poniedziałek, 18 lutego 2013

I. Rozdział 6

„Prawdziwym pięknem jest to, co czyni człowieka lepszym”
Anne Lonise Stael-Holstein

            Alexis podskoczyła, gdy kolejny kamień zderzył się z szybą w oknie. W głębi serca miała wielką nadzieję, że człowiek, który dobija się do domu nie będzie w stanie do niego wejść. Jednak już po chwili dobiegły ją dziwne dźwięki, a potem kroki twardych butów na panelach. Dziewczyna schowała się pod kołdrę. Doskonale wiedziała, że to nie jest, ani dobry kamuflaż, ani pomysł, ale była tak sparaliżowana strachem, że nic lepszego do głowy jej nie przyszło. Nie wiedziała, co ma w tym momencie robić, bowiem strach tak zawładnął jej ciałem tak, że nie była w stanie się poruszyć, a co dopiero myśleć.
            -Ej, mała głupia Księżniczko, gdzie jesteś?
            Alexis słysząc ten głos zadrżała. Nie znała go i nie miała zamiaru poznawać. Był skrzekliwy i niemiły dla ucha. Znów usłyszała kroki, które z sekundy na sekundę robiły się głośniejsze. Alexis miała wrzenie, że nieproszony gość już ją znalazł, gdy nagłe ucichły. Przestała na chwilę oddychać, aby sprawdzić czy słuch ją nie myli. W domu była cisza jak makiem zasiał, a jedyny dźwięk, który był słyszalny, to przyspieszone bicie jej serca. Już chciała odetchnąć z ulgą ciesząc się ze swojego szczęścia, gdy coś wielkiego złapało ją za ramię. Krzyknęła chyba najgłośniej jak tylko się dało. Ze strachu odrzuciła kołdrę na bok i jeszcze z tego wszystkiego spadła z łóżka. Nie minęła chwila, gdy facet, którego słyszała rzucił się na nią przygważdżając ją do ziemi. W jego ręce zabłysnęło coś, co po chwili poczuła na swoim gardle. Zimny metal. Nóż. Z trudem przełknęła ślinę.
            -No i widzisz, tak właśnie kończą głupie Książeczki, nieprawdaż Daneo?
            Głos był nadal tak samo ohydny jak wcześniej, choć Alexis zrozumiała, że tak na prawdę ten człowiek nie wie, co robi. Za tym wszystkim znów stoi Tori. Wszystko potwierdziło się wtedy, gdy spojrzała w jego oczy, były tak samo żółte jak u Tori i Megan. Dotarło do niej też, że ktoś jeszcze ma takie oczy, choć w tej chwili nie chciała dopuścić do siebie tej myśli, że ta właśnie osoba jest jej wrogiem.
            Alexis przestała stawiać opór, bo wiedziała, że to jej nie pomaga, tylko jeszcze psuje jej sytuację. Facet uśmiechnął się przeraźliwie i już za pewnie chciał dobić swoją zdobycz, ale nie zdążył. Alexis z całej siły uderzyła go kolanem w krocze. Mężczyzna zawył jak wilk do księżyca, po czym wypuścił nóż z ręki. Dziewczyna wyszarpała się z pod jego wielkiego ciała i pobiegła w stronę niewielkiej komory, gdzie stał duży, brązowy wazon. Było jej go żal, ale to był jedyny sposób, aby się stąd uwolnić. Złapała go obiema rękoma i z całej siły rzuciła nim w faceta. Z dokładnością uderzył go w głowę rozpryskując się dookoła. Przez sekundę patrzył na Alexis z prawdziwymi emocjami wypisanymi na twarzy. Oczy jednak szybko uciekły mu w tył głów, a bezwładne ciało upadło ziemię.
            Odetchnęła z ulgą wiedząc, że ma teraz chwilę na przemyślenie tego, co się dzieje i podjęcie dalszych działań. Chwiejąc się ruszyła w stronę kuchni, gdzie na blacie spoczywał jej nowy telefon. Drżącą dłonią wybrała numer Iana. Wiedziała, że musi do niego zadzwonić, bo policja nic by tu nie zdziałać - Tori na pewno już o to zadbała. Przeklęła, gdy od razu włączyła się automatyczna sekretarka. Odłożyła telefon na swoje miejsce, po czym sięgnęła po nóż, który leżał w zlewie. Miała zamiar wymknąć się z domu i pobiec w miejsce, gdzie Ian na pewno teraz przebywa, czyli u jej rodziców. Nóż miał być po prostu środkiem ostrożności, ponieważ nie wiedziała ile ten wariat będzie jeszcze nieprzytomny.
            -Patrz mała głupia Księżniczko, co znalazłem.
            Alexis zdezorientowana spojrzała w stronę, z której dobiegł głos. Zobaczyła faceta z wielkim guzem na łysej głowie i wariackim uśmiechem na ustach. Dopiero potem spojrzała na to, o czym mówił. Przez sekundę przed jej oczekiwał majaczył obraz czarnego pistoletu Iana. Nie zdążyła jednak nic zrobić, ani krzyknąć, ani odskoczyć, gdy facet nacisnął spust, a do jej uszu dobiegł huk.

            Ian po zakończeniu swojej opowieści ucichł nie wiedząc, czego ma się teraz spodziewać. Miał dziwne przeczucie, że pan Gray po prostu mu nie uwierzy. Mężczyzna wolał, bowiem myśleć, że jego córka wyjechała, niż, że teraz spędza czas z byłym narzeczonym jej siostry.  Domyślał się też, że to jego obwiniają o stan Natashy, to, że to on jest ojcem. Nie wiedział, czemu, ale w jego głowie pojawiły się najgorsze scenariusze ukazujące zakończenie tego spotkania. Najlepszy z nich mówił, że wywalą go po prostu na zbity pysk.
            Siedzieli tak w ciszy przez parę minut, aż Ianowi od tej ciszy zaczęło dzwonić w uszach. Wiedział, że Natasha mu wieży bez względu na to jak ją wcześniej potraktował. Pani Gray siedziała z niepowierzeniem wypisanym na twarzy. Czuła, bowiem, że Ian mówi prawdę, ale nie mogła przeboleć tego, że jej aniołek jest temu wszystkiemu winien. Pan Gray miał nieprzenikniony wyraz twarzy. W pewnym momencie usłyszał ciche kroki. Rodzice Alexis nie usłyszeli ich tak szybko jak Ian, więc zorientowali się, że mają nieproszonego gościa dopiero wtedy, gdy zobaczyli w progu małe ciało Charlotty. Z sinym okiem i plastrami na twarzy i rękach wcale nie wyglądała na kogoś, kogo powinno się obawiać. Wydawała się zbyt krucha jak na rolę kogoś wrednego i złego.
            -Charlotto kochanie, co ty tu robisz? Nie miałaś leżeć w łóżku tak, jak kazał ci lekarz? - zapytała Annabeth Gray lekko piskliwym głosem.
            Mały potworek spojrzał najpierw na swoją matkę, potem na drugiego z rodziców i na Natashy. Na samym końcu jej wzrok utkwił w Ianie. Nie wiedział, czemu, ale przez parę sekund zobaczył w jej oczach błysk zrozumienia, tak jakby doskonale wiedziała, kim jest i po co tu przyszedł, a nie tylko nienawiść do osoby, która wywlokła jej wszystkie złe uczynki na światło dzienne. Musiałaby to być jednak zwidy, gdyż mały potworek nie mógł wiedzieć, kim on jest ani co planuje.     
-Mamo, tato muszę wam coś powiedzieć. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie.... - powiedziała niepewnie, jakby do końca nie wiedziała, czy powinna o tym wspominać głośno.
            Potem każde jej następne zdanie sprawiało, że Ian czuł do niej osobliwy i coraz większy podziw, ale także coraz większą złość. Z jednej strony cieszył się, że ta mała wariatka przyznała się do wszystkiego, co zrobiła, z drugiej strony był jednak wściekły, bo to wszystko, co powiedziała mu Alexis okazało się prawdą. Choć mieszkał z nią przez rok, nigdy do końca nie przepuszczał, że Charlotta może być tak wrednym i mściwym człowiekiem, nawet, jeżeli parę razy był światkiem jej przekrętów. O dziwo też, że z każdym kolejnym słowem Charlotty na twarzy Davida Graya zaczęły pojawiać się przebłyski uczuć, zaczynając od rozczarowania, a kończąc na złości. Gdy młoda skończyła poprzyznawać się do wszystkiego, co zrobiła, znów nastała cisza. Ian domyślił się, że będzie ona trwała tak długo, jak ostatnia, albo nawet dłużej, bo nie miał, kto jej teraz przerwać. Zdziwiło go jednak bardzo to, że Annabeth Gray przygarnęła córkę i zaczęła ją kołysać na swoich kolanach.
            -Oczywiście, że ci wybaczam, kochane. Nie wiem jak tato, ale ja nie byłabym w stanie trzymać urazy do takiego aniołka, jak ty.
            Ian od razu zobaczył to, co najbardziej bolało Alexis przebywając w ich towarzyskie. Że choć to ona była ich rodzoną córką, oni i tak woleli i kochali bardziej Charlotte - dziecko wzięte z przytułku. To ona była ich oczkiem w głowie, a starsza z córka w ogóle się nie liczyła. Ian miał zamiar wstać i wykrzyczeć to im wszystkim w twarz, że nie pozwoli, aby Alexis wróciła do tego domu wariatów, a potem wyjść, ale musiał się powstrzymać. Teraz czekał tylko na reakcję Davida. Czy i on okaże się taki dobroduszny dla swoje córki-oszustki, czy nie.
            O dziwo mężczyzna ani razu nie spojrzał w kierunku Charlotty, jego wzrok przez cały czas spoglądał gdzieś na ścianę. Po chwili skierował go na Iana.
            -Czy mógłbyś zaprowadzić mnie do mojej córki? - zapytał, a w jego głosie nie było słychać prośby, tylko ewidentny rozkaz. Ian kiwnął głową ciesząc się, że choć jedna z osób w tym domu ma trochę szarych komórek. Przy okazji spojrzał też na Charlotte, aby zobaczyć jej minę na deklarację ojca, bo wiedział, że Alexis na pewno chciałaby ją poznać. To, co zobaczył z lekka go zdziwiło, gdyż spodziewał się na pewno czegoś innego. Na jej małej twarzyczce nie było widać ani trochę smutku, czy bólu, była tam tylko obojętność. Tak jakby w ogóle nie interesowało ją to, co jej ojciec zrobił. Ta reakcja go zdziwiła, ale nie przejął się nią.
            Wszyscy prócz jego i Natashy wstali ze swoich miejsc i poszli przygotowywać się do drogi. Też chciał wstać, wyjść na zewnątrz i przemyśleć parę spraw, ale powstrzymał się wiedząc, że jest tu jeszcze jedna sprawa, którą musi załatwić. Wstał, aby po chwili ukucnął koło fotelu Natashy. Ona od razu odwróciła wzrok jak by wiedziała o czy Ian chce z nią porozmawiać.
            -Natasha słuchaj to…to moje dziecko? – zapytał prosto z mostu nie wiedząc jak na prawdę powinien sformułować to pytanie.
            Dziewczyna nie odezwała się żadnym słowem, co wystarczyło Inaowi. Wiedział, że gdy ktoś zarzuca jej coś, co nie jest prawdą od razu się buntuje i zaczyna krzyczeć. Teraz to nie nastąpiło. Czyli trafił w sedno, to on był ojcem i to on po raz kolejny zrujnował życie tej dziewczynie. Natasha chyba wyczuła jego emocje, bo w końcu spojrzała w jego stronę.
            -Powiedz mi – zaczęła lekko drżącym głosem – Czy gdybym powiedziała ci o tym wcześniej, to byś nie odszedł? Przestał byś kochać Alexis po to, aby zostać ze mną i z dzieckiem?
            Pytanie, które mu zadała zaszokowało go, choć od razu wiedział, co powinien na nie odpowiedzieć. To Alexis zawsze była dla niego wszystkim i nie zostawiłby jej ani nie przestał kochać. Choć w głębi serca czuł, że darzy Natashe jakimś tam uczuciem to nie było ono tak silne jak to, co czuł do jej siostry.
            -Przepraszam – zdołał tylko z siebie wykrztusić.
            Na twarzy Natashy pojawił się smutny uśmiech.
            -Nie masz, za co przepraszać. Dla mnie czas, który spędziłam z tobą był najlepszą rzeczą, która spotkało mnie w życiu, nawet, jeżeli nie skończył się tak jak chciałam. Wolę jednak scenariusz, w którym mówisz mi prawdę, a nie ten, w którym mnie okłamujesz, aby nie zranić. Mam nadzieje, że historia twoja i Alexis skończy się inaczej nisz nasza i że będziecie razem szczęśliwi.
            Ian patrzył na nią z szokiem wymalowanym na twarzy. Nigdy nie spodziewał się po niej takich słów. Nim się zorientował, dziewczyna wstała.
            -Jedziesz teraz z nami? – zapytał idąc w ślady Natashy.
            -Nie – powiedziała patrząc przez chwilę przed siebie – Idę się spakować. Gdy Alexis wróci do domu muszę z nią poważnie porozmawiać na twój temat. A po tym wracam do siebie. Rodzice nie są zbyt zadowoleni, że tu przyjechałam, więc nie chcę im się dłużej narzucać.
            Pokiwał głową. Tego się w sumie spodziewał. Ciekawiło go tylko, o czym chciała tak porozmawiać z Alexis.
            -Pamiętaj, że gdy będziesz czegoś potrzebowała, nie krepuj się, dzwoń.
            Na twarzy Natashy pojawił się uśmiech.
            -Nie zapomnę. – po czym zniknęła za zakrętem.
            Ian wiedział, że dzięki tej rozmowie i on, i ona zamkną poprzedni rozdział swojego życia. Teraz Natasha będzie siostrą dziewczyny, którą kochał, a nie osobą, którą zranił.
            Gdy koło niego przeszła reszta rodziny Alexis, chłopak przypomniał sobie, co tak na prawdę tu robił. Po paru chwilach przygotowań, wsiedli do samochodu. Jemu niestety przypadło miejsce obok potworka z tyłu. Przyjął to bez komentarza, choć wiele rzeczy cisnęło mu się na usta. Dopiero, gdy podał ojcu Alexis adres, ruszyli. Podczas tej krótkiej drogi miał zamiar zapytać się Charlotty, czy nie ma przez przypadek jakiś robaków w gaciach, bo non stop się kręciła, jakby miała tam stado mrówek. Nie zadał jednak tego pytania na głos, bo jeżeli chciał jeszcze kiedyś spotkać się z Alexis teraz musiał, chociaż udawać porządnego człowieka.
            Nie musiał jednak tego zbyt długo powstrzymywać, bo samochód zaparkował przed domem. Ledwo wyszedł z niego, to od razu poczuł coś dziwnego, co unosiło się w powietrzu. Jego ciało zalał zimy pot, gdy usłyszał huk wystrzału. Nim rodzice Alexis zdążyli zrozumieć, co to było, on już gnał ile sił w nogach w stronę drzwi. Przeklął pod nosem, gdy okazało się, że są zamknięte.
            -Dziewczyno, czy ty zawsze musisz robić to, o co cię poproszę - syknął szarpiąc za klamkę.
            Dopiero po chwili dostał olśnienia. Popchnął drzwi z całej siły, przez co wypadły z zawiasów. Nie przejmował się tym, co zrobił, odłożył je na bok, a sam wbiegł do środka. Pierwszy obraz, który zobaczył przeraził go. Alexis leżała na ziemi w kałuży własnej krwi, która powoli się powiększała. Parę metrów dalej stał jakiś śmiejący się psychopata z pistoletem w ręce. Gdy dotarło do niego, że był to jego własny pistolet, wściekł się nie na żarty i na siebie, i na tego wariata. Nie interesowało go wtedy, kim jest ten mężczyzna, czy jest tu przez przypadek, czy to robota Tori. Skoczył w jego stronę i jednym ruchem ręki skręcił mu kark. Ciało cuchnące alkoholem upadło na ziemię. Ian od razu podbiegł do Alexis, ukucnął obok niej i powoli obrócił ją na plecy, a jej głowę położył sobie na kolanach. Parę centymetrów pod sercem miała ona czarną dziurę, z której powoli wypływała krew. Ona nie była jednak przerażona, a na jej twarzy, choć z wysiłkiem pojawił się cień uśmiechu.
            -I jak tam... Udało ci się? - zapytała prawie szeptem.
            Ian nie był w stanie odpowiedzieć, patrzył na nią tylko ze strachem. Znów umierała, a on nie mógł na to nic poradzić. Alexis jednak nie oczekiwała odpowiedzi na to pytanie, ponieważ w tym samym momencie jej rodzice pojawili się w kuchni. Matka podeszła niepewnie do leżącej córki, gdy dotarło do niej, co się tu stało. Usiadła na ziemi w kałuży jej krwi i zaczęła głośno płakać, przy okazji biorąc w obie dłonie jej rękę. Ojciec na szczęście podszedł do tego bardziej racjonalnie i z zimną krwią. Wyjął telefon i wybrał numer alarmowy wzywając policję, pogotowie i bóg jeden wie, co jeszcze. Nikt jednak się tym nie przejmował.
            Ian nagłe poczuł na swoim policzki dotyk zimnych palców.
            -Nie smuć się tak, dobrze? - próbowała przybrać radosną minę i udałoby się jej to, gdyby nie to, że jej oczy gasły z sekundy na sekundę - Spotkamy się przecież w przyszłym wcieleniu.
            Kiwnął głową, choć nie był do końca tego pewien. Było to przecież jej pierwsze odrodzenie, więc niby, czego mogli być pewni? A może to był po prostu ten jeden raz? A on przez resztę życia, do końca świata, będzie musiał tułać się po tym świecie? Nie, żaden człowiek nie mógłby mieć takiego pecha.
            -Alexis pamiętasz jak zapytałaś się mnie, czy kiedyś już spotkałem Tori? - zapytał patrząc w jej gasnące oczy.
            Kiwnęła głową nie mając już nawet siły się odezwać.
            -Wtedy kłamałem. Niestety znałem ją o wiele dłużej....
            Na jej bladej twarzy pojawił się lekki uśmiech, tak jakby od początku nie wierzyła w to, co jej wtedy powiedział, a potem nagłe zniknął. Jej oczy zamknęły się powoli, a klatka piersiowa przestała się poruszać. Umarła.
            Annabeth wybuchnęła nagłe tak gwałtownym szlochem, że wszyscy w pomieszczeniu zadrżeli. Podniosła giętkie i nieruchome ciało przytulając je do siebie, jakby to miało przywrócić jej życie. David w końcu musiał odciągnąć żonę od zwłok córki. Na jego twarzy malował się ból, choć z  oczu nie popłynęła żadna łza. Ian natomiast nie wiedział, co ma teraz zrobić. Ułożył Alexis na ziemi, po czym oparł się o blat kuchenny z iskrą nadziei. Nie wiedział, czego ma się teraz spodziewać. Miał tylko nadzieję, że jak najszybciej przeskoczy w czasie, bo chciałbym mieć to już za sobą. Niestety nic się nie działo, przez co stracił resztę nadziei. Nie mógł powstrzymać tej jednej łzy, która spłynęła mu po policzku. Stracił ją, stracił i już nigdy nie odzyska!
            Do normalnych myśli przywrócił go głos Annabeth.
            -David, gdzie jest Charlotta?
            W Ianie wezbrała złość. Przed chwilą umarła jej córka, a ona jakby o tym nagłe zapomniała i cały swój wzrok skupiła na tym potworku, który był temu wszystkiemu winien. Nie wykrzyczał jednak tego na głos, ponieważ jego uwagę przykuła sylwetka Charlotty kierująca się w stronę drzwi wyjściowych. Dla Iana to zachowania było dziwne, więc ruszył za nią. Gdy doszedł do frontowych drzwi na jego twarzy pojawiła się złość i przerażenie. Pierwszą rzeczą, która przykuła jego uwagę było nie to, co działo się z Charlottą, tylko dwie dziewczyny, które stały jakieś dziesięć metrów od domu. Jedną z nich była Reyna, nadal ubrana w tą swoją letnią sukienkę. Nie wiedział, czemu, ale dopiero teraz, dotarły do niego słowa, które mu przekazała. Te o niespodziance. Prezentem, który miał dostać był trup Alexis. Choć nie do końca był tego pewien, ponieważ na jej twarzy malował się dziwny wyraz. Żeby nie myśleć o tym utkwił swój wzrok w drugiej dziewczynie, której w ogóle nie znał. Miała nie więcej niż piętnaście lat i dziwną jasnoniebieską skórę. Włosy okalające jej twarz były brązowe, a po bokach jej głowy wystawały niewielkie brązowe różki.
            Niektóre osoby, które próbowała uratować Tori nie wychodziły z tego zbyt dobrze. Niektórzy, tak jak ta dziewczyna nie mieli już szans na powrót do normalnego życia, ponieważ nie wtopiliby się w tłum. Ian w myślach zaczął dziękować bogu, że on, jako jedyny wyszedł z tej przemiany bez szwanku, nie licząc nieśmiertelności.
            Dopiero wtedy, gdy odpędził te myśli, to spojrzał na Charlotte. Z jej ciałem działo się coś dziwnego. Nie wiadomo, czemu zaczęły rosnąć jej ręce i nogi, a strój, który miała na sobie stał się zbyt mały, przez co porwał się w wielu miejscach i zaczął pokazywać więcej niż powinien. Jej włosy pociemniały i zaczęły się skręcać. Gdy Charlotta stanęła pomiędzy Reyną, a tą drugą i odwróciła się, do Iana dotarła niezbyt miła prawda. Tori przez ten cały czas wodziła ich za nos udając, że jej ciałem była Megan. Od samego początku była Charlottą - tą małą wariatką. Spojrzał na jej twarz i od razu zobaczył na niej wymalowany triumf, który pojawiał się zawsze, gdy wszystko szło po jej myśli.
            Reyna nagłe podniosła rękę do góry i powoli zaczęła składać palce. Ian w mig pojął, o co jej chodzi. Coś odliczała. Trzy. Dwa. Jeden. Zero. Wtedy dopiero zobaczył coś, co trzymała w ręku dziewczyna z różkami, coś, co przypominało pilot. Dopiero wtedy dotarła do niego groza tej sytuacji. Nie zdołał jednak ostrzec nikogo przed tym, co miało za chwilę się zdarzyć, nie zdążył nawet krzyknąć, a już na pewno powstrzymać brunetki przeciw naciśnięciem czerwonego guzika na ów pilocie. Nie zdążył zrobić żadnej z tych rzeczy, ponieważ dom wyleciał w powietrze.

25 lipca 1844r; Nantes, Francja
            Słońce powoli chowając się za horyzontem przekształciło morze w istną paletę barw. Woda mieniła się wszystkimi odcieniami czerwieni i pomarańczu. Wyglądało to, jakby na jej powierzchni unosiły się miliony małych brylancików. W jednym z tych dużych domów położonych nad morzem siedziało dwóch dość młodych mężczyzn, którzy też przyglądali się temu dość dziwnemu, choć pięknemu zjawiskowi. Gdy słońce zniknęło całkowicie zostawiając po dobie tylko parę kolorowych plam na niebie, obydwaj odkleili swój wzrok od okna i spojrzeli po sobie.
            -Wiedz Michel, musimy wznieść toast - powiedział starszy mężczyzna, z niedużym zarostem i długimi włosami spiętymi z tyłu głowy, podnosząc kieliszek wypełniony przeźroczystym płynem.
            Młodszy z nich, Michel, spojrzał na niego podnosząc jedną brew do góry, po czym, gdy uznał, że ten pomysł nie jest najgorszy uniósł także swój kieliszek.
            -Za twojego potomka, który ma się dzisiaj narodzić! - powiedział ten starszy o imieniu Xaver i wypił jego zawartość jednym chlustem. Jego towarzysz zrobił to samo.
            -Nie wiem skąd ty to masz, ale musiałeś zapłacić za to fortunę - powiedział po chwili Michel biorąc butelkę do reki i dolewając sobie.
            Po czwartej, bądź piątej kolejce Xaver przewracając w ręku pusty kieliszek zaczął rozmowę, do której od początku dążył.
            -Wiesz, co, ostatnio zastanawiałem się, tak, jako twój przyjaciel, co ty zrobisz z tym dzieckiem? Jeżeli chłopak, to dziedzicem już nie będzie, bo Remi przejmuje twój majątek, jako pierworodny syn, co wtedy z nim? A jak będzie dziewczynka?
            Michel nie bardzo rozumiał, o co mu chodzi. Do tej pory nie wiedział, kim będzie jego drugie dziecko, a ten tu pyta się, co z nim zrobi. Wzruszył niedbale ramionami. Nie przejmował się tym jeszcze. Najpierw to on chciałaby się dowiedzieć, co jego żona przez ostatnie dziewięć miesięcy nosiła w swoim brzuchu, a dopiero potem będzie zastanawiać się nad innymi rzeczami.
            W ogóle to on do tej pory nie zastanawiał się nad tym, kogo wolałby dostać - drugiego syna, z którym mógłby dzielić swoje zainteresowania, czy córeczkę podobną do jego pięknej żony.
            -Bo wiesz, jeżeli byłaby to jednak dziewczynka, to mógłbyś pomyśleć o tym, aby teraz od razu zaręczyć ją z Raphaelem.
            Michel spojrzał na niego z ukosa, dziwiąc się, że on w ogóle był wstanie coś takiego zaproponować. Choć z drugiej strony nawet, jeżeli ta propozycja wydawała się dziwna, to nie był to głupi pomysł. Syn Xavera, Raphael miał dziedziczyć cały majątek ojca, a było tego niemało.
            -Czemu nie. - powiedział w końcu dolewając sobie do kieliszka jeszcze trochę przeźroczystego płynu. Obaj wypili go szybko.
            Wtedy ktoś niepewnie zapukał do drzwi i gdy usłyszał pozwolenie, wszedł. W progu pojawiła się młoda dziewczyna w szarej sukience i lekko umorusanej twarzy.
            -Przepraszam, że przeszkadzam lordzie Blanchard, ale pańska żona urodziła - wydusiła piskliwym głosikiem trzymając ręce za plecami, ze strachem przebierając palcami, nie wiedząc jak powinna przekazać swojemu chlebodawcy to, co się stało – Gratuluję, ma pan śliczna córeczkę - ucichła na chwilę biorąc naprawdę głęboki wdech – Niestety, pani Amelie tego nie przeżyła. Przykro mi...
            Dziewczyna opuściła głowę czekając na coś, co mogłoby teraz nastąpić. Niczego się jednak nie doczekała. Podniosła, więc niepewnie głowę, aby spojrzeć na Michela i jego mieszankę szoku, bólu, złości i smutku malującej się na twarzy. Potem nagłe wydał z siebie cichy jęk i gdy pierwsza łza wypłynęła z jego oczu schował twarz w dłoniach. Dziewczyna chwilę potem dyskretnie wycofała się z pokoju. Powinna go pocieszyć, choć nie wiedziała, jak, dlatego podjęła taką, a nie inną decyzję. Zresztą czekało na nią teraz inne zadanie, ostatnie, które nałożyła na nią pani Amelie. To ona miała teraz opiekować się tą małą istotą, która parę chwil wcześniej przyszła na świat. Szybkim krokiem skierowała się na górę po schodach do pokoju jej podopiecznej. Zatrzymała się tylko na chwilę, gdy usłyszała wściekłe wycie stada wilków.
Koniec Księgi I

Witam;)
Ciekawe ilu z was ma zamiar mnie zabić xd Taki jednak był plan tego opowiadania, nic na to nie poradzę. Tak jak pewnie już niektórzy się domyślili następnym wcielenie Daney będzie córka Michela i Amelie Blanchartów. Już nie mogę się doczekać, gdy zaserwuje wam pierwszy rozdział z nowej Księgi. Acha muszę was też uprzedzić, że teraz rozdziały będą pojawiać się rzadziej z racji tego, że będę musiała je pisać, a nie poprawiać tak jak do tej pory.
No i oczywiście najważniejsza sprawa, czyli data dodania rozdziału 6. W sumie miał pojawić się w czwartek, ale z racji pewnych wydarzeni przesunęłam go na 18.02. Nie wiem czy wiecie  ale ta wersja opowiadania, jest już trzecią, która powstała. Dwie ostatnie były pisane przeze mnie, ale ta pierwsza - nie. Osobą, która wymyśliła całą fabułę i bohaterów i jako pierwsza opisywała losy Daney i Shaneya była moja siostra. Na blogach podpisywała się jako Akiki, teraz jako Miva. Gdy leń złapał ją w swoje szpony, oddała mi swoje opowiadanie, z prośba abym je dokończyła. Dziś (18.02) wypadają jej urodziny. Dlatego też ten rozdział. Chciałam ci tylko życzyć wariatko, abyś dostawała więcej takich prezentów, jak ten sobotni!
No dobra, to by było na tyle.
Do zobaczonka
PS Jest tu może ktoś kto czytał pierwszą wersje?
PS2 Jak rozdział nie będzie pojawiał się dłużej niż przez dwa tygodnie, zacznijcie mnie poganiać xD

18 komentarzy:

  1. Na początek trochę Ci posłodzę :)
    Ładnie opisałaś każdy szczegół, a sytuacja, gdy do domu Alexis wdarł się nieproszony gość była goteskowa - mnie i śmieszyła i przerażała. Dlaczego? No cóż - przerażała, ponieważ bałam się o życie Alex i sama nie chciałabym doznać takiej 'traumy'. Śmieszyła, ponieważ Alex pod tą kołdrą miała niezły napad paniki. Uśmiałam się w momencie kiedy spadła z łóżka. :)

    No cóż, teraz trzeba Cię trochę zrugać, co by za słodko nie było. Znalazłam tu masę błędów interpunkcyjnych i kilka literówek. Musisz mi wybaczyć, że nie wskażę Ci ich. Powód: zwyczajne lenistwo. I brak czasu...
    Spróbuj sama przejrzeć ten tekst i wyłapać pewne potknięcia.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci za ten komentarz, jest mi niezmiernie miło. No cóż, co do interpunkcji to domyślam się, że jest sporo błędów. Nigdy nie wiem czy mam postawić przecinek. Jak byś kiedyś znalazła czas to byłabym wdzeczna gdybyś wytknełam mi je, bo niestety sama nie umiem ich znaleźć.
      Pozdrawiam

      Usuń
  2. Jestem kochanie . czytałam pierwszą wersje i ta mi się wydaje lepsza niż tamta . Ja przyjadę do ciebie i będę krzyczeć nad uchem, a ty będziesz pisała .
    Skarbie czekam na kolejne rozdziały ; **
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jestem już spokojna o kolejne rozdziały;p dziękuję ci oczywiście za komentarz.

      Usuń
  3. Witaj!
    Zafascynowała mnie Twoja opowieść. Jest naprawdę ciekawa, wciągająca. Jak dla mnie - magia.
    Podoba mi się wykreowany przez Ciebie świat. Jest przesycony magią. Bohaterowie są wyraziści, mają emocje.

    No cóż, będę tu zaglądać częściej :)
    Pozdrawiam serdecznie.

    PS: Przepraszam, że tak krótko. Następnym razem się rozpiszę!

    http://siedem-kregow-piekiel.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo za komentarz. Jest mi niezmiernie miło czytać takie słowa;) mam nadzieję, że przy następnym cię nie zawiode

      Usuń
    2. Jeśli jesteś zainteresowana, to u mnie pojawił się prolog. :)

      Usuń
  4. To było Wspaniałe ! Wszystkie emocje świetnie opisane. Scena gdy do domu wdarł się nieproszony gość była przerażająca. Bałam się o życie Alexis.
    Więc to jednak dziecko Iana tak myślałam. I do tego Tori była Charrlotą nieźle to wymyśliłaś. Nigdy bym się tego nie spodziewało i bardzo mnie to zaskoczyło. Jestem ciekawa dalszych losów głównej bohaterki i już nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów.
    Pozdrawiam i życzę dużo weny ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci bardzo za ten komentarz. Cieszy mnie to niezmiernie, że ci się podobał. Co do dalszych losów. Hmm powiem ci tak, zacznie się niewinnie zresztą tak samo jak poczatke księgi 1, a skończy się też podobnie xd
      Pozdrawiam;D

      Usuń
  5. No to podaje raz jeszcze: 44295068 i nie musze pisać ten sam komentarz co wcześniej?? Bo już mi się nie chce ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie trzeba! Dzięki za numer;*

      Usuń
  6. Szablon gotowy do odbioru :D
    [dusza-anayi]

    OdpowiedzUsuń
  7. No, taki rozwój wypadków bardzo mi się podobał, mimo swojej makabryczności. Najpierw śmierć Alexis, potem jeszcze ten wybuch, nie wspominając już o Charlottcie, którą była Tori. Bardzo to wszystko zgrabnie napisane i przemyślane, jestem pod wrażeniem :) Poza tym bardzo ciekawi mnie nowe wcielenie Daney, więc z tym większym utęsknieniem wyczekuję kolejnej księgi.
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci za miłe słowa;) Sama też nie mogę się doczekać gdy zaserwuje wam kolejną cześć przygód Daney.
      Pozdrawia;*

      Usuń
  8. Znowu z makabrycznym opóźnieniem -.- Czy ja kiedykolwiek wpadnę na czas? Musisz mi to po raz kolejny wybaczyć!
    W każdym razie rozdział mi się podobał, choć wydarzenia w nim zawarte mnie zaskoczyły i to bardzo! Od samego początku przeczuwałam coś złego, gdy tylko ten człowiek dostał się do środka, ale myślałam, że ktoś przybędzie w porę i ją uratuje, a tu kapa jednym słowem.
    Jej śmierć była dla mnie wielką niespodzianką. Hej, w końcu to ja mam w zwyczaju zabijać głównych bohaterów! :D
    Fajnie to sobie wszystko wykombinowałaś, a nowe wcielenie Daney bardzo, ale to bardzo mnie interesuje. Czekam na ciąg dalszy!
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybaczam ci, szczególnie po takim komentarzu;)W sumie to ci powiem, że na początku chciałam pociągnąć to opowiadanie tylko na tym jednym wcieleniu Daney, ale w końcu doszłam do wniosku, że wszytko będzie lepiej wyglądało na kilku^^
      A co do zabijania głównych bohaterów... hmmm no cóż, powiem ci, że chyba w tym cie przegonie. Ale nic więcej nie napiszę^^
      Pozdrawm

      Usuń
  9. Miałam Cię przez gg powiadomić, ale nie byłaś dostępna. Dlatego tutaj Cię powiadomie o pierwszym rozdziale u mnie: http://calkiem-inna-historia.blog4u.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Z tym ojcostwem Iana to już przesada. Dla mnie to dziwne spotykać się z chłopakiem siostry. Szkoda, że taki motyw wybrałaś. Poza tym, po co sypiał z Natashą? Czy tak się zachowują współcześni chłopcy: wchodzą do łóżka bez patrzenia komu? MoŻe i tacy są... Czytając tekst, jednak nie byłam przekonana, że ze sobą sypiają. Jakie to dziwne, że dla Waszego pokolenia brzmi to jak Naturalne... Szkoda, wiele, dziewczyny, tracicie z Bycia Kobietą, godząc się na podobne traktowanie.

    OdpowiedzUsuń

wykonała Anaya