnym pozorem nie może wdawać się w rozmowy z tymi osobami, bo są to najbardziej zaufani pomocnicy Tori. Teraz właśnie ta dwójka stała centralnie przed nią. Osobą, na którą wpadała był chłopak. Patrząc na niego zaczynała żałować, że zgłosiła się na ochotnika do przyniesienia tych soków. Z pozoru wyglądał normalnie, blond włosy zaczesane w niewielką kitkę z tyłu głowy, pociągła chuda twarz, którą przecinał krzywy uśmiech. Był wysoki i chudy jak kij. Nie miał w swojej sylwetce ani grama zbędnego tłuszczu, ani też mięśni. Na pierwszy rzut oka jego sylwetka nie przerażała. Jednak, gdy Dan spojrzała w jego oczy, od razu miała wielką ochotę uciekać najdalej gdzie się tylko da. Jego oczy były żółte i po brzegi wypełnione nienawiścią. Dan nie domyślała się czemu, ale wiedziała, że kolor tych oczu był naturalny, a nie wywołany przemianą w Przeklętego. Instynktownie zaczęła szukać na jego sylwetce znaków przemiany. Na początku wydawało się jej, że w ogóle ich nie ma. Dopiero po chwili je zauważyła, bo były dobrze zakamuflowane. Gdy chłopak obrócił się lekko, a rękaw jego bluzki lekko się podwinął Dan zauważyła pręgi bardzo podobne do tych, które miała na sobie Elaine. Była jednak jedna różnica, te się świeciły, zmieniały kolory zupełnie jak oczy Adriana tylko, że pięć razy szybciej.
            Dan szybko odwróciła od niego wzrok, po czym spojrzała na osobę, która mu towarzyszyła. Była to dziewczyn i jej imię doskonale pamiętała. Nie przez to, że Elaine jej kiedyś je wypowiedziała, pamiętała je dzięki opowieściom Alice. Przed nią we własnej osobie stała Rayna, największa krowa, jaką widział ten świat, oczywiście nie licząc Tori. Dan wiedziała dzięki Alice, że Rayna jeszcze przed przemianą była najlepsza przyjaciółką Tori, a teraz jest jedyną osobą, która zna wszystkie sekrety Twórczyni. Dan przez chwilę poczuła ukłucie zazdrości, szybko jednak je od siebie odgoniła. Rayna niestety była bardzo piękna. Miała długie, sięgające prawie pasa tlenione blond włosy, twarz słodką niczym miód, choć szpeciły ją lekko kły, które wystawały z jej ust, gdy się uśmiechała. Dokładnie tak jak u Adriana – przemknęło przez myśli Dan, ale szybko odrzuciła je od siebie. Rayna nie mogła mieć niczego wspólnego z Adrianem. Szybko jednak zorientowała się, że zawsze, gdy będzie na nią patrzyła będzie widziała swojego przyjaciela. Jedno jej oko było czarne niczym noc, tak jak w przypadku Adriana, gdy zarzucał na nie swoje iluzje. Drugie natomiast wyglądało dokładnie jak jego bez iluzji. Było kolorowe. Zmieniało barwy niczym w kalejdoskopie. Po tym zaczynała zauważać jeszcze więcej podobieństw. Mieli identyczny odcień włosów i identyczny kształt oczu. Twarz Adriana była bardziej radosna i godna zaufania, a jej natomiast była surowa.
            Dan odwróciła wzrok od Rayny. Nie mogła po prostu tak stać i porównywać swojego wroga do przyjaciela. Znów spojrzała na chłopaka, który stał obok niej. Przyglądała się jego oczom i próbowała sobie przypomnieć, kto ma podobne. Wiedziała, że Elaine kiedyś jej o kimś taki opowiadała, ale nie mogła sobie teraz za grosz przypomnieć.
            -Czyżby to była słynna córka Zeusa? – zapytał chłopak, patrząc kontem oka na Rayne. Ona natomiast uśmiechnęła się lekko ukazując po raz kolejny ostre kły. Jej oko zmieniło swój odcień na bardziej jaskrawy niż dotychczas. Dan poczuła ukłucie strachu.
            Wtedy jakby odzyskała panowanie nad swoim umysłem i przypomniała sobie, kto ma podobne oczy. Sama twórczyni, Tori, miała oczy koloru żółtego. Po tym, jak na zawołanie przypomniała sobie historię na temat jej brata. Bodajże tak go kochała, że nie była w stanie pozwolić mu odejść, gdy jakaś nieznana choroba zaczynała go zabijać. On właśnie był pierwszym Przeklętym, który powstał. Teraz Dan patrząc na tego chłopka miała przedziwne wrażenie, że to on jest tym bratem Twórczyni. Należał do jej najbardziej zaufanych Przeklętych i pomagał jej.
            -Jesteś bratem Tori? – zapytała szeptem, nim zdążyła pomyśleć nad konsekwencjami tej wypowiedzi. Chłopak spojrzał na nią ze zdziwieniem, po czym popatrzył na Raynę.
            -Widzę, że nasz gołąbeczek wie dużo o naszej społeczności – powiedział przysuwając się do niej. Dan odsunęła się instynktownie. – Ciekawe, czy jest to spowodowane tym, że te twoje niańki opowiedziały ci o tym, czy może sama sobie to przypomniałaś.
            Dan nie zrozumiała sensu tej wypowiedzi, ale nie chciała się o nią dopytywać. Miała ochotę jak najszybciej stąd uciec. Domyśliła się po jego minie, że nie ma najmniejszego zamiaru, tak po prostu, pozwolić jej odejść. Dan bała się, że mogą się teraz wydarzyć rzeczy, których zawsze obawiał się Zeus.
            Niespodziewanie chłopak znalazł się przed nią, a jego ręka powędrowała do jej policzka. Przejechał po nich opuszkami palców. Dan szybko odepchnęła ją od siebie, po czym znów odsunęła się kilka kroków do tyłu, aby zwiększyć swoją odległość pomiędzy nimi.
            Na twarzy chłopaka pojawił się uśmiech, którego zaczęła się obawiać. Odwrócił się do Rayny.
            -Gołąbek nadal jest nie posłuszny. Myślisz, że możemy się nim trochę pobawić? Wydaje mi się, że moja siostra nie będzie na nas zła.
            Rayna nie zwróciła na niego najmniejszej uwagi. Patrzyła na Dan niczym na jakąś zabawkę. Dziewczyna poczuła dziwną gulę w gardle. Na początku pomyślała, że to strach nie pozwala jej normalnie oddychać. Jednak, gdy powietrze w ogóle nie chciało wtłoczyć się do jej gardła, poczuła panikę. Elaine kiedyś mówiła jej, że Przeklęci są w stanie wywołać takie wrażenie. I choć Dan wiedziała, że to tylko część iluzji, była przerażona. Nie mogła oddychać. Niczym ryba próbowała nabrać powietrze w płuca, ale ono skutecznie zatrzymywało się w jej gardle i nie chciało ruszyć dalej.  Poczuła jak cały przełyk, wraz ze wszystkim częściami ciała zaczęły ją boleć. Nie interesowało ją już to, że to tylko iluzja, bała się. Wiedziała, że samą iluzją też można zabić.
            Nagle coś świsnęło. Dan nie była w stanie spojrzeć w tamtym kierunku, gdyż wzrok odmawiał jej posłuszeństwa. Dwójka Przeklętych natomiast, od razu spojrzała w kierunku świstu. Dan nie wiedziała, czy to jej wyobraźnia płata figle, ale usłyszała czyjś zduszony krzyk. Po chwili zauważyła, że znów jest w stanie oddychać normalnie, a jej wzrok przestał pokazywać jej różne czarne plamy. Od razu spojrzała w stronę Rayny, która wpatrywała się w swoją rękę, jakby chwilę temu zobaczyła na jej powierzchni coś dziwnego.
            -Zostawicie Dan w spokoju.
            Dan podskoczyła słysząc ten znajomy głos. Uniosła wzrok, a na jej twarzy mimo woli pojawił się szeroki uśmiech. Za Przeklętymi stał Adrian we własnej osobie.
            Blondyn spojrzał w jego stronę z niechęcią.
            -A ty co, Adrianie Rochester, od kiedy to zaczynasz z nami zadzierać? – zapytał, a w jego głosie było słychać sarkazm. – Przecież i tak nic nam nie zrobisz.
            Dan ucieszyła się, że jego cała uwaga skupiła się na Adrianie. Spróbowała wstać, aby uciec, ale jej nogi odmówiły posłuszeństwa. Wpatrywała się więc w Adriana, mając nadzieję, że jakoś uda mu się uwolnić ją z tej opresji. Wtedy też zauważyła niewielkie poruszenie za jego plecami. Na początku myślała, że jej się tylko wydawało. Po chwili jednak zobaczyła wychylającą się z za jego placów sylwetkę małej dziewczynki. Jej rączka uniosła się do góry, i w tym samym momencie ciało chłopaka, który przed chwilą groził Adrianowi również się uniosło. Każdy ruch, który tamta wykonała swoją niewielką rączką, pokazywało ciało chłopaka, które wirowało w powietrzu, niczym szmaciana lalka pod jej władaniem. W końcu uderzyło z impetem o podłoże tak, że zapewne huk poniósł się po całej okolicy.
            -Ja, Camie Rivers, nie muszę robić nic. Ta dziewczynka mnie wyręczy.
            Chłopak, który miał na imię Cam nie ruszał się przez chwilę w ogóle. Po tym nagle uniósł się na łokciach i usiadł. Otarł wierzchem dłoni krew, która zaczęła ściekać w kąciku jego ust, po czym z otwartą nienawiścią zaczął przyglądać się dziewczynce, która stała obok Adriana.
            Dan zrobiła to samo. Dziewczynka miała na około dziesięciu lat. Była strasznie drobna i mała. Miała czarne długie włosy, które były starannie zaplecione w dwie wysokie kitki. Dan nawet z tej odległości widziała, że jej włosy nie są tylko czarne. Gdzie niegdzie widziała białe pasma, które wyróżniały się na tle tych czarnych. Oczy miała zielone. Dan, przez krótką chwilę miała przedziwne wyrażanie, że skądś zna już ten odcień, ale z rozmyślań wyrwała ją Rayna.
            -Czyżby to twoja córeczka? – zapytała, a jej głos był po brzegi wypełniony słodyczą. – Czemu wcześniej mi o tym nie powiedziałeś? Mogłam, chociaż kupić jej jakiś prezent, aby wiedziała, że ciocia o niej myśli.
            Adrian zgromił ją wzrokiem. Dan zrozumiała, że jeszcze nigdy nie widziała go tak wściekłego.
            -Gdybym miał dzieci, to nigdy nie pozwoliłbym im mówić do ciebie „ciociu” – wysyczał w jej stronę, a Rayna cofnęła się o krok.  – Zresztą już od dawna nie uważam cię za swoją siostrę. A ty doskonale wiesz, dlaczego.
            Choć Dan nie widziała miny Rayny, to wiedziała, że to, co powiedział na pewno ją uraziło. Po tym dotarł do niej jeden fakt. Adrian i Rayna byli rodzeństwem. Dlatego ich znaki przemiany były takie same. Dlatego, gdy parzyła na Rayne miała wrażenie, że jest podobna do Adriana. Teraz wszystko zaczynało układać się w jedną całość. Po tym, po raz kolejny zaczynała wpatrywać się w dziewczynkę. Próbowała wypatrzeć w niej jakieś podobieństwo do Adriana. Obawiała się, że Rayna może mieć rację i okaże się, że ta dziewucha może być naprawdę jego córką. Tego się niestety obawiała. Jednak im bardziej się jej przyglądała, tym wynajdywała więcej podobieństw, tylko niestety nie do Adriana, ale do kogoś innego.
            Po chwili Dan zorientowała się, że w okolicy nie ma już Cama, ani Rayny. Za to niestety pojawił się Sebastian, a wraz z nim Max i Elaine. Widziała jak Adrian kłócił się o coś z Sebastianem i Elaine. Dan doskonale zdawała sobie sprawę, o co. Znów zostanie ograniczona, znów będzie niańczona, a to wszystko dlatego, że wpadała na te osoby, na które nie powinna.  Po chwili podszedł do niej Max i podniósł ją z ziemi. Gdy Dan ruszyła w ich stronę, nagle ucichli. Przestali się kłócić, jakby bali się, że ona usłyszy coś z tego, co mówią.
            -Kim ona jest? – zapytała Dan wpatrując się w dziesięciolatkę.
            Nie wiedziała, czemu akurat oto się zapytała. Może chciała przekonać sama siebie, że podobieństwa, których się dopatrzył są tylko jej urojeniem. Adrian popatrzył na każdą osobę z osobna, jakby oczekiwał, że ktoś go wyręczy. Szybko okazało się, że żadne z jego przyjaciół tego nie zrobi. Wtedy o dziwno dziesięciolatka przystąpiła krok do przodu.
            -Jestem Danielle Gray, choć tak na prawdę wszyscy nazywają mnie Domino – powiedziała cichym, lecz twardym głosem. – Jestem córką Natashy Gray, czyli siostry pierwszego wcielenia Księżniczki i Shanea, nazywanego przez ciebie Sebastianem.
            Dan słysząc te słowa poczuła jak jej świat rozpada się na pół.

            Po tym dość nieprzyjemnym spotkaniu z Domino, Dan zamknęła się w swoim pokoju. Nie chciała rozmawiać z nikim, a już na pewno nie z Sebastianem. Była na niego zła. Choć w sumie to zbyt lekkie słowa, ona była na niego bardzo wściekła. Okazało się, że tak naprawdę od samego początku ją okłamywał. Kiedyś owszem wspomniał jej o tym, że jakaś tam dziewczyna była z nim w ciąży, ale zapewniał ją wtedy, że to dziecko na pewno się nie urodziło. Że tamta dziewczyna na pewno usunęła je w momencie, gdy on zniknął z jej życia. Powiedział wtedy też, że nawet jeżeli tego nie zrobiła, to i tak żadne z nich nie będzie miało możliwości spotkać tego gówniarza. A tu proszę, okazuje się, że jego córka żyje i ma się dobrze. Do tego też, mimo zapewnień Sebastiana, poznała tą dziewczynkę. Drugą rzeczą, która ją zdenerwowała to to, że nigdy tak naprawdę nie powiedział jej, że nie ma na imię Sebastian tylko Shane. Nie rozumiała tego. Bo, po co niby miałby zmienić imię? Mógł używać swojego prawdziwego, a nie robić szopkę ze zimną imienia.
            Właśnie z tych dwóch powodów Dan zamknęła się w swoim pokoju, ledwo przywitała się z Adrianem. Nie miała najmniejszej siły na rozmowę z którymkolwiek z nich. Zresztą Przeklęci powinni wiedzieć, co dzieje się, gdy Dan jest wściekła, a ktoś w tym czasie próbuje ją o coś wypytywać, lub starać się jej pomóc. Czuła się zdradzona. Ona zawsze mówiła mu o wszystkim. Zawsze też myślała, że on odwdzięcza się jej tym samym. Teraz dowiedziała się, że jednak świat nie jest taki kolorowy, na jaki wyglądał.
            W pewnym momencie Dan usłyszała pukanie do swojego pokoju. Nie odezwała się słowem, ale osoba, która stała po drugiej stronie, była bardzo uparta. Zapukała ponownie. Dan zacisnęła usta w wąską linię, powtarzając sobie w głowie, że się nie odezwie. Osoba, która stała przy drzwiach zapewne nie zrozumiała zachowania Dan, bo gdy nie usłyszała żadnej odpowiedzi, zrobiła sobie samowolkę i weszła do jej pokoju. Dziewczyna przełknęła kilka niemiłych słówek, które cisnęły jej się na usta, gdy zobaczyła u progu swojego pokoju Afrodytę.
            -Przepraszam Dan, że cię niepokoję, ale jest taka pewna mała sprawa.
            Spojrzała na nią ponaglająco, gdy ta nie ruszyła się ze swojego miejsca na łóżku, czego chyba właśnie Afrodyta sobie życzyła. Westchnęła głośno, po czym machnęła lekko ręką. Za nią pojawiła się sylwetka Domino, która przecisnęła się w szparze koło niej, z dużym plecakiem na plecach.
            -Chodzi o to, że przez ta całą aferę z Came i Rayną Adrian boi się zabrać Danielle do swojego pokoju. Zaproponowałam więc, że przenocuję ją u siebie, a po tym zobaczymy, co da się zrobić. Ona jednak powiedziała, że chce spać u ciebie w pokoju. Tak więc, przyszłyśmy tu zapytać cię o zadnie.
Dan spojrzała ze zdziewaniem na Domino, która wpatrywała się w nią błagalnym wzrokiem. Przez chwilę Dan chciała odprawić ją z kwitkiem, ale po tym przyszła jej do głowy jedna myśl. Mogła wydobyć od tej małej prawdę na temat tego, co wcześniej mówił jej Sebastian i przemyśleć fakt, czy powinna być na niego wściekła, czy może odpuścić.
Kiwnęła głową na zgodę. Nie wiedziała, kto westchnął z zadowoleniem. Po chwili usłyszała zamykanie drzwi, a po tym została z Domino sam na sam. Dziewczyna odłożyła pod ścianą swoją torbę i zaczęła rozglądać się po pokoju patrząc z zaciekawieniem na każde drzwi i każdą szafę. Dan z pod przymkniętych powiek obserwowała każdy jej ruch, zastanawiając się, jak powinna zacząć rozmowę. Domino jednak nie miała ochoty  przestać robić cokolwiek. Gdy w końcu zajrzała we wszystkie możliwe szparki w pokoju, podeszła do swojego plecaka i coś z niego wyjęła. Po tym, niczym wichura, pobiegła do łazienki zamykając za sobą z trzaskiem drzwi.
Dan nadal w myślach próbowała jakoś sensowne rozpocząć rozmowę, ale nic za żadne skarby nie chciało jej wejść do głowy. Gdy w końcu po piętnastu minutach dziewczynka wyszła, Dan poddała się. Doszła do wniosku, że zapyta się jej o to kiedyś indziej, choć tak naprawdę wiedziała, że to nie nastąpi w ogóle. Domino usiadła koło niej na łożu ze skrzyżowanymi nogami. Wpatrywała się w nią szeroko otwartymi oczami, które aż do złudzenia przypominały jej oczy Sebastiana. Dan popatrzyła na nią kontem oka zastanawiając się, czego ona może od niej chcieć.
-No to, o co chciałaś się mnie zapytać? – rzekła po chwili Domino, a Dan myślała, że za chwilę udławi się swoją śliną. Skąd ta mała mogła się tego domyśleć? – Wiem, że tego chcesz, bo inaczej nie pozwoliłabyś mi spać w twoim pokoju. Nie lubisz mnie przecież.
Dan przez chwilę wpatrywała się w nią ze zdziwieniem. Domino naprawdę zaczynała ją zadziwiać. W niektórych momentach przypominała niewinną dziewczynkę, która nie wie, co tu robi. Niekiedy jednak zaczynała się zachowywać tak, jak osoba dwa razy starsza od niej samej.
-Chcę wiedzieć wszystko – powiedziała w końcu Dan, nie bardzo wiedząc, jakie powinna zadać pytania.
Domino przez chwilę wpatrywała się w sufit. Po tym jej wzrok znów utkwił w Dan.
-No więc, tak jak już mówiłam moją matką była Natasha Gray, czyli starsza siostra pierwszego wcielenia Księżniczki Przeklętych, Alexis Gray. Obydwie mieszkały w Nowym Jorku, w USA, choć moja matka potem przeprowadziła się do San Francisko. Oprócz ich dwóch była jeszcze Charlotta, która jak później się okazało, była Tori, ale to nie ważne w tym momencie. Moja matka poznała Shanea, czyli Sebastiana, w chwili, gdy zaczynała studia. Na początku spotykali się tylko, jako znajomi, po tym jednak najpierw zaczęli ze sobą chodzić, a po tym Shane się jej oświadczyły. Zamieszkał u nich w domu. On jednak nie robił tego wszystkiego, bo kochał moją matkę. Nie wiem czy wiesz, ale odkąd ją poznał, był zakochany w waszej Księżniczce. A że ona w tym wcielaniu była siostrą Natashy, więc postanowił najpierw zdobyć jej zaufanie, po tym jej rodziców, a na samym końcu Alexis.
Dan na chwilę się wyłączyła. To, co usłyszała, było dla niej prawdziwym szokiem. Teraz zrozumiała, dlaczego Shane zmienił imię na Sebastian. Nie chciał, aby wszyło na jaw jego prawdziwe powiazanie z Księżniczką. Jaka ona była głupia. Myślała, że może ułożyć sobie życie z kimś takim, jak on. A tu naprawdę okazuje się, że on tak naprawdę jest z nią tylko dlatego, że jego prawdziwa ukochana ugrzęzła w trochę innych czasach i w innym miejscu niż on. Dlatego musiał znaleźć sobie zabaweczkę na daną chwilę, którą w każdej chwili będzie mógł wyrzucić.
Domino jednak nie zauważyła uczuć, które pojawiły się na jej twarzy, tylko kontynuowała.
-Oczywiście nie sadził, że moja matka może zauważyć, że on przez cały czas kręci się koło jej siostry. Na początku starała się nie zwracać na to uwagi uważając, że on po prostu chce być dla niej miły. W końcu jednak  nie wytrzymała i się go o to zapytała. On nie zaprzeczył jej oskarżeniem. Ba, wszystkie je potwierdził. Natasha pokłóciła się z nim o to, choć tak naprawdę nie chciała tego zrobić. Tego samego dnia Shane, który przybrał wtedy imię Ian, wyniósł się z ich domu. Natasha nie chciała powiedzieć rodzicom, o co się z nim  pokłóciła, ale szybko ta informacja wyszła na jaw. Oprócz tego państwo Gray dowiedzieli się jeszcze jednej rzeczy – ich córka była w ciąży ze swoim byłym narzeczonym. On oczywiście o tym nie wiedział. Natasha wyjechała kilka dni później do San Francisko. Przeniosła się tam na studia. Planowała zostać tam jak najdłużej. Nie chciała wracać do domu, bo jej rodzice na każdym kroku mówili jej, że jest głupia, bo zaszła w ciążę. Do domu wróciła pół roku później, a to tylko dlatego, że Alexis uciekła z domu. Wtedy też po raz ostatni spotkała Shanea. Godzinę później on, Alexis, Charlotta i ich rodzice wylecieli w powietrze wraz z małym drewnianym domkiem, w którym mieszkała przez ten czas Alexis. Oczywiście Natasha nie wiedziała, kim jest Shane, dlatego też właśnie tak to odebrała. Wpadła w depresję. Za jednym zamachem straciła wszystkich, na których jej zależało. Lekarze dziwili się, że donosiła ciążę do końca. Mówili, że była na tyle niepoczytalna, że mogła w każdej chwili zrobić krzywdę sobie, czy dziecku. Po moich narodzinach spędzałam z nią pół roku. Po tym pewnej letniej nocy zaniosła mnie i położyła na wycieraczce domu dziecka, a sama podcięła sobie żyły ulicę dalej. Przez resztę czasu mieszkałam tam. Odwiedzał mnie tylko Adrian, który na początku wmawiał mi, że był przyjacielem mojej matki. Jednak, gdy obudziły się moje moce wyznał mi prawdę. Dowiedziałam się tego wszystkiego, co teraz ci przekazałam. Dwa lata temu Adrian zaczął walczyć o to, aby mnie adoptować. W końcu, gdy  to się udało, od razu zabrał mnie tutaj.
Dan wpatrywała się w nią próbując poukładać sobie w głowie całą tę historię. Zaczęła żałować Domino. Miała straszne dzieciństwo.
-Czy kiedykolwiek spotkałaś się z Sebastianem? – zapytała, a jej głos zaczął drżeć. Musiała to wiedzieć. Chciała wiedzieć, czy w tej kwestii też ją oszukał.
-On nigdy za mną nie przepadał. Wiedział, że się urodziłam, wiedział, co stało się z moją matką, nie przyszedł jednak mi pomóc. On zawsze był zapatrzonym w siebie dupkiem, który tylko ranił wszystkich dookoła. To Adriana zawsze uważałam za swojego ojca, a nie jego. A co do twojego pytania, niestety kilka razy miałam tą nieprzyjemność spotkać się z nim.
Dan poczuła się strasznie. Nawet w tej kwestii ją okłamał. Okazało się, że wszystko było kłamstwem, które sobie tylko wymyślił. Nie kochał jej i non stop oszukiwał. Poczuła jak łzy zaczynają płynąć jej po policzkach. Otarła je wierzchem dłoni tak, aby Domino tego nie zauważyła. Nie mówiąc nic weszła pod kołdrę i przykryła się po same uszy. Domino przez chwilę nie ruszała się w ogóle. Po chwili poczuła jej rączkę na swojej głowie.
-Zobaczysz, jeszcze wszystko się ułoży.
Po tym sama wślizgnęła się pod jej kołdrę i przywarła do niej plecami. Nie minęło nawet pięć minut, gdy zaczęła cicho pochrapywać.

Dwie postacie cicho prześlizgnęły się przez ciemny korytarz jednego z dużych domów w Atenach. Po tym, jedna z nich jeszcze ciszej zapukała w zwykłe, brązowe drzwi. Nie usłyszeli jednak odpowiedzi. Powoli otworzyli je i wślizgnęli się do środka. Wszędzie w pomieszczeniu były pozapalane świece. Na samym środku tego pomieszczenia siedziała kobieta, którą na pierwszy rzut oka można było uznać za piękną. Miała długie, brązowe włosy, które wbrew właścicielce skręcały się w loki. Miała duże, nienaturalnie żółte oczy, które zawsze przyciągały do siebie wzrok. Ludzie, którzy poznawali jej charakter już jej w ten sposób nie nazywali. Kobieta, choć na to nie wyglądało, była bardzo mściwa, nienawidziła sprzeciwów i tych wszystkich, którzy nie uznawali jej za bóstwo.
-Co tam siostra?
Kobieta otworzyła oczy i spojrzała na przybyszów. Uśmiechnęła się. Nie widziała tej dwójki od tak dawna. Wstała i otrzepała swoją suknię.
-Cam, Rayna. Miło mi was widzieć – powiedziała, a na jej ustach pojawił się lekki uśmiech. – Jak się tu dostaliście? Czyżby ten idiota, Zeus, zdjął z Przeklętych czar, który trzyma ich na Olimpie?
Cam rozsiadł się na niewielkim łóżku.
-Oczywiście, że nie. Nie jest taki głupi. – Po chwili dodał: - To dzięki naszemu sprzymierzeńcowi tu jesteśmy. Ta kobieta naprawdę nienawidzi Zeusa, Danei i tych wszystkich Przeklętych, którzy się tam pałętają, skoro zaczęła nam pomagać.
Na twarzy kobiety pojawił się uśmiech.
-Od dawna mówiłam wam, że ona w końcu przejdzie na naszą stronę. Zeus przecież wyrządził jej tyle krzywd…
Zaśmiała się, a po placach jej gości przeszedł dreszcz.
-Mam nadzieję Tori, że nie mylisz się co do niej – powiedziała Rayna przysiadając na łóżku.
-Co ciekawego na Olimpie? Jakieś rzeczy, o których powinnam wiedzieć oprócz tego, że sama Danea zawitała w progach tego przeklętego miejsca.
Rayna skrzywiła się.
-Wiedziałaś, że Shane ma dziecko z tą całą Natashą Gray?
Tori spojrzała na nią krzywo, a Rayna pożałowała tych słów. Oczywiście, że Tori o tym wiedziała. Gdy to się stało, była Charlottą Gray, młodszą siostrą Natashy i Alexis. Wiedziała o wszystkim doskonale.
-Z grubsza chodzi o to, że ta gówniara pojawiła się na Olimpie – powiedział Cam zamiast Rayny, która nagle straciła głos. – Ta dziewucha jest czarownicą! Nigdy nie sądziłem, że z człowieka i przeklętego może narodzić się czarownica.
Tori odwróciła się do swoich towarzyszy. To, o czym mówili miało sens. Shane przecież do końca nie był człowiekiem, więc można było się tego spodziewać. Tori zastanawiała się przez chwilę, czy powinna obawiać się tej dziewczyny. Nie wiedziała, jaką miała moc.
-Miejcie ją na oku – powiedziała odwracając się do nich tyłem. – Jak zdarzy się coś ciekawego, to od razu mnie o tym powiadomcie.
Obydwoje pokiwali głowami doskonale rozumiejąc jej rozkaz.
-Poza tym, chciałabym was prosić o coś jeszcze. Zabijcie w końcu tą przeklętą Danee. Mam już dość tych czasów.
Rayna uśmiechnęła się pod nosem. Od zawsze marzyła o tym, aby dostać takie zadanie. To, co zrobiła z Alexis Gray, w ogóle jej nie odpowiadało. Zawsze chciała przeszyć własnoręcznie jakimś sztyletem jej serce. Chciała przy tym zobaczyć minę Adriana.
-Ona boi się wody i ognia – powiedziała Tori po chwili ciszy wpatrując się w nich. – Obawiam się, że to nie są jedyne rzeczy, które pamięta, albo przeczuwa.
Danea zginęła przez oba te żywioły, a to właśnie niepokoiło Tori. Bała się ich, choć w tym wcieleniu jej ciału nie zaszkodziło żadne z nich. To jednak nie był żaden problem. Tori bowiem zawsze była o krok przed swoimi wrogami.
***
Zdziwieni? zaskoczeni? cokolwiek? xd tak wiem, jestem wredna jak cholera.lubię uprzykrzyć moim bohaterom życie. ale wierzcie mi to jeszcze nie wszystko xd powiedzcie mi jednak,  która z informacji najbardziej was zaszokowała? I co myślicie po pomocniku Tori z Olimpu? kim może być ów kobieta, która tak nie lubi naszej Księżniczki?

Ale koniec pytań jak na dziś. Macie tu takie krótkie opowiadanie na temat Domino, które pisałam na akcje ^.^ co nieco może to przybliży jej postać. KLIK
I co tam jeszcze... acha prośba o betę nadal aktualna. mam nadzieje, że uda mi się znaleźć jakąś przed następnym rozdziałem xd
Pozdrawiam

13 komentarzy:

  1. Hohoho, ależ się porobiło. Dan dowiedziała się o dziecku Sebastiana, przepraszam Sanea, zaliczyła pierwsze spotkanie z Camem i Rayną, a i dowiedziała się, że niestety jej ukochany nie jest takim aniołkiem za jakiego go uznawała (nie tylko on).
    Współczuję jej.
    A pro po chyba (na pewno) wiem, kto jest tą tajemniczą osobą, która pomaga twórczyni. Chciałabym zdradzić to czytelnikom, ale wiem, że użyłabyś taka samą formę ukatrupienia mnie, jaką Zeus użyje na tej osobie.
    Z poważaniem your little sister :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co? ja i bez tego mam ochotę z tobą zrobić to samo xd taki mi tu spilorować?! nieładnie!
      Dan dowie się jeszcze wielu ciekawych rzeczy, a ty wiesz o tym doskonale. to co jest w tym rozdziale to nic xd
      pozdrawiam i pamiętaj - ja wiem gdzie mieszkasz ;p

      Usuń
  2. Jestem pierwszy raz. Tak zerknęłam że mitologia to zaczęłam czytać. Mam za sobą na razie pierwszy rozdział, bo nie miałam dziś zbyt dużo czasu, a nie lubię zaczynać książek od "dupy" cytując koleżankę :D Podoba mi się pomysł z przeklętymi i postać Maxa i na razie nie będę się więcej udzielać bo muszę nadrobić dwa działy, ale może jutro wyskrobię trochę czasu ;)
    http://absyncja.blogspot.com/ - taki tam mój blog może cię zainteresuje
    dodaje cię do obserwowanych ogólnie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi widzieć. mam nadzieje, że nie zniechęcisz cię ilością rozdziałów i dobrniesz do końca. z niecierpliwością czekam na twoją opinię;)
      pozdrawiam

      Usuń
  3. Jestem pod wrażeniem. Sporo się dzieje, ja osobiście nie mogę narazie się połapać, bo mam zaległości za co przepraszam. Współczuję Dan... Musi mieć naprawdę złamane serce...
    Jestem pod wrażeniem, rozdział budzi we mnie emocje :) brawo. :)
    ostatnia-heretyczka.blogspot.com
    lorelon.blogspot.com
    anna-boleyn.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję ci. mam nadzieje, że nadrobisz poprzednie rozdziały i będzie się już we wszytkim łapać. Oj, tak, Dan ma złamane serce, a o tym wszyscy przekonamy się w następnym rozdziale. skromni powiem, że pojawi się jeszcze w tym tygodniu, zapewne w niedzielę rano xd
      pozdrawiam

      Usuń
  4. Mnie osobiście najbardziej zaskoczyło to, kim jest Domino :O Córka Sebastiana i Natashy, no proszę! Zupełnie wyleciało mi z głowy, że Shanea łączyły jakieś relacje z siostrą pierwszego wcielenia Księżniczki, a Ty mi to przypomniałaś i to jeszcze w jakiej formie! Dziewczynka wydaje się nazbyt dojrzała jak na swój wiek, a to pewnie za sprawą tego, co przeszła. Dobrze, że Adrian ją zaadoptował, chociaż nie do końca rozumiem zachowanie Sebastiana względem niej. W końcu to jego córka, mimo że niechciana, i powinien jakoś bardziej się nią przejmować, starać się, by Domino to jego traktowała jak ojca albo przynajmniej kogoś na kim może polegać, a nie...
    Do tego wszystkiego Domino jest czarownicą i kto wie, być może prawie tak potężną jak Tori, albo chociaż wystarczająco silną, by Tori pokonać? Bardzo podoba mi się, że wprowadziłaś wątek Domino. Masz genialne pomysły, które pewnie jeszcze nieraz mną wstrząsną :)
    Pojawił się także Cam, brat Tori, i Reyna, siostra Adriana. Oboje wydają się móc bardzo namieszać w tej księdze, zwłaszcza po tym, jak dostali zadanie zabicia Dan.
    A skoro już przy Dan jestem - myślę, że to czas najwyższy, aby Sebastian wyjawił jej całą prawdę, bo w końcu dziewczyna zaczęła uważać, że jest dla niego tylko jakąś zabawką, bo nie może być ze swoją prawdziwą ukochaną - Księżniczką. I poza tym musiała przeżyć spory szok, gdy dowiedziała się, jak jej ukochany wykorzystał Natashę.
    Cóż, jak dla mnie Tori może pomagać Hera, co by potwierdzały słowa, że Zeus wyrządził jej tyle krzywd, co można rozumieć jako to, że ma dzieci z innymi xd
    Dan boi się wody i ognia... Czyżby jej kolejne śmierci miały mieć związek z powietrzem i ziemią? :>
    Niecierpliwie wyczekuję nowości i pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało mi się ciebie zaskoczyć! Jest!!! Domino ma trochę dziwny charakter - raz zachowuje się jakby była dwa razy starsza, a raz jakby kilka kat młoda. co do relacji między Domino, a Sebastianem... eee trochę wyjaśnień na ten temat będzie w następnym rozdziale xd nie umiem teraz tego wytłumaczyć.
      Co do mocy Domino to trafiłaś. jednak to nie ona zabije czarownice od razu ostrzegam.
      Dan jeszcze trochę będzie musiała poczekać na prawdę. nie pozna jej na pewno od niego.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Tym razem będzie króciutko, bo mój pies miauczy, że chce na dwór. No jak mus, to mus, co nie? Przywlokło się takiego szczurka do domu to trzeba trzeba odcierpieć swoje :D
    No, ale tu nie o mnie. Rozdział czytało się bardzo przyjemnie, bo był niesamowicie ciekawy. Czytałabym dłużej, gdyby nie zabrakło mi literek, a tak klops.
    W każdym razie dzieje się bardzo dużo i chyba muszę jeszcze później przysiąść do tego na spokojnie,aby we wszystkim się połapać.
    W życiu Dan trochę się pomieszało. Biedna, nie zazdroszczę jej tego. Za to bardzo współczuję. Musi bardzo cierpieć. Eh, faceci są do dupy! Nie wszyscy, ale zdecydowana większość.
    Dobra, najwyżej później coś dopisze, bo yorkołak mnie zaraz pożre w całości.
    Pozdrawiam i czekam na next.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie martw się, jak mus to mus, rozumiem to. ale i tak cieszę się, ze nie mam psa.
      pozdrawiam

      Usuń
  6. Zaskoczeni, zdziwieni i wszystko na raz :o Na początku niby miła sielanka, a później zaczyna się dziać :D Polubiłabym Cama *.* Mimo że jest taki zły :> Ale czytając opis jego wyglądu skrzywiłam się i uznałam, że jednak mi nie pasuje >.< Adrian zawsze pojawia się w odpowiedniej chwili z tym swoim uśmiechem na ustach :D Mój faworyt <3 Poruszyła mnie Historia Natashy :o Jest świetnie przedstawiona od początku do końca wszystko wyjaśnione i trzeba przyznać, że to było smutne... Natychmiast zmieniłam zdanie o Sebastianie. Nienawidzę dupka ;d Żeby być takim.. Och :d Brak słów.. Natasha tyle wycierpieć musiała :(( Domino ech.. Jej też współczuje. :d Dom dziecka i wychowanie bez rodziców.. Adrian wybawiciel *_* Mam nadzieję, że Dan poukłada sobie coś w życiu i da w twarz Sebastianowi :3 Zastanawia mnie ostatnia scena :d Tori jest świetną królową zła :> Niestety jakoś nie chce mi się myśleć i nie wiem kto może jej pomagać :o Ale rozdział świetny. Ta Historia Natasha&Sebastian&Domino i Adrian najbardziej mnie wciągnęła *.* Pozdrawiam :3 Ps. Przeprasza, chyba po raz kolejny >.< Czytając Twoje powiadomienie o rozdziale nie mal czułam tą irytację :d Jestem Zua :'<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A więc zacznę od końca - oj tam, nie przejmuj się moimi humorkami xd mnie ostatnio wszytsko irytuje;p
      A teraz reszta. Adrian i jego wyczucie czasu. on ma chyba jakiś kalendarz, w którym jest napisane wszystko, co się wydarzy. każdego dnia otwiera go i sprawdza :o tej osobie pomogę, a tej już nie" xd
      też uważam, ze Natasha jest najbardziej poszkodowana z nich wszystkich (na razie). na początku nie chciałam jej tego wszystkiego robić, no ale już nie mogłam się powstrzymać.
      Domino może i jest biedna, ale doskonale potrafi sobie poradzić, choć ma tak niewiele latek.
      Tori jest zła do szpiku kości ;p królowa z niej byłaby wspaniała. a może tą królowa się stanie????
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Czemu Shane całuje się z pięciolatką?

    OdpowiedzUsuń

wykonała Anaya