sobota, 18 maja 2013

III. Rozdział 1

„Ludzie widzą to, co chcą zobaczyć. W większości przypadków to, co im się wmawia”
Erin Morgenstern

            Ludzie od zawsze byli zawistni. Zazdrościli innym tego, co mieli, a gdy już sami to dostali, przestawali zwracać na to uwagę. Nigdy nie chcieli, aby ktoś miał więcej, niż oni sami. Nie akceptowali ludzi innych, tych, którzy mieli inny wygląd, czy zachowanie.
            O tym fakcie najbardziej przekonała się Dan. Zawsze, odkąd tylko pamięta, była obgadywana i źle traktowana przez innych. A to wszystko przez to, że nie wyglądała jak większość ludzi w Atenach. Wyróżniała się z pomiędzy nich. Miała bowiem krwistoczerwone włosy, jakich jeszcze nikt nie widział. A to zwykłym, prostym ludziom się nie podobało. Ona jednak znosiła to wszystko z kamiennym wyrazem twarzy. Wiedziała, że ma coś, czego oni nigdy by nie mieli, choćby nie wiadomo jak by się starali. Coś, o istnieniu czego nawet nie wiedzieli. Nie znali bowiem prawdziwego pochodzenia Dan. Według wszystkich ludzi była córką jednego z najznakomitszych wojowników w Atenach. Ale to nie była do końca prawda. Owszem Dan nazywała go swoim ojcem, a dokładnie był on „Tatą nr 1”, ale nie był tym biologicznym. Miała taki zaszczyt, że jej prawdziwym rodzicem był sam Zeus – władca piorunów i najważniejszy bóg na Olimpie. Dan wiedziała, że gdyby tylko ludzie się o tym dowiedzieli, przestaliby ją traktować tak, jak robią to teraz. Byłaby sławna. Ona jednak nie chciała wykorzystać tego faktu. Wiedziała, że zawsze znalazłby się ktoś, kto chciałby to wykorzystać.
            Oczywiście sam fakt, że jej ojcem jest bóg na nic by się jej nie zdał. Ważniejszą rzeczą było to, że mogła się z nim spotykać. A widywała się z nim dość często. Zeus był nazywany przez Dan „Tatą nr 2”. Kochała go tak samo, jak tamtego, tylko, że widywała go trochę rzadziej. Raz na tydzień, a była to najczęściej niedziela. Na Olimp  przenosiła się przy pomocy magii. Raz na jakiś czas zdarzało się, że zostawała tam na dłużej. O tym w ogóle ludzie nie mogli się dowiedzieć. Jeszcze jej tylko brakowało tego, aby zechcieli wykorzystać ten fakt.
            W tym właśnie czasie były jedne z tych dni, w których Dan została zaproszona na Olimp. Oczywiście ten dzień sam w sobie nie był jakiś dziwny, gdyby nie to, że została zaproszona na obrady dwunastki Olimpijskich bogów. Nigdy wcześniej nie trafiła na obrady, wiec była nadmiernie ciekawa, jak one mogą wyglądać. Została posadzona na wygodnym posłaniu z poduszek. Nie była na tyle blisko bogów, aby im przeszkadzać, ale nie była też na tyle daleko, aby niczego nie słyszeć. Wpatrywała się z ciekawością na dwanaście tronów ustawionych w półkolu. Oczywiście tak naprawdę nie były to żadne trony z kamienia, jakich można byłoby się spodziewać. Kiedyś Zeus pozwolił jej usiąść na jednym z nich. Okazało się, że są to duże, miękkie i wygodne fotele, które tylko przypominają kamienne trony.
            No właśnie to była też jedna z tych rzeczy, która nie zgadzała się z opowiadaniami babki. Ta zawsze mówiła jej, że bogowie mieszkają na wielkiej górze Olimp, pomiędzy chmurami. Mówiła też, że wszystko, co tam się znajduje jest podobne do tego, co znajduje się w Atenach, tylko wykonane jest z o wiele lepszych kruszców. Jednak, gdy pierwszy raz pojawiła się tam zrozumiała, że babka w ogóle nie miała racji. Olimp wcale nie znajdował się na górze i nie było tam chmur – był w ogóle w innym wymiarze, który nie podlegał ziemskiemu upływowi czasu. A Grecki budynek był tam tylko jeden, a mianowicie wielka sala obrad, w której właśnie była Dan. Reszta nie przypominała budowli, które pochodziły z jej czasów. Oprócz takich budynków można było też znaleźć tam sprzęt, którego Dan nigdy wcześniej na oczy nie widziała. A to wszystko dzięki temu, że mogli stamtąd przenieść się w dowolne miejsce na świecie i w dowolnym czasie, od początku świata, aż do samego końca.
            Dla Dan było to coś dziwnego, ale dla mieszkańców Olimpu była to norma. Oczywiście w Olimpie nie mieszkali tylko bogowie. Było tam też wiele różnych innych istot, o których nawet jej babka nie wiedział.
            Gdy nadszedł czas rozpoczęcia obrad Zeus wstał ze swojego tronu i gestem ręki uciszył wszystkich zebranych. Wszyscy bogowie, którzy tam byli, byli ubrani w tradycyjne greckie stroje, co tak naprawdę nie zdarzało im się często. Jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki wszyscy ucichli. Zeus uśmiechnął się do każdego z osobna.
            -Witam was na dzisiejszych obradach – zaczął. – Pewnie i tak już wiecie, o czym będziemy dziś rozmawiać tak, więc… - Niedane mu jednak było dokończyć.
            Jedna z dziewczyn siedzących w półkolu pisnęła, przez co wzrok wszystkich skupił się właśnie na niej. Dan nie zdziwiła się, gdy okazało się, że to Afrodyta. Kiedyś babka opowiadała jej, że Afrodyta to piękna wysoka, blondynka, o długich włosach i szczupłej figurze, o oczach koloru oceanu. Owszem, co do niektórych jej cech trafiła, większość niestety nie było prawdziwe. Afrodyta owszem była piękna, była jednak brunetką o ciemnych oczach. Nie była też zbyt wysoka. Dziewczyna z przerażeniem wpatrywała się w jeden ze swoich paznokci.
            -Połamał mi się – wyszeptała, jakby to wszystko usprawiedliwiało.
            Dan miała ochotę zaśmiać się, ale powstrzymała ją mina Zeusa. Patrzył na Afrodytę, jakby zobaczył naprawdę coś dziwnego.
            -Czy mogłabyś zająć się paznokciem po obradach, a nie w ich trakcie?
            Dziewczyna speszona opuściła głowę, wpatrując się w swoją rękę.
            Zeus głośno westchnął.
            -A, więc… - zaczął, ale i tym razem nie było mu dane skończyć.
            Ares wstał ze swojego miejsca i spojrzał groźnie na Zeusa.
            -Hermes jeszcze się nie pojawił, wiec powinniśmy zaczekać.
            Tak czysto teoretycznie Ares był jej przyrodnim bratem. Zeus jednak stwierdził, że nie ma na niego zwracać uwagi. Nie była ona taka, jak większość jego dzieci. Tamte albo rodziły się, jako bogowie, albo półbogowie. Ona jednak nie była ani jednym, ani drugim. Była człowiekiem. Nie miała żadnych nadzwyczajnych cech, oprócz swojego wyglądu. Dlatego też nie przyznawała się do tego, że Ares był jej bratem. W pewnym sensie obawiała się go. Nigdy nie było wiadomo, na jaki głupi pomysł wpadnie. W jednej chwili mógł być miły, a w następnej mógł rzucić się na ciebie z nożami w ręce.
            Zeus spojrzał na niego z kamienną twarzą, ale Dan widziała jak żyłka na jego czole zaczyna pulsować.
            -Hermes, to Hermes – wycedził. – On zawsze się spóźnia.
            Dla Aresa to był chyba wystarczający argument, bo usiadł na swoim miejscu. Zeus rozejrzał się po zebranych.
            -Czy może jeszcze ktoś ma ochotę mi przerwać?
            Gdy nie usłyszał sprzeciwów, znów zaczął swoją przemowę. Dan wsłuchiwała się w obradę, nie rozumiejąc zbytnio, o czym mówią. Były tam wymienione wszystkie możliwe państwa i czasy. Dan już dawno się w tym pogubiła. Gdy w końcu obrady zeszły na temat, który ją interesował, a mianowicie tych innych mieszkańców Olimpu, ktoś musiał przerwać obrady. Wielkie drzwi otworzyły się z hukiem, a do środka wjechał Hermes. No właśnie wjechał. Siedział na czymś, co nazywało się wózkiem, choć tak na prawdę Dan nigdy wcześniej nie wiedziała tego przedmiotu. Obie jego nogi były unieruchomione gipsem. Wjechał na środek sali, a wszyscy wpatrywali się w niego, jak w wariata.
            Zeus miał minę, jakby chciał jak najszybciej stąd uciec i powiesić się na najbliższym drzewie. Patrzył na Hermesa, jakby zobaczył nieznany rodzaj owada i nie wiedział, czy go się bać, czy może wykorzystać do dobrych celów.
            -A tobie, co się stało? – zapytał po chwili, gdy pierwszy szok minął.
            Hermes pokazał palcem na swoje nogi.
            -Są połamane. Obie – podkreślił ten fakt.
            Zeus podniósł jedną brew do góry.
            -No i co ja mam związku z tym zrobić?
            Wszyscy zgromadzeni, nawet Dan i Zeus, wiedzieli, że Hermes blefuje. Bogowie nie mogą sobie połamać nóg, a jeżeli już to zrobią, kości bardzo szybko się u nich zrastają. Wszyscy wiedzieli, że on coś kombinuje.
            -Jak to, co? – Zrobił obrażoną minę. – Przyszedłem walczyć tu o urlop chorobowy!
            Ares parsknął śmiechem, a zaraz za nim reszta. Dan od dawna wiedziała, że Hermes walczy o ten urlop, ale nigdy nie podał dobrego argumentu, aby go dostać. Ostatnim, o którym słyszała było pilnowanie aligatorów w sadzawce ogrodzonej czterometrowym drutem kolczastym podłączonym do prostu. Oczywiście nikt nie wspomniał, że te aligatory były tu ściągnięte przez niego samego.
            Zeusowi jednak nie było do śmiechu. Spojrzał na niego z politowaniem.
            -Chłopie nadal o to walczysz? Ile jeszcze razy mam powtarzać ci, że nie?!
            Hermes zrobił obrażoną minę.
            -Ale teraz mam bardzo dobry argument – powiedział na swoją obronę pokazując na swoje nogi.
            Zeus westchnął głośno. Dan wiedziała, że ma już dosyć tej sprawy.
            -A kto cię zastąpi? – zapytał ze zrezygnowaniem.
            Na twarzy Hermesa ukazał się szeroki uśmiech.
            -Jak to, kto? Sebastian. W końcu szkoliłem go przez ostatnie kilka miesięcy, aby mógł mnie zastąpić.
            Zeus spojrzał na Dan, szukając u niej ratunku. Dziewczyna przez chwilę zastanawiała się, czy powinna zgodzić się na to. W końcu wzruszyła ramionami, co Zeus przyjął z grobową minę.
            -No dobra, masz ten swój upragniony urlop.
            Tego, co zrobił Hermes nikt się nie spodziewał. Najpierw zaczął wydawać z siebie bliżej nieokreślone dźwięki, a po tym na wózku zatańczył breakdance’a. Oczywiście Dan na swoje oczy pierwszy raz widziała ten taniec, ale wystarczył jej ostatnio dzień w towarzystwie Afrodyty i Apolla, aby zacząć rozróżniać te dziwne tańce.
            Gdy Hermes przestał podskakiwać na wózku i wydawać dziwne dźwięki, i gdy w końcu zjechał na bok, Zeus odezwał się znów.
            -Dobrze. Chciałem omówić z wami jeszcze jedną sprawę, ale z racji tego, że pewien osobnik, którego z imienia nie wymienię, właśnie popsuł mi humor, kończę obrady teraz, a od tamtej sprawy zacznę następne. – Po chwili ciszy dodał: – Ma ktoś może jeszcze mi do przekazania. Może jakąś pisemną prośbę, albo coś? – Gdy nikt się nie odezwał, spojrzał na Dan. Momentalnie jego mina złagodniała. – A ty skarbie, masz do mnie jakąś sprawę?
            Dan tylko czekała na te słowa. Pokiwała głową, po czym wstała ze swojego miękkiego miejsca. Chwyciła do reki rulon pergaminu zawiązany niewielką wstążeczką, po czym ruszyła w stronę Zeusa. Ten trochę pobladł, widząc swoją córkę zmierzającą do niego z taką hardą i wesołą miną. Nie pokazał jednak tego, tylko bez gadania wziął od niej pergamin, po czym rozsiadł się na swoim fotelu. Dan na początku planowała, aby wrócić na swoje miejsce, ale doszła do wniosku, że bezcenna będzie mina, gdy Zeus przeczyta całość tej wiadomości. Miała rację, z każdą kolejną linijką jego uśmiech zmniejszał się coraz bardziej, aż nie zostało z niego nic. Na samym końcu na jego twarzy pojawił się taki szok, że nie zdołał oderwać wzroku od kartki. Zapewne szukał tam słowa „żartowałam”, ale Dan i tak wiedziała, że go tam nie znajdzie. Sama przeczytała ten tekst kilka razy, zanim przybyła na Olimp.
            Wszyscy z niemałą ciekawością czekali na to, co powie im Zeus. On niestety, gdy oderwał wzrok od kartki zdołał tylko powiedzieć:
            -Możecie już stąd iść. Obrady są zakończone.
            Wszyscy z niechęcią podnieśli się ze swoich foteli. Nie minęła chwila, gdy żadne z nich nie miało na sobie już tradycyjnych greckich strojów, tylko zwyczajne ubrania. Oczywiście nadal nie były one zwyczajne, bo Dan była zmuszona chodzić w tym, co oni od święta.
            -Afrodyto, poczekaj chwilę – zawołał w pewnym momencie Zeus, wpatrując się w nią jak na zbawienie. – Zawołaj mi tu Elaine.
            Dziewczyna pokiwała głową, po czym tak jak reszta ruszyła w stronę wyjścia. Gdy w sali została tylko Dan, Zeus i Hera, która też w sumie powinna wyjść, ale nic sobie nie robiła z zabójczego wzroku męża. Nie minęła chwila, gdy wyrwała mu list z reki i zaczęła go czytać. Zeus za to spojrzał na Dan.
            -Powiedz mi tylko, że ten list to żart – zaczął, a jego twarz robiła się coraz bladsza. – Przecież doskonale wiesz, że nie powinnaś tego robić.
            Dan już chciała powiedzieć coś w swojej obronie, gdy Hera mu przerwała.
            -Dan, nie słuchaj ojca. Nadal jest załamany, że dał Hermesowi wolne.  Doskonale wiesz, że musi się na to zgodzić. – Po chwili dodała: - A jeżeli on by ci nie pozwolił, ja bym to zrobiła.
            Dan zawsze dziwiło zachowanie Hery. Babka zawsze mówiła jej, aby trzymała się od niej jak najdalej, bo była żoną Zeusa i zawsze nienawidziła dzieci, które spłodził z jakąś inną kobietą, prócz niej. Co dziwniejsze, Hera traktowała ją normalnie. Nie patrzyła pogardliwie, ani nie rzucała mężowi z jej powodu jakiś dziwnych tekstów. Traktowała ją tak, jak każdy tu, czyli zwyczajnie.
            Zeus wziął naprawdę głęboki wdech.
            -Dan, błagam cię, nie proś mnie nawet, abym się zgodził. Wiesz, że to może być niebezpieczne.
            Dan doskonale o tym wiedziała. Chciała jednak to zrobić.
            W tym liście była prośba od jej ojca nr 1, aby przez najbliższy miesiąc została na Olimpie, bo on i jej matka musieli pilnie wyjechać do rodziny. A tam, gdzie jechali może być niebezpiecznie. Dlatego też ojciec zaproponował, aby Dan przez ten czas została u swojego drugiego ojca. Ta oczywiście nie protestowała, choć wiedziała, jakie mogą być tego konsekwencje.
            -Ale też wiesz, że jeszcze bardziej niebeczana jest podróż do rodziny mojej matki. Pozwól więc mi tu zostać. Przecież tyle razu już tu byłam, a żadne z nich nawet się do mnie nie odezwało. Nie jestem przecież głupia. Wiem, co mam robić.
            Zeus potarł ręka twarz.
            -Doskonale wiesz, że i tak się zgodzę, abyś tu została. Wolę, abyś była w niebezpieczeństwie tu, a nie gdzieś, gdzie mnie nie ma. Ale pamiętaj, nie wolno chodzić ci nigdzie samej.
            Dan pokiwała głową, a na twarzy miała wymalowaną powagę. Tak na prawdę w środku szalała z radości. Przez chwilę pozwoliła sobie na lekki uśmiech. Oczywiście nie spodziewała się tego, że Zeus to zauważy. Już otworzył usta, aby coś na ten temat powiedzieć, gdy drzwi otworzyły się głośno skrzypiąc. Do pomieszczenia weszła dziewczyna, po którą posłał Zeus. Dan uśmiechnęła się szeroko. Uwielbiała ją. Mogła nawet powiedzieć, że uważała ją za swoją przyjaciółkę. Tak naprawdę Elaine nie była człowiekiem. Nie była też bogiem, ani półbogiem. Była jednym z tych innych mieszkańców Olimpu. Była Przeklętą, czyli osobą przywróconą do życia przez jakąś czarownicę. Dan zawsze fascynowała historia Przeklętych, czymkolwiek była – czy o ich Księżniczce, czy o czarownicy, która ich przemieniła.
            Dan ucieszyła się niezmiernie, że Elaine nie okryła się płaszczem iluzji, gdy tu szła. Lubiła patrzeć na jej całkowitą, ludzką postać, ale zawsze uważała, że ta prawdziwa Elaine jest piękniejsza, bo jest jedyna w swoim rodzaju. Żaden inny przeklęty nie miał czarnych pasków przez pół połowy swojego ciała. Dan uwielbiała na nie patrzeć. Kiedyś, gdy jeszcze była mała, dziewczyna pozwoliła jej je policzyć. Do tej pory pamiętała, jak myliły się jej cyferki. Oprócz pasków nie miała też prawego ucha i lewego oka. Pierwszego z tych faktów w ogóle nie była w stanie zakryć, ale oko maskowało się pod zasłoną czarnych włosów, które były tylko na lewej połowie jej głowy.
            Elaine posłała uśmiech Dan, choć przez chwilę na jej twarzy było widać przerażenie. Po tym spojrzała na Zeusa. Mężczyzna westchnął głośno.
            -Zaopiekuj się tym uparciuchem. Dan będzie mieszkała z nami przez najbliższy miesiąc, jak nie dłużej. Pamiętaj tylko, nie pozwalaj jej chodzić nigdzie samej. Nie chcę, aby dopadli ją tamci…
            Elaine pokiwała głową. Zeus pożegnał się z córką, po czym wyprosił oby dwie. Dan była naprawdę szczęśliwa. Myślała, że jej plan nie przejdzie, że Zeus zaprotestuje i od razu wyśle ją do domu. W pewien sposób rozumiała jego obawy. Chciała jednak przekonać się na własnej skórze. Tak jak wcześniej już wspomniała na Olimpie, oprócz bogów mieszkają też Przeklęci. Ci za to dzielą się na dwie grupy – na tych, co są po stronie Księżniczki i na tych, co po stronie Twórczyni. Zeus obawiał się tej drugiej grupy. Twórczynią, bowiem była czarownica, która stworzyła Przeklętych. Była zła do szpiku kości. Tworzyła zastępy tylko po to, aby w przyszłości zaatakować inne czarownice, a po tym Olimp. Większość z nich jednak opuściła ją i zaczęła szukać własnej drogi. Ta, zdesperowana tym faktem chciała stworzyć magnes na nich wszystkich. W pewnym sensie to jej się udało. Dziewczyna, którą wybrała na swój eksperyment przyciągała do siebie wszystkich Przeklętych. Jednym jej problem było to, że była całkowicie ludzka. Można było ją w łatwy sposób zabić, nie to, co innych Przeklętych, którzy byli niezniszczalni. Kolejnym problemem było to, iż dziewczyna przeciwstawiła się Twórczyni. Stało się coś, przez co nawet czarownica zaczęła się jej bać. Zabiła ją. Nie przewidziała jednak tego, że dziewczyna odrodzi się w innych czasach, ciągnąc za sobą wszystkich Przeklętych. Nie pamiętała jednak o swoim poprzednim życiu. Nie wiedziała też o zagrożeniu w postaci czarownicy. Jednak Przeklęci, którzy tępili zachowanie czarownicy stanęli po stronie dziewczyny i od tej pory zaczęli nazywać ją swoją Księżniczką.
            -No dobra Dan. Możesz mi teraz powiedzieć prawdziwą historię – powiedziała w końcu Elaine, gdy były już na tyle daleko sali obrad, że były pewne, iż Zeus ich nie usłyszy. – Bo raczej wątpię, aby twój ojciec jechał do rodziny twojej matki, skoro oni mieszkają w Atenach.
            Dan zrobiła minę niewiniątka, ale po chwili westchnęła. Elaine nie da się oszukać. Dziewczyna przecież znała ją od niemowlaka. Dla sprostowania można też dodać, że to ona sama odebrała jej poród.
            -Ojciec pojechał na jakąś wojnę. Na ten czas wysłał moją babkę i matkę do domu swojej siostry. A ja ich wręcz nienawidzę. Tak więc, namówiłam go, aby napisał ten list i pozwolił mi spędzić ten czas tu.
            Elaine pokiwała głową, jakby niczego innego się nie spodziewała. Przeklęta powinna jednak zrobić awanturę Dan, bo przecież obydwie wiedziały, czemu bóg nie chce, aby jego córka mieszkała przez dłuższy czas na Olimpie. Nigdy też nie pozwał Dan na to, aby wychodziła poza obręb budynku, w którym mieszkali bogowie. Obawiał się bowiem, tej drugiej grupy Przeklętych. Zostali oni wepchnięci tam bez własnej woli. Nie mogą też opuścić tego miejsca. Do tego trzeba mieć pozwolenie Zeusa i moc jakiejś czarownicy. Na ziemi, dokładnie w czasach, w których żyła Dan, mieszkała Księżniczka i Twórczyni. Czarownica nie miała wstępu na Olimp, a jej Przeklęci nie mogli go opuścić. Była bardzo wściekła z tego powodu, ponieważ sama nie mogła zabić Księżniczki. Kiedyś, gdy pierwsze wcielenie Księżniczki było niemowlakiem, Zeus rzucił na nią czary ochronne. Przez pierwsze pięć lat żaden Przeklęty nie mógł podejść do niej, nawet na kilka metrów. Po tym bariera zaczynała się zmniejszać, aż w końcu obejmowało tylko osoby, które miały do niej złe intencje. Jednak w wieku szesnastu, siedemnastu, bądź osiemnastu lat, bariera opadała prawie całkowicie. Wszyscy Przeklęci mogli przebywać w jej towarzystwie, mogli też zrobić jej cokolwiek tylko chcieli. To jednak nie tyczyło się Twórczyni. Ona nie była wstanie zadać jej żadnej śmiertelnej rany. To właśnie najbardziej ją irytowało. Nie mogła jej zabić bez swoich Przeklętych, którzy byli uwięzieni w świecie bez wyjścia.
            Zeus obawiał się tego, że będą chcieli wykorzystać Dan. Albo ją porwą i będą przetrzymywać, albo namówią ją, aby przekonała do tego Zeusa. Dla Dan było to absurdalne, bo nie miała zamiaru z nimi współpracować, ale nikt nie słuchał jej sprzeciwów. Wątpiła też, aby Przeklęci Twórczyni zainteresowali się jej osobą.
            -Nie ma tu chłopaków? – zapytała po chwali ciszy Dan.
            Elaine spojrzała na nią unosząc brew.
            -Adrian jeszcze nie wrócił z XXI wieku, a Sebastian zastępuje teraz Hermesa w jego zadaniach. Wątpię więc, abyś spotkała któregokolwiek z nich w najbliższym czasie.
            Dan westchnęła. Elaine miała rację. Adrian prawie w ogóle nie opuszczał XXI wieku. Zawsze tłumaczył się tym, że ma tam jakieś zadanie do wypełnienia, ale nigdy nie chciał zdradzić Dan, na czym ono polega. Sebastiana natomiast sama jakiś czas temu wkopała najpierw na praktyki do Hermesa, a dziś do roboty.
            Elaine zaprowadziła Dan do jej pokoju. Dziewczyna przebywała na Olimpie już tyle czasu, że Zeus zgodził się na to, aby dziewczyna miała tu swój własny pokój. Co bardzo irytowała Dan, był on wyposażony we wszystkie możliwe udogodnienia z przyszłości. Może i były przydatne, ale Dan nie potrafiła ich obsłużyć. A nawet, jeżeli ktoś jej już kiedyś wytłumaczył jak to robić, to ona dawno zdążyła o tym zapomnieć.
            Elaine podeszła do dużej szafy i zaczęła coś w niej szukać. Po tym w końcu wyjęła stamtąd sukienkę koloru niebieskiego. Dan spojrzała na nią ze zdziwieniem.
            -No wiesz, masz zamiar mieszkać tu przez najbliższy czas, wiec nawet nie myśl, że pozwolę ci chodzić w tych staroświeckich strojach greckich.
            Dan nie wykłócała się. Sama zbytnio ich nie lubiła, ale co miała na to poradzić. Żyła w takich czasach i nie mogła niczego zmienić.
            Za pomocą Elaine przebrała się w sukienkę. Dziewczyna dość często pozwalała się stroić w rzeczy nie ze swojej epoki. Nie lubiła jednak nosić spodni. Były dla niej utrapieniem. Nie rozumiała jak kobiety z przyszłości są w stanie  w nich chodzić. Tak wiec, od samego początku powiedziała Elaine, że nie ma najmniejszej ochoty włożyć ich na siebie. Od tego czasu przeklęta kupowała jej tylko sukienki sięgające do połowy ud. Dan do tej pory pamiętała, jak raz nie zdążyła się przebrać i wróciła w niej do swoich czasów. Babka na jej widok omal nie zemdlała z przerażenia. Dan miała z jej powodu niezły ubaw, biedna kobieta przeżywała to przez następny miesiąc.
            Przez resztę dnia Dan i Elaine zajrzały do wszystkich zakątków siedziby bogów, a wbrew pozorom było ich bardzo dużo. Znalazło się tam nawet kilak miejsc, w których znalazły kilka ciekawych rzeczy. Elaine jednak nie wyprowadziła jej po za ten budynek. Zeus tak na pardę nic na ten temat nie powiedział, co oznaczało, że nie ma nic przeciwko, aby wychodziły, ale nie mogła robić tego sama. Dan wdziała, czemu tego nie zrobiła. Sama, bowiem bała się tego, co może się stać. Dziewczyna domyślała się, że pewnie dopóki któryś z chłopaków nie wrócić będzie tkwiła tylko w jednym budynku.
            Dziewczyny gdziekolwiek by nie poszły, napotykały na swojej drodze Hermesa, który był po prostu wniebowzięty. Było naprawdę widać, że cieszy się z tego urlopu. Nie rozstawał się jednak z tym sowim magicznym wózkiem, choć tak naprawdę nic mu nie było. Najwidoczniej bał się, że Zeus cofnie mu to pozwolenie.
            Pod sam koniec dnia Elaine zaprowadziła Dan do jej pokoju, po czym sama się ulotniła. Dziewczyna cieszyła się, że Zeus kazała jej tylko pilnować w ciągu dnia a nie też nocą. Umyła się, po czym położyła się do łóżka. Nie mogła jednak zasnąć. Emocje nadal w niej buzowały. W pewnym też momencie zaczęło burczeć jej w brzuchu. Dan zrozumiała, że teraz to już na pewno nie zaśnie. Narzuciła wiec na siebie szlafrok i ruszyła do kuchni. Przeszukała całą lodówkę, ale nie znalazła niczego godnego uwagi. Po tym zajrzała do zamrażalki, gdzie znalazła zamrożoną na kość zapiekankę. Z szerokim uśmiechem na ustach wyciągnęła ją stamtąd. Uwielbiała zapiekanki, z czymkolwiek by nie były. Odwinęła chleb z foli i włożyła go do mikrofalówki. Patrzyła przez chwilę na urządzenie. Po prawej jego stronie było około dziesięciu przycisków, a Dan za żadne skarby nie mogła sobie przypomnieć, który powinna nacisnąć. Dlatego właśnie nie lubiła tych nowych urządzeń – one po prostu nie chciały z nią współpracować.
            Dan mogła jeszcze nacisnąć wszystkie przyciski po kolei. Miała jednak z tą czynnością dość złe wspomnienia. Kiedyś właśnie coś podobnego zrobiła, przez co biedne urządzenie po prostu się popsuło. Od tego momentu dziewczyna ani razu nie wykorzystała tej taktyki.
            -Ten niebieski – usłyszała głos za sobą.
            Serce Dan podskoczyło jej prawie pod samo gardło. Kojarzyła ten głos, ale za żadne skarby nie mogła sobie przypomnieć, czy powinna się go obawiać, czy nie. Bardzo powoli odwróciła się w stronę przybysza. Gdy zobaczyła, kto to był, miała ochotę obrzucić tę osobę wszystkimi możliwymi obraźliwymi słowami, ale przełknęła je. Odwróciła się, aby włączyć mikrofalówkę, po czym znów skierowała swój zabójczy wzrok na przybysza.
            -Czy ty musisz mnie straszyć? – zapytała.
            Chłopak, który siedział na stole, naprzeciwko niej, zaśmiał się.
            -Dan, kochanie, przecież wiesz, że to moje hobby.
            Chłopak zeskoczył ze stołu, po czym w mgnieniu oka porwał Dan w obcięcia. Zaczął obracać ją w około własnej osi, ale w taki sposób, aby jej nogi nie zahaczyły o żaden przedmiot. Dziewczyna piszczała jak głupia, a gdy już ją puścił, uderzyła go pięścią w bark i oparła się o niego, bo zakręciło się jej w głowie.
            -Ja cię kiedyś zabiję, Max – wysyczała w pewny momencie do niego.
            Chłopak zaśmiał się.
            -Już dawno przestałem bać się tych twoich gróźb.
            Gdy Dan odzyskała już kontrolę na swoimi ruchami, stanęła naprzeciwko Maxa. Chłopak był Przeklętym, ale w porównaniu z Elaine nie był jednym z siódemki pierwszych. Miał ciemne, gęste włosy i niebieskie oczy, dokładnie takiego samego koloru jak u niej samej. Z racji tego, że był Przeklętym, miał jedną cechę wyglądu, który wyróżniał go od zwykłych ludzi. Z pleców wyrastały mu duże, czarne skrzydła, bardzo podobne do tych, które miały nietoperze. Nie potrafił jednak na nich latać. Nie były przystosowane do tego, aby unieść człowieka. Służyły wiec mu, jako ozdoba.
            Choć może na to nie wyglądało, Dan uwielbiała Maxa. Był jej przyjacielem, może nie tak bliskim jak Elaine, ale zawsze to coś. Stał po stronie Księżniczki, dzięki czemu Zeus pozwolił mu przebywać w towarzystwie dziewczyny. Był on chyba jednym z kilku Przeklętych, których dopuścił do swojej córki.
            -Co ty tu robisz? – zapytała wyjmując swoją zapiekankę z mikrofalówki.
            -Plotki szybko rozchodzą się po Olimpie – powiedział wzruszając ramionami. – Przyszedłem tu od razu, gdy dowiedziałem się z wiarygodnego źródła, czytaj Elaine, że tu jesteś.
            Dan uśmiechnęła się na same te słowa. Doskonale wiedziała, że Zeus nie pozwalał przebywać tu Przeklętym, bez jego zgody. Max najwidoczniej zaryzykował dla niej. Uśmiechnęła się i ruszyła z nim w stronę swojego pokoju. Coś czuła, że czeka ją dziś nieprzespana noc.
***
I co o tym myślicie? Powiem wam jedno, ta Księga będzie na pewno inna niż reszta ^^ chyba to widać nie;p
Serdecznie dziękuję (po raz setni!) Anay za przepiękny szablon!!!
Pozdrawiam

26 komentarzy:

  1. Księga zapowiada się bardzo ciekawie ; )
    Uwielbiam Twoje opowiadanie i życzę weny *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, miło, że tak myślisz;)

      Usuń
  2. Ty to jesteś szybka! Ledwo co uporałaś się z szablonem i jeszcze sił ci starczyło do opublikowania rozdziału.
    Och ty moje kochane beztalencie w posługiwaniu się językiem HTML :-P
    A co do rozdziału... Hermes powala na łopatki :-)Nie ma to jak desperacja w zdobyciu urlopu. Przy wszystkich jeździ na wózku i symuluje, że ma połamane obie nogi (bo oczywiści bogowie nie mają żadnych zdolności automatycznego zrastania kości :-P), ale jak do czego dojdzie będzie pierwszy uciekał na własnych nogach z wózkiem na ramionach.
    Mam nadzieję, że szybko dodasz następny rozdział, bo jak nie to ręce z dupy powyrywam :-P
    A no i oczywiście piękny szablon :-)
    Your little sister :-P

    PS Droga Dan, spodnie nie są wcale utrapieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. HTML jest straszny!!! nie lubi mnie inne chce ze mną współpracować!
      cicho bądź! Znów wydajesz wszystkie moje tajemnice. A zresztą niedługo się przekonasz jak to z tym Hermesem jest xd
      pozdrawiam wariatko!

      Usuń
    2. Ty...ty chamie niemyty!!!!
      Nie wyzywaj mnie bo się na ciebie fochne :-P
      A jak się fochne to będziesz biedna hihihi
      zrobię wtedy wszystko, żebyś jutro spała na lekcjach :-P

      Usuń
    3. Ty Brutusie ty, tak źle mi życzysz?!?! xd
      choć może gdy nie pozwolisz mi spać nie pójdę jutro do szkoły ^^

      Usuń
  3. Twoje opowiadanie uwielbiam dlatego, że jest takie całkiem inne od tych zktórymi ma się najczęściej do czynienia. Świetna tematyka. Uwielbiam taką. Piszesz bardzo pięknie. No i ten szablon.. Tylko dodaje uroku. :)
    zyjaca-dla-atona

    OdpowiedzUsuń
  4. Hermes mnie rozwalił . Hera wydaje się miła, Max na razie jest uroczy może się to zmieni . Ja czekam na Sebastiana *.*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hermes jest kochany. co do Hery to jeszcze się okaże, a Max uroczy tak jak uważasz;)
      ja tam czekam na Adriana nie na Sebastiana xd

      Usuń
  5. Świetny rozdział :D Tak jak prosiłaś już się do obserwowanych daje, nam oby będzie łatwiej :) W rozdziale mój szacunek wzbudził Hermes :3 Ile szczęścia może przynieść urlop xD Właściwie to czytając ten rozdział była taka przyjemna, niemal rodzinna atmosfera xD :> Lubię tą całą przyjaźń Dan i Elaine. Dan nic przed nią nie ukryje xD Max i Dan...Hmmm.. Bardzo jestem za! :3 Pozdrawiam :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję;)
      Hermes był zdesperowany, tyle czasu czekał na ten swój upragniony urlop. w końcu się jednak doczekał ;3
      Ta przyjaźń to ci powiem, ze jest jednostronna. Elaine wie wszystko o Dan, ale Dan o Elaine już niewiele.
      Pozdarwiam

      Usuń
  6. Muszę przyznać, że ta księga już mi się podoba, bo od razu widać, że bardzo będzie różnić się od pozostałych. Przede wszystkim Dan sporo wie o Przeklętych od samego początku, chociaż oczywiście całej prawdy jednak nie zna ;) Podoba mi się również, że w tej księdze epoki się tak jakby przenikają - mimo wszystko pojawiają się nowoczesne gadżety, co też jest fajnym urozmaiceniem.
    Już wiem, że uwielbiam Hermesa, któremu wreszcie udało się przejść na upragniony urlop chorobowy. Rozwalił mnie, wjeżdżając na wózku :D Poza tym Afrodyta również wydała mi się fajną, choć zadufaną w sobie postacią. I, oczywiście, Hera, która biedna musi znosić to, że jej mąż ma tyle dzieci z innymi kobietami, ale mimo to zaakceptowała Dan.
    Chciałabym spędzić miesiąc na Olimipie, bo to z pewnością byłaby fantastyczna przygoda, nawet jeśli przy okazji niebezpieczna :)
    Zaciekawił mnie Max, a dokładniej jego relacje z Dan. Czyżby Raphael vel. Sebastian miał konkurenta?
    Co mogę jeszcze dodać... Ach, piękny szablon, naprawdę dodaje uroku opowiadaniu.
    Pozdrawiam serdecznie i niecierpliwie czekam na kolejny rozdział!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podoba ci się kreacja tej nowej Księgi. na początku Olimp miał być tym zwykłym Olimpem, ale wyobraziłam sobie kilak śmiesznych scen Dan vs. technologia i od razu postanowiłam zrobić to wszystko w ten sposób.
      Hermes, to Hermes, jeszcze nie raz nam namiesza. Afrodyta może i na pierwszy rzut oka wydaje się taka płytka, ale mam nadzieje, ze w późniejszych rozdziałach ukaże ją trochę lepiej. A Hera... hmm o niej wolę nic nie mówić, bo wydam fabułę xd
      Max konkurentem Sebastiana hmmm jeszcze się nad tym nie zastanawiałam, ale być może ^^
      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Przepraszam, przepraszam i jeszcze raz przepraszam za tak wielki poślizg w komentowaniu! Czytam wszystko na bieżąco, ale jakoś nie mogłam się zmusić do ubrania moich przemyśleń w słowa. Teraz pomału wracam do dawnej formy, heh.
    Księga bardzo mi się podoba. Zapowiada się naprawdę niesamowicie, całkiem inaczej od pozostałych. I choć żal mi poprzednich wcieleń naszej głównej bohaterki, to wprost nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów. Może tym razem uda jej się przeżyć?
    Powiem ci, że nie spodziewałam się, że wplątasz w to wszystko jeszcze mitologię, ale jestem tym faktem zachwycona. Mimo, że to dopiero początek, to ja już polubiłam Dan. Wyróżnia się z tłumu, a ja to cenię w postaciach wszelkiej maści.
    No, ale nie jest jedyną unikalną postacią w tym opowiadaniu. Taki na przykład Hermes jest po prostu genialny! To jego cwaniactwo i przekręty, aby tylko dostać się na urlop chorobowy... No jednym słowem bomba. Pozostali bohaterowie też są całkiem sympatyczni. Cieszę się, że postanowiłaś ich wprowadzić do tego opowiadania.
    Co mogę dodać? Po prostu życzę ci weny i już czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam nie martw się, ja też tam mam. zresztą nie późniła się dużo (tylko 4 dni xd;P)
      Widzę, że Hermes podbija serca wszystkich. to dobrze, cieszy mnie to.
      Co do tej mitologi, to kiedyś się po prostu śmiałam, jeszcze gdy opowiadanie pisałam moja siostra, że będą jaja, gdyby wprowadziła mitologię. A po tym, gdy ja zaczęłam je pisać, doszłam do wniosku, ze to wcale nie taki głupi pomysł xd
      pozdrawiam

      Usuń
  8. Rozdział 5 na zyjaca-dla-atona.blogspot.com - zapraszam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Nowy rozdział u mnie, zapraszam :3
    http://the-loop-of-love.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Cóż, faktycznie księga trzecia zapowiada się nader ciekawie i inaczej niż poprzednie.
    Wszyscy tak zachwalają Hermesa... Owszem, ja też go bardzo lubię, ale moje serce podbiła AFRODYTA! ^^
    Rozdział jest naprawdę ciekawy i dynamiczny, sporo się dzieje. No, na przykład Dan, która też jest słodka ( no i jest wcieleniem naszej głównej bohaterki), sporo wie o przeklętych i wiedza ta może go zaprowadzić daleko. A jej sposób bycia sprawia, że odbieram ją jako postać mającą za zadanie nieźle namieszać, ale to tylko moje przeczucia xD
    Zobaczymy co jest przeznaczeniem Dan...


    Pozdrawiam serdecznie.
    nowa-prawda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Afrodyta jeszcze się pojawi, ale będzie jej o wiele mnie niż Hermesa.
      Masz racje Dan trochę namiesza. Ale to nie tylko ona;)
      pozdrawiam

      Usuń
  11. Boskie,boskie, boskie! Łał księga trzecia zapowiada się fantastycznie. Uwielbiam mitologię i greckich bogów. Najbardziej przypadła mi do gustu Afrodyta bo lubię to imię. Hermes był zabawny. Ah tak bardzo pragnął urlopu i gdy go dostał cieszył się jak małe dziecko hehe mega. Nowy szablon jest cudowny:)
    Czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały.

    Pozdrawiam i życzę dużo weny ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że lubisz Afrodyte. coś mi się jednak wydaje, ze ta będzie trochę inna;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  12. Jakże miło mi się to czytało i coś mi się zdaje że tym razem szczęśliwie się skończy, no nic. Czekam na nn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak uważasz^.^ choć oczywiście niczego nie potwierdzam xd

      Usuń
  13. [spam]
    Starożytny Rzym.

    Hadrianus - okrutny cesarz rzymski. Tyran i dyktator. Panicznie boi się zdrady, nie ufa nikomu.
    Lecz niestety cesarstwo jego zbliża się ku upadkowi. Co zrobi władca, by nie dopuścić do buntów?

    Aurelia - księżniczka kartagińska, wzięta do niewoli w wieku szesnastu lat. Czy uda się jej przezwyciężyć strach i pragnienie zemsty, by ratować królestwo, które już do niej nie należy?

    Strach, przemoc, proroctwo.
    I miłość, która kiedyś musi się pojawić

    Ale zacznijmy od początku ...

    http://przed-wiekami.blogspot.com/

    PS. Nawiasem mówiąc czytałam ten blog do śmierci bodajże Alex, potem opuściłam blogspota. Teraz znowu tu zawitałam, więc cieszę się, że od tamtego momentu przybyło trochę rozdziałów :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Zapraszam serdecznie na Rozdział 010 „życiowe cele” na adres: http://pokochac-lotra.blogspot.com ! życzę przyjemnej lektury!

    OdpowiedzUsuń

wykonała Anaya