sobota, 12 lipca 2014

Epilog

            Danielle Gray w końcu, po bardzo długim czasie spełniła jedno ze swoich marzeń. Potrzebowała bardzo dużo czasu i cierpliwości, aby przekonać Zeusa, że jest na tyle odpowiedzialna i zaradna, że może zostać wysłana na ziemię, aby wykonać tam jedną z długoterminowych misji. Przy okazji również miała wtedy spełnić swoje marzenie, czyli ukończyć szkołę i strać się położną. Nie wiedziała, czemu jej aż tak na tym zależy. Podejrzewała, że był to wpływ rozmów z Elaine Malory, która wiele razy opowiadała jej o trójce dzieci, które przy jej pomocy przyszły na świat.
            Zeus przez naprawdę długi czas nie chciał się na to zgodzić, bo uważał, iż ktoś tak wysoko postawiony jak Domino nie powinien pojawiać się na ziemi tylko po to, aby pójść na uniwersytet i skończyć go.  Uważał, że Atena lepiej by ją do tego przygotowała, niż jakaś szkoła. Danielle w pewien sposób przyznawała mu rację. Atena, mimo że nie była boginią mądrości, tak jak to mówiła mitologia grecka, a tylko jedną z dwunastki na Olimpie, Odwierną, to i tak była niesłychanie mądra i zaradna. Domino uwielbiała spędzać z nią czas. To jednak nie sprawiało, że chciała porzucić swoje marzenie. Wiedziała, że w tym wszystkim nie chodzi tylko samą, zwykłą naukę, tylko o czas, który będzie mogła spędzić z innymi ludźmi. Siedząc na Olimpie miała u swojego boku tylko Odwiernych, którzy wiekiem przerastali ją o kilkadziesiąt tysięcy lat. Niekiedy zdarzało się, że pojawiały się dzieci, ale to i tak nic nie zmieniało.
            Gdy jej się to udało, była najszczęśliwszym człowiekiem na świcie. Nie przejmowała się nawet tym, że została wysłana z obstawą, która tak naprawdę prawie w ogóle nie odstępowała jej na krok. Tym jednak się nie przejmowała, bo doskonale umiała dogadać się ze swoimi ochroniarzami i oni bardzo często szli jej na rękę. Mogła nawet przyznać, że cały czas.
            Gdy Domino weszła na niewielki plac zabaw było późne popołudnie. Gromadka dzieci biegała w te i z powrotem bawiąc się i przekrzykując nawzajem. Trzy kobiety, które musiały być matkami siedziały obok siebie na ławce i rozmawiały o czymś z ożywieniem. Danielle uwielbiała przychodzić w to miejsce. Było ono blisko jej mieszkania i prawie nigdy nie spotykała tu nikogo znajomego. No chyba, że akurat tego chciała. Usiadła na swoim ulubionym miejscu, czyli dużej kilkuosobowej huśtawce. Oparła się, po czym powoli zaczęła odpychać się nogami wprowadzając ją w ruch. Nie chciała przy sobie niczego prócz starej, czerwonej książki. Nie chciała, aby ktokolwiek jej przeszkadzał, więc nawet telefon zostawiła w mieszkaniu. Wiedziała, że w końcu jej ochroniarze się zorientują, że wyszła nic im o tym nie mówiąc i zaczną ją szukać. A pierwsze miejsce, do którego zajrzą to ten plac zabaw.
            Po kilku chwilach błogiej ciszy Domino otworzyła książkę, którą trzymała w ręku. Ona tak naprawdę wcale nie wyglądała na jakąś strasznie starą. Owszem pochodziła ona z przed jakiś trzydziestu lat, ale z zewnątrz nie różniła się ani trochę od książek, które były drukowane w tych czasach. Była stara pod innym względem. Jej strony były pożółkłe i kruszyły się pod palcami. Trzeba było bardzo na nią uważać, aby jej nie zniszczyć. Domino teoretycznie nie powinna jej trzymać, bo była to własność uniwersytetu. To jednak nie powstrzymało jej przed przywłaszczenie sobie tej książki, która miała dla niej dużą wartość.
            Przeglądała strony czytając poniektóre historie, które się tam znalazły. W pewien sposób znała je na pamięć, ponieważ o niektórych z nich słyszała już wcześniej, a w niektórych nawet uczestniczyła. Przyglądała się zdjęciom Danei Tudor, które widniały, co kilkanaście stron. Nie chciała tego przed sobą przyznać, ale odnalezienie tej książki zabolało ją bardziej, niż ucieszyło. Starała się nie myśleć o tym, co stało się z Przeklętymi. To tylko przywracało wspomnienia.
            Bolała ją jeszcze jedna rzecz. Zaraz po tym jak Tori i cała reszta tych wszyscy osób zginęła bieg historii się zmienił. Nie jakoś strasznie drastycznie, ale zawsze. W żadnej z książek, czy podręczników o czasach Tudorów nie było wzmianki o księżniczce Danei zabitej przez Anne Boleyn. Nie było jej nigdzie. Tak jakby w ogóle nie istniała. Nie istniała również żadna Alexis, Charlotta, Nadie, czy Maja. W pewien sposób nawet ona nie istniała. Nie było na ziemi żadnego jej aktu urodzenia, ani chociażby wzmianki o tym, że mieszkała kiedyś w jednym z domów dziecka. W odróżnieniu do Danei, która umarła, ona nadal istniała, ale nigdzie nie było o niej żadnej wzmianki. To w pewien sposób wprowadzało ją to w melancholię.
            Po prawie godzinie, którą spędziła w samotności siedząc na huśtawce, przybyli w końcu jej ochroniarze. Nie wiedziała czemu, ale lubiła tak o nich mówić, mimo że im się to ani trochę nie podobało. Alice Rivers widząc ją siedzącą w tym samym miejscu, co zawsze przewróciła oczami, po czym powolnym krokiem ruszyła w jej stronę. Za nią szedł Remi Blanchard trzymając ją za rękę. Domino naprawdę się cieszyła, że chociaż im się udało. Gdy pojawiła się na wyspie i dała im łódź, dzięki której dopłynęli na Olimp, nie wiedziała, jak zagarują na to jego mieszkańcy. Ku jej zaskoczeniu Zeus przyjął ich z otwartymi ramionami, mimo że nadal było słychać w jego głosie obawę. Później zawarli porozumienie. Dał im rok na zaklimatyzowanie się na Olimpie i nauczenie się wszystkich jego zasad. Test zdali pomyślnie, przez co Alice stała się Odwierną, a nie tylko córką Tori. Remi natomiast nie został skazany na śmierć, mimo iż był Przeklętym. Przez wiele, wiele lat bardzo przysłużyli się Olimpowi, a wszytko to zawdzięczali Domino. Dlatego też to oni wyruszyli z nią na ziemię. Cieszyła się, że nie był to ktoś zupełnie obcy, tylko dwie osoby, które znała doskonale.
            Obydwoje usidli obok niej. Nie odezwała się do nich ani słowem, tylko pokazałam im książkę. Widziała ich zaskoczone miny. Wszyscy sądzili, że skoro historia została zmieniona, to i ona przestała istnieć. Stało się jednak inaczej.
            - To niemożliwe – powiedział tylko Remi, po czym wziął ją do ręki.
            Domino przeżywała to wszytko, co się stało, mimo że przez bardzo długi czas szczerze nienawidziła Danei. Uważała, że gdyby nie ona, to jej rodzice nigdy by się nie rozstali, a to wszystko nie miałoby miejsca. Później jednak, gdy ją poznała, rozumiała, że dziewczyna jest inna niż jej się wydało. Pokochała ją może nie jak matkę, ale na pewno jak ciocię. Remi znał ją o wiele dłużej i to on spędził z nią wiele czasu. Nawet Alice mogła się czuć o wiele bardziej do niej przywiązana, niż Domino.
            Nim ktokolwiek zdążył zareagować piłka jednego z dzieci biegających po placu zabaw uderzyła w nich. Remi zdążył w porę zareagować i ją złapać. Inaczej Domino miałaby wielkie limo pod jednym ze swoich zielonych oczu. Dziewczyna nie czekając na głośny komentarz Remiego wzięła od niego piłkę i podeszła do chłopca, który patrzył na nich z przestrachem w oczach. Miał może jakieś pięć lat, jasnobrązowe włosy roztrzepane po całej głowie, zielone oczy i kilka brakujących zębów. Domino dała mu piłkę, a on uśmiechnął się do niej szeroko.
            - Shane, natychmiast przeproś panią za swoje zachowanie – zawała jedna z kobiet siedzących na ławce niedaleko nich.
            Chłopiec zrobił się czerwony na twarzy, po czym powiedział coś, co miało brzmieć jak przepraszam i od razu uciekł do swojego kolegi, z którym się bawił. Ta gromada dzieci przychodziła na ten plac zabaw prawie codziennie. Niekiedy w innym składzie, ale zawsze ktoś z nich tu był. Domino często im się przyglądała. Wróciła na swoje miejsce i tak jak codziennie zaczęła swoją obserwację.
            Z brązowowłosym Shanem bawił się chłopiec, może o rok od niego młodszy o włosach koloru jasnego blondu. Razem z nimi za piłką uganiała się jeszcze dziewczynka o czarnych włosach i z uśmiechem przyklejonym na twarzy. Nieudolnie próbowali udawać piłkarzy. Kawałek dalej w piaskownicy siedziały dwie dziewczyny, które mogły mieć z jedenaście lat. Niby lepiły babki z piasku, ale tak naprawdę cały czas o czymś rozmawiały. Jedna z nich była blondynką o włosach tak jasnych jak chłopak, który grał w piłkę, a druga miała czekoladowe włosy skręcające się w spiralki. Prócz nich na placu zabaw znajdował się jeszcze jednej chłopak o blond włosach, ale od samego początku było widać, że nie jest on spokrewniony z tamtą dwójką. Siedział obok jednej z kobiet i z przestrachem patrzył na wszystko dookoła. Co jakiś czas odszukiwał rękę matki tylko po to, aby upewnić się, że ona jest nadal obok. Wyglądało to trochę tak, jakby bał się, że zaraz ją zostawi. Jakby kiedyś, może w innym życiu spotkało go coś złego i bał się, że może się to wydarzyć ponownie.
            Domino w ogóle nie zwracała uwagi na to, co mówią do niej Alice i Remi. Kazała im się tylko uciszyć i zaczęła wsłuchiwać się w rozmowę telefoniczną jednej z kobiet. Nie rozumiała jednak z niej za wiele, ponieważ kobieta zamiast odpowiadać normalnie, non strop piszczała i wydawała inne dziwne dźwięki.
            Gdy w końcu się trochę uspokoiła popatrzyła na swoje koleżanki.
            - To dziewczynka – powiedziała, a z jej ust nie schodził uśmiech. – Tak jak mówiła.
            Wszystkie uśmiechnęły się w jednym momencie.
            - I co? Nadal upierała się przy tamtym imieniu? – zapytała któraś z nich,.
            - Niestety tak. To dziecko będzie miało przechlapane. Danea Tudor. Nie dość, że nazwisko takie jak jakaś tam stara rodzina królewska, to do tego jeszcze dziwniejsze imię.
            - A ja tam uważam, że ładnie to brzmi. Poza tym, to jest jej decyzja, a nie nasza – powiedziała nagle kobieta, przy której siedział ten blond włosy chłopiec.
            - Ty Destiny lubisz takie nietypowe imiona, dlatego i to ci się podoba – odpowiedziała kobieta, która wcześniej rozmawiała przez telefon.
            Ta nie odpowiedziała jej nic, tylko wstała.
            - Tori i Shanea, chodźcie tu, wracamy już do domu. – Po tym odwróciła się do koleżanek. – Jak mniemam jutro idziemy odwiedzić małą Danee.
            Wszystkie zgodnie pokiwały głowami, pożegnały się, po czym Destiny opuściła plac zabaw wraz z trójką swoich dzieci. Pozostałe kobiety również szybko stamtąd poszły.
Dopiero wtedy Domino spojrzała w stronę Remiego i Alice. Byli tak zaskoczeni tą sytuacją, że nie byli wstanie nic powiedzieć. Wiedziała jednak, że zrozumieli, o co w tym wszystkim chodzi.
            Po tym, po raz pierwszy odważyła się opowiedzieć im, co tak naprawdę stało się z Przeklętymi. Opowiedziała im prawdziwe zakończenie historii.
KONIEC
Noo, ten tego, wypadało by się pożegnać. Nienawidzę takich chwil, mimo że od dawna wiedziałam, że ona nadejdzie. Teraz, gdy mam coś tu napisać wszystko, co wcześniej sobie powiedziałam, że napiszę zniknęło z mojej pamięci. Wszystkie podziękowania i inne takie.

No dobra, trzeba trochę po improwizować.  Nie wiem czy jesteście świadomi, ale całe to opowiadania liczy sobie 306 stron worda. taaa sama się wczoraj tym nieźle zaskoczyłam. 
Powinnam chyba zacząć od podziękowania mojej siostrze. Gdyby nie ona to opowiadanie za pewne nigdy by nie powstało. To ona wymyśliła sobie postać Alexis, Charlotty, Iana i Tori. To oni na początku mieli być głównymi bohaterami wszystkiego. Po miesiącu jednak zdecydowała, zż woli całe opowiadanie podzielić na rożne światy. Tak powstała Alice, Josephine i inni. W połowie drugiej księgi stwierdziła, że pisanie nie jest tym, co chciałaby robić w wolnym czasie, dlatego opuściła to opowiadanie. Powiedziała mi jednak, że jeśli chce mogę je poprowadzić za nią. I tak właśnie powstała moja wersja tego opowiadania.
Przez prawie półtora roku męczyłam się z tymi bohaterami i z całą tą historią. Wiele razy chciałam opuścić to opowiadanie i zając się czymś innym. A jednak nadal tu jestem i je zakończyłam ;)
Teraz powinnam podziękować również tym wszystkim, którzy czytali to opowiadanie. Pewnie gdyby nie wy nigdy bym go nie zakończyła, bo nie czułam ku temu większej potrzeby. Wasze słowa wiele razy podnosiły mnie z dołka i dokarmiały wenę. Dziękuję wam! <3
Mojej becie również należą się wielkie podziękowania. Wiele razy musiała odkładać swoje sprawy aby podołać moim zachciankom i sprawdzić, niekiedy bardzo długi, rozdział. Tobie również bardzo dziękuję!!!

No to chyba byłoby na tyle. Osoby, które jeszcze nie mają mnie dosyć mogą zajrzeć na mojego nowego bloga. MOST DO MARZEŃ. byłabym tym faktem niezmiernie szczęśliwa.

Do widzenia ludki!!! Mam nadzieje, że jeszcze kiedyś się spotkamy!
wykonała Anaya