czwartek, 7 lutego 2013

I. Rozdział 5

„Ludzie muszą najpierw wiele wycierpieć, nim uda im się cokolwiek osiągnąć”
Hans Christian Andersen

            Alexis otworzyła lekko swoje zaspane oczy. Zapewne w ogóle by tego nie zrobiła, gdyby nie to, że coś namolnie brzęczało koło jej ucha. Po chwili zrozumiała, że nie może być to żadna mucha, ani inny dziwny owad, ponieważ to całe bzyczenie przypominało raczej złożone zdania. Do jej ucha dochodziły tylko pojedyncze słowa, słowa oderwane z kontekstu. Dlatego też postanowiła sprawdzić, czy to aby nie jakieś owady przeszły na wyższy poziom ewolucji i nie zaczęły mówić, czy to może po prostu był osobnik o imieniu Ian, którym nie należało się przejmować. Ledwo jednak to zrobiła westchnęła ze złością i ponownie zamknęła oczy zasłaniając przy okazji sobie twarz miękkim kocem.
            -Alexis wstawaj. Każde grzeczne dziecko powinno być już dawno na nogach... Wiesz, że minęło już południe? Pora wstawać! - i tak w kółko.
            Zaczęło ją to już powoli doprowadzać do białej gorączki, ale nie mogła dać tego po sobie poznać. Nie przy Ianie, istocie nader wrednej, która tylko czeka na choćby maleńki gest wściekłości, aby potem męczyć i dręczy do póki nie zwlecze się z łóżka. To jednak nie powstrzymało jej przed tym, aby zaciągnąć koc jeszcze głębiej na twarz, aby słyszeć jeszcze mniej. Oczywiście tak jak się spodziewała on zauważył ten cichy gest irytacji i zaczął ją gnębić ze zdwojoną siłą.
            -Alexis, widziałem to! Tak szybko się mnie teraz nie pozbędziesz! Wyskakuj z pod tego koca, albo to ja stamtąd cię wyciągnę! - na chwilę ucichł, aby zastanowić się jaką taktykę powinien przyjąć - Jeżeli za chwilę się nie wywleczesz, to zadzwonię do Tori, aby się z tobą spotkała, a wiesz mi ona zrobi to z wielką chęcią chociażby po to, aby cię zabić...
            Na samą myśl o czarownicy i o tym co wywołała poprzedniego dnia, popcorn który wczoraj zjadła podszedł jej do gardła, a na całym ciele pojawiła się gęsia skórka. Wolała uniknąć kolejnego spotkania z nią, więc też dlatego otworzyła oczy, zrzuciła z siebie koc posyłając też przy okazji Ianowi wściekłe spojrzenie. Nie wiedziała, czy on o tym wiedział, ale to co powiedział uraziło ją i to całkiem mocno. Usiadła, jej wzrok od razu natknął się na zegarek wiszący na ścianie, a był on tak na prawdę jedynym w tym małym domu, który w ogóle chodził. Ian nie kłamał, na prawdę było już dawno po dwunastej, można by nawet powiedzieć, że dochodziła już druga. Dopiero po tym spojrzała na niego, diabła w ludzkiej skórze, który przerwał jej sen. Postanowiła jednak nie być tak samo wredna jak on, przesunęła się na kraniec kanapy, zrobiła mu trochę miejsca, aby tak nie stał i nie patrzył na nią dziwnym wzrokiem. Oczywiście przyjął to w trybie natychmiastowym siadając i rozkładając ręce na całej długości kanapy.
            Alexis skrzywiła się na samą myśl o tym meblu. W końcu zaczęła doceniać to, że Ian za wszelką cenę chciał, aby spała w łóżku. Nawet jeżeli kanapa była w miarę wygodna to i tak nigdy nie mogła się równać ze zwykłym łóżkiem.
            Nim się zorientowała jej towarzysz wygrzebał z pod sterty poduszek pilot, po czym jednym przyciskiem włączył telewizor. Oczywiście kanałem, który włączył się jako pierwszy był jeden z tych, który  nadawał programy tylko o danym regionie i, o zgrozo, pokazywali tam właśnie centrum handlowe, w którym wczoraj byli. Ian, aby jeszcze bardziej ją rozzłościć, pogłośnił tak, że do jej uszu docierało to, co mówiła prezenterka. Nikogo nie zdziwiło to, że była tam mowa o wczorajszej masakrze, która miała miejsce. Kobieta wspomniała o jednym trupie i rannej dziewczynce, którą od razu przewieziono do szpitala, ale jej stan nie zagrażał życiu. Alexis przeklęła w myślach wiedząc, że była tam mowa o Charlottcie. Niby jednak wczoraj się o nią martwiła, ale po przemyśleniu wolała jednak, aby potworek umarł tam w tej łazience. Kobieta oznajmiła też, że znaleziono na miejscu zbrodni również inną krew, która za pewne należała do sprawcy tego całego zamieszania. Alexis dopiero wtedy przypomniała sobie o ranie Iana. Automatycznie spojrzała w jego stronie zastanawiając się czemu on w ogóle wylazł z łóżka. On w tym samym momencie spojrzał w jej stronę uśmiechając się.
            -Nie martw się, nic mi już nie jest!
            Na potwierdzenie tych słów uniósł koszulkę, aby pokazać miejsce, w które został wczoraj ugodzony. Po ranie nie było żadnego śladu, a jedyną rzeczą, która wskazywałby, że w ogóle tam coś wczoraj było, to lekkie zaczerwienienie.
            -Przecież mówiłem ci, że nic mi nie będzie.
            Alexis spojrzała na niego krzywo, choć w głąb jej serca wkradła się niepewność i strach.
            -Ty przecież nic takiego nie mówiłeś... - powiedziała, a jej głos lekko drżał.
            Znów skupiła się na telewizorze, gdzie był teraz pokazany obraz jakiegoś faceta w podeszłym wieku, najprawdopodobniej właściciela tego feralnego miejsca. Mówił, że na pewno jest zamieszana w to jakaś szajka szaleńców, którą policja ściga już od jakiegoś czasu. Ble, ble, ble.
            Alexis jak na zawołanie przypomniała sobie to, co Ian obiecał jej wczoraj. Powiedział, że odpowie na każde jej pytanie.
            -Kim ty w ogóle jesteś, co? Normalny człowiek nie mógłby tak szybko ozdrowieć, to po prostu jest niemożliwe. - urwała na chwilę, aby wziąć oddech - Ty też jesteś kimś podobnym do Tori, prawda? Jesteś nieśmiertelny, tak?
            Ian najpierw spojrzał na nią zmieszany, a dopiero po tym wybuchnął śmiechem.
            -Weź nóż i się przekonaj. - odpowiedział nadal się śmiejąc. Dopiero po chwili dotarło do niego, że takie żarty są nie na miejscu, bo przestał się śmiać, a jego twarz spoważniała. - Tak, tak, nie martw się, pamiętam o tym co ci wczoraj obiecałem i mam zamiar dotrzymać słowa. - chwila ciszy - Pytasz się czy jestem nieśmiertelny tak jak Tori? Może tak, a może nie. Żyję na pewno o wiele dłużej niż zwykły człowiek, ale nie mam pewności, czy gdyby ktoś wbił mi nóż w serce, to przeżyłbym. Nigdy się to jeszcze nie zdarzyło... No dobra, może raz, ale to się nie liczy, bo to wtedy sama Tori mnie zasztyletowała, a ona potrafi wiele różnych dziwnych rzeczy.
            Alexis wsłuchała się w tą opowieść tak, że od razu do jej głowy napłynęły inne pytania.
            -Jak to się w ogóle zaczęło? No wiesz musiałeś być umierający, że cię przemieniła, nie?
            Westchnął tak jakby obawiał się tego tematu.
            -Wszystko zaczęło się jakieś pięćdziesiąt lat przede twoimi narodzinami jako Danea na terenie dzisiejszej Wielkiej Brytanii. Miałem wtedy dwadzieścia cztery lata i służyłem w wojsku. Podczas jednej z wypraw do Europy nabawiłem się jakiejś choroby, na którą wtedy nie było jeszcze żadnego lekarstwa. Teraz nie pamiętam nawet jak się ona nazywała. Choroba bardzo szybko zaczęła mnie zabijać. I wtedy na scenę wkracza Tori. Nikogo nie pytając się o zdanie chciała mnie uleczyć, przez co zmieniła mnie w kogoś takiego. Wtedy jednak nie odbierałem tego w ten sposób, był to dla mnie dar, nowe życie, kolejna szansa. Z wdzięczności pozwoliłem zaciągnąć się do tej jej gwardii i służyłem tam do puki Tori nie wpadła na pomysł, aby osiedlić się w głównym mieście kraju, tam gdzie mieszkał król, który był też twoim ojcem. Wtedy też się spotkaliśmy.
            Alexis skinęła powoli głową starając się przyswoić każdą informację, a było ich dosyć dużo. Od rady jednak wiedziała, że nie wszystko z tej historii to jest prawdą, że Ian coś przed na ukrywał. Nie chciała jednak naciskać, wiedziała, że i tak powiedział jej dużo, więc nie powinna wymagać jeszcze tego.
            -Czy spotkałeś Tori wcześniej, jeszcze przed tym co ci zrobiła?
            -Nie.
            Nie czekając na dalsze wyjaśnienia zadała kolejne pytanie.
            -Czy ty nie jesteś, aby jakimś wampirem?
            To pytanie go rozbawiło, ale odpowiedział od razu.
            -Nie. Wampiry nie istnieją.
            -Czy jesteś takim pierwszym jej eksperymentem?
            -Nie.
            Alexis się zirytowała.
            -Czy jest może jakieś pytanie, na które odpowiedź brzmi „tak”, a nie „nie”?
            Zmarszczył brwi zastanawiając się przez chwilę.
            -Oczywiście. Na przykład: „Czy powinnaś wracać do domu?” Odpowiedź brzmi TAK!
            Alexis zrobiła wielkie oczy nie bardzo wiedząc co powinna teraz zrobić.
            -A to tak, ja właśnie chciałem porozmawiać z tobą na ten temat. - powiedział po chwili ciszy.
            -Czy to oznacza, że chcesz się mnie pozbyć?
            Ian zrobił zdziwiona minę.
            -Co? Oczywiście, że nie. Gdy tu jesteś, ten dom nie jest taki pusty. Ale chodzi tu o coś innego. Po pierwsze, twoi rodzice się o ciebie martwią. Jedna córka w szpitalu, druga uciekła i nie wiadomo czy w ogóle żyje. A po drugie chodzi tu też o twoje bezpieczeństwo. Siedząc tu ze mną narażasz się na atak Tori. A będąc pomiędzy ludźmi czarownica nie zaatakuje cię otwarcie. Będziesz miała wtedy większe szansę na przetrwanie. - na chwilę urwał - Tak będzie lepiej dla wszystkich....
            Ian jeszcze przez chwilę przekazywał jej wszystkie za i przeciw tego pomysłu. Sama w końcu doszła do wniosku, że on ma radcę, więc się zgodziła. Dała jednak pewne ultimatum. Albo nawet dwa. Po pierwsze sama nie chciała wrócić do domu, powiedziała więc, że on ma najpierw ma iść do jej rodziny i wytłumaczyć im, dlaczego to zrobiła, potem dopiero ona odważy się tam pójść. Miała nadzieję, że rodzice uwierzą w to co powie im Ian, bo bez tego na pewno nie będzie tam wracać. A po drugie poprosiła go aby opowiedział jej o co pokłócili się z Natashą. Ian nie miał wyjścia, musiał jej to powiedzieć.

            Alexis pośpiesznie zamknęła drzwi, gdy Ian zniknął jej z oczu. Przekręciła kluczyk i dopiero wtedy poczuła się troszkę bardziej bezpieczna. Tak jak obiecał jej poprzedniego dnia poszedł porozmawiać z jej rodzicami, aby opowiedzieć im o tym wszystkim co się wydarzył. Może to i zabrzmi troszeńkę głupio, ale bała z nimi spotkać, nie wiedziała jak zareagują, czy na przykład nie zatrzasną jej od razu drzwi przed nosem.
            Skierowała się w stronę kanapy, usiadła na niej i zaczęła patrzeć na to, co leci aktualnie w telewizorze. Nie skupiła się jednak na tym co widziała, tylko na swoich własnych myślach i obawach. Po pierwsze w jej głowie nadal kołowała opowieść Iana o tym, jak Tori go przemieniła i o tym co działo się po tym, jak pierwszy raz się spotkali. Nie powiedział nic na temat relacji, które ich łączyły, ale tego to można było się bez problemu domyśleć. Opowiedział wtedy też w jaki sposób zginęła. Wiedziała, że zrobiła to Tori z zemsty na nim, a przy okazji wybrała ją na obiekt swoich eksperymentów, które oczywiście nie wypaliły, dlatego teraz przeskakuje za nią w czasie, aby dopaść i zabić. Powiedział też o tym w jaki sposób Tori ją wtedy zabiła i o tym jak potem mu o tym wszystkim opowiedziała. Czarownica musiała go ogłuszyć, bo tak bardzo chciał ją zgładzić. Gdy się ocknął był już w tym domu, a jakaś starsza pani opatrywała mu ranę na głowie. Powiedziała mu wtedy coś co było dość dziwne. Mówiła, że czekała na niego bardzo długo i że odtąd będzie tu mieszkał.
            Według Alexis większość nie trzymała się kupy, doskonale wiedziała, że on nie powiedział jej wszystkiego, ale nie miała mu tego za złe. To co się dowiedziała było dla niej szokiem, a co stałoby się, gdyby dowiedziała się czegoś jeszcze? Najgorsze jednak czuła się słuchając opowieści o tym o co pokłócił się z jej siostrą. Zabolało ją też to, że wszyscy w jej domu o tym wiedzieli oprócz oczywiście jej samej.
            Wtedy nagle jak na zawołanie uzmysłowiła  sobie, że jest sama w domu, co oczywiście oznaczało, że może pogrzebać troszkę w szafach Iana, a on o niczym się nie dowie. Pośpiesznie wstała wyłączyła telewizor i pobiegła do jej tymczasowego pokoju. Ukucnęła przy łóżku i sięgnęła ręką pod nie. Do tej pory korciło ją co tak na prawdę się tam jeszcze mogło znaleźć. Na początku wyjęła pudełko z dziwna apteczką, oraz trochę brudnych skarpetek, bluzkę i parę innych części garderoby. Nagle jej ręką natrafiła na inne pudełko. Od razu je wyciągnęła, było o wiele mniejsze niż to poprzednie. Nie zastanawiając się co tam może być, otworzyła je. Jednak to co zobaczyła przyprawili ją o mieszankę wielu rożnych uczuć. Było tam jednak najwięcej bólu i strachu. W środku leżał czarny pistolet. Alexis tak na prawdę spodziewała się wszystkiego, ale nie akurat tego. Od razu przypomniało się jej jak jakiś rok temu Megan i jej tymczasowy chłopak zabrali ją na strzelnicę. Przez siedem dni chodzenia tam zakochała się w pistolecie. Dziwiła się, że tak piękna rzecz może zrobić komukolwiek krzywdę. Opuszkami palców dotknęła czarnej obudowy. Po chwili namysłu wyjęła go i oglądała z każdej strony. Z ciekawości otworzyła, aby sprawdzić czy jest nabity. W środku znalazła dwie srebrne kulki. Powoli zamknęła go.
            -No proszę, jedna z tajemnic naszego kochanego Shane’ya wyszła na jaw.
            Alexis przelękła się nie na żarty słysząc za sobą czyjś głos. Przerażona odwróciła się, odbezpieczyła pistolet i strzeliła w stronę osoby, która wtargnęła do tego domu bez pozwolenia. Dopiero po chwili uświadomiła sobie co też zrobiła. Pistolet wyleciał jej z ręki i z jeszcze większym przerażeniem w oczach patrzyła na kobietę o czarnych włosach opadających kaskadą loków na jej odkryte plecy i ramiona. Dziewczyna utkwiła swój wzrok w ranie, którą jej zadała. Znajdowała się ona na jednej z odsłoniętych piersi, które po przez wieki dekolt w sukience prawie nie wyskakiwały stamtąd. Z rany, w której tkwiła kulka nie leciała jednak krew, tylko dziwny czarny płyn. Kobieta nie przejęła się tym. Bez żadnych uprzedzeń włożyła dwa palce w ranę i wyjęła kulę, co o mało nie sprawiło, że Alexis zwymiotowała na podłogę.
            Rudowłosej wystarczyło jedno spojrzenie w oczy tejże kobiety, aby zorientować się kim ona jest. Wymówiła to imię szeptem, ale i tak po jej całym ciele przeszedł dreszcz strachu.
            -Niekiedy udaje ci się mnie zaskoczyć Daneo. Niekiedy potrafisz odkryć prawdziwe przeznaczenie mózgu i zabłysnąć inteligencją.
            Głos którym przemówiła kobieta był tym samym głosem, który przemawiał parę dni temu przez Megan. Teraz już była w stu procentach pewną kto przed nią stoi. Była to Tori bez żadnych pośredników, tylko ona sama, w swym własnym ciele.
            -Ty dziwko! Zniszczyłaś mi życie! - krzyknęła Alexis i choć sama tego nie planowała zerwała się z ziemi i rzuciła na czarownicę.
            Nie zrobiła jednak nawet pięciu kroków, gdy jakaś dziwna siła zatrzymała ją, a potem odepchnęła do tyłu w taki sposób, że wylądowała na łóżku, uderzając głową o drewnianą framugę. Na chwilę pociemniało jej przed oczami. Oprzytomniała dopiero wtedy, gdy coś szorstkiego oplotło jej nogi i ręce. Spojrzała w tamtą stronę i ostatkiem sił powstrzymała się od krzyku. Z pościeli zaczęły wyrastać korzenie drzew, które uniemożliwiły jej jakiekolwiek poruszenie się. Starała się jakoś uwolnić, ale nie była w stanie.
            -Nie wierć się tak głupia księżniczko. Im mocniej szarpiesz, tym one mocniej się zaciskają. - powiedziała Tori podchodząc w stronę łóżka, przy okazji kopiąc też gdzieś w bok czarny pistolet. - I nie martw się, nie zabiję cię. Wytłumaczyłabym ci to dokładniej, ale i tak twój mózg zapewne nie zrozumiałby tego, więc po co. Powiem najkrócej - nie mogę cie zabić.
            Tori przysiadła na brzegu łóżka. Alexis z wściekłością patrzyła na nią zatrzymując się na chwilę na jej oczach. Doszła do wniosku, że choć były dziwne, bo żółte, było też w nich coś pięknego, przyciągającego.
            -Nie jesteś jedyną osobą, która ma do wszystkich i o wszystko pretensje. Wyobraź sobie, że ja je też mam. Do wielu ludzi rzecz jasna, ale najbardziej chyba do jednej takiej durnej księżniczki, która leży teraz bezradnie przede mną. - na chwilę ucichła, a na jej ustach pojawił się kpiący uśmiech. - Jesteś w tej chwili tak samo przerażona jak wtedy, gdy zabijałam cię po raz pierwszy. Jak mniemam Shane’y ci o wszystkim powiedział, co?
            Tori pochwyciła zdziwioną minę Alexis, co sprawiło, że jej uśmiech pogłębił się jeszcze bardziej.
            -Znając ciebie i twoją mądrość nie wiesz o kim ja w ogóle mówię? Tobie w tym wcieleniu przedstawił się chyba jako Ian, prawda? A tak na prawdę ma na imię Shane, dla twojej wiadomości. A więc wracając do tego co miałam zamiar powiedzieć ci już od samego początku. Nie ja jedna psuję wszystkim życie, ty też to robisz. Moje na przykład zniszczyłaś. I wiesz co...
            Nie dokończyła jednak tej myśli, spojrzała się nagle w stronę okna. Na jej twarzy pojawił się triumfalny uśmiech. Spojrzała znów na Alexis.
            -No cóż nasza przemiła rozmowa właśnie dobiegła końca. Nie będę ci przeszkadzać, gdy będziesz miała gościa. Do zobaczenia kiedyś tam w przyszłości, albo przeszłości..
            Nim do Alexis dotarły te słowa, Tori rozpłynęła się pozostawiając po sobie tylko lekką mgiełkę unoszącą się w miejscu, na którym siedziała. Dziwne rośliny, które stworzyła zniknęły razem z nią, więc Alexis mogła spokojnie podnieść się i rozmasować sobie obolałe nadgarstki. Wtedy usłyszała huk wybijanej szyby. Zrozumiała też, że Tori była niczym w porównaniu z tym, co miało się jej przytrafić za chwilę.

            Ian spojrzał w stronę nieba, gdy coś mokrego spadło mu na policzek. Po chwili znów się to powtórzyło. Nie był to jednak deszcz, a pierwszy śnieg tego roku. Uśmiechnął się pod nosem i ruszył dalej. Tak jak obiecał miał zamiar porozmawiać z rodzicami Alexis. Może to i wyglądało jak by chciał się jej pozbyć, ale było wręcz przeciwnie. Gdyby nie to, że Tori częściej może atakować ją w jego towarzystwie, w ogóle by się do tego nie posunął. Ba, nawet namawiałby ją, aby została dłużej. To jednak nie było możliwe, jeżeli chciał, aby wiedźma jej nie dopadła. Od razu skarcił się w myślach, nie może teraz myśleć pesymistycznie, nikomu to nie pomoże. A zresztą ciało, którego Tori używała jako pojemnika już nie żyje, więc nie ma się czego bać. Czyżby? Zresztą nie chciał stracić Danei po raz kolejny nawet jeżeli w tym wcieleniu w ogóle go nie pamiętała. W ogóle to on nie wiedział, czy kiedykolwiek się jej to przypomni. Mogło to być wtedy całkiem dużym utrapieniem, bo przez siedemnaście lat sterczał w jednym miejscu czekając, aż będzie na tyle dorosła, aby uwierzyć w to wszystko co jej opowie.
            Te siedemnaście lat, które spędził w Nowym Jorku były tak nudne jak flaki z olejem, nie mógł się z nikim zaprzyjaźnić, bo jakby niby potem wytłumaczył, że w ogóle się nie starzeje. Zrobił to dopiero wtedy, gdy postanowił wprowadzić swój plan w życie. Zapisał się wtedy na studia, na te same, na które chodziła Natasha i mówiąc w skrócie po prostu ją uwiódł. Najpierw tylko ze sobą chodzili, a gdy się jej oświadczył, za namową jej ojca, zamieszkał u nich. Tylko na to czekał. Zbliżył się do Alexis, która oczywiście przez cały czas traktowała go jak „narzeczonego siostry”. I wtedy nastąpił ten feralny dzień, w którym pokłócił się z Natashą. Alexis, po tych niecałych dwóch tygodniach, szybko się domyśliła co było powodem ich kłótni. Albo kto był powodem. Sama Alexis. Gdy Natasha zaczęła się domyślać, powiedział jej prawdę. Że tak na prawdę kocha Alexis, że to wszystko przez cały czas był dla niej. Ona jak można było się domyśleć, załamała się. Niecałą godzinę po tej kłótni jej ojciec kazał mu się wynieść z tego domu, mówiąc, że nie ma prawa zbliżać się do żadnej z jego córek. Tak też zrobił, wyniósł się. Zamieszkał w domu, w którym mieszkał przez poprzednie szesnaście lat. Postanowił też, że gdy Alexis będzie dorosła, a ojciec nie będzie miał na nią takiego wpływu jak teraz, znów wkroczy w jej życie. Jednak ona pojawiła się znów w niepodziewanym momencie. Nieźle przy tym mu się oberwało. Zdziwił się  jeszcze bardziej, gdy tego samego wieczoru idąc na skróty do swojego domu, znalazł ją nieprzytomną na ziemi. O dziwo, dopiero po pół roku dowiedział się co po ich kłótni stało się z Natashą. Zostawiła studia i wyjechała do innego miasta. Tak po prostu, nikomu nic nie mówiąc. Przypominał sobie też jak Alexis wspomniała, że rodzice za coś ją znienawidzili, ale o tym już nie chciała mu powiedzieć. On jednak domyślił się o co chodziło.
            Nawet dla niego, choć nie powinno, to wszystko było dziwne. Na początku myślał, że to co zrobiła dla niego Tori to coś fajnego, dlatego też  się do niej przyłączył. Zmienił zdanie, gdy spotkał Danee, potem do tego wszystkiego był ten dziwny przeskok w czasie o kilka wieków. Jednak najdziwniejsze było to, że pojawia się tu w tym miejscu dokładnie w dniu i o godzinie, w której Danea urodziła się na nowo jako Alexis Gray.
            Z tej burzy mózgu wyrwał go dziwny widok. Przed nim jakieś pięć metrów stała dziewczyna. W niej nie było nic dziwnego, dziwny był natomiast jej ubiór. Krótka sukienka na ramiączkach w środku listopada. Ian zatrzymał się dopiero wtedy, gdy zorientował się, że zna tę dziewczynę.
            -Witaj Shane. - powiedziała uśmiechając się szeroko, aby przypomnieć mu o swojej największej broni, o wydłużonych kłach.
            -Reyna – wysyczał wpatrując się w jej oczy, które jedno z nich było normalne, a drugie zmieniało non stop kolory - Czego chcesz?
            Ianowi nie spodobały się dwie rzeczy. Po pierwsze to, że w ogóle ją spotkał, jedną z najbardziej oddanych Przeklętych w świcie Tori. Nigdy jej nie lubił zważając na to w jaki sposób chciała wymusić na Tori swoją przemianę. Drugą rzeczą było to, że Reyna nazwała go tym jego pierwszym imieniem, od którego zdążył się już odzwyczaić. Wolał być nazywany Ianem, tak jak nazwała go tego pierwszego dnia dziwna babcia, która jakimś dziwnym trafem znała całą jego przeszłość. Żałował, że już jej nie ma, może by w jakiś sposób zaradziła na to, co się tu działo.
            -Rozumiem doskonale, że jesteś bardzo zajęty. A więc będzie szybko i bezboleśnie – urwała, a na jej twarzy pojawił się jeszcze szerszy uśmiech - Pani Tori kazała ci przekazać specjalne pozdrowienia wraz z prezentem.
            Reyna jednak nie dała mu żadnego pakunku, tylko po prostu  odwróciła się i zniknęła za najbliższym zakrętem.
            Ian nie domyślił się czym może być ten cały prezent, co było jego pierwszym i do tego największym błędem. Ruszył przed siebie przyspieszając. Cieszył się, że już odeszła, bo jeszcze chwila a straciłby cierpliwość, a wtedy jej buźka nie wyszłaby z tego cało.
            Gdy stanął przed drzwiami wziął głęboki oddech, mając wielką nadzieję, że rodzice Alexis nie zamkną mu drzwi przed nosem ledwo zobaczą jego twarz. Zapukał. Nie minęła chwila, gdy drzwi otworzyły się. Ian stał zaszokowany, wpatrując się w tą znajomą twarz. Przed nim we własnej osobie stała Natasha. Na jej twarzy pojawiła się bardzo podobna mina do tej, którą miał Ian. Ona jednak jako pierwsza odzyskała głos.
            -Witaj Ianie. – powiedziała, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech.
            -Natasha... – tyle zdołał z sobie wydusić.
            Nie spodziewał się jej tu spotkać.
            -Przecież ciebie nie powinno tu być. Alexis mówiła... – powiedział, ale niedane mu było skończyć.
            -Widziałeś Alexis? Teraz? Wiesz może gdzie jest? – zapytała mówiąc coraz szybciej. Zawsze tak robiła, gdy była zbyt zdenerwowana.
            Ian przez chwilę zastanowiła się czy ma jej skłamać, ale doszedł do wniosku, że to bezsensu, bo przecież przyszedł tu, aby przekonać jej rodziców.
            -Tak, jest teraz u mnie. – powiedział robiąc krótką przerwę – Wiesz czemu uciekła, prawda?
            Natasha jak mało kto wiedziała jak traktowała ją Charlotta. Kiwnieciem głowy potwierdziła to.
            -Przyjechałam tu ledwo się dowiedziałam, że zniknęła. – odpowiedziała na jego wcześniejsze pytanie, po czym spojrzała na niego – A ty po co tu przyszyłeś?
            -Muszę porozmawiać z waszymi rodzicami. Alexis chce wrócić do domu, ale boi się stanąć przed rodzicami, bo boi się ich reakcji. Wysłała mnie tu.
            Natasha kiwnęła głową.
            -Wejdź. – powiedziała wpuszczając go do środka, przy okazji zasłaniając jedną ręką swój brzuch. Ian jednak zobaczył to o czym nie chciała mu powiedzieć Alexis, powód dla którego rodzice ją znienawidzili. Natasha była w ciąży.



Witajcie ludki moje kochane;)
Od razu mówię, że nie możecie mnie zabić, bo inaczej nie dowiecie się niczego;p A wy jak myślicie kto "odwiedził" Alexis? Kto jest ojcem dziecka Natashy? Oj tak, niedługo poznacie mój chytry plan!
Acha mam też do was jedno pytanko, co można zrobić, aby pojawiły się na blogu te cholerne akapity??? Próbowałam już wszystkiego i to na dwóch różnych komputerach. No i jak widać nic. Możecie mi pomóc?
Pozdrawiam,
EDIT: no dobra już ogarnęłam te akapity, dzięki za pomoc;*

13 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawy rozdział. Dużo się w nim dzieje.
    Akcja się fajnie rozwija. Aż mam ciarki i jestem ciekawa tego Twojego szatańskiego planu. Sama jestem ciekawa, kto złoży wizytę kochanej Alexis no i kto spłodził dziecko Natashy.
    Oj, wpadłam po uszy. Zaczytałam się! :)

    A co do akapitów, to ja piszę w wordzie i robię akapity za pomocą klawisza 'tab'. I potem wklejam do notki całość. I są.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam nową czytelniczkę;)
      Dziękuję ci za te słowa, strasznie się cieszę, że to opowiadanie przypadło ci do gustu.
      A co do tych akapitów, to próbowałam identycznie, ale to i tak nic nie pomogło. ufff muszę spróbować jeszcze raz.
      pozdrawiam i mam nadzieje, że cię w przyszłości nie zawiodę;*

      Usuń
    2. Poprawiony prolog pojawił się już na moim blogu! :)
      Pozdrawiam.
      [close-to-the-light]

      Usuń
    3. Poprawiony rozdział 1 pojawił się już na moim blogu! :)
      Pozdrawiam.
      [close-to-the-light]

      Usuń
  2. Cóż, co do akapitów, ja kopiuję gotowy tekst z Worda, już z akapitami imam je na blogu... Ale na pewno jest na to jakaś komenda w css, może na blogu by-lefaba.blogspot.com coś znajdziesz.
    A rozdział był naprawdę długi, ale przy tym nieco się działo, chociaż oczywiście... tego co najciekawsze nie wyjaśniłaś, a mianowicie kto odwiedzi Alexis? I czyżby ten gość miał być rzeczywiście gorszy od Tori? :>
    Ian zachował się wręcz podle, uwodząc Natasha. I jakoś tak go nie lubię po tym rozdziale, wciąż mam na uwadze to, że mógł coś kręcić opowiadając historię swojej przemiany.
    Ciekawi mnie również tożsamość ojca dziecka Natashy. Robi się coraz ciekawiej.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiesz, ten gość wcale nie jest groźniejszy od Tori, ale.... dobra nic nie mówię, bo za chwilę wyjawię tajemnicę i niespodzianka w następnym rozdziale się nie uda xd
      Ian jest wredny, to prawda, ale hmmm rozbił gorsze rzeczy niż uwodzenie siostry dziewczyny, w której się zakochał. A co do tego jego kręcenia, och niestety zmienił parę ważnych wątków.
      A co do dziecka, cóż przyznam ci się, że jeszcze nie wiem dokładnie kto będzie tym szczęściarzem i dostanie tytuł "Tatusia", ale mam już parę wrednych pomysłów. Ale wszystko w następnym rozdziale;)
      pozdrawiam

      Usuń
  3. Przepraszam, że aż tyle czasu musiałaś czekać na mój komentarz. Ostatnio albo nie mam do tego głowy, albo czasu. Już sama nie wiem, co gorsze.
    W każdym razie rozdział przeczytałam i spodobał mi się. Dobra długość, ciekawa akcja. Tylko tyle wystarczy mi do szczęścia ;)
    Oczywiście mam cię ochoty udusić za tą końcówkę, ale że sama nie jestem lepsza, to się od tego powstrzymam. Faktycznie, ktoś musi dokończyć tą historię, więc morderstwo nie wchodzi w grę, haha!
    Co do tego kto jest ojcem dziecka Natashy oraz tego, kto odwiedził Alexis... Mam pustkę w głowię i trochę obawiam się tego twojego planu. No, ale zobaczymy co z tego wyjdzie ;)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och tak, też mam ostatnio non stop ten problem. I jeszcze ta szkoła -.- Cieszę się więc, że znalazłaś chwilę;)
      oj tak powinnaś obawiać się moich niecnych planów, bo może wyjść tak, ze nikt tego nie przeżyje, ani bohaterowie, ani czytelnicy xd
      Niektóre rzeczy wyjaśnią się w następnym rozdziale, na niektóre będzie trzeba czekać hmmm troszkę dłużej;)
      pozdrawiam;*

      Usuń
  4. O tak miałam wcześniej zostawić komentarz. No nic. Widać od tego rozdziału coś nowego i to że Natasha jest w ciąży i ciekawe z kim? To czekam na cd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto jest tatusiem? Oj nie powiem ci! To będzie tajemnica;p
      Nie martw się, znasz tylko fabułę następnego rozdziału, który w sumie też się trochę zmieni. A po tym... ^.^ ach będę mogła wypuścić wodze fantazji i trochę powymyslac;) już nie mogę doczekać się tych rozdziałów!

      Usuń
  5. Ten rozdział jeszcze bardziej pobudził moją ciekawość i już nie mogę się doczekać kolejnych rozdziałów, i jestem ciekawa twojego chytrego planu. Rozdział tak mnie wciągnął, że aż nie zauważyłam kiedy go skończyłam czytać. Jestem ciekawa kim jest ten gość Alexis i kto jest ojcem dziecka Natashy.

    Pozdrawiam i życzę weny ;**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci za komentarz. Część mojego chytrego planu poznasz...hmm jutro? Chyba tak ^.^
      Pozdrawiam

      Usuń
  6. W końcu tu dotarłam ; D
    Nawet nie wiesz jak się cieszę .
    chyba wiesz co o tym myslę ? ;P A jak nie to się domyśl.
    :D
    Nowy rozdział na Aniołku ; ***
    http://as-w-poszukiwaniu-prawdy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

wykonała Anaya