niedziela, 24 marca 2013

II. Rozdział 3

„Broń, z którą człowiek nie umie się obchodzić, zostaje użyta przeciw niemu”
Kerstin Gier

            Dopiero w momencie, w którym Anette skończyła zaplatać jej włosy w luźny warkocz i wyszła z pomieszczenia, Nadie uśmiechnęła się. Nie chciała pokazywać swojej opiekunce, że coś kombinuje, a wątpiła, aby ta uwierzyła, gdyby powiedziała, że cieszy się na spotkanie, na które właśnie idzie. W sumie to prawda, w ogóle by się na nie cieszyła, gdyby nie to, co miała zamiar zrobić. Aby całość doszła do skutku, musiała pogodzić się z Remim, choć w ogóle nie miała na to ochoty. Brat przez następny dzień non stop ją przepraszał, jakby to coś miało zmienić. Była na niego wściekła, ale to tylko on mógł sprawić, że jej plan się powiedzie. Musiał bowiem porozmawiać z ich ojcem i namówić go do tego, aby zorganizował kolację, na którą miał zostać zaproszony Raphael. Na jej szczęście w dzień, który został wybrany ich ojciec musiał gdzieś pojechać, tak więc Nadie nie musiała kryć się z tym planem. A Remi korzystając z okazji zaprosił też Josephine, mówiąc „to abyś nie czuła się źle w towarzystwie dwóch facetów”, choć Nadie doskonale wiedziała, że on robi to tylko i wyłącznie dla siebie. Oczywiście ta kolacja, to nie miało być jakieś tam zwykłe spotkanie na ploteczki, o nie. Nadie właśnie tam miała zamiar rozpocząć swój plan pod tytułem „robimy, wszystko, aby Raphael Fillon zrezygnował z zaręczyn”. Z tej też okazji dziewczyna szykuje dla niego kilka ciekawych atrakcji.
            Gdy Nadie doszła do wniosku, że jest już gotowa, wyszła z pokoju kierując się w stronę niewielkiej jadalni, w której wszystko zostało przygotowane. Gdy zbliżała się do niej, usłyszała dwa roześmiane głosy, które należały dokładnie do Remiego i Raphaela. Dziewczyna poczuła ukucie zazdrości widząc, że ci dwaj zaczęli się ze sobą dogadywać, choć Remi ostatnio zarzekał się, że go nie zna i nie chce poznać. Wiedziała, że po tym, co zrobi podczas tego obiadu, nie ma co liczyć na dobre stosunki z Fillonem. Była jednk strasznie uparta, z tego też powodu postanowiła nie zmieniać swojego zdania i pokazać ojcu, że nie ma prawa nią rządzić.
            Gdy weszła do pomieszczenia głosy gwałtownie ucichły. Remi siedział z miną, która mówiła, że ledwo powstrzymuje się przed wybuchem śmiechu. Na twarzy Josephine królował uśmiech, choć było widać, że jest trochę zmieszana. To tylko dowiodło Nadie, że powodem ich rozbawienia była ona sama. Nie zdążyła jednak zobaczyć, jaką minę miął Raphael, bo chłopak w mgnieniu oka pojawił się koło niej i pocałował jej rękę na przywitanie. Gdy podniósł głowę mina na jego twarzy nie świadczyła, że w ogóle przed chwilą o czymś rozmawiali.
            Nadie powstrzymała chęć zazgrzytania zębami z wściekłości i ruszyła w stronę stołu. Ledwo tam usiadła Remi zaczął jedną z tych swoich inteligentnych rozmów.
            -Naduś, jak tam twoja kaczka? – zapytał, a na jego usta wkradł się wielce rozbawiony uśmiech. Nie minęła chwila, gdy Josephine uderzyła go wierzchem dłoni w tył głowy. Chłopak posłał jej zdziwione spojrzenie, jakby nie wiedział, o co chodzi.
            -O co wam chodzi? – zapytała Nadie, choć powoli zaczynała rozumieć, o czym rozmawiają, przez co na jej policzki wkradł się lekki rumieniec.
            Widziała jak Remi otwiera usta, aby coś powiedzieć, ale Josephine go uprzedziła.
            -No bo ci dwaj – zaczęła patrząc znacząco na chłopaków – rozmawiali przed chwilą o twojej kaczce, no wiesz o tej żółtej sukience, w której wyglądasz jak kaczka.
            Nadie od szyi, aż po uszy zrobiła się cała czerwona jak burak, gdy dotarło do niej, że z tego przed chwilą też się śmieli. „Kaczka”, czyli tak nazwali przeraźliwe żółtą sukienkę, którą Nadie kupiła sobie, gdy przegrała zakład z Remim. Gdy ubrała ją po raz pierwszy naprawdę miała wrażenie, że przeobraziła się w kaczkę. Dlatego też od tej pory wszyscy tak ją nazywali.
            -Będzie miała się na pewno o wiele lepiej niż ty, jeżeli za chwilę się nie zamkniesz. – wysyczała, choć tamten wybuchnął głośnym śmiechem.
            -A ja ci powiem, że z wielką chęcią bym cię w niej zobaczył – powiedział Raphael uśmiechając się do niej ciepło, na co Nadie tylko prychnęła.
            -Co za szczęście, że nigdy mnie nie zobaczysz.
            Josephine od razu kopnęła ją pod stołem, dając do zrozumienia żeby przestała, bo i tak nic przez to nie zyska. Dziewczyna jednak jeszcze nie poznała planu Nadie. Spojrzała na nią unosząc jedną brew, aby dać jej do zrozumienia, że coś kombinuje. Przez chwilę na twarzy blondynki było widać zdziwienie, ale i ciekawość, ale na szczęście szybko się opanowała, za co była jej ogromnie wdzięczna.
             Przez chwilę w pomieszczeniu trwała niezbyt przyjemna dla ucha cisza. Po chwili, tak jak spodziewała się Nadie, przerwał ją Remi.
            -Wiesz co Naduś, bardzo ciekawi mnie, jak wy dwie wytrzymujecie obwiązanie tym sznurkami? Wytłumacz mi to.
            Nadie i Josephine w tym samym momencie westchnęły zirytowane patrząc na Remiego. Jego siostra przy okazji położyła sobie rękę na twarzy, aby pokazać mu, że jest zażenowana serią pytań, które zadaje. On jednak nie przejął się tym i wpatrywał się w nią, jakby na prawdę oczekiwał odpowiedzi.
            -A mnie ciekawi, ile ty już wypiłeś? Dopiero co przyszłam, a ty już zachowujesz się jak pod koniec każdej większej imprezy.
            Remi parzył na nią przez chwilę szeroko otwartymi oczami, jakby nie widział, o czym mówi. Po chwili jednak wybuchnął śmiechem, co tylko udowodniło teorię Nadie.
            -A tylko dwa, trzy kieliszki. – powiedział, na te słowa Josephine przewróciła oczami.
            -Chyba kieliszki-mutanty, bo przypominały raczej całkiem duże kielichy. – ucichła na chwilę, po czym spojrzała porozumiewawczo na Nadie – Ten obok ciebie też wypił tyle, co twój brat, a o dziwno jeszcze się trzyma. Tak mi się wydaje, bo nie zadaje bynajmniej głupich pytań i nie chichocze jak idiota.
            Nadie nie odpowiedziała jej nic, choć na końcu języka miała już kilka różnych odpowiedzi. „No proszę, będę miała narzeczonego-pijaka”, albo „założę się, że nie ustanie na jednej nodze nawet przez pięć sekund” Przełknęła jednak wszystkie te wypowiedzi. Remi jeszcze zadawał inne głupie pytania, ale Nadie postanowiła już się nie odzywać. Cieszył ją ten obrót wydarzeń. Remi jest pijany, czyli nie będzie mógł naskarżyć na siostrę, gdy coś zrobi, a Josephine nie odezwie się ani słowem. Tak wiec biedny, Raphael Fillon został sam.
            Na twarzy Nadie pojawił się cień uśmiechu, gdy jedna z tych nowych i młodych pokojówek przyniosła wielką miskę napełnioną jeszcze gorącą zupą. Sama zadbała, aby przyszła ona, bądź któraś z jej koleżanek, bo tak naprawdę są tu zalewnie tydzień i jeszcze nie wiedzą, co im wolno, a czego nie. Tak wiec Nadie chciała wykorzystać jej naiwność i bezradność. Gdy dziewczyna nalewała i roznosiła talerze, bacznie się jej przyglądała. Wiec, gdy dziewczyna pojawiła się pomiędzy nią, a Raphaelem, wiedziała co ma robić. Wystawiła nogę tak, że młoda jej nie zauważyła i potknęła się o nią. Talerz pełen gorącego płynu wymsknął się jej z ręki i upadł dokładnie na Raphaela Fillona. Przez pierwsze kilka sekund żadne z nich nie wiedziało, co się stało. Po tym nagle młoda zaczęła piszczeć jak głupia i biegać w około stołu, szukając jakieś serwetki. Raphael siedział nieruchomo, ale Nadie widziała na jego twarzy ból pomieszany ze zdziwieniem. Remi za to leżał na stole, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Ruda pozwoliła sobie tylko na lekki uśmiech, dokładnie taki, który pojawił się na twarzy Josephine.
            Gdy młoda znalazła w końcu coś, co dała Raphaelowi, aby przetarł sobie spodnie wszyscy już się uspokoili. Nadie nie zdziwiłaby się, gdyby zupa na jego ubraniu już wyschła. Po tym młoda zaczęła przepraszać go non stop powtarzając tą samą kwestię, co wywołało u Remiego kolejny atak śmiechu zatuszowany kaszlem. W końcu wyszła z pomieszania lekko chwiejnym krokiem, co oznaczało, że przejęła się tym, co się stało. Nadie przez chwilę odczuwała wyrzuty sumienia, szybko jednak one zniknęły i zastąpiła je satysfakcja. Jedna cześć planu odhaczona. Przez resztę obiadu panowała dość normalna atmosfera, choć Raphael odsuwał się nieznacznie zawsze, gdy ktoś podawał mu coś do jedzenia, co zawsze wprowadzało Remiego w dobry humor. Chłopcy non stop o czymś rozwiali. Josephine raz na jakiś czas wtrącała się. Nadie, jeżeli już się odzywała, to był to jakiś niezbyt miły komentarz. Raphael próbował ją nawet wciągnąć w jakąś rozmowę, ale w końcu sobie darował. Dziewczyna miała tak na prawdę już dosyć tego spotkania, choć atmosfera była bardzo przyjemna. Gdyby nie to, że musi dokończyć swój plan, wyszłaby stamtąd nikomu nic nie mówiąc.
            Pod koniec kolacji światła w całym domu zgasły. To był sygnał dla Nadie, że może zacząć drugą cześć swojego planu. Odczepiła ze swojej sukni broszkę, która przez przypadek wymsknęła się jej z rąk. Gdy zderzyła się z ziemią wszyscy usłyszeli cichy huk. Nadie pisnęła udając, że to co się stało, było dziwnym przypadkiem.
            -Moja broszka. – pisnęła i od razu spojrzała w stronę Raphaela – możesz podać szybko świecę, bo muszę ją znaleźć.
            Nadie zadbała, aby na stole przez cały posiłek paliły się dwie świece. Chłopak popatrzył na nią przez chwilę, ale kiwnął tylko głową i sięgnął po tą, która znajdowała się najbliżej. Nie wziął jednak jej ze świecznikiem, w którym była umieszona, co przeraziło lekko Nadie. Ale nie mogła ona być aż tak gorąca, skoro trzymał ją w ręce bez niczego. Jednak przeliczyła się. Ledwie jej ręka dotknęła białego wosku, jej dłoń odczuła jej ciepło bardzo dotkliwie. Pisnęła głośno i wypuściła ją z ręki. Na jej nieszczęście świeczka upadła na stół, a po tym zgrabnie sturlała się na kolana Raphaela. Nadie krzyknęła, bo to nie było w jej planie. Chłopak na szczęście nie czekał, aż jego spodnie zaczną się palić. Błyskawicznie wstał wyrzucając świeczkę za ziemię, która poturlała się, po czym zgasła. Wtedy światło znów się zapaliło.
            Nadie oddychała szybko. Wystraszyła się tym, co się stało. Nie taki był jej plan, nie miała zamiaru podpalić Raphaela. Miała też nadzieje, że on tak nie pomyślał. Nie minęła chwila, gdy położył jej rękę na ramieniu.
            -Nic ci nie jest? – zapytał patrząc na rękę, która trzymała przy piersi.
            Zaprzeczyła do razu, dzięki czemu zostawił ja w spokoju, choć non stop zerkał w jej stronę, jakby bał się, że zaraz coś się stanie. Remi i Josephine patrzyli na nich ze zdziwieniem. Remi w ogóle nie wiedział, co się stało, a Josephine zastanawiała się, czy to jej przyjaciółka wpadał na ten pomysł. Gdy posłała jej pytające spojrzenie, od razu zaprzeczyła kiwając lekko głową, co odrobinę uspokoiło blondynkę.
            Nadie musiała jednak szybko dojść do siebie, jeżeli miała zobaczyć ostatnią cześć planu na dziś. Teraz była pewna, że Raphael zorientuje się, że to jej sprawka. Remi, aby rozładować, atmosferę nalał do kieliszków wina. Fillon wziął go do ręki i oparł się wygodnie na oparciu krzesła. Pożałował tego jednak, gdy coś zaczęło skrzypieć. Nie minęła chwila, a drewno w oparciu pękło, Raphael stracił równowagę, co oznaczało, że poleciał do tyłu wraz z tym, co pozostało z krzesła. Przez jedną długą chwilę w pomieszczeniu panowała taka cisza, że Nadie dokładnie słyszała bicie swojego serca. Wtedy Remi, zresztą tak jak cały czas podczas kolacji, wybuchnął głośnym śmiechem. Josephine zakryła ręką usta, nie minęła jednak chwila, gdy sama zaczęła chichotać. Dopiero wtedy Nadie odważyła się spojrzeć w jego stronę. Raphael leżał jak długi na ziemi, w totalnym szoku, a krzesło odskoczyła kawałek dalej. Na twarzy Nadie pojawił się uśmiech zadowolenia dokładnie w momencie, w którym chłopak spojrzał w jej stronę. Do razu wiedziała, że domyślił, że cały ten wieczór był wymyślony przez nią. Uniósł jedna brew do góry, a jego oczy mówiły, „jeżeli chcesz wojny, to będziesz ją miała.”
            Nadie chciała prychnąć i zapewne by to zrobiła, gdyby nie to, że znów usłyszała pękanie drewna. Przez chwilę zastanawiała się, co mogło wydawać takie dźwięki. W tym samym momencie usłyszała głośny trzask, a po tym sama straciła równowagę i poleciała do przodu. Los chciał, aby upadła dokładnie na Raphaela. Na jej twarzy od razu zakwitł czerwony rumieniec, za to na jego pojawił się słodki uśmiech. Nadie minęła dziwne wrażenie, że chłopak chciał ją pocałować. I pewnie by to zrobił, gdyby nie to, że dziewczyna desperacko postanowiła wstać i przy okazji wbić mu kolano w brzuch. Nie spojrzała jednak na niego, bo jej uwagę przykuło coś innego, a mianowicie to, że jej krzesło było nienaruszone. Przecież czuła jak jedna z nóżek pęka, jak krzesło upada zabierając ją ze sobą. Teraz, owszem leżało na ziemi, ale w nienaruszonym stanie. Ale przecież nie wymyśliła sobie tego. Automatycznie spojrzała na Remiego, jednak doszła do wniosku, że nie ma powodu uświadamiać mu tego, co się stało, gdyż on nadal leżał z głową na stole śmiejąc się i mrucząc cos pod nosem. Spojrzała z przerażeniem na Josephine, która w mig zrozumiała, o co chodzi. Wstała z miejsca i wraz z Nadie ruszyły do wyjścia.

            Nim Nadie się obejrzała dwa tygodnie, o które poprosiła ojca, minęły. A ona nie była ani o krok dalej w zniechęceniu Raphaela do siebie, niż na samym początku. Choć codziennie rano, niekiedy sama, niekiedy za pomocą Josephine, wymyślała rzeczy, za które mógł ją znienawidzić, jednak żadna z nich na niego nie działała. A on oczywiście za każdą rzecz, która zaserwowała mu Nadie, odgrywał się pięknym za nadobne. Dla dziewczyny wydawało się nawet, że on całkiem nieźle się bawi. W sumie nawet Nadie zauważyła, że każdy kolejny dzień przynosi jej coraz więcej śmiechu i choć nie chciała, to ten cały plan zamiast odepchnąć ją od Raphaela, sprawił, że zaczynała się do niego przekonywać. Bywały takie dni, że miała zamiar to zakończyć i powiedzieć mu, że wygrał, ale wtedy znów przypomniała sobie, dlaczego to robi i rezygnowała z tego. I choć nie chciała, to uświadomiła sobie, że te dwa tygodnie były najlepszymi w jej całym życiu. Oczywiście, niektóre rzeczy ją przerażały, tak jak na przykład to, że znalazła w swojej wannie pływające piranie. Większość z nich była jednak albo zabawna, albo miła. Ona jednak nigdy się nie oszczędzała. Zawsze starała się wymyślić coś, co mogłoby go urazić.
            Nadie była przerażona, bo te dwa tygodnie minęły tak szybko. A ona nic nie zdziała. Pozostał jej ostatni dzień. Jutro jej ojciec wyznaczy datę jej zaręczyn, a po tym już tylko czekać, aż pozna datę swojego ślubu. Była przerażona tym wszystkim, choć dziś w głębi serca się cieszyła. Nie rozumiała już swoich uczuć, bo każde było sprzeczne. Nie wiedziała tak na prawdę, co ma zrobić.
            -Nadie!
            Odwróciła się gwałtownie i gdy zobaczyła osobę, która ją wołała, jej serce zabiło mocniej, choć tego nie planowała. Raphael podszedł do niej, a na jego ustach pojawił się szeroki uśmiech, który dziewczyna strasznie lubiła. „Opanuj się” skarciła się w myślach, choć to i tak nic nie dało. Nadal przyglądała mu się próbując zapamiętać jak najwięcej szczegółów, jakby miała dziwne wrażenie, że już niedługo będzie musiał ją opuścić. Tą myśl też od siebie odepchnęła, nic nie wskazywało na to, że wygrała ten pojedynek, więc nie miała, co liczyć, że zerwie zaręczyny.
            -Co chcesz? – zapytała i choć chciała, aby brzmiała to ostro, nie wyszło tak.
            -Chciałabyś może pójść się przejść? – zapytał.
            W głowie Nadie pojawiło się pełno różnych rozbieganych myśli. Choć w ogóle tego nie planowała, to na jej ustach pojawił się lekki uśmiech.
            -Z przyjemnością.
            Nie minęła chwila, gdy zrozumiałą jak głupio to zabrzmiało, a przez to na jej policzkach pojawił się rumieniec. Raphael jednak tego nie zauważył i ruszył do przodu. Po chwili jednak przystanął i ponaglił ją. Wyszli na zewnątrz, a Nadie odetchnęła z ulgą widząc, że chłopak prowadził ją w stronę ogrodu, a nie w stronę morza. Choć nie wiedziała czemu, nigdy nie lubiła wody, można by nawet powiedzieć, że się jej bała. Wody i wilków, to były dwie rzeczy, których bała się jak nigdy w życiu.
            Nadie szła obok Raphaela w absolutnej ciszy. I choć normalnie nienawidziła czegoś takiego, to w jego towarzystwie jej to nie przeszkadzało. Była mu nawet za to wdzięczna. Musiała, bowiem poukładać sobie kilka rzeczy w głowie. Szczególnie to, jakie uczucia żywiła do tego chłopaka. Tak naprawdę nigdy go nie nienawidziła, nawet jeżeli zachowywała się dość wrednie w jego obecności. Przez cały czas była wściekła na ojca, a on był tylko osobą, na której się wyżywała. Teraz, po tych dwóch tygodniach zastanawiała się, czy przez przypadek się w nim nie zakochała. Cieszyła się na każde spotkanie, tęskniła za nim, gdy ją zostawiał, a gdy nie miała co robić, myślała o nim non stop, choć próbowała sobie wmówić, coś innego. W rzeczywistości obecnie nie potrafiła sobie wyobrazić swojego przyszłego życia bez niego. I choć jej cześć, która była wściekła na ojca zaprzeczała wszystkiemu, Nadie wiedziała jedno – Raphael Fillon stał się dla niej kimś więcej, niż tylko przyszłym narzeczonym.
            -Czemu nie lubisz tak swoich włosów?
            Wzdrygnęła się słysząc to pytanie. Spojrzała na niego zastanawiając się, czy aby się nie przesłyszała. On jednak patrzył na nią oczekując odpowiedzi. Nadie zapatrzyła się w linię drzew, która pojawiał się przed nimi. Próbowała wymyślić jakieś sensowne wyjaśnienie, ale nic jej do głowy nie przychodziło.
            -Bo są rude. – powiedziała – Wyglądają jak koszyk zgniłych jabłek.
            Raphael zaśmiał się na to porównanie i choć jej samej nie było do śmiechu, zachichotała.
            -A mnie się one podobają. – powiedział, łapiąc jeden z kosmyków i zawijając go sobie na palec – Są jedyne w swoim rodzaju.
            Nadie poczuła przyjemne ciepło, które rozchodziło się po jej ciele. Wszystko jednak popsuło to, co powiedział po tym.
            -Znałem kiedyś pewną dziewczynę, która miała włosy bardzo podobne do twoich.
            Nie mogła się powstrzymać, aby nie prychnąć. Wiedziała bowiem, o kim on mówi. O Danei. Czyli ona jednak istniała. Wzdrygnęła się, gdy poczuła na uchu jego łaskoczący oddech.
            -Czyżbyś była zazdrosna? – szepnął, a po jej ciele przeszły ciarki.
            -Chciałabyś! – powiedziała trochę za ostro jak na jej gust i przyspieszyła kroku, aby odsunąć się od niego.
            -Nie martw się, ona już nie żyje. – powiedział.
            Nadie odwróciła się w jego stronę i przez krótką chwilę widziała na jego twarzy smutek, szybko jednak to zniknęło.
            -Nie interesuje mnie, co stało się tej całej Danei.
            Nie wiedziała, czego ma się spodziewać, gdy wypowie imię jego zmarłej dziewczyny, jednak nie to. Raphael stał osłupiały, a na jego twarzy było widać niedowierzenie. Dziewczyna jednak nie zdążyła się zapytać, co go tak zszokowało, gdy poczuła jak coś zimnego i lepkiego spływa jej po głowie. Dotknęła tego, a na jej palcach zostało coś białego i glutowatego. Nadie podniosła głowę do góry przypatrując się drzewu, które było obok, aby zorientować się, co to mogło być. Na jednej z gałęzi zobaczyła brązową sowę, wpatrującą się w nią paciorkowymi oczami. I gdy do Nadie dotarło, czym jest ta biała substancja, Raphael wybuchnął śmiechem.
            -Właśnie kopnął cię zaszczyt, sowa na ciebie nasrała.
            Nadie nie zwróciła na to uwagi. Z przerażeniem bowiem wpatrywała się w coś, co było przed nią. Pomarańczowe oczy, czarna nastroszona sierść i dużo ostrych zębów. Wilk. Krzyknęła przerażona i powoli zaczęła cofać się do tyłu. Nagle poczuła silne uderzenie z tyłu głowy. Wszystko zrobiło się czarne, a Nadie upadał na ziemię.

            Raphael wybuchnął śmiechem widząc sowę, która zrobiła sobie z włosów Nadie toaletę. Pewnie była to kara za to, co mówiła na ich temat. Przeszyła go fala strachu, gdy usłyszał jej krzyk. Zobaczył czarnego wilka zbliżającego się do nich powoli. Poczuł wściekłość, bo nie był to pierwszy lepszy czworonóg. Był to jeden z wilków Tori. Gdy zobaczył nieprzytomną Nadie na ziemi, doszedł do wniosku, że ten dzień jest naprawdę dziwny, bo ledwo odwróci wzrok, to wokoło niego dzieje się miliard rzeczy, których nie zauważa. Podniósł wzrok z Nadie na kogoś stojącego za nią. Zobaczył najpierw parę bosych stóp, po tym jasne zgrabne nogi. Dopiero od połowy ud zaczynała się sukienka, która nie pochodziła z tych czasów. Była jaskrawa i składała się z różnokolorowych kwiatów nachodzących na siebie. Była na ramiączkach i miała bardzo głęboki dekolt. Raphael nie chciał się do tego przyznać, ale jego wzrok zatrzymał się na chwilę właśnie w tym miejscu. Szybko jednak się opamiętał, a jego wzrok powędrował wyżej. Zobaczył długie tlenione blond włosy, czerwone usta, wykrzywione w niezbyt miłym uśmiechu, oczy jedno z nich było tak czarne, że nie było widać różnicy pomiędzy źrenicą, a resztą oka, a drugie zmieniało non stop kolor, z niebieskiego na zielony, po tym żółty, czerwony, fioletowy i znów na niebieski. Raphael wiedział, że dziewczyna jest czymś bardzo podekscytowana, bo kolory były strasznie jaskrawe.
            -Co tu robisz Reyna? – zapytał, a ona uśmiechnęła się do niego przyjaźnie, co w ogóle mu się nie podobało. Dopiero wtedy zorientował się, co ona trzyma w ręce. Był to kij bejsbolowy. Nie minęła chwila, gdy po prostu rozpłynął się w powietrzu, jakby był tylko iluzją.
            -Widzisz Shane – krzyknęła uradowana w ogóle nie zwracając uwagi na jego pytanie – potrafię już posługiwać się iluzją, tak jak ty! Rzeczy, które tworzę są strasznie podobne do prawdziwych. – popatrzyła przez chwilę na Nadie – wydaje mi się, że będzie miała całkiem niezłego guza. – zaśmiała się, przez co po ciele Raphaela przeszedł dreszcz – Och wcale nie, przecież to iluzja!
            -Co tu robisz? – zapytał ponownie, zanim ona wciągnęła go w jedną z tych swoich nienormalnych rozmów.
            Ona tylko głośno westchnęła.
            -Musisz niszczyć tak piękny dzień? – zapytała - Przyszłam tu powspominać stare czasy, a ty tak mnie witasz.
            Raphael spojrzał na nią ostro.
            -No dobrze, już dobrze, nie denerwuj się. Przyszłam, bo mam do ciebie sprawę. – od razu się domyślił, co mu powie, czekał jednak mając nadzieje, że poprosi o coś innego – Shane, wróć do nas! – chwila ciszy, – Jeżeli nie do Tori, to chociaż wróć do mnie.
            Przewrócił oczami, nienawidził bowiem, jak tak to argumentowała „wróć do mnie.”
            -Przecież doskonale wiesz, że nic do ciebie nie czułem. – powiedział.
            W tej chwili żałował tego, że był kiedyś z Reyną, było to jeszcze przed tym, jak poznał Danee. Choć jej nie lubił, zgodził się na ten romans, który skończył się na szczęście tak szybko, jak się zaczął. Do tej pory się za to nienawidził, ale nie mógł już zmienić przeszłości.
            Raphael nie zauważył, w którym momencie dziewczyna się poruszyła, ale teraz stała za nim zarzucając mu ręce na ramiona. Była prawie tego samego wzrostu co on, przez co z łatwością mogła pozwolić sobie na takie manewry. Nadie taka nie była, sięgała mu zaledwie do ramion, zresztą tak jak Danea.
            -Wiem o tym, ale nie pamiętasz jak nam było ze sobą dobrze – powiedziała pochylając się nad jego uchem – jak przyjemnie – dodała muskając jego ucho ustami – nie chciałbyś tego powtórzyć? – jej usta znalazły się blisko jego i gdyby nie to, że w odpowiednim momencie odwrócił głowę, obdarowałaby go pocałunkiem. Westchnęła i oswobodziła go ze swoich ramion. Podeszła do wilka, który stał niecały metr od nich. Podrapała go za uchem, po czym usiadła na jego grzebiecie.
            -Jeżeli się rozmyślisz, zawsze możesz jeszcze do nas wrócić. Tori przyjmie cię z otwartymi ramionami. Ja z resztą też. - chciał jej wybuchać śmiechem w twarz mówiąc, że chyba przywita go z otwartym łóżkiem, a nie ramionami, ale przełknął ten komentarz. – Wystarczy, że zabijesz Nadie Blanchard.
            Po raz ostatni posłała mu słodki uśmiech i ruszyła na grzbiecie wilka w stronę lasu. Po chwili było widać tylko przebłyski jej blond włosów.
***
Jak tam ludki? Nie zanudzaliście się zbyt przy tym rozdziale? Mam nadzieje, że nie, bo historia dopiero zacznie się rozkręcać! Oczywiście przepraszam za tą zwłokę, ale wierzcie mi rozdział był już napisany w zeszłym tygodniu  ale... no właśnie zawsze coś stawało w przeszkodzie aby go sprawdzić i opublikować. ech mówi się trudno. następny powinien się pojawić niedługo - mam nadzieje, że za tydzień. Albo nawet wcześniej. Och już nie mogę się doczekać czwórki, bo będzie on punktem kulminacyjnym! Ale nic więcej nie powiem.
Z dedykacją dla Mivy - ciebie też sowa tak upodobała! Do tej pory gdy sobie to przypominam, wybucham śmiechem.
Dozobaczonka;*

17 komentarzy:

  1. Wybacz, że komentarz będzie tak nieskładny, ale dopiero co tu trafiłam i zaczynam czytanie od początku, świeżym okiem. I cóż zobaczyło moje oko?
    Prolog - krótki, rzeczywiście, ale coś się dzieje, mamy Onego, mamy bohaterkę, dobrze jest. Brakuje kilku przecinków, ale to właściwie tyle.
    Rozdział pierwszy - gdzieś mignęła mi zmiana podmiotu w zdaniu z zareagował na przypomniała, coś też zgrzyta pod względem językowym w opisie Charlotty. Nevermind. Za to Alexis konkretna dziewczyna jest i się nie patyczkuje! Lubię takie, a nie jakieś mameje. Upuściła worek, nie opuściła. Coś źle wygląda w formatowaniu dialogów - nie masz spacji po pierwszym dywizie w linijce. Scena z rodzicami trochę może zbyt dramatyczna, nie wiem. Ale źle nie jest. I jakiś czuły głos nam się pojawia, no no. Jużem ciekawa. Więc czytam dalej.
    Rozdział drugi - potrzebujesz bety, żeby wyeliminować pozostałości po edycji (zaczęła zobaczyła) i inne potworki. Pamiętaj, że nawet najlepsze opowiadanie może zrazić czytelników, jeśli nie jest doskonałe pod tym względem - znam osoby, które przestają czytać, bo natknięciu się na x błędów. Ale to się da poprawić. Ad rem, nowa wersja z narzeczonym rzeczywiście ma sens, kupuję.
    Rozdział trzeci - a tekst się pruje jak sweter Lupina... Nie będę więcej pisać o tego typu błędach, wspomnę tylko o "tu ma na myśli sen", które wygląda na resztki notatek odautorskich. Jakoś Alexis mało przejęta tym, co się stało, skoro jest w stanie opowiadać o tym z przerwą na obejrzenie czegoś fajnego na wystawie ;) O.O Megan jest opętana. I like. No i mamy nawiązanie do prologu. I like a lot.
    Rozdział czwarty - nowy bohater, a i akcja się zagęszcza. Ale niestety niedociągnięcia techniczne zakłócają odbiór. "Ubierają kurtkę" - co? O, Ian nie taki prawdomówny? Awesome. Nie lubię, jak bohaterka dostaje od razu kawę na ławę.
    Rozdział piąty - przecinki! Nevermind. A Alexis myśli, zadaje pytania. Lubię to. Zbyt często widzi się bohaterki-mameje, które bez zastrzeżeń wierzą w każde słowo mentora/opiekuna, a pytań nie zadają, bo i po co?
    Rozdział szósty - udowadniasz, że potrafisz budować klimat, bo rzeczywiście się czuje przerażenie Alexis. Szacunek. Coś ta Natasha za bardzo wyrozumiała...
    Część druga - nowa/stara bohaterka z mocnym wejściem. Podoba mi się ten sen z rozmową z drugim ja. Ma coś w sobie. W ogóle odnoszę wrażenie, że opowiadanie znacząco podnosi poziom od drugiej części. Nadie jest o wiele bardziej pełnokrwistą postacią od Alexis, przynajmniej takie jest moje osobiste zdanie, a i reszta bohaterów też jakby żywsza. Chwali się.
    Spokojnie można by zacząć całość właśnie od drugiej części po pewnych zmianach.

    W każdym razie będę tu powracać i czytać, masz na to moje słowo.
    Zapraszam na http://orszulina-bajda.blogspot.com/




    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za poświęcenie czasu na wypomnienie mi tych błędów. Wiem, że to co pisze nie jest idealne i że popełniam sporo błędów, szczególnie w interpunkcji. Staram się je poprawiać, ale nie zawsze mi wychodzi, zresztą jak widać. Nie dziwni mnie też, że ta druga część bardziej przypadła ci do gustu, jest bowiem pisana na świeżo. pierwszą pisałam ponad rok temu, dlatego też widać różnice.
      Co ja mam jeszcze napisać, mam nadzieje, że będziesz wpadała dość często i wypominała mi co według ciebie jest źle.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Nie martw się rozdział wcale nie jest nudny. Bardzo mi się podobał. Wszystko świetnie opisałaś;)
    Zaczyna się robić coraz ciekawiej. Ale Nadie ma pomysły. Biedny Raphael musi ją bardzo kochać skoro wytrzymuje zachowanie dziewczyny. Aż uśmiech wpełzł mi na twarz gdy poszli się przejść. Ciesze się, że Nadie przekonuje się do Raphael'a. Jestem ciekawa jak dalej potoczą się losy tej dwójki. A ta Reyna niezbyt przypadła mi do gustu wydaję się być flirciarą.

    Pozdrawiam i życzę dużo weny;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Raphael ma do niej anielską cierpliwość. Sama mu jej zazdroszczę. A co do Rayny.... hmmm jest chyba wszystkim co złe;P
      pozdrawiam

      Usuń
  3. Boniu, czy ja kiedykolwiek trafię do ciebie na czas? Weź ty mnie pacnij w łeb lub usmaż na stosie i się skończy moje notoryczne spóźnialstwo :D
    Rozdział oczywiście boski, genialny, świetny, superowy i inne znane synonimy, które możesz sobie w moim imieniu dołożyć ^^
    Co więcej? No po prostu akcja zaczyna nabierać tempa, a ja to bardzo lubię. Fajnie przedstawiasz rozwój znajomości Raphaela oraz Nadie. Powoli ocieplają się ich stosunki, choć raczej to Nadie przekonuje się do mężczyzny, bo on sam wydaje mi się nią zauroczony od jakiegoś czasu. Uśmiałam się czytając fragment z przechadzką oraz wredną sową. To było dobre :D
    Nie spodobała mi się natomiast Reyna. Jej pojawienie się pewnie wróży spore kłopoty.
    No nic, czekam na kolejny rozdział i pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha i oczywiście zapomniałam. Informować mnie o nowych postach nie musisz, bo mam cię w obserwowanych, więc prędzej czy później i tak zobaczę, że dodałaś coś nowego i tu przypędzę w te pędy ;)

      Usuń
    2. Oj tam nie martw się już się do tego przyzwyczaiłam xd
      Dzięki oczywiście są mile słowa. Co do rozkręcenia akcji, masz rację właśnie będzie się rozkręcać. A Reyna jest tego zapowiedzią;)
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Akcja fajnie się rozkręca. Powoli, powoli do przodu.
    Jest wartka i ciekawa - fajnie przedstawiłaś rozwijającą się znajomość Nadie i Rafaela. Ciekawe, nie powiem...
    Zwłaszcza, że dziewczyna się jakoś do chłopaka przekonuje. Ach, ten jego urok osobisty, hahaha! :)

    Podobała mi się scena spaceru - pięknie opisana, taka... emocjonalna. Czuć było przeżycia bohaterów.
    No i opisy... też prześliczne, nadawały piękną otoczę tej jakże romantycznej scenie.

    A ta sowa? Szczerze, nie bardzo zrozumiałam ten fragment. Nie powiem, sowa z ADHD to fajny pomysł, ale nie kapuję trochę tej sceny... Chyba mózg mi przymroczyło. :)

    No cóż, pozdrawiam.

    PS: U mnie nn. Zmieniłam też adres bloga: http://goniacy-slonce.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak Nadie zaczęła zmienić zdanie o Raphaelu, ale nie martw jeszcze ukaże swoje rogi xd cieszę się, że podoba ci się ta scena ze spaceru. no cóż szczerze myślałam, że będzie z nią gorzej. A co do sowy, nie ma ona żadnego ADHD. po prostu ptaki uwielbiają srać pod siebie, a ten narobił na Nadie. chciałam wpleść w ten rozdział coś wesołego;) przyda się, wież mi.
      Pozdrawiam

      Usuń
    2. Rozumiem.
      Po prostu ta scena z sową mnie nieziemsko rozbawiła! :)

      Usuń
  5. I nie dziwię ci się. Ja widziałam ją na prawdę dwa lata temu i do tej pory się śmieje! ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Boskie!
    Masz niesamowity styl pisania, twoje opowiadanie wciąga... Niesamowity sposób pisania!
    Czekam na next i zapraszam do mnie:igrzyskasmierci-historiapierwsza.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Za nim przeczytam bo nie wiem czy na twoje gg dotarło powiadomienie że na www.calkiem-inna-historia.blog4u.pl i www.pamietnik-szamanki.blog4u.pl są nowe rozdziały ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. No i przeczytałam :). Wybuchłam śmiechem z tą sceną z sową. Nic dodać, nic ująć i widze że zaczyna się dziać ;D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomość dostałam, o to się nie martw. Rozdział panuje przeczytać jutro;)

      Usuń
  9. Trafiłam tu przypadkiem i, szczerze z rozdziału na rozdział, coraz bardziej mi się to podoba. Danae, założę się, że kiedyś zrobisz księgę, jak ona cofnie się do bycia tą Danae, miejmy taką nadzieję. Czasem wyłapywałam błędy w tekście, ale nie są one rażące, jak czasami można spotkać. Czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam nową czytelniczkę! Cieszę się tu trafiłaś i ci się podoba. co do tego cofnięcia, masz racje planuje coś takiego, ale to dopiero pod koniec opowiadania;)
      pozdrwaiam i mam nadzieje, zę cie nie zawiodę;D

      Usuń

wykonała Anaya